artykuł

03.02.11, 09:16
Poniżej link do artykułu na onecie.
Pozdrawiam
M.
partnerstwo.onet.pl/1635091,3500,,pewnego_dnia_mamusia_zniknela,artykul.html
    • grosz-ek Re: artykuł 03.02.11, 12:52
      Przeczytałem artykuł i mam wrażenie, że to jest tak naprawdę muśnięcie problemu.

      Sam jestem w żałobie od 4 miesięcy razem z 4 naszych dzieci. Przed dziećmi nie ukrywałem sytuacji. Od samego początku, od momentu wypadku, wiedziały, że stan mamy jest bardzo ciężki. W dniu jej śmierci, najpierw zadzwoniłem do nich z samego rana, aby im o tym powiedzieć, a następnie przyjechałem z dalekiego Gdańska do Warszawy, aby w tym szczególnym dniu nie być samym, a być z nimi. Gdy przyjechałem około 22.00, nikt mnie nie witał. Mało kto z licznie wtedy obecnej rodziny w domu zauważył moją obecność. Rozdziałem się z odzieży wierzchniej i poszedłem do pokoju, gdzie były dzieci. Siadłem na łóżku, wziąłem najmłodszego na kolana i się po prostu rozpłakałem. Płakałem jak małe dziecko, a dzieci płakały ze mną. Płakaliśmy wszyscy razem, całą piątką. W tym momencie wcale nie byłem ojcem, tatą, itd. Byłem tak jak oni - przerażony śmiercią najważniejszą dla nas osobą. Płakaliśmy tak z godzinę. Był to najtrudniejszy moment całego mojego dotychczasowego życia.

      Od tamtej pory minęły 4 miesiące. Każde z nas na swój sposób przeżywa śmierć mamy, ale to wszystko bardzo nas do siebie z zbliżyło. Nasze życie nie jest jeszcze poukładane. Jeszce wiele przed nami roboty. Ale to najważniejsze, to co dała nam Lila - nasza rodzina - funkcjonuje. Ja pracuję, dzieci uczą się, razem dbamy o dom, wspólnie chodzimy do mamy. Logistycznie nie wszytko działa idealnie, ale powoli wychodzimy na prostą. Mama cały czas jest z nami. Dzieci uczą się doskonale. Są w grupie najlepszych uczniów w szkole. Jestem z nich bardzo dumny. Są dla mnie wzorem. Są moją siłą i moją motywacją. Kocham je przeogromnie. I w każdym z nich widzę cząstkę Lili. Dziękuję Kochanie, że mi je dałaś.
Pełna wersja