oli1870
26.02.11, 19:28
Dzień przed Walentynkami dowiedziałam się o tym ze moją przyjaciołkę zostawił facet.Była akurat w innym mieście,wracała w walentynki.Postanowiłam,że odbiorę ją14 lutego z pociągu i podniose na duchu,bo było jej ciężko.Umówiłam się z nią na 15.30.Na 17.00 obiecałam mężowi ze wróce do domu,planował dla nas niespodziankę.Pociąg spóźnił się ok 15 min,zamówiłyśmy kawę w mc donaldzie,chwilę porozmawiałyśmy,a czas mijał nieubłaganie.Było ok 16.45 i powinnam już wracać,ale żal zrobiło mi się przyjaciółki,która z wielką torbą musiałaby jeszcze kawał drogi tramwajem przejechać,a później przejść.Nie zastanawiając się powiedziałam,że ją tam zawiozę.Ok 17.08 zadzwonił M,a gdy dowiedział się ze bede dopiero za pół godziny mocno się zdenerwował.Do domu spóźniłam się 40 minut.Po drodze już nie odbierał moich tel,jak w końcu odebrał to usłyszałam że nie mamy juz o czym rozmawiać.Po przyjeździe wytłumaczyłam sytuację,przepraszając kilkakrotnie i płacząc.Powiedział tylko,że nie da się tego przełożyć i odechciało mu się.Strasznie go ponoć zawiodłam.Plan niespodzianki mu nie wyszedł,zepsułam wszystko i jeszcze,że koleżanka była wazniejsza.Chwilkę potem emocje troche opadły i zaproponowałam,żebyśmy gdzieś pojechali,wyszli na spacer lub cokolwiek innego.Tamten plan nie wypalił,ale dzień jeszcze się nie skończył(ok19)Usłyszałam chłodnym głosem:otwórz sobie piwo i wieczór spędzimy standard.Nie potrafiłam uwierzyć w to co się działo,płakałam i próbowałam rozmawiać na zmianę.Nic nie dało.Wyszłam na pól godz uspokoić się.Jak wróciłam,była 21.30 i dotarło do mnie że wieczór stracony.Próbowałam dowiedzieć się dlaczego,a potoku łez nie potrafiłam powstrzymać.Cały czas słyszałam,że to moja wina,ja się spóźniłam,nie zadzwoniłam i sama sobie jestem winna.Patrzył jak płaczę i cierpię i nic.Rano powieki miałam spuchnięte jak balon.Dzisiaj wiem,że miał to być obiad w lokalu,więc spokojnie można było przesunąć godzinę.Nie mogę zrozumieć jak plan mógł być ważniejszy ode mnie.Krzywda psychiczna jakiej wtedy doznałam jest jak otwarta rana.Nie można zapomnieć,ani wybaczyć.Próbowałam dzisiaj na spokojnie mu to wytłumaczyć,ale wg niego to ja go tak strasznie zawiodłam i skrzywdziłam tym 40 minutowym spóźnieniem.Tylko ja przeprosiłam za to spóźnienie od razu.
Napiszcie proszę co o tym sądzicie,bo mi już obiektywizmu brakuje.