pomarola
18.03.11, 08:56
Nie wiem jaką lepiej stosować linię postępowania - czy przytakiwać, usuwać wszelkie problemy, także te wydumane, brać wszystko na siebie, być na każde zawołanie - czy jednak czasem postawić się, odmówić, uświadomić, że żądania czy skargi są nieuzasadnione, niepotrzebne, że nie zamierzam ich spełnić ?
Mama ma 86 lat, jest całkiem sprawna fizycznie jak na ten wiek, nie ma żadnych przewlekłych chorób. Umysłowo też nie jest najgorzej, chociaż... no właśnie. Sama nie wiem jak to z nią jest, na ile "gra" taką bezradną i skołowaną, a na ile faktycznie ma problemy ze sprawnym myśleniem. Bo czasem potrafi sama dużo rzeczy sobie załatwić (np. dopłatę do czynszu w gminie), a czasem robi z siebie kompletną niezdarę w sytuacjach znacznie prostszych. Zawsze była hipochondryczką i uwielbiała terroryzować otoczenie swoimi wyimaginowanymi chorobami - czy możliwe, że teraz wymyśliła sobie, że będzie symulować ciężką sklerozę ?
Nie umiem się "postawić" Mamie i staram się spełniać jej wymagania, bo... no, bo to Mama, bo ma dużo lat, bo jest wdową, bo jej się to należy... itd. Ale czasem ręce mi opadają, np. kiedy staram się załatwić coś dla niej jak najlepiej, a ona potem i tak jest niezadowolona i nieszczęśliwa. Właśnie - nieszczęśliwa. Bo ona nie egzekwuje ode mnie różnych rzeczy rozkazując mi, ale stosując takie różne gierki typu " Boże jestem taka nieszczęśliwa, no ale po co się przejmować starą kobietą, lepiej żebym umarła, nie miałabyś kłopotu". Czasem mam ochotę wrzasnąć na nią - Mamo, daj także coś z siebie, chcę ci pomagać, ale kiedy tak ciągle narzekasz, to naprawdę odechciewa mi się wszystkiego.
Ale zawsze w końcu dochodzę do wniosku, że to "nie wypada" czy raczej że sprawię jej tym przykrość... Więc kiedy ona mi robi przykrość swoim zachowaniem, reakcją na moje starania, poprostu łykam to bez słowa... Tylko czasem zaczynam się po prostu dusić.
Czy mam prawo czasem wybuchnąć ? Czy raczej powinnam uznać prawo starszej osoby do posiadania swoich fochów i po prostu zacisnąć zęby i się dostosować ?