Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo

08.01.11, 09:51
Mąż mnienie kocha, nie widzi szans na dalszą przyszłość.
Spadło to na mnie dosyć nagle, bo kryzys trwał krótko wg mnie 2-3 m-ce to nie jest dużo, tym bardziej, ze maz wtedy ciągle pracował i nie było czasu na rozmowy itp itd.
Nie wiem co dalej robic:
mieszkamy razem, mamy 2 dzieci
sytuacja chora, nie wiem jak mam sie zachowywać w zaistniałej sytuacji, żeby nie myślał, ze mu się próbuję przypodobać, czy biorę go na litość.
jest mi bardzo ciezko, bo to była wielka miłość - zdawało się do grobowej deski, dla wielu znajomych ideał związku - ja tez tak myslałam.
Był 1 kryzys po urodzeniu 1.dziwecka, ale nie było mowy o braku miłości, dalismy rade - skorzystalismy ze spotkania z psychologiem.
Teraz maz nie chce, bo powiedzial, ze sobie wszystko wyjasnilismy (powód rozpadu zwiazku-brak wsparcia).
Na pytanie, czemu o nas nie walczył, powiedział, ze juz mi kiedys wspomniał, ze drugiego kryzysu moze nie wytrzymac....(aha, pol roku temu ur sie nam drugie dziecko)
Kurcze, ale co to za jazda,ze pojawia się problem, a on sie odkochuje.
Ma bardzo stresującą pracę, prowadzi nieregularny tryb życia. Wszystkie obowiazki domowe bralam na siebie, zeby go odciążac, denerwowałam się nie powiem, ze jest ciągle w pracy, ale bałam się, ze moze tam z kims wpasc w zbyt bliskie relacje...wszystko mu to wyjasniła i juz potem nie robiłam problemu z jego zbyt długiej pracy (ale powiedział, ze juz za poźno).
wszystko wg niego było za późno, a sam nie zrobił nic, zeby ten związek ratować.

Mieszkając ze mną daje mi jakąś nadzieję, ale wiem, ze niepotrzebnie, bo juz nic m-dzy nami nie ma (to jego słowa), do tego mnie blokuje, bo zamiast tkwic i znosic jego humory (wszystko co powiem/zrobie jeste źle, czasmi zachowuje sie w stos do mnie normalnie) mogłabym pojechac do rodziców, w których mam duze wpsarcie albo po prostu spotkac sie ze znajomymi. NP pojade do rodziców, to usłyszę na nich znowu to i owo, jak pojade do znajomych, to tez bedzie foch.
Aha, ciągle sa rozmowy o rozwodzie, o podziale majątku, alimentach. czasmi żartem czasami poważne.
Pani Agnieszko, jak rozwiązać tę sytuację? Jestem juz u kresu wytrzymałości, bo niestety wciąż go kocham...Nie daję sobie rady z tym wszystkim.
    • sanciasancia Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 08.01.11, 11:07
      Tully nie tak dawno o tym pisała:
      porada
      • esta_blish czy ktoś mógłby to przetłumaczyć? n/t 08.01.11, 11:28
        • deodyma Re: czy ktoś mógłby to przetłumaczyć? n/t 08.01.11, 11:35
          i ja nic z tego nie rozumiem...
    • nawrotka1 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 08.01.11, 11:07
      >denerwowałam się nie powiem, ze jest ciągle w pracy, ale bałam się, ze moze tam z kims wpasc w zbyt bliskie relacje...

      A jesteś pewna, że nie wpadł? Tajemnicze i nagłe kryzysy w 90ciu procentach mają taką właśnie przyczynę, niestety.
      • blusia-1 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 08.01.11, 11:38
        standart - ma na boku babe , albo jest gejem .
        • blusia-1 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 08.01.11, 11:42
          standard - mialo byc
          • nawrotka1 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 08.01.11, 11:52
            To drugie nie jest standardem, to pierwsze - jak najbardziej.
            Wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, albo poczytac podobne do tego wątki.
      • zjm1111 racja 10.01.11, 16:11
        jednak wpadł....własnie się dowiedziałam, ze kręci z koleżanką z pracy, na ile to prawda na ile plotka nie wiem.
        pozycza jej samochód, a na punkcie swojej fury ma mega bzika.....
        kolezanka od niedawna z nim pracuje, ale podobno to juz trwa jakis czas co by sie dokładnie pokrywało z naszym kryzysem:(
        • attiya Re: racja 12.01.11, 11:27
          no to masz powód aby przeprowadzić rozwód z jego winy
          wystąpić o duże alimenty, także dla siebie, skoro jak się domyślam na razie nie pracujesz
          kręcenie z koleżanką na boku to totalne świństwo, gdy ty jestś zaledwie pół roku po urodzeniu dziecka
          i to zrzucanie winy na ciebie, że nie byłaś mu wsparciem, ciekawe jak dużym wsparciem był on dla ciebie....
    • kol.3 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 08.01.11, 12:29
      Jeśli pierwszy kryzys był spowodowany urodzeniem dziecka, to może nie trzeba było się decydować na drugie dziecko, no ale teraz to musztarda po obiedzie.
      Sytuacja jest dla mnie dziwna - mąż twierdzi, że nie widzi perspektyw dla Waszego związku, ale Cię blokuje, manipuluje Tobą, nie podejmuje żadnych działań żeby sprawę rozwiązać. Może skoro nie widzi perspektyw, warto się rozstać - wyjedź z dziećmi albo zaproponuj mężowi wyprowadzkę. Może warto przeprowadzić twardą rozmową, jak on to dalej widzi. Nie proś o nic, tylko żądaj wyjaśnień, niech on się wytłumaczy.
      Nie jestem pewna, czy on nie planuje preferowanego przez panów sposobu na życie - żona i dzieci - owszem, przy czym żona sprowadzona psychicznie do parteru, a na boku inne panie.
      Może się mylę.
      • sebalda Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 08.01.11, 13:22
        Kol.3 bardzo mądrze pisze. Nie tłumaczyć się, skoro stroną z pretensjami jest mąż i mąż się odwraca, to on ma tłumaczyć, co powoduje ten odwrót.
        Pozostawanie z mężem ze świadomością, że on jest z Tobą z litości jest bardzo złe dla wszystkich (najmniej dla niego, bo może rzeczywiście wybrał model, o którym pisze kol3), za chwilę będzie też miało katastrofalne skutki dla dzieci, ktore będą w tym chorym ukladzie tkwiły i cierpialy. Jeśli mąż faktycznie chce rozstania, nie ma sensu walczyć, trzeba teraz postawić sprawę jasno, musisz iść po poradę do prawnika, jak z tego wyjść korzystnie przynajmniej finansowo. Jest niewykluczone, że mąż widząc Twoją twardą postawę, nagle zmieni front, może do tej pory byłaś zbyt uległa (taki obraz się wyłania z pierwszego postu), dlatego mąż się na Tobie wyżywa w jakiś przewrotny i sadystyczny sposób, ale jak zobaczy, że dajesz sobie radę, zrozumie, że się przeliczył. Myślę, że tylko zdecydowaną postawą coś jeszcze możesz wygrać, ale raczej nie będzie to już wygranie szczęśliwego małżeństwa, sorry. Masz wygrać siebie i swoje dzieci. A co mąż mówi o dzieciach, nie przeszkadza mu rozstanie z dziećmi?
      • zjm1111 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 08.01.11, 15:53
        Na drugie dziecko zdecydowalismy sie ponad 3 latach od kryzysu i było wszytsko ok.
        Bylismy b.szczesliwi i nie działo się nic złego.
        Tamten kryzys był tez związany z wyjazdem meza na szkolenie do innego miasta - bywał tylko w weekendy, a ja zostałam z małym dzieckiem sama. Wyjaśnione zostało wszystko i dlatego nie bałam się juz kryzysu-chociaz jak widać powinnam.
        Zakochany jest obecnie w pracy i kolegach - jest na fali i mu odbiło - to jedna z moich teorii.
        Może naiwnie, ale liczę, że poki co nikogo nie ma.

        A jeśli chodzi o sugerowaną twardość - to wiecie co... dzis jeszcze zanim weszłam na forum i o tym przeczytałam, tak sama z siebie byłam zupełnie spokojna i twarda i... chyba coś mu nie grało, bo jakiś milszy sie zrobił.

        Mam nadzieję, ze jedyne czego się boję to życie samotnej matki, a nie życie bez jego miłości.
        Na poważną rozmowę zdecyduję się po spotkaniu z psychologiem, bo muszę się troszkę wyciszyć i poprosić o rady jak postępować itp.

        No i cos mam przeczucie, ze powoli pojawia się problem alkoholu...
        Bardzo Wam dziękuję!
        Takie "wypisanie się" i posłuchanie innych to niezła terapia.
        • sebalda Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 10.01.11, 16:37
          "Teraz maz nie chce, bo powiedzial, ze sobie wszystko wyjasnilismy (powód rozpadu zwiazku-brak wsparcia)".
          Dlaczego faceci są tak tchórzliwi i mali?
          Znajdzie sobie taki jeden z drugim nowy, lepszy model, a potem: żona mnie nie rozumie. Tfu.
          Teraz pozostaje tylko szukać najlepszych rozwiązań prawno-logistycznych.
    • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 11.01.11, 02:49
      Widzę, że panuje tendencja do tłumaczenia kryzysu faktem, iż mężczyzna flirtuje z kimś w pracy. Może to nie jest popularny pogląd, ale sądzę, że większość dorosłych i dojrzałych ludzi nie rozgląda się na boki jeśli ich związek jest szczęśliwy.

      Może czasem jest tak, że w wyniku sączącego się kryzysu jedna ze stron zaczyna szukać potwierdzenia własnej wartości i bliskości gdzie indziej? Nie pochwalam, ale też nie można winy przypisywać zawsze 100% tylko jednej ze stron.

      Myślę, że mąż musi się zdecydować. jeśli podejmie decyzję, to powinien się jej trzymać.

      Nie wiem, jak wyglądał ten kryzys, ale uważam, że nie można stosować podwójnych standardów. Zauważyłam, że często na tym forum pojawiają się dwie skrajne różne opinie w zależności od tego, czy na długotrwały kryzys flirtem reaguje on czy ona. Jeśli on to cham, a jeśli ona.... to on też jest cham, bo ją do tego doprowadził! ;)

      Myślę, że sytuacja nie jest czarno-biała. Nie pochwalam flirtu z koleżanką z pracy, ale też być może w związku od dawna brakuje komunikacji. Czasem kobiety próbują sprowadzić mężczyznę do roli rozpłodowca, bankomatu i mało kompetentnego rodzica. Nie mówię, że to jest ten scenariusz, ale jeśli facet czul się gościem we własnym domu to może o to chodzi?


      • zjm1111 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 11.01.11, 14:40
        bankomatem i rozpołodowcem nie był:)
        zawsze czekał na niego obiad, kanapki do pracy, wyreczałam go ze wszystkiego z czego moglam...i bezgranicznie ufałam - i na tym polega moj błąd.
        mysle, ze ten flirt/romans(?) utwierdza go wprzekonaniu, ze ma w domu tak źle.
        z tego co wiem, to ta kobieta sie do niego klei i pewnie mu to bardzo odpowiada...
        moze sie powozić swoja fura i polansowa ciuchami:)
        oczywiscie, ze pewnym stoniu to tez moja wina, ale to nie ja rozwalam rodzine, bo pojawił się problem....Ja rozmawiałam, on nie, on ten kryzys dostrzegł znacznie wczesniej a nie zrobił nic i on o tym wie. sam stwierdził, ze to jego porazka.
        nie walczył, nie starał się...
        • nowy99 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 11.01.11, 16:11
          Moim zdaniem bardzo prawidłowa diagnoza autorko wątku. Byłaś za dobra, a takie, jak to ostatnio ujął w tv Najsztub szybko lądują na bruku, są przez facetów wyrzucane, ponieważ facet szuka konfrontacji, a w takiej kobiecie tego nie odnajduje, więc szuka następnej. To jego opinia, z którą się zgadzam, w 100% pokrywa się z moimi własnymi doświadczeniami i obserwacjami. POnoć mężczyźni kochają zołzy...
          Myślę też, że pierwszy Wasz kryzys polegał na tym samym: znalazł sobie panią w miejscu tej odległej pracy, ale się skończyło, bo wrócił do domu.
        • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 11.01.11, 17:16
          >>> zawsze czekał na niego obiad, kanapki do pracy, wyreczałam go ze wszystkiego z czego moglam...i bezgranicznie ufałam - i na tym polega moj błąd. <<<<

          W tym nie ma nic złego pod warunkiem, że jest to doceniane. A doceniane może być przez obie strony tylko wtedy, jeśli obie strony chcą domowych obiadów i kanapek. Bo jeśli mąż wolałby zjeść na mieście bylebyś Ty była bardziej wypoczęta i miała więcej energii, to pojawiają się problemy...

          Bo takie uszczęśliwianie na siłę to czasami jest nic innego jak niewolnictwo. Masz w głowie obraz tego, co kobieta robić powinna i za wszelką cenę chcesz to realizować. Tzn, przepraszam jeśli się zapędzam, bo oczywiście nie mogę stwierdzić, że tak jest po twoim poście. Ale jeśli tak jest, to tu także należy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego mężowi przestało zależeć. Oczywiście to nie znaczy, że ja usprawiedliwiam jego flirt. Próbuję tylko naświetlić, co mogło być przyczyną, że się od siebie oddaliliście.

          Kiedy mężczyźni się żenią to niekoniecznie chcą, żeby kobiety zmieniały się w kucharki i służki. A wiele kobiet się zmienia, bo taki jest przekaz społeczny i niestety, nie kończy się to dobrze.

          Można gotować codziennie obiad, ja też tak robię. Ale ja bym nie napisała, że dobra ze mnie żona, bo robię kanapki i gotuję obiady. Małżeństwo to coś więcej niż wymiana usług. A już narzucanie się z określonym modelem, chociaż drugiej stronie to nie odpowiada, nie jest fair. jeszcze raz dodam, że ja tylko dywaguje, nikogo nie oskarżam.

          >>>mysle, ze ten flirt/romans(?) utwierdza go wprzekonaniu, ze ma w domu tak źle. <<<

          Zazwyczaj tak niestety bywa. No cóż, jeśli tak jest to ten gość nie byłby kimś, z kim ja chciałabym być. W momencie kiedy mój mąż zacząłby narzekać do uszka jakiejś dziuni jak to ma ze mną źle, nie byłby już moim mężem. Zauroczenie to jedno, nie pochwalam, ale się zdarza. Ale nielojalność polegająca na oczernianiu żony przed inną kobietą to coś innego.

          >>>Ja rozmawiałam, on nie <<<

          No, jeśli on nie, to nie rozmawiałaś tylko prowadziłaś monolog ;)

          Szczerze, to może warto się zastanowić jak brzmiał ten monolog? Czy były to oskarżenia i wyrzuty czy też zaproszenie do rozmowy z zaznaczeniem, że choć masz odmienne zdanie, to jednak jesteś gotowa wysłuchać i spróbować zaakceptować punkt widzenia partnera? Wiele kobiet po ciąży i porodzie czuje się źle i nieświadomie zaniedbuje partnera. Kiedy ci się skarżą, słyszą, że są niewdzięczni, bo to przecież nasze dziecko, bo ty nic nie umiesz, bo ciebie nie ma itp... To nie nastraja pozytywnie do kontynuowania związku i wysiłku.

          >>nie walczył, nie starał się... <<<

          Nie lubię słowa 'walka' na określenie próby ratowania związku. Ma to w sobie coś z tego, że pan ma zabiegać a obrażona księżniczka łaskawie się zastanowi. Walka nie ma sensu, potrzebne jest porozumienie. A porozumienia nie będzie jeśli nie wysłuchamy się nawzajem i nie uświadomimy sobie, że nasze zachowanie, bez względu na pobudki, może kogoś ranić.

          Walka o związek przypomina my wyrażenie 'wszyscy walczą o pokój aż się leje krew' ;)

          Nie pochwalam flirtu Twojego męża ani tego, że oczernia Cię przed swoją kochanką (jeśli to prawda). Natomiast uważam, że ten flirt i utrata zainteresowania Tobą być może wyniknął z kryzysu a nie na odwrót. Co do źródeł kryzysu to może być ich wiele.
          • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 11.01.11, 17:19
            dodam jeszcze, że to wyręczanie to mi się kojarzy z traktowaniem męża jako mało kompetentnego.bo to, w jaki sposób napisałaś o kanapkach, obiadach i wyręczaniu to tak, jakbyś pisała o synu.

            nie wiem, czego to jest dowodem, nie wiem nawet czy mam rację, ale to mnie uderzyło.

            małżeństwa nie buduje się na obiadach, kanapkach i wyręczaniu. małżeństwo to więź i tę więź trzeba pielęgnować. bycie miłym i wyręczanie może być częścią tej pielęgnacji więzi, ale jeśli przysłowiowe krzątactwo staje się celem samym w sobie, to nie wróży, moim zdaniem, dobrze.
            • zjm1111 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 11.01.11, 21:21
              tak, całkowiecie się z Tobą zgadzam, tylko, ze te kanapki i obiadki wynikały częściowo z poprzedniego kryzysu:) ale to juz inna historia...

              bardzo ładnie to wszystko napisałaś:)
              wiele daje do myślenie i sporo wyjaśnia...nawaliłam!

              • sebalda Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 11.01.11, 22:50
                Kategorycznie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jak w malżenstwie jest dobrze, to facet nie rozgląda się na boki, bo są faceci, ktorzy twierdzą, że kochają żonę, ale ich natura sklania ich do poligamii. Są to dziwkarze, ktorzy bardzo dobrze traktują żony, wszędzie je chwalą, nie mają im nic do zarzucenia, ale muszą potwierdzić swoją męskość też u innych kobiet. Żona może być piękna, mądra, zadbana, oddana, ale to dla takiego wciąż za mało. Historia zna takie przypadki.
                Ale nie o tym chcę pisać. Dlaczego zareagowałam tak ostro na wieść o kochance w tym przypadku? Nie dlatego, że zdradził facet, ale z powodu sposobu, w jaki to zrobil. Ja rozumiem, że w malżeństwie się nie uklada. Wtedy należy próbować to naprawić. Rozmawiać, szukać wspólnie rozwiązań. To też może zawieść, rozumiem, wtedy można podjąć decyzję o rozstaniu albo przynajmniej separacji. I to dopiero jest czas na znalezienie nowego partnera/partnerki. Ale gdy kolejność jest inna: najpierw kochanek/kochanka na boku, a potem szukanie dziury w całym i winy we współmażonku, to już jest nie ok.
                Dobrze, zakładam, że miłość może się wypalić, że nawet druga strona nie zawiniła, ale uczucie wygasło, na drodze pojawil/ła się osoba pociągająca i pożądana. Wtedy sprawę stawia się jasno: spoktałem/łam kogoś, kto mnie kocha i podziwia, chcę ułożyć sobie na nowo życie, rozwiążmy sprawę z honorem. Ale tu jest typowy schemat tchórza i faceta bez honoru: poznal inną, ale teraz odwraca kota ogonem i udaje, że odchodzi, bo nie może się dogadać z żoną. Wpędza ją tym w poczucie winy (niektórym na tym forum chyba jeszcze lepiej się to udało niż rzeczonemu małżonkowi) i wtedy taką poniżoną i żałosną żonę jeszcze łatwiej opuścić. Dla mnie ukrywanie w takiej sytuacji romansu i wmawianie żonie, że odchodzę, bo mnie nie rozumiesz, jest żałosne i niegodne.
                Zjm1111, gdybyś tylko Ty nawaliła, to mąż powinien postawić sprawę jasno, a nie owijać w bawełnę i udawać poszkodowanego, nierozumianego misia. Dobrze się stało, że zdrada wyszła na jaw, musisz teraz walczyć o wysokie alimenty i ułożyć sobie życie jakoś bez wiarołomnego męża. Powodzenia.
                • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 00:37
                  >>>Kategorycznie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jak w malżenstwie jest dobrze, to facet nie rozgląda się na boki, bo są faceci, ktorzy twierdzą, że kochają żonę, ale ich natura sklania ich do poligamii. Są to dziwkarze, ktorzy bardzo dobrze traktują żony, wszędzie je chwalą, nie mają im nic do zarzucenia, ale muszą potwierdzić swoją męskość też u innych kobiet. Żona może być piękna, mądra, zadbana, oddana, ale to dla takiego wciąż za mało. Historia zna takie przypadki. <<<<

                  Czyli jednak w takim małżeństwie jednak nie jest ok, bo żona jest traktowana jak służąca, rozrywka i ozdoba a nie jak drugi człowiek, któremu jak się coś obiecuje to się dotrzymuje słowa.

                  Że żony chwalą? Ja psa tez chwalę ale mu nie ślubuję, że innego nie wezmę...

                  To nie są żadne 'wrodzone skłonności do poligamii' tylko zwykłe wygodnictwo i egoizm sankcjonowany kulturowo. Ale pichcenie obiadków i zasłanianie się konwenansem tez bywa wygodnictwem, jeszcze bardziej usankcjonowanym!

                  Mój post nie był skierowany do nikogo poza Autorką, więc nie ma co kruszyć kopii.
                  • sebalda Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 08:28
                    > Czyli jednak w takim małżeństwie jednak nie jest ok, bo żona jest traktowana ja
                    > k służąca, rozrywka i ozdoba a nie jak drugi człowiek, któremu jak się coś obie
                    > cuje to się dotrzymuje słowa.

                    Czyli to jednak pan zdradzający nie dość, że źle traktował żonę, to ją zdradził. I to potwierdza moją tezę, że ZDARZAJĄ się przypadki, gdy zdrada jest niezawiniona przez stronę zdradzaną, co tutaj próbuje się wykazać. I nie ma tu nic do rzeczy płeć, są osoby ze skłonnościami do zdrady nawet, jeśli współmałżonek jest w porządku, ba, nawet jeśli teoretycznie kochają tego zdradzanego współmałżonka. Ile razy pada pytanie: czy można równolegle kochać dwie osoby. Przy czym osobiście jestem zdania, że nie, jeśli zdradzam, to znaczy, że nie kocham zdradzanej osoby, ale ja mam inne standardy miłości;)
                    Stara prawda życiowa, że w związku zawsze winne są dwie strony doprowadziła już do wielu tragedii, bowiem są sytuacje, gdy mąż jest przemocowcem, czasami subtelnym przemocowcem psychicznym i żona cale życie żyje w przeświadczeniu, że może to ona jest winna, że to z nią jest coś nie tak, a mąż na tym żeruje i niszczy ją jeszcze skuteczniej. Często ją i dzieci, bo taka już natura przemocowca. I co, takiej kobiecie też należy powiedzieć: zastanów się, dlaczego mąż Cię źle traktuje? Litości.
                    Tutaj facet znalazł kochankę, a POTEM wmawiał żonie, że jest be, że się między nimi nie uklada. A nie odwrotnie. Tylko kolejność: już Cię nie kocham i chcę sobie ukladać życie z kimś innym jest w porządku. Nigdy odwrotnie. To jest właśnie to tchórzostwo i obarczanie swoją winą drugiej strony. Często to się odbywa tak, że żona podejrzewa zdradę, a mąż do końca idzie w zaparte i jeszcze jej wmawia, że jest paranoiczną wariatką. Sorry, ale znam niejeden taki przypadek i zawsze jakoś to jest facet. Wiem, że to nie reguła, ale jakoś tak wychodzi.
                    • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 16:05
                      Wtedy należy się skupić na tym, dlaczego pozornie taka niezaburzona osoba wchodzi w relacje z kimś, na kim nie można polegać.

                      Bo zdrada kompulsywna się nie bierze znikąd. Zazwyczaj towarzysza jej pewne cechy charakteru, na przykład skrajny egoizm, nieliczenie się z uczuciami innych itp. Pewien styl życia, który osobie bez skłonności do wiązania się z takimi ludźmi odpowiadać nie będzie.

                      Oczywiście jest to w różnym stopniu nasilone i nie ma co uogólniać, ale naprawdę nieczęste są sytuacje, w których mężczyzna szanujący kobietę, rodzinny i liczący się ze zdaniem i uczuciami innych nagle zaczyna zdradzać. Zazwyczaj okazuje się, że zdrada wielokrotna jest konsekwencją określonego podejścia do świata i ludzi.

                      • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 17:17
                        Wtedy należy się skupić na tym, dlaczego pozornie taka niezaburzona osoba wchod
                        > zi w relacje z kimś, na kim nie można polegać.

                        Nielatwo poznac czlowieka, zwlaszca gdy jest sie mlodym. Bylam zona faceta, ktory zdradzal seryjnie, klamal w zywe oczy ( dla mojego dobra i szczescia jak sie okazalo, hehe) i ktoremu obce byly wszelkie wyrzuty sumienia. Psychopaci i socjopaci potrafia sie doskonale maskowac, a zaklamanie otoczenia nie pozwala sie w pore dowiedziec, ze takie wartosci wyniesci z domu rodzinnego, jesli panuje tam tendencja do zamiatania problemow pod dywan.
                        Nie mam sobie nawet 1% do zarzucenia w kwestii zdrad exa, ani kryzysu, ktory sie pojawil w efekcie tych zdrad a nie przed nimi. Moje prawo do braku poczucia winy potwierdza kolejne malzenstwo exa, w ktorym wystapiluy identyczne porblemy, identyczny scenariusz i identyczne zakonczenie ( rozwod).

                        Widzisz, uzywanie duzego kwantyfikatora jest zawsze niezmiernie ryzykowne, bo wystarczy jeden przyklad negatywny by sfalsyfikowac twierdzenie zawierace nigdy, zawsze czy kazdy
                        • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 20:30
                          Ja niczego nie klasyfikuję pokazuję jedynie świat z innej strony.

                          Nie każdy, kto seryjnie zdradza jest socjopata albo psychopatą. Są inne powody zdrady, nawet wielokrotnej.

                          Jesteś bardzo pryncypialna na tym form, jednakowoż mam Ci wierzyć, że gość Ci kłamał w żywe oczy a Ty nic nie wyniuchałaś? Myślę, że miałaś podejrzenia iże nie podobał Ci się jego styl bycia, ale wolałaś wierzyć w to, co mówi.

                          Co do jednego taryfikatora, to proponuje skierować to zdanie do siebie. Bo fakt, że Ty trafiłaś na kogoś, kto nie potrafi się obejść bez pozamałżeńskiego seksu jeszcze nie oznacza, że partnerzy innych kobiet są tacy sami.
                          • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 10:51
                            Nie wiem, czy mnie to usparwiedliwia, ale mialam 20 lat... Nie sadze, by bylo wiele osob zdolnych zidentyfikowac socjopate w fazie uwodzenia ofiary, pouczaja mnie o tym lektury w temacie i stado ofiar, jakie ex za soba zostawia, nie tylko kobiet.

                            Nie lubie po prostu jak sie pisze o czyms, o czym nie ma sie pojecia.

                            PS sprawdz w slowniku znaczenie slowa kwantyfikator ( nie taryfikator)
                            • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 12:36
                              Nie każdy, kto zdradza jest socjopatą. Gdyby tak było, zdradzałoby może kilka procent populacji a nie kilkadziesiąt, jak to jest w rzeczywistości.

                              Twoje wciskanie niewierności do jednego worka z najbardziej niebezpiecznym zaburzeniem osobowości ostatecznie przekonuje mnie, że myślisz w kategoriach czarno-białych. Nie masz jednocześnie wiedzy klinicznej wystarczającej do zrozumienia problemu, jakim jest socjopatia, więc każdego, kto Ci zalazł za skórę kwalifikujesz jako psychopatę/socjopatę.

                              Kradzież tak jak zdrada jest naruszeniem pewnych norm społecznych ale nie każdy złodziej jest socjopatą.

                              Wiem, co to jest kwantyfikator, ale, ponieważ Twoją wypowiedź cytowałam sobie w pamięci, poprzekręcałam trochę słowa. Wycieczki personalne na temat mojej rzekomej niewiedzy i konieczności sprawdzania w słownikach są z góry skazane na niepowodzenie.
                              • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 13:14
                                Moj ex jest socjopata. Swiadomym tego. Dumnym z tego.
                                Nie ma doswiadczenia z innymi zdradzajacymi, bo teraz juz wiem, jak rozpoznac zdradzacza i uniknac kontaktu z takimi osobami.

                                Nie wiem, jak mozna pomylic kwantyfikator z taryfikatorem. Ale rozmowa z toba poucza mnie, ze jest jeszce wiele rzczy, o ktorych mi sie nie snilo.
                                • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 17:05
                                  Słowo kwantyfikator nie pasowało do dyskusji i zostało użyte w złym kontekście :) Stąd zastąpiłam je nieświadomie podobnie brzmiącym a równie zd**y.

                                  Dalszą dyskusję uważam za bezowocną, bo ani Ty nie przekonasz mnie ani ja Ciebie.

                                  Przykro mi, że Cię ex wyrolował i źle traktował, ale to nie jest powód, żeby wszystkich mężczyzn wpychać do jednego worka i kierować się w życiu stereotypami.
                                  • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 17:20
                                    Przykro mi, że Cię ex wyrolował i źle traktował, ale to nie jest powód, żeby ws
                                    > zystkich mężczyzn wpychać do jednego worka i kierować się w życiu stereotypami

                                    Jak na razie to ty oceniasz wszyatkich jednakowo, kierujac sie jedynym obowiazujac w twojej glowie pogladem. Ja usiluje ci tylko wykazac, ze wystarczy tylko jeden przypadek - np mojego exa pozwala sfalsyfikowac twierdzenie, ze cos zawsze sie zdarza w taki sposob, jak ty myslisz, ze sie zdarza. Chociaz przyznaje ci racje, sa to wysilki daremne. Zawilosci logiki trudne sa wszak do ogarniecia.
                • urquhart alergia na "jak w małżeństwie dobrze facet nie roz 13.01.11, 09:19
                  sebalda napisała:

                  > Kategorycznie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jak w malżenstwie jest dobrz
                  > e, to facet nie rozgląda się na boki, bo są faceci, ktorzy twierdzą, że kochają
                  > żonę, ale ich natura sklania ich do poligamii. Są to dziwkarze, ktorzy bardzo
                  > dobrze traktują żony, wszędzie je chwalą, nie mają im nic do zarzucenia, ale mu
                  > szą potwierdzić swoją męskość też u innych kobiet.

                  Rozumiem dlaczego na tym forum stwierdzenie że "jak w małżeństwie jest dobrze, to facet nie rozgląda się na boki" budzi alergię i mimo że działa i jest skuteczne w przeważającej większości przypadków.

                  Pytanie co to znaczy dobrze, bo jak były tu wątki facetów o ich oczekiwaniach, seksie, panie w wpadały w histerie i ton o uprzedmiotawianiu kobiet.

                  Dla mnie eastern-strix pisze bardzo trafnie i przekonująco i sam przekonywałem ślubną ze czas tyko we dwoje to lepsza inwestycja niż energia stracona na kanapki i obiadki i krzątawica. A przekonać oj trudno i pewno nie każdy ma tyle determinacji.
                  • tully.makker Re: alergia na "jak w małżeństwie dobrze facet ni 13.01.11, 10:38
                    A ja uwielbiam sex i nie kalam sie pracami domowymi, a ex i tak chodzil na boki. Oczywiscie, to byla moja wina.
              • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 00:34
                Nie obarczaj się winą za bardzo, bo wina zazwyczaj leży po środku.

                Ale tak już jest, że jeśli ludzie nie czują się w jakiejś roli pewnie (na przykład w roli żony) to powielają stereotypy. I to tak przechodzi z matki na córkę itp. Nikt na tym nie korzysta. ;)
                • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 09:52
                  Nie obarczaj się winą za bardzo, bo wina zazwyczaj leży po środku.

                  Jak jeszcze raz zobacze taka pierdołę, to chyba zaczne strzelac. Nie wina nie zawsze lezy posrodku. Wina zdrady obciaza zawsze tego, ktory zdradzil i nikogo innego. Gd malzenstwo sie nie uklada, mozna rozmawiac, isc na terapie, mozna sie wreszcie kulturalnie i uczciwie rozwisc. Czlowiek to nie malpa, ktora nie moze puscic jednej galezi, dopoki sie nie uwiesi nastepnej.
                  • sebalda Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 10:35
                    tully.makker napisała:

                    > Nie obarczaj się winą za bardzo, bo wina zazwyczaj leży po środku.
                    >
                    > Jak jeszcze raz zobacze taka pierdołę, to chyba zaczne strzelac. Nie wina nie z
                    > awsze lezy posrodku. Wina zdrady obciaza zawsze tego, ktory zdradzil i nikogo i
                    > nnego. Gd malzenstwo sie nie uklada, mozna rozmawiac, isc na terapie, mozna sie
                    > wreszcie kulturalnie i uczciwie rozwisc. Czlowiek to nie malpa, ktora nie moze
                    > puscic jednej galezi, dopoki sie nie uwiesi nastepnej.

                    Amen.
                  • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 16:14
                    Myślę, tully, że mnie nie zrozumiałaś.

                    Nie wina za zdradę leży po środku ale wina za kryzys i rozpad związku. Zdrada nie musi być powodem kryzysu, może być jego efektem. Kobiety też szukają pocieszenia u innych, bo mąż to cham itp.

                    Myślę, że problem tkwi w tym, że relacje między płciami w Polsce przypominają lekcję o żabie. Nie wiadomo jak to tknąć, w przeciwnej płci widzi się nie tyle człowieka, co albo złotego cielca albo przybysza z innej planety. Dodatkowo pogłębiają to niezwykle popularne (tylko w PL) książki o tym,że jedni są z Marsa a inni z Wenus itp.

                    Co dobrego może wyniknąć ze związku dwojga ludzi przekonanych, że są tak od siebie różni, że nigdy się nie dogadają?

                    Zaczyna się wtedy wymiana usług i popadanie w stereotypy typu facet zarabia, ona w domu gotuje obiady, bo taka jest rola itp. A potem okazuje się, że wypełniając owe role, zatraciliśmy nie tylko zdolność kontaktu z partnerem, ale same siebie tez już nie znamy. Mamy poczucie niespełnienia i kiedy pojawia się kryzys, zaczynają się wyrzuty, że przecież ja gotowałam obiady itp.

                    To jest naprawdę szkodliwe. Owo ukierunkowanie na fakt, że płeć determinuje to, jakim kto jest człowiekiem.

                    Jeśli w związku jest przyjaźń, więź, jeśli jesteśmy pewni, że trafiliśmy na kogoś wyjątkowego, to kryzys nawet jeśli się pojawi, nie powinien doprowadzić do zdrady. Ale jeśli mamy poczucie rozczarowania, porażki życiowej itp, to może być inaczej.

                    Ale do stworzenia dojrzałej więzi trzeba samemu dojrzeć. Także do tego, że ten drugi człowiek jest odrębny i jeśli mówi nam, że coś go rani, boli, denerwuje to nie ma co tego ignorować w imię świętości własnych ideałów, ale się spróbować trochę w tę inną sytuację wczuć. I dać temu drugiemu prawo do czucia i myślenia po swojemu.

                    To, co napisałam dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.

                    • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 17:23
                      O tym, ze kobiety nie szanuja i nie rozumieja mezczyzn, w tym swoich partnerow zalozylam na tym forum caly watek. Oczywiscie nie ma co negowac, ze jest odwrotnie rowniez, ale ja jaka kobieta patrze na to, co moge jako kobieta zmienic, by zyl mi sie lepiej.

                      Tym niemniej czesto zafascynowanie czy zakochanie nie ma nic wspolnego z tym, co sie dzieje w zwiazku - okazja czyni zlodzieja, lub te pokusa okazuje sie zbyt silna. Oczywiscie trudno myslec o sobie, ze jest sie swinia, ktora zdradzial, duzo latwiej zracjonalizowac sobie powody zdrady jako lezace poza nami. Powiem ktorko - dla mnie wszelkie argumenty dotyczace brakow partnera, pojawiace sie PO zdradzie, sa z natury swej niewiarygodne. jak w liceum zrywalam z Joziem, by chodzic z Kaziem, to tez mi sie wydawalo, ze Jozio to balwan, a kazio osmy cud swiata - dopoki na horyzoncie nie pojawil sie Jasio. Ale od doroslych ludzi, bedacych czasto juz rodzicami, oczekujemy wiekszej samoswiadomosci i odpowiedzialnosci, niz od licealistki.
                    • doctor.no.1 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 16:52
                      Myślę, że problem tkwi w tym, że relacje między płciami w Polsce przypominają l
                      > ekcję o żabie. Nie wiadomo jak to tknąć, w przeciwnej płci widzi się nie tyle c
                      > złowieka, co albo złotego cielca albo przybysza z innej planety. Dodatkowo pogł
                      > ębiają to niezwykle popularne (tylko w PL) książki o tym,że jedni są z Marsa a
                      > inni z Wenus itp.
                      >
                      > Co dobrego może wyniknąć ze związku dwojga ludzi przekonanych, że są tak od sie
                      > bie różni, że nigdy się nie dogadają?
                      >
                      > Zaczyna się wtedy wymiana usług i popadanie w stereotypy[...]

                      > To jest naprawdę szkodliwe. Owo ukierunkowanie na fakt, że płeć determinuje to,
                      > jakim kto jest człowiekiem.
                      >

                      Myślę, że zależność jest odwrotna, bo to nie książki determinują rzeczywistość, a opisują ją po prostu. Nie należy traktować też tego stwierdzenia o Marsie i Wenus tak poważnie. Chodzi o to, by z przymrużeniem oka zwrócić uwagę na to, że istnieją - czy Ci się to podoba, czy nie - pewne różnice między kobietami a mężczyznami. Nasze mózgi też się przecież różnią. Ale efektem tych różnic ma być wzajemne dopełnianie się i zrozumienie, a nie pogłębianie stereotypowych ról męskich i żeńskich.

                      W moim odczuciu zatem nie chodzi tutaj o wymianę usług, a o wymianę emocji właśnie i mądre budowanie więzi,a nie zmienianie za wszelką cenę partnera i urabianie go na swoją modłę.
            • attiya Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 11:31
              tak, to wszystko ładnie ale w tym czasie autorka wątku dwa razy była w ciąży, urodziła dwójkę dzieci, ile dzieci zabierają czasu, każda z nas wie, jeśli je ma....mąż dużo pracował oki - ale jakim on był wsparciem dla autorki wątku?
              Bo jak na razie widzę, to lansował tę swoja furę i te swoje ciuchy :-/
              • kol.3 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 17:35
                Sprawa wydaje mi się prosta - pojawia się na świecie małe dziecko, w domu robi się zachrzan, bo dziecko płacze, je, wali w pieluchy w trybie ciągłym 24/24 godz. i 7/7 dni. Faceci lubią się wtedy wysmerfowywać z niewygodnego układu - twierdzą, że muszą więcej pracować aby utrzymać rodzinę i tym podobne nieprawdziwe duperele (w myśl zasady, że facet musi utrzymać żonę za jej własne zarobione pieniądze).Mieliście kryzys przy pierwszym dziecku, jak dziecko zostało odchowane, sytuacja się poprawiła, przy drugim dziecku wszystko się powtarza plus obca baba, plus alkohol.Winy specjalnej autorki bym się nie dopatrywała - facet niedojrzały, sytuacja do bólu banalna.
                • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 17:46
                  Dodaj tdo tego, ze pani przestala sie zajmowac misiem 24/7. a tego wszak mis zniesc nie moze, bo mis musi byc najwazniejszy. No wiec znalazla sie inna frajerka, co uwierzyla w ucisnienie misia i poswieca mu maximum swojej uwagi.

                  Niestety, banalne, masz racje.
                  • kol.3 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 12.01.11, 19:47
                    Co więcej miś obstawił panią dzieciakami, zapewnił jej odpowiednie obciążenie pracą i zależność finansową, przynajmniej dopóki dzieciaki pozostaną nieodchowane, i teraz miś może rozwinąć skrzydła - i już to zrobił - kochanka na boku, kumple. wódka, a żona buzia w kubeł i starać się, bo miś ma teraz władzę.
                    • urquhart Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 08:56
                      kol.3 napisała:

                      > Co więcej miś obstawił panią dzieciakami, zapewnił jej odpowiednie obciążenie p
                      > racą i zależność finansową, przynajmniej dopóki dzieciaki pozostaną nieodchowan
                      > e, i teraz miś może rozwinąć skrzydła - i już to zrobił - kochanka na boku, ku
                      > mple. wódka, a żona buzia w kubeł i starać się, bo miś ma teraz władzę.

                      Dobre babskie odwracanie kota ogonem.
                      Pewno z punktu widzenia misia sprawa wygląda tak: zrealizował jej oczekiwania: dzieciaki, dom, stała kasa na to wszystko licząc na to że wtedy przyjdzie czas i na jego oczekiwania. A tu nic. Aż pojawił się ktoś kto ma podobne pragnienia i oczekiwania...
                      • sebalda Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 09:25
                        > Pewno z punktu widzenia misia sprawa wygląda tak: zrealizował jej oczekiwania:
                        > dzieciaki, dom, stała kasa na to wszystko licząc na to że wtedy przyjdzie czas
                        > i na jego oczekiwania. A tu nic.

                        Na jakiej podstawie piszesz NIC? Znasz to małżeństwo? Masz jakieś konkretne argumenty? Czy projektujesz? Może wypowiadające się tutaj odwracają kota ogonem, a może nie, tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że misio najpierw znalazł kochankę, a potem wyraził niezadowolenie z małżonki, a nie odwrotnie. Znalazł panią, ktora spełnia jego pragnienia i oczekiwania, ok. Ale w tej sytuacji należy o tym fakcie poinformować małżonkę i rozwiązać sprawę honorowo, a nie wmawiać małżonce, że nie ma wsparcia i jest pokrzywdzony w związku, dlatego chce odejść (nie wspominając, że już zdążył się pocieszyć w ramionach kochanki). Nie ma obowiązku kochania współmałżonka do końca życia, ale trzeba zachować odpowiednią kolejność i być uczciwym, tyle.
                        • urquhart Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 10:22
                          sebalda napisała:
                          > Nie ma obowiązku
                          > kochania współmałżonka do końca życia, ale trzeba zachować odpowiednią kolejnoś
                          > ć i być uczciwym, tyle.

                          Tu się zgadzam z tobą. Szczególnie gdy widzę w tekstach rozbuchaną roszczeniowość pań która z miłością do partnera dawno nie ma nic wspólnego. Gdy rozpisują się że oczekują wiele, a oczekiwania partnerów ich niewiele interesują bo przecież są ważniejsze sprawy. Gdzie właśnie więc ta uczciwość?
                          Pozdrawiam
                          • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 12:30
                            Skoro miłość pań polega na gotowaniu obiadów i robieniu sobie dobrze poprzez wypełnianie ich zdaniem pożądanych ról społecznych (często kosztem czasu spędzonego wspólnie z partnerem) to ja też bym miała dość.

                            Jeśli zaniedba się więź, gotowanie, prani i oporządzanie na nic się zda. A często to rozbuchane krzątactwo jest parawanem, którego kobieta używa, żeby przypadkiem nie pozwolić się partnerowi naprawdę do niej zbliżyć.
                            • zjm1111 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 19:01
                              ojj, duzo tego się tu zebrało do czytania, szybkie i mocno ogolne sprostowanie:

                              te kanapki i obiadki wynikaly z poprzedniego kryzysu i teraz juz tego pilnowałam:)
                              moja miłosc nie sprowadza sie do bycia kura domowa:)
                              o wiez starałam sie dbac, rozmawiałam, jak tylko zauwazyłam, ze cos jest nie tak.


                              maz mnie poki co nie utrzymuje, mam swoje dochody i miec je bede, nie jestem od niego zalezna finansowo(tylko niestety uczuciowo:(

                              o drugie dziecko maz nawet chciał się starać wczesniej niz ja, wiec to nie tak, ze mi w głowie tylko macierzyństwo i ze to cel mojego zycia - nie jestem typem Matki Polki!

                              jesli chodzi o domniemana zdrade nie mam 100% pewnosci, wiele okolicznosci świadczy za ale wiele tez tego nie potwierdza...Mam bardzo mieszane uczucia, ale staram się o tym juz nie rozmyslać, bo zbyt wiele mnie to kosztuje, a juz ewnetulanie cos zaiskrzyło, wiec wpływu na to nie mam. Moze to romans, moze zauroczenie, moze to jednak zwykła kolezanka (wersja naiwna, ale wygodna:)
                      • sum.kolumn Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 09:36
                        urquhart napisał:
                        > Aż pojawił się ktoś kto ma podobne pragnienia
                        > i oczekiwania...

                        i teraz znajda sobie kogos trzeciego, kto im te wspolne pragnienia i oczekiwania zaspokoi :-)

                      • tully.makker Czemu urquart, tak bronisz misiow? 13.01.11, 10:42
                        zawsze kiedy mowa o misiach, to ty sie odzywasz, ciekawe czemu? Czyzbys bral to do siebie? Bo wiesz, mis i mezczyna to zupelnie cs innego, choc przyznaje, latwo sie pomyslic, mizs wizualnie jest, ze tak powiem, meskoksztaltny. Tyle, ze zatrzymal sie na poziomie noroddka, z weloma jego cechami charakterystycznymi - niezdolnoscia do widzenia dalej wlasnego nosa ( no dobra, max 30cmm zasiag widzenia) i ograniczonym repertuarem potrzeb, ktore sygnalizuje wylacznie wrzaskiem.
                        • urquhart Re: Czemu urquart, tak bronisz misiow? 13.01.11, 13:07
                          tully.makker napisała:
                          > zawsze kiedy mowa o misiach, to ty sie odzywasz, ciekawe czemu?

                          Pociąga mnie jak ta sama rzeczywistość wygląda całkowicie odmiennie z dwóch stron barykady.

                          > do siebie? Bo wiesz, mis i mezczyna to zupelnie cs innego, choc przyznaje, lat
                          > wo sie pomyslic, mizs wizualnie jest, ze tak powiem, meskoksztaltny.

                          Wiem, wiem, men "jebnie w stół", czasem się oprócz stołowi dostanie i babie i wie czego chce, a mizs sam szuka wsparcia w kobiecie, jak nie znajdzie w zonie bo jest dla niej mało ważny leci do innej :)
                          Pozdrawiam
                      • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 12:39
                        >>>>Dobre babskie odwracanie kota ogonem.
                        Pewno z punktu widzenia misia sprawa wygląda tak: zrealizował jej oczekiwania: dzieciaki, dom, stała kasa na to wszystko licząc na to że wtedy przyjdzie czas i na jego oczekiwania. A tu nic. Aż pojawił się ktoś kto ma podobne pragnienia i oczekiwania...<<<<

                        To Ty nie wiesz, że facet MUSI chcieć dziecka kiedy pani ma ochotę zajść w ciążę, bo jak się zająknie, że może jeszcze za wcześnie, to jest niedojrzałym dupkiem?

                        Zastanawia mnie, dlaczego kobiety ładują się w związki i potem próbują facetów zmieniać na siłę. Jeśli facet mówi,że nie chce dzieci, to trzeba szukać innego a nie naginać rzeczywistość a potem beczeć w poduszkę.
                        • urquhart Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 13:01
                          eastern-strix napisała:
                          > To Ty nie wiesz, że facet MUSI chcieć dziecka kiedy pani ma ochotę zajść w ciąż
                          > ę, bo jak się zająknie, że może jeszcze za wcześnie, to jest niedojrzałym dupki
                          > em?

                          Faceci są wychowani do spełniania kolejnych zachcianek swoich księżniczek. Mało z nich ma świadomość że rodzicielstwo to nie kolejny dodatek do związku i życia ale zwykle nowa oś życia dla ich partnerek. Dla nich to jedynie zaskoczenie ze ktoś im babę podmienił.
                          pozdrawiam
                          • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 13:16
                            mezczyzni na ogol czerpia z rodzicielstwa rowna frajde jak kobiety. Mozliwosc przekazywania swoich memow mlodj istocie zwiazanej juz z nimi genetycznie jest dla wielu z nich wyjatkowa okazja do samopoznania i autorefleksji.

                            Dla mezczyzn oczywiscie, nie dla misiow.
                            • urquhart Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 14:04
                              tully.makker napisała:
                              > mezczyzni na ogol czerpia z rodzicielstwa rowna frajde jak kobiety.

                              Fakt. Także kobiety na ogół czerpią z seksu podobną frajdę jak mężczyźni.
                              Różnice zwykle dotyczą, ilości, jakości i priorytetów :)
                              • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 14:40
                                Różnice zwykle dotyczą, ilości, jakości i priorytetów :)


                                Tez to zauwazylam, nawet moj chlop, doskonaly kochanek, ma czasem klopoty, by mi sprostac w tych 3 dziedzinach. Zwlaszcza ze czasami jego oczekiwania dotyczacre jakosci ( nie w sensie quality) oznaczaja ograniczenie ilosci ponizej moich oczekiwan.

                                Ale to i tak nie zmieni twoich pogladow, ktore odtwarzasz z nuzaca regularnoscie przy kazdej okazji i bez okazji. Zdradze ci, ze jak cie czytam, to nawet mi bywa ze sie odechciewa sexu, dopiero musze z moim chwile pogadac, zeby sobie odswiezyc rozumienie, ze mezczyzna to nie misio.
                            • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 17:09
                              >>>mezczyzni na ogol czerpia z rodzicielstwa rowna frajde jak kobiety. Mozliwosc przekazywania swoich memow mlodj istocie zwiazanej juz z nimi genetycznie jest dla wielu z nich wyjatkowa okazja do samopoznania i autorefleksji. <<<<

                              Tak, jeśli trafią na mądrą kobietę, która pozwoli im być ojcem i nie każe robić wszystkiego koło dziecka tak jak ona robi, bo inaczej to znaczy źle. Znam sporo kobiet, które najpierw warczały jak ojciec śmiał wykazać jakąkolwiek inicjatywę w kontakcie z dzieckiem, a teraz się dziwią, że ojciec wycofany. Bo przecież z dnia na dzień ma odzyskać tępioną przez lata inicjatywę.

                              Poza tym, są mężczyźni dojrzali, inteligentni, z dorobkiem, którzy dzieci mieć nie chcą. I takie kobiety też są, problem w tym, żeby się odnaleźć.

                              Może to nie jest popularne stwierdzenie w tym kręgu kulturowym, ale posiadanie dzieci to jest jedna a nie jedyna droga życiowa.
                              • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 17:40
                                Tak, jeśli trafią na mądrą kobietę, która pozwoli im być ojcem i nie każe robić
                                > wszystkiego koło dziecka tak jak ona robi, bo inaczej to znaczy źle. Znam spor
                                > o kobiet, które najpierw warczały jak ojciec śmiał wykazać jakąkolwiek inicjaty
                                > wę w kontakcie z dzieckiem, a teraz się dziwią, że ojciec wycofany.

                                Strasznie duzo w tobie pogardy - i dla kobiet, ale przede wszystkim dla facetow. Ja rozumiem, ze misio nie da rady, jak sie go odpowiednio nie zacheci i nie stworzy odpowiednich warunkow do dzialalnopsci, przy czym oczywiscie misio ma zerowa odpowiedzialnosc, by sobie SAM takie warunki stworzyc. Wszystko w zyciu misia jest niezalezne od niego i zalezy od partnerki, na ktora TRAFIA - bo wszakze jak mozna wymagac od misia, by dokonal wyboru madrej kobiety. Ba, zeby chociaz probowal...
                          • eastern-strix Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 17:03
                            Powinni więc szukać kobiet niezafiksowanych na macierzyństwo, jeśli sami nie chcą... Problem w tym, że wiele kobiet powie wszystko, byleby tylko utrzymać parę spodni. Problem w tym, że kiedy one zaczynają chcieć tego dziecka, to partner tez ma automatycznie zacząć chcieć. A tak się nie da.

                            Ja nie chcę mieć dzieci i na męża szukałam kogoś, kto też nie chce. Mimo, że wielu było fajnych kandydatów. Mąż podobnie - miał w przeszłości dziewczyny i jak się okazało, że jednak one mają parcie na dziecko w danym momencie życia, to się rozstawali. Ale bez epitetów o niedojrzałości, bez łapania na dziecko itp. Inny kraj, inna kultura, wszystko można załatwić i przedyskutować, jesli sie umie rozmawiać a nie tylko wysuwać żądania.
                            • tully.makker Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 17:36
                              Problem w tym, że wiele kobiet powie wszystko, byleby tylko utrzymać parę
                              > spodni.

                              problem tez w tym, ze istnieja ( maly kwantyfikator) mezczyzni, ktorzy powiedza wszystko, by utrzymac pozadana partnerke przy sobie, a zamiast stawiac sprawe jasno, uzywaja wykretow typu: Nie teraz... Nie jestem gotowy.... Zobaczymy....

                              Jak to zwykle bywa, gowniarskie wykrety stosowane w miejsce uczciwej komunikacji generuja podejrzenie o niedojrzalosc - skadinad tak jakby sluszne.
                        • sebalda Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 13:07
                          > To Ty nie wiesz, że facet MUSI chcieć dziecka kiedy pani ma ochotę zajść w ciąż
                          > ę, bo jak się zająknie, że może jeszcze za wcześnie, to jest niedojrzałym dupki
                          > em?
                          >
                          > Zastanawia mnie, dlaczego kobiety ładują się w związki i potem próbują facetów
                          > zmieniać na siłę. Jeśli facet mówi,że nie chce dzieci, to trzeba szukać innego
                          > a nie naginać rzeczywistość a potem beczeć w poduszkę.

                          Eastern-strix, jaki jest Twój problem? Bo jakiś masz na pewno. Rzeczywiście, jeśli kobieta w pewnym wieku przypomina mężowi (bo rzadko który deklaruje przed ślubem, że nie chce mieć dzieci), że może jednak czas się zabrać do dzieła, jest już grubo po trzydziestce, to wywiera niezdrową presję na tegoż. Fanaberie jakieś, rozbuchane roszczenia. No faktycznie. Zwłaszcza, że taką decyzję można odkladać w nieskończoność, okres reprodukcyjny jest nieograniczony. Śmiechu warte.
                          Więszość przypadków problemow małżeńskich po urodzeniu się dziecka nie wynika z tego, że pan wcześniej tego dziecka nie chciał, ale dlatego, że nie dźwignął. Żona faktycznie ma rozbuchane żądania, bo chce, żeby mąż zaangażował się w dom i opiekę nad dzieckiem. To już stanowczo za dużo, to skandal po prostu, takie roszczenia. To ja lepiej zostanę dłużej w pracy, a po pracy jestem tak zmęczony, że muszę przecież jakoś odreagować. Piwo z kolegami, o , to jest pomysl. A w pubie ta wyluzowana Agnieszka tak głośno się śmieje z moich dowcipów. Żona prosiła, żeby pomóc przy kąpieli dziecka, fakt, ale czy ona jest kaleką, nie poradzi sobie z taką błahostką? A ta Agnieszka ma takie zgrabne nogi, w ogóle świetna z niej babka. I tak to się toczy.
                          To własnie są te wygórowane wymagania żony i przez to, że mąż wraca pijany do domu nad ranem jakoś ona nie bardzo ma ochotę spełniać jego oczekiwania i pragnienia. Dziwne, nie?

                          Eastern-strix, czy Ty masz dzieci?
                        • zjm1111 eastern... 14.01.11, 12:09
                          Moj maz nigdy nie mowil, ze nie che miec dzieci - zawsze o nich marzył i jak jest w domu to się nimi zajmuje (niestety rzadko bywa). Bardzo je kocha i wiem, ze to dla niego tez duzy problem, ze nasz zwiazek sie rozpadł.
                          Nikt go nie zmieniał, zmieniła go chyba praca, której oddał się w 100%.
                          Był dobrym i wrażliwym człowiekiem, ma niestety taki zawód, ze chyba mu coś się porobiło z głową:(
                      • kol.3 Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 18:11
                        Uważasz, że jej oczekiwania to dzieciaki i zapieprz domowy? Obieranie kartofli i robienie misiowi kanapek? No szczyt kobiecych marzeń! Facet zapewnia stały dopływ gotówki? Odkąd to? Takich to jest w Polsce niewielu, kobiety po odchowaniu dziecka najczęściej wracają do pracy i zachrzaniają na 2 etatach, facet w dzisiejszych czasach zapewnia naprawdę niewiele, najwyżej kłopoty. Czy on te dzieci zrobił tylko dla niej, jemu nie były potrzebne? Gdyby był dojrzały, to by ciągnął domowy wózek razem ze swoją kobietą, a nie pryskał na boki.
                        • sebalda Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 13.01.11, 23:18
                          eastern-strix napisała:
                          >Poza tym, są mężczyźni dojrzali, inteligentni, z dorobkiem, którzy dzieci mieć nie chcą. I takie >kobiety też są, problem w tym, żeby się odnaleźć.

                          >Inny kraj, inna kultura, wszystko można załatwić i przedyskutować, jesli sie umie rozmawiać a >nie tylko wysuwać żądania.

                          Banał goni banal, stereotyp goni stereotyp. Nie wiem już, czy to jest głupie, czy śmieszne. Parcie na dzieci mają tylko glupie, tępe, prymitywne kobiety i tacyż mężczyźni, nie to co ci dojrzali, inteligentni i z dorobkiem, dla ktorych inne wartości są ważniejsze.
                          No i oczywiście w tym ciemnogrodzie, kraju, w ktorym się szanowna pani jednak wychowała, jak mniemam, pewnie też wykształciła, patrząc na niezłą (choć daleką od doskonalości) polszczyznę, jaką się posługuje, mieszkają same głupie kobiety z wygórowanymi żądaniami i niedouczeni, niedojrzali i bez dorobku faceci, ktorzy nie potrafią rozmawiać.
                          Życzę powodzenia z takim podejściem do życia i ludzi, oby ten inteligentny i dojrzały, ktory nie chce mieć dzieci, nie spotkal na swojej drodze ciepłej, rodzinnej, czulej samotnej matki, ktora nagle odmieni jego wszystkie dojrzałe poglądy i dla ktorej zapragnie się zmienić i zacząć nowe życie. Historia zna i takie przypadki. Można się przejechać.
                          • sebalda Re: Pani Agnieszko, chora sytuacja - małżeństwo 14.01.11, 09:12
                            Eastern-strix, czy Ty w ogóle się zastanowiłaś, o czym piszesz? Zastanawiam się, czy Ty wiesz chociaż, o jakich to wygórowanych żądaniach ze strony autorki tudzież innych kobiet piszesz.
                            To, że pragnienie posiadania dzieci jest jednym ze szczególnie rozbuchanych żądań, Twoim zdaniem, już wiemy. I choć autorka napisała, że to mąż chciał nawet wcześniej drugiego dziecka, zdajesz się tego nie zauważać. Widać nie jest dojrzały, inteligentny i nie ma dorobku. Ale idźmy dalej i określmy te wygórowane żądania kobiet:
                            1. Kobieta chciałaby, żeby mąż mógł spędzać z nią i dzieckiem więcej czasu - no doprawdy, w głowie jej się przewraca.
                            2. Wspólodpowiedzialność za dom i dziecko choć w minimalnym zakresie - wymaganie szczególnie sadystyczne i egoistyczne.
                            3. Poświęcenie czasu dla dziecka - jak można wymagać od faceta, żeby od najmłodszych lat dziecka budowal z tymże więź?!? Zgroza.
                            4. Wspólne wieczory z mężem - mąż przychodzi do kuchni, pomaga w ogarnięciu sajgonu, w tym czasie też można wszak pogadać, robota idzie dwa razy szybciej, potem zalegają razem przed telewizorem tudzież słuchają muzyki lub uprawiają inny rodzaj wspólnych przyjemności, w zależności od upodobań. A nie jest tak, że żona ogarnia kuchnię (rano trzeba wszak mieć w czym wypić kawę, zrobić sobie kanapki na czystym, a nie zachlapanym blacie, itd.), a niezadowolony mąż woła sprzed telewizora: co Ty tam jeszcze robisz w tej kuchni!!! - takie wymaganie wspólnego wieczoru to juz szczyt perwersji ze strony kobiety.
                            I takie to między innymi wygórowane żądania wysuwa przeciętna kobieta, matka (taki podgatunek kobiety), z ktorymi zdrowy, normalny mężczyzna nijak się zgodzić nie może. A, zapomniałam jeszcze dodać, że żona robi obiady i kanapki mężowi, a to dobitnie świadczy o tym, że jest głupią kurą domową, którą najlepiej zdradzić z koleżanką z pracy, która umie docenić prawdziwą męskość - wypasioną brykę lub inne męskie atrybuty. I nie poprosi o pomoc przy kąpieli dziecka.
                            Mądrzyć się można, gdy zna się dobrze realia życia, ale gdy wiele rzeczy zna się tylko z teorii, nie powinno się wypowiadać z takim przekonaniem i tonem jedynie prawdziwej prawdy. Odrobina pokory i tolerancji dla odmiennego zdania, a nie trzymanie się kurczowo swojej teorii, choćby inni dawali kolejne przykłady, że nie zawsze jest tak, jak się to sobie wymyśliło.
Pełna wersja