Terapia

08.02.11, 21:45
witam wszystkich serdecznie ...

Po roku wróciłam do was by podzielić się moim doświadczeniem...

Po trzech latach dopiero zdałam sobie sprawę, że nie potrafiłam rozstać się z mężem.. że złożyłam przysięgę małżeńską dodając sobie co nie co, mianowicie "i że cię nie opuszczę aż do śmierci" a ja dodałam sobie" i po śmierci też" cały czas troszczyłam się chorobliwie o pomnik, kwiaty czy to choćby by cały czas paliła się moja lampka na cmentarzu, gdy wypalił się znicz byłam zła na siebie że za późno przyszłam... co było dowodem mojej miłości - tak twierdziłam... ciągle zamawiałam msze za zmarłego męża... mówiłam o nim w czasie teraźniejszym... i żyłam nim bez niego..

dopiero od ponad miesiąca, gdy w końcu udało mi się znaleźć dobrego psychologa, który skierował mnie na terapię... udało mi się uwolnić od tego wszystkiego w czym żyłam... teraz czuję się o stokroć lżejsza... cieszę się, że miałam w sobie tyle siły, by poprosić o pomoc psychologów... na swojej drodze był to 5 psycholog który mnie zaczął rozumieć, z którym nadawałam na tych samych falach.....

czas nie goi ran tylko przyzwyczaja do bólu... mam nadzieję, że uda wam się zacząć normalnie żyć... życzę siły i powodzenia
....sama od 01.01.2008r....
    • proy0311 Re: Terapia 09.02.11, 09:18
      Dzięki za pozytywny przekaz. Dobrze ze udaŁo Ci się spotkać osobę której wierzysz ufasz i kierunek przez nią sugerowany akceptujesz.
      Z tą przysięgą mam tak samo...tylko ja " aż do śmierci, naszej smierci'' Nasza już się zaczęŁa...moja ...chwilowo...Kiedyś przyjdzie.
      Z ludżmi to podobno tak jest że z prawdziwą przyjemnością uczą się tego co już umieją...i sŁuchają tego co chcą usŁyszeć.
      Pewnie potrzebny byŁ ten czas który upŁynąŁ ...żebyś daŁa sobie prawo...żebyś pozwoliŁa...żebyś chciaŁa sŁyszeć.
      Proces. Proces? Byc może .Chwilowo wydaje się że "stan"
      Sama od 26.08.2010.:(
    • kajetanb52 Re: Terapia 10.02.11, 11:47
      To jest dokładnie to co ja pisałem kilka miesięcy temu. Nie dając naszym połówkom odejść sami sobie odcinamy szansę na poprawę.
    • majka.1984 Re: Terapia 10.02.11, 14:47
      żałuję tych 3 lat, ze je przepłakałam, że nie pozwalałam sobie dalej żyć... gdybym miała wybór i gdy mój mąż umierał chciałabym z nim odejść... ale niestety tak to nie działa i musimy na nowo sobie pookładać życie i nie przegapić go, płaczem i tęsknotą, bo to w niczym nie pomoże trzeba dalej trwać i walczyć o szczęście w życiu... postawiam pytanie... CZ JEST WAM W TYM SMUTKU DOBRZE CZY CHCECIE TAK ŻYĆ???
      • kajetanb52 Re: Terapia 10.02.11, 16:22
        Dobrze im pewnie nie jest. Mam jednak wrażenie, że tak jest wygodniej. Pójście naprzód i próba poukładania sobie życia wymaga o wiele większego wysiłku niż trwanie w żałobie.
        • mar-y88 Re: Terapia 10.02.11, 17:48
          dzięki za te słowa:) u mnie był tylko jeden psycholog, ale chyba pora poszukać nowego, czuje się podobnie jak Wy przed terapią nie jestem tylko pewna czy mam na tą terapie 'ochotę'
          • kajetanb52 Re: Terapia 10.02.11, 20:31
            Też nie miałem ochoty, ale jaką mamy alternatywę? Albo postaramy się pójść do przodu, albo dalej będziemy tkwili w tej beznadziejnej rozpaczy i w otchłani żalu. Ja z perspektywy roku terapii widzę, że jeszcze wiele przede mną, ale też patrząc wstecz widzę ile już "zrobiłem". Trzymam za ciebie kciuki i walcz o siebie, całe życie jeszcze przed nami.
            • corka.bossa Re: Terapia 11.02.11, 00:32
              A mnie tak dobrze ! Beznadziejna rozpacz,i otchłań żalu-wcale nie przeszkadza mi w życiu.Znalazłam nową pracę,nowych znajomych.Omijam kwestię tego że w pracy "nikt nie wie".W oczach współpracowników jestem po prostu " samodzielną matką" trojga dzieci,czasem jak mam gorsze dni -ech.. Widać ja jeszcze nie trafiłam na terapeutę z powołania.Ale tak sobie myślę żę przecież tak mi dobrze?-więc po co to zmieniać?
              Nikt mi gwarancji nie da-że potem gorzej nie będzie
              Więc niech już bedzie jak jest..
              • majka.1984 Re: Terapia 11.02.11, 07:33
                kajetanb52 napisał:
                Dobrze im pewnie nie jest. Mam jednak wrażenie, że tak jest wygodniej. Pójście naprzód i próba poukładania sobie życia wymaga o wiele większego wysiłku niż trwanie w żałobie.

                kiedyś sądziłam że Ci którzy na nowo układają sobie życie nie kochali tych co umarli, miałam jakiś dziwny światopogląd na to.. Całe życie męczyć się i trwać w żałobie to sposób na życie!!! gdyż na swojej drodze nie napotkałaś ludzi którzy byliby w stanie tobie pomóc w tym cierpieniu... ja nie jestem asceta i nie lubię się zadręczać... jesteśmy młodzi i puki żyjemy jesteśmy w stanie zmienić swoje życie.. wybór należy do nas....

                corka.bossa napisała:
                A mnie tak dobrze ! Beznadziejna rozpacz,i otchłań żalu-wcale nie przeszkadza mi i w życiu. Znalazłam nową pracę,nowych znajomych. W oczach współpracowników jestem po prostu " samodzielną matką" trojga dzieci, czasem jak mam gorsze dni -ech.. Widać ja jeszcze nie trafiłam na terapeutę z powołania. Ale tak sobie myślę żę przecież tak mi dobrze?
                Więc niech już będzie jak jest..

                własnie natrafić na dobrego terapeutę to prawie jak wygrać w lotka... kiedyś też tłumaczyłam sobie po co mam coś zmieniać jak mi tak dobrze... sama siebie okłamywałam.. wcale nie było dobrze.... znajdowałam każdą okazję do płaczu i zadręczania się......
                wiem gdzie na śląsku jest bardzo dobry ośrodek w którym ludzie odnajdują sens życia.. gdzie terapeuta jest po to by pomagać ludziom a nie by odwalić swoja pracę...
                Jestem w trapi grupowej, faktem jest że terapia trwa 3 miesiące przez ten cały czas jestem na L4 bo nikt nie jest w stanie chodzić do pracy, sesje są bardzo wyczerpujące pomimo iż trwają 4 godz dziennie...
                • majka.1984 Re: Terapia 11.02.11, 07:50
                  w ogóle to powiem wam jak natrafiłam na to by wybrać się kolejny raz do psychologa....
                  byłam na wizycie u ginekologa... gadka szmatka i pytam się go że mam 27 lat i kiedy najpóźniej mogłabym zajść w ciążę... on uśmiechnął się i powiedział... przecież chodzę do niego już od kilku lat i sam zastanawia się dlaczego jeszcze się nie zdecydowałam... ze widzi iż jestem mężatka wiec na co czekam... oczy mi się zaszkliły i powiedziałam że jestem wdową od 3 lat a bardzo bym chciała mieć dzieci... głupio mu się zrobiło i przez godz ze mną rozmawiał.. pytał czy byłam u psychologa czy się leczę, on myślał ze mam problemy z mężem jak wcześniej do niego przychodziłam i byłam smutna (chociaż wydawało mi się że na twarzy przez cały czas noszę rogala)... powiedział mi o ośrodku o tym że nie ma sensu wydawać pieniędzy na indywidualne terapie że takie spotkania trwają latami i że najlepiej jest zabrać się za terapię intensywnie w krótkim czasie... 3 miesiące spotkania dzień w dzień.... i dzięki niemu udało mi się... nie wiedziałam, że w ogóle są takie terapie na Kasę Chorych.. czytałam o takich terapiach grupowych, ale jak dla mnie ceny były nie do przejścia... Sama się utrzymuje a nie chciałam rodziny prosić o pomoc w finalizowaniu takich sesji..
                  ....sama od 01.01.2008r....
              • tilia7 Re: Terapia 17.02.11, 23:17
                Chodzę na terapię od początku,dzięki temu żyję i z całą pewnością dużo zrobiłam.Ale tkwię w swoim smutku i go pielegnuję i będe tak robic tak długo,jak bede tego potrzebowac.Dobry psycholog wie,że żałoba jest normalnym stanem po stracie i że nie o to chodzi,żeby usmiechac się i cieszyc na siłę i wbrew sobie.Życie w smutku to też życie,nie mam obowiązku sobie niczego układac,niczego zmieniac,niczego zaczynac od początku,jesli tego nie chcę.A jak na ten moement nie chcę.Może i tak jest wygodniej.Ale to moje życie i mam prawo korzystac z tych "wygód" jak ktoś to subtelnie nazwał.
Pełna wersja