ares01
25.01.11, 00:30
Witam
Mało tu facetów pisze ale może to i dobrze (przyznam szczerze że chciałem pogadać raczej z kobietą - sam nie wiem dlaczego).
Mój (a raczej nasz) problem jest bardzo standardowy, jesteśmy ze sobą 18 lat (13 lat po ślubie, dwójka dzieci) i niestety z każdym rokiem coraz dalej od siebie, troszkę kiepsko się dobraliśmy bo w okresie młodzieńczej fascynacji nie przeszkadzało nam że ja jestem spokojnym praktykiem (trochę mało zorganizowany) a ona zaborczą i ruchliwą romantyczką (szalenie zorganizowaną), ja lubię odludzia - ona tłok.
Zycie jakoś tak sobie poukładaliśmy że się ciągle mijamy, pracujemy do 17, dzieciaki zawozimy na jakieś zajęcia dodatkowe (poświęcamy im naprawdę sporo czasu) - generalnie tygodniem jesteśmy zmęczeni tak że nie ma ochoty na seks (nasze życie seksualne praktycznie nie istnieje), ponieważ moja druga połowa jest zaborcza i nie ma wielu znajomych (nawet nie ma potrzeby spotykania się ze znajomymi) ja się czuję mocno ograniczony rodziną - nie mam czasu na zainteresowania przez co mam wrażenie że życie mi między palcami ucieka a ja nie mam czasu na realizację swoich marzeń. Rozglądam się wkoło, koledzy rozwijają zainteresowania i czerpią z tego radość a ja .... tylko mogę się rozglądać. Kilka lat temu uciekliśmy od mieszkania z rodzicami (bo robiło się "duszno") na wieś - ja jestem zachwycony, małżonka natomiast chciałaby mieszkać w mieście . Obawiam się że trochę nieskładnie i skrótowo opisałem naszą sytuację ale mam nadzieję że jeśli komuś udało się wybrnąć z czegoś takiego to podzieli się swoją receptą na zrozumienie się (liczę też na radę Agnieszki)