marysia460
17.02.11, 18:31
Corka ma 18 lat, on 3 lata starszy a znajomosc ta trwa ponad 2
lata.
Corka jest zakochana ale zbyt czesto cierpi
i placze z powodu chłopaka, co zle wplywa na nia, na jej zdrowie psychiczne i fizyczne, naukę i calą rodzinę.
Praktycznie zyje w ciaglym stresie a my przy niej.
Tak, zauwazylam brak szacunku dla niej, jest cholernie uparty, kłótliwy, nie moze na nim polegac /czeste milczenie, kompletny brak odpowiedzialnosci - trudno przytaczac ale jest tego wiele .......
Widzę, że ze ona wcale nie jest szczesliwa i Ona sama wie o tym, że wiele spraw jest
nie tak a mimo wszystko nie zrywa z nim bo go kocha i ciagle ma nadzieje ze on
sie zmieni, ze zrozumie swoje niewlasciwe zachowanie, a on ciagle obiecuje i
nic. Jednak to jest zbyt dlugi okres znajomosci i chyba trudno oczekiwać zmiany..
Najpierw zawala, później ciągle mówi, że ją kocha i tak w koło Macieju...
Ktos powie,że powinna sama zrozumiec z czasem , ale ten czas juz
dlugo trwa, bo trudno to nazwac zauroczeniem, Ona niby rozumie to doskonale ale
ciagle w tym tkwi, cierpi i placze bo ma nadzieje ze sie on zmieni, że będzie lepiej.
Ja nie widzę milosci z jego strony bo jesli sie kocha to nie sprawia sie
cierpienia kochanej osobie......
To nie to ze ja jestem uprzedzona do niego,ja moglabym wszystko
zaakceptowac gdybym widziala ze corka jest szczesliwa ale wlasnie tego
najwazniejszego nie ma niestety lub jest zbyt malo.
Myslę, że jestem wyrozumiala ,tolerancyjna, mam dobry konatakt i
wiele rozmawiam z corka, a sprawy nie traktuje na nie bo np.tak mi sie podoba i
juz.. Po prostu nie moge patrzeć jak moje dziecko cierpi.........
I teraz pytanie, co robić ? Czy w ogóle mogę coś zrobić ?
Gość: nadajnik 26.03.04, 19:36 zarchiwizowany