zjm1111
08.01.11, 09:51
Mąż mnienie kocha, nie widzi szans na dalszą przyszłość.
Spadło to na mnie dosyć nagle, bo kryzys trwał krótko wg mnie 2-3 m-ce to nie jest dużo, tym bardziej, ze maz wtedy ciągle pracował i nie było czasu na rozmowy itp itd.
Nie wiem co dalej robic:
mieszkamy razem, mamy 2 dzieci
sytuacja chora, nie wiem jak mam sie zachowywać w zaistniałej sytuacji, żeby nie myślał, ze mu się próbuję przypodobać, czy biorę go na litość.
jest mi bardzo ciezko, bo to była wielka miłość - zdawało się do grobowej deski, dla wielu znajomych ideał związku - ja tez tak myslałam.
Był 1 kryzys po urodzeniu 1.dziwecka, ale nie było mowy o braku miłości, dalismy rade - skorzystalismy ze spotkania z psychologiem.
Teraz maz nie chce, bo powiedzial, ze sobie wszystko wyjasnilismy (powód rozpadu zwiazku-brak wsparcia).
Na pytanie, czemu o nas nie walczył, powiedział, ze juz mi kiedys wspomniał, ze drugiego kryzysu moze nie wytrzymac....(aha, pol roku temu ur sie nam drugie dziecko)
Kurcze, ale co to za jazda,ze pojawia się problem, a on sie odkochuje.
Ma bardzo stresującą pracę, prowadzi nieregularny tryb życia. Wszystkie obowiazki domowe bralam na siebie, zeby go odciążac, denerwowałam się nie powiem, ze jest ciągle w pracy, ale bałam się, ze moze tam z kims wpasc w zbyt bliskie relacje...wszystko mu to wyjasniła i juz potem nie robiłam problemu z jego zbyt długiej pracy (ale powiedział, ze juz za poźno).
wszystko wg niego było za późno, a sam nie zrobił nic, zeby ten związek ratować.
Mieszkając ze mną daje mi jakąś nadzieję, ale wiem, ze niepotrzebnie, bo juz nic m-dzy nami nie ma (to jego słowa), do tego mnie blokuje, bo zamiast tkwic i znosic jego humory (wszystko co powiem/zrobie jeste źle, czasmi zachowuje sie w stos do mnie normalnie) mogłabym pojechac do rodziców, w których mam duze wpsarcie albo po prostu spotkac sie ze znajomymi. NP pojade do rodziców, to usłyszę na nich znowu to i owo, jak pojade do znajomych, to tez bedzie foch.
Aha, ciągle sa rozmowy o rozwodzie, o podziale majątku, alimentach. czasmi żartem czasami poważne.
Pani Agnieszko, jak rozwiązać tę sytuację? Jestem juz u kresu wytrzymałości, bo niestety wciąż go kocham...Nie daję sobie rady z tym wszystkim.