magburzan
23.02.11, 03:05
Pod koniec roku odkryłam, że mąż ma kochankę. Kiedy go później przyłapałam na kłamstwie- wracając z delegacji przedłużył sobie pobyt u niej (ponoć zatrzymał się w hotelu, a nie bezpośrednio w jej domu, gdyż nie mieszka sama), najpierw potwierdził, że przespał się z nią. Potem zaprzeczył i przyrzekł, że nie będzie się z nią kontaktować przez kolejne pół roku. Później zaczął się melodramat- ja chciałam jemu wybaczyć, on obnosił zbolałą minę jakby stracił wielką miłość...
Nie chciał i nie potrzebował mojego wybaczenia, bo jego zdaniem to ja jestem winna, że znalazł sobie kogoś innego- kto mówił jemu tylko to co on chciał usłyszeć, niczego ta kobieta przecież nie wymagała, ani nie oczekiwała w zamian nic oprócz seksu, a on był najwidoczniej dla niej tym wspaniałym! Ona 38 latka samotna z dorastającymi dziećmi, on- jego zdaniem wolny.
Miotał się prawie miesiąc, aż po prostu uciekł - wyprowadził się pod moją nieobecność. Od dłuższego już czasu widziałam, że przechodzi kryzys wieku średniego i marzy się jemu wolność od zobowiązań itd.
Można powiedzieć- szczęśliwej drogi, ale mamy dwoje dzieci- 11,5 i 3,5 roku- chłopcy strasznie tęsknią za ojcem.
Tatuś oczywiście winą za swoją ucieczkę obarczył mnie- żonę.
Jego zdaniem jestem całym złem tego świata, biedny męczył się ze mną przez 12 lat małżeństwa, on idealny, ja "czepliwa".
Po 3 latach spędzonych beze mnie i dzieci zagranicą wrócił do Polski jakiś inny- daleki, wycofany, zapatrzony w ekran komputera- każda moja próba rozmowy, zbliżenia się do siebie kończyła się niczym albo kłótnią.
Rok temu udało się mi namówić męża na terapię rodzinną- niestety zaraz przerwaną, gdyż nasz psycholog poszedł na urlop i mąż nie chciał iść opowiadać od nowa o naszych problemach.
Kilka miesięcy później, tak mimochodem oświadczył, że postanowił zmienić swoje życie- teraz już wiem, że zaczął szukać cieplutkiej przystani na czas po odejściu...Zaczął romansować ze swoją klientką- on kierowca autokaru, ona- turystka- poznali się w jego pracy- i te czarowne wieczory w Chorwacji i Włoszech.
Widać było jak między nami wyrasta mur niezrozumienia- nic jemu się nie podobało- moja mina, ton głosu, ubiór, że zarabiam lepiej od niego. Tymczasem romans - głównie internetowy trwał w najlepsze- nawet swojego szefa wciągnął w całą aferę- miał zapewniać dyskrecję, gdyby coś wyszło na jaw, gdyż planowali kolejne wyprawy.
Kochanka słała mojemu tkliwe wierszyki miłosne - oczywiście skopiowane z netu, jakieś teksty typu: "jeżeli w twoim małżeństwie zabrakło namiętności i porywów serca, skończ z tym, tylu ciekawych ludzi możesz jeszcze spotkać, tyle pięknych przeżyć jeszcze przed tobą"... Najwidoczniej ona jest tym panaceum na wszelkie jego bolączki! Oczywiście- nic nie trwa wiecznie, ale sposób w jaki zniknął z naszego życia jest karygodny- nie podał nawet adresu swojego wynajętego mieszkania- do końca życia mam nie dowiedzieć się gdzie on mieszka! Przez pierwszy tydzień swojej nieobecności dzieciom poświęcił około 20 min w sumie w rozmowach telefonicznych.
Ze starszym synem któregoś wieczoru wylądowałam na pogotowiu, bo skarżył się na kłucie w klatce piersiowej- lekarka stwierdziła, że to pewnie wynik długotrwałego stresu.
Młodszy- od zawsze ukochany synek tatusia, który na pytanie kogo kocha odpowiadał, że tatusia , teraz boi się przejść do innego pomieszczenia w mieszkaniu samotnie - chyba z obawy, żeby nie zostać porzuconym.
Na rozmowę z ojcem czekają jak na święto- całą niedzielę mąż spędził przed komputerem (jak widać było z komunikatorów- o dzieciach przypomniał sobie o 20ej, starszy syn nie dzwonił do niego, żeby ojciec nie pomyślał, że się naprzykrza).
Kiedy wczoraj rozmawiali na Skypie, przypomniałam o mojej propozycji, żeby czasami nocował w domu- dzieci miałyby poczucie, że ten tata jest- odpowiedział, że będzie w domu się zjawiać tylko w towarzystwie osób trzecich.
To już przeradza się w jakiś obłęd- jego rodzina sekunduje jemu, ja mam im nie zawracać głowy- a dzieci- straciły , z tego wynika nie tylko ojca, ale i dziadków oraz ciocie, kuzynów. Przecież ten idealny człowiek ma ich zdaniem prawo do ułożenia sobie życia na nowo, jeżeli nie był zadowolony z naszego małżeństwa.
Za nic na świecie nie chciałabym, żeby dzieci rozczarowały się ojcem- ale jemu najwyraźniej nie zależy na kontaktach z nimi, a jednocześnie wygodnie jest mu wmawiać dzieciom, że uciekł nie od nich , ale od mamusi. Gdyby nie uciekał od dzieci- wyprowadziłby się gdzieś blisko- żeby dzieci mogły go odwiedzać. Tylko wówczas miałby daleko do kochanki.
Teraz nawet tej swojej kochanki się wypiera, tak jak i prawdziwej kwoty zarobków- oficjalnie ma najniższą krajową, w rzeczywistości zarabia 3 razy więcej.
Jetem tak niewyobrażalnie rozczarowana- postawą jego , jego rodziny. On nas - spisał na straty- kiedyś powiedział, że kocham go za bardzo- pewnie tak było- cały mój świat kręcił się wokół niego, a on jak przez całe małżeństwo postawił swoje potrzeby ponad wszystko inne. Ja przebolałam już w pewnym sensie jego odejście- nie chciał być głowa rodziny, wychowywać dzieci, nie kocha mnie- jego strata. Tylko dlaczego dzieci maja czuć się tak samo porzucone?
Starszy syn chciałby z nim zamieszkać, ale ze względu na szkołę i pracę męża to nie jest możliwe, tym bardziej , że mąż przecież chce wykorzystać maksymalnie tą swoja wolność!
Bardzo długo zastanawiałam się, jak ktoś z kim spędziłam w małżeństwie tyle lat, mógł tak się zmienić. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że on wcale nie zmienił się- był od początku lekkoduchem, wesołkiem, bardzo towarzyski. Przez ostatnie lata przy mnie nie żartował, nie uśmiechał się- ciągle ponury i niezadowolony, przy innych - dusza towarzystwa- taki jakim go poznałam. Na moje próby ratowania małżeństwa odpowiadał jeszcze większą rezerwą, aż uciekł. Przekalkulował sobie, że mnie już zna, to bardziej opłaca się znaleźć sobie kogoś nowego- kto nie od razu zorientuje się, że obok siebie ma nie partnera, ale duże dziecko, co jak się obrazi, to zamiast porozmawiać , wyjaśnić drażliwe problemy zabiera zabawki i idzie na swoje podwórko...
Jak mam w tym wszystkim zadbać o dzieci- żeby nie były między młotem a kowadłem- chciałabym, żeby miały dobre relacje z ojcem, ale przecież nie zmuszę jego do tego, żeby angażował się w wychowanie dzieci.