Co teraz?

11.02.11, 00:33
Mam dwoje dzieci, jestem 8 lat po slubie. Zawsze starałam się życ dobrze z teściami. Odwiedzałam ich co tydzień, nawet, jak maż wyjeżdżał na miesiące. Układałam tak plan tygodniowy, by przynajmniej raz w tygodniu mogli widzieć wnuki. Ale im od poczatku bylo mało. Gdyby mogli, zabraliby mi dzieci na zawsze. Nagabywali telefonicznie męża, że ja im nie daje wnuków, ograniczam kontakty. A przecież widzieli sie z nimi minimum raz w tygodniu i to na kilka godzin. Zaczęli przychodzić do nas bez zapowiedzi( "bo do wnuków oni nawet w nocy mogą"). Mąż, zapracowany, nie widział w tym nic złego. Teściowa potrafiła dzwonic trzy razy dziennie domagając się odbioru dzieci z przedszkola, szkoły. Zaczęli być coraz bardziej zaborczy - jak mąż byl już w domu stale, wymagali cotygodniowych wizyt niedzielnych. prócz tego tesciowa co dwa dni gotowała "frykasy" i kazała mezowi przyjezdżać i odbierać, bo "dzieci lubią". Co z tego, ze nikt z nas nie je smazonych na smalcu pączków w ilosciach hurtowych, gołąbków, itp. ma przyjechać. Mąż z poczucia obowiazku i wrodzonej spolegliwości jeżdził i brał.
Po tych niedzielach miałam nerwy jak postronki, bo usadzano mnie przy stole, a dzieci, doslownie, zamykano w drugim pokoju i siedziałam sama.
Jestem kulturalna, unikam awantur, mam wielu przyjaciół, jestem najstarsza z dwojki rodzeństwa. Jedyną moją "dysfunkcją" jest to, że moi rodzice się rozwiedli. Nauczona jestem ustepowania i dbania o dobre samopoczucie innych :) jak każdy najstarszy :)
Jako narzeczona byłam głaskana, chwalona, pokazywana ( jestem z dobrej, wykształconej rodziny, z nazwiskiem), bo rodzina męża ma chłopskie korzenie. Przyjęto mnie bardzo milo, polubiłam ich wszystkich niesamowicie.
Problemy zaczęły sie tuż po urodzeniu pierwszego dziecka. Zabieranie z rąk, wracanie ze spaceru 3 godziny po czasie itp. Potem poroniłam drugą ciążę, musialam leżeć. Teściowa stwierdziła, że wiedziala, ze tak będzie, bo sniła jej się szmata i brudna breja.
jak urodzilo sie drugie dziecko, to już był koszmar. codziennie po dwa, trzy telefony. Męża nie ma, ja sama z dwójka i nie można się rozłączyć, bo tesciowa nawija. jak kończyłam rozmowę asertywnie, to po pół godziny byli u mnie w domu z propozycją, że wezmą starsze.
Mąż Nie widział problemu, kazał zrozumieć itp.
Sedno.
Teraz mąz miał wypadek, który okazał sie niegroźny. Byliśmy we dwoje zdala od domu, a dziećmi zajmowała się wtedy moja mama. Nie powiadomiłam tesciów, ze mąż jest w szpitalu, gdzyż teściowa właśnie przechodzi chemioterapię po mastektomii. ja sama nie nie wiedziałam, co mężowi jest, nie chciałam ich martwić. po dobie mąz zadzwonił do rodziców i chciał ich poinformowac i uspokoić. Musiał, bo bylismy w rodzinnej miejscowości tesciowej i praktycznie cała rodzina juz wiedziała.
Przyjechali, nie odezwali się do mnie słowem, obrazeni. Zaczęli całą rodzinę nastawiać przeciwko mnie, a co gorsza, męża. Mąz wział moją, nasza, stronę.
W moje urodziny, niedługo po wypadku, przyszli bez zapowiedzi do nas i teściowa zrobiła mi karc zemną awanturę, z wyzwiskami, konfabulacjami, pomówieniami i rzekomymi moimi cytatami. To przelało czarę goryczy i wywaliłam ich z domu.
Chciałabym żeby to była nasza ostatnia rozmowa. Mam dosyć, znienawidziłam ich. Myslałam, ze to uczucie jest mi obce, ale jednak tak czuję.
Co robić??? Minęło kilka tygodni i dzwonią. Nie odbieram. Mąz z nimi rozmawia, ale nie widzi chceci pojednania czy skruchy. Pozwolić na kontakty z dziećmi? Ale jeżeli nie szanuja ich matki, to czy nie będą ich nastawiać przeciwko mnie? Już wcześniej zawłaszczali pewne rytuały rodzinne np. wiedząc, ze poszłam kupić choinkę, ubierali z dziecmi swoją, a potem juz dzieci nie miały z naszą frajdy :((



    • mgla_jedwabna Re: Co teraz? 11.02.11, 03:07
      Po pierwsze, nie ustępować z żądania przeprosin. Jeśli pozwolisz na dalsze kontakty "jak gdyby nigdy nic", to dasz im do zrozumienia, że mogą tobą pomiatać.

      Szczególnie nie możesz pozwolić, by pomiatano tobą w obecności twoich dzieci. Chcesz, żeby nauczyły się, że mama to człowiek drugiej kategorii i zakazy typu "nie wolno nikomu wrzeszczeć w twarz" albo "nie wolno nikomu kłamać" w przypadku mamy nie mają zastosowania?

      Zatem któreś z was musi im wyraźnie powiedzieć, że warunkiem dalszego utrzymywania kontaktów z wami oraz z wnukami są przeprosiny oraz cywilizowane zachowanie w stosunku do was. Szczególnie w obecności dzieci. W praktyce: nieprzychodzenie bez zapowiedzi, wszelkie "frykasy" i inne prezenty - na własne ryzyko (czyli jeśli oni zrobią, a wy nie weźmiecie, to ich problem), umiarkowanie w dzwonieniu itd.

      Same konkrety, bo nie ma co liczyć, że tak gruboskórni ludzie zrozumieją aluzje i ogólne stwierdzenia. I wyraźne wyznaczanie granic, np. nie pozwalaj się spóźniać 3 godziny, jeśli się umawialiście na powrót o danej godzinie.
    • jul-kaa Re: Co teraz? 11.02.11, 09:22
      Straszna historia. Bardzo Ci współczuję i podpisuję się pod tym, co napisała mgła.
    • mmk9 Re: Co teraz? 11.02.11, 10:07
      > . Nauczona jestem ustepowania i dbania o dobre samopoczucie innych :) jak każdy
      > najstarszy :)
      Hmm, mam siostrę, najstarszą z trojga i diametralnie rożne obserwacje.

      Co do meritum: teściowa jest zaborcza i nadopiekuncza, to prawda.
      >Gdyby mogli, zabraliby mi dzieci na zawsze. - "gdyby mogli" , ale nie mogą. Czy masz w podświadomosci jakieś obawy ? Niejedna matka cieszyłaby się, że teściowie tak napraszaja sie o opieke nad wnukami i podrzucala chocby na 2 dni w tygodniu. Co złego w odbieraniu dzieci z przedszkola przez dziadkow ? Dla mnie jestes zdecydowanie nadwrazliwa w kwestii "dzieci są MOJE". Dziadków też są.

      > W moje urodziny, niedługo po wypadku, przyszli bez zapowiedzi do nas i teściowa
      > zrobiła mi karc zemną awanturę, z wyzwiskami, konfabulacjami, pomówieniami i r
      > zekomymi moimi cytatami. To przelało czarę goryczy i wywaliłam ich z domu.

      Tak, karczemność awantury to jest poważny zarzut pod adresem teściowej. Zamiast jednak ją w rewanżu wywalać, nalezało sprobować wyjaśnić skąd wzięły sie pomowienia, konfabulacje i cytaty. Moze ktos dostarczyl je teściowej jako informacje, ona niepotrzebnie uwierzyła, a chemioterapia naprawdę nie wpływa dobrze na trzeźwość sądow, opanowanie i ogolnie dobra kondycje.

      A teraz sie zapiekłaś. Myśle, że należałoby przyjąć, że jesteście 1:1 i odpuścić.


      >jestem z dobrej, wykszta
      > łconej rodziny, z nazwiskiem), bo rodzina męża ma chłopskie korzenie.
      HA HA HA . Kiedy to uchwalono konstytucję marcową ?
      • triss_merigold6 Re: Co teraz? 11.02.11, 10:17
        Dzieci nie są dziadków - to raz. Niestosowną zaborczość należy ukrócać dla dobra całej rodziny - to dwa. Autorka ma prawo oczekiwać uprzejmego i taktownego traktowania ze strony teściów, lubić się nie muszą - to trzy.
      • mgla_jedwabna Re: Co teraz? 11.02.11, 16:46
        "Niejedna matka cieszyłaby się..."

        Mmk, brzmisz jak ktos, kto wciska dziecku kaszkę "jedz, jedz, ja w twoim wieku takich frykasów nie jadałam, tylko prozaiczną owsiankę". A dziecko pluje, bo jest przejedzone.

        "nalezało sprobować wyjaśnić skąd wzięły sie pomowienia, konfabulacje i cytaty"

        Takie rzczy zwykle są z d... wzięte, w celu dokopania synowej. Wyjaśnianie tego to jak grzebanie w g..., podczas, gdy należy sprawę uciąć krótko: to są pomówienia/ to nie jest prawda/ nic takiego nie mówiłam/ nie będę komentować tych bzdur etc. Nie na zasadzie tłumaczenia się "nie prawda, ja nic takiego, to tylko cośtam, przecież ja bym nigdy" - tonem zalęknionego szczeniątka, tylko jako forma krótkiego ucięcia dyskusji i komunikat "to, co mowisz, jest dla mnie jak krakanie wrony, nie przejmuję się nim".

        Chemioterapia i inne problemy zdrowotne mogą owszem wpłynąć na wahania nastroju, ale raczej nie zrobią z osoby kulturalnej chama i buraka. Więc o ile rozumiem panikowanie, wyolbrzymianie, płacze i histerie, to kłamstwa, złośliwości, wulgarnego wyzywania itd. usprawiedliwiać nie ma sensu. To siedziało w teściowej już wcześniej, kultura nie wypada razem z włosami.
    • blue_romka Re: Co teraz? 11.02.11, 10:14
      Porachunki między dorosłymi nie powinny dotykać dzieci. One potrzebują dziadków, a ci z kolei zdają się być bardzo przywiązani do wnuków. Dlatego uważam, że powinnaś pozwolić im na wzajemne kontakty, oczywiście wyznaczając granice. I nie mart się o swoją pozycję- dla dzieci zawsze będziesz najważniejsza.
    • calineczka_777 Re: Co teraz? 11.02.11, 10:50
      bionikle napisała:

      > Mam dwoje dzieci, jestem 8 lat po slubie. Zawsze starałam się życ dobrze z teśc
      > iami. Odwiedzałam ich co tydzień, nawet, jak maż wyjeżdżał na miesiące.

      Wydaje mi sie, ze jestes zbyt wrazliwa a twoi tesciowie to raczej osoby "proste". Oni czuja, ze mozna toba manipulowac, bo masz "syndrom grzecznej dziewczynki" i boisz sie odmowic. Proponuje poczytac co nieco na temat syndromu grzecznej dziewczynki do ktorego nas to spoleczenstwo wychowalo. Jest mnostwo literatury na ten temat, wystarczy poszukac w Internecie.

      Układał
      > am tak plan tygodniowy, by przynajmniej raz w tygodniu mogli widzieć wnuki. Ale
      > im od poczatku bylo mało. Gdyby mogli, zabraliby mi dzieci na zawsze. Nagabywa
      > li telefonicznie męża, że ja im nie daje wnuków, ograniczam kontakty. A przecie
      > ż widzieli sie z nimi minimum raz w tygodniu i to na kilka godzin. Zaczęli przy
      > chodzić do nas bez zapowiedzi( "bo do wnuków oni nawet w nocy mogą").

      Sa ludzie, ktorym jak dasz dlon to zabiora ci cala reke. To ty jestes matka i tesciowym nic sie nie nalezy. Oni juz byli matka i ojcem i powinni sie w tej roli zrealizowac. Oczywiscie mozesz im zezwolic na kontakty pod warunkiem, ze odpowiednio sie zachowuja, tzn. nie podkopuja twojej opinii, wyrazaja sie przy dzieciach z szacunkiem o matce i ojcu dziecka, uwzgledniaja twoje metody wychowawcze. Przychodzenie bez zapowiedzi jest chamstwem, niezaleznie w czyim wykonaniu. Wyjatkiem jest tu: straz pozarna, policja czy pogotowie ratunkowe. :-)


      Mąż, zapr
      > acowany, nie widział w tym nic złego.

      Twoj maz wydaje sie pasywny. Zreszta jest on w trudnej sytuacji, bo jest pomiedzy mlotem a kowadlem. Ale musisz w koncu NA SPOKOJNIE i BEZ ZARZUTOW porozmawiac z nim o tej sytuacji i spokojnie wyjasnic co ci przeszkadza.

      Zaczęli być coraz bard
      > ziej zaborczy - jak mąż byl już w domu stale, wymagali cotygodniowych wizyt nie
      > dzielnych. prócz tego tesciowa co dwa dni gotowała "frykasy" i kazała mezowi pr
      > zyjezdżać i odbierać, bo "dzieci lubią". Co z tego, ze nikt z nas nie je smazon
      > ych na smalcu pączków w ilosciach hurtowych, gołąbków, itp. ma przyjechać.

      Z zaborc<ami sie walczy a nie dyskutuje:-) Mysle, ze z nimi to trzeba twardo, twoi tesciowie to tacy ludzie, ze trzeba doslownie powiedziec, ze nie zyczysz sobie takiego zachowania. To raczej nie sa subtelni intelektualisci rozumiejacy wszelkie nianse. Z nimi trzeba wprost.

      Mąż
      > z poczucia obowiazku i wrodzonej spolegliwości jeżdził i brał.

      Jak wielu mezczyzn chybama cos z maminsynka.

      > Po tych niedzielach miałam nerwy jak postronki, bo usadzano mnie przy stole, a
      > dzieci, doslownie, zamykano w drugim pokoju i siedziałam sama.

      Nigdy bym nie pozwolila na cos takiego: to jawne podkopywanie twojej pozycji jako matki!!! Dla mnie to by byla potwarz! Usadzili cie jak lalke, TWOJE dzieci traktuja jak zabawki.

      > Jestem kulturalna, unikam awantur, mam wielu przyjaciół, jestem najstarsza z dw
      > ojki rodzeństwa. Jedyną moją "dysfunkcją" jest to, że moi rodzice się rozwiedli
      > . Nauczona jestem ustepowania i dbania o dobre samopoczucie innych :)

      Rozwod rodzicow to zadna dysfunkcja TWOJEJ osoby. To twoi rodzice podjeli taka decyzje a ty nie masz w tym zadnej winy. Przestan miec z tego powodu KOMPLEKSY! Zreszta chyba lepiej ze sie rozwiedli niz zeby w domu byly stale awantury czy ciche dni. Na pocieszenie dla ciebie: w Polsce rozwodzi sie co trzecie a w Niemczech co drugie malzenstwo. Rozwod to obecnie norma a nie jakas ulomnosc.

      > Problemy zaczęły sie tuż po urodzeniu pierwszego dziecka. Zabieranie z rąk, wra
      > canie ze spaceru 3 godziny po czasie itp.

      Juz wtedy powinnas zareagowac. Gdyby mi ktos komu powierzylam dziecko spoznil sie z dzieckiem o kilka godzin to ja bym juz wczesniej wezwala policje, ze dziecko zaginelo. No, chyba, ze cie powiadomili, ze sie spoznia 3 godziny.

      Potem poroniłam drugą ciążę, musialam
      > leżeć. Teściowa stwierdziła, że wiedziala, ze tak będzie, bo sniła jej się szm
      > ata i brudna breja.

      Sorry, ale: ha, ha, ha:-))))))) Ona wierzy w takie sredniowieczne zabobony????????


      > jak urodzilo sie drugie dziecko, to już był koszmar. codziennie po dwa, trzy te
      > lefony. Męża nie ma, ja sama z dwójka i nie można się rozłączyć, bo tesciowa na
      > wija. jak kończyłam rozmowę asertywnie, to po pół godziny byli u mnie w domu z
      > propozycją, że wezmą starsze.

      Jak nie mozesz skonczyc rozmowy? Mowi sie: "DO widzenia! Dziekuje za telefon! NIe moge dalej rozmawiac, bo musze nakarmic mala!" i odklada sie sluchawke. To nic trudnego. Dlaczego otwierasz drzwi nieproszonemu gosciowi jak jestes sama w domu?

      > Mąż Nie widział problemu, kazał zrozumieć itp.

      O mezu juz wyzej napisalam

      > Teraz mąz miał wypadek, który okazał sie niegroźny. Byliśmy we dwoje zdala od d
      > omu, a dziećmi zajmowała się wtedy moja mama. Nie powiadomiłam tesciów, (...)
      > Przyjechali, nie odezwali się do mnie słowem, obrazeni. Zaczęli całą rodzinę na
      > stawiać przeciwko mnie, a co gorsza, męża. Mąz wział moją, nasza, stronę.

      Mysle, ze tesciowa chce cie po prostu kontrolowac.

      > W moje urodziny, niedługo po wypadku, przyszli bez zapowiedzi do nas i teściowa
      > zrobiła mi karc zemną awanturę, z wyzwiskami, konfabulacjami, pomówieniami i r
      > zekomymi moimi cytatami. To przelało czarę goryczy i wywaliłam ich z domu.

      I bardzo dobrze. Niech sie naucza, ze nalezy do ciebie odnosic sie z szacunkiem.

      Pozwolić na kontakty z dziećmi? Al
      > e jeżeli nie szanuja ich matki, to czy nie będą ich nastawiać przeciwko mnie? J
      > uż wcześniej zawłaszczali pewne rytuały rodzinne np. wiedząc, ze poszłam kupić
      > choinkę, ubierali z dziecmi swoją, a potem juz dzieci nie miały z naszą frajdy
      > :((

      Istnieje rzeczywiscie ryzyko, ze tacy tesciowie moga "szczekac" przeciwko tobie.
      Podsumujac: 1) tesciowow trzymac krotko, bo tylko to do nich trafia 2) porozmawiac na spokojnie z mezem o calej tej sytuacji 3) to ty jestes matka a twoj maz ojcem i to wy decydujecie z kim i kiedy oraz na jakich warunkach spotykaja sie wasze dzieci 4) "moj dom moja twierdza" - nie toleruj niezapowiedzianych wizyt z jakiejkolwiek strony (sa telefony i mozna sie wczesniej umowic).Na koniec polecam forum dla umeczonych synowych:-) :
      forum.gazeta.pl/forum/f,24876,TESCIOWA_TO_SKARB_.html
      • mmk9 Re: Co teraz? 11.02.11, 11:58
        > Po tych niedzielach miałam nerwy jak postronki, bo usadzano mnie przy stole, a
        > dzieci, doslownie, zamykano w drugim pokoju i siedziałam sama.

        Nigdy bym nie pozwolila na cos takiego: to jawne podkopywanie twojej pozycji jako matki!!! Dla mnie to by byla potwarz! Usadzili cie jak lalke, TWOJE dzieci traktuja jak zabawki.

        Puknij się w głowę, calineczko. To ty traktujesz dzieci jako część siebie, którą musisz mieć bez przerwy pod kontrolą. Cos zrobili tym dzieciom w drugim pokoju ? skarżyły się ? Koszmary miały ? Byly u DZIADKÓW, trzeba było cieszyć sie własną swobodą przy stole.
        • mmk9 Re: Co teraz? 11.02.11, 12:00
          Psiakość, napisalo mi sie o Calineczce w roli autorki wątku. Ale chyba wiecie o co chodzi. O podejście do "podkopywania pozycji matki przez zajecie czymkolwiek jej dzieci"
          • znowuniedziela Re: Co teraz? 11.02.11, 16:28
            Zaczęli przychodzić do nas bez zapowiedzi( "bo do wnuków oni nawet w nocy mogą"). Mąż, zapracowany, nie widział w tym nic złego. Teściowa potrafiła dzwonic trzy razy dziennie domagając się odbioru dzieci z przedszkola, szkoły. Zaczęli być coraz bardziej zaborczy - jak mąż byl już w domu stale, wymagali cotygodniowych wizyt niedzielnych. prócz tego tesciowa co dwa dni gotowała "frykasy" i kazała mezowi przyjezdżać i odbierać, bo "dzieci lubią". Co z tego, ze nikt z nas nie je smazonych na smalcu pączków w ilosciach hurtowych, gołąbków, itp. ma przyjechać. Mąż z poczucia obowiazku i wrodzonej spolegliwości jeżdził i brał.
            Po tych niedzielach miałam nerwy jak postronki, bo usadzano mnie przy stole, a dzieci, doslownie, zamykano w drugim pokoju i siedziałam sama.


            To, co napisałaś, nie jest prawdą, tylko Tyj ako rodzić możesz, nie musisz udostępniać widzenia dziadkom.
            Weż się w garśc, i odseparuj zarówno siebie samą, jak i dzieci, Skoro mąz nie jest asertywny,a le nie domaga się, bys to Ty "ich przeprosiła"-taki jest zwyczaj nasz durny, polski(za wine ich niestety), to się odetnij razem z dzieciakami i będziesz miała spokój, Nie możesz zabronić kontaktu im z mężem, bo to syn, natomiast -w sytuacji, gdy dochodzi odo skarajności-dzi9eci poza Twoim wzrokiem, z nieżyczliwiymi Tobie ludźmi, to sobie ich omiń.
        • calineczka_777 Re: Co teraz? 13.02.11, 16:29
          mmk9 napisała:

          > > Po tych niedzielach miałam nerwy jak postronki, bo usadzano mnie przy sto
          > le, a
          > > dzieci, doslownie, zamykano w drugim pokoju i siedziałam sama.
          >
          > Nigdy bym nie pozwolila na cos takiego: to jawne podkopywanie twojej pozycji ja
          > ko matki!!! Dla mnie to by byla potwarz! Usadzili cie jak lalke, TWOJE dzieci t
          > raktuja jak zabawki.
          >
          > Puknij się w głowę, calineczko. To ty traktujesz dzieci jako część siebie, któr
          > ą musisz mieć bez przerwy pod kontrolą. Cos zrobili tym dzieciom w drugim pokoj
          > u ? skarżyły się ? Koszmary miały ? Byly u DZIADKÓW, trzeba było cieszyć sie wł
          > asną swobodą przy stole.

          Sama sie puknij w glowe. Posadzili kobiete na krzesle, zostawili sama w pokoju i to mimo ze byla gosciem. A sami zamykali dzieci w drugim pokoju. O tym pisze autorka postu. Jesli tobie sie takie cos podoba to albo jestes trollem albo zidiociala malolata albo taka sama wstretna samolubna tesciowa.
    • tully.makker Re: Co teraz? 11.02.11, 10:52
      Zazwyczaj bardzo sie ciesze, gdy ktos jest gotowy zajac sie moimi dziecmi, zwlaszcza ktos, kto je kocha i troszczy sie o nie. Gdyby tesciowie chcieli mi przyrzadzac zarcie, nie mialabym nic przeciwko temu - choc uczciwie przyznam, ze to, co moj partner przywozi od tesciow nie zawsze wpasowuje sie w nasz smak. Na szczescie mamy psy ;-P
      Wydaje mi sie, ze tu co nieco przesadzilas.

      Natomiast oczywiscie nie ma tolerancji dla urzadzani awantur i wyzwisk. Nawet jest tesciowa jest w stresie z powodow zdrowotnych, to oczywiscie musi cie przeprosic.
      • ledzeppelin3 Re: Co teraz? 11.02.11, 18:19
        Gratulacje, właśnie spieprzyłaś sobie 8 lat na własne życzenie

        Koniecznie staraj się zasłużyć dalej i płacz cichutko w kąciku.

        I pomyśl, że kiedyś Twoja córka powieli ten schemacik i spieprzy sobie życie, zyjąc tak, jak od niej oczekują inni.


        -
        Ja też ze śląskiego i uważam, że to bzdura i u nas takiego zwyczaju nie ma. Prezent za urodzenie dziecka, za trudy przy porodzie? Uważam, że tak nasza rola, że urodzenie dziecka to zasługa obydwu rodziców (w normalnym, zdrowym związku). Ja nie dostałam nic. Mąż płakał z radości i to było wzruszające.
    • izabelllla24 Re: Co teraz? 12.02.11, 10:21
      Wiesz co, dziwi mnie że dopiero jak stałaś się żoną, matka zauważyłaś problem, że dajesz się manipulować. Ja też miałam ten problem... jak byłam mała dziewczynka. Gdzieś do 13 lat...Mała ale nie głupia, zobaczyłam że świat polega na tym, ze ludzie są różni a wiekszosć chce tobą manipulować i aby wszystko było po swojemu. Stawianie granic to nic trudnego. Kiedy powiesz prosto z mostu to ci lżej na wątrobie będzie i będziesz miała satysfakcję a ludzie będą Cię szanować! Twoi teście chcą wszystko po swojemu, nie dziwię się, taka jest natura ludzka i tyle. a ty nic nie gadasz to nie wiedzą , ze robią źle. Gdzie tu wina? Po Twojej stronie bardziej chyba ... Powiedz im, że dzwonią za często i aby nie przychodzili bez zapowiedzi bo naruszaja twoją strefę intymną i nie jest tak, że mogą do wnuków o kazdej porze bo możecie z mężem właśnie sie kochać hehe i nie chcesz ich stawiać w niedwuznacznej sytuacji. , zresztą 2 razy w tygodniu im wystarczy wnuków i tyle. ja tak myślę...Na co jezdzisz co niedzielę do teściów? Jedz co 2 - 3 tygdnie. Tylko po to jezdzisz bo chcesz być miła i grzeczna a siedzisz sama w pokoju, powiedz mężowi że masz inne zajęcia niż siedzenie w pokoju u teściów. Kiedyś też jezdziłam co tydzien, teraz co 2 . Nie ma sensu...Zobaczysz, powiesz co myślisz raz, dwa a potem to będzie norma....A z tymi paczkami to uważaj!!! nAPISZE CO MYŚLE PO 1. MĄŻ NIECH TAM SPECJALNIE NIE JEZDZI JAK NA SRACZKE PO 2. to uważaj , aby Ci z tej miłości dzieci nie roztyli, naprawdę trzymaj rękę na pulsie ! Powodzena
      • bionikle Re: Co teraz? 13.02.11, 23:45
        Izabelllla24. Mówiłam, przypominałam i w tej awanturze usłyszałam, że mój dom nie jest otwraty, że izoluję od nich wnuki i, że trzeba się do mnie zapowiadac jak na audiencję:( Teściowa wyzawała mnie od obytych hrabin! (- a nigdy nie wywyższałam się, a ta niby powtarz była akurat miła :)) To wszystko było przerabiane. Mówiłam, żeby nie przynosili cukierków, mamb, jakiś kolorowych syfów i, że będą płacili za dentystę (żartem i z uśmiechem), nie pomagało!
        Zawsze miło. To powinno trafic, kurcze.
    • annb Re: Co teraz? 12.02.11, 11:00
      Co robic?Cieszyc się świętym spokojem
      Masz teraz niedziele dla swojej rodziny i nic nie musisz
      ...bezcenne
      Teściów szacunku do siebie nie nauczysz, nie ten model.
      Mix diametralnie róxnych srodowisk nie zawsze się udaje.Mówi się trudno i nie należy się napinac w imię bo tak trzeba i wypada.

      Pozbądż się wyrzutów sumienia i tyle
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Co teraz? 13.02.11, 00:17
      Wydaje mi się, że opisany przez Panią urodzinowy incydent z teściami nie jest wprost wypadkową wcześniejszych ich zachowań ani też ich punktem kulminacyjnym.. Strategia stosowana przez teściów czy też bardziej teściową wobec dzieci to raczej kwestia nieświadomej rywalizacji z Panią, szczególnego pojmowania swojej roli jako dziadków, poczucia ważności. Nie widzę w tym braku szacunku dla Pani. Widzę raczej bezmyślność, przesadne ambicje i pretensje do szczególnej pozycji.
      Natomiast awantura była związana z impulsem.
      Dlatego sam incydent nie powinien mieć wpływu na relację dziadków z wnukami. To sprawa między Panią a teściami. Warta oczywiście przeprosin i wyjaśnienia oraz niedopuszczania do takich zachowań w przyszłości poprzez asertywne zachowania.
      Chyba, że Pani chce wykorzystać ten fakt dla ochłodzenia stosunków, bo jest Pani umęczona ich naruszającą Pani prestiż obecnością, co wyobrażam sobie może budzić sporo uczucia przykrości. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • bionikle Re: Co teraz? 13.02.11, 23:33
        Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Wszystkie okazały się bardzo pomocne. Nie ma dnia, bym nie analizowała wcześniejszych relacji i nie zadawała sobie pytań: czemu pozwoliłam? Dlaczego zaczęłam wzbudzac u teściów agresję?
        Bardzo dziękuję za słowa wsparcia - zaczęłam się bowiem zastanawiac, czy moje reakcje były uzasadnione i czy słusznie miałm poczucie krzywdy.
        Przez te lata przeżyłam wiele upokarzających sytuacji, o których tu nie napisałam. Wielokrotnie walczyłam ze sobą, by przy nich nie wybuchnąc, nie wygarnąc.
        Teraz widzę (i mam nadzieję jest w tym nauczka na przyszłośc we wszystkich moich relacjach). że pewne sprawy trzeba załatwiac jasno i szybko.
        Najbardziej przestraszyła mnie wizja, że moja córka powieli mój schemat. Ja właśnie realizuję podobny scenariusz relacji mojej mamy z jej teściową. Muszę to napisac, mimo, iż uwielbiałam moją babcię nad życie.
        Pani Agnieszko, mam wrażenie, że teściowa przyszła wtedy by mi wygarnąc. Nie interesowała jej okazja, to był pretekst. Dała mi prezent ( Ptasie mleczko), złożyła życzenia i zaczęła awanturę.
        Myślę, że ma problem z hierarchią. Zawsze była najważniejsza dla synów. Od kiedy mąż jest ze mną, ma dla niej mniej czasu, nie potrzebuje jej rad, poddaje w wątpliwośc jej sądy - nie potrzebuje jej już. I to ją boli, bo zawsze miał kontrolę nad tym co chłopaki jedzą, o jakiej porze, kiedy wracają, co noszą itp.
        Teściowa nie ma żadnych zainteresowań. Teraz na dodatek nie pracuje, z racji choroby. Pustka w życiu, po prostu. Teściowie zyją życiem synów. Drugi syn, za moją namową ("niestety") kupił mieszkanie i wyprowadził się. Mieszka z narzeczoną nieakceptowaną przez teściów. Przeszła przez nich koszmar i leczy się na nerwicę. Ale i tak jest bardziej asertywna ode mnie, bo potrafi ich nie wpuścic do domu.
        Napisałam na tym forum, bo miałam niejasne przeświadczenie, że robię dobrze. Że po tym głupim wybuchu teściowej, mam wreszcie szansę na spokój. Sama sobie strzeliła w stopę.
        Nie uważam żeby był to tylko problem mój i teściowej. Od lat sygnalizowałam mężowi, że źle to wygląda, że ta sytuacja jest chora. Ale, tak jak napisałyście, on jest między młotem a kowadłem, a poza tym nigdy go nie ma.
        Moj wniosek: jestem już za duża(stara), na wojny podjazdowe, na ustawianie mnie według schematu, na próby podporządkowania przez ludzi, którzy nawet swoich synów nie traktują poważnie. Dosyc. Wiem, że będę cierpiec, bo oni na pewno cierpią (bo wnuki) i mam czasem wrażenie, że robię im na złośc. Ale to nie prawda. Zależy mi na mojej rodzinie i spokoju. Oni ten spokój kwestionują i burzą od 8 lat.
        Bardzo dziękuję za pomoc. To było oczyszczające.
    • kol.3 Re: Co teraz? 13.02.11, 08:14
      Od początku nie postawiliście z mężem granic i stało się to co się stało, teściowie weszli Wam na głowę. Doradzałabym ustalenie granic, że w Waszym domu Wy decydujecie. Teściowie mają niestety anachroniczny patriarchalny stosunek do relacji rodzinnych i stąd oni jako starszyzna usiłują Wami rządzić i narzucać Wam swój punkt widzenia.
      Najwyższy czas żebyś wyrosła ze swoich nawyków bo jesteś dorosłą osobą, matką dzieciom a zachowujesz się jak uczennica która pyta o zgodę i uszy po sobie (przepraszam).
      • nick_ze_hej Re: Co teraz? 13.02.11, 08:55
        Teściowie mają niestety anachroniczny patriarchalny stosun
        > ek do relacji rodzinnych i stąd oni jako starszyzna usiłują Wami rządzić i nar
        > zucać Wam swój punkt widzenia.


        To nie jest patriarchalny stosunek do relacji rodzinnych tylko zwykłe chamstwo.
        Niestety teściowie to pozbawieni delikatności prostacy, którzy okładają autorkę kłonicą, podczas gdy ona potrafi władać jednie białą bronią. Zawsze z takich starć wyjdzie pokiereszowana . Dlatego jak najdalszy dystans to chyba najlepsze rozwiązania. No i niech mąż weźmie na siebie ciężar tych skomplikowanych stosunków z jego rodziną.
        • kol.3 Re: Co teraz? 13.02.11, 09:58
          Ojej, starałam się napisać oględnie :)
          • ledzeppelin3 Re: Co teraz? 13.02.11, 13:52
            Przyczyną jest fakt, że chamstwo i przemoc budzą w większości kobiet SMUTEK, zamiast ZŁOŚCI. Złościć się nie wypada, dziewczynki się nie złoszczą. Tylko idą popłakać w kąciku. Jako dorosłe młode kobiety są SMUTNE, gdy ktoś je napastuje. Dopiero na starość, jak zostają teściowymi, wyładowują się za wszystkie czasy. Wprost bądź manipulacyjkami.
            Dlaczego zachowanie teściów Cię nie wqrwia?????
            Dlaczego nie dajesz sobie prawa być słusznie WŚCIEKŁĄ?
            Złość bywa bardzo zdrowa. pozwala zobaczyć rzeczy takimi, jakie są.
            Naucz się złości i naucz tego swoje dzieci.
            Będziesz mogła skutecznie się bronić i stawiać granice.
            • bionikle Re: Co teraz? 13.02.11, 23:56

              ledzeppelin3 napisała:

              > Dlaczego zachowanie teściów Cię nie wqrwia?????
              > Dlaczego nie dajesz sobie prawa być słusznie WŚCIEKŁĄ
              Wqu...a!! Jestem na maksa wsiciekła, że się wobec mnie tak zachowują! Ale nie wiem, czy bym poczuła się lepiej stając przed nimi i wygarniając. Chyba czuła bym się jak kretynka. Nie potrafię tak stanąc i po prostu mówic. I jeszce ubrac to w słowa tak, by nie prowokowac, a dotrzec. Masz rację, muszę się nauczyc złościc. Dziękuję :)
    • kingusi Re: Co teraz? 19.02.11, 12:44
Pełna wersja