frog.1
03.01.11, 09:41
Długo zastanawiałam się,analizowałam i doszłam do wniosku ze wyślę męża z synem do teściowej.Nasz konflikt to sprawa miedzy nami i dziecku nic do tego.Nie chciałam być jak teściowa,która buntowała swoich synów przeciwko babce(swojej teściowej).Mąż zaskoczony,spytał czy dobrze się czuje;)
Poszli przed świętami.Pomijam fakt ze gdy zadzwonili do drzwi i mąż się przedstawił,teściowa udawała że nie wie z kim ma do czynienia.Wizyta trwała godzinę.Ponoć było poprawnie,jednak dziecko zaczęło puszczać farbę,że babcia stwierdziła że muszą już iść bo musi umyć podłogę.Na koniec obiecała małemu prezent pod choinkę.
W drugi dzień świat mąż zabrał małego ponownie.U teściowej była jej siostra z mężem.Od razu zaczęli rzucać uwagi że syn jest dziwny,mało kontaktowy,że ich wnuki są tak wychowane ze pójdą z każdym obcym,a nasze dziecko siedzi spokojnie,nie rozrabia-jednym słowem dziwadło!
Choć było przed obiadem zaczęli małemu wpychać ciastka i czekoladę(mały jest alergikiem i my musimy bardzo ostrożnie wybierać słodycze).I znowu się zaczęło:że wymyślamy,że wmawiamy mu choroby,że jak będzie głodny to i tak zje obiad,nawet po czekoladzie.Drażni mnie takie postępowanie,bo ja nigdy nie podważam autorytetu rodziców,nawet jeśli nie zgadzam się z tym jak wychowują swoje dzieci.Zresztą,widzieli małego może trzy razy,niekontaktowani się z nami,więc nie mogą wiedzieć czy alergia małego jest tylko naszym wymysłem.Na koniec zaprosili męża z małym do siebie i dali do zrozumienia ze mnie nie zapraszają.Syn spytał potem dlaczego ja nie mogę jechać do cioci i wujka.
Na koniec wizyty babcia wręczyła prezent wnukowi,na który czekał,który był tak szumnie zapowiadany.Prezentem dla czteroletniego chłopca okazała się świeczka w kształcie tortu urodzinowego.Tu nie chodzi o cenę,ale mały był rozczarowany.to tylko dziecko i jak się mu obiecuje złote góry to on w to wierzy.
Po ostatniej wizycie syn stwierdził ze mama taty znowu ich wyprosiła bo musiała odkurzać.Widzę ze nie chce słyszeć o kolejnych odwiedzinach.
Szczerze mówiąc zawiodłam się.Myślałam ze skoro maż i ja wyciągnęliśmy do teściowej rękę to ona to doceni.Że będzie cieszyła się z wizyt wnuka,a mały spędzi tam miło czas.Nie wiem co mam o tym mysleć.Moze trzeba jeszcze troche czasu....
Co Wy na to?