Sprzeczki o dziecko...

23.01.11, 16:14
...mąż często czepia się naszej straszej córki (12 lat),a to że nie dokończyła obiadu,że się nie uczy,że się "głupio" uśmiechnęła, pyskuje, zrobiła "głupią nimę", nie odpowiedziała na jego pytanie, że się spróbowała wymalować tuszem bo zobaczył i tak w koło, a zwłaszcza jak go coś wkurzy to tak dwa dni z rzędu się jej czepia. Gdy na boku zwrócę mu uwagę że jakaś uwaga była niesłuszna lub przesadza to zaraz się oburza, obraża albo "strzela" focha że mnie wolno dziecku zwracać uwagę 24h na dobę a jemu nie i że on mi wtedy nie zwraca uwagi a ja jemu (niesłusznie bo nie powinna według niego) zawsze,że mnie wszysto wolno a jemu nie i tak w koło. Wkurza mnie to coraz bardziej bo tym obrażaniem zachowuje się jak dziecko. Jak powinnam postąpić, zwracać mu uwagę nadal czy puścić na luz i niech sobie sami radzą. Jak jest u Was.
    • kol.3 Re: Sprzeczki o dziecko... 23.01.11, 17:08
      Powinnaś z nim porozmawiać na osobności. Wynika z tego że odreagowuje na dziecku swoje złe nastroje. Dziecko w wieku 12 lat ma prawo robić głupie miny, a on w swoim wieku powinien mieć więcej rozumu.
      • sebalda Re: Sprzeczki o dziecko... 23.01.11, 17:32
        Było już na podobny temat kilka wątków na tym forum, poszukaj.
        U mnie jest podobnie jak u Ciebie. Córka ma już prawie 20 lat, a nic się nie zmieniło. I też zawsze jest pretensja do mnie, że ja mam prawo zwracać uwagę, a on nie. Przy czym nie jest ważna ani częstotliwość, ani skala moich uwag, a są one nieporównywalne.
        Jestem zwolenniczką bronienia dziecka przed zbyt represyjnym postępowaniem ojca, bo choć w jednym rodzicu dziecko powinno mieć wsparcie. Ale są różne szkoły. Pisałam już na ten temat wiele z podawaniem przykładów, polecam. Możesz też poszukać na Wychowaniu, jak będę miała chwilę, to moge Ci znaleźć i wkleić.
    • zolla78 Re: Sprzeczki o dziecko... 23.01.11, 17:38
      Nie odpuszczaj. Jako dziecko takiego ojca właśnie, do dziś mam żal do niego o podkopywanie mojej wartości (wszystko robiłam nie tak:( i do mamy, że nigdy nie stanęła w mojej czy siostry obronie. Efekt końcowy był zły dla całej rodziny. Kompletnie przestaliśmy nią być. Odbudowywanie więzi z tatą i mamą zajęło mi wiele czasu. Udało się, gdyż w którymś momencie tata poszedł po rozum do głowy i przestałam robić wszystko źle, a i mama zmieniła swoje postępowanie :) Ale ciągle szkoda tych wielu zmarnowanych lat.
      • mps61132 Re: Sprzeczki o dziecko... 23.01.11, 18:02
        On twierdzi,że przecież nic takiego złego nie robi i nie mówi,że w tym domu to on nawet nie może zwrócić uwagi własnemu dziecku tylko ja.Rozmowy nie skutkują,to jak gadanie ze ścianą bo gdy już coś zacznę spokojnie bez krzyków i nerwów to kończy się cichymi dniami i tym że nie dość,że nie rozmawia ze mną to jeszcze i z dziećmi,a mnie jest przykro jak cholera że ze mną się kłóci a potem karze dzieci nie rozmawiając z nimi.Mały chłopiec!!!
    • tully.makker Re: Sprzeczki o dziecko... 23.01.11, 18:14
      Wiek dojrzewania corki to czesto czas kiedy w ojcach budzi sie agresja do corki z powodu rodzacej sie kobiecosci. Z biologicznego punktu widzenia jest to mechanizm chroniacy przed zwiazkami kazirodczymi, z psychologicznego - jeden z najbardziej niszczycielskich procesow w czasie wychowywania dziewczynki.

      Tepilabym ostro...
      • tautschinsky Re: Sprzeczki o dziecko... 23.01.11, 21:07
        tully.makker napisała:

        > Wiek dojrzewania corki to czesto czas kiedy w ojcach budzi sie agresja do corki
        > z powodu rodzacej sie kobiecosci. Z biologicznego punktu widzenia jest to mech
        > anizm chroniacy przed zwiazkami kazirodczymi, z psychologicznego - jeden z najb
        > ardziej niszczycielskich procesow w czasie wychowywania dziewczynki.




        Co za głupoty wyczytane w Pani Domu lub innym praczu resztek mózgu :D
        Z tego wynikałoby, że każdy ojciec dorastającej córki albo znaczna ich część
        powinna zachowywać się jak ten ojciec. Analogicznie pewnie, wedle tej
        reguły, matki rzucają się na dorastających synów z pyskiem zaczynając dostrzegać w nich obiekt pożądania? A problem tkwi pewnie
        w tym, że córka jest w wieku, kiedy zaczyna spoglądać się krytycznie na otaczających starszych od siebie- nie tylko na ojca, na matkę też (może nawet bardziej, bo następuje identyfikacja płci, tak syn z przerażeniem przygląda się ojcu, widząc w nim szarego, zmęczonego człowieczka, którym ten nastolatek oczywiście w życiu nie będzie! :)a ten ojciec to za bardzo bierze do siebie, że córka nie spogląda na niego spode łba. Przestał być "najmądrzejszym ojcem na świecie", z czym nie może się pogodzić, tak jak matka przestała już dawno przestała być "najpiękniejszą z pięknych mam" dla córki. Ten etap już minął.


        • zolla78 Re: Sprzeczki o dziecko... 24.01.11, 01:40
          tautschinsky napisał:
          Przestał być "najmądrzejszym ojcem na świecie", z czym nie może się pogodzić

          Zgodzę się, że to może być tu przyczyną takiego zachowania. Co nie zmienia faktu, że to dorosły człowiek i nie powinien swoich frustracji z powodu nie bycia już "najmądrzejszym ojcem" wyładowywać na dziecku. To tylko dziecko, nie można wymagać od niej, że zrozumie przez jaki trudny psychologicznie okres tatuś przechodzi. Zrozumie za to, że co by nie robiła to tatuś jej nie akceptuje. A akceptacja ojca w okresie dorastania to podobno ważna rzecz dla dziewczynek. Zatem konkluzja taka sama - NIE ODPUSZCZAĆ - może facetowi zasugerować właśnie, że coś takiego się z nim dzieje i żeby zwrócił na to uwagę. Ale od dobrego samopoczucia tatusia - że sobie ponarzekać na dziecko może - ważniejsze jest ono samo i to, że tatuś nie powinien go krytykować bez powodu.
        • menodo Re: Sprzeczki o dziecko... 24.01.11, 08:58
          tautschinsky napisał:
          Przestał być "najmądrzejszym ojcem na świecie", z czym nie może się pogodzić".

          Hehe, czyli potwierdzasz mechanizm, o ktorym pisala tully i nawet o tym nie wiesz :
          D Ale tak to bywa jesli zrodlem wiedzy jest dla kogos bezrefleksyjna lektura Pani Domu :D

          Im silniejsza wiez ojciec -corka w dziecinstwie, tym bardziej skomplikowane ich relacje w okresie dorastania dziewczynki. Mojemu mezowi zajelo kilka lat zanim udalo mu sie te wiez odbudowac, ale juz na nowych - duzo bardziej dojrzalych zasadach.
          Tez sie obrazal, robil glupie komentarze albo strzelal fochy - z absurdalnych powodow, bo na przyklad corka nie chciala isc z nim na basen, kiedy miala okres (ile to moze trwac???) Nie chce wyjezdzac z nim w gory i spac w stodole w Bieszczadach? Jak to NIE? Albo - nie chce juz czytac Harrego Pottera - jak to, a on jej taka niespodzianke zrobil - przeciez ZAWSZE razem czytali...
          Albo, ze ma fryzure jak pol Warszawy, z glupia grzywka na pol twarzy a przeciez POWINNA powinna upinac wlosy w konski ogon, tak jak zawsze...

          Tez sie z tego powodu klocilismy, bo maz uwazal, ze ja wychowuje corke na glupawa panienke i zbyt ulegam jej fochom. Czesto rozmawialismy "na osobnosci", ale czasami klocilismy sie przy corce, bo ja nie wyrabialam i zwyczajnie stawalam w jej obronie:) Fakt, ze w naszym domu nie obowiazuje bezwyjatkowa zasada "rodzice zawsze razem" - wspolne sa tylko "wartosci najwyzsze", a nie fryzura dziecka albo preferencje dot. rodzaj uprawianego sportu.
          Nie polecam tej metody innym, aczkolwiek u mnie okazala sie skuteczna:D
          Moja corka tez zreszta nie wyrosla na "glupawa panienke" a w czasie ostatnich wakacji znow wyjechala z ojcem na wspolna wyprawe, jednak z wlasnymi ksiazkami, wlasna frazura i bez noclegu w stodole:D
          • tully.makker Re: Sprzeczki o dziecko... 24.01.11, 12:56
            D Ale tak to bywa jesli zrodlem wiedzy jest dla kogos bezrefleksyjna lektura Pa
            > ni Domu :D

            Talczynski i refleksja? No wez sie ulituj, toz to jak zestawienie rozowego z czerwonym. Po prostu nie chodza razem.
    • komyszka chwile 25.01.11, 13:27
      zadziwiające, ze wszyscy "wsiadaja" na faceta (ojca) ot, bo mamusia napisala ze krytykuje córcie. a moze warto- i tu rada dla autorki wątku- przyjrzec sie czy faktycznie ojciec zawsze robi to bezpodstawnie?
      co to znaczy ze corka nie dokonczyła obiadu? zjadła 2łyżki zupy i wstała od stołu nie racząc odniesc talerza i rzucajac w przelocie uwagę, ze danie smakuje jak pomyje?
      co znaczy ze sie nie uczy? przynosi do domu "tylko" 4 czy 2 i 3?
      co oznacza "głupi usmiech, pyskwanie? moze córka wie po prostu, ze cokolwiek powie ojciec,zostanie zaraz storpedowane przez nadgorliwą mamusie (faktycznie,nic, tylko skwitować usmiechem politowania)?
      co oznacza stwierdzenie meza, ze zonie wolno zwracac uwage, a jemu nie?
      autorko wątku- proponuje (zamiast odwiecznej krytyki męza) porozmawiać z nim nie o tym, co (wg ciebie) robi źle,ale o tym, jakie są jego racje.
      • nowy99 Re: chwile 25.01.11, 13:43
        Dokładnie, w myśl za powiedzeniem o tej prawdzie, która oscyluje gdzieś między dwiema racjami. Myślę, że przesadna agresja wobec córki to raz, a dwa to początek dojrzewania, wkraczanie w wiek nastolatki i związane z tym pojawienie się drażniących niekiedy buntów, reakcji, opinii czy komentarzy córki. Warto mieć teraz nerwy na wodzy i nie dawać się młodej sprowokować. Natomiast ojciec, jako przedstawiciel płci przeciwnej niż córka nie powinien byłć agresywny w swych odzywkach, ponieważ córka wkracza w ciężki dla niej samej okres również.
        • mozambique Re: chwile 25.01.11, 14:15
          a kwokowatośc matki która nie pozwala ojcu byc ojcem , nie pozwala mu zajać stanowiska w hierarchii rodzinnej, nie pozwala mu wyrobic sobei autorytetu ( ucisza go , karci, anuluje jego polecenia wzgledem córki, tylko kastruje go niemilosiernie w kazdyej chwili kontaktu z dzieckiem, dusi i tłamsi jego próby wychowywnia dziecka) to trzecie

          w sumie nie wiemy czy to co w matki oczach jest agresją nie jest tylko zwyklą satnowczością, konsekwencją wymagań, albo pop prostu surowością zachowan

          niech no ojciec spróbowalby byc czulu wzgledem dorastajacej córki - wirtulane osakrzenei o pedofilie ze strony forumowych mam GWARANTOWANE
        • mps61132 Re: chwile 25.01.11, 22:46
          ...a no właśnie też tak sobie tłumaczę,że wkracza w trudny wiek buntu i sprzeciwów,dlatego mówię mężowi na uboczu żeby jej nie krytykował przy niej ot co a to co pisze osoba w poście wyżej to jakiś brednie a nie rady.
    • demonsbaby Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 14:32
      Nie mam dziecka w wieku twojej córki, ale na myśl mi przychodzi rola ojca. My matki raczej mniej jesteśmy skłonne do karcenia dziecka czy też powiedzmy raczej zdyscyplinowania, a tą "naturalną" zdolność ma raczej pan ojciec... Zaraz oczywiście pojawią się słowa krytyki, ale model rodziny (pomijam teraz matki - polki, kury domowe, etc. - wyprzedzam komentarze) chyba koncentruje się wokół "tego silnego faceta" (czyli: "głowy rodziny"), którego głównym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa w tymże ognisku domowym. A jako ten "typ silniejszy" jest bardziej predysponowany do zdyscyplinowania "stadka"... Taka jest moja wizja. Owszem, istnieje również stereotyp więzi ojca z córką, w myśl "syn mamusi, córeczka tatusia", który nie jest chyba do końca pozbawiony podstaw bytu.

      Miast krytykować ojca (wierzę, że nie strofujesz go przy córce) za próbę egzekwowania dyscypliny, razem ustalcie zasady, do których ma się stosować córka i oboje spróbujcie je egzekwować - bez wyjątków, a jeżeli wyjątek będzie mieć miejsce, wówczas przemilczeć i na osobności odejście od reguły wyjaśnić. Rozumiem, że twój mąż przezywa dorastanie córki i też sobie może nie radzić z nagłymi "objawami buntu nastolatka". Warto zatem znaleźć wspólną linię, niż robić licytację na argumenty w wychowaniu.
      • royal_pl Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 14:46
        Dokładnie. Na tym polega "niewdzieczna" rola ojca, że musi wpoić dziecku poczucie dyscypliny. Matki kochaja dzieci bezwarunkowo, a na milosc i akceptacje ojca dziecko (zwlaszcza plci meskiej) musi sobie w pewnym sensie "zasluzyc".
        • verdana Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 14:53
          Cóż, jaki piekny stereotyp. Taki z XIX wieku.
          Pomijajac fakt, ze uczenie nastolatka "dyscypliny" jest idiotyczne. Albo wychowalo sie już dziecko tak, ze słucha rodziców, kiedy ma przekonanie, ze oni mają rację, albo jest za późno. najlepszy sposób na bunt, to dyscyplinowac dorastające dziecko. Nie mówiąc już o tym, ze nie da się tego zrobić, nie zamieniając życia w pieklo.
          Wczoraj rozmawiałam z wlasnym nastolatkiem, ktoremu powiedziałam o 11 , ze ma iść spać. nastolatek, zresztą grzecznie zapytał "A jak nie pójdę, to co się stanie" - na co odpowiedziałam zgodnie ze stanem faktycznym "Nic sie nie stanie - nie mam żadnych możliwosci, aby zmusić cię do pójscia spać. Najwyższa pora, abyś zorientował się,z e jesteś za stary, aby zmusić cię do czegokolwiek. "
          Mlody człowiek zachichotał i poszedł spać.
          • demonsbaby Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 14:58
            to też nie zamierzam przekonać się o efektach, jakie nastąpią po dwóch rożnych liniach "oporu" w wychowaniu dziecka. Twierdzę jednak, że matka ma mniejsze skłonności do wyegzekwowania dyscypliny, zatem zasad, które już wpojono niż ojciec. I pomijam agresję zupełnie.
            Szczytem debiliady uprawianej przez rodziców jest licytacja na argumenty w wychowaniu dziecka.
            A no cóż, że piękny stereotyp, to pięknym pozostaje. Nie neguję postawy "matki-suki" w pracy, uzbrojonej po uszy- obezwładniającej przestępców anty-terrorystki, ani ojca w domu, który nie został pantoflem. No i w czym problem?
            • verdana Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 15:02
              Cóż, u mnie w domu - i teraz w moim domu i w domach wielu moich znajomych jest jednak inaczej. Szczególnie ojcowie wobec córek tej dyscypliny jakos nie egzekwują...
              • demonsbaby Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 21:14
                Negujesz kwestię wyznaczania dziecku granic czy wspólnej postawy w wychowaniu dziecka? Wygląda na to, że należę do gatunków wymarłych, jako genotyp hołdujący zasadzie, że nastolatek jest indywiduum, którego rodzące się ideologiczne podejście do życia należy szanować, ale nie traktować jak dorosłego bo jeszcze nim nie jest.
                W innym razie należałoby przestać nastolatka chronić prawem.
                Rola ojca w rodzinie może być ustalona jak alfy w stadzie, nie musi, może.
                Karcenie, nie musi być formą agresji, a zarzuty stawiane przez ojca matce też można rozpatrywać dosłownie jak zarzuty matki stawiane ojcu i robienie z ojca tyrana.
                • morekac Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 22:29
                  Nikt tu - nawet załozycielka wątku - nie neguje wspólnej postawy w wychowaniu dziecka. Pod warunkiem, że współrodzic przyjmie akurat jego postawę ;-) .
                  Niemniej nie uważam przyczepiania się o nie zjedzoną zupę czy nie takie spojrzenie za jakąkolwiek postawę służącą w jakikolwiek sposób wychowywaniu nastolatka. Bo takie sprawy można załatwić bez karcenia i przyczepiania się do dzieci.
          • nowy99 Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 15:06
            Wręcz średniowieczem powiało. To chyba jakiś "chcący" wychowywać tatuś.
            • royal_pl Re: Sprzeczki o dziecko... 31.01.11, 11:18
              Raczej normalnością.
      • kaka7_ka Re: Sprzeczki o dziecko... 02.02.11, 21:12
        demonsbaby napisała:

        > Miast krytykować ojca (wierzę, że nie strofujesz go przy córce) za próbę egzekw
        > owania dyscypliny, razem ustalcie zasady, do których ma się stosować córka i ob
        > oje spróbujcie je egzekwować - bez wyjątków, a jeżeli wyjątek będzie mieć miejs
        > ce, wówczas przemilczeć i na osobności odejście od reguły wyjaśnić.

        Mam podobny problem a córka ma dopiero 2 lata. Jak przeczytałam ten post dosłownie wyobraziłam sobie nas przez cały czas jej dorastania. Teraz to czepia się o to czy tamto (totalny brak zrozumienia małych dzieci od narodzin) a potem będą inne sprawy, których będzie się czepiał... zacytowałam tą wypowiedź bo też miałam taki pomysł na spokój w domu, przynajmniej między mną a mężem bo ciągle mamy ciche dni przez różne podejście do wychowywania ale niestety mąż tak silnie ma zakorzenione te swoje "mądrości" i tak bardzo bagatelizuje moje zdanie, że nigdy nie dojdziemy do wspólnego kompromisu...gdyby chociaż dął się namówić na jakąś terapię, może posłuchały kogoś obcego. To niestety też nie wchodzi w rachubę :(
        • demonsbaby Re: Sprzeczki o dziecko... 03.02.11, 15:49
          więc jawi mi się obraz "tatusia dominatora", żeby nie rzec tyrana. O ile 12 latka ma na tyle rozwiniętą wyobraźnię, że argumentacja czy strofowanie mogą znaleźć podłoże / grunt, o tyle karcenie (zamiast tłumaczenia i próby zrozumienia) malutkiego dziecka ciężko mi przychodzi do zaakceptowania.
          Nie wiem jaką jesteś osobą ... czy wobec ciebie też ma ignoranckie podejście (skoro do twoich metod wychowawczych ma) i jak wygląda "twoje zdanie" w sprawach domowych / związkowych poza dzieckiem.
        • demonsbaby a widziałaś efekty 03.02.11, 18:32
          jego i swojej pracy. Bunt 2latka może dać nieźle w kość rodzicom ... i tu się kłania dobranie metody. Skoro nie potraficie dojść do porozumienia nad dzieckiem, spróbuj się dogadać, że przez np. tydzień tylko ty jesteś wywoływana do tablicy,a kolejny tylko on.
          U mnie sprawdziła się metoda "tłumaczenia przez świat dziecka", np. bajka z morałem o chłopcu, który rzucał swoimi zabawkami i zabawki poszły smutne w świat. Znaleźć złoty klucz do własnego dziecka, nie jest proste. Stąd ważne, żeby umieć dotrzeć wspólnie, a nie dawać dziecku podstawę do rozpoznania: mama się nie liczy albo tata się nie liczy czy też tata jest zły bądź mama opowiada głupoty bo tata i tak je neguje.
          • kaka7_ka Re: a widziałaś efekty 04.02.11, 22:48
            cały czas starałam się nie pokazywać dziecku, że tata jest zły, że źle robi, ale mimo to wyczuwała że to jak ja się do niego odnoszę w trakcie zwracania uwagi to po prostu jej obrona i często biegnie do mnie po pomoc...nasz problem tkwi w wielu kwestiach, za dużo by pisać, ja miałam dwa lata żeby do tego dochodzić. Gdyby nie to że w gruncie rzeczy jest dobrym ojcem tzn. zawsze ją poprawia w wielu kwestiach ale często w prawidłowy sposób, często ją przytula, całuje, bawi się z nią, to odeszłabym od niego. Przychodzą momenty że mąż nie wytrzymuje nerwowo i wtedy ja zwracam mu uwagę, on denerwuje się na mnie, że znowu robi coś źle, i że ja jestem najmądrzejsza i zaczynają się ciche dni i tak w kółko. Oboje jesteśmy tym wszystkim już zmęczeni, kochamy się, oboje chcemy tego samego - kompletnej rodziny, ale czy to kiedyś minie?, czy jak ona będzie starsza to prędzej do niego dotrze bo sama będzie mogła mu to uzmysłowić? Najgorsze w mężu jest poczucie że on robi to właściwie a ja jestem przewrażliwiona. Ja należę do matek, które nie preferują bezstresowego wychowania, sama wymagam od niej prawie tego samego co mąż tylko, że ja ją rozumiem, wiem na ile mogę sobie pozwolić, odróżniam nieposłuszeństwo od "głupotki" tego jeszcze nie rozwiniętego rozumu. Nikt nie jest w stanie go przekonać, że cel to jedno ale podejście do dziecka w odpowiednim wieku to drugie. Jego "poprawiania" i zwracania jej uwagi mają na celu np. nie pogłębianie się jej wad postawy, zmniejszenie częstotliwości zachorowania, czy dbanie o zdrowy zgryz itd. czyli ma dobre intencje, ale zbyt duże wymagania (za szybko chce dobrych wyników) i często w zły sposób. Dodam jeszcze, że i tak jest coraz to bardziej "taktowny", cierpliwy ale już teraz wiem, że nigdy nie zniknie problem z nadmierną przesadą i wymaganiami, zawsze będzie coś czego się doczepi...a ja chciałabym tylko, żeby na pierwszym miejscu kochał ją taką jaka jest i potrafił się zawsze z niej cieszyć a dopiero na drugim miejscu wychowywał, wydaje mi się, że wtedy byłby do niej bardziej cierpliwy.
    • nowy99 Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 15:11
      Prawdą jest też, że ojcowie karcący swoje dzieci nie potrafią dostosować mocy kary do dziecka. Generalnie robią się z nich prze-mocowy. Wolą często użyć siły fizycznej, niż słowa i konsekwencji. A dzieciaki to tak naprawdę kruche małe inteligentne i wrażliwe stwory.
      I, jak mawiała babcia mojego męża: pamiętaj, żebyś nigdy nie uderzył dziecka, bo mężczyzna ma za silną rękę - wszystko tu zawarte na ten temat.
      Wychowujący agresywny tatuś to, jak ten z innego powiedzenia, słoń w składzie porcelany.
      • mozambique Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 15:24
        co wy z ta agresją ? jaki przemocowiec? jakei bicie ?

        w tej historii ojciec "czepia" sie słownie ukocahenj córuni, ksieżniczki, najcudowniejsze 5-klasisitki pod sloncem , chodzacego aniołka i za to czepianie sie jzu gotowe jestescie go podac do kuratora !!!!

        kobiety - zacznijcie w koncu myślec !
        • sanciasancia Re: Sprzeczki o dziecko... 25.01.11, 17:18
          > w tej historii ojciec "czepia" sie słownie ukocahenj córuni, ksieżniczki, najcu
          > downiejsze 5-klasisitki pod sloncem , chodzacego aniołka i za to czepianie sie
          > jzu gotowe jestescie go podac do kuratora !!!!
          Dziecko nie jest carskim urzędnikiem niskiej rangi, żeby przed swoim zwierzchnikiem przyjmować taki wyraz twarzy, żeby ten się czuł mile podbechtany.
          > kobiety - zacznijcie w koncu myślec !
          Proponuję zacząć od siebie.
        • kaka7_ka Re: Sprzeczki o dziecko... 02.02.11, 21:21
          mozambique napisała:

          > co wy z ta agresją ? jaki przemocowiec? jakei bicie ?
          >
          > w tej historii ojciec "czepia" sie słownie ukocahenj córuni, ksieżniczki, najcu
          > downiejsze 5-klasisitki pod sloncem , chodzacego aniołka i za to czepianie sie
          > jzu gotowe jestescie go podac do kuratora !!!!
          >
          > to nie są powody do wprowadzania złej atmosfery w domu. Nie umiecie czytać! On nie wspomni o tym raz - on czepia się o to samo (DROBIAZG) dwa dni, dodatkowo małżeństwo tym psuje. Nie macie pojęcia o co w moim domu potrafią być ciche dni przez to że bez podnoszenia głosu zwrócę mu uwagę, żeby dał spokój z czymś tam (DROBIAZG) naszej 2-letniej córce, i tak od jej narodzin....zresztą dopóki nie dotyczy to własnego dziecka ogromu tego problemu można nie zrozumieć
          >
          • nowy99 Re: Sprzeczki o dziecko... 03.02.11, 14:51
            Kaka7ka, broń dzieciątka przed bezsensowną agresywną dyscypliną, czy to słowną, czy tym bardziej fizyczną.
            Z drugiej strony jednak zastanów się, co zrobić z tymi cichymi dniami w waszym związku, bo to w prostej linii prowadzi do rozstania, rozbicia rodziny. Może powiedz mężowi, żeby nie był dla malutkiej taki ostry, bo ona NIE BĘDZIE GO LUBIĆ. I na zawsze przepadnie sympatia na linii tato - dziecko. I tyle.
            A, jeszcze jedno: zastanów się też, czy twoje inne zgoła inne zdanie co do każdej sytuacji z córcią i reakcji ojca nie jest reakcją odruchowo na przekór jemu inną, może to ty go nie lubisz (możliwe, że wskutek jego wcześniejszego niesprawiedliwego zachowania) i już jesteś na "nie". Wiesz, czasami spróbuj po prostu pochwalić tatę w obecności córki - zobacz jaki tata zrobił coś tam, zobacz jak tata cię kocha... - może tato stracił poczucie własnej pozycji u córki i teraz walczy o swój autorytet na oślep.
            • kaka7_ka Re: Sprzeczki o dziecko... 04.02.11, 23:12
              to samo mi mąż zarzucił, że jestem do niego uprzedzona. Przyznaje, że po pierwszych miesiącach życia dziecka, to co z nim przeszłam, spowodowało większy strach o nią i "patrzenie jemu na ręce", ale wierz mi, że każde ciche dni kończyły się rozmowami, często on obiecywał poprawę, potem kompromisy wychodziły bardziej z mojej strony. Często dla spokoju w domu i w nadziei że się to poprawi przystawałam na niektóre sprawy pod warunkiem, że nie będzie przesadzał. Działało albo na jakiś czas, albo do następnej "wady" dziecka, która się ujawniła. Ostatnio przyznał się, że dla niego przestało być istotne co ja mówię, czy zwracając mu uwagę może mam rację, tylko denerwował się na mnie bo w ogóle mu zwracam uwagę, często wyprzedzając fakty, których może by nie było. Moje zdanie przestało się dla niego liczyć. Czuje się na cenzurowanym, nieswojo a przecież on jest przekonany o słuszności swoich czynów. Problem tkwi w tym, że mamy inne wizje normalności. Ostatni mój kompromis brzmiał tak: "postaram się nie zwracać Ci uwagi w trakcie ewentualnie jeden raz powiem, ale na koniec będę chciała spokojnie powiedzieć co wg mnie zrobiłeś nie tak i SPOKOJNIE o tym porozmawiać bez krzyków, obrażania się i cichych dni"...gdyby wchodziła w grę przemoc fizyczna (co się już nie zdarza) nie byłoby o tym mowy.
    • demonsbaby rozwiązanei proste 26.01.11, 08:08
      ... dlatego najmniej zauważalne, a najbardziej negowane ze wzgl. na duży ładunek emocji skumulowanych między tobą a mężem.
      Zacząć od pracy nad relacjami między wami, wówczas nie będzie się to odbijać na dzieciach, w tym dorastającej córce. Kluczem do pracy jest umiejętność wysłuchania opinii partnera / męża i szukanie kompromisu. Wyłuskać swoje argumenty, ale rzeczowo - RZECZOWY KOMUNIKAT - trafia do mężczyzn, bo stanowią o wiele mniej skomplikowaną konstrukcję niż kobiety. Nie trzeba zatem szukać "argumentów podjazdowych", stosować "mowę nie wprost", itp. Top takie "duże dzieciaki" w kwestii emocjonalnej, którym trzeba ułatwić tok rozumowania.
      Należy określić wspólny "plan wychowawczy" (niczym kolokwializm rozwodowy), taki plan, w którym oboje pójdziecie na kompromis.
      W stosunku do zachowań męża, powiedzieć mu wprost, że odbierasz jego zachowanie w stosunku do potomstwa po rozmowach przez Ciebie podejmowanych jako "foch", rzutujący na rozwój emocjonalny dzieci. I rani Ciebie jako matkę, takie zachowanie ojca, który (wg. mnie, postępuje tutaj nie celowo, ale raczej nie potrafi sobie po twoich wyrzutach poukładać, czego ty oczekujesz i o co się "czepiasz", tym bardziej dlaczego "jest złym ojcem") swoją (udawaną) obojętnością czy tez warczeniem krzywdzi dzieci.
      Nie umiecie na temat porozmawiać? Udajcie się do fachowca oboje w celu chociażby mediacji.
      • mps61132 Re: rozwiązanei proste 26.01.11, 08:56
        Sęk w tym,że ja mężowi nie zwracam uwagi przy dziecku tylko na uboczu,w innym pomieszczeniu ale ja jemu po cichu to mówię a on na głos się oburza albo trzela fochem i się obraża.Inna sprawa,że przyznaję macie rację,ni powinnam zwracać mu wogóle uwagi,ale nie zwracam mu za każdym razem tylko wtedy kiedy wiem że nie ma racji ot co.Pewnych rzeczy nauczyłam się w tym tygodniu na własnej skórze.
        A autor postu który nazwał mnie czy wogóle "matką-suką" to chyba jakiś niewychowany,urażony tatuś.
        • demonsbaby Re: rozwiązanei proste 26.01.11, 09:03
          zacznijcie od pracy nad swoimi relacjami. Tu jest klucz do rozwiązania współpracy nad wychowaniem dzieci, w innym razie się to nie uda. Musisz się nauczyć wraz z mężem rozwiązywać różnice zdań w oparciu o kompromis.
          • sebalda Re: rozwiązanei proste 26.01.11, 09:25
            Mozambique i inne "mądre" osoby, zwłaszcza royal_pl, radzę jeszcze raz przeczytać ze zrozumieniem pierwszego posta zolli78. Czytałam wiele takich relacji i one utwierdzają mnie w przekonaniu, że jeden z rodziców musi chronić czasami dziecko przed ojcem przemocowcem. Jedna rzecz to stanowczość i konsekwencja w wychowaniu, druga to wyżywanie się na dziecku. To są dwie zupełnie różne rzeczy. Dyscyplina też może mieć dwa różne oblicza. Dla jednych to konsekwentne stawianie mądrych granic dziecku, ktore są mu niezbędne do harmonijnego rozwoju, dla drugich to pruski dryl i nakaz bezwględnego posłuszeństwa wobec zawsze nieomylnego rodzica (częściej jednak ojca).
            O ile ojciec może, a nawet powinien się interesować postępami w nauce dziecka i mobilizować je do pracy, gdy widzi, że dziecko naukę kompletnie olewa, o tyle czepianie się dziecka o nieodpowiednia minę czy głupi uśmiech jest jednak najprawdopodobniej formą czepiania się dziecka, odreagowywania na nim swoich stresów.

            >a na milosc i akceptacje ojca dziecko (zwlaszcza plci meskiej) musi sobie w pewnym sensie >"zasluzyc".
            A ja bym tę mądrość odwróciła i zamieniła miejscami w tym zdaniu dziecko z ojcem. Jeśli szacunek się wymusza na dziecku (najczęściej krzykami, a też biciem się zdarza), ale jednocześnie często samemu jest się niepohamowanym w gniewie, leniwym, przykrym, to trudno się dziwić, że albo się tego szacunku nie otrzymuje, albo szacunek jest wymuszony, nieszczery i bardzo nietrwały. Potem zdziwienie tatusia na starość, że niewdzięczne dzieci nie chcą się nim zajmować. Co posiejesz, to zbierzesz.
            • mozambique Re: rozwiązanei proste 26.01.11, 10:10
              po twoim wpisie coraz bardziej zaczynamrozumiec faectów którzy nie chca miec dzieci ..
              nie daj boze taki skrzywi sie, fuknie albo krzyknie na córke
              nie daj boze posatwi jasno wymagania i kaze ich pzrestrzegac - jzu jest PRZEMOCOWCEM
              tłum zaplutych jadem kobiet zrobił jzu z meaz autrki przemocowca, dewianat psychicznego, sosbnika zabrzoengo emocjonalnei, cieakwe kiedy zosateni pedofilem ?

              strach sie bać

              tak jest faceci - taarsz was popieram - nie żeńcie sie !, a jzu na pewno nie zgadzajacie sie na posiadanie dzieci !, a juz na pewno zadnego udzielania sie wychowawczo - dom , robota i dzieci na zostawcie glowie kobiety - one udowadniaja ze tego chca po prostu!
              Uzywajcie zycia, pasje, wino i kobiety - a dzecko w 100% przekazcie w rece matki i miejscie na wszytko nakichane !
              • sebalda Re: rozwiązanei proste 26.01.11, 10:58
                > nie daj boze posatwi jasno wymagania i kaze ich pzrestrzegac - jzu jest PRZEMOC
                > OWCEM

                Mozambique, czy Ty masz jakieś problemy poznawcze? Możesz powiedzieć, gdzie to napisałam? Czy naprawdę tak trudno się skupić na przekazie innych? Napisałam o granicach, napisałam o różnych obliczach dyscypliny. Jak można jeszcze jaśniej?
                Ale jeśli dla Ciebie najlepszymi sposobami wychowawczymi są krzywienie się (patrz idiotyczne fochy, baaaardzo wychowawcze), fukanie i krzyk, to gratuluję pomyslu na wychowanie. Mam głęboką nadzieję, że nie masz dzieci.
                Nie słyszałaś nigdy o czymś takim jak autorytet przez przykład? O poszanowaniu dzieci? Nie zdziwię się, jeśli zaraz napiszesz, że porządne lanie tez się niektorym bachorom czasami przyda.
                Wiem, że rodzic czasami może stracić panowanie, ale wtedy jest ważna skala przewinienia dziecka, jeśli gwałtowny wybuch był niewspólmierny do tej winy, rodzic powinien pójść i przeprosić za atak. Tak, takie okropne rzeczy, w Twoim świecie raczej nie do pomyślenia.
                Czy szanujesz szefa, ktory się na Ciebie wydziera z byle powodu? Czy takiego, ktory przyjdzie i zwróci Ci uwagę na Twoje niedociągnięcia, wytłumaczy, co źle zrobila i poprosi o poprawę?
                Ale jak do Ciebie nie dociera, to może na przykladzie powiem, o co chodzi.
                Mój mąż nie lubi Wysokich obcasów, czyta Politykę. Córka przychodzi i pyta ojca, czy ma WO, bo leżała koło niego sobotnia GW? Na to ojciec, że lepiej by Politykę wzięła. Była to ewidentna zaczepka pod tytułem: wyrośniesz na głupią feministkę, nie czytaj tego gówna. Córka nie dała się sprowokować i wzięła WO bez słowa, nie odpowiedziala ojcu, zresztą nawet tam nie padło pytanie. Poszła do siebie. Po chwili ojciec poszedł do niej do pokoju z wielką pretensją, że nie mu nie odpowiada. Jest to klasyczna sytuacja z serii: zrobiłaś głupią minę, krzywo się uśmiechasz, nie odpowiadasz ojcu. Czy uważasz, że czepiam się męża uznając, że źle zrobił, szukając zaczepki, a potem strofując córkę za jej zlekceważenie tejże (zlekceważenie zaczepki, nie ojca). Dodam, że córka miała wtedy 19 lat, nie była smarkulą.
                • mps61132 Re: sebalda i mozambique 26.01.11, 12:36
                  sebalda świetnie napisałaś,popieram Twoje słowa,a mozambique to lepiej żebyś nauczył się pisać na klawiaturze bo kiepsko Ci to idzie i nawet ciężko czytać ale może i lepiej bo bredni lepiej nie czytać i być zdrowym...............uff (jak jemu się rece trzęsą to co on z nimi robi,strach pomyśleć ojjjj strach )
                  • demonsbaby momencik 26.01.11, 12:49
                    Pierwsze co mnie uderzyło w postach przedmówców to "utemperować gościa", "chronić dziecko", "tępić agresję"... skoro tak, to ja się teraz zapytam, po co tkwisz w związku, gdzie według doradztwa, masz męża - przemocowca? Dla dobra potomstwa w rodzinie z przemocą, lepiej się rozwieść i przemoc uciąć w domu. Nie piszesz jednak, że mąż czepia się od zawsze do dzieci, chodzi ryczy niczym tyran czy też je poniża, tłamsi, nie wykazuje zainteresowania... czy żle odbieram, może właśnie tak jest? Denerwujesz się na postawę środowiska facetów, którzy zabierają tu głos? Dlaczego? Pokazali właśnie przez krzywe zwierciadło, to co pisały do ciebie inne osoby przez pryzmat ojca - przemocowca. Zatem zadam po raz kolejny pytanie: czy twój mąż stosuje przemoc werbalną wobec twoich dzieci? Czy raczej to kwestia braku porozumienia co do metod wychowawczych, a ojciec zderzył się ze ścianą pt. "dorastająca nastolatka" i wkraczanie w okres irracjonalnych zachowań?
                    • sebalda Re: momencik 26.01.11, 13:14
                      Ja myślę, że gdyby autorka napisała, że ojciec surowo traktuje córkę, bo ta nie chce się uczyć albo jest opryskliwa i nieposłuszna, to nikt nie miałby skojarzeń z ojcem wyżywającym się na dziecku, tylko z normalnym, wymagającym słusznych rzeczy ojcem. Jeśli natomiast pisze, że ojcu nie podoba się mina albo nieodpowiedni uśmiech, to automatycznie kojarzymy to z przmocowcem, ktory szuka kija, żeby uderzyć.
                      Co według Ciebie, demonsbaby, znaczy "pyskowanie". Dla większości ludzi to chamskie, bezczelne odpowiedzi dziecka wobec uwag rodzica. Wiesz, co nazywa się pyskowaniem w niektorych rodzinach: próbę wytłumaczenia się dziecka, KAŻDĄ PRÓBĘ. Przerabiałam to w moim domu setki razy. Kończyło się tak, że skoro mąż nie pozwalał dziecku się wytłumaczyć, a czasami pewien splot okoliczności, o których on akurat nie wiedzial, sprawiał, że stało się to, czy nie stało się tamto i wystarczyło po prostu dac dziecku o tym powiedzieć, ja musialam tlumaczyć dziecko, bo ono nie było W OGÓLE dopuszczone do głosu. No i wtedy awantura gotowa. Znowu stajesz za dzieckiem przeciwko mnie! Znowu jej bronisz. A już najbardziej kuriozalne jest wtedy stwierdzenie: niech się sama tłumaczy, po co się wtrącasz!?!
                      Przecież odróżnienie zdrowego, ojcowskiego wychowania i wymagania od bzdurnych pretensji, krzyków niewspólmiernych do winy nie jest trudne. Czy Ty, demonsbaby też, jak mozambique, jesteś zdania, że dzieci należy wychowywać krzykiem, fukaniem i co tam jeszcze? Jak Cie znam, tak nie jest. Nie rozumiem zatem, dlaczego nie czytasz ze zrozumieniem, że nam chodzi o to właśnie rozróżnienie, że ojciec ma wymagać, ale niech robi to z sensem, mądrze i nie metodami niedojrzalymi, czyli krzykiem czy fochami. Co to w ogóle jest: fochy wobec dziecka???
                      • demonsbaby Re: momencik 26.01.11, 13:52
                        nie, tylko rozumiem oburzenie facetów. cała dyskusja ma oddźwięk ojca stosującego przemoc, a ja nawet wobec minusów opisywanych przez autorkę, rozumiem tegoż "ojca przemocowca", którego nie widzę w tak demoniczny sposób jak przedmówcy. Facet jest zagubiony, żona mu "suszy łeb", narzeka na jego nieudolność wychowawczą i gość zaczyna się frustrować. Może dlatego, że podobne błędy czy też doświadczenia przechodziłam ja. No nie uda się rozwiązać konfliktu, a ojciec choćby częściowo i na własne życzenie zostanie "tym złym", bo między żoną a mężem nie ma współpracy - są tylko wymogi bez jasno określonych reguł. Efekt jest taki, że cierpi jedno i drugie plus dzieci? No to gdzie tu jest sens?
                        • sebalda Re: momencik 26.01.11, 14:09
                          Ale czy jesteś zwolenniczką przymykania oczu na czasami niesprawiedliwe potraktowanie dziecka? W idealnym świecie i idealnych warunkach rodzice powinni mieć jeden zamysł wychowawczy, konsekwentnie stosować jednolity model, ale jeśli na oczach matki ojciec wykrzykuje pod adresem dziecka pretensje niewspólmierne do przewinienia dziecka, to matka ma stać z boku i się przyglądać? Może jeszcze przyklasnąć takiemu ojcu? A co z sytuacją, ktorą opisałam? Gdy ojciec KAŻDE tłumaczenie się dziecka trakuje jako pyskowanie?
                          Oczywiście tutaj mamy za mało danych, a jeszcze znając autorkę z innych wątków i nie zawsze kulturalnych wypowiedzi (szczególnie pod nickiem intelka), możemy domniemywać, że nie jest tak do konca jasne, że ojciec jest przemocowcem, ale samo stwierdzenie, że ojciec krzyczy na dziecko lub stroi fochy z powodu "nieodpowiedniej" w jego mniemaniu miny, jest dla mnie sygnałem ostrzegawczym. Sama mam w domu takiego, co analizuje miny, dlatego jestem może przeczulona. Poruszył mnie też post zolli78, bo to jest to, o czym piszę: jeśli w domu jedno z rodziców niesprawiedliwie wykorzystuje pozycję siły, drugie powinno być dla tego dziecka wsparciem, inaczej w świat wypuszczą dziecko o zaniżonej samoocenie, niepewne siebie.
                          Podkreślam, nie wiem, jak do końca jest tutaj, mówię o samym problemie. Nie godzę się też na miano kobiety ziejącej nienawiścią do wszystkich ojców, ktorzy sa surowi wobec dzieci. Surowi moga być, ale z głową, sprawiedliwie i bez poniżania godności dziecka, tyle.
                          • mozambique Re: momencik 26.01.11, 14:46
                            no wlasnie - nie wiecie nic o prawdziwej atmosferze w domu ale juz z góry skresliłyscie ojca a matke głąszzcecie po głowie

                            bozszszsz - jak wy wąsko myslicie !!!!!!!!!!
                          • verdana Re: momencik 26.01.11, 14:49
                            Mnie zdarzało się zacząć wrzeszczeć na dziecko, nawet slusznie, tylko zdecydowanie za bardzo.
                            Cenię mojego męża za to, ze parę razy opieprzył mnie przy dziecku. Bo slowo daję - dziecko jest wazniejsze od tego, jak sie czuje rodzic, który popelnia błąd. W dodatku moj autorytet nie ucioerpiał na tym, ze ktoś zwrócił mi uwagę, autorytet rodzica nie opiera sie na jego nieomylnosci.
                            • sebalda Re: momencik 26.01.11, 15:00
                              Bo slowo daj
                              > ę - dziecko jest wazniejsze od tego, jak sie czuje rodzic, który popelnia błąd.
                              [...]
                              >autor
                              > ytet rodzica nie opiera sie na jego nieomylnosci.

                              Amen!
                            • demonsbaby Re: momencik 26.01.11, 19:25
                              verdana napisała:

                              > Cenię mojego męża za to, ze parę razy opieprzył mnie przy dziecku. Bo slowo daj
                              > ę - dziecko jest wazniejsze od tego,

                              Dziecko jest najważniejsze, stąd ja mam inne maniery. Nie podrywa autorytetu rodzica i oczekuje tego samego wobec siebie, natomiast w podobnych sytuacjach, umiem przeprosić swoje dziecko i przepraszam, tłumacząc, że dorośli też popełniają błędy.
                          • demonsbaby Re: momencik 26.01.11, 15:03
                            sebalda napisała:

                            > Ale czy jesteś zwolenniczką przymykania oczu na czasami niesprawiedliwe potrakt
                            > owanie dziecka?
                            Nie podejrzewam siebie o to.

                            W idealnym świecie i idealnych warunkach rodzice powinni mieć j
                            > eden zamysł wychowawczy, konsekwentnie stosować jednolity model,
                            Nie twierdzę, że organizm jakim powinien być związek, szczególnie kiedy są już dzieci, ma być jednomyślny i kropka. Jakkolwiek poruszam się w realiach i zdążyłam przyjąć nie jedną lekcję życia ... tyle, że z perspektywy własnych doświadczeń, często niechcianych, twierdzę, że kluczem do sukcesu jest umiejętność zawierania kompromisu.


                            ale jeśli na o
                            > czach matki ojciec wykrzykuje pod adresem dziecka pretensje niewspólmierne do p
                            > rzewinienia dziecka, to matka ma stać z boku i się przyglądać?

                            Zainterweniować jako negocjator. Jasne - parasol ochronny dla dziecka, ale w sposób umiejętny, żeby dziecko (przebiegły nastolatek) nie połapał się w niekonsekwencjach rodziców ... tylko momencik ... czy proces wychowawczy rozpoczynamy od 12r życia dziecka i wcześniej jasnych reguł nie ustaliliśmy?
                            autorka opisuje problem w sposób: "mąż często czepia się naszej straszej córki (12 lat),a to że nie dokończyła obiadu,że się nie uczy,że się "głupio" uśmiechnęła, pyskuje, zrobiła "głupią nimę", nie odpowiedziała na jego pytanie, że się spróbowała wymalować tuszem..." ""strzela" focha że mnie wolno dziecku zwracać uwagę 24h na dobę a jemu nie i że on mi wtedy nie zwraca uwagi a ja jemu (niesłusznie bo nie powinna według niego) zawsze,że mnie wszysto wolno a jemu nie i tak w koło...." "twierdzi,że przecież nic takiego złego nie robi i nie mówi,że w tym domu to on nawet nie może zwrócić uwagi własnemu dziecku tylko ja.Rozmowy nie skutkują,to jak gadanie ze ścianą bo gdy już coś zacznę spokojnie bez krzyków i nerwów to kończy się cichymi dniami i tym że nie dość,że nie rozmawia ze mną to jeszcze i z dziećmi,a mnie jest przykro jak cholera że ze mną się kłóci a potem karze dzieci nie rozmawiając z nimi."

                            I to podkreślenie to cały czas meritum, do którego dążę. Kto i kiedy w tej rodzinie ustalił zasady gry partnerskiej?
                            Bo ja to odbieram, że mąż żonie uwagi nie zwraca, kiedy ta karci dzieci za przewinienia, ale sam zostaje skarcony, kiedy podejmuje się tej samej (możliwe, że wg jego mniemania) metody.

                            Jasne, że każdy może mieć zły dzień, jasne że od nas jako rodziców oczekiwana jest słusznie oaza spokoju i nie ma takich rodziców, którzy wykazują się cierpliwością bezdenną, bo to nie jest realne.
                            I tak większość podpowiedzi wynika z braku znajomości faktów.
                            Podkreślam, zrozumiałam oburzenie męskiej strony zabierającej tu głos. Bo rzeczywiście oddźwięk jest taki, że matki wiedzą najlepiej jak wychować dziecko, a jak ojciec bierze aktywny udział to już ma zostać strącony do poziomu pon. nerek, bo stosuje przemoc ... chwila ... a czy to nie ojciec jest tym elementem w rodzinie, który "wywołuje respekt" i stanowi "obraz siły"? Nawet opierając się na stereotypach ... same kobiety szukamy raczej mężczyzn zaradnych, żeby nie przesadzić macho, ale z pewnością bardziej męskich niż zniewieściałych, zatem dlaczego ojciec, który ten pierwiastek siły (jako element "porządku wymuszonego") w domu, nagle dostaje w łeb, żeby popas wbić się w ziemię?
                            Autentycznie, odbieram to jak: "ojciec - przygłup, który nie ma pojęcia o wychowaniu dziecka". A ja akurat tutaj tak tego nie odbieram.
                            Odbieram raczej faceta, który zaczyna być powoli detronizowany jako źródło wiedzy i być może autorytet dla swojej córki, gubi grunt więc działa na oślep. Tylko zaraz, gdzie są podwaliny do tego, żeby na oślep nie działać?

                            Tym samym coraz bardziej i boleśniej się przekonuję o zdwojonej wielkości wyzwań wychowawczych przed samotnym rodzicielstwem, szczególnie kiedy pomimo różnic, rozwiedzione strony, dla najbardziej poszkodowanego w układzie - dziecka - nie potrafią zagrać uczciwie wobec bezbronnej istoty, kiedy to staje się elementem rozgrywek dorosłych i nie ma miejsca na kompromis wobec dziecka.
                            • sebalda Re: momencik 26.01.11, 15:51
                              Zawsze, podkreślam ZAWSZE, gdy zwracam uwage mężowi, że krzyczy na dziecko niewspółmiernie do jego przewinienia albo (co jest u nas najczęstsze, stosowane nota bene również wobec mnie), że nie pozwala się dziecku wytłumaczyć i przez to dziecko a. nie ma szansy, b. ma poczucie krzywdy, c. uczy się, że nie ma prawa głosu wobec silniejszego, mąż natychmiast odbija piłeczkę i krzyczy: "ale przecież Ty też na nie wrzeszczysz". Odbijanie piłeczki, typowe. Ale a. "wrzeszczę" jednak nie tak groźnie jak on, b. na ogół mam powód i przede wszystkim c. robię to naprawdę rzadko. Gdy poniosą mnie nerwy, bo na przyklad za mocno pokrzykuję, gdy się śpieszymy na autobus (mieszkamy na wsi, ucieczka autobusu jest bardzo dotkliwa), a dzieciaki nie ze złej woli się ślamazarzą, potem je przepraszam, że przesadziłam. Mąż BARDZO rzadko przeprasza, naprawdę rzadko.
                              Nadal się upieram przy tym, co pięknie podsumowala Verdana, że autorytetu nie buduje się nieomylnością, na pewno też nie siłowym "wywoływaniem respektu" i "obrazu sily". I proszę, nie uogólniaj, że kobiety szukają "męskich" facetów. Zaręczam Ci, że nie wszystkie. Zresztą patrząc na to, jak pojmujesz rolę ojca "obrazu siły" i elementu "wymuszonego porządku", mam wrażenie, że jednak inaczej pojmujemy pojęcie "męskiego" faceta". Dla mnie "męski" facet to przede wszystkim "siła spokoju". Ot, co:)
                              Demonsbaby, żebyśmy się dobrze rozumialy. Ja chyba wiem, o co Ci biega, ale się troszeczkę plączesz w zeznaniach. Pisałam w tym wątku już naprawdę wiele razy, że jestem za stanowczym, ale w mądry sposób ojcem. A nie takim, ktoremu przeszkadza nie taka mina corki. Nieporozumienia między nami wynikają zapewne z tego, że ja mam inne doświadczenie z mężem i ojcem naszych dzieci, a Ty masz inne. Tyle.
                              Pozdrawiam:)
                              • mps61132 Re: momencik 26.01.11, 16:15
                                Chwila,chwila nie napisałam w żadnej swojej wypowiedzi że mąż jest przemocownem,tyranem czy czym tam chcecie tylko że zdaża mu się "wyładować" złość na dziecku.Co do moich wypowiedzi "że są niekulturalne" to się zwyczajnie uśmiałam bo to co tutaj czytam ogólnie na tym forum "życie rodzinne" to czasami aż jadem zajeżdża a to chyba gorsze od kultury czy niekultury.Jak pisałam wyżej wiele nauczyłam się na własnych błędach w tym tygodniu i to jest dla mnie wystarczająca lekcja.Dzięki za wpisy i wypowiedzi,ale są mi już w zupełności niepotrzebne bo większość to atak na moją rodzinę.
                                Pozdrawiam
                              • demonsbaby Re: momencik 26.01.11, 18:43
                                i ot sebalda, dobrymi chęciami piekło wybrukowane...

                                Do autorki: chcesz się zwierzać załóż bloga z możliwością zablokowania komentarzy. Próbujesz uzyskać obiektywne spojrzenie, z tego skrawka wypowiedzi, które rzuciłaś wyszła masa różnych spojrzeń, które mogłyby się tobie przysłużyć, nawet się objawieniem ich tutaj nie dzieląc. Licz się też z jednym, że "piorąc brudy" (choć tutaj to mało-adekwatne bo brutalne) zderzysz się z krytyką... Pomimo tego, że nikt nie lubi być jej obiektem, to winien się zastanowić, ile w tym może być prawdy i co trzeba zmienić.

                                Tłumaczę sebalda, w sposób mniej zawiły. Oczekując od innych stosowania się do moich zasad, sama im hołduję. Opierając się na stereotypach, ja je powielam, w życiu nie związałabym się z zniewieściałym pierwiastkiem, walory zewnętrzne w tym muskulatura, tembr głosu, robi u mnie swoje. Pewnie wyrobiony wzorzec na przestrzeni lat. Skoro jednak ja upraszczam, to też nie jest poprawne przejście w sferę "kobiece karcenie / krzyk" jest łagodniejszy niż w wykonaniu ojca ... możliwe, ale ile bardziej zaskakujący.
                                Wychodzę z założenia, że proces myślowy może być różny jak różnymi jesteśmy ludżmi, ale zdolności do przyswajania wiedzy na podstawie obserwacji o mniejszym lub większym natężeniu, mogą nas odróżniać od średnio inteligentnych kapucynek parzących kawę jak i gatunku z serii "wyłączności na wiedzę". Skoro na etapie dowodzenia, jestem w stanie obserwować własnego przełożonego i uczyć się od niego jak mam postępować z podwładnymi w sytuacjach, w których nie umiem znaleźć wyjścia, to tym bardziej taki proces powinien przychodzić naturalnie na podłożu bardziej neutralnym - jak rodzina - no chyba, że tutaj jest pole walki.
                                Jeżeli moja postawa jest roszczeniowa to w zamian przyjmuję na siebie rolę "pedagoga", stanowiącego obraz zasad, dla drugiej strony, które mają być egzekwowane.
                                Jeżeli autorka ma córkę, która dorasta i próbuje poluźnić lejce, bo to już nie jest 7latka, ale dziewczyna, która zaczyna poznawać kolory świata, to zanim od ojca wyegzekwuje uszanowanie jej terytorium, sama winna mu przekazać, że traktuje córkę jak młodą "kobietkę", której kupuje biustonosze i podpaski, a nie karci jak dotychczas 7latkę. Bo zdaje się na tym etapie - tata się zawiesił.
                              • demonsbaby Re: momencik 26.01.11, 18:44
                                a i p.s. (sebalda), tak, tak - hołduję prostemu kręgosłupowi i sztywnym stawom kolanowym, tylko szczoty nie noszę w doopie. Imponuje mi dryl wojskowy i tak już pozostanie.
                                • sebalda Re: momencik 26.01.11, 19:24
                                  demonsbaby napisała:

                                  > a i p.s. (sebalda), tak, tak - hołduję prostemu kręgosłupowi i sztywnym stawom
                                  > kolanowym, tylko szczoty nie noszę w doopie. Imponuje mi dryl wojskowy i tak ju
                                  > ż pozostanie.

                                  Ładne, Twoje? Pierwsze zdanie znaczy:) Drugie, mam nadzieję, z duuuuużą ironią.
                                  Jeśli piszesz serio, to chyba nie czytałaś nigdy książek o ojcach wojskowych i nie widziałaś filmów o wojskowym tudzież pruskim drylu. Jeśli chcesz zobaczyć pruski dryl w procesie wychowawczym i jego konsekwencje, gorąco polecam jeden z lepszych i jednocześnie straszniejszych filmów, jakie w życiu widziałam, mianowicie Białą wstążkę Michaela Haneke. Wstrząsający obraz. Nakazałabym oglądanie tego filmu wszystkim rodzicom, ktorzy chcą chować dzieci w surowej dyscyplinie i najlepiej karami cielesnymi egzekwować posłuszeństwo. Jestem szczerze przerażona rozmiarami zjawiska poparcia dla kar cielesnych wobec dzieci w naszym społeczeństwie.
                                  Ale to wszystko tak na marginesie. Naprawdę nie bylo moim zamiarem robienie potwora z męża autorki. To tylko dywagacje o różnie pojmowanym surowym wychowaniu ojcowskim.
                                  • demonsbaby Re: momencik 26.01.11, 19:28
                                    Nie, wojskowość mam we krwi, nie szukaj dalej. Natomiast hołduję zasadom" krzyż, kotwica, serce, Bóg (bez mohera), Honor, Ojczyzna i jedną słuszną metodę wojskową: konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja, stąd nawet jak podejmuje decyzje złe, mam czas to naprawić - w myśl zasady najgorszą decyzją jest brak decyzji.
                                    • sebalda Re: momencik 27.01.11, 09:20
                                      Chyba jednak inaczej pojmujemy podstawowe pojęcia. Dyscyplina kojarzy mi się z egzekwowaniem poleceń za wszelką cenę, bez prawa głosu osoby, która polecenie ma wykonać.
                                      A już zdania, w ktorym pojawia się określenie "konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja" i zaraz za tym o naprawianiu złej decyzji, kompletnie nie rozumiem. To czysty oksymoron. Konsekwencja według słownika języka polskiego - «logiczna ciągłość w działaniu, wytrwałość w dążeniu do czegoś», czyli jeśli chcesz być przede wszystkim konsekwentna, to właśnie zaprzeczeniem tej konsekwencji jest zmiana, naprawianie.
                                      Jeszcze raz powtórzę: mądra dyscyplina, konsekwencja w wychowaniu - jak najbardziej, bezwzględną dyscyplinę, konsekwencję nieuwzględniającą indywidualnych cech dziecka lub okoliczności nazwijmy je "łagodzących", uważam za złe, często raniące, krzywdzące, mogące wręcz zwichnąć kręgosłup dziecka.
                                      Wychowuję swoje dzieci nie zawsze w 100% konsekwentnie, zawsze słucham ich zdania, kieruję się przede wszystkim zrozumieniem, empatią, częstym podkreślaniem ich zalet i muszę się bardzo nieskromnie pochwalić niezłymi sukcesami wychowawczymi, a dzieci mam duże: 20 i 15 lat. Bez żelaznej dyscypliny, bez pruskiego drylu, bez bezwzględnej konsekwencji. Da się, zaręczam:)
                                      • tully.makker a ja dodam jeszcze 27.01.11, 12:14
                                        Wychowuję swoje dzieci nie zawsze w 100% konsekwentnie, zawsze słucham ich zdan
                                        > ia, kieruję się przede wszystkim zrozumieniem, empatią, częstym podkreślaniem i
                                        > ch zalet i muszę się bardzo nieskromnie pochwalić niezłymi sukcesami wychowawcz
                                        > ymi, a dzieci mam duże: 20 i 15 lat. Bez żelaznej dyscypliny, bez pruskiego dry
                                        > lu, bez bezwzględnej konsekwencji. Da się, zaręczam:)

                                        Chcialabym dodac, ze 100% swoich zyciowych sukcesow zawdzieczam takiemu wlasne wychowaniu jakie otrzymalam. kreatywnosc, umiejetnosc negocjacji, szukania niestandardowych rozwiazan, wiara w to, ze mozna znalezc wspolne wyjscie, ze zasady nalezy kwestionowac, a nie slepo sie nim podporzadkowywac. I tak wychowuje swoje dziec - bo coz, chce zeby byli ludzmi realizujacymi w pelni swoj potencjal.
                                        • nowy99 Re: a ja dodam jeszcze 27.01.11, 15:03
                                          Jestem 100% zwolennikiem takiego sposobu wychowania dzieci; nie mylić z bezstresowym. Ale niestety w przypadku moich: 14 lat i 20 m-cy nie mogę dopatrzyć się tych pozytywnych skutków naszego postępowania. 14-latek jest leniwy, uparty, egoistyczny, niedokładny we wszystkim, bałaganiarz i słomiany zapał, nadużywa, brzydko się odnosi, pozwala sobie wobec nas z różnymi tekstami i komentarzami. Córcia 20-mies. uparta, przekorna, agresywna.
                                          Cholera czy my mamy jakieś specyficzne przypadki. Dlaczego tak nam trudno?
                                          Mam wrażenie, że na syna lepiej podziałałby kij niż marchewka - zresztą kiedyś nam to zarzucił, że jego trzeba ochrzaniać, karać, straszyć... co o tym myśleć?
                                          • tully.makker Re: a ja dodam jeszcze 27.01.11, 16:06
                                            14-latek jest leniwy, uparty, eg
                                            > oistyczny, niedokładny we wszystkim, bałaganiarz i słomiany zapał, nadużywa, br
                                            > zydko się odnosi, pozwala sobie wobec nas z różnymi tekstami i komentarzami

                                            Moze to jest uciazliwe na teraz, ale kiedys bedziesz sie cieszyc, ze masz niezalenie myslace dziecko z wlasnym zdaniem. A lenistwo - coz - jest motorem postepu ludzkosci od tysiacleci. balaganiastwo laczy sie z kreatywnoscia, a jesli chodzi o naduzuwanie uzywki, to juz Kochanowski pisal: widzial kto kiedy poete trzezwego? Nie napisze taki nic dobrego ;-)
                                            • verdana Re: a ja dodam jeszcze 27.01.11, 16:57
                                              A ja jeszcze dodam, że 100% konsekwencja jest dobra w kodeksie karnym, a nie w domu rodzinnym. Czasem lepiej wykazać się niekonsekwencją, niż okrucieństwem.
                                              • menodo Re: a ja dodam jeszcze 27.01.11, 21:28
                                                verdana napisała:
                                                > A ja jeszcze dodam, że 100% konsekwencja jest dobra w kodeksie karnym, a nie w
                                                > domu rodzinnym.

                                                Podejrzewam, ze 100 proc. konsekwencja skuteczna jest w tresurze niektorych gatunkow psow. Niestety, nie mam daru tresera agresywnych zwierzat. Miedzy innymi z tego powodu w ogole nie mam psa. Natomiast z dziecmi i kotami jakos mi dobrze na swiecie - otoczenie tez nie narzeka :D
                                                • sebalda Re: a ja dodam jeszcze 27.01.11, 21:42
                                                  A ja mam psa. Z matki labradorki, ojciec NN. Kochamy go z dziećmi bezgranicznie. Wszyscy troje jesteśmy wobec niego totalnie niekonsekwentni. Rezultat? Słodki, cudowny pies, raz śpi ze mną, jak mąż zasypia przed telewizorem w salonie, raz grzecznie na posłaniu:) Nigdy nikogo nie zaatakował, ale też nie jest psem obronnym:) Nie sprawia problemów wychowawczych:) Mąż nie lubi z nim wychodzić na spacer, bo nie zawsze przybiega na zawołanie od razu. A do mnie raczej przybiega, mimo całego braku konsekwencji w jego wychowaniu:)))
                                                  • verdana Re: a ja dodam jeszcze 27.01.11, 21:55
                                                    I o to chodzi:)
                                                    dziecko , wychowywane "raczej konsekwentnie", ale nie do konca, niekonsekwentnie i idiotycznie co pewien czas rozpuszczane, będzie przybiegało do rodzica jeszcze długo.
                                                    Wychowane absolutnie konsekwentnie będzie grzecznie chodziło przy nodze, wykonywało polecenia, nie przylazilo do łóżka - poki ktoregoś dnia nie zerwie się ze smyczy...
                                                  • tully.makker Re: a ja dodam jeszcze 28.01.11, 10:03
                                                    ja mam 2 psy, oba bardzo mposluszne, i rozumiejace niuansy w tym co wolno a co nie. Oczywiscie jestesm wobec nich mniej tolerancyjna niz wobec dzieci, ale generalnie sa tak grzeczniutkie, ze az zwala z nog.
                                                  • menodo Re: a ja dodam jeszcze 28.01.11, 10:32
                                                    tully.makker napisała:

                                                    > ja mam 2 psy, oba bardzo mposluszne, i rozumiejace niuansy w tym co wolno a co
                                                    > nie. Oczywiscie jestesm wobec nich mniej tolerancyjna niz wobec dzieci, ale gen
                                                    > eralnie sa tak grzeczniutkie, ze az zwala z nog."

                                                    Tak zupelnie OT. Wiem, ze sa mile psy. Ale ja mam dwa bardzo zle doswiadczenia z psami, a wlasciwie z ich wlascicielami.
                                                    1. Moje dziecko wyszlo na spacer z sasiadka (mieszkamy w tzw. pieknym miejscu; laki, stawy itd.) , na smyczy trzymalo jednego z jej pieskow. Nagle podbiegl pies i na oczach mojej corki (wtedy siedmioletniej) zagryzl tego, ktorego corka trzymala na smyczy. Wlasciciel tego psa tlumaczyl, ze coz, jego pies jest psem mysliwskim, a ze puscil go luzem i bez kaganca, no coz...
                                                    2. Moj siedmioletni kocur lazil sobie po okolicy od zawsze - do czasu. Pewnego dnia zagryzl go pies nowych sasiadow - bulterier. Wypuscili go z domu poznym wieczorem, bo wkurzal ich halas bijacych sie kotow. Oczywiscie obydwa padly...

                                                    W zwiazku z tym nie mam psa, bo nie wyrobilabym emocjonalnie gdyby moj zwierzak byl sprawca lub ofiara takiego zdarzenia. Moj kolejny kocur nie wychodzi z mieszkania.
                                                  • tully.makker Re: a ja dodam jeszcze 28.01.11, 13:51
                                                    No coz, nie da sie ukryc, ze pies, tak jak i kot, to drapieznik. Ja wole psy, bo pies to drapieznik spoleczny twaorzacy stada w ktorych obowiazuja scisle zasady zachowania. A mojego punktu widzenia - z psem zycje sie razem, z kotem osobno. Ale to moje zdanie oparte na ososbistych preferencjach.

                                                    Nie spotkalam sie nigdy z zadna sytuacja w typie tych jakie opisujesz, choc nie watpie ze sie zdarzaja. W koncu moj westik, biala puchata kuleczka kanapowa, upolowala kiedys mysz i ja, no ten tego... Ale ogolnie psy, wobec ktorych uzywa sie zyczliwosci i milosci, a nie przemocy, raczej nie bywaja agresywne.
                                                  • demonsbaby Re: a ja dodam jeszcze 28.01.11, 15:39
                                                    bo rasa agresywna jest wytworem człowieka, nie znającego się na cechach użytkowych osobnika, vel durnemu krzyżowaniu bez znajomości cech, że o rozmnażalniach się nie wypowiem, a i nie przekreślam chorób psychicznych w sporadycznych przypadkach. Psa winien mieć człowiek, który "zna się" na jego cechach, w innym razie i predyspozycjach do stróżowania (choć nie tylko) samodzielnie konstruuje sobie ładunek wybuchowy z detonatorem czasowym z opóźnioną detonacją.
                                          • sanciasancia Re: a ja dodam jeszcze 27.01.11, 22:01
                                            Ja wychowuje moją 20-miesięczniaczkę podobnie i wyniki są super - fajne, uśmiechnięte i rozumne dziecko, które da się nawet racjonalnymi argumentami do różnych zachowań przekonać.
                                            Konsekwentność stosuję w jednym
                                      • demonsbaby dlaczego 27.01.11, 22:10
                                        dyscyplina ma się kojarzyć ze środkiem cielesnym i "krótkim trzymaniem na lejcach"> nie mylcie kobietki pojęć.
                                        Sebalda konsekwencje nie wykluczają błędnych decyzji i odwrotnie. To brak decyzji przywodzi konsekwencje najcięższego kalibru, z czym człowiek może nie dać sobie rady.

                                        Nie stosuję metod w stosunku do dziecka jak do prowadzenia dobermana, ale jak do siebie.
                                        • menodo Re: dlaczego 27.01.11, 22:23
                                          Mnie sie kojarzy:)
                                          Nie wiem, ja tam nigdy nie stosowalam jakichs przemyslanych metod wychowawczych a jakos mi dzieci wyrosly na ludzi i to nawet calkiem fajnych:)
                                          Wydaje mi sie, ze troche za duzo myslisz, jak POWINNO sie postepowac w relacjach z dziecmi; u mnie to jakos tak lzej wszystko przebiegalo:)
                                          Polecam mniej napiecia - bo jak czlowiek spiety to wtedy wszystko wyboiste sie wydaje; ogolnie - wyluzuj sie troche:)
                                          • demonsbaby Re: dlaczego 27.01.11, 22:41
                                            ale ja trzymam pośladki "na luzie", jak wspominałam "kij w doopie" jest mi obcy. mam problem z uginaniem kolan i łamaniem kręgosłupa. To są wartości, jakie staram się zakrzewić u swojego "dzidka", jak zasiano ziarno we mnie. I wojsko od dziecka nie było mi obce. Widać ta miłość do munduru i orzełka została najbardziej zakorzeniona. Nigdy nie doznałam przemocy fizycznej ,.. czy psychiczną? Nie wiem... możliwe, że znalazł się motyw "przemocy w białych rękawiczkach"bo do dziś potrafię stać na baczność i czuć respekt ...
                                            Może dlatego non stop moje dziecko słyszy, że bardzo go kocham, a błędy są rzeczą ludzką i nie trzeba rozbijać głową muru... co jest moją domeną.
                                            • menodo Re: dlaczego 28.01.11, 10:07
                                              Wydaje mi sie, ze zasady, ktore powinny obowiazywac w wojsku i warunkach szczegolnego zagrozenia niespecjalnie sprawdzaja sie w zwyklym zyciu, a zwlaszcza w wychowywaniu dzieci.

                                              W literaturze, filmie, badaniach naukowych i zwyklych obserwacjach losow dzieci wychowywanych zbyt normatywnie (w liceum mialam przyjaciolke, ktorej ojciec byl pulkownikiem- koszmar) jest tego mnostwo przykladow.
                                              • mps61132 Re: dlaczego 28.01.11, 13:02
                                                Wniosłam sprawę o rozwód.
                                                Przemocowcem to on nie jest,ale chyba zaczyna nim być i to do mnie dotarło.Najpiew stosował przemoc wobec mnie,ja sobie nie dała to teraz zaczyna "atakować" dzieci.Chyba w to nie chciałam uwierzyć i go broniłam,ale to bez sensu.
                                                • demonsbaby Re: dlaczego 28.01.11, 15:35
                                                  I to się objawiło twojej osobie w ciągu tygodnia?
                                                  • malamelania Re: dlaczego 28.01.11, 20:52
                                                    chyba nie....

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,120615356,,Zostal_strach_i_co_dalej_trapia_POMOZCIE_dlugie.html?v=2
                                                • demonsbaby po tej lekturze 28.01.11, 21:49
                                                  ... z forum rozwodników, mam jedno do powiedzenia autorko: RATUJ SIEBIE I DZIECI KOBIETO. Koniec przekazu.
                                                  Alkoholik się nie wyleczy, póki się nim nie walnie o ścianę. Jak satrci wszystko, to ma dwa wyjścia: albo stanie na nogi i będzie próbować was odzyskać ... albo spieprzy komuś innemu życie vel sobie spapra życiorys (i to jest ta bardziej pożądana wersja).
                                                  PO CO CI TO???
                                                  To nie jest facet, który ma zapewnić wam poczucie bezpieczeństwa, że nie wspomnę o normalności. Kobieto, swoje zrobiłaś. Szukaj pomocy dla siebie i dzieci, jemu już nie pomagaj.

                                                  A i cofam co rozważałam. Kobiety jednak mają szósty zmysł i dobrze "wywęszyły", że coś jest nie tak.
                                                  • menodo Re: po tej lekturze 28.01.11, 22:06
                                                    Nie, no dla mnie to troll; jeszcze pare postow plakala, ze ktos atakuje jej rodzine:D
                                                  • demonsbaby Re: po tej lekturze 29.01.11, 11:02
                                                    możliwe... albo kobieta dojrzewa do tego w czym /jakim układzie tkwi od lat.
                                              • demonsbaby Re: dlaczego 28.01.11, 15:34
                                                to zależy co ojciec - beton przekazał dziecku. Jednak znając to środowisko na wskroś, mogę jedynie ciebie zapewnić, że nie jest domeną rodzic - beton, w innym razie ludzie zasilający struktury MSWiA i MON powinni być bezdzietni.
                                                Syndrom pola walki nie objawia się w wychowaniu.
                                                Rodzic winien dziecku zapewnić warunki do przyszłej umiejętności samo-zdyscyplinowania. Te owocują później w doborze i realizacji zawodowej w specyficznych środowiskach, szczególnie nie omijając sfer akademickich. Nie narzucam modelu, twierdzę, że jest skuteczny, choć w samozachwyt nad własną osobą nie popadam.
                                                • verdana Re: dlaczego 28.01.11, 19:12
                                                  Samodyscypliny świetnie nabywa się także w liberalnych rodzinach. Co wiecej, rodzic akurat tego chyba nie jest w stanie przekazać - nakazując dziecku samodyscyplinę stosunkowo czesto powoduje, że dziecko natychmiast ją porzuca wychodzac z domu (nareszcie może się nie stresowac tym, co powinno robić, a robić to, na co ma ochotę), albo jest tak samozdyscyplinowane, ze nie umie wyluzoać - jak moja przyjaciółka siedzaca w pracy od 8 rano do 24, choć wszyscy z piesnia na ustach wylazili z pracy kolo trzeciej.
                                                  Ale ojciec uczył ją , zę póki się wszystkiego nie zrobi, nie wolno odpocząć.
                                                  • demonsbaby Re: dlaczego 28.01.11, 19:51
                                                    Samodyscyplinę świetnie się szlifuje w rodzinie, gdzie ta jest na równi częścią życia zawodowego. Dziecko jest ważniejsze dla mnie niż przesiadywanie w pracy, a jeśli ta musi być skończoną, to takową biorę do domu, kończąc jak dzieciak już śpi.
                                                    I od razu wyprzedzam kolejne zarzuty:
                                                    czy powiedziałam, że mam kij połknięty i wystaje mi z doopy, czy niczym polonia frustrata oczytałaś się pseudopublikacji? bo przewodu doktorskiego na tym chyba nie otworzyłaś, ale namiętnie naginasz własną teorię, do konkretnego przypadku, obnażając tym samym domenę człowieka z licencją na wszechwiedzę. Mówisz o środowiskach zupełnie tobie nie znanych, do których ja się odnoszę, a tu: tylko zasłyszanych vel oczytanych niczym stężenie pośmiertne gen. Błasika za sterami tupolewa.
                                                  • verdana Re: dlaczego 28.01.11, 21:03
                                                    A ja szlifuję samodyscyplinę u dzieci , pokazujac, że praca zawodowa jest na tyle wazna, ze czasem one musza z czegos zrezygnować, bo ja pracuję.
                                                  • demonsbaby Re: dlaczego 28.01.11, 21:58
                                                    verdana, rozejrzyj się zatem ile jest samotnych mam, nie mających wyjścia. Nie dlatego, że tatuś "beton" nauczył, ale "opcja bez wyjścia". I to chyba najbardziej trąca dramatem. Szlif charakteru wyrabia dopiero zderzenie z rzeczywistością i często niechciane doświadczenia. Nie jestem zwolennikiem szufladkowania. To nie jest do końca tak, że "wzorzec" się powiela, owszem, przy braku zachowania normalnych więzi w domu, tudzież wskutek "nieudolności" wychowawczej rodziców bądż błędów wychowawczych skutkujących brakiem przystosowania do życia (nie mylić z socjopatią). Moja lekcja życiowa, to jedna z tych z tyt. "życie nie jest bajka", ale to właśnie "mundurowej ręce" dziś mogę o sobie powiedzieć jedno, nie boję się brać odpowiedzialności za wykonywane ruchy ... w związku z tym, ani nie boję się wyzwań ani podejmować ryzyko. Życzę sobie ten "wojskowy dryl wprowadzić u swojego małego gościa".
                                                  • menodo Re: dlaczego 28.01.11, 22:46
                                                    Życzę sobie ten "wojskowy dryl wprowa
                                                    > dzić u swojego małego gościa".

                                                    Nie wiem, byc moze mamy rozne osobiste doswiadczenia, wiec tez odmienne skojarzenia z "wojskowym drylem" i wojskiem w ogole.
                                                    Moje sa zdecydowanie negatywne - upartyjnione LWP, osiedla wojskowe z kantynami, gdzie chlanie odchodzilo takie, ze alkoholizm to male slowo; PO w liceum z sadysta- zboczencem, co to szedl od Lenino do Berlina i zalowal, ze nie jestesmy republika radziecka; oficerowie polityczni w studium wojskowym, a zwlaszcza gotowe na wszystko dla nich panie; powszechna fala w wojsku, festiwal w Kolobrzegu i gen. Jaruzelski.
                                                    Z tych skojarzen nie bylabym w stanie ulepic zadnego pozytywnego przekazu dla swoich dzieci. Jaki Bog, jaka ojczyzna, a przede wszystkim - jaki honor?



                                                  • demonsbaby Re: dlaczego 29.01.11, 11:01
                                                    menodo napisała:


                                                    > Moje sa zdecydowanie negatywne - upartyjnione LWP, osiedla wojskowe z kantynami
                                                    > , gdzie chlanie odchodzilo takie, ze alkoholizm to male slowo;
                                                    Potwierdzam, taki obraz się utrwalił, dzięki betoniarni z jeszcze czasów PRLowskich, ale nie każdy ówczesny żołnierz był ogłupiałym betonem dodatkowo z wizjonerstwem katastroficznym, tudzież wychowawca polityczny. Nie każdy też był w stanie podporządkować się bzdurnym rozkazom... widziałam zapis w indeksie swojego ojca ... "wychowanie polityczne" - 2. Wątpliwe poglądy ... hehehe, zresztą z opowieści biesiadnych i nie tylko, do dziś się śmieje, a dotyczących marwoja z tamtych lat.

                                                    Wystarczy sięgnąć po utrwalony obraz ówczesnej milicji.



                                                    > Jaki Bog, jaka ojczyzna, a przede wszystkim - jaki honor?
                                                    Takie wartości i przywiązanie, kształtuje człowiek, który im hołduje...


                                                    No cóż, obraz armii dzisiejszej, poza betonem, który jeszcze całkowicie się nie wykruszył, jest zupełnie inny.
                                                  • tully.makker Re: dlaczego 03.02.11, 15:54
                                                    >
                                                    > > Moje sa zdecydowanie negatywne - upartyjnione LWP, osiedla wojskowe z kan
                                                    > tynami
                                                    > > , gdzie chlanie odchodzilo takie, ze alkoholizm to male slowo;
                                                    > Potwierdzam, taki obraz się utrwalił, dzięki betoniarni z jeszcze czasów PRLows
                                                    > kich, ale nie każdy ówczesny żołnierz był ogłupiałym betonem dodatkowo z wizjon
                                                    > erstwem katastroficznym, tudzież wychowawca polityczny. Nie każdy też był w sta
                                                    > nie podporządkować się bzdurnym rozkazom... widziałam zapis w indeksie swojego
                                                    > ojca ... "wychowanie polityczne" - 2. Wątpliwe poglądy ... hehehe, zresztą z op

                                                    W okolicy, w ktorej mieszkalam znajdowalo sie osiedle, zamieszkiwane glownie przez wojskowych i ich rodziny. Sporo ludzi z tamtych okolic poszlo do mojego liceum, z wieloma sie zaprzyjaznilam i przyjaznie do dzis. Wiekszosc jest wypaczona przez ojcow wojskowych, z ktorych polowa co najmniej stosowala wobec rodzin przemoc fizyczna najgorszego rodzaju. Reszta ograniczla asie do psychicznych. Kilkoro moich znajomych z tamtego okresu do dzis nie odwarzylo sie zalozyc rodziny, bo przesladuje ich mysl, ze mogliby stworzyc swoim dzieciom takie pieklo, w jakim sami sie wychowywali, inni od nawet 20 lat nie utrzymuja kontaktu z rodzicami.

                                                    Czy ci ojcowie byli ofiarami komuszej propogandy, ktorym wyprano mozg, czy zwyklymi sku...synami? Ja obstawiam to drugie. Wiekszosc mialo system i ustroj w dupie, chodzilo o to, zeby sie nawalic i wymuszac posluszenstwo za wszelka cene i w nablachszych sprawach.
                                                  • sanciasancia Re: dlaczego 28.01.11, 23:04
                                                    > ie boję się wyzwań ani podejmować ryzyko. Życzę sobie ten "wojskowy dryl wprowa
                                                    > dzić u swojego małego gościa".
                                                    No, nie wiem. W jedynej bardzo mi bliskiej rodzinie z wojskowym, tenże dryl doprowadził do kompletnego rozpadu (ów wojskowy ma dziś częstszy i bliższy kontakt z dziećmi i wnukami swojej przyjaciółki niż własnymi, mimo wielkich prób zmiany sytuacji).
                                                    Bliscy znajomi z rodzin wojskowych głównie kombinują, jak wyciągnąć młodsze rodzeństwo spod kurateli ojców.
    • malarot Re: Sprzeczki o dziecko... 03.02.11, 18:31
      Ja miałam podobnie. Uwierz, że córka swoje przejdzie ale jako dorosła osoba powie tacie- wiesz co - Ty mnie nigdy nie słuchałes i sie czepiałes. Jak bedzie dorosła to tata odczuje, ze cos nie tak zrobił. A jak to zmienic teraz- to ciężkie bo dorosłej osobie trudno wytłumaczyć, ze się czepia i zę robi coś nie tak. Życze ci cierpliwości i dużo rozmawiaj z córką. Niech ma w Tobie oparcie. Możesz wytłumaczyć, ze tata chce , zeby była zawsze odpowiedzialna, ladna itp ale zapomina ze jest jeszcze dzieckiem a Ty staraj sie byc jej wsparciem
    • mamachlopakow2 Re: Sprzeczki o dziecko... 04.02.11, 14:05
      wiesz co Ci powiem?....mój ojciec też tak zaczynał.Teraz już od lat nastu nie rozmawiam z nim,nie mamy ze sobą żadnego kontaktu.Mieszka z moją mamą,ale ...nie uważam go za ojca.Twój mąz zaczyna zachowywać się jak mój ojciec kiedyś.Jak tak dalej pójdzie,to.....szkoda słów.
      Ja przynajmniej wiem,dlaczego-bo nie urodziłam się synem....
      Ale już się z tym pogodziłam;)
    • kingusi Re: Sprzeczki o dziecko... 19.02.11, 12:28
      -ten czlowiek jest nienormany chyba wolal miec syna i stad to zachowanie!
Pełna wersja