onka262
29.01.11, 11:39
Witam,
Wczoraj pokłóciłam się z mężem o pomoc i opiekę przy dzieciach, nastały ciche dni.
Ale od początku:
Jesteśmy po ślubie kilka lat, mamy dwójkę dzieci. Młodszy ma pół roku. Ja obecnie jestem na wychowawczym, zajmuję się dziećmi i domem (codziennie gotuję, sprzątam itp).
Mąż pracuje. W sezonie po ok 12- nawet 14 h dziennie. Zimą- 8-10 h. Normalnym było dla mnie że gdy wracał po tych 12 godzinach do domu, to niczego od niego nie wymagałam. Wiedziałam ze wraca zmęczony. Niestety młody dosć dużo płacze, od samego początku męczyły go straszne kolki, praktycznie cały czas trzeba było go nosić. W nocy też nie spal dobrze. Cały czas pocieszałam sie że zimą sobie odrobię, ze maż mi pomoże.Od ok 2 tygodni mam urwanie głowy z młodym- jeszcze bardziej płacze, w nocy się rzuca, kręci, trzeba go lulać. Proszę męża aby mi pomagał, bo nie daję rady- niestety mąż na zimę przewidział prace w garażu- cos dłubie w aucie, szykuje sobie motor na lato, którym jeżdzi do pracy (wówczas ja bedę mogla brać auto aby pojechać chociażby do lekarza) .
Sprawy wyglądają tak, ze mąż wraca z pracy na ok 17- 18, zjada obiad , ogląda serial- w tym czasie opiekuje się młodym, po czym oświadcza ze idzie do garażu. Wraca ok 21, gdy już ja wykąpię i położę dzieci spać.
Wczoraj mielismy o to spięcie. Naprawdę chciałabym kiedyś położyć się wcześniej, żeby on mnie wyręczył z tych obowiązków(o przepanej nocy już nie wspomnę). Efekt naszej kłótni był taki ze ja młodego lulałam, a mąż leżał przed telewizorem-,, bo przecież nie chcesz żebym szedł do garażu".
Ale muszę przyznać, że mąż w niedziele nie unika opieki nad młodym, ma bardzo dobry z nim kontakt, potrafi zrobić przy nim wszystko- ja wówczas robię obiad, jadę do kościoła.
Proszę powiedzcie, jak wybrnąć z takiej sytuacji? Czy moze faktycznie zbyt obciążam męża? Ja też jestem człowiekiem, też potrzebuję czasu dla siebie. Na pomoc rodziny liczyć nie mogę- mama jest chora, teściowa twierdzi że skoro rozpuściliśmy sobie dzieciaka, to sobie go pilnować musimy.