agatka-dwa
17.12.10, 11:46
Pod wpływem innego wątku na tym forum postanowiłam napisać o relacjach z moja mamą
mam 32 lata dwoje dzieci z mężem jestesmy po ślubie 7 lat. Związek udany opierający sie na miłości i zrozumieniu.
Ja jedynaczka wychowana przez wdowe od 28 lat która nigdy potem nie byla w związku. Nigdy nie byłam zbyt blisko emocjonalnie z matką gdyz co bym nie zrobiła bylo źle.
Nie taką szkołe wybrałam po podstawówce, nie ci znajomi, koledzy(chłopak), bo nie sprzatam, nie gotuje itp, fakt dzieci małe to nie zawsze jest czas na ugotowanie obiadu czy poodkurzanie ale w miare możliwości to robię, mąż nie narzeka wręcz sam mówi, jak nie dasz rady to nie rób ja zjem np obiad w pracy i tu problem zaczyna się... moja matka uważa, ze mój maz który w domu wstaje do dziecka i czasem poodkurza czy poprasuje to przy rozwodzie za kilka lat mi to w sądzie wypomni (gdzie tak jak pisalam wczesniej zwiazek udany i mąż robi to dobrowolnie). Bo podloga w kuchni nieumyta, bo okna brudne, nie pozmywane itp. Ona mi nie pomaga wogóle..jak przyjdzie raz w miesiącu do dzieci 2 dni pod rząd i to wtedy jak zadzwonie to juz w tym drugim dniu zaczyna szukac pretekstu do kłutni.
Zawsze jak przychodziła to ja wykorzystywalam moment, ze zajmuje sie dziecmi i własnie wtedy albo umyłam okna, albo poodkurzałam pozmywałam ale to źle bo ja szukam opiekunki do dzieci. Przy czym nie umie sie zajać dziećmi bo starszemu 5 lat najlepiej włączyc bajke, małą uśpić (11 m-cy) a samemu oglądac tv a potem to opowiada jak ona mi sie dziecmi zxajmuje. Z teściową mam dobry kontakt i kiedy tylko może wpada do dzieci, bawi sie z nimi. I tu zaczyna sie kolejny problem bo... teściowa za czesto do mnie przychodzi. jak jest teściowa i mama przyjdzie bez zapowiedzi to juz widze, ze ma focha, zaraz idzie na klatke schodowa zapalić, i zaraz mówi, ze idzie do domu. Sama ze swoja teściowa sie nie odzywała. Kolejny problem to jak czasem zadzwonie (sporadycznie) czy by przyszła bo musze wyjść zrobic zakupy to owszem przyjdzie ale sie zaraz nagada, ze wiatr, deszcz, snieg, zimno, gorąco a potem jak ode mnie wychodzi to, ze jej nikt nie pomagał ( co jest bzdura bo jej tata mnie do szkoły zaprowadzał, przyprowadzał, obiad ugotował itp), jak corka byla mniejsza i jeszcze w nocy sie budziła i mówiłam mamie, że jestem niewyspana to mi powiedziala, ze taka jest rola matki, ze jest ciągle niewyspana i, ze do niej mam pretensje, ze mam dwoje dzieci? Nigdy nie pamietam szczerych rozmów w moim domu jak byłam mała, nigdy nie mówiła ze mnie kocha. ja swoim dzieciom powtarzam to ciągle i jak kiedys syn przy mamie powiedział o mnie "kocham ta moją mame" to zaraz zaczeła płakać. jak mam do nie isc to juz jak jade winda na góre to jestem zestresowana bo wiem, ze nie będzie to miłe spotkanie bo z nia nie mozna porozmawiac o byle czym jak to z mama tylko obarcza mnie wyimaginowanymi problemami. Opowiada o swoich kolezankach jak to nie chca córkom pomagac przy czym sama sie nie kwapi do tego. Jak jej sie kiedys zapytalam czemu taka jest to powiedziała, ze jej sie tez cos od zycia należy, tylko, że ona nie siedzi u mnie całymi dniami codziennie, zeby nie miała swojego zycia, tak jak pisałam ze dwa razy w ciągu miesiąca. jak slysze od koleżanek jaki one maja kontakt ze swoimi mamami to jest mi strasznie przykro, ze moja mama nie czuje potrzeby widywania sie z wnukami. każda nasza rozmowa kończy się kłutnią bo moja mama odkąd wyszłam za mąż widzi potrzebe wychowywania mnie i jak jej mówię, ze jestem dorosła to uważa, ze to maż mnie "nasterowal" zebym jej nie słuchała. Ciągle tylko powtarza, ze mój mąż to dyrektor, ze mi rządzi (co jest nieprawdą, każda decyzje podejmujemy wspólnie), uwaza, ze źle zajmuje sie domem, ze maż nie powinien wstawac do dziecka w nocy, ze ja jestem wyrodna córka bo jej nie szanuję(czyt. nie słucham).
Teraz też jest obrażona na mnie, były Mikołajki nie przyszła, nawet nie zadzwoniła do dzieci, zbliżają się Święta i mama ciągle obrażona. Po ostatniej kłutni wyszła ode mnie i powiedziała, ze nie ma córki, ciągle zaczyna te wszystkie rozmowy gdzie wypomina mi całe moje życie a potem wychodzi ode mnie z płaczem a ja mam wyzuty sumienia, ze jestem złą córką.
Dodam jeszcze, że po cesarce z córką mama nie przyszła do mnie ani razu, to teściowa przez dwa tyg codziennie przychodziła do mnie pomagac i przynosiła nam obiady a moja mama jak zadzwoniłam do niej jak troche doszłam do siebie to powiedziala," no tak człowiek stary, chory to nikt sie nim nie zainteresuje"
przepraszam, ze tak długo ale musiałam sie gdzies wyzalić.