m.dawid
14.01.11, 11:53
Witam,
Chciałabym opisać mój problem z mamą i prosić Panią Agnieszkę i Was o rozsądna i obiektywną radę.
Jestem osobą dorosłą, mężatką, mam maleńkie dziecko. Od kilku lat mam problem z moją mama.
W całej historii ważne jest tło sytuacyjne więc po krótce opowiem: mama przez 20 lat tkwiła w związku z moim ojcem alkoholikiem - był to związek pełen przemocy, cierpienia i zależności w tym finansowej.
Mama nie pracowała zawodowo - wychowywała 4 dzieci - ojciec mimo nałogu utrzymywał rodzinę. Mama zaczęła pracować zawodowo kiedy ja miałam 15 lat , a najmłodszy brat 7. Mieszkaliśmy z dziadkami. Mama tłumaczyła, że ojciec nie pozwalał jej pójść do pracy – cały trud wychowania spoczywał na jej barkach, wiem teraz jednak, że pozostanie w domu, jak zreszta wszystkie inne decyzje jakie podejmowała należały do niej - były z pewnością utrudnione i przygwożdżone ciężarem odpowiedzialności i obciążenia jakie niosła, ale była w końcu dorosłą osobą, i miała możliwość innego pokierowania swoim życiem.
Mama początkowo radziła sobie przyzwoicie. Wyprowadziła się od ojca, przeprowadziła rozwód, związek zakończył się definitywnie. Jednak po kilku latach, kiedy już trójka z nas była samodzielna, mama zaczęła wycofywać się z życia zawodowego pod pretekstem braku sił i chorób. Stale przebywała na zwolnieniu lekarskim, w konsekwencji straciła pracę. W ciągu ostatnich 5-6 lat pracowała najwyżej kilka miesięcy: zawsze powtarza schemat nowa praca – L4 – zasiłek dla bezrobotnych- starania o rentę itp. Oferty pracy odrzuca tłumacz , że już się w życiu napracowała, nie ma siły, jest chora itp.
Mama brała udział w wielu terapiach dla wspóluzaleznionych, terapii indywidualnej, stale chodzi do klubu aa na spotkania dla rodzin, działa w ruchu trzezwosciowym. Nie jest osobą ciężko chorą, narzeka na bóle reumatyczne, ale medycznie i obiektywnie nie jest osobą niezdolną do pracy. Stale nie ma jej w domu, prowadzi życie towarzyskie, codziennie chodzi do kościoła, na spotkania do klubu, jeździ na imprezy klubowe, pomaga koleżankom, bierze udział we wszystkich możliwych zjazdach i kursach trzeźwościowych, chodzi na wieczorki kolęd, koncerty, przedstawienia, recytować wiersze itp.
W związku z rezygnacją z pracy mama żyje od kilku lat w wiecznym niedostatku finansowym. Nie myśli perspektywicznie, doprowadza się do sytuacji kiedy nie ma grosza w portfelu i wtedy pożycza. Zwraca się też regularnie do nas dzieci z prośbą o pożyczkę- czy raczej darowiznę – bo to na święte oddanie. Mam już dość jej postawy, żadne argumenty do niej nie trafiają, nie ma jeszcze wypracowanych praw emerytalnych, obawiam się że na starość kiedy już rzeczywiście nie będzie miała możliwości i sił do pracy zostanie bez środków do życia.
Oboje z mężem normalnie pracujemy ( ja w tej chwili nie bo skończył mi się macierzyński i przez kilka miesięcy jeszcze pozostanę z dzieckiem ), zdaniem mojej mamy jesteśmy „ bogaci” ale tak naprawdę żyjemy normalnie. Mamy 11 letni samochód, mieszkanie na kredyt, nie żyjemy biednie, ale też nie jesteśmy żadnymi krezusami.
Mama stawia mnie w sytuacji, w której wywołuje u mnie poczucie winy swoją sytuacją. Np. informuje, że jest bardzo przeziębiona i prosi o 50 zł na leki. Innym razem dzwoni, że nie ma na chleb i prosi o 100 zł, albo informuje że odetną jej prąd jeśli jej nie” pożyczę” 200 zł.
Staram się być głucha na te prośby, zwłaszcza teraz kiedy mamy dziecko i tylko mąż zarabia, ale nie wiem co robić i jak sobie z nią radzić.
Jest mi jej żal, ale jednocześnie jestem na nią wściekła, że płacę cenę- tym razem finansową, za jej wybory. Pomagałam jej w przejściach z ojcem jako nastolatka, teraz też chętnie obdarowuję ją kosmetykami, książkami, czasem robię jej ekstra zakupy, ale nie mam ochoty je utrzymywać i żyć w poczuciu winy że mam od niej lepiej!!!
Bardzo proszę o rozsądne rady….