4marcinkowska
22.03.11, 11:41
Pani Agnieszko,
W dziecinstwie bylam bita przez moja matke: czasami na zimno (wtedy czasem udawalo mi sie wynegocjowac, ze wole jakas inna kare), a czasami cos ja nagle wkurzalo i wyladowywala sie na mnie pod jakims bzdurnym pretekstem. Teoretycznie bylismy normalna rodzina, rodzice wyksztalceni, ja nie sprawiajaca wiekszych klopotow. Z matka mialam bliski kontakt, bardzo ja kochalam - ona poza tymi mysle kilkunastoma epizodami tez moglaby uchodzic za dobra matke, zaangazowana w moje sprawy, pomocna etc. Wtedy te kary nie wydawaly mi sie niczym dziwnym (slyszalam z opowiadan lub nawet widywalam podobne sytuacje u dalszej rodziny, kolezanek z podworka itp.) ani nadzwyczajnym.
Juz w doroslym zyciu, po wyprowadzce z domu mialam ze soba spore problemy, dlugo leczylam sie z nawracajacej nerwicy natrectw (zaczela sie, jak bylam mala, po dluzszym okresie spokoju powrocila na studiach, jako wyzwalacz zadzialaly problemy w owczesnym zwiazku). Bralam leki, chodzilam na terapie, zaczelam sobie przypominac rozne zdarzenia z przeszlosci i w ktoryms momencie przypomnialam sobie to bicie. Wiem, ze to brzmi dziwnie, ale dokladnie tak bylo, tak jakbym wczesniej to wyparla i nie myslala w ogole o tym, a nagle wszystko do mnie wrocilo i dotarlo do mnie, jaka ogromna krzywde wyrzadzila mi wlasna matka. Duzo sie z tego powodu wycierpialam, mialo to na mnie bardzo zly wplyw, bylo przyczyna wielu dolegliwosci i klopotow ze soba i w relacjach z innymi. Po tym, jak te wspomnienia odzyly, przez dluzszy czas ograniczylam kontakty z rodzicami do minimum, zdawkowe rozmowy przez tel o jakichs nieistotnych sprawach, spotkania kilka razy w roku. Z czasem przykre wspomnienia troche zbladly i przestaly tak meczyc, matki juz nie kocham i nie jestem w stanie jej tego wybaczyc, za to zniknely dolegliwosci nerwicowe i poukladalo mi sie zycie prywatne.
Mam fajnego meza, dobry zwiazek i malutkie dziecko. I chyba w zwiazku z urodzeniem dziecka przykre wspomnienia znowu ozyly i mecza. Moi rodzice maja hopla na punkcie jedynej wnuczki, chetnie sie z nia bawia, deklaruja pomoc, interesuja, co u niej slychac. Na ten moment nie sa toksyczni, odnosza sie zyczliwie do mnie i do mojego meza, nie wtracaja sie w nasze sprawy, kupuja nam prezeznty, czasem podrzucaja domowe obiadki, niby wszystko ok, ale we mnie znowu sie kotluje, wracaja wspomnienia i kontakty z nimi odchorowuje.
I w zwiazku z tym chcialam zapytac, jak moge sobie pomoc? Czy to z czasem przejdzie?
I jeszcze zastanawia mnie jedna sprawa: czy moge im czasem powierzyc opieke nad corka? Mam dosc silne poczucie, ze jej zadne z nich by nie skrzywdzilo, ale z drugiej strony, gdyby nie chodzilo o bicie a np. o molestowanie, to takiej osobie w zyciu nie powierzylabym opieki nad wlasnym dzieckiem. Czy tu nie powinno sie stosowac tej samem miary?
Ech, czasami zazdroszcze ludziom, ktorzy beztrosko stwierdzaja, ze byli bici, ale mimo to/dzieki temu wyrosli na porzadnego czlowieka i nie czuja, zeby stala im sie jakas krzywda z tego powodu. Jedyna dobra strona, jaka w tym wszystkim widze, to to, ze gdyby to wszystko do mnie nie wrocilo i gdyby nie dotarlo do mnie z przerazliwa jasnoscia jak zle i chore bylo to, co mi zrobila matka, to niemal na pewno bilabym wlasne dziecko.