mega_paka
13.01.11, 17:59
Witam.
Od dłuższego czasu nie mogę sobie ze sobą poradzić, tzn. "nie mogę wziąść się w garść". Chodzi o moją pracę.
Z wykształcenia i zawodu jestem grafikiem. Skończyłam ASP ponieważ była to moja wielka pasja, sposób na życie i nie wyobrażałam sobie innej ścieżki. Po studiach wyszłam za mąż, też zresztą za artystę - malarza. Żeby mieć się za co utrzymywać założyliśmy studio graficzne - na początku było ciężko, musieliśmy zainwestować sporo czasu i pieniędzy. Skorzystaliśmy ze wsparacia UE, dostaliśmy dotację, mamy fajnie wyposażone studio. W międzyczasie urodziło się nam dziecko (obecnie chodzi już do szkoły), kupiliśmy mieszkanie, zdążyliśmy się prawie rozwieść (było groźnie, teraz traktujemy to jak nasz "folklor"), pogodzić. Teraz właściwie jest sielankowo. Uwielbiam spędzany razem czas, z dzieckiem czy bez. Mojego syna też bardzo lubię, jest fajnym chłopcem. Lubię siedzieć w domu i gotować nowe potrawy, a potem je jeść. Lubię sprzątać. Zresztą mój mąż lubi to samo, ciągle coś w domu poprawia, naprawia, maluje, gotuje. Gramy z dzieckiem w gry, chodzimy do kina i na spacery. Naprawdę jesteśmy zżyci jako rodzina.
Problem w tym, że nie lubię już pracować. To, co sprawiało mi kiedyś taką radość stało się dla mnie obce i czasem żałuję, że nie studiowałam czegoś innego. Czegoś, co nie wymaga ciągłego wysiłku kreatywnego i nie spala tak bardzo. Męczą mnie kontakty z klientami, ciągłe przekonywanie ich do projektów, ponieważ większość ludzi woli rzeczy przeciętne, znane i sprawdzone. Często zlecam zadania innym, ponieważ ja nie mam siły już borykać się ciągle z tym samym. Oczywiście wiąże się to z mniejszymi pieniędzmi często budzę się w nocy i myślę o podatkach lub nowych rachunkach do zapłacenia. Powoli mnie to przerasta i boję się katastrofy. Myślę o tym, że teraz muszę coś wymyślić, żebyśmy nie utoneli - mamy kredyty, jeden na mieszkanie, drugi na firmę. Niestety nie mogę wymyśleć nic, co przyniosłoby nam spory dochód, a to co mi przychodzi do głowy, wymaga sporych nakładów finansowych. Mój mąż podchodzi do tego bardziej optymistycznie - dochody wciąż mamy spore. Ja czuję się zmęczona sama sobą. I nie trwa to od miesiąca tylko od dłuższego czasu. Odkładam ważne rzeczy - wizytę w ZUS-ie czy urzędzie skarbowym. Wiem, że kiedy załatwię jedno - zaraz pojawi się nowa lista rzeczy do zrobienia. Zaniedbuję swoje obowiązki. Wiem ,że MUSZĘ coś zrobić, ale tego nie robię. Jak mam się zmotywować do pracy?