czy namawiac meza?

02.03.11, 10:48
W maju jest komunia mojej przyrodniej siostry. Zostalismy (ja, maz i nasze dzieci) zaproszeni na uroczystosc przez mojego tate juz we wrzesniu. Mieszkamy w UK, wiec bedzie to dla nas dosyc spora wyprawa (tylko na weekend wlasciwie) i duze obciazenie finansowe dla budzetu. Mimo to uwazam, ze POWINNISMY pojechac. Wszyscy. Moj maz jednak wykreca sie, nie chce pojechac twierdzac, ze to tylko glupia komunia (nic waznego w gruncie rzeczy). U podstaw jego zachowania tkwi niechec do mojego jca i mojej macochy. Ja rowniez nie cierpie mojej macochy, nie przepadam za siostra, ale ojca kocham i uwazam, ze powinnam tam byc. I ze powinnam tam byc z cala moja rodzina. Czy przesadzam? Jak dla mnie moj przylot z trojka malych dzieci (1, 4 i 6 lat), ale bez meza na uroczystosc rodzinna wyglada bardzo zle. I bede sie tez czula zle. Troche jak samotna matka...
Czy mam prawo wymagac od meza zeby uczestniczyl w uroczystosciach rodzinnych, na ktore nie ma ochoty? Dodam, ze zdarza sie to raz na 5 lat, a moze i rzadziej nawet.
Moj tato nie ma oprocz swoich dzieci zadnej rodziny, wiec jesli nie przylece, to bedzie mu po prostu samotnie. Nie jest moze ojcem idealnym, ale chyba nikt nie jest...
Co robic?
Namawiac meza, czy odpuscic i samej z dziecmi sie tam wybrac?
    • tully.makker Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 11:24
      Nie zmuszaj mezado kontaktow z twoja rodzina - to nic nie da, bedzie tylko konflikty ktorym sobie zapsujesz uroczystosc. nierstety wybralas sobie faceta, ktory nie lubi twojej rodziny, obowiazkow rodzinnych nie rozumie, a twoje pragnienia i uczucia ma w dupie - trudno zmienic takie nastawienie.
      -
      • saraanna Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 11:47
        Jezeli maz nie chce leciec,to niech zostanie w domu,ale zostaw mu tez 3 dzieci.Ciekawe jak on sobie wyobraza logistycznie,ze sama polecisz z tak malymi dziecmi.Gdyby byl w porzadku to by polecial z toba,chociazby aby ci pomoc przy dzieciach,a jak nie to niech siedzi z dziecmi w domu,przynajmniej troche kasy na biletach zaoszczedzicie :P
        • tautschinsky Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 19:01
          saraanna napisała:

          > Jezeli maz nie chce leciec,to niech zostanie w domu,ale zostaw mu tez 3 dzieci.


          A może - a właściwie na pewno - te dzieci chciałby pojechać?! Byle mamusi było lekko w podróży i by 'ukarać' męża. A niech zostanie z dziećmi. Jeśli ma normalne z nimi kontakty spokojnie spędzi ten czas. W czasie gdy mamcia będzie się bawiła na komunii, wyjaśni dzieciom, dlaczego ich nie wzięła. Ani mąż, ani żona nie mają obowiązku bywania na uroczystościach rodzinnych, do tego trzeciego czy czwartego rzędu.
          • burza4 Re: czy namawiac meza? 06.03.11, 16:57
            autschinsky napisał:


            > A może - a właściwie na pewno - te dzieci chciałby pojechać?! Byle mamusi było
            > lekko w podróży i by 'ukarać' męża.

            Szczególnie ten roczniak jest żywiołowo zainteresowany:P
            Jakbyś nie zauważył - jednym z glównych powodów niechęci męża do pomysłu była wysoka cena przelotu - więc po co ciągnąć trójkę dzieci na 3 dni, w większości spędzone w podróży?
    • menodo Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 11:40
      No tak.
      Wyglada na to, ze w calym tym rodzinnym zamieszaniu najmniej wazna jest idaca do komunii mala dziewczynka, za ktora zreszta "nie przepadasz".
      Nie dziwie sie mezowi, ze nie chce mu sie jechac tylko po to, aby podtrzymac pozory szczesliwych wiezi rodzinnych. Tez by mi sie nie chcialo

      Jesli zalezy Ci na spelnieniu oczekiwan ojca, moze jedz sama albo z najstarszym dzieckiem a dwojke mlodszych zostaw pod opieka meza.
      • megi110174 Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 14:54
        popieram i myslę podobnie
    • burza4 Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 12:07
      Nie masz żadnej większej chęci na przyjazd, a oczekujesz od męża że będzie ci towarzyszył i wydawał niemałą kasę na niechcianą wycieczkę? no sorry. Sama nie lubisz tej rodziny, a oczekujesz, że on się poświęci dla zupełnie obcych ludzi? bez sensu.
      Jedź sama, dzieci zostaw z mężem na weekend i nie komplikuj prostych spraw.
    • eastern-strix Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 12:57
      Nie oczekuj od męża, że będzie podzielał Twoje uczucia względem ojca. To brzmi brutalnie, ale to są dla niego obcy ludzie i nie musi chcieć wydawać kupy pieniedzy żeby spędzić z nimi weekend.

      I nie przejmuj się tak bardzo, 'jak to będzie wyglądało', że przyjeżdżasz bez niego, bo to trąci dulszczyzną. Jesli Wam jest dobrze, to co Cię obchodzi, co o tym sądzą inni? masz zamiar zyć pod dyktando ciotki Zosi i wujka Zdzisia czy swoje? ;)

      Ja bym pogadała z mężem, na temat logistyki. Czyli: jeśli on zostaje, to Ty zabierasz tylko te dzieci, które chcą jechać, albo dzieci zostawiasz mężowi. Bo jest okazja żeby ojciec pobył z dziećmi a Ty z dorosłymi. Takie coś może wam wyjść na dobre. A i pieniędzy trochę zaoszczędzisz.
    • blue_romka Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 13:07
      Rozbawiło mnie zdanie "czy mam prawo wymagać od męża...". Traktujesz męża aż tak protekcjonalnie?
      Rozumiem Twojego partnera. Ma pokonać setki kilometrów jadąc tylko na dwa dni na uroczystość, która dla niego nie ma wartości duchowej i do ludzi, których nie lubi. Irracjonalne. Daj mu spokój i skoro Ty masz potrzebę, żeby tam jechać to zrób to sama.
    • mruwa9 Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 13:19
      Znam przypadki ( z najblizszego otoczenia i wlasnej rodziny), gdy bardzo bliscy krewni nie przyjechali na komunie i swiat sie nie zawalil ani obrazy majestatu nie bylo. Bylo zrozumienie dla logistyki i kosztow takich wypraw.
      jedz sama lub zabierz ze soba dzieci, mezowi daj spokoj.
    • 3-mamuska Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 15:22
      kasiaitrzy napisała: Mieszkamy w UK
      > , wiec bedzie to dla nas dosyc spora wyprawa (tylko na weekend wlasciwie) i duz
      > e obciazenie finansowe dla budzetu.
      Moj maz jednak wykreca sie, nie chce pojechac twierdzac, ze to tylko glup
      > ia komunia (nic waznego w gruncie rzeczy). U podstaw jego zachowania tkwi niech
      > ec do mojego jca i mojej macochy. Ja rowniez nie cierpie mojej macochy, nie prz
      > epadam za siostra, ale ojca kocham i uwazam, ze powinnam tam byc. I ze powinnam
      > tam byc z cala moja rodzina.
      Jesli tak wyglada sytlacja ja bym nie jechala.No chyba ze mozesz zostac dluzej i potraktowac to jako wakacje.MAz ma racje ze to tylko komunia i glupota jest wydawac pieniadze na bilety (> e obciazenie finansowe dla budzetu)

      Jesli chcesz jechac to albo sama,albo tylko z jednym dzieckiem,moze tym najlmodszym.

      > Czy mam prawo wymagac od meza zeby uczestniczyl w uroczystosciach rodzinnych, n
      > a ktore nie ma ochoty? Dodam, ze zdarza sie to raz na 5 lat, a moze i rzadziej
      > nawet.
      Nie masz prawa wymagac.
    • waszahanusia Re: czy namawiac meza? 02.03.11, 21:34
      Ja bym pojechała sama i bez meza i bez dizeci. Bedziesz miec czas tylko dla siebie i zeby porozamwiac z ojcem- o ile macocha Ci pozwoli :)
      • penelopa40 Re: czy namawiac meza? 04.03.11, 12:49
        jeżlei już chcesz jechać (wszystko zależy od układow rodzinnych) pojechałabym sama! bez męża skoro nie chce ale I BEZ DZIECI!!!! jechanie z trojką maluchów przez pół Europy na 1 weekend uważam za jakiś obłęd!
    • doctor.no.1 Re: czy namawiac meza? 04.03.11, 20:06
      Masz potrzebe, to jedź sama bez dzieci i bez meża. Nie masz potrzeby - nie jedziesz. Proste!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy namawiac meza? 06.03.11, 12:38
      Z jednej strony udział męża w rodzinnej uroczystości z rodziną której nie lubi można uznać za znak obłudy, a zatem aby nie funkcjonować w takiej atmosferze i nie czynić jakieś iluzji dobrej rodziny, można uznać, że nie warto jechać tylko pozostać w domu będąc szczerym. Wtedy wartość uczuć męża jest wyższa nad uczucia innych i namawianie go na wyjazd jest niestosownym naciskiem wobec takiego systemu wartości.
      Z drugiej strony bywają okoliczności ,w których ze względu na uczucia bliskich, obyczaj, dobre wychowanie powinno się wziąć udział. Dorosły, dojrzały i dobrze wychowany człowiek umie się w nich znaleźć. Umie wybrać taką formę zachowań ,aby nikogo nie zranić, jednocześnie nie nadużywając siebie. Wtedy należy pojechać. Ważny jest przecież kontekst Pani uczuć, nie warto też robić przykrości innym i narażać Panią na przysłowiowe robienie dobrej miny do złej gry.
      Zupełnie inna sprawą jest logistyka takiego wyjazdu i jego koszty. Jeśli jest to szczery motyw, warto rozważyć wyjazd "delegacji" np: Pani z jednym z dzieci, najlepiej najstarszym ,bo będzie zbliżone wiekiem do komunijnych dzieci.
      A wtedy mąż od siebie kupuje jakiś symboliczny drobiazg lub składa listownie życzenia.
      Swoją drogą ciekawe jakie byłoby zdanie męża jakby Państwa na taką rodzinną uroczystość nie zaproszono, tłumacząc, np: że jesteście zbyt dużą rodziną ? Agnieszka Iwaszkiewicz
      • burza4 Re: czy namawiac meza? 06.03.11, 17:07
        gnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Z drugiej strony bywają okoliczności ,w których ze względu na uczucia bliskich
        > , obyczaj, dobre wychowanie powinno się wziąć udział.

        Nie tylko mąż nie lubi rodziny. Autorka również szczerze nie znosi macochy ani jej córki. Odwoływanie się do uczuć "bliskich" trąci w tym wypadku obłudą. Ona chce tam jechać wyłącznie ze względu na swojego ojca, główną bohaterkę uroczystości mając w poważaniu. Wymaganie, żeby mąż się przyłączył, bo"co ludzie powiedzą" naprawdę trąci dulszczyzną i hipokryzją.

        Dziwny jest komentarz o szczerości powodów finansowych - skoro sama autorka przyznaje, że finansowo kiepsko stoją. To plus nieciekawe relacje jest wystarczającym uzasadnieniem niechęci męża.

        Jeszcze jedno - prezenty powinna dawać rodzina razem, a nie każdy z osobna. Kupowanie drobiazgu jest sztuczne i nie na miejscu.
      • kasiaitrzy Re: czy namawiac meza? 06.03.11, 17:41
        Pani Psycholog, dziekuje bardzo za odpowiedz. W kilku trafnych zdaniach ujela pani moje uczucia i "zlozonosc" calej sytuacji. Nie chodzi tylko o uczucia najblizszych mi osob (meza i mojego ojca), ale tez o kontekst calej sytuacji (dobre maniery, ktore nakazuja byc na pewnych uroczystosciach, bo... po prostu tak wypada). Chyba bede musiala w tej sytuacji poleciec sama z jednym dzieckiem (najmlodszym, bo jeszcze je karmie piersia), a meza poprosze, zeby zlozyl zyczenia telefonicznie. Mysle, ze po prostu w pewnych sytuacjach nie ma dobrych rozwiazan, zawsze ktos bedzie poszkodowany, ktos obrazony, urazony itp.
        A ja, no coz, bede musiala robic "dobra mine" do zlej gry.

        Dziekuje rowniez innym forumowiczom za cenne uwagi i spostrzezenia.

        • mruwa9 Re: czy namawiac meza? 06.03.11, 19:00
          daj mezowi spokoj z tymi zyczeniami telefonicznymi. Jedziesz jako reprezentant rodziny i skladasz zyczenia w imieniu rodziny i bedzie ok.
    • tab-ris Re: czy namawiac meza? 08.03.11, 23:46
      Najpierw chciałam napiać żebyś dał spokój mężowi i niezmuszała go do przebywania w towarzystwie którego nie lubi (to było po przeczytaniu kilku zdań)
      ALE!! jeżeli takie uroczystości jak piszesz zdarzają się raz na 5 lat to ja uważam że mąż powinien schować dumę i urazę do kieszeni i pojechać razem z tobą. Raz na kilka lat to naprawdę nie jest jakieś wielkie poświęcenie.
      Nawet mój M raz w roku jak przykładny mąż z uśmiechem na ustach udaje się ze mną w któryś dzień świąt do swoich teściów (z którymi się nie dogaduje, i aż żal patrzeć jak się męczy w ich towarzystwi)- odbębni swoje i na rok ma spokój.
      Myślę że jedynym powodem dla którego twój mąż miałby nie jechać na uroczystość to względy finansowe.
      Jeżeli faktycznie nie stać was na wspólny wyjazd, to jak koleżanki wcześnie już napisały wysłać delgację, ty i jedno dziecko.
      Choć z drugiej strony, widzę że bardziej jedziesz ze względu na swojego ojca, więc ja na twoim miejscu rozważyłabym zabranie za sobą całej trójki (jeśli oczywiście czujesz że podołasz w podróży z taką gromadką) bo w końcu to ich dziadek. Skoro widują się tak żadko to może warto spróbować.
      Powodzenia
      • mruwa9 Re: czy namawiac meza? 09.03.11, 07:33
        Tak, najlepiej schowac dume do kieszeni, wyskoczyc z duzej kasy (bo podroz 5-osobowej rodziny to spory wydatek), a potem siedziec z naburmuszona mina, albo - co gorsza - spiac sie z "tesciowa" w slownej pyskowce. Bo pozory sa najwazniejsze. Komu i czemu to sluzy? Zyj i daj zyc innym. Aspekt finansowy (koszty podrozy) to calkiem dobre usprawiedliwienie. I prawdziwe. Jesli maz autorki nie lubi tesciowej z wzajemnoscia, to pozostajac w domu wyswiadczy przysluge wszystkim uczestnikom przyjecia.
        • tab-ris Re: czy namawiac meza? 09.03.11, 12:44
          Ale nie mówimy tu o co niedzielnym obiedzie u teściowej tylko o odwiedzinach raz na kilka lat, czy w takim przypadku po kilku latach nie widzenia się od razu muszą skakać sobie do gardeł? Ja to rozumiem w ten sposób.
          Jednak myśląc praktycznie, gdyby mnie niebyło stać na wyjazd całej rodziny to pojechałabym sama i problem z głowy. Przecież teściowa nie ma prawa gderać że nie są w stanie wyłożyć z kieszeni kasy której nie mają. Ajak gdera to trzeba ją uświadomić że nie ma prawa.
Pełna wersja