mar-y88
17.04.11, 12:55
Dokładnie tydzień temu nasza córka skończyła 3 lata. minęły 2 lata i 2 miesiące od wypadku.
pamiętam jej pierwsze urodziny, a właściwie to nie pamiętam, wszystkim zajęła się babcia, a ja sobie tylko płakałam w kącie.
ale mimo wszystko drugie urodziny były gorsze, przez upływający czas moja świadomość nieodwracalności tego w jakiej sytuacji się znajdowałyśmy była większa. w mojej głowie kotłowało się wtedy tylko jedno pytanie- 'co będzie za rok albo 2 jak moja, NASZA, córka zrozumie, że jej taty nigdy przy niej nie będzie. '
dziwne się czułam kiedy NASZA córka podczas swoich trzecich urodzin siedziała na kolanach innego mężczyzny.. czułam i wiedziałam, że tak nie powinno być, że nie powinnam tak blisko go do nas dopuścić, ale mimo wszystko byłam też szczęśliwa i widziałam uśmiech na twarzy małej...
budowanie czegoś nowego jest bardzo trudne, ale też ekscytujące. Po raz pierwszy czuję, że jest coś co daje mi radość poza dzieckiem, odzyskałam nadzieję, że nasze życie jeszcze się jakoś ułoży. Choć nadal nie uważam, żebym 'miała za sobą' żałobę, zawsze będę pamiętać o M. i w pewnym sensie za nim tęsknić, choć mam wyrzuty sumienia w stosunku do niego za to że chciałabym zbudować coś nowego, to mimo wszystko życie znowu zaczyna nabierać kolorów... Nadal są dni, w których bardzo za nim tęsknie, w których brakuje mi go tak bardzo, że serce rozpada się na 1000 małych kawałków, myślę, że ten ból będzie ze mną już zawsze, ale z czasem każdy z nas nauczy się (czy znajdzie sposób) aby mimo tego, żyć dalej i cieszyć się z każdego kolejnego dnia.
jestem pewna, że do każdego z nas kiedyś jeszcze los się uśmiechnie, o ile nie będziemy się nieustannie chować pod płaszczem rozgoryczenia i rozpaczy. Dla każdego z nas przyjdzie czas na lepsze jutro, choć wiem, że bardzo trudno w to uwierzyć.