Porzuceni

23.02.11, 03:05
Pod koniec roku odkryłam, że mąż ma kochankę. Kiedy go później przyłapałam na kłamstwie- wracając z delegacji przedłużył sobie pobyt u niej (ponoć zatrzymał się w hotelu, a nie bezpośrednio w jej domu, gdyż nie mieszka sama), najpierw potwierdził, że przespał się z nią. Potem zaprzeczył i przyrzekł, że nie będzie się z nią kontaktować przez kolejne pół roku. Później zaczął się melodramat- ja chciałam jemu wybaczyć, on obnosił zbolałą minę jakby stracił wielką miłość...
Nie chciał i nie potrzebował mojego wybaczenia, bo jego zdaniem to ja jestem winna, że znalazł sobie kogoś innego- kto mówił jemu tylko to co on chciał usłyszeć, niczego ta kobieta przecież nie wymagała, ani nie oczekiwała w zamian nic oprócz seksu, a on był najwidoczniej dla niej tym wspaniałym! Ona 38 latka samotna z dorastającymi dziećmi, on- jego zdaniem wolny.
Miotał się prawie miesiąc, aż po prostu uciekł - wyprowadził się pod moją nieobecność. Od dłuższego już czasu widziałam, że przechodzi kryzys wieku średniego i marzy się jemu wolność od zobowiązań itd.
Można powiedzieć- szczęśliwej drogi, ale mamy dwoje dzieci- 11,5 i 3,5 roku- chłopcy strasznie tęsknią za ojcem.
Tatuś oczywiście winą za swoją ucieczkę obarczył mnie- żonę.
Jego zdaniem jestem całym złem tego świata, biedny męczył się ze mną przez 12 lat małżeństwa, on idealny, ja "czepliwa".
Po 3 latach spędzonych beze mnie i dzieci zagranicą wrócił do Polski jakiś inny- daleki, wycofany, zapatrzony w ekran komputera- każda moja próba rozmowy, zbliżenia się do siebie kończyła się niczym albo kłótnią.
Rok temu udało się mi namówić męża na terapię rodzinną- niestety zaraz przerwaną, gdyż nasz psycholog poszedł na urlop i mąż nie chciał iść opowiadać od nowa o naszych problemach.
Kilka miesięcy później, tak mimochodem oświadczył, że postanowił zmienić swoje życie- teraz już wiem, że zaczął szukać cieplutkiej przystani na czas po odejściu...Zaczął romansować ze swoją klientką- on kierowca autokaru, ona- turystka- poznali się w jego pracy- i te czarowne wieczory w Chorwacji i Włoszech.
Widać było jak między nami wyrasta mur niezrozumienia- nic jemu się nie podobało- moja mina, ton głosu, ubiór, że zarabiam lepiej od niego. Tymczasem romans - głównie internetowy trwał w najlepsze- nawet swojego szefa wciągnął w całą aferę- miał zapewniać dyskrecję, gdyby coś wyszło na jaw, gdyż planowali kolejne wyprawy.
Kochanka słała mojemu tkliwe wierszyki miłosne - oczywiście skopiowane z netu, jakieś teksty typu: "jeżeli w twoim małżeństwie zabrakło namiętności i porywów serca, skończ z tym, tylu ciekawych ludzi możesz jeszcze spotkać, tyle pięknych przeżyć jeszcze przed tobą"... Najwidoczniej ona jest tym panaceum na wszelkie jego bolączki! Oczywiście- nic nie trwa wiecznie, ale sposób w jaki zniknął z naszego życia jest karygodny- nie podał nawet adresu swojego wynajętego mieszkania- do końca życia mam nie dowiedzieć się gdzie on mieszka! Przez pierwszy tydzień swojej nieobecności dzieciom poświęcił około 20 min w sumie w rozmowach telefonicznych.
Ze starszym synem któregoś wieczoru wylądowałam na pogotowiu, bo skarżył się na kłucie w klatce piersiowej- lekarka stwierdziła, że to pewnie wynik długotrwałego stresu.
Młodszy- od zawsze ukochany synek tatusia, który na pytanie kogo kocha odpowiadał, że tatusia , teraz boi się przejść do innego pomieszczenia w mieszkaniu samotnie - chyba z obawy, żeby nie zostać porzuconym.
Na rozmowę z ojcem czekają jak na święto- całą niedzielę mąż spędził przed komputerem (jak widać było z komunikatorów- o dzieciach przypomniał sobie o 20ej, starszy syn nie dzwonił do niego, żeby ojciec nie pomyślał, że się naprzykrza).
Kiedy wczoraj rozmawiali na Skypie, przypomniałam o mojej propozycji, żeby czasami nocował w domu- dzieci miałyby poczucie, że ten tata jest- odpowiedział, że będzie w domu się zjawiać tylko w towarzystwie osób trzecich.
To już przeradza się w jakiś obłęd- jego rodzina sekunduje jemu, ja mam im nie zawracać głowy- a dzieci- straciły , z tego wynika nie tylko ojca, ale i dziadków oraz ciocie, kuzynów. Przecież ten idealny człowiek ma ich zdaniem prawo do ułożenia sobie życia na nowo, jeżeli nie był zadowolony z naszego małżeństwa.
Za nic na świecie nie chciałabym, żeby dzieci rozczarowały się ojcem- ale jemu najwyraźniej nie zależy na kontaktach z nimi, a jednocześnie wygodnie jest mu wmawiać dzieciom, że uciekł nie od nich , ale od mamusi. Gdyby nie uciekał od dzieci- wyprowadziłby się gdzieś blisko- żeby dzieci mogły go odwiedzać. Tylko wówczas miałby daleko do kochanki.
Teraz nawet tej swojej kochanki się wypiera, tak jak i prawdziwej kwoty zarobków- oficjalnie ma najniższą krajową, w rzeczywistości zarabia 3 razy więcej.
Jetem tak niewyobrażalnie rozczarowana- postawą jego , jego rodziny. On nas - spisał na straty- kiedyś powiedział, że kocham go za bardzo- pewnie tak było- cały mój świat kręcił się wokół niego, a on jak przez całe małżeństwo postawił swoje potrzeby ponad wszystko inne. Ja przebolałam już w pewnym sensie jego odejście- nie chciał być głowa rodziny, wychowywać dzieci, nie kocha mnie- jego strata. Tylko dlaczego dzieci maja czuć się tak samo porzucone?
Starszy syn chciałby z nim zamieszkać, ale ze względu na szkołę i pracę męża to nie jest możliwe, tym bardziej , że mąż przecież chce wykorzystać maksymalnie tą swoja wolność!

Bardzo długo zastanawiałam się, jak ktoś z kim spędziłam w małżeństwie tyle lat, mógł tak się zmienić. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że on wcale nie zmienił się- był od początku lekkoduchem, wesołkiem, bardzo towarzyski. Przez ostatnie lata przy mnie nie żartował, nie uśmiechał się- ciągle ponury i niezadowolony, przy innych - dusza towarzystwa- taki jakim go poznałam. Na moje próby ratowania małżeństwa odpowiadał jeszcze większą rezerwą, aż uciekł. Przekalkulował sobie, że mnie już zna, to bardziej opłaca się znaleźć sobie kogoś nowego- kto nie od razu zorientuje się, że obok siebie ma nie partnera, ale duże dziecko, co jak się obrazi, to zamiast porozmawiać , wyjaśnić drażliwe problemy zabiera zabawki i idzie na swoje podwórko...
Jak mam w tym wszystkim zadbać o dzieci- żeby nie były między młotem a kowadłem- chciałabym, żeby miały dobre relacje z ojcem, ale przecież nie zmuszę jego do tego, żeby angażował się w wychowanie dzieci.








    • demonsbaby bardzo długo 23.02.11, 05:33
      magburzan napisała:


      > Bardzo długo zastanawiałam się, jak ktoś z kim spędziłam w małżeństwie tyle lat
      > , mógł tak się zmienić. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że on wcale nie zmie
      > nił się- był od początku lekkoduchem, wesołkiem, bardzo towarzyski.

      I to jest kwintesencja ... właściwie pytanie trącające w te klimaty miałam zadać na początku swoich wynaturzeń.
      Choć odpowiedź, którą sobie sugerujesz, bardzo upraszczasz. To zwykły qrwiarz, zawsze taki był, ale dopiero ty po nastu latach złapałaś go na (kolejnej, bo nie wierzę, że pierwszej) zdradzie. Skoro ukróciłaś mu "wolność" to zebrałaś tego efekty ...
      Moje pytanie brzmi "dlaczego o niego zabiegasz"? Dlaczego zmuszasz, żeby przyjeżdżał, nocował ... Dziewczyno, nie tędy droga. Wiem, że wszystko o czym piszę brzmi banalnie, ale czasem takim życie jest. Wiem, że cierpisz, wiem, że ten facet był tym ukochanym i jedynym ... wiem, że chcesz wierzyć, że on się nawróci wskutek objawienia i powróci do was rycerz bijący się w piersi ... NIE WRÓCI. Wiem, że boli- możesz mnie opluć.
      Ja w mocy nie sypiam z bólu fizycznego ... ty zwierzasz się o 3.00 tyt. paniki i depresji. Dziewczyno idź do psychologa, idź się wypłacz i miej pretensje do świata, że tak ciebie potraktowało życie i ten jedyny, któremu bezgranicznie ufałaś. Masz dzieci, rozumiesz? One mają tylko ciebie bo tatuś, też ma je najwyraźniej w dupie, więc nie pogrążaj się i wytrwaj dla nich.
      ... Gdyby ten romans był jednorazowy, gdyby mąż powiedział tobie, że ginie w waszym związku ... no cóż - zdrada wtedy jest efektem wypadkowej tych niepokojących relacji w związku z obu stron ... za jednym wyjątkiem - qrwiarza. Może przestał zakładać maskę albo od samego początku wasze oczekiwania od siebie i życia bardzo się rozmijały, tylko uwikłanie w rodzinę, w poczucie obowiązków powodowało to tkwienie w związku ...do czasu... możliwe do czasu zdemaskowania.
      Obarczanie winą jest bardzo prostym mechanizmem na jakim opiera się człowiek. My się boimy brać odpowiedzialność za wyrządzanie krzywdy drugiej osobie, szczególnie bliskiej, że o dzieciach najtrudniej tu w ogóle mówić ... stąd ten pęd, w kierunku "współwiny". Może chodziłaś w dresie wyciągniętym na doopie, może zrzędziłaś, może w końcu przestałaś być obrazkiem, który mu pasował ... ale czy tak postępuje człowiek uczciwy wobec drugiej osoby? Czy wartościami takiego człowieka jest troska i przywiązanie? Nie.
      ABSOLUTNIE NIE WOLNO TOBIE ingerować pomiędzy więzi między synami a ojcem, nie wolno tobie tego ojca demonizować, choćbyś dosłownie była przypalana ogniem ... Nie rób tego, to obróci się przeciwko tobie. Pozwól synom wyrobić sobie samodzielną opinią na temat tego co zrobił ojciec i bądź powiernikiem ich cierpienia ... Widzisz już efekty szarpania - jest stres, są dolegliwości.
      Nie organizuj kontaktów z ojcem, on nie musi u was nocować. Zobacz ile jest samotnych mam z dzieciakami i ci ojcowie zjawiają się w życiu dzieci, pomimo złych doświadczeń pomiędzy rodzicami, niektórzy potrafią stanąć ponad tym i ułożyć sobie relacje oparte na szacunku, żeby dzieci nie były odbiorcami, a tym samym największymi ofiarami błędów w życiu dorosłych.
      Twój mąż deklaruje chęć przybycia do domu, ale w towarzystwie osób trzecich, wyraźnie daje ci znać, że nie chce być ponownie skonfrontowany z błaganiem o pozostanie, twoim uwieszaniem się na jego szyi ... wiem, możesz mnie opluć ponownie.

      Pamiętaj o jednym. Życie nie bez powodu nas doświadcza zaskoczeniem i smakiem porażki, nie bez powodu uczy pokory. Jest powód, dla którego doznałaś przebudzenia. Cierpienia człowieka nie ma w sobie nic ze wzniosłości, w innym razie, każdy doświadczający bólu wskutek działań innych, winien się krzyżować dla zbawienia ludzkości, a każdy winowajca za każdy przewinieniem winien doświadczać śmierci ... tak się nie dzieje. Jaki jest powód twojego cierpienia, sama znajdziesz odpowiedź, bez zbędnego zadawania pytań "dlaczego ja".
      Niestety ten stan musisz zaakceptować, a sama na tym etapie tego nie zrobisz. Nie obawiaj się samotności czy tego, że będziesz cierpieć do końca swojego życia ... owszem będziesz, ale z pewnością nie do śmierci. I nikt jeszcze nie przekreślił twoich szans jako kobiety realizującej się w kolejnym i nowym związku z partnerem, który dzieli twoją wizję życia ..
      To wstanie z kolan nie jest łatwe, zatem na razie raczkuj, ale nie kładź się i nie pogrążaj.

      Jak wyglądają formalności? Rozwód / alimenty?
      • magburzan Re: bardzo długo 23.02.11, 08:02
        Nie zamierzam go błagać o pozostanie- to już nie jest człowiek dla mnie- tym bardziej, że okazało się że od miesięcy nagrywał nasze kłótnie i przechowuje je na kompie, na necie- teraz chce mnie szantażować, gdybym zrobiła coś, co jemu nie odpowiadałoby. Tzn straszy mnie, że wyśle te nagrania do firm, z którymi współpracuję, żeby mnie ośmieszyć i żebym straciła wiarygodność. To była ta kropla goryczy, która zdecydowała, że już dość przekonywania, że dzieci potrzebują rodziny. Nie można żyć z kimś, kto mnie nienawidzi.
        Ale to nie znaczy, że dzieci mają mieć odtąd wirtualnego tatusia- starszy syn przez 3 lata żył w takiej wirtualnej rodzinie (ojciec zagranicą), młodszy przez pierwsze kilkanaście miesięcy swojego życia.
        Rozwód- jeszcze za wcześnie- mija drugi tydzień jak się wyniósł z domu.
        Alimenty- dał na dwoje dzieci 300 zł w tym miesiącu- ma przecież inne wydatki. W przyszłym miesiącu wystąpię o alimenty, żeby nie czekać na jego łaskę. I tak pewnie więcej nie dostanę, bo ukrywa swoje zarobki, a z 1 tys oficjalnych to co mogę otrzymać.
        Wiem, że sobie poradzę- jestem silna i nie poddam się depresji- chodzę do psychologa i mam zamiar zapisać też dzieci jak zauważę bardziej niepokojące objawy tęsknoty. To tak smutno słuchać, że kochają mnie bardzo, ale jeszcze bardziej chciałyby mieszkać z tatą.
        Staram się nie mówić źle o nim, ale jednocześnie przygotować dzieci, żeby nie liczyły na zbyt dużo.
        Jestem zawiedziona jego postawą, bo dzieci mają prawo do normalnego dzieciństwa, a tutaj muszą być bardziej dorosłe niż ich ojciec, żeby zrozumieć, że on nie może poświęcić swojego życia dla rodziny,bo chciał uciec od zobowiązań, żeby sobie użyć. W wieku 41 lat testosteron uderza do głowy.
        A może to nie tak, raz powiedział, że weźmie dzieciaki jak ja wyprowadzę się i zostawię jemu dzieci jako załącznik do tego mieszkania. Ale gdyby co, to przecież on jest współwłaścicielem i pod naszą nieobecność zaczynają znikać jakieś drobne na razie rzeczy.
        Kocham dzieci i nie wyobrażam sobie, żebym miała je stracić tylko dlatego , że mąż zapomniał co to wierność i uczciwość, ale dla swojej wygody (mieszkanie)mógłby pobawić się w tatuśka, bo jego siostra zajmowałaby się dziećmi jakby on znikał na randki.
        Nie chciałam małżeństwa obojętnego (słowo obojętnie było najczęściej używanym przez męża), chciałam jego zaangażowania, miłości, lojalności - on marzył o beztrosce słomianego wdowca z czasów Anglii.
        Rzeczywiście zdradził mnie wcześniej przynajmniej raz w okresie trwania małżeństwa.




        • morekac Re: bardzo długo 23.02.11, 08:33
          Jeśli on cię straszy nagraniami - to chyba nazywa się szantaż i jest karalne...
          • magburzan Re: bardzo długo 23.02.11, 08:41
            Owszem, szantaż, ale nie mam na to dowodów- jak również na to, że ma kochankę, że zarabia na czarno- ani jego szef, ani ta kobieta nie potwierdzą przecież niczego.Nie podał adresu- musiałabym wynająć detektywa chyba, żeby mieć z czym iść do sądu.
            Do tego okazało się, że kobieta jest bardzo forsiasta i pewnie zasponsoruje jemu w razie czego adwokata.
        • demonsbaby Re: bardzo długo 23.02.11, 08:42
          Składaj pozew o alimenty w jak najszybszym czasie.300zł na dwoje dzieci to kpina. Nie szkodzi, że nie ma udokumentowanych dochodów. Czy na okoliczność, że ma dodatkowe, nieopodatkowane źródła dochodu, możesz postawić świadków? Ktoś oprócz ciebie, wie o tym? Możesz określić sądowi w przybliżeniu ile zarabia i jakie są twoje roszczenia w stosunku do tej "teoretycznie pół na pół" zobowiązań finansowych na dzieci.
          Jakiekolwiek groźby przez niego wysyłane, sugerujące o możliwości zaszkodzenia twojej osobie, masz udokumentowane? Jeżeli w ten sposób ciebie zastrasza, tudzież poprzez poczucie winy czy też obawy próbuje wymusić na tobie określone zachowanie - jeszcze dziś złóż doniesienie do prokuratury o przekroczenie art. 151KK.
          Jednak ... ma wrażenie, że (wybacz, ale tak to odbieram) jesteś osobą, która oplata człowieka niczym bluszcz. Czy aby ty go nie nękasz i facet ma dość?
          • magburzan Re: bardzo długo 23.02.11, 09:14
            Kobieta bluszcz- może- od ponad 4 lat mieszkam 250 km od swojej rodziny, ze znajomymi widuję się rzadko, bo też są daleko i tylko internet jest moim oknem na świat kiedy nie pracuję (praca sezonowa i związana z wyjazdami).
            Można to uznać za formę bluszczu, że chciałam spędzać trochę czasu z mężem w tym samym pokoju lub czasami wyjść gdzieś, a nie przebywać w różnych pokojach, każde przy swoim komputerze.
            Wspólnie jedliśmy posiłki, czasami wychodziliśmy na zakupy spożywcze.
            Mnie komputer potrzebny jest głównie do pracy, mężowi do rozrywki. Lubię odpocząć po mojej zbyt intensywnej czasami pracy w domu, przy książce lub tv. Mężowi praca pomieszała się z przyjemnością- i w pracy właśnie poznał kochankę. Tylko tą przygodę wyjazdową przeniósł na stałą relację.
            Widziałam,że dzieje się źle między nami, ale nie umiałam sobie z tym sama poradzić, a on nie chciał- mam wrażenie, że nie dorósł do bycia ojcem i mężem. Dopóki go to nie nudziło- był z nami. Teraz znalazł sobie inny cel i zostawił nas. Przecie tyle jeszcze kobiet może spotkać, mówi wprost, że zamierza założyć nową rodzinę. ja i dzieci jesteśmy po kreską. Poradzimy sobie.
            • demonsbaby stąd czas 23.02.11, 09:28
              się obudzić ...
              Utnij to wszystko. Gdzieś tam, próbuję się doczytać między wierszami, co się dzieje z tobą, jako osobą pokrzywdzoną. Masz prawo być wściekła, masz prawo odczuwać zawód ... ale z tego co piszesz, za wszelką cenę starasz się tego chłopa ściągnąć z powrotem, niezależnie w jakiej roli - ma być obok. A skoro twoja miłość i zaangażowanie nie są argumentem przetargowym, to stają się nimi więzi między chłopcami a ojcem ... Nie mnie ale sobie odpowiedz na pytanie: po co wam to?
              Co chcesz budować z człowiekiem, który się odciął, uciekł, daje ci wyraźny sygnał: DOŚĆ, który nie chce być częścią twojego życia, a i możliwe, że z dziećmi ... choć nie sądzę, nie szukałby wtedy kontaktów z dziećmi - nawet przez skype.
              Nie odpuściłaś? Jesteś małej wiary w siebie .... popatrz na to tak: szkoda twojego życia.
              Zacznij walczyć o byt swój i dzieci. Rozwód/ alimenty - żegnam.
            • demonsbaby w kwestii wymuszania zachowania 23.02.11, 10:00
              Każdorazowo, próba wmówienia tobie, że "uważaj bo cię zniszczę, obciążę, wyślę" staraj się udokumentować, nagrać taką rozmowę. Poczucie bezpieczeństwa i zagrożenia jest subiektywne, dlatego nie jest łatwe w ochronie praw człowieka, a szczególnie w świetle KK. Jednak,wiemy z interpretacji KK, że groźbą nie jest "straszenie konsekwencjami karnymi lub podejmowaniem kroków do złożenia doniesienia w kwestii ścigania wykroczenia / czynu zabronionego na wniosek". Jeśli, padają warunki tzn. "jak czegoś nie zrobisz / coś zrobisz to ciebie zniszczę /upokorzę/ zrobię coś czego się boisz" jest wskazaniem do wymuszenia określonego zachowania w niezgodności sumienia osoby zastraszanej (takie "ograniczenie swobody") - jest to również groźba karalna.
              Co innego gdyby mąż nawoływał cię do opamiętania bo w innym razie złoży doniesienie np. tyt. stosowanej przez ciebie przemocy psychicznej (koloryzuję) albo obrony praw w drodze powództwa cywilnego np. "użyję jako formy przetargowej podczas rozwodu". Jeśli natomiast posiada jakiekolwiek nagrania, zdjęcia i inne materiały, które po upublicznieniu osobom postronnym mogą skutkować szkodą a nawet twoim poczuciem zagrożenia zdrowia / życia i jest to argument / chwyt mający na celu podporządkowanie twoich działań w myśl jego postępowania - to określeniu podlegają pobudki do tak planowanego / przedsiębranego czynu.

              Wracając do bluszczy - mamy różne wizje życia wspólnego, partnerstwa, małżeństwa. Ty i twój mąż również. Nie oznacza to, że w ogólnie pojmowanych normach - bluszczem jesteś -ale zapewne w jego tak. Nastawienie rodziny rozwodzących się małżonków jest różne jak świat, ale najczęściej jest wrogie.
              Widziałam gdzieś tutaj wątek kobiety, która tak zacietrzewiła się i zgorzkniała tyt. porzucenia przez męża, że była gotowa po latach zaszkodzić wszystkim, łącznie z własnymi dziećmi - bo ojciec to potwór i nie ma prawa kochać dzieci czy też w jej odczuciu ich przekupywać.. Nie pozwól sobie na moment, w którym ty zgorzkniejesz i zaczniesz sama sączyć jad.
        • demonsbaby Re: bardzo długo 23.02.11, 09:02
          zanim dojdzie do sprawy - rozpad życia seksualnego nastąpi. Mąż ciebie porzucił wyjeżdżając za granicę. Chciałaś za wszelką cenę usidlić dziwkarza, co też się nie udało. Kierowany nie wiem czym, wrócił do was. Za twoją namową?
          Dla sądu życie po powrocie z obczyzny - będzie okolicznością próby ratowania małżeństwa (rzecz dot. z czyjej inicjatywy), a więc rozpad pożycia będzie się odnosić do czasu, kiedy zostałaś sama z dziećmi na dłużej.
          Sposób w jaki opisujesz reakcje swojego męża na kontakt z twojej strony, sugeruje mi, że jesteś bardzo uwikłana w relacje toksyczne.
          Nie uwolniłaś się od tego, co być może wcześniej dostrzegł twój jeszcze mąż.
          les podała ci namiary na centra praw kobiet, są też ośrodki interwencji kryzysowej - otrzymasz tam nieodpłatnie pomoc psychologiczną i prawną.

          Jak to się dzieje, że w ciągu tygodnia od wyprowadzki - chłop ciebie już szantażuje i deklaruje wizyty w towarzystwie osób trzecich? Jak to się dzieje, że wyprowadza się bez konfrontacji - tzn. ucieka pod twoją nieobecność? Jest tu drugie dno, które wydaje mi się, że dostrzegam?
    • les.vacances Re: Porzuceni 23.02.11, 08:46
      Może skorzystaj z pomocy:

      Fundacja Centrum Praw Kobiet udziela porad i informacji z następujących dziedzin prawa:

      • Prawo cywilne, w tym głównie prawo rodzinne i opiekuńcze
      W ramach poradnictwa z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego, prawnicy świadczą pomoc dotyczącą problematyki rozwodów, separacji, świadczeń alimentacyjnych, podziału majątku i zasiłków rodzinnych
      www.cpk.org.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=91&Itemid=49
      U góry strony podany jest numer telefonu zaufania.
      • magburzan Re: Porzuceni 23.02.11, 09:16
        Dzięki za link
      • sebalda Re: Porzuceni 23.02.11, 09:25
        Bardzo Ci wspólczuję. Wszystko to jest jeszcze tym bardziej przykre, że mąż ma taki stosunek do synów i im robi wielką krzywdę. Ale intryguje mnie, co on ma Ci do zarzucenia, oprócz tego, że nie ma już namiętności. Bo on coś musi mówić rodzinie, skoro ta się od Ciebie też odsunęła. I co właściwie mówi synom, jeśli mówi, że to przez Ciebie wszystko. Co on Ci głównie zarzuca, co w jego mniemaniu robiłaś takiego strasznego, że musiał w takim obrzydliwym stylu się wymiksować?
        • magburzan Re: Porzuceni 23.02.11, 10:35
          Bo złą kobietą jestem jego zdaniem- zamiast siedzieć w domu jak jego matka i siostry , zajmować się domem i uważać męża za Boga, ja ośmieliłam się pracować. Przez pierwsze ponad 5 lat małżeństwa to ja głównie utrzymywałam dom- on zarabiał mało i nie mógł utrzymać się w żadnej pracy dłużej. Z biegiem lat zaczęłam dostrzegać, że nie mogę na nim polegać, że rozbija kolejne samochody, że rzadko co prawda, ale zdarza się jemu upić do takiego stopnia, że traci panowanie nad sobą. Kiedy wyjechał do Anglii miałam nadzieje, że dołączę do niego z synem- on nie chciał- wolał być sam. Wrócił do kraju, zaraz zaszłam w ciążę z drugim dzieckiem- wymarzonym, nie z wpadki- on po 3 miesiącach znowu wyjechał. Wtedy zaczęło się coraz bardziej psuć między nami- przylatywał często- ale nie wracał emocjonalnie- ciągle uwieszony internetu i telefonu, bo sprawy jego znajomych zza granicy czy jego rodziny były tak ważne, że o każdej porze dnia czy nocy musiał odebrać, oddzwonić. Nie mieliśmy czasu dla siebie, moja ciąża, przemęczenie samotną opieką nad małym dzieckiem, potem praca zawodowa i wybór- zostawiam dzieci z kimś obcym lub nie będę pracować i zostanę kurą domową, a latka lecą, spowodowały frustrację.
          Chciałam jakoś odbudować nasze relacje, ale bez odzewu. Nawet zwykła rozmowa, w której próbowałam powiedzieć jaka jestem samotna i zdana na własne siły, u niego wywoływały protest i chęć ucieczki. Tym bardziej, że miał coraz większą ochotę sprawdzić się jako facet na podryw.
          Poznaliśmy się mając po 28 lat- on przez 10 lat pomiędzy szkołą a naszym małżeństwem nie dorósł- mieszkał z rodzicami, nawet nie dorzucał się do wydatków. W małżeństwie naprawdę się starałam być dobra i wyrozumiałą żoną, ale jego kolejne jakieś wyskoki, czy jakieś sprośne wiadomości które wysyłała na czatach do nieznanych kobiet (przez przypadek raz zobaczyłam coś takiego) kazały mi na nowo spojrzeć na niego.
          Matka , siostry kochają go bezwarunkowo- ja dla niego stałam się taka zastępcza matka, co to zaczęła go krytykować, że pod wpływem alkoholu siadł za kierownicę, czy np nie przypina dziecka pasami jadąc po mieście. Chciałam żeby był nie tylko odpowiedzialny, ale żeby jeszcze czasami powiedział mi coś miłego... To go przerosło i uciekł w inny związek-
          bez zobowiązań zapewne, dla czystej przyjemności.
          Czy chcę go na siłę zatrzymać- nie, nie chcę tracić życia dla kogoś, kto mnie zdradzi po raz kolejny i kolejny! Nie nadaje się na żonę cierpiętnicę, co to będzie siedziała cicho jak mąż ją obrzuci wulgaryzmami. mam swój honor i swoją godność osobistą.
          Nie chcę go szantażować dziećmi- dla mnie nawet lepiej będzie jak szybko same się przekonają kim jest ich tata.
          Nie wiem teraz dlaczego pozwoliłam, żeby moje życie dostosowało się do wymagań i widzimisię męża, zamiast realizować własne marzenia. Ja do momentu przyłapania go na kłamstwie, że jest jeszcze w pracy, wierzyłam w każda bajeczkę jaka mi wciskał.
          Nawet do psychologa zaczęłam chodzić, bo zaczęłam myśleć, że może rzeczywiście ze mną jest coś nie tak, że nie potrafimy się dogadać na prawie żaden temat. A jego to kręciło, że miał romans, a mnie wpędzał w poczucie winy. Taki facet mi się trafił.
          • demonsbaby Re: Porzuceni 23.02.11, 11:00
            magburzan napisała:

            > Bo złą kobietą jestem jego zdaniem- zamiast siedzieć w domu jak jego matka i si
            > ostry , zajmować się domem i uważać męża za Boga, ja ośmieliłam się pracować.
            Tiaa... nie dość, że miałaś akceptować jego zdrady, to jeszcze uwiązać cię chciał na łańcuchu..

            Dokładnie, taki ci się trafił ... więc lepiej nie pozwól, żeby twoje chłopaki czerpały wzorzec z taty - dziwkarza i manipulatora... Bardzo ładnie ciebie rozpracował, wykorzystał dla własnej wygody kilka twoich zalet, w tym zaradności ... Po tylu latach, nie obejdzie się bez emocjonalnego uwikłania, ale to co was łączyło było toksyczne. Nie zabiegaj o miłość do swoich dzieci - mają ciebie, to dla nich musisz wrócić do równowagi.
            Powoli napisz sobie od czasu zawarcia małżeństwa, jak przebiegało wasze życie, odtwórz sobie - kto mógłby zeznawać na daną okoliczność, którą opisujesz a świadczy o złej woli męża albo o zdradach (zdjęć nie musisz mieć - wystarczą zeznania świadków, widzących męża z innymi kobietami w zażyłych kontaktach), zostały ci gdzieś jakieś korespondencje / smsy od jego wielbicielek?
            Ustaleniem miejscem pobytu się nie przejmuj. Jest coś takiego jak wyznaczenie kuratora w celu ustalenia miejsca pobytu tyt. obrony swoich praw (w drodze cywilnej). W pozwie możesz złożyć stały adres zameldowania, a mężowi przekazać telefonicznie, że termin sprawy jest wyznaczony na dany dzień, pozew został wysłany pod adres stałego zameldowania, etc.
            W czasie trwania małżeństwa możesz żądać alimentów, również możesz złożyć o ich zabezpieczenie podczas składania pozwu rozwodowego ... pytanie czy chcesz orzekać o winie. Wiele osób powie - odpuść sobie, długie i bolesne pranie brudów ... owszem, ale zależy co chcesz uzyskać. Przy orzeczeniu o winie rozpadu - możesz żądać alimentów na siebie. Jak wyglądają wasze sprawy majątkowe? Czy przed złożeniem pozwu myślałaś o rozdzielności / ew. taką macie? Jak wygląda możliwość przedstawienia przed sądem, kto i w jakiej mierze przyczynił się do powstania majątku wspólnego (jeśli taki istnieje)? Wszystkie możliwości omów z prawnikiem. To ten stworzy tobie na podstawie tego co sama napiszesz, opowiesz, pozew rozwodowy. Na okoliczność wykonywania opieki nad dziećmi też musisz mieć świadków. Co do odwiedzin ojca możesz ustalać sądownie nie musisz, wiem też, że jest taka forma prawna, która gwarantuje przy łamaniu terminów spotkań orzeczonych sądownie - należność finansową za nie wywiązywanie się z postanowień.
            Prawdą jest, że w myśl niezawisłości sądu, ten nie będzie cię głaskał po głowie, ale dociekał prawdy. Ważne,żebyś uzbroiła się w świadków, miała dobre wyliczenie (nie musi być oficjalne, składasz zeznania pod przysięgą - stąd wypisz sobie na brudno) wydatków i rzeczywistych dochodów. Teoretycznie sądy kierują się pół na pół przy orzekaniu wysokości alimentów, ale ... no właśnie ale mają na uwadze, że i tak opiekun prawny ponosi większe wydatki tyt. np utrzymania wszystkich mediów w domu na zaspokojenie potrzeb dzieci.

            Tym się nie przejmuj. To jest do przejścia. Ważne, żebyś miała oparcie w przyjaciołach, rodzinie, ew. w centrach pomocy.

            Nie pozwól sobie niszczyć już życia, jak do tej pory dawałaś się manipulować, wystarczy. Ochroń przed tym dzieci.
            W jakich sytuacjach mąż ci grozi ujawnieniem jakiegokolwiek faktu,który miałby ciebie "docelowo zniszczyć"?
            • magburzan Re: Porzuceni 23.02.11, 11:19
              Zagroził, że mnie ośmieszy albo i odbierze mi dzieci stawiając na świadków swoją rodzinę i zaufanych znajomych, że jestem niestabilna emocjonalnie, jak powiedziałam, że na świadków wezmę jego szefa i kochankę, żeby orzekać o jego winie i wyznaczyć alimenty od prawdziwej wysokości dochodów, a nie tych z rozliczenia skarbowego.
              I jedno i drugie skłamie nawet pod przysięgą :)
              • demonsbaby Re: Porzuceni 23.02.11, 11:32
                magburzan napisała:

                > Zagroził, że mnie ośmieszy albo i odbierze mi dzieci stawiając na świadków swo
                > ją rodzinę i zaufanych znajomych, że jestem niestabilna emocjonalnie, jak powie
                > działam, że na świadków wezmę jego szefa i kochankę, żeby orzekać o jego winie
                > i wyznaczyć alimenty od prawdziwej wysokości dochodów, a nie tych z rozliczenia
                > skarbowego.

                Aha... czyli kwestia alimentów. O, mała uwaga. Pewnie też zostaniesz pouczona w czasie porady prawnej - nie wyrzucaj asów z rękawa. Teraz się przyda wykorzystanie jego umiejętności, przeciwko jemu samemu, a więc nie mówisz wprost albo manipulujesz faktami. Natomiast o ruchach rzeczywistych twój mąż dowiaduje się w czasie rzeczywistym.
                Jaka jest możliwość dokonania z nim ugody na zasadzie dobrowolności, pod kątem zadeklarowania się w wysokości alimentacji? Jeśli masz możliwość nagrania na dyktafon, przemyconych informacji, teraz zacznij działać na swoją korzyść a nie szkodę. Zadzwoń np. z pytaniem o ustalenie wysokości alimentacji proporcjonalnych do jego rzeczywistych zarobków (postaraj się nie okazywać emocji) ... niech samoistnie przemyci ile zarabia z nieopodatkowanych źródeł (przy twojej "prowokacji") i taki materiał możesz ty wykorzystać w sądzie.
                Co do argumentacji odbioru dzieci, zderzy się z rzeczywistością ... ale skoro on działa na oślep, wykorzystując twoje rozchwianie emocjonalne i uważaj próbuje ciebie zastraszyć, to śmiem twierdzić, że on żadnego wsparcia prawnego nie ma.

                > I jedno i drugie skłamie nawet pod przysięgą :)
                A proszę bardzo, gorzej jak nawet przy papugu wyjdzie na jaw fakt, o którym zapomnieli.
                • laura_fairlie Re: Porzuceni 23.02.11, 11:59
                  Mój pan eksmałżonek też takie teksty puszczał - o odbieraniu dzieci i że przed sądem i znajomymi zrobi ze mnie wariatkę. Zachowywał się jak niepoczytalny. Nawet z łapkami się rzucil - raz, bo zadzwoniłam po policję. Od tamtej pory zachowuje się poprawnie... Żadnego ze swoich szantażyków nie zrealizował.
                  BTW: pani, z którą usiłował zamieszkać, wystawiła go rychło za drzwi. ;-)
                  Po kilku latach od rozwodu mogłabym go nawet uznać za ojca całkiem ok, gdyby tylko alimenty jeszcze placił, bo on też z tych biednych i nieszczęśliwych, co to wiecznie bez kasy byli, są i będą...
              • martishia7 Re: Porzuceni 23.02.11, 11:42
                Wiesz, pewnie tak. Ale z drugiej strony wielu (nie mówię o prawdziwym kryminale) największych twardzieli i krętaczy mięknie, kiedy sąd pouczy o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Wtedy dociera, że to nie przelewki.
            • zolla78 Re: Porzuceni 23.02.11, 14:01
              demonsbaby napisała:
              Co do odwiedzin ojca możesz ustalać sądownie nie musisz, wiem też, że jest taka forma prawna, która gwarantuje przy łamaniu terminów spotkań orzeczonych sądownie - należność finansową za nie wywiązywanie się z postanowień.

              Owszem, ale nie dla unikającego kontaktu z dziećmi ojca. Jeżeli dzieci będą z matką, a to jest przypadek, gdzie żaden sąd nie orzeknie inaczej, i będzie miał ustalone kontakty, to on może ale nie musi z tych spotkań korzystać. Ale gdyby ona zabroniła czy utrudniła mu widzenie się z dziećmi w czasie ustalonym przez sąd, to może być na nią nałożona grzywna. NIE MOŻNA PRAWNIE ZMUSIĆ RODZICA DO WIDYWANIA SIĘ Z DZIECKIEM. Takie mamy prawo :(

              • demonsbaby Re: Porzuceni 23.02.11, 14:16
                zolla78 napisała:

                > NIE MOŻNA PRAWNIE ZMUSIĆ RODZICA DO W
                > IDYWANIA SIĘ Z DZIECKIEM. Takie mamy prawo :(
                >
                finansowo można go zmusić do odpowiedzialności za potomstwo ... w przełożeniu na alimentację- uregulowanie nowej, wyższej kwoty za unikanie spotkań z dzieckiem oraz nie wywiązywanie się z terminów spotkań, zatem jego ograniczona opieka sądownie podlegać może regulacji w ograniczeniu jedynie do zaspokajania potrzeb finansowych.
                Niestety niewdzięczna rola opiekuna, tu matki, polegać będzie odtąd na przyglądaniu się dzieciom i wysłuchiwaniu ich żali do ojca ... i to jest chyba najcięższe, ale odpowiedzialności za działania drugiego rodzica brać na siebie nie można.
                • zolla78 Re: Porzuceni 23.02.11, 15:08
                  demonsbaby napisała:
                  > zolla78 napisała:
                  >
                  > > NIE MOŻNA PRAWNIE ZMUSIĆ RODZICA DO W
                  > > IDYWANIA SIĘ Z DZIECKIEM. Takie mamy prawo :(
                  > >
                  > finansowo można go zmusić do odpowiedzialności za potomstwo ... w przełożeniu
                  > na alimentację- uregulowanie nowej, wyższej kwoty za unikanie spotkań z dziecki
                  > em oraz nie wywiązywanie się z terminów spotkań, zatem jego ograniczona opieka
                  > sądownie podlegać może regulacji w ograniczeniu jedynie do zaspokajania potrzeb
                  > finansowych.

                  NIE MOŻNA. Niestety. Żaden sąd nie podwyższy alimentów na argument, że tata nie chce widywać się z dzieckiem. Z takiego powodu, to sąd ewentualnie mógłby ograniczyć już orzeczone kontakty, ale gdyby stał za tym jeszcze jakiś merytoryczny argument. Taka jest praktyka polskich sądów.
                  • demonsbaby Re: Porzuceni 23.02.11, 16:12
                    Zgodnie z art. 113 K.r.o.: „Niezależnie od władzy rodzicielskiej rodzice oraz ich dziecko mają prawo i obowiązek utrzymywania ze sobą kontaktów. Kontakty z dzieckiem obejmują w szczególności przebywanie z dzieckiem (odwiedziny, spotkania, zabieranie dziecka poza miejsce jego stałego pobytu) i bezpośrednie porozumiewanie się, utrzymywanie korespondencji, korzystanie z innych środków porozumiewania się na odległość, w tym ze środków komunikacji elektronicznej”.

                    I tu już indywidualnie zachodzić będzie orzecznictwo, choćby w kwestii czy poza porzuceniem i łamania zapisu art. 113 nie zachodzi związek do przyczyniania się o byt materialny, skoro emocjonalny pozostał w duszy.
                    W związku z tym zachodzi orzecznictwo sądu na mocy interpretacji warunków panujących w tej indywidualnej rodzinie, ponieważ świadczenia alimentacyjne należy traktować jako osobiste starania o wychowanie i utrzymanie oraz koszty utrzymania dziecka. W innym razie należałoby przyjąć, że całe zestawienie działań wokół zapewnienia bytu materialnego dziecka powinno wykonywać samo dziecko na mocy środków finansowych przelanych na konto osobiste małoletniego, prawda?
                    Nie ma takiego paragrafu, który mówi też o 50% podziale alimentacyjnym ..."w całości lub części przyczynia się do zaspokojenia potrzeb dziecka". Zatem znów zachodzi - indywidualne orzecznictwo.
                    • zolla78 Re: Porzuceni 23.02.11, 16:32
                      Ja nie twierdzę, że teoretycznie ojciec nie jest zobowiązany do kontaktu i opieki nad dzieckiem. Ale nie można go do takiego fizycznego kontaktu czy opieki zmusić, jeżeli sąd ustali, że miejsce pobytu stałego dziecka jest przy matce. To z kolei rzeczywiście przekłada się jakoś na kwestie finansowe. Tj. np. obydwoje rodzice zarabiają po 2500 pln na rękę. Wylicza się koszt utrzymania dzieci z uwzględnieniem rachunków na mieszkanie, gdzie mieszkają z matką na np. 2000 pln, to sąd zasądzi od ojca jakieś nawet 1200 pln. Czyli finansowo matka dołoży się mniej i ten jej mniejszy udział finansowy sąd uzasadni właśnie tym, że sprawuje opiekę osobistą.
                      To co pisałam odnośnie tego, że autorka nie zmusi w żaden sposób ojca do kontaktu z dziećmi i nie ma żadnych grzywn czy innych sankcji za jego unikanie, dotyczyło faktycznego i fizycznego kontaktu z dziećmi.
                      Podtrzymuję, że co do zasady taka postawa ojca nie ma bezpośredniego wpływu ma alimenty w większości wypadków. Zwykle zasądzając alimenty sąd wychodzi z założenia, że tak właśnie ojciec będzie postępował, tj. sporadyczne kontakty i nie dołoży się do niczego ekstra i zasądza kwotę maksymalną jaka mu wychodzi z zestawienia: dochody matki -wydatki na dzieci - dochody ojca. To zresztą częsty problem w sprawach gdzie sytuacja jest odwrotna, tj. gdy ojciec bardzo często zajmuje się dziećmi, nie ma problemu z finansowaniem wydatków nadzwyczajnych, a sąd zasądza alimenty w ogóle tego nie uwzględniając. Podziału alimentów 50/50 nie ma rzeczywiście, jeżeli dziecko ma stałe miejsce pobytu u jednego rodzica.
                      • demonsbaby Re: Porzuceni 23.02.11, 16:43
                        Ok.

                        Jest jeszcze Kodeks Postępowania Cywilnego tytułem
                        Art. 5821. (597) § 1. W sprawach o kontakty z dzieckiem przepis art. 582 stosuje się odpowiednio.
                        § 2. Sąd opiekuńczy w celu zapewnienia wykonywania kontaktów może w szczególności:
                        1) zobowiązać osobę uprawnioną do kontaktu z dzieckiem lub osobę, pod której pieczą dziecko pozostaje, do pokrycia kosztów podróży i pobytu dziecka lub także osoby towarzyszącej dziecku, w tym kosztów powrotu do miejsca stałego pobytu,
                        2) zobowiązać osobę, pod której pieczą dziecko pozostaje, do złożenia na rachunek depozytowy sądu odpowiedniej kwoty pieniężnej w celu pokrycia wydatków uprawnionego związanych z wykonywaniem kontaktu na wypadek niewykonania lub niewłaściwego wykonania przez osobę zobowiązaną obowiązków wynikających z postanowienia o kontaktach; nie dotyczy to rodzin zastępczych i placówek opiekuńczo-wychowawczych,
                        3) odebrać od osoby uprawnionej do kontaktu z dzieckiem lub osoby, pod której pieczą dziecko pozostaje, przyrzeczenie określonego zachowania.

                        i chyba tutaj można ten zapis odnieść do niezachowania terminów ze strony ojca ...

                        chociaż nie jestem zwolennikiem - przy takim nastawieniu rodzica - do regulowania sądownego wizyt, właśnie ze względu na dwustronne zobowiązanie terminami ... i tu - a to już kwestia doradztwa papuga i ustalenia linii w dalszym powództwie, należy dobrze przemyśleć.
                  • tully.makker Re: Porzuceni 23.02.11, 17:47
                    NIE MOŻNA. Niestety. Żaden sąd nie podwyższy alimentów na argument, że tata nie
                    > chce widywać się z dzieckiem.

                    Dodam jeszcze ten drobiazg, ze widywanie sie z dzieckiem a sprawowanie opieki nad dzieckiem to w wykonaniu wielu rozwiedzionych ojcow 2 zupelnie rozne sprawy. Tym niemniej, choc stosowne przepisy sa, to sad z rzadka bierze je pod uwage.
                    • demonsbaby czy to oznacza niewykonalne? 23.02.11, 18:16
                      z rzadka, bo sąd w swojej niezawisłości kieruje się pojęciem "błahe" w kwestii interesu społecznego ... tym bardziej ciekawy jest zapis KRiO "kierując się dobrem nadrzędnym dziecka".
                      ja jednak pokładam wiarę w indywidualność składu i orzeczenia. Jeżeli brać pod uwagę czym jest świadczenie alimentacyjne, a wysokość renty alimentacyjnej - sąd również nie będzie się kierował zwyczajowym podziałem "50%". Niejako zgodnie ze złą wolą ojca w zaangażowanie we wspólną opiekę, to na niej spoczywa trud w utrzymaniu i wychowaniu dzieci.
                      Jak miałby się zapatrywać sąd na wspólne wykonywanie opieki przy tak "wykonywanej opiece" lub podejmowaniu kroków w tym kierunku przez ojca?
                      Finansowo można "ten brak zaangażowania w trud" odzwierciedlić.
    • tully.makker Re: Porzuceni 23.02.11, 09:49
      Na relacje ojca z synami nie wplyniesz - ja wiem, ze jestes zdesperowana patrwaz jak cierpia, ale mam wrazenie, ze bardziej im pomozesz nie wtracajac sie.

      Co do wyssanych z palca teori demonsbaby o bluszczach czy innych pnaczach - nie zajmuj sie tym teraz, nie warto. Potem, gdy emocje opadna, przyjjdzie czas na analizowanie popelnionych bledow. teraz sa wazniejsze sprawy, dotyczace przyszlosci twojej i dzieci - przede wszystkim alimenty - nie czekaj z wystepowaniem o nie. Dowody zdrady - przydadza sie, aole tylko jesi moze je zdobyc bez stawania na glowie. Upewnij sie, ze masz papiery potwierdzajce dochody, akty wlasnosci nieruchomosci - najlepiej zabrac to z domu do jakis zaufanych osob, np twoich rodzicow. Rozmowy z nim nagrywaj profilaktycznie, na wypadek, gdyby padaly kolejne grozby.
      Wiem, ze teraz uznasz ze zwariowalam, ale za pare lat bedziesz sie cieszyc, ze sie go pozbylas.
    • zolla78 Re: Porzuceni 23.02.11, 10:08
      Nie miałam takiej sytuacji i mam nadzieję, że nie będę mieć, zatem mogę w tym zakresie tylko współczuć. Natomiast z uwagi na mój zawód, mogę doradzić, byś zaczęła gromadzić dowody. Napisz do niego i zachowuj sms'y czy e-maile, że dzieci bardzo liczą na kontakt od niego i że rozumiesz, że odszedł do innej i nie chcesz już jego powrotu, ale żeby chociaż z dziećmi się kontaktował. Odnotuj w kalendarzu te kontakty. Zrób zestawienie waszych wydatków z czasów bycia razem - może wyjdzie z nich, że musiał zarabiać więcej, bo inaczej by nie starczyło. Zacznij rozmawiać z potencjalnymi świadkami. Zbieraj zestawienia wydatków na dzieci. Do niego też możesz napisać coś w stylu, że nie dałaś mu powodu do takiego potraktowania ciebie, ale skoro odszedł do innej, nie będziesz więcej walczyć o to małżeństwo i że przepraszasz za ostatnie kłótnie. Byłaś pod wpływem emocji i możliwe, że wybrałaś zły sposób na ratowanie małżeństwa. Że prosisz o rzeczową rozmowę o warunkach rozstania, tj. dzieciach, majątku itd. Jak potem to przedstawisz w sądzie jako odpowiedź na jego nagrania, to sąd zrozumie cię, nawet jakby na tych nagraniach były jakieś groźby z twojej strony, że coś sobie zrobisz jak odejdzie itp.
      A odnośnie samych synów, to chyba powinnaś dać im samym przekonać się, że ojciec też ich zostawił. Inaczej niedługo będziesz miała zbuntowanych nastolatków w domu obwiniających cię o to, że przez ciebie odszedł. Zatem jeżeli starszy syn chce mieszkać z ojcem, pozwól mu. Niech mu samemu ojciec tego odmówi, ty tego nie rób, zasłaniając się szkołą czy innymi względami praktycznymi. Niech sami dzwonią i proszą o spotkanie i im niech ojciec odmawia. Jak chce się z nimi spotkać przy osobach trzecich, zawsze mów, że nie ma problemu. Oni muszą widzieć, że to nie ty jesteś przeszkodą między nimi a ojcem. Ojca w żaden sposób nie zmusisz do kontaktu z nimi tak czy inaczej.
      • sebalda Re: Porzuceni 23.02.11, 10:47
        Zolla78, masz rację w każdym zdaniu. Doskonale to wypunktowałaś, nic dodać, nic ująć. Jestem naprawdę pod wrażeniem:)
        Zastanawiałam się, czy warto jeszcze zawalczyć o dobre stosunki z rodziną męża, bo to przecież bliscy chłopców, ale jeśli oni bezkrytycznie kochają synka i brata, to chyba próżny trud.
        To bardzo ważne, żebyś synów z jednej strony nie nastawiała przeciwko ojcu, a z drugiej go nie tłumaczyla (takie przypadki też znam), im samym pozwoliła się przekonać. To będzie bardzo trudne w przypadku młodszego, ale jeśli starszy się przekona, jakiego ma tatusia, to i na młodszego może wpłynie, bo młodsze dzieci często słuchają starszego rodzeństwa. I tutaj wszystkie rady Zolli.
        • triss_merigold6 Re: Porzuceni 23.02.11, 11:06
          Wychodzę z założenie, że o dobre stosunki z rodziną ze strony ojca powinien dbać ojciec i we własnym zakresie kontaktować z dziadkami czy dziećmi swojego rodzeństwa.
      • martishia7 Re: Porzuceni 23.02.11, 11:22
        Zatem jeżeli starszy syn
        > chce mieszkać z ojcem, pozwól mu. Niech mu samemu ojciec tego odmówi, ty tego n
        > ie rób, zasłaniając się szkołą czy innymi względami praktycznymi. Niech sami dz
        > wonią i proszą o spotkanie i im niech ojciec odmawia. Jak chce się z nimi spotk
        > ać przy osobach trzecich, zawsze mów, że nie ma problemu. Oni muszą widzieć, że
        > to nie ty jesteś przeszkodą między nimi a ojcem. Ojca w żaden sposób nie zmusi
        > sz do kontaktu z nimi tak czy inaczej.

        Też tak uważam. Po prostu nie przeszkadzaj. Ani nie staraj się organizować im kontaktu z ojcem, ani nie stawaj na zawadzie. Synowie, zwłaszcza starszy, rozczarują się i to boleśnie. Tak będzie to dla nich straszne. Jedyne co możesz zrobić to być przy nich kiedy dotrze do nich świadomość kim jest ich ojciec.
    • megi110174 Re: Porzuceni 23.02.11, 11:59
      Jak to jest że niektore kobiety dopiero po czasie otwieraja oczy, a 11 lat i 2 dzieci to przez przypadek? Nie widziały czy nie chciały widzieć gdzie zmierza ich małzeństwo?
      • magburzan Re: Porzuceni 23.02.11, 12:53
        12 lat- wyobraź sobie, że widziałam, że dzieje się źle, próbowałam coś zmienić , rozmawiać, ale głową muru nie przebijesz. Musi dwoje ludzi chcieć , a nie jedno. Rzeczywiście byłam ślepa, że wierzyłam, że będziemy ze sobą zawsze i kryzys wieku średniego go potraktuje łagodnie. A tu testosteron uderzył do głowy. Ale jeżeli coś szwankowało w naszym małżeństwie, to była to wina nas obojga, a nie mnie jednej- połowę tej winy mogę wziąć na siebie, ale pojawienie sie kochanki na boku i zdrada to już wyłącznie jego sprawa i odpowiedzialność. ja go do łózka nikomu nie pchałam- odwrotnie- to ja liczyłam na więcej w łóżku.
    • hatsu33 Re: Porzuceni 23.02.11, 17:58
      No nic.. musisz nauczyć dzieci żyć bez ojca na codzień. Nie da się ich oszukiwać, że wszystko jest OK, bo nie jest. Na Twoim miejscu zastanowiłabym się na konsultacją u psychologa dziecięcego - jak to zrobić najlepiej. Niemniej jednak, tak się stało w ich życiu - tata odszedł i na razie nie zalezy mu na kontaktach. Możliwe, że to się zmieni. MOżliwe, że nie. Ty musisz pozostć ich wsparciem, czynnikiem niezmiennym. Muszą się z tą sytuacją zmierzyć - tak im się to zycie potoczyło..
    • zakletawmarmur Re: Porzuceni 23.02.11, 19:12
      Ja poczekałabym na rozwój wydarzeń. Rozwód to ciężki czas, on może faktycznie bać się brać dzieci do siebie (może mieszka z nową partnerką i nie chce, żeby dzieci widziały, że odszedł do innej, byłby to dowód dla sądu ale też może chodzić o szacunek dzieci), może też unikać kontaktowania się z Tobą (odpadają wizyty w domu). Nie wszystko jednak skończone. Może po rozwodzie, gdy emocje z nim związane opadną, gdy już nie będzie sensu się ukrywać, tatuś sobie o dzieciach przypomni... Synowie- w końcu jego krew, duma i nieśmiertelność. Sytuacja w której znajdujecie się teraz jeszcze o niczym nie przesądza. Sama widzisz jak z obu stron buzują emocje, kwitną pretensje. Na co dzień na pewno tak źle nie było:-) Po rozwodzie też będzie lepiej.

      Ja pomimo wszystko nie martwiłabym się na zapas. Najgorsze co może się zdarzyć to brak kontaktów z ojcem a przecież na to nie masz wpływu...
      • magburzan Re: Porzuceni 23.02.11, 19:23
        Nie było źle na co dzień- ja nasze małżeństwo uważałam za w miarę udane- zdarzały się problemy, ale chyba nie gorsze niż u innych- tylko to wzajemne niezrozumienie w momencie spięcia działały na niego dołująco. Śmiałam się nawet, że my nie potrafimy się konstruktywnie kłócić, ale dla niego każdy problem do omówienia to była tragedia- wolał unikać konfrontacji..Każda wymiana zdań to była dla niego tragedia .No i ucieczka to też taki unik, bo żadne sprawy nie są omówione. I oczywiście będzie unikał kontaktów i rozmowy ze mną... Nie to nie- kiedyś trzeba będzie wszystko prawnie uregulować.
        • magburzan Re: Porzuceni 23.02.11, 21:32
          Bardzo dziękuję wszystkim za rady i słowa otuchy! :)
        • demonsbaby Re: Porzuceni 24.02.11, 07:13
          z regulowaniem prawnym, szczególnie zabezpieczenia dzieci nie zwlekaj. Tu mowa o alimentach, nie musisz mieć orzeczonego rozwodu czy separacji, żeby je uzyskać.
          Nie odnoś się do zachowania męża przez pryzmat wartości jakie ty masz w życiu.
          czyli "ja zabiegałam, ja się starałam, ja myślałam.." a co robił on? Zwodził i inspirował ciebie do działań? ktoś pisał jak można nie widzieć 12 lat co się dzieje. Można, można się uwikłać w chory i współzależny układ, szczególnie kiedy jesteśmy ufni i bardzo potrzebujemy być kochanymi. Im więcej odkrywasz kart, tym bardziej mi się jawi obraz faceta, który doskonalił na tobie sztuczki socjotechniczne, do tego stopnia, że dziś można go nazwać "miszczu". Nie oznacza to, że należysz do ludzi naiwnych czy "ślepych". Nie oznacza, że facet od początku w sposób wyrachowany tobą sterował, sterował i w chory sposób kochał.
          Jak pisałam wcześniej, szkoda twojego i dzieci życia. Pierwszy krok przed prawnym, powinien się odbyć z psychologiem. Powoli odbuduj wiarę w siebie, później zacznij wszystko odcinać. Kroki prawne skonsultuj z prawnikiem, nie bądź w tym sama. W sądzie nie spodziewaj się, że ten jest przychylny ofierze od momentu jej wyznań.
          Przy każdym kontakcie telefonicznym / innym z mężem, staraj się rozmowy prowadzić na "chłodno", nie pozwól się nakręcać (w sumie nie wiem, czy on celowo ciebie nie prowokuje) i tym razem zadziałaj na swoją korzyść. Nawet jeśli ma jakieś nagrania waszych kłótni, nawet jeśli tam z twojej strony padają bzdurne kwestie, to przy jego próbie zastraszenia ty postaw kontrę, że z miejsca powiadamiasz prokuraturę. Gdyby się chwalił, że wykorzysta to w sądzie, również się nie przejmuj, a nawet jeśli, to pamiętaj, że skład orzekający należy do ludzi doświadczonych i widzieli nie jedno... zatem takie nagranie możesz potraktować jako dowód skrajnych emocji do jakich doprowadzał ciebie mąż i wskutek silnego wzburzenia rzucałaś kwestie niezgodne z prawdą.
          O miłość własnych dzieci do ojca i odwrotnie - nie ty zabiegaj, bądź ich wsparciem.
          To jest do przejścia, ale potrzeba na to czasu. Najważniejsze jest teraz twoje zdrowie, a to co się dzieje wokół może czymś zaowocować, więc sobie na to nie pozwalaj i przejdź się do psychologa.
    • magburzan Re: Porzuceni 24.03.11, 23:26
      Minął miesiąc, a u mnie zaszły ogromne zmiany- dziecko chodzi do przedszkola, mąż przyjeżdża do dzieci bez ustalenia wczesniejszego wizyty ze mną. Dzieci sa szczęsliwe, kiedy widzą ojca. A ich ojciec- tak- teraz wyszło z niego to, co chyba zawsze w nim było- w obecnosci dzieciaków powiedział np, ze mnie nienawidzi i będzie jeszcze bardziej nienawidzil. Wyjechałam słuzbowo, to przez 3 noce nocował w naszymk mieszkaniu z dziecmi i moja mama, która sie nimi opiekuje pod moja nieobecnośc. Czwartego dnia pojawił sie kiedy juz dzieci nie było- przyszedł ze swoja siostra- zaczęli obrażac moja mame, az się tak zdenerwowała, że zadzwonila na policje, żeby opowiedziec o całej sytuacji- Policja nie przyjechała, bo ona nie została pobita....Kiedy zadzwoniłam do męża z pytaniem o co mu chodziło- wuparł się tej sytuacji i powiedział, że jego siostra zaswiadczym, że moja matka najwidoczniej postradał rozum i nie nadaje się do opieki nad dziećmi- jak mozna? ten człowiek po 12 latach pała do mnie nienawiścia, ale może ktos mi w końcu powiedziałby za co mnie on tak nienawidzi? Urodziła jemu dwoije zdrowych i pieknych dzieci, byłam najlepsza zona jaka potrafiłam być, on mnie porzucił i teraz mści się- za co? Jak mogłam tyle lat nie zauważyć jaki jest mój mąż?! Przeciez taka podłość musi w ludziach gdzies tkwić zawsze- nie wiem- kochanka go przyciska, żeby sponsorował cos, na co go nie strać- przecież stać- daje mi na dwoje dzieci 300zł miesięcznie reszta idzie na jego potrzeby. Pod moja nieobecnosc ma chyba zamiar mieszkac w naszym mieszkaniu nam mój koszt, bo za nic przecież nie płaci- ale nie pozwolę, żeby obrażał moja matkę- to starsza, schorowana kobieta i bardzo przezyłopa ta sytuację- tak jak i ja zreszta, bo takiego zachowania z jego strony nie spodziewałam się... Na dodatek jak powiedział "dla własnej satysfakcji" i żeby odebrać mi dzieci ma zamiar uniemożliwiac mi wykonywanie mojej pracy (niestety nie moge podjąć pracy na miejscu, bo nie będe w stanie utrzymac sama mieszkania i dwojga dzieci w tak małym miasteczku..... Czy taki mąz, co nie potrafi uszanować żadnej przysięgi musi odgrywac się na zonie za to, że jest nieudacznikiem???? Co ja mam zrobić?!
      • laura_fairlie Re: Porzuceni 25.03.11, 00:41
        Złóż wniosek o rozwód + alimenty + ustalenie kontaktów z dziećmi?
      • mil.ka Re: Porzuceni 25.03.11, 10:53
        ..... Czy
        > taki mąz, co nie potrafi uszanować żadnej przysięgi musi odgrywac się na zonie
        > za to, że jest nieudacznikiem???? Co ja mam zrobić?!

        Jak tak czytam to, co piszesz, to mysle sobie, ze chyba gdzies masz na oczach kotare, ktore nie pozwala dostrzec cos, co faktycznie powoduje, ze najblizsze -teoretycznie - tobie osoby, darza cie niechecia. Pomijajac fakt, ze znalazl sobie cieplutki kacik i jest mu tak wygodnie i jest nieodpowiedzialny itd - to NIE JEST powod, aby czuc tak ogromna nienawisc do ciebie. Moze to ty ciezko zapracowalas sobie na to, co masz?
        I jeszcze jedno: nie wyobrazam sobie, ze 11 letni chlopiec, ktory wiekszosc swojego zycia spedzil z mama, nagle oswiadcza, ze woli tate. Co takiego zrobilas, ze nawet 11-latek czuje do ciebie niechec? Przeciez dla chlopca w takim wieku, wspierajaca i kochajaca mama to najwazniejsza osoba w zyciu.

        Sorry, nie potepiam cie, nie oceniam, bo cie nie znam. Ale tez jestem matka, zona i widzialam w zyciu przypadek, gdy dorastajacy syn wybral ojca, bo matka zrobila wszystko, aby odstreczyc najblizszych od siebie, choc za uslyszenie prawdy o swoim postepowaniu wydrapalaby oczy.

        Moze nie przyjmujesz do wiadomosci pewnych rzeczy? I dlaczego zadajesz pytanie:
        > Czy taki mąz, co nie potrafi uszanować żadnej przysięgi musi odgrywac się na zonie
        > za to, że jest nieudacznikiem????
        A czy kiedykolwiek wysluchalas, co on ma tobie do zarzucenia?
        • laura_fairlie Re: Porzuceni 25.03.11, 11:26
          Pan mąż równie dobrze w ten sposób może zwalać z siebie poczucie winy. Bo skoro pani żona była taka wredna, to on przecież ma czyste sumienie i nie musi się zastanawiać, że jednak on też coś spieprzył. Poza tym w podobnych okolicznościach przyrody często padają ostre raniące słowa - słowa, które normalnie by nie padły.
          Osobiście uważam wciąganie dzieci w afery pomiędzy rodzicami za naganne - a tata wyraźnie to robi. Nie musi też wyżywać się na starszych paniach, bez przesady.
          Co do tekstów 11-latków o nienawidzeniu rodziców i wyrażanie chęci zamieszkania gdzie indziej - mam wrażenie, że najczęściej padają w kontekście konieczności odrobienia lekcji/posprzątania itp.
        • magburzan Re: Porzuceni 26.03.11, 18:58
          Klapki na oczach- może i mam, bo zdawało mi sie, że jeżeli jest cos, co mnie boli to moge o tym porozmawiać z mężem- a teraz wiem juz, że mąz był ostatnia osoba , z która powinnam kiedykolwiek w zyciu rozmawiać.
          Dlaczego syn powiedział, że chciałby mieszkac z ojcem- normalne- 11latek , z którego życia nagle znika ojciec- syn ma jego wyidealizowany obraz i to potwierdza psycholog. Matka nie musi robić nic złego, żeby dziecko chciało miec dom, a jak tata znika z domu rodzinnego, to wydaje się, że jest tym pokrzywdzonym właśnie tata- nie uważasz? I syn wyraźnie podkreslił, że chciałby mieć trochę wolności - bez zakazów, odrabiania lekcji itd, bo tatus na takie rzeczy nie zwraca uwagi jak np dziecko siedzące pól dnia przy kompie...
          Za co mąż mnie nienawidzi- nie wiem- może za to, że odkryłam jego romans a wtedy zabrałam oszczędnosci (podkreślam, że to były pieniądze zapracowane przeze mnie , bo on swoje wydawał na bieżąco)- on został z naszym autem, ale może im co najwyżej podwieźć kochankę, a nie zaszaleć w knajpie... Ale to tylko moje przypuszczenia- nie wiem o co jemu chodzi, bo on najwyrazniej robi wokół siebie aurę pokrzywdzonego i tego nie rozumiem rzeczywiście. Nie zdradzałam, dopingowałam go zawsze jak cos sobie planował i wspierałam, zajmowałam się domem tak jak umiałam, pracowałam zarobkowo- przez wiekszość małżeństwa to ja nas utrzymywałam, bo mam lepiej płatnę pracę. Może wychodzą z niego jakies kompleksy czy wyrzuty sumienia, które złością i nienawiscią chce w sobie stłumić ???
          Nie chcę żeby cokolwiek z jego gierek miało miejsce przy dzieciach. W liście jaki rozesłał po mojej rodzinie napisał wyraxnie "znalazłem sobie kogos , bo chciałem- to nie był przypadek " i o mnie - "i tak bym ja prędzej czy później zostawił"- on zyjąc kilka lat zagranicą chyba zatęsknił znowu za takim luzem,może seksem bez zobowiazań itp. To ja chciałam ratowac małżeństwo, wybaczyć, ale on chce angazowac sie w coś nowego- czy jest z tym szczęśliwy- byc może nie i taj jak oskarża mnie za wszelkie swoje niepowodzenia w zyciu, tak i teraz próbuje zwalić winę na mnie- nie widzę w tym postępowaniu dorosłości, ale zawziętość nastolatka, co to robi wszystko na odwrót niz chce mama- ja oczekiwałam od niego dorosłości i najwidoczniej to moje oczekiwanie, że będę miała partnera a nie trzecie dziecko przerosło jego.
          Może w tym coś jest, ale to już stało się dla mnie nieważne- nie chcę z nim walczyć, nie chcę się kłócić, ale nadal oczekuję dorosłości w tym co robi- jezeli stać go na kochankę i wynajęcie mieszkania , to powinno byc stać jego na pomoc w utrzymaniu dzieci- one nie muszą sponsorować zachcianek tatusia.
          Już nie widzę sensu w próbowaniu ratowania czegokolwiek, bo nie ma nic do ratowania- z jego strony najwyrażniej od dawna, tylko ja liczyłam, że kryzys wieku średniego obejdzie się z nim łagodniej...
        • sanciasancia Re: Porzuceni 27.03.11, 12:33
          > e cieplutki kacik i jest mu tak wygodnie i jest nieodpowiedzialny itd - to NIE
          > JEST powod, aby czuc tak ogromna nienawisc do ciebie. Moze to ty ciezko zapraco
          > walas sobie na to, co masz?
          A wpadło Ci do głowy najprostsze rozwiązanie -
      • demonsbaby pozew 25.03.11, 11:39
        składasz pozew rozwodowy (na co jeszcze czekasz?) z orzekaniem winy (= pranie brudów) lub bez, z zabezpieczeniem alimentacyjnym na dzieci. 300zł to jakaś kpina. W sądzie ustalasz wizyty ojca. Odcinasz się, uwalniasz, zaczynasz nowe życie, a jego bezpowrotnie żegnasz i przestajesz się zadręczać idiotą.
        • naomi19 Re: pozew 25.03.11, 16:00
          zdecydowanie z orzeczeniem o winie!
        • tully.makker Re: pozew 26.03.11, 19:04
          No tak, tylko ona wyjechala pracowac na 3 miechy, a maz bruzdzi jej teraz i to przetrwanie najblizszych iesiecy bedzie problemem, bo potem,czy na dluzsza mete, to wiadomo, co zrobic...
          • magburzan Re: pozew 26.03.11, 19:40
            Nie 3 miesiace, ale 8 dni. Moje wyjazdy są stosunkowo krótkie, ale latem częste.
            • tully.makker Re: pozew 26.03.11, 20:11
              No to lepiej. Myslalas o zmianie zamkow? Wiem, ze prawicy tego nie polecaja, ale ja to zrobilam i z perspektywy mysle, ze to byla moja najlepsza decyzja rozwodowa, dala mi duzo sily.
            • demonsbaby Re: pozew 27.03.11, 08:04
              skoro masz możliwość skorzystania z pomocy prawnej, wybierz z rankingu polecanych adwokatów swojego reprezentanta. Napisz mu w kolejności chronologicznej: pożycie z mężem i jego zachowanie od czasu wyprowadzki. Jak najbardziej dołącz dowody na kochankę, wskaż świadków, którzy będą zeznawać. Papug pozew napisze i dopełni resztę formalności. Sądzę, że spokojnie na dziecko w wieku szkolnym i przedszkolnym uzyskać po 700-800zł na każde, bez względu na wysokość pensji podstawowej jaka mu pozostanie po obciążeniu alimentacyjnym.
              Drugi wniosek - żeby nie przeciągać - złóż o podział majątku po orzeczeniu rozwodu.
              • kropeczka455 Re: pozew 27.03.11, 23:38
                demonsbaby napisała:
                > Sądzę, że spokojnie na dziecko w wieku szkolnym i pr
                > zedszkolnym uzyskać po 700-800zł na każde, bez względu na wysokość pensji
                > podstawowej jaka mu pozostanie po obciążeniu alimentacyjnym.

                Niepotrzebnie rozbudzasz nadzieje. Takie alimenty to marzenie!! Niestety nasze sady jak przyznają te kwotę na dwoje dzieci to już będzie sukces. Zawsze ulegają biednym tatusiom.
                • demonsbaby Re: pozew 28.03.11, 05:55
                  jeżeli papug się tym zajmie - to wcale nie są marzenia, więc też trochę osadź realia w rzeczywistości. Mój ugrał bardzo wysokie alimenty w 4cyfrowej liczbie na 1 dziecko.
Pełna wersja