Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak?

18.03.11, 14:38
Witam wszystkich.
Mam taki może dla Was się wydać banalny problem, ale jednak jest.
Otóż, 5 miesięcy temu urodziłam córeczkę. Mieszkamy z mężem i Malutką osobno. Jest nam dobrze, dziecko wychowujemy jak najlepiej umiemy, jak każdy rodzic z resztą. Jest naszym upragnionym maleństwem o które dość długo się staraliśmy (pomimo mojego młodego wieku) z powodu moich problemów z jajnikami. Kochamy Ją szalenie.
No i żeby nie było za piękne, pojawia się wątek mojej mamy. Od początku nie była przychylnie naszemu małżeństwu (które wynikło z miłości, nie z musu, dziecko pojawiło się półtorej roku po ślubie) nastawiona, aczkolwiek mojego męża ponoć lubi.
Gdy przekazałam Jej wiadomość o ciąży, zamiast się ucieszyć, że drugie wnuczątko przyjdzie na świat, mama mnie... Opieprzyła. I to delikatnie mówiąc. Wrzeszczała, że jak ja mogłam do TEGO dopuścić, przede mną życie, nauka!!! A ja sobie pozwoliłam na ciążę! Nie muszę chyba nikomu opisywać, jakie uczucia mną wtedy zawładnęły :( Później to jakoś przetrawiła, ale słowa "przepraszam" od Niej do dziś dnia nie usłyszałam. Z resztą jak zawsze. To słowo nie leży w Jej słowniku.
No i jak Mała przyszła na świat, rozkochała w sobie wszystkich. Tyle, że ja byłam w tym wszystkim jak jakaś kukiełka, która miała robić co innym się podoba. Szczególnie mojej Matce. No i się zaczęło. "Nie rób tego tak" "Wyciągnij jej tego smoczka" "Zakryj ją pod same uszy" "Zrób to tak" "Ugotuj jej zupkę z mięskiem" (dziecko miało wtedy jakieś 4 i pół miesiąca) "Daj jej skórkę od chleba do jedzenia" "Nie całuj jej tyle" "Nie noś" "Nie bujaj" etc. Mogłabym jeszcze tysiące takich irracjonalnych poleceń, komentarzy wymienić, ale po co. Moja mama nie przyjeżdża do nas często, bo nie w smak Jej autobusem 3 przystanki dalej jechać. Ma prawo jazdy, ale nie jeżdziła chyba z 30 lat; każdy Ją chciał poduczyć, mąż proponował pomoc w zakupie samochodu, naprawy by miała za darmo, mąż jest mechanikiem samochodowym. Ale Ona wciąż jak Klara z "Zemsty": "i chciałabym i boję się" Jak już dajemy Jej spokój, żeby nie naciskać, ta ma pretensje, że każdy Ją olewa... Ręce i nie powiem co jeszcze, opadają...
Jak już przyjedzie, to właśnie około raz w miesiącu i zawsze albo ja, albo mąż Ją odwozimy do domu samochodem, żeby nie musiała się autobusem tłuc.
Wczoraj była i znów się zaczęło... "Daj Jej soczku" (nie daję bo nie lubi a poza tym coś Ją uczula, dochodzę co). "A niech przymierzy tą czapeczkę którą jej kupiłam" (miesiąc temu) "czemu ją tak trzymasz" A już największy błąd popełniłam, jak przy niej trzymając córkę na rękach córci ślinka poleciała i nie chcąc, żeby się opluła, szybciutko wciągnęłam w locie do swoich ust Jej tą ślinkę... Ło matko najświętsza... To mi się nie opłaciło... O-pe-er z góry na dół, że świnia jestem, obrzydliwa, jak mogę ślinę dziecka zjeść , jak mogę ją "lizać"... Do jasnej ciasnej, to chyba moje dziecko tak? Jakby trzeba było to i pupkę Jej bym wylizała... Co jak co ale wydaje mi się, że moja matka przesadziła. A może ja przesadziłam? Choć nie wydaje mi się... Przecież nosiłam Ją pod sercem tyle miesięcy, jest ciałkiem z mojego ciała, to czego się mam brzydzić?
    • mozambique Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 15:02
      wiesz - moze gdybys uzmysłowila sobei ze nosilas ją w macicy a nie w worku osierdziowym to moze by cie sie co nieco poprawiło

      -a-
      Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
      • malgorzata.brzezinka Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 15:24
        :) Miło mi, że tak szybko dostałam odpowiedź :)
        Po treści tego posta możnaby wysnuć wniosek, że autor ewidentnie jest mężczyzną ;)
        Wiem, że nosiłam Ją w macicy. Ale czy macica, czy worek osierdziowy, jak twierdzisz- wszystko jest częścią jednego ciała, w którym mieszkała najukochańsza ma dziewczynka :)
        • sanciasancia Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 19.03.11, 09:02
          > Po treści tego posta możnaby wysnuć wniosek, że autor ewidentnie jest mężczyzną
          > ;)
          Dlaczego? Wiele matek ma mało egzaltowany stosunek do ciąży i dziecka.
    • hatsu33 Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 15:54
      Niestety czasem mamy są nieco toksyczne, czasem dużo czasu mija, zanim zaczną szanować swoje córki i traktować jako niezależne osoby zdolne do podejmowania własnych decyzji;))), choć czasem nigdy tego nie zrobią. Wiele mam "wie lepiej" i ciężko im uzmysłowić, że nie na tym pomoc przy wnukach polega. Myślę, że powinnać wierzyć swoim instynktom, owszem, czasem słuchać co mama ma do powiedzenia, ale bronić swojej integralności swojej rodziny i swojej osoby. Nie twierdzę, że kłócić się z mamą, ale dać jej do zrozumienia, że to Twoje dziecko i Ty podejmujesz decyzje w tej kwestii. Jesteś matką i doskonale sobie radzisz, Twoja mama w końcu musi się z tym zmierzyć, że jesteś dorosłą, samodzielną kobietą, która założyła własną rodzinę.
    • kol.3 Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 18:31
      Bardzo emocjonalny opis Twojego macierzyństwa - ale wynika z niego, że rzuciłaś naukę, co nie budzi zachwytu matki (trudno się dziwić). Z tego co piszesz wynika, że matka odwiedza Was rzadko, raz w miesiącu, więc nie wiem czemu jest takim problemem. Obrzydliwy opis połykania śliny dziecka i dalsze dywagacje mogłaś sobie darować.

      Na marginesie - zawsze mnie zadziwia ranking ważności osób w rodzinie - matka i mąż - pisani z małej litery, dziecko - z wielkiej litery.
      • malgorzata.brzezinka Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 18:48
        kol.3 napisała:

        > Na marginesie - zawsze mnie zadziwia ranking ważności osób w rodzinie - matka
        > i mąż - pisani z małej litery, dziecko - z wielkiej litery.

        ''Otóż, 5 miesięcy temu urodziłam córeczkę. Mieszkamy z mężem i Malutką osobno. Jest nam dobrze, dziecko wychowujemy jak najlepiej umiemy, jak każdy rodzic z resztą. Jest naszym upragnionym maleństwem o które dość długo się staraliśmy (pomimo mojego młodego wieku) z powodu moich problemów z jajnikami. Kochamy Ją szalenie.
        No i żeby nie było za piękne, pojawia się wątek mojej mamy. Od początku nie była przychylnie naszemu małżeństwu (które wynikło z miłości, nie z musu, dziecko pojawiło się półtorej roku po ślubie) nastawiona, aczkolwiek mojego męża ponoć lubi.
        Gdy przekazałam Jej wiadomość o ciąży, zamiast się ucieszyć, że drugie wnuczątko przyjdzie na świat, mama mnie... Opieprzyła. I to delikatnie mówiąc. Wrzeszczała, że jak ja mogłam do TEGO dopuścić, przede mną życie, nauka!!! A ja sobie pozwoliłam na ciążę! Nie muszę chyba nikomu opisywać, jakie uczucia mną wtedy zawładnęły :( Później to jakoś przetrawiła, ale słowa "przepraszam" od Niej do dziś dnia nie usłyszałam. Z resztą jak zawsze. To słowo nie leży w Jej słowniku.
        No i jak Mała przyszła na świat, rozkochała w sobie wszystkich. Tyle, że ja byłam w tym wszystkim jak jakaś kukiełka, która miała robić co innym się podoba. Szczególnie mojej Matce. No i się zaczęło. "Nie rób tego tak" "Wyciągnij jej tego smoczka" "Zakryj ją pod same uszy" "Zrób to tak" "Ugotuj jej zupkę z mięskiem" (dziecko miało wtedy jakieś 4 i pół miesiąca) "Daj jej skórkę od chleba do jedzenia" "Nie całuj jej tyle" "Nie noś" "Nie bujaj" etc. Mogłabym jeszcze tysiące takich irracjonalnych poleceń, komentarzy wymienić, ale po co. Moja mama nie przyjeżdża do nas często, bo nie w smak Jej autobusem 3 przystanki dalej jechać. Ma prawo jazdy, ale nie jeżdziła chyba z 30 lat; każdy chciał poduczyć, mąż proponował pomoc w zakupie samochodu, naprawy by miała za darmo, mąż jest mechanikiem samochodowym. Ale Ona wciąż jak Klara z "Zemsty": "i chciałabym i boję się" Jak już dajemy Jej spokój, żeby nie naciskać, ta ma pretensje, że każdy Ją olewa... Ręce i nie powiem co jeszcze, opadają...
        Jak już przyjedzie, to właśnie około raz w miesiącu i zawsze albo ja, albo mąż odwozimy do domu samochodem, żeby nie musiała się autobusem tłuc.''

        Hmmm... To chyba jedynie Męża pokrzywdziłam tym niepisaniem z dużej litery ;P Ale to wogóle nie świadczy o żadnym rankingu ważności.

        > matka odwiedza Was rzadko, raz w miesiącu, więc nie wiem czemu jest ta
        > kim problemem.

        ale dzwoni codziennie, a jak przychodzi właśnie "raz na ruski rok", kiedy chciałabym przyjemnej atmosfery, Ona musi zawsze swoje. Opisałam też, że gdyby się zechciała zintegrować, to dawno by była niezależna i miała samochód.

        >Obrzydliwy opis połykania śliny dziecka i dalsze dywagacje mogła
        > ś sobie darować.

        A co jest obrzydliwego w tym, że to ślina mojego dziecka?? A jak wymieniasz (obustronnie) ślinę z mężem (o ile go masz) podczas pocałunku to też Cię obrzydzenie ogarnia??
        Nie porównuję jednego do drugiego, broń Panie Boże, ale nie rozumiem tego.
        • verdana Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 20:24
          Mnie też ojciec opieprzył. Opieprzył, bo się bał, ze wylecę z pracy. Opieprzył, bo mnie kocha. Oczywiscie, kiedy zrozumiał, ze chcę miec to dziecko, stanał na łowie, aby mi pomóc.
          jak Twoja coreczka dorosnie, przekonasz się, ze czasem człowiek emocjonalnie reaguje tam, gdzie powinien być cicho.
          Pewnie,z ę jesteś dobra matka, ale sam fakt, że opiosujesz scene dsyć jednak obrzydliwą i nei widzisz, że moglo to wywołac negatywne emocje świadczy o tym, ze powinnaś zacząć oddzielać dziecko od siebie. To jest zupełnie odrebna osoba - a dla Ciebnie to ciągle jest dalszy ciąg Ciebie.
          I nad tym trzeba popracowac, bo to wcale nie jest dla dziecka korzystne.
          • malgorzata.brzezinka Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 20:51
            verdana napisała:

            > Pewnie,z ę jesteś dobra matka, ale sam fakt, że opiosujesz scene dsyć jednak ob
            > rzydliwą i nei widzisz, że moglo to wywołac negatywne emocje świadczy o tym, ze
            > powinnaś zacząć oddzielać dziecko od siebie. To jest zupełnie odrebna osoba -
            > a dla Ciebnie to ciągle jest dalszy ciąg Ciebie.
            > I nad tym trzeba popracowac, bo to wcale nie jest dla dziecka korzystne.

            Wiem, że mogło to tak zabrzmieć... Nie chodzi mi wcale o to, że Amelia jest w moim mniemaniu dalej częścią mnie :) Chodziło mi po prostu o sam fakt, bo mąż też nie widzi w tym nic obrzydliwego. Co więcej, podziela moje zdanie i jest jeszcze bardziej za małą niż ja :)
            Mój stosunek do dziecka chyba nie jest aż tak chory, jak mógłby ktoś wywnioskować z moich wcześniejzych postów z tego tematu :) Wiem, że dziecko jest odrębną jednostką, moim zadaniem jest dbanie o jej rozwój, zdrowie i szczęście. Że będzie lubiła inne potrawy niż my, inne rzeczy będą ją fascynować, ja to wszystko szanuję.
            Tylko no, dla nas nie jest to nic dziwnego ani obrzydliwego. Jeśli kogoś naraziłam na negatywne emocje czy odczucia, przepraszam.
            • verdana Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 21:47
              Cóż, mam dzieci i dla mnie to jest obrzydliwe- szczególnie w obecnosci osób trzecich.
              Od pewnych rzecz, raczej normalnych - dlubania w nosie, wydalanie itd powstrzymujemy się, gdy ktos jest w poblizu.
              Wydaje mi się jednak, ze pewne Twoje zachowania świadczą o tym, ze jeszcze nie dotarłas do momentu, kiedy dziecko będzie dla Ciebie kimś, kto nie jest częścią Ciebie.
        • kol.3 Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 22:04
          Otóż, 5 miesięcy temu urodziłam córeczkę. Mieszkamy z mężem i Malutką osobno. Jest nam dobrze, dziecko wychowujemy jak najlepiej umiemy, jak każdy rodzic z resztą. Jest naszym upragnionym maleństwem o które dość długo się staraliśmy (pomimo mojego młodego wieku) z powodu moich problemów z jajnikami. Kochamy Ją szalenie.
          No i żeby nie było za piękne, pojawia się wątek mojej mamy. Od początku nie była przychylnie naszemu małżeństwu (które wynikło z miłości, nie z musu, dziecko pojawiło się półtorej roku po ślubie) nastawiona, aczkolwiek mojego męża ponoć lubi.
          Gdy przekazałam Jej wiadomość o ciąży, zamiast się ucieszyć, że drugie wnuczątko przyjdzie na świat, mama mnie... Opieprzyła. I to delikatnie mówiąc. Wrzeszczała, że jak ja mogłam do TEGO dopuścić, przede mną życie, nauka!!! A ja sobie pozwoliłam na ciążę! Nie muszę chyba nikomu opisywać, jakie uczucia mną wtedy zawładnęły :( Później to jakoś przetrawiła, ale słowa "przepraszam" od Niej do dziś dnia nie usłyszałam. Z resztą jak zawsze. To słowo nie leży w Jej słowniku.
          No i jak Mała przyszła na świat, rozkochała w sobie wszystkich. Tyle, że ja byłam w tym wszystkim jak jakaś kukiełka, która miała robić co innym się podoba. Szczególnie mojej Matce. No i się zaczęło. "Nie rób tego tak" "Wyciągnij jej tego smoczka" "Zakryj ją pod same uszy" "Zrób to tak" "Ugotuj jej zupkę z mięskiem" (dziecko miało wtedy jakieś 4 i pół miesiąca) "Daj jej skórkę od chleba do jedzenia" "Nie całuj jej tyle" "Nie noś" "Nie bujaj" etc. Mogłabym jeszcze tysiące takich irracjonalnych poleceń, komentarzy wymienić, ale po co. Moja mama nie przyjeżdża do nas często, bo nie w smak Jej autobusem 3 przystanki dalej jechać. Ma prawo jazdy, ale nie jeżdziła chyba z 30 lat; każdy Ją chciał poduczyć, mąż proponował pomoc w zakupie samochodu, naprawy by miała za darmo, mąż jest mechanikiem samochodowym. Ale Ona wciąż jak Klara z "Zemsty": "i chciałabym i boję się" Jak już dajemy Jej spokój, żeby nie naciskać, ta ma pretensje, że każdy Ją olewa... Ręce i nie powiem co jeszcze, opadają...
          Jak już przyjedzie, to właśnie około raz w miesiącu i zawsze albo ja, albo mąż Ją odwozimy do domu samochodem, żeby nie musiała się autobusem tłuc.
          Wczoraj była i znów się zaczęło... "Daj Jej soczku" (nie daję bo nie lubi a poza tym coś Ją uczula, dochodzę co). "A niech przymierzy tą czapeczkę którą jej kupiłam" (miesiąc temu) "czemu ją tak trzymasz" A już największy błąd popełniłam, jak przy niej trzymając córkę na rękach córci ślinka poleciała i nie chcąc, żeby się opluła, szybciutko wciągnęłam w locie do swoich ust Jej tą ślinkę... Ło matko najświętsza... To mi się nie opłaciło... O-pe-er z góry na dół, że świnia jestem, obrzydliwa, jak mogę ślinę dziecka zjeść , jak mogę ją "lizać"... Do jasnej ciasnej, to chyba moje dziecko tak? Jakby trzeba było to i pupkę Jej bym wylizała... Co jak co ale wydaje mi się, że moja matka przesadziła. A może ja przesadziłam? Choć nie wydaje mi się... Przecież nosiłam Ją pod sercem tyle miesięcy, jest ciałkiem z mojego ciała, to czego się mam brzydzić?
    • nick_ze_hej Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 22:42
      Z jednym Twoja Matka z całą pewnością nie przesadza. Nauka by się jeszcze zdecydowanie przydała. Przy tym poziomie orografii, nawet w pierwszych latach edukacji nie będziesz w stanie pomóc swojej córce w lekcjach. Nie będzie Ci wstyd?
      • moni_ka30 Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 18.03.11, 23:07
        Niestety racja.
        • malgorzata.brzezinka Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 19.03.11, 07:47
          Nie, no, w porządku :) Widocznie potrzebowałam kogoś, kto by mi to uświadomił :)
      • malgorzata.brzezinka Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 19.03.11, 07:48
        A gdzie widzisz błędy ortograficzne?
        • demonsbaby Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 19.03.11, 08:11
          to raczej kwestia poziomu epistolografii.
          Generalnie, matka zgodnie ze swoją częstotliwością odwiedzin, chyba nie stanowi większego problemu? Krytyka opieki nad dzieckiem w jej wykonaniu, może być usprawiedliwiona powiedzmy: własnym doświadczeniem. Problem zaistnieje, gdy matka zacznie się wtrącać w sposób wychowywania wnuczki, chyba, że jedynym jej działaniem będzie reakcja na przekroczenie norm społecznych w tymże wychowaniu.
          To, że uznała za obrzydliwe odruchy w stosunku do dziecka, jest jak najbardziej zrozumiałe. Jako obserwator, pewnie też bym odebrała takich odruch za obrzydliwy.
        • demonsbaby Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 19.03.11, 08:14
          oczywiście, mamie uświadom, że kwestia pieczy i wychowania jest twoim, a nie mamy obowiązkiem rodzicielskim. I twoje metody, tak dalece jeśli będą nieszkodliwe, są inne. Zatem nie reaguj na mamy odzywki albo poproś ją o poradę zamiast krytyki.
          Pretensje o wczesne macierzyństwo, podyktowane są przerwaniem nauki na jakim poziomie kształcenia?
          • konwalka Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 19.03.11, 08:40
            Wylizuj Upragnionemu Maleństwu co chcesz, ale nie dziw sie, że jest jest to dla innych pawiogenne

            wasza sprawa, ja pewnie nie powiedziałabym ani słowa będąc obserwatorem bezpośrednim, niemniej raczej nie przyszłabym już w odwiedziny, mając przed oczami obraz, najdelikatniej mówiąc, odrażający
        • mgla_jedwabna Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 20.03.11, 15:21
          Nie jest to błąd stricte ortograficzny, ale nadużywanie wielkich liter jest błędem.

          Oprócz ortograficznych, są też błędy składniowe, stylistyczne, interpunkcyjne etc.

          Mam taki może dla Was się wydać banalny problem składnia!
          wychowujemy jak najlepiej umiemy jw.
          z resztą
          półtorej roku
          mama mnie... Opieprzyła to był c.d. tego samego zdania, skąd wielka litera?
          mama mnie... Opieprzyła. I to delikatnie mówiąc Jak można kogoś opieprzyć delikatnie mówiąc? Jeśli chciałaś powiedzieć, że "opieprzyła" to delikatnie powiedziane, to ci nie wyszło.
          Wrzeszczała, że jak ja mogłam do TEGO dopuścić, wywal "że", od razu będzie lepiej
          To słowo nie leży w Jej słowniku.
          tą czapeczkę tę, choć mało kto słyszy różnicę w dzisiejszych czasach, ten błąd jest obrzydliwie powszechny
          trzymając córkę na rękach córci ślinka poleciała Wychodzi na to, że ślinka trzymała córkę na rękach, bo innego podmiotu, który miałby trzymać, tam nie widzę.

          Błędów interpunkcyjnych nie chciało mi się wypisywać, i tak za dużo tego jak na jeden post.

          • tully.makker Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 20.03.11, 16:22
            mama mnie... Opieprzyła to był c.d. tego samego zdania, skąd wielka lite
            > ra?

            Post zapewne pisany w wordzie, ktory automatycznie kapitalizuje litery po kropce.

            A tak poza tym, masz cos z glowa, wiesz o tym, czy jeszce do ciebie nie dotarlo? Nie masz nic ciekawszego do roboty niz wyliczac innym nie tylko bledy, ale i maniery stylistczyne? Musisz miec straszne kompleksy, no ale teraz pewnie poczulas sie lepiej...
            • mgla_jedwabna Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 21.03.11, 23:29
              Automatyzację można wyłączyć.

              Błędy wyliczam na wyraźne życzenie autorki wątku, nie wyjechałam z tym z własnej inicjatywy. I nigdzie nie pozwalam sobie na opinie o osobie autorki ze względu na błędy, które robi, więc twoje oskarżenia o problemy psychiczne, nudę i kompleksy są bezpodstawne.

              A z głową to raczej ma coś autor(ka) agresywnych wypowiedzi, takich, jak:

              - wiesz o tym, czy do ciebie nie dotarło
              - nie masz nic ciekawszego do roboty, tylko...
              - musisz mieć straszne kompleksy

              Nie, nie poczułam się lepiej. Czuję się znakomicie od początku, a mój post był merytoryczną odpowiedzią na proste pytanie. Natomiast twój jest ewidentnym wyładowaniem frustracji i nic do dyskusji nie wnosi. Gdybym zniżyła się na twój poziom, mogłabym zapytać: odbiło ci totalnie, że tak chamsko najeżdżasz na osobę, która odpowiedziała na czyjeś pytanie?
          • marianka_marianka A propos błędów 20.03.11, 18:23
            Ja też jestem wrażliwa na błędy innych, ale Twoja lekcja epistolografii ujęła mnie za serce:) Mogłaś jej to napisać na priva, bo nie stanowi to istoty problemu.

            mgla_jedwabna napisała:
            Jak można kogoś opieprzyć delikatnie mówiąc? Jeśli chciałaś powiedzieć, że "opieprzyła" to delikatnie powiedziane, to ci nie wyszło.


            Ano napisała, że "delikatnie mówiąc", gdyż "mówiąc niedelikatnie" napisałaby: opierd***** mnie:)
            • mgla_jedwabna Re: A propos błędów 21.03.11, 23:35
              Problem leży w składni. Zdanie "opieprzyła delikatnie mówiąc" oznacza ni mniej ni więcej, tylko że ktoś kogoś opie...ł używając delikatnych słów. Bzdura, nie sądzisz? Jeśli chce się powiedzieć "opieprzyła mnie i uważam, że słowo "opieprzyła" jest i tak delikatne" należy zastosować przynajmniej cudzysłów, jeśli prawidłowa składnia stanowi zbyt wielkie wyzwanie.

              Autorka wątku nie prosiła o odpowiedź na priva. Wybacz, ale jak ktoś wali byki i jeszcze się pyta "ale gdzie tu jest błąd?" to po prostu prosi się o taką odpowiedź. Zresztą przeczytałam swojego posta jeszcze raz i nie zauważyłam z nim nawet cienia tego pogardliwego tonu, który stosujesz ty i tully makker. Moja odpowiedź dotyczy neutralnego tematu, jakim jest ortografia, wy się rzucacie na ludzi.
              • marianka_marianka mgla_jedwabna 22.03.11, 17:14
                Pełna zgoda co do błędów. Tyle, że nie to było priorytetem, a Ty zrobiłaś z tego problem nr 1. Na to chciałam zwrócić uwagę, ale jak myślę w żartobliwym tonie:) Wybacz, jeżeli Cię uraziłam. Nie jest moim celem nadrzędym, jak to określiłaś "rzucanie się na ludzi".
                • mgla_jedwabna Re: mgla_jedwabna 24.03.11, 00:57
                  Nie zrobiłam z tego problemu nr 1, tylko odpowiedziałam na pytanie, w pozostałych sprawach zostało bowiem powiedziane wystarczająco dużo. Co innego gdybym napisała "jesteś obrzydliwa i infantylna, a najgorsze te błędy" - ale nie napisałam.
              • tully.makker Re: A propos błędów 22.03.11, 18:09
                Zdanie "opieprzyła delikatnie mówiąc"

                Tyle, ze autorka watku niczego takiego nie napisala. napisala: "Opieprzyla. I to delikatnie mowiac."

                Wiec chyba nie ona ma problemy ze skladnia.
    • sanciasancia Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 19.03.11, 09:28
      Matka nieprzyjemna, ale historia o ślinie obrzydliwa.
      Następnym razem, plizz, napisz w tytule wątku, że nie jest przeznaczony dla estetów.
      • monikate Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 19.03.11, 17:47
        Straszne błędy robisz, przykro czyta się Twoje słowa. Popracuj nad stylem i ortografią.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 20.03.11, 13:06
      Czytając Pani wątek, ale też pamiętając Pani wypowiedzi w innych, wydaje mi się, że jest Pani osobą spontaniczną, realizującą swoje impulsy bez zwracania uwagi na innych, taką którą ja nazwałbym organizmiczną ( nie mylić z orgazmem ) czyli taką która dużo odczuwa na poziomie fizjologicznym i dla której samorealizacja także na tym poziomie jest silnym motywem aktywności. Trochę to naukowo zabrzmiało, ale chodzi mi o to, że dużo odczuwa Pani poprzez fizjologię szeroko rozumianą . Stąd te Pani porównania i symbole: dziecko pod sercem, ciało z ciała, wylizałbym jej pupkę itp. O innych działaniach nie wspomnę :))) Stąd dla Pani zlizanie śliny dziecka nie jest niczym obrzydliwym, raczej odruchem czy porywem czy aktywnością właśnie, która dla Pani może być przyjemna.
      To oczywiście nic złego, takie wyposażenie temperamentalne, które w wielu sferach może dawać Pani i innym dużo satysfakcji :))). Tyle , że inni w tym Pani mama ,tak nie mają Dlatego problem z nią, oprócz innej typowej problematyki szeroko omawianej w wielu miejscach, może mieć to właśnie źródło wynikające z diametralnej różnicy odczuwania. Dlatego mama inaczej potraktowała Pani ciążę w momencie, gdy Pani była "cała ciążą" I tak dalej, aż do kłótni o połykanie śliny.
      Musi to Pani wziąć pod uwagę, bo inaczej ciągle będziecie się ścierać, a Pani zawsze będzie się czuła niezrozumiana czy źle traktowana.
      Zgadzam się też z "verdaną", że mało się Pani oddziela od dziecka. To co napisałam wyżej nie ułatwia pewnie Pani takiej separacji. To może działać nieświadomie. Pani wie, że tak nie jest lub nie powinno być, ale instynktownie tak Pani córkę traktuje.
      Mamę podobnie. chciałaby Pani, aby przeżywała ona Pani macierzyństwo na podobnym poziomie co Pani. A Pani poziom, jak już pisałam jest wysoki i mało osób Pani może dorównać.
      Więc więcej zrozumienia dla innych i rozumienia siebie, a będzie dobrze. Agnieszka Iwaszkiewicz

      PS: Szczerze mówiąc nie zauważyłam aby autorka wątku robiła jakieś szczególne czy rażące błędy ortograficzne. Jest ich parę, ale nie wykracza to poza przeciętną. Są błędy językowe, ale też raczej te popularne. Jest trochę literówek, ale to norma przy szybkim pisaniu. No chyba, że coś przeoczyłam, co mi się zdarza. Ciekawe te uwagi na ten temat., który przy innych wątkach mało zwraca uwagę. Zastanawiam się o czym to świadczy, poza oczywiście dbałością o tekst. A. I.
      • nick_ze_hej Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 20.03.11, 20:06
        [i]Ciekawe te uwagi na ten temat., który przy innych wątkach mało zwraca uwagę. Z
        > astanawiam się o czym to świadczy, poza oczywiście dbałością o tekst. A. I.


        Poza dbałością chodziło o to aby zwrócić autorce uwagę na to, że oprócz małpiej miłości, spijania ślinki, lizania pupki i robienia z dziecka bożka, można mu dać coś więcej. Tyle tylko, że aby dać trzeba mieć.



    • kozica111 Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 20.03.11, 19:44
      Masz lekką fiksacje na punkcie swojego dziecka, nie jest to nawet złe jeśli z odpowiednim momencie dasz jej też własna przestrzeń właściwa dla wieku.Musisz zrozumieć że nie każdy musi ta fiksacje podzielać - po prostu każdy inaczej odbiera świat i rzeczywistość. Oczekujesz także mama będzie się mniej wtrącać a sama jesteś w totalnej symbiozie z córka.Generalnie macie "to" samo tylko inaczej się to objawia - mama cie poucza chcąc Ci ułatwić /w swoim mniemaniu/ życie a ty łapiesz ślinę żeby młoda się zamoczyła. Zróbcie Wy Kobity koła o większej średnicy wokół siebie i to obie.
      p.s. mnie opis śliny nie rusza, nie praktykuje ale nie zastrzeliło mnie to :)
      • kozica111 Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 20.03.11, 19:45
        * nie zamoczyła
      • ikame Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 21.03.11, 10:34
        to prawda, wystarczy przeczytać "Wyrywacza serc" Borisa Viana


        • kklekss Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 25.03.11, 22:25
          Dla swojej matki też jesteś ciałem z jej ciała i 9 miesięcy nosiła Cię pod sercem, myślisz , że ty jako matka jesteś jakaś 'święta' i wszystkie rozumy zjadłaś.Każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej i Twoja zapewne też.Jest babcią a Twoja córka wnuczką a Ty chyba nie pozwalasz jej kochać własnej wnuczki.
          • kklekss Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 26.03.11, 08:59
            Wyobraz sobie , że twoja mama w podobnej sytuacji łyka slinę swojej córki czyli twojej.Jaka by była twoja reakcja.
            • malgorzata.brzezinka Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 26.03.11, 11:33
              Jeżeli moja matka by takie coś zrobiła nic mi do tego. Każdy roi to co uważa za stosowne. Jedni się całują przy setkach obcych ludzi i im to nie przeszkadza, inni łykają odrobinę śliny swojego dziecka w obecności swojej matki i też nie widzą w tym nic złego.
              Jak mówi przysłowie, "widzisz drzazgę w oku bliżniego, kłody w swoim oku nie zauważasz"
    • gjaaaaka Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 28.03.11, 01:02
      malgorzata.brzezinka napisała:
      A już największy błąd popełniłam
      > , jak przy niej trzymając córkę na rękach córci ślinka poleciała i nie chcąc, ż
      > eby się opluła, szybciutko wciągnęłam w locie do swoich ust Jej tą ślinkę... Ło
      > matko najświętsza... To mi się nie opłaciło... O-pe-er z góry na dół, że świni
      > a jestem, obrzydliwa, jak mogę ślinę dziecka zjeść , jak mogę ją "lizać"... Do
      > jasnej ciasnej, to chyba moje dziecko tak? Jakby trzeba było to i pupkę Jej bym
      > wylizała... Co jak co ale wydaje mi się, że moja matka przesadziła. A może ja
      > przesadziłam? Choć nie wydaje mi się... Przecież nosiłam Ją pod sercem tyle mie
      > sięcy, jest ciałkiem z mojego ciała, to czego się mam brzydzić?

      boze, to jest OBRZYDLIWE!!!!!!!!!!!
      Ja kupe tez trzymam pod serce-a wlaiwe w odbycie, ale jej bym nie lizala
      • malgorzata.brzezinka Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 28.03.11, 09:22
        gjaaaaka napisała:

        > Ja kupe tez trzymam pod serce-a wlaiwe w odbycie, ale jej bym nie lizala

        Jak można dziecko z gównem porównać??
        • demonsbaby taki jest odbiór twoich zwierzeń 28.03.11, 09:51
          podobnie, jakby któraś mama opisała sposób pobierania próbki stolca do badania, swojego ukochanego dziecka, nie widząc w tym nic odrażającego... odbiór postronnych osób byłby identyczny ...
          • malgorzata.brzezinka Re: taki jest odbiór twoich zwierzeń 28.03.11, 10:44
            Dlatego zrozumiałam, że jestem głupia jak but i już więcej nie napiszę takiego czegoś na tym ani innym forum. Przepraszam wszystkich za negatywne doznania.
    • brak.slow Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 02.04.11, 12:35
      "Wyciągnij smoczka"- ma rację, lepiej nie przyzwyczajać, bo potem ryk, bez smoka nie zaśnie, nie uspokoi się, lepiej, żeby w ogóle smoczka nie znało. poza tym istnieją dowody na to, że od tego zęby potem rosną krzywe.
      "Nie noś jej tyle"-znowu racja- nosić trzeba żeby się odbiło i nie przyzwyczajać, bo inaczej będzie ryk i nigdy dzieciaka nie odstawisz, nawet do WC będziesz musiała iść z nią na ręku.
      "Daj jej skórkę" i znowu racja- dziecku gryzienie skórki lub czegoś twardego pomaga złagodzić dyskomfort bolących dziąseł-chyba już zaczynają wyżynać się pierwsze zęby, czyż nie?

      Nie trzeba pisać "Mama, Córka, Tata, Jej, On" z dużych liter w środku zdania, jest to błędem i żadnego szacunku dla danej osoby nie wyraża. Raczej budzi wśród zorientowanych pobłażliwy uśmiech.
      p.s. na miejscu twojej mamy widząc co zrobiłaś prędzej bym zwymiotowała niż siliła się na komentarz, tak więc ciesz się, bo i tak jest twarda.
      tekst o lizaniu d... zapamiętaj na przyszłość, jak Ci córka zacznie pyskować i zachowywać się jak to młodzież potrafi, na pewno obliżesz się ze smakiem.
      • emil.zola Re: Ze mną czy z moją mamą jest coś nie tak? 02.04.11, 19:58
        z tym noszeniem, to już dawno i nie prawda. Dziecko się nie przyzwyczaja do noszenia i jeśli ma taką potrzebę (bliskości), to należy ją zrealizować.

        Taaa, gryzienie skórki jest dobre? A zwłaszcza, jeśli dziecko nie je niczego innego niż mleko albo się zakrztusi?

        Racjonalne podawanie smoka nie grozi skrzywieniem zębów.

        Scena ze śliną może i zwróciłaby moją uwagę, ale na pewno nie obrzydziłaby mnie. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego.


        ------
        co do Twojej mamy, to z pewnością opowiada Ci pewne rzeczy w jak najlepszej wierze, pomimo, że mogą opierać się np. na wiadomościach już nieaktualnych (np. nie noś, bo się przyzwyczai, podaj skórkę od chleba). Bądź bardziej wyrozumiała dla mamy i powiedz jej otwarcie, że wolisz, żeby dała Ci wolną rękę odnośnie wychowywania dziecka i nie krytykowała Twoich metod.
        Generalnie wydaje mi się, że trochę przesadzasz, tzn. za bardzo się przejmujesz, ale wiem, że również denerwowałoby mnie, gdyby moja mama wciąż mnie krytykowała.

        Pozdrawiam serdecznie.
Pełna wersja