do starszych stażem...pomocy

13.02.11, 23:56
    • isiogrze Re: do starszych stażem...pomocy 14.02.11, 08:25
      Witaj...
      U mnie jest podobnie jak u Ciebie. Bardzo szybko po tym wszystkim co się stało, przewinął się nieoczekiwany związek. Wpadłem w niego bezgranicznie...zaufałem bez reszty... i tak mocno jak wpadłem, tak mocno dostałem po głowie.
      Obecnie... są koło mnie kobiety.. dobre, złe , lepsze... żadnej nie potrafię zaufać. Jakby coś w środku do cna się wypaliło. Z jednej strony jest potrzeba bliskości, tych znanych dobrze porywów... i potrzeby zaufania i wzajemnego szacunku, ale z drugiej strony... czuję.. że w środku już nic nie czuję... jakby ze mnie wydłubano wszystko co ciepłe i dobre. Staram się nikogo nie ranić... ale sam widzę dobrze jak bardzo zmienił mnie ostatni rok.
      Powoli.. na zimno, czasami zaczynam dopuszczać myśl... że może lepiej będzie zostać samemu. Ja nikogo nie skrzywdzę, ale też i nie zostanę skrzywdzony.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      • corka.bossa Re: do starszych stażem...pomocy 15.02.11, 19:02
        Zaraz miną trzy lata- aj cały czas sama.Jeszcze nie jestem gotowa na zmiany,chyba nawet nie czuję takiej potrzeby ...Poza tym (może to głupie), tak zwyczajnie boję się że ten Ktoś też mógłby umrzeć. A drugi raz nie dałabym już rady,przejść przez coś takiego :(
    • asiamars Re: do starszych stażem... może coś optymistyczneg 15.02.11, 19:34
      Liczyłam na słowa otuchy od Tych, którym się udało i informacji jak im się udało. Jak na razie widzę mnóstwo żalu i bólu. Mnie jednak martwią nie tylko moje uczucia ale przede wszystkim dzieciaków, straciłam ojca jak miałam 10 lat i nie chcę żeby dzieciaki wychowywały się bez taty. Ja sobie poradzę z brakiem męszczyzny ale ich nie chcę na to skazywać. Kiedyś już pisałam podobnego posta. Wtedy generalnie wysnułam wniosek, że potrzeba czasu. OK czas minął i jakoś marnie oceniam swoje szanse...
    • black_fenix Re: do starszych stażem...pomocy 15.02.11, 20:23
      Ja nie jestem "starsza stazem" ale apisze co ja czuje. Nie wiem co znaczy, ze szybko po bylas w nowy zwiazku. Bo dla kazdego "szybko" znaczy cos innego.
      U mnie mija siedem miesiecy, wiec to na pewno niewiele wiec nawet nie przyjmuje do wiadomosci, ze moglabym kiedykolwiek byc z kims innym:( Nie wyobrazam sobie tego! Prawie polowe swojego dotychczasowego zycia bylam z NIM wiec to pewnie dlatego, nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazic, ze moglby byc ktos inny.
      A jesli chodzi o dzieci.... corka ma lat 11 i wiem, ze nie zaakceptowalaby nikogo na miejscu Tatusia! Nie ma na to szans! A synek ma 2 latka, on pewnie bedzie potrzebowal meskiego wzorca, ale ja nawet nie chce zeby mu ktos probowal zastepowac Tatusia. Ma chrzestnego, wujkow i postaram sie, zeby to mu wystarczylo.
      Wlasnie tak teraz czuje:(
      • zlotaewa Re: do starszych stażem...pomocy 15.02.11, 21:20
        Ja jestem w związku od 2 lat. Może to nie jest wyśniony facet, ale dogadujemy się. Ma wady i ja też, więc nie robimy o to rabanu. Potrafimy porozmawić co nas dręczy i powiedzieć o swoich wymaganiach. Każde z nas wie, że może w każdej chwili liczyć na pomoc z drugiej strony. Bywają też dąsy, ale raczej z mojej strony ;) Wtedy zazwyczaj słyszę, że się nakręcam niepotrzebnie. Był też taki czas, że miałam wszystkiego dość i chciałam odpocząć od związku, potrzebowałam czasu do przemyślenia ( miałam gorszy dzień ) - usłyszałam ,, jeśli jest ci to bardzo potrzebne to dobrze, ale wiedz, że ja nie muszę nic przemyślać bo wiem co czuję ,, .
        Pomimo moich starań spieprzenia tego co mam, dzięki mądrości i cierpliwości faceta mam to dalej.
        Muszę przyznać, że trafiłam na cierpliwego faceta. Przyznam się też, że nie wiem jak wy, ale pierdoły mają dla mnie mała znaczenie, podchodzę do nich z duuużym dystansem , ale kiedyś ... para uszami mi szła ze złości ;) Może to wiek, może doświadczenie a może nawał codziennych obowiązków sama nie wiem.
        Może nie powinnam radzić, ale zrobię to : nie wchodźcie w związek z facetem z którym nie możecie porozmawiać o swoim mężu/żonie, przeszkadza obecność waszego dziecka itp. Moje dziecko nie pamięta taty, ale często o nim rozmawiamy.Nasza przeszłość zawsze będzie wracała, choćby udzielając odpowiedzi naszym dzieciom na temat ich nieżyjącego rodzica. Nie szukałam dla niego nigdy ojca, bo on jego miał i ma w swoim i moim serduszku. Są zdjęcia, filmy i moje wspomnienia, którymi mogę się dzielić z moim synem.
        Warto czekać i wybrać mądrze. Nie zawracać sobie głowy dooopkami.
        Tyle ode mnie.
        pozdrawiam
        Złota


        • grosz-ek Re: do starszych stażem...pomocy 16.02.11, 22:06
          > nie wchodźcie w związek z facetem z k
          > tórym nie możecie porozmawiać o swoim mężu/żonie, przeszkadza obecność waszego dziecka itp.

          W moim mniemaniu, ze wszystkich rad, ta jest chyba najlepsza.
          • aniawdowa Re: do starszych stażem...pomocy 17.02.11, 09:44
            Witajcie :)
            U mnie minie w marcu 5 lat bez męża wiele-wiele działo się przez ten czas, bywało lepiej,gorzej albo nawet i fatalnie... Co do układania sobie zycia na nowo to moja pierwsza próba bycia z kimś zakończyła się przyjaznią mamy kontakt do dziś (wiem ze było wtedy jeszcze za wczesnie na zwiazek) Drugiego faceta poznałam w pracy i całkiem jakos przypadkowo nasza znajomośc przemieniła się w zwiazek byłam wtedy wdową chyba jakieś 2.5 roku. Były obawy ,strach ale tez i radość bo świetnie dogadywał sie z dziecmi. On był gotowy na stały zwiazek ale ja jeszcze nie i z mojej winy się to rozleciało po prawie 1,5 roku. Potrzebowałam czasu chyba do namysłu do tego aby byc gotową na nowe zycie dzieci często pytały dlaczego On juz nie przyjezdza było mi z tym zle bo wiem jak brakuje im taty (męskiego towarzystwa) Pózniej umówiłam sie innym facetem i nastąpił przełom bo wtedy to uswiadomiłam sobie ze jesli juz mam z kims byc to tylko z tym z którym byłam te 1,5 roku. Przemyslałam to porządnie czego tak naprawde chcę i wróciliśmy do siebie w sumie oboje tego chcieliśmy. Rozłąka dała nam wiele oboje wiemy ze chcemy być razem dzieci strasznie sie cieszą a ja juz sie nie boję byc szcześliwą :) mieszkamy razem i w sierpniu powiekszy nam się rodzinka bo jestem w ciąży :) Mój mąż zawsze pozostanie w naszych sercach rozmawiam o nim z dziecmi ( syn miał 5 lat a córeczka roczek kiedy zginął ) pamiec o nim pozostanie na zawsze... Teraz smieją sie ze mają drugiego tate cieszą sie tez ze będą mieli jeszcze brata albo siostrę :) Rodzina moja i męża wspieraja nas tescie bardzo go polubili.
            Mysle ze jest mozliwe układanie sobie zycia na nowo trzeba tylko byc gotowym i pewnym ze się chce i oczywiscie trafić na odpowiednią osobę. Czego wszystkim Nam zyczę :)
            Pozdrawiam serdecznie :)
            • hafal Re: do starszych stażem...pomocy 21.02.11, 00:57
              Aniu,
              bardzo się cieszę:) na prawdę.
              To budujące, że komuś się udało. Wiem, że nie tylko Tobie.
              Dawno nie pisałam. Dalej nie czuję takiej potrzeby, ale ten wątek mnie zaciekawił, bo sama byłam ciekawa, co u tych "starych stażem":)
              Gratuluję jeszcze raz.
              U mnie minęło 6 lat i jestem sama. Nawet nie byłam w tym czasie w żadnym związku. Zniechęciły mnie podchody facetów mających jedno na celu...
              Żałuję, chciałabym, ale u mnie to o tyle skomplikowane, że ja po prostu nie widzę nikogo, kto mógłby ze mną być:( A nie wchodzę w coś, do czego od początku nie jestem w 100% przekonana.

              Chociaż... ostatnio, spotkałam mężczyznę, o którym pomyślałam, że chciałabym go poznać....To może głupie, platoniczne, ale dla mnie była to miła chwila. Bo może oznacza to jakiś przełom w moim myśleniu?
              Pozdrawiam
              • nuxxx Re: do starszych stażem...pomocy 29.03.11, 20:48
                Witajcie
                ja jestem po śmierci męża 3 lata i 4 miesiące, a w związku z nowym facetem jestem 2 lata i powiem Wam że jest super, dogadujemy się w każdej kwestii, ale prawda jest taka, że tak jak pisały dziewczyny wyżej nie można być z kimś z kim nie można porozmawiać o przeszłości.
                Mi się udało znaleźć takiego Wojtka który mnie pokochał taką jaką jestem / byłam 2 lata temu - bo teraz jestem inną kobietą - jestem po prostu szczęśliwa :))))
                życzę to każdej/każdemu kogo życie doświadczyło w "inny" sposób
                sądzę, że życie trzeba brać całymi garściami takie jakie nam samo przychodzi, jak przychodzi szczęście to trzeba pilnować żeby je nie przegapić, jak przychodzi smutek - to też trzeba godnie go przyjąć - takie mam zdanie na temat życia - i nie myślę o tym że za wcześnie po śmierci męża, czy za późno, czy akurat spotkałam Wojtka, po prostu bardzo, ale to bardzo się cieszę że mogłam Go poznać i że jesteśmy razem
                pozdrawiam serdecznie
                Ania
          • tilia7 Re: do starszych stażem...pomocy 17.02.11, 23:07
            grosz-ek napisał:

            > > nie wchodźcie w związek z facetem z k
            > > tórym nie możecie porozmawiać o swoim mężu/żonie, przeszkadza obecność wa
            > szego dziecka itp.
            >
            > W moim mniemaniu, ze wszystkich rad, ta jest chyba najlepsza.

            W moim też.

            U mnie niedługo miną dwa lata,jestem sama i nie umiem nawet pomyślec,że mogłoby byc inaczej.Samotnośc boli jak diabli i trudno się dopatrzec sensu w tej pustce,ale nie umiem inaczej.I myśle,że ten nowy ktoś,jesli już w ogóle bierzemy pod uwagę wchodzenie w nowy związek,nie może byc jedynie plastrem na naszą ranę.Trzeba najpierw przezyc stratę i ten najgorszy ból i dopiero potem ewentualnie budowac coś nowego.Po pierwsze dlatego,że jesteśmy teraz wrażliwsi niż wczesniej i bardzo łatwo nas zranic,skrzywdzic a nawet zniweczyc cały trud jaki wkładamy w to,żeby się pozbierac.Po drugie przez naszą niepewnośc,niegotowośc do związku mozemy niepotrzebnie skrzywdzic i drugiego człowieka i siebie.


            • doto1234 Re: do starszych stażem...pomocy 09.05.11, 02:41
              Całkowicie się zgadzam!
              Nie można budować swojego potencjalnego szczęścia na piasku,a jeśli już, to na solidnych fundamentach. Ja bym jeszcze dołożyła - nie na krzywdzie swojego dziecka/dzieci oraz nie na krzywdzie rodziny drugiej osoby. Tak samo jak my mamy pewne przeżycia i doświadczenia, często własne dzieci, tak samo ta druga osoba może je mieć. Czesto nowy związek to nowe zderzenie się światów, nie tylko tych dwóch osób, ale i zderzenie światów ich rodzin. Myślę, że jest to duże wyzwanie i nie może być one traktowane jako zabawa lub ucieczka od szarej rzeczywistości. Każdy z nas jest inny i każdy przypadek jest indywidualny. Tak naprawdę nikt za nas nie zdecyduje, jaka decyzja jest najlepsza (niestety najczęściej czas ją weryfikuje), sami musimy sobie z tym poradzić. Każdy z nas ma inny bagaż życiowy, inaczej przeżywa swoją tragedię, żałobę, samotność, inaczej radzi sobie z tymi i innymi problemami, różne ma potrzeby, obowiązki i inne warunki, możliwości. Trzeba zawsze pamiętać, że jeśli w tym wszystkim są dzieci, to nasze dzieci patrzą na to wszystko z odmiennej perspektywy, czasem z zazdrością i lękami, bo tak jak one są naszym całym światem, tak i my jesteśmy dla nich całym światem. Jeśli ktoś ma mądre podejście do życia, jest uczciwy i godny zaufania, jeśli ktoś pokocha nas całym sercem, to myślę, że przeszłość czy dzieci są tylko dopełnieniem i nową wartością dodaną do nowego związku, nowego życia. Jeśli tak nie jest, jeśli to staje się balastem, to wg mnie nie można zbudować na tym ani miłości, ani rodziny, nic na siłę, nie ma sensu tracić czasu i aplikować sobie i innym nowe problemy.
              Osobiście przeżyłam z moim ukochanym Mężem 1/3 swojego życia. Ciężko jest mi na sercu, że Go przy mnie i mojej małej córeczce nie ma. Czas ucieka, życie się toczy dalej, a mój ból, moje pragnienia bycia z NIm nadal pozostają w sercu. Najgorsze są wieczory, noce i momenty, kiedy widzę młode rodziny, pary trzymające się za ręce, ojców z małymi córeczkami... Powoli sobie uświadamiam, że nigdy nie będzie tak, jak dawniej, że Go nie ma, że to już niedługo 2 lata..., a ja nadal tak bardzo tęsknię i pragnę obudzić się i przekonać, że to tylko zły sen. Często przytulając mnie mówił, ze nikomu mnie nie odda, że jestem tylko Jego, a ja się zawsze dopytywałam (bo przecież nigdy nie miał ku temu powodów) komu miałby mnie oddać, a On na to: - "nikomu..."
              Wielu ludzi mówiło mi, że życie toczy się dalej i że jeszcze sobie ułożę życie. Zawsze brzmiało to tak ogólnie i tak nieprawdopodobnie, jak slogan często słyszany z reklamy. Jednak kiedyś miałam rozmowę, która bardzo wyryła się w mojej pamięci, z zupełnie nieznajomą, a zarazem obiektywną osobą. Opowiedziałam wówczas o tych "naszych małżeńskich dialogach"... Usłyszałam, że najwidoczniej mój Mąż się mylił..., i abym nie odbierała córce możliwości wychowywania się w normalnej, pełnej rodzinie..., bo Ona też na coś zasługuje...
              Czuję w sobie wielki żal, wielką pustkę i nieporadność, że nic nie mogę zmienić, że już nie mam swojego Ukochanego, że nasza Córeczka nie pozna swojego taty, nigdy się do niego nie przytuli. Nawet przez myśl mi nie przechodziło i nadal obecnie nie przechodzi, że może być ktoś inny. NIe mówię kategorycznie "nie", ale chyba bałabym się czy poznam mądrze wartościowego mężczyznę, czy potrafiłabym znów się tak zakochać, czy sprawdziłabym się jako matka i partnerka, czy nie skrzywdzę kogoś, czy moja córka czegoś nie straci, czy w ten sposób nie zdradzę swojej wielkiej miłości, jaką był i jest mój Mąż... Nie wiem jak potoczy się dalej nasze życie, nie mogę się określić czy będzie "drugi on" czy też nie... Oby zdrowie nam pozwoliło, to wiem, że sama również dam radę, muszę wychować i wprowadzić w dorosłość swój największy Skarb, muszę zapewnić córeczce odpowiednie warunki, wykształcenie, poświęcić swój czas i miłość, ale przy tym pamiętając, aby Jej nie osaczać swoją osobą, Ona musi żyć pełnią swojego życia... Mam nadzieję, że mam jeszcze na to czas, że dam radę, bo muszę dać radę. Wiem, że mam wsparcie wielu osób, choć nie zawsze mogą mi fizycznie pomagać. Wiem, że dam radę, bo muszę, - dla siebie, dla Niego i dla naszej Córeczki. Nie wiem czy chciałabym jeszcze pokochać, ale wiem, że jeśli miałoby tak być, to nie będzie to "nikt", ale "Ktoś"...
              Czas pokaże, jaki ma być dalszy scenariusz mojego/naszego życia...
    • anst37 Re: do starszych stażem...pomocy 31.05.11, 16:06
      Witajcie
      Czasami myslę sobie, że mamy tylko jedną szansę na związek. Ten związek już za nami..i czasmi myślę, że nie mam prawa próbować znowu. Więcej jeszcze z tego powodu cierpienia.
      U mnie mija 5 lat. Wcale nie bylo wesolo i latwo. Zdarzaly się dobre i mile chwile, ale zaraz trzeba bylo zaplacić. Najczęściej wysoko. Nie mam na myśli oczywiście pieniędzy.
      Spotkalam -wydawalo się - czlowieka na dobre i to zle. Okazal się niedojrzalym chlopcem tylko na to dobre. Prawie póltora roku i rozstanie. Do końca nie wiedzial o co mi chodzi.
      potem przerwa. Jakiś czas temu nowy związek- starszy mężczyzna, poważny, bardzo serio. Niestety typ autorytarny w pelnym slowa znaczeniu. Niby bezpiecznie i pewnie, ale to on wie najlepiej, jest najlepszy i tylko jego zdanie się liczy. Czy to o to chodzi? Jego stosunek do syna- najpierw niechęć syna do niego, potem akceptacja, nawet troszkę zrozumienia. Potem nawet nić sympatii. Ale syn mial obowiązek czuć się niedoskonaly. Nie chcę tego dla swojego dziecka.
      Czuję się pusta w środku, wypalona, bez emocji.
      Gdyby można bylo cofnąć czas wolalabym odejść pierwsza. To moj mąż powinien żyć, a nie ja...
      ja już nie potrafię, nie mam sily....
    • agni-123 Re: do starszych stażem...pomocy 01.06.11, 09:37
      Za 4 m-ce będzie trzy lata jak sama idę przez życie. Są chwile gdy brak drugiej osoby i wtedy myślę o poznaniu kogoś. Ale zaraz przychodzi tysiące pytań. Gdzie, co na to powie rodzina,jak zareagują dzieci, czy dam radę być z kimś, co On by na to powiedział,czy zasługuję jeszcze na szczęście i przychodzi strach. Wspominam wtedy przeszłość jaka była mimo przeciwności i zdaję sobie sprawę,że chyba limit szczęścia juz wyczerpałam,że teraz zostało mi tylko samotne życie. Taka u mnie huśtawka nastrojów. Zobaczymy co przyniesie życie.Jeżeli jest mi pisane być z kimś to los postawi mi Go na swej drodze, a jak nie to trudno.
Pełna wersja