majka.1984
08.02.11, 21:45
witam wszystkich serdecznie ...
Po roku wróciłam do was by podzielić się moim doświadczeniem...
Po trzech latach dopiero zdałam sobie sprawę, że nie potrafiłam rozstać się z mężem.. że złożyłam przysięgę małżeńską dodając sobie co nie co, mianowicie "i że cię nie opuszczę aż do śmierci" a ja dodałam sobie" i po śmierci też" cały czas troszczyłam się chorobliwie o pomnik, kwiaty czy to choćby by cały czas paliła się moja lampka na cmentarzu, gdy wypalił się znicz byłam zła na siebie że za późno przyszłam... co było dowodem mojej miłości - tak twierdziłam... ciągle zamawiałam msze za zmarłego męża... mówiłam o nim w czasie teraźniejszym... i żyłam nim bez niego..
dopiero od ponad miesiąca, gdy w końcu udało mi się znaleźć dobrego psychologa, który skierował mnie na terapię... udało mi się uwolnić od tego wszystkiego w czym żyłam... teraz czuję się o stokroć lżejsza... cieszę się, że miałam w sobie tyle siły, by poprosić o pomoc psychologów... na swojej drodze był to 5 psycholog który mnie zaczął rozumieć, z którym nadawałam na tych samych falach.....
czas nie goi ran tylko przyzwyczaja do bólu... mam nadzieję, że uda wam się zacząć normalnie żyć... życzę siły i powodzenia
....sama od 01.01.2008r....