Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość

20.04.11, 08:49
12 lat. w tym prawie 7 małżeństwa. (12 lat codziennie ze sobą, 7 dni w tyg.)
Od 3 lat narastały konflikty. Żona to wspaniała kobieta, dobra gospodyni, zawsze ja ceniłem za wiele cech, ale nie ufała nikomu, wszystkich podejrzewała o coś, nie akceptowała mojej rodziny (pogodziłem się z tym) rozumiałem że wszyscy w około mogą być wrogami i że nikogo nie potrzebujemy, tylko my się liczymy.
Byłem gotów i przyjąłem taką koncepcję życia.
Sądzę że wymknęło jej się to wszystko z pod kontroli. Ja też byłem podejrzewany i sprawdzany na każdym kroku. (kto coś takiego przeżył to wie o czym piszę) Też stałem się podejrzanym jak reszta świata.
Zaczęła to wszystko wnosić między nas.
A nie było potrzeby.
Starałem się łagodzić konflikty, bardzo się zmieniłem dla żony (stałem się prawie idealny - taki jakiego by sobie życzyła, wychowała mnie sobie) ale i to było za mało (chyba). Masa kłótni prowokowanych przez żonę o drobnostki - czasem krótkie czasem bardzo długie a rosły aż po sufit. Zacząłem zamykać się w sobie.
Nie było nikogo kto mógł nam pomóc (tak mi sie wydawało).
Dusiłem się od narastającego żalu i tłumiłem wszystko w sobie. Żona nie rozumiała moich (typowych dla mężczyzn) reakcji a ja nie byłem do końca świadomy tych reakcji. Zaczęliśmy oddalać się od siebie choć wcześniej świata poza sobą nie widzieliśmy
(chyba? może powinienem mówić za siebie?). Wyniszczało mnie to psychicznie.
Nigdy nie piłem alkoholu nie paliłem i nie zażywałem niczego.
Nie mogłem odreagować, zresetować się. To było okropne jakby ktoś pąpował w ciebie toksyczne odpady a ty nie masz kranika którym choć odrobinę można by zmniejszyć ciśnienie. To spowodowało że zacząłem przekraczać niegdyś wyznaczone własne granice odnośnie małżeństwa (pewnie każdy z was takie sobie wyznacza i się ich trzyma) żonie przychodziło to z łatwością. Wpadliśmy w błędne koło, jakąś otchłań.
Byłem człowiekiem z Zasadami.
Nigdy nie sądziłem że złamię którąś z nich ale nie wytrzymałem ciśnienia.
Docisnęła mnie do tego stopnia że świat stał się jakiś nie rzeczywisty.
Jak wspomniałem nie piłem nie paliłem itd.
Wybrałem inny sposób…. Na…… właściwie nie wiem na co ...... reset - zemstę - odegranie się ???
Nie wiem do dziś?
Wiem jedno…….. że lepiej było zacząć pić!
Dziś byłbym w zgodzie ze sobą samym a tak - próbuję sobie jakoś wybaczyć i nie mogę.
W każdym razie jeśli to miał być reset dla mnie - to nie pomogło, zemsta - nie pomogło, itd.
Podjęte zostały poważne rozmowy i decyzja naprawy związku.
Zaczynamy od nowa!
Starałem się spełniać oczekiwania - dawałem dowody na miłość w formie zaangażowania mentalnego w związek, materialnego w plany na przyszłość DOM itd.
Nie Pomogło.
Kłótnie o pierdoły, o moją rodzinę (kontakt był ograniczony do minimum, prawie 0 ) powracały a ja znów zamykałem sie w sobie.
Dziś już nie ma Nas - jesteśmy jeszcze tylko na papierze - ale też już nie długo.
O jedną kłótnię za dużo, o kilka słów za dużo, o szczyptę żalu za dużo.
Po ostatniej bardzo drastycznej kłótni mieszkaliśmy jeszcze 3 miesiące razem.
Uzgodniliśmy że się rozstajemy, dzielimy majątkiem itp. Itd.
Rozmawialiśmy na ten temat, czasem płakaliśmy, czasem przytulając pytaliśmy siebie nawzajem Co my robimy??? Przecież się rozstajemy!!!
Delikatnie każde z nas zabierało od siebie ręce chociaż serce mówiło
„ Tak bardzo cię potrzebuję”
Zaczęliśmy spać osobno ale jedno lgnęło do drugiego.
Chociaż posiedzieć chwilę na łóżku przy niej (tak mi jej brakowało)
Kiedy na noc zostawaliśmy w jednym łóżku tak chłonąłem tą bliskość jak nigdy wcześniej.
Oboje chcięliśmy jeszcze przed czymś zdążyć chcięliśmy napoić się na zaś.
Nie zdawaliśmy chyba sobie sprawy z tego że czas upływa i zaraz się rozstaniemy, byliśmy blisko i było dobrze. (a termin rozstania był ustalony)
Budząc się z pięknego snu, próbując przyzwyczajać się do samotności znów w powietrzu wisiało pytanie Co my robimy????
Starałem się zachowywać zimną krew ale serce mi pękało gdy znów staraliśmy się spać osobno.
Nie mieszkamy już razem.
Walczymy teraz ze sobą o wszystko - choć nie chcę tego robić.
Wiecie…. jak bardzo ją nadal kocham?
Ile mi sprawiła przykrości, ile żalu mam do niej, co słyszałem z jej ust - ………. ehh
Głupia nawet nie ma bladego pojęcia jak bardzo ją kocham.
Ale cóż
To koniec ……………. cholernie mi trudno.
    • demonsbaby wysiłek 20.04.11, 09:09
      należało włożyć w próbę porozumienia z mediatorem. Możliwe, że to nie musi być koniec, jeśli oboje udalibyście się szukać wsparcia na terapii małżeńskiej. Dużo w twoim poście jest niewiadomych, w tym skąd ta niechęć do twojej rodziny i wręcz obsesyjna chęć kontroli twoich zachowań w wykonaniu żony. Jaki miała powód do takiego zachowania, kiedy się to zaczęło... właściwie piszesz tylko o tęsknocie i strachu przed utratą, nie mniej układ, który opisałeś to pułapka - a w tej się nie da żyć. Wieczne obarczanie, przyduszanie do ziemi, brak zaufania zawsze skutkuje rozstaniem z korzyścią dla obu stron. Jedna się uwolni, druga przestanie się zamęczać podejrzeniami ... Brakowało oprócz uczucia - przyjaźni, zaufania i umiejętności nawiązania dialogu ... choć nader wszystko brakowało partnerskich zasad i równego traktowania.
      Spróbuj z jeszcze żoną porozmawiać odnośnie chęci udziału w terapii, odpocznijcie od siebie, postarajcie się zbudować więzi przyjacielskie. Odłóżcie rozwód czy separację w czasie. Ten układ, który opisałeś ze swojej strony na pewno nie był partnerski.
      • pamela788 Re: wysiłek 26.04.11, 02:29
        Nie wiem co bym mogla ci poradzic,ale czytajac to co napisales,czulam sie jak bym czytala tekst super pisarza.
        Pieknie napisane,super oddane uczucia,cos nie samowitego.
        Pierwszy raz czytajac na forum rozplakalam sie,nie wiem czym sie obecnie zajmujesz,ale ja na twoim miejscu zaczela bym pisac ksiazki o milosci,jakis glebokich przezyciach.
        Super gratuluje talentu.
        Oczywiscie wiem,ze to nie na temat,ale zwracam uwage na takie rzeczy i poprostu mnie zamurowalo jak to przeczytalam.
        Przepraszam za post zupelnie nie zwiazany z pytaniem.
        Wlasnie mialam sie polozyc sapc,ale ten tekst zainspirowal mnie na tyle,ze ide do pracowni i powstanie obraz,jesli wyjdzie tak jak go sobie wyobrazam,to bede ci bardzo wdzieczna. za kilka dni sie okaze czy potrafie twoje uczucia przelac na plotno.
        Dziekuje Ci bardzo.


    • pomarola Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 09:33
      facet_1_0_0 napisał:
      > Docisnęła mnie do tego stopnia że świat stał się jakiś nie rzeczywisty.
      > Jak wspomniałem nie piłem nie paliłem itd.
      > Wybrałem inny sposób…. Na…… właściwie nie wiem na co ...... reset - zemstę - odegranie > się ???

      No ale co to za sposób - tego nie piszesz. Jak znam żcyie, to pewnie znalazłeś sobie kochankę, ale układ z jakichś względów nie wypalił i postanowiłeś jednak wrócić do żony, bo upierdliwa czy nie, ale układ stały i pewny - i tu okazał się zonk! Żona nie chce, bo zraniłeś ją za mocno żeby mogła wybaczyć..... A te wszystkie te rzewne opowieści o tym jak to Cię przytłoczyła i zaszczuła to chęć wybielenia się i usprawiedliwienia swojej zdrady....
      Sorry jeśli się mylę, ale brak kluczowej informacji w Twoim poście oraz moje własne gorzkie obserwacje różnych życiowych sytuacji, sugerują mi takie właśnie wyjaśnienie. Proste i banalne do bólu.
      • lejla81 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 10:43
        Oj, baby, baby. Dlaczego u Was ZAWSZE facet musi być winny?
        Twoje gorzkie obserwacje nie oznaczają, że tak się dzieje w każdym związku na całym świecie.
        Żadnej kluczowej informacji tu nie brakuje, autor zrobił coś czego mu wstyd. Nie ma znaczenia, czy to była zdrada, czy cokolwiek innego. Nie obwinia żony, za to co się stało i nie próbuje się wybielić.
        • pomarola Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 11:13
          > Nie obwinia żony, za
          > to co się stało i nie próbuje się wybielić.

          Nie ? Cały czas pisze że "była podejrzliwa", "wywoływała kłótnie", "docisnęła tak że nie mógł wytrzymać" itd. A on ? Kochał nad życie, stawał się ideałem, całkowicie się podporządkował itd. Ja nie twierdzę, że żona była bez winy, ale coś mi tu nie gra.
          I nie zgadzam się, że "nie ma znaczenia czy to była zdrada czy cokolwiek innego" (to co zrobił pan) , bo ma i to duże. Właśnie kluczowe.
    • kfiatuszkowa Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 10:54
      A może daj jej przeczytać to co napisałeś w tym poście? Mnie osobiście to ruszyło i to bardzo. Pięknie piszesz, choć oczywiście nikt Cię nie zna tutaj i nie wie, czy jesteś mistrzem ozłacania słów, czy naprawdę to czujesz. Tak jak demonsbaby, proponuję udanie się do specjalisty. A Twoja żona może poszłaby do psychologa, może potrzebuje się wygadać przed kimś kto wytłumaczy jej przyczynę takiego zachowania jakim Cię raniła. Może musi zrozumieć, że ona też się musi zmienić bo z tego co czytam to Ty podporządkowałeś całe swoje życie jej.
      Albo nie doczytałam, albo nie piszesz nic o dzieciach. Wnioskuję, że ich nie macie? A może (po zakończonej terapii) pomyślelibyście o dziecku?
    • dadaczka stosunkowo najlatwiej sie rozstać, najtrudniej ze 20.04.11, 11:11
      sobą być :(
      Dziecko nie jest lekarstwem na złe relacje, bo przy dziecku mogą się jeszcze pogorszyć.
      Jeśli kochasz żonę, jeśli to uczucie między Wami jeszcze jest, to powalcz, powalczcie obydwoje o małżeństwo, bo potem będziecie oboje żałować (już żałujecie). Jak? Mediacje, terapia rodzinna - na każdy sposób. Również jeśli oznacza to zmianę samego siebie (dotyczy to obu stron: bo przecież małżeństwo wymaga tego zgniłego, okropnego kompromisu, często wbrew sobie, własnym chęciom i przekonaniom). Rozwód to też walka ze sobą nawzajem, ale łatwiejsza, niż utrzymanie małżeństwa. Tylko czy łatwiejsza droga jest na pewno tą lepsza?
    • sorvina Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 12:31
      Zazdrośnicy paranoicy obsesyjnie kontrolujący partnera nie zdają sobie sprawy, że właśnie w ten sposób mogą spowodować to czego się boją. Jednak zdrada choć czasem zrozumiała, zawsze jest wyborem i to dość niedojrzałym. A jak już się stanie jest wodą na młyn dla zazdrośnika i okazją, by zrobić partnerowi prawdziwe piekło - bo to ON jest zły i teraz jest na to dowód, o własnych błędach nie pamięta. Moim zdaniem w takiej sytuacji potrzebna jest zarówno terapia małżeńska jak i indywidualna dla OBOJGA. Żona ma duże problemy sama ze sobą, ze swoimi lękami i chyba też brakiem szacunku do drugiego człowieka i jego granic i musi z tym coś zrobić, jeśli sytuacja ma się zmienić. Mężowi brakuje odwagi cywilnej do stawiania granic na bieżąco, szacunku do siebie, swoich uczuć, potrzeb - poświęcił wszystko dla małżeństwa w imię czego - pielęgnowania paranoicznych lęków żony? A potem zamiast nazwać problem po imieniu i albo rozwód albo terapia, jak dziecko zrobił żonie na złość, a teraz płacze.

      Moi teściowie mieli podobny problem, tylko tutaj jazdy były po stronie męża. Wszędzie widział kochanków żony, a jego na pewno podsłuchują, ufać nie można nikomu i tego typu obsesje. Żona z gatunku miłych i poświęcających się nie potrafiła stawiać granic, ucinać monologów dziwnej treści. Brnęła w zaprzeczanie, przekonywanie, uspokajanie, w końcu miała dość i się rozwiedli. Jednak sama była w stosunku do niego uczciwa i nie zdradziła go. Co ciekawe, na osobności teść zachowuje się całkiem normalnie. Jakby tamto małżeństwo nakręcało to co najgorsze w nim, pozwalajac to pielęgnować. Chyba największą cenę za tą całą sytuację zapłaciły dzieci. Mój partner niestety zaostał zarażony brakiem zaufania i chorobliwą zazdrością. I z perspektywy czasu widzę, że bardzo dobrze zrobiłam od początku przekazując mu jasno i wyraźnie komunikat: jestem z tobą bo uważam, że jesteś wspaniały i Cię kocham, jakbym chciała być z innym to bym nie była z Tobą, sama się potrafię przypilnować i nie zgadzam się na narzucanie mi żadnych irracjonalnych ograniczeń typu siedzisz w domu i ubierasz się po szyję nawet na przyjęcie gdzie idziemy razem. Nie daję Ci żadnych realnych powodów do zazdrości, jeśli masz jednak nadal z nią problem, to nie jest normalne i musisz z tym coś zrobić. Rozumiem powody Twoich obaw, będę Cię wspierać w terapii, ale nie będę tolerować pewnych zachowań. Albo się na to zgadzasz, albo nie widzę przyszłości dla naszego związku. Po 4 latach nie ma ŻADNEJ sceny zazdrości, partnerowi po terapii wzrosła samoocena, okiełznał swoje lęki a my po prostu sobie ufamy. Jak coś jest nie tak rozmawiamy o tym od razu. Nikt nie zrezygnował z tego co dla niego było ważne, a jednocześnie każdy ma zaspokojne swoje potrzeby bliskości i zaufania - w zdrowy sposób. Jednak gdyby tylko jedno z nas pracowało nad tym by było lepiej i by uszczęśliwić drugą osobę nic dobrego by z tego nie wyszło.

      Nie wiem czy da się uzdrowić wasz związek, ale chcieć tego musicie oboje. Jesteś odpowiedzialny za swoje zachowanie - w tym to co zrobiłeś i czego nie robiłeś gdy był na to czas, ale nie jesteś odpowiedzialny za gigantyczne lęki Twojej żony. Tylko ona może się z nimi uporać, nauczyć się czuć się bezpieczną. Im bardziej izoluje się od ludzi, tym mniej ma pozytywnych doświadczeń z nimi związanych - tym bardziej się ich boi. Jest tylko ona sama i ten wrogi świat, co też usprawiedliwia w jej mniemaniu to jak ona ten świat traktuje.

      I takie pytanie na koniec - czy tęsknisz za realną bliskością którą utraciłeś, czy za bliskością jako taką? Bo nie za bardzo widzę w Twoim opisie losów waszego zwiazku tego momentu, gdy ta bliskość, miłość, zaufanie naprawdę było...

      --
      Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
      • mamameg Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 12:59
        "Żona to wspaniała kobieta, dobra gospodyni, zawsze ja ceniłem za wiele cech, ale nie ufała nikomu, wszystkich podejrzewała o coś, nie akceptowała mojej rodziny (pogodziłem się z tym) rozumiałem że wszyscy w około mogą być wrogami i że nikogo nie potrzebujemy, tylko my się liczymy. "
        Mnie to nie wygląda na paranoiczną zazdrość, tylko osobę która wszystkich(na ogół bezpodstawnie)podejrzewa o najgorsze intencje i nawet jeśli wszyscy dookoła odnoszą się do niej życzliwie, to ona i tak sobie wymyśli jakieś działanie na jej szkodę. Rozumiem założyciela wątku, bardzo ciężko żyć z kimś takim.
        • sorvina Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 13:17
          mamameg napisała:

          > Mnie to nie wygląda na paranoiczną zazdrość, tylko osobę która wszystkich(na og
          > ół bezpodstawnie)podejrzewa o najgorsze intencje i nawet jeśli wszyscy dookoła
          > odnoszą się do niej życzliwie, to ona i tak sobie wymyśli jakieś działanie na j
          > ej szkodę. Rozumiem założyciela wątku, bardzo ciężko żyć z kimś takim.

          W znanych mi przypadkach jedno łączy się z drugim. Współmałżonek też podejrzewany był o wszystko co najgorsze w tym zdrady i spiskowanie z kochankami.

          Z tymże nawet podobne w opisie zachowania sytuacje mogą mieć różne przyczyny i emocjonalny ładunek. Ze znanych mi osób:
          - dwie wyrastały w rodzinie pozbawionej miłości, gdzie bliscy ranili najbardziej wiec same nie ufały absolutnie nikomu - zagubili się w swoich lękach i cały świat ich przerażał. Bronili się przez izolacje i nieufanie nikomu.
          - kolejna sama miała jak najgorsze intencje w stosunku do innych, kantowała, niczego z dobrego serca nie zrobiła, więc od innych spodziewała się tego samego + odwet, a jak miała na kogoś haka to się zaczynało... Jednocześnie deklarowanie, że inni to dranie usprawiedliwiało to co ona im robiła.

          Z pierwszym typem, jeśli podjęli terapie da się coś zbudować. Drugi warto omijać szerokim łukiem. Choć obserwuję ostatnio jak jedna osoba po terapii szokowej - wszyscy zerwali kontakt i została całkowicie sama a zachorzała, zaczęła pękać i odsłaniać cholernie poranioną i potrzebujących miłości twarz i przyznała, że wierzy że albo ona wykorzysta innych albo inni ją, a nikt sam z siebie nic jej nie da.... Jednak jeśli nie zmieni nawyków to nawet Matka Teresa z nią nie wytrzyma. Ma okazję, czy z niej skorzysta...
    • bonamibo Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 13:19
      Sorry, ale piszesz jak kiepski poeta - błędy stylistyczne, nadmiar znaków przestankowych. Mnie to wygląda na słabą osobowość, która lubi oprzeć się na żonie - "dobrej gospodyni". Twój post jest tendencyjny - ty, od ideału odbiegający tylko tam, gdzie absolutnie żona to uniemożliwia, mimo wszystko wielbiący ją i szanujący. Serio - ciekawa jestem relacji drugiej strony. Mam w swoim otoczeniu dość podobną osobę, która swoją zdradę (żony, ze wspólną znajomą) określała jako "nielojalność". Nie wiem, co zrobiłeś żonie, ale obstawiam podobną "nielojalność".
      • sorvina Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 14:23
        A ja znam przypadek, gdy mąż rzeczywiście żonę wielbił i wspierał w zdrowiu i chorobie (ciężkiej), wszystko jej podporządkował i dla niej poświęcił i jedyne co dostawał to lista żalów i pretensji. Po 30 latach bycia traktowanym jak skrzyżowanie kozła ofiarnego (bo wszystko co złe to on) z darmową służbą i świadomości możliwej rychłej śmierci (rak), przestał tłumić złość i żal. Na początku dziecinnie zaczął się buntować i robić żonie na złość. Potem zakochał się w innej kobiecie, odżył, uwierzył w to, że może być jeszcze szczęśliwy. Zabrakło mu odwagi by sprawę załatwić szybko i godnie - wpierw rozwód skoro już i tak nic ich nie łączy poza nienawiścią do siebie nawzajem (od kilku lat nawet spali w osobnych pokojach), potem budowanie czegoś nowego. Z czasem przyznał, ze cały czas nie mógł pozbyć się nadziei, że szok podziała i ta wspaniała kobieta, z która się ożenił wróci.... Żona zdążyła jeszcze puścić go w skarpetkach, bo nigdy głowy do dbania o własny interes nie miał i rozpowiada jaka to ona biedna i pokrzywdzona. A ja widzę, że urażone to jest jej ego, że zabawka śmiała się zbuntować. Szkoda, że tak długo facet czekał, że pozwalali by emocje i pretensje narastały, zamiast je uzdrowić lub rozstać się jak ludzie dorośli. Teraz ma 60 lat i zaczyna od nowa w innym mieście. Dzieci choć przechodziły ostre pranie mózgu, że to mamusia jest ta biedna, tata to sukinsyn a jego kobieta to dziwka, zaakceptowały nowy związek ojca i życzą mu szczęścia, którego nie zaznał wcześniej (choć też twardo mu mówią, że je całe życie też poświęcał dla dobrego samopoczucia żony, a to jak się z nią rozstał nadal budzi ich niesmak). Poziom nienawidzenia wszystkiego i żony osiągnął taki poziom, że wszyscy się od niej wyprowadzili i nikt nie jest w stanie z nią wytrzymać, choć w jej mniemaniu jest skrzywdzoną niewinnością.

        Facet był i nadal jest słaby, niedojrzały. Z czasem zaczął kłamać i kantować tak jak żona, byli siebie godni :/ Nie miał odwagi sam odejść i zacząć od nowa, dopiero jak nowy związek był pewny złożył papiery rozwodowe. Ale daleka jestem od potępiania go, bo go po prostu po ludzku rozumiem i uważam, że szkoda, że nie ocknął się wcześniej. Za swoje błędy jednak słono zapłacił z nawiązką. Żona też ma to na co zapracowała, czy chce się do tego przyznać czy nie.

        Chyba nigdy nie ma tak by wina była tylko po jednej stronie, ani sytuacji czarnobiałych.
        • bonamibo Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 18:17
          Też znam podobny (choć nie tak długotrwały) przypadek. Tylko że w mojej opinii, to żadna cnota dać po sobie jeździć przez dłuższy czas. Takich frajerów, którzy nawet nie potrafią przyjąć oferowanej pomocy (a za kogoś rozwieść się nie możesz) to mi nie szkoda. I wcale bym podobnych osób nie określała jako "bliskich ideału".
    • bonamibo Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 13:34
      Poza tym, mam wrażenie, że ty nie z wielkiej miłości, a z tchórzostwa raczej (jak sobie sam poradzisz?) nie chcesz (?) tego rozwodu.
      • sorvina Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 13:53
        bonamibo napisała:

        > Poza tym, mam wrażenie, że ty nie z wielkiej miłości, a z tchórzostwa raczej (j
        > ak sobie sam poradzisz?) nie chcesz (?) tego rozwodu.

        W końcu tyle zainwestował, poświęcił całe swoje życie... Niby do czego ma odejść? Z drugiej strony czy naprawdę jest co ratować? Chyba najwyższy czas dorosnąć i ocenić, czy warto stracić resztę życia na walce o coś, co byś może nigdy nie było możliwe z tą osobą, lub też, że za dużo złego się stało, by było na czym budować coś dalej. Czasem lepiej przyznać się, że zmarnowało się ileś lat, popełniło ileś błędów i szkoda robić to dalej - zacząć od nowa. To jest znacznie trudniejsze niż zostać i dalej karmić się złudzeniami. Nie zawsze rozwód odznacza tchórzostwo, czasem potrzeba do niego nie lada odwagi.
        • bonamibo Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 14:27
          Chyba nie do końca zrozumiałaś o co mi chodzi. A chodzi o to, że facet nie ma odwagi zmierzyć się z rzeczywistością, tzn., jak to się teraz mówi, wziąć na klatę problemów, jakie niewątpliwie są. Zamiast tego, woli bawić się w pseudopoetycie opisy. Nie można z tego potoku słów określić, które z nich więcej zawiniło i czy rozwód jest dobrym rozwiązaniem. Wyłania się za to obraz słabego człowieka, który woli działać (wypłakiwać się na forum) niż działać. Gdyby chciał konkretnej porady na forum, to by napisał konkretniej o co chodzi. Tzn. parę przykładów zaborczości żony czy swojego upustu kranika.
          • sorvina Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 14:44
            bonamibo napisała:

            > Chyba nie do końca zrozumiałaś o co mi chodzi. A chodzi o to, że facet nie ma o
            > dwagi zmierzyć się z rzeczywistością, tzn., jak to się teraz mówi, wziąć na kla
            > tę problemów, jakie niewątpliwie są. Zamiast tego, woli bawić się w pseudopoety
            > cie opisy. Nie można z tego potoku słów określić, które z nich więcej zawiniło
            > i czy rozwód jest dobrym rozwiązaniem. Wyłania się za to obraz słabego człowiek
            > a, który woli działać (wypłakiwać się na forum) niż działać.

            To na pewno. Chodziło mi raczej o to, że jednak możliwe jest, że facet oddany, z uporem godnym lepszej sprawy był i żonę wielbił. A zdradził (czy też inaczej się odegrał) po latach, jak mu się naprawdę uzbierało. Nadal jest to głupie i nadal nie chce wziąć odpowiedzialności za siebie, ale nie oznacza, że mataczy przy samym opisie, jak ogólny by nie był.
            • bonamibo Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 15:53
              Jeśli Facet nie kręci (a obstawiam, że tak) to jego żona powinna poddać się leczeniu, może jakiejś psychoterapii. Ciekawe czy się jeszcze odezwie, żeby wyjaśnić więcej.
          • mamameg Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 16:53
            "Gdyby chciał konkr
            > etnej porady na forum, to by napisał konkretniej o co chodzi. Tzn. parę przykła
            > dów zaborczości żony czy swojego upustu kranika."
            Przecież napisał-na przykład odcięła go od jego rodziny. Czy naprawdę jak pisze mężczyzna to na pewno jest świnią i zdrajcą, a każda kobieta to ideał? Bo taką tendencję widać na tym forum.
            • bonamibo Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 18:11
              Właśnie to odcięcie od rodziny przez żonę jest mi sobie trudno wyobrazić. Dorosły facet? Nie zauważył, akceptował przez lata, nie przeszkadzało mu to? Jak to w praktyce wyglądało? Ja widzę inną tendencję, może nie na forum (aż tyle nie czytam) co w życiu - stada pocieszycielek biednych misiów, które owych misiów rozumieją lepiej niż ich niedobre żony.
    • kol.3 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 20.04.11, 18:53
      Toż to wypisz wymaluj małżeństwo mojego kuzyna, nie zgadza się tylko wiek i to, że kuzyn od żony nie odchodzi. Żona typ kontrolno-nakazowy, kompletnie niereformowalny, uznający, że prawidłowo jest tylko wtedy, gdy wszyscy wykonują jej polecenia, nierozumiejący, że ludzie się od niej odsuwają z powodu jej usposobienia. Mąż w gruncie rzeczy poczciwy pantofel, zakochany mimo wszystko.
      Są dwa wyjścia albo - zostajesz i się mordujesz do końca życia albo odchodzisz. Sam musisz zdecydować co lepsze.
    • doctor.no.1 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 21.04.11, 00:02
      Jak to czytałam, to opis skojarzył mi się z takim cytatem "...umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion"

      :)

      A zupełnie serio - częste są relacje ofiara-kat; i nie zawsze katem jest mężczyzna, i nie zawsze katowaniem jest przemoc fizyczna. Ja sądzę, że Pan może obawiać się odpowiedzialności za siebie, za swoje życie i obawiać się zmierzenia z samym sobą. Do tej pory była żona, którą łatwo można było w duchu oskarzyć o wszystko - np. o zerwanie więzów z rodziną. Brak "wrednej żony" obnaży Pana osobiste frustracje, problemy, lęki i niedoskonałości. A to rodzi obawy. I w takim mechanizmie upatrywałabym tęsknoty za powrotem do znanego piekiełka, gdzie już nauczył się Pan funkcjonować.
      • facet_1_0_0 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 21.04.11, 02:48
        3 dni temu dopadł mnie poważny kryzys. Dziś jest znacznie lepiej dzięki Wam – Dziękuję.Odpowiem wszystkim może to być zlepek informacji ale jakoś to poskładam.
        WSTĘP
        W pierwszych 2 latach małżeństwa wszystko było całkiem ok. wtedy też nie kontrolowałem wszystkich swoich zachowań, byłem spontaniczny roześmiany czasem chlapnąłem coś w towarzystwie co uraziło żonę(nie żeby non stop ale kilka wpadek zaliczyłem) oczywiście dla mnie to nie był problem ale z czasem zrozumiałem że miała o co się złościć. Żona zaczęła mi zarzucać że jestem zbyt otwarty do znajomych i zbyt swobodnie się zachowuję a oni to nam przygadują i że ja tego nie zauważam i że nie chronię małżeństwa i jej samej. Potem było coraz lepiej – że podoba mi się żona tego kolegi i innego kolegi i jeszcze innego (wystarczyło że byli u nas znajomi a ja gadałem z jego żoną na jakiś temat bo z kolegi słowo wydusić to było mistrzostwo) i już że ja na tamtą lecę! A wszyscy siedzieliśmy razem!
        Wtedy to zaczęła się moja ewolucja ( Zbyt wolno dla mojej żony). Zastanawiałem się nad tym co mówi i dochodziłem do wniosku że może ma rację, że może się tak czuć, ok.
        Zacząłem się zmieniać choć wolno mi to przychodziło, ale w końcu zmieniłem podejście.
        Potem lawinowo spadały na mnie kolejne wymagania, sugestie, zarzuty.
        Doszła do tego moja rodzina i reszta świata.
        Znowu trwał proces dostosowywania się (cytat: męczyła się ze mną strasznie).
        Zmieniłem się bardzo dla żony przez te kolejne 4 lata i na kilku płaszczyznach wyszło mi to na dobre.
        Stałem się produktem doskonałym, byłem dopracowany (jak to się mówi).
        Nie popełniałem już błędów, wymyśliłem że przestaniemy się spotykać ze znajomymi (moimi) bo tylko w ten sposób mogłem zapewnić sobie spokój w domu.
        Z rodziną też coraz mniej bo zawsze się coś znalazło o co byłem gnębiony.(ato moja mama coś powiedziała ato ciocia wujek itp.itd).

        Demonsbaby:
        Niechęć do rodziny – to proste: mama jak to teściowa zawsze coś tam wie o nas a jak nie wie to czasem syna zapytała (o zwykłe rzeczy)czasem sam coś tam opowiadałem i tyle. Mama ma koleżanki i lubi sobie pogadać , pochwalić się dobrą synową więc cos tam gadały z koleżankami i dotarło to do mojej małżonki i już jest jazda że moja matka obgaduję ją za plecami.
        Zaczynała się kontrola telefonu czy dzwonię do matki czy widuję się poza oficjalnymi spotkaniami, czy to mama do mnie dzwoni itd. Jak do mnie matka dzwoniła to numer wykasowywałem a zanim odebrałem to się 5 razy zastanawiałem co będzie chciała i czy będę mógł odpowiedzieć .
        Przeglądanie bilingów i comiesięczne sprawdzanie ile razy dzwoniłem do matki czy ojca to norma.(ale nie było źle – bo kurcze nie dzwoniłem i tyle.)
        A jeśli ktokolwiek z rodziny zadzwonił i prosił mnie o jakąś drobną przysługę to zawsze coś musiałem wymyśleć, że nie mogę, że nie dam rady, że mnie nie ma (bo małżonka zawsze miała inną wizję).

        Kwiatuszkowa:
        Umieszczenie mojego tematu na forum zapoczątkował napisany do żony mail – ale go nie wysłałem.
        Myślałem nad tym, ale zrobiłbym z siebie tylko frajera. Ona nie uwierzyłaby w to co napisałem, nie przypuszcza że to uczciwe przecież zawsze myśli o mnie że ją z czymś tam okłamuję.
        Teraz tym bardziej może sądzić że robię to na potrzeby sprawy.
        Dzieci nie mamy bo jak widziałem co się dzieje to z roku na rok przekładałem decyzję. Na początku 2010 była poważna rozmowa i mięliśmy zostawić wszystko za sobą i rozpoczynać od nowa, przez 3 miesiące było dobrze i myślałem że wszystko minęło. Wtedy pierwszy raz tak bardzo chciałem mieć z nią dziecko. Rozmawialiśmy o tym ….i …..jesszzzczeeeee troszeczkę poczekałem ..i ….od nowa jazdy.

        Sorvina:
        >Zazdrośnicy paranoicy obsesyjnie kontrolujący partnera nie zdają sobie sprawy, że właśnie w ten >sposób mogą spowodować to czego się boją. Jednak zdrada choć czasem zrozumiała, zawsze jest >wyborem i to dość niedojrzałym. A jak już się stanie jest wodą na młyn dla zazdrośnika i okazją, by >zrobić partnerowi prawdziwe piekło - bo to ON jest zły i teraz jest na to dowód, o własnych błędach >nie pamięta. Moim zdaniem w takiej sytuacji potrzebna jest zarówno terapia małżeńska jak i >indywidualna dla OBOJGA. Żona ma duże problemy sama ze sobą, ze swoimi lękami i chyba też >brakiem szacunku do drugiego człowieka i jego granic i musi z tym coś zrobić, jeśli sytuacja ma się >zmienić. Mężowi brakuje odwagi cywilnej do stawiania granic na bieżąco, szacunku do siebie, >swoich uczuć, potrzeb - poświęcił wszystko dla małżeństwa w imię czego - pielęgnowania >paranoicznych lęków żony? A potem zamiast nazwać problem po imieniu i albo rozwód albo terapia, >jak dziecko zrobił żonie na złość, a teraz płacze.

        Trafiłaś w dziesiątkę jeśli chodzi o całą sytuację, jeśli chodzi o mnie i odnośnie żony.
        Każde twoje słowo tutaj to prawda o nas.

        Mamameg:
        >Mnie to nie wygląda na paranoiczną zazdrość, tylko osobę która wszystkich(na ogół >bezpodstawnie)podejrzewa o najgorsze intencje i nawet jeśli wszyscy dookoła odnoszą się do niej >życzliwie, to ona i tak sobie wymyśli jakieś działanie na jej szkodę.

        Dokładnie tak było, zawsze wymyśliła że ktoś jej coś, że miał na myśli na pewno to czy tamto i czemu ja tego nie widzę (bo w zasadzie nic takiego nie widziałem!) A jak zacząłem tłumaczyć żonie że może nie miał ktoś nic złego na myśli to była jazda że ja bronię tą osobę.

        Bonamibo:
        > Poza tym, mam wrażenie, że ty nie z wielkiej miłości, a z tchórzostwa raczej (j
        > ak sobie sam poradzisz?) nie chcesz (?) tego rozwodu.
        Sorwina:
        >Niby do czego ma odejść?

        Właśnie powiedz „ Bonami bo” do czego? 12 lat związanych z jedna kobietą dzień w dzień świątek piątek. Jestem w domu każda rzecz stoi w tym samym miejscu, wiszą jakieś nasze zdjęcia, w łazience zostały : jej szampon, balsamy, toniki, spinki do włosów. Ja łapę się na tym że wszystko robię tak samo jak wtedy gdy byliśmy razem: różne rzeczy odkładam w te same miejsca tylko …..tylko jest jakoś dziwnie ….pustka ogromna … nie zaskrzypi już kanapa gdy na niej siedziała (jest cisza) nie słyszę jak przechodzi z pokoju do pokoju szelestu jej ubrania ……jest tylko przerażająca cisza.

        • facet_1_0_0 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 21.04.11, 02:53
          C.D.
          Bonamibo:
          >Gdyby chciał konkretnej porady na forum, to by napisał konkretniej o co chodzi. Tzn. parę >przykładów zaborczości żony czy swojego upustu kranika

          1. Kłótnie sprzeczki zawsze mnie dystansowały na jakiś czas do sexu byłem jakiś zablokowany, czasem następowała kolejna sprzeczka i znowu blokada. Wtedy (4 lata temu) padły pierwsze słowa których nie powinienem usłyszeć „ Jesteś gejem i pedałem”. Ona mogła się ze mną pokłócić i za 30 min iść do łóżka ja niestety nie. Może bym tego nie wziął do siebie ale to z jakim przekonaniem i wiarą to mówiła mocno mnie zaniepokoiło. Temat wałkowany był 3 tygodnie, twierdziła że da się to udowodnić że lekarze mnie przebadają i psychiatrzy i że dostanie rozwód nawet kościelny. Widziałem w jej oczach jak autentycznie wierzy w to co mówi. - to było straszne myślałem że oszaleję. Blokady zmiażdżyłem w sobie i po kłótniach mogłem wszystko, tyle że było mi trudno psychicznie to ogarniać. Ale dawałem radę żona była usatysfakcjonowana. Jak się wyłączałem to okazywało się ze mogę dłużej, lepiej, intensywniej, kurcze same zalety. Po roku czasu gdzie nasze pożycie było całkiem niezłe nie mówiła już nic takiego.
          Nastąpiła kłótnia o dotychczasowy całokształt zapytałem brutalnie i chamsko „czy to p…ł cię r….ł” a ona na to że nie wie.
          Nie wie! Nadal nie wiedziała! Czyli - możliwe że jestem nadal pedałem (znowu widzę że ona całkiem poważnie). Normalnie to jakiś Film chyba (myślałem sobie)

          2. Banał jakich wiele– wymieniałem opony w samochodzie a że wulkanizator jest 50 m od mojego rodzinnego domu wszedłem na 30 min do rodziców. Dziękuję wystarczyło – bo ja na pewno z nimi cos gadałem na nią itp. Itd.
          3. Kłótnia że nie znam pisma św. i czym jest dla mnie wiara czym jest dla mnie bóg bo ona mnie nie zna i musi wiedzieć. (w domu robi sajgon a o bogu chce rozmawiać ??)
          4. Zarzucała mi często że podpytuję np. mamę co kupić tacie na imieniny. Więc tata ma imieniny, jadąc z pracy wchodzę do marketu kupuje pierwszą lepszą koszulę. (myślę super! prezent z głowy) ale… żona jest zdziwiona że kupiłem sam koszulę - jak to? No mówię jej że kupiłem i tyle.
          O nie nie nie na pewno to matka do mnie zadzwoniła i kazała mi kupić właśnie koszulę (super)
          5. Żona ma imieniny i moi rodzice dzwonią że przyjadą, ponieważ kupowaliśmy właśnie w tym dniu działkę pod nasz nowy DOM rodzicom powiedziałem żeby przyjechali jutro. Natomiast następnego dnia coś tam wypadło rodzicom i zadzwonili ze przyjadą następnego dnia i tak też zrobili.
          Nie był w tedy problemu ale po miesiącu miałem powiedziane że moi rodzice nie chcieli przyjechać na jej imieniny. (czy to normalne się pytam?
          6. Teść kupuje 2 letni samochód prosi mnie abym z nim jechał, dla mnie bomba. Jedziemy wszyscy małżonka też. Auto super żadnych wad cena sztywna!
          Powiedziałem żeby mnie zostawili samego ze sprzedającym i udało się dostaliśmy rabat.
          Auto nie mogło odjechać z salonu tak po prostu bo brakowało dokumentów, nie było ubezpieczenia i tablic. Tydzień trzeba czekać - ok. w zasadzie przedłużyło się do 2,5 tg. Po 2 miesiącach usłyszałem od żony że na pewno temu sprzedawcy coś nagadałem i dla tego samochodu nie chcieli wydać jej ojcu.
          7. Miałem nie mówić moim rodzicom o zakupie działki aby nie rozgadywali nikomu – ok. nie powiedziałem. Mijają chyba 3 miesiące i jest awantura że nadal nie powiedziałem o działce i pewnie nie chcę pokazać rodzicom jak bardzo jestem za żoną że mam z nią wspólne plany itp. itd.
          8. Pewna firma chciała abym dla nich pracował ale było to daleko od domu. Specjalnie dla mnie mieli zakupić samochód abym dojeżdżał do pracy a w rezultacie nawet 3 dni w tyg. mógłbym pracować w domu. Wszystko super ale… przemyślałem to. Po pierwsze dojazdy – zima wypadek itp. Po drugie znam żonę – zima jakiś korek i nie wrócę na czas będzie sajgon w domu (że dziwki romans itd.)
          Miesiąc czasu minął i dylemat co zrobić aż zdecydowałem że zostaję w obecnej firmie na miejscu a i tak pracuję często w domu więc nie ma co szukać dziury w całym. Był tylko jeden błąd! Powiedziałem o swojej decyzji żonie po powrocie z krótkiej wizyty u rodziców – wiecie co było dalej.
          9. Żonie przypomniało się po 10 miesiącach że w poprzednią wigilię moja ciocia życzyła jej „abyśmy za rok wszyscy spotkali się w tym samym gronie” (co roku tak życzy) zresztą mój Teść a żony przecież ojciec mówi to samo…. Nie Ni Nie moja ciocia z pewnością rozmawiała z moją mamą która to coś powiedziała na żonę i chcą zniszczyć to małżeństwo i na pewno coś już ciotka wie i dla tego takie życzenia, że niby szydercze.
          10. Na koniec dołożę to: Cytat - że jak jestem tak bardzo przywiązany do mojej rodziny to mogłem się ożenić z mamusią tylko że jej r….ć bym nie mógł – koniec cytatu.

          Tak dociskany przez ostatnie prawie 4 lata łącznie z (mordobiciem od czasu do czasu) w 2009 wyłączyłem się całkowicie i żyłem jak roślina.
          Ponieważ jak napisałem: Nie piłem itp. itd. Chciałem jakoś zemścić się i ukarać żonę, zdobyć siłę do tego żeby obojętne mi było to co ona do mnie „mówi”. Internet > przypadkowa kobieta (wybrałem aby była z bardzo daleka aby nikt się nie dowiedział i abym nigdy jej więcej nie spotkał) 1 wizyta i sprawa była załatwiona (tak naprawdę trochę wstyd ale nie byłem w pełni sprawny) byłem zblokowany, jak już się znalazłem w tej sytuacji chciałem czmychnąć ale……. a szkoda gadać. Przez pierwszy miesiąc po tym zdarzeniu było mi naprawdę lepiej lecz w drugim miesiącu dopadły mnie wyrzuty i zacząłem czuć się strasznie sam ze sobą? To nie po mojemu takie zachowanie. Zrozumiałem jak wielką krzywdę wyrządziłem żonie a i psychicznie czułem się okropnie.
          Do dziś nie mam śmiałości poprosić boga o wybaczenie. Jak mam to zrobić? Co mam mu powiedzieć?
          Muszę się z tym jakoś uporać.

          Żona dowiedziała się 5 miesięcy później. Był to dla niej ogromny szok (powiedziała że: nie ważne było nic, ale była pewna i wiedziała że ja jej nigdy nie zdradzę) i to ją ścięło pewnie z nóg (zresztą ja też niby wiedziałem że nigdy czegoś takiego bym nie zrobił) co mną kierowało?… szlak by to trafił. Twierdziła że wybaczyła (Przepraszam Was wszystkich ale ja bym nie wybaczył ja bym czegoś takiego nie ścierpiał). Zaczynaliśmy wszystko od nowa przez 3-4 miesiące było dobrze żona dręczyła mnie o to zdarzenie ale miała prawo. Nie mam jej za złe tego czasu. Poczułem że chcę mieć z nią dziecko - jak nigdy wcześniej. Potem powróciły stare tematy i te same kłótnie o moją rodzinę itd. (pewnie miało to wszystko związek z traumatycznym przeżyciem bo nie można wykluczyć) fakt faktem że się nie udało. Jest pozamiatane. Pragnąłem mieć tylko zgodny i ciepły Dom.
          • malwa200 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 21.04.11, 08:36
            moim zdaniem Twoja żona nie jest normalna. chora albo wyjątkowo wredna. ciesz się, że uwolniłeś się od niej
          • amb25 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 21.04.11, 08:36
            A jak sie zona dowiedziala o tej pani? Powiedziales jej?????? Jesl tak to po co - chciales sie na niej odegrac?
            Nie zrozum mnie zle, nie chce bronic ani oceniac Ciebie i twojej zony. Ale jesli normalna kobieta uwaza, ze "mogles ozenic sie z mamusia" to moze rzeczywiscie nie odciales pempowiny? Takie zachowanie z reguly ma swoje przyczyny.
            Jesli Cie, wyzywa (a ty jej nie oddajesz) to jest to zwykla przemoc a ty jestes jej ofiara. Jesli jej oddajesz to nie jestes lepszy od niej.
            Dlaczego zostawila swoje rzeczy w lazience? Te z reguly zabiera sie ze soba przy wyprowadzce i jesli rozumiem to ona wyprowadzila sie z waszego mieszkania. Wiec moze rozwod czy separacja to byl jej pomysl?
            • noname2002 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 21.04.11, 10:16
              "Ale jesl
              > i normalna kobieta uwaza, ze "mogles ozenic sie z mamusia" to moze rzeczywiscie
              > nie odciales pempowiny? "
              Ale ta kobieta nie jest normalna! Czy normalna kobieta sprawdza mężowi billingi, żeby zobaczyć czy nie dzwonił do matki albo ojca? Nie mówiąc o reszcie zachowań. Chciałabyś żyć z kimś kto robi Ci awantury o rozmowy z własnymi rodzicami, o rozmowy ze znajomymi i stale podejrzewa Cię o najgorsze intencje, nieważne co byś robiła?
              Jedyna wina męża w tym, że się na to wszystko zgadzał, ale starał się być dobrym mężem.
          • sorvina Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 21.04.11, 12:57
            Za bardzo mi Twoja żona przypomina kobietę jaką znam, z małżeństwa o którym pisałam wcześniej. Ona też z niesamowitym zaangażowaniem przeinaczała różne sytuacje, by udowodnić jak to wszyscy mają niecne zamiary wobec niej. Ja bym nie wpadła na to, że można coś tak interpretować, a czasem tak podle kłamać, że coś miało miejsce . Najgorsze, że ona wydawała się naprawdę wierzyć w to co mówi i jak ktoś nie miał możliwości zweryfikowania faktów to łatwo było go przekonać, dlatego zawsze unikała konfrontacji z ewentualnymi świadkami. A ona z jakąś dziwną manią i obłędem nienawiści w oczach oskarżała męża o coraz to nowe przewinienia i niszczenie jej życia. Co ciekawe, też zarzucała wszystko co najgorsze ciotce, która go wychowała - jedynej rodzinie którą miał i ograniczała z nią kontakt jak się dało. Najgorsze, że wydawała się odczuwać chorą satysfakcję gnojąc męża, jakby jej misją życiową było go zniszczyć. Przerażająca mieszanka pogardy i nienawiści.

            To zachowanie naprawdę nie wyglądało normalnie, z czasem coraz bardziej traciła kontakt z rzeczywistością, żyła w swoim świecie, "swoich" faktów. A jednocześnie na co dzień dla świata zewnętrznego potrafiła zachowywać całkowitą przytomność umysłu, logiczność myślenia i postępowania. Dlatego myślę, że tu nie o chorobę psychiczną jako taką chodzi, lecz o mniej lub bardziej świadomy wybór, by za pomocą męża (i dzieci) radzić sobie z problemami emocjonalnymi które ma. W tym przypadku chodzi o przerzucanie złości i żalu, jaki czuła do terroryzującej ją całe życie matki, o której złego słowa nie może powiedzieć, bo jest święta. Ale była i jest potworem, a z wiekiem upodobniają się coraz bardziej. Matce nie ma odwagi cokolwiek powiedzieć, więc odtwarza sobie sytuacje w stosunku do męża, naginając fakty i regując emocjami, nieadkwatnymi do sytuacji. Czuje przy tym ulgę, ale tylko chwilową. Nie uzdrawia to w jakikolwiek sposób jej realnych problemów, a z czasem potrzebuje coraz większej dawki satysfakcji z zemsty na "winnym". Nie ma przy tym ŻADNYCH hamulców. Nie ma też sensu rozmawiać, gdyż nawet jeśli złapie się porozumienie to za chwilę jest reset mózgu i rola pokrzywdzonej mścicielki odgrywana jest od początku. Fakty się nie liczą, raz może zarzucać coś by za 5 min zarzucać coś zupełnie przeciwnego i nie widzi w tym sprzeczności, liczy się efekt - wbić w poczucie winy, zgnoić, jak nie tą metodą to inną.

            Czytałam kiedyś, że moc uzdrawiającą ma złość, nawet nienawiść odczuwana w stosunku do realnego krzywdziciela, bo uświadamia nam, że stała nam się krzywda, daje szansę ją opłakać i siłę do odpowiedniego działania. Ale złość przerzucona na kozła ofiarnego nie ma, poza chwilowym odreagowaniem, tej mocy. Co więcej sprawia, że taki człowiek zaczyna się nią nakręcać - bo chce czuć się silny a nie słaby, bo gdzieś tam przebija się do niego rzeczywistość i tym bardziej musi sobie i innym udowadniać, że jednak ma słuszność nienawidząc swojego kozła. Podkładając się drugiej osobie się nie pomoże, a sobie można bardzo zaszkodzić. A udowadnianie, że nie jest się wielbłądem, że np. głupie pokrojenie jajka w kostkę nie świadczy o tym, że się nie szanuje żony i życzy jest wszystkiego co najgorsze (bo panią olśniło, że dziś chce w ćwiartki, ale nikomu o tym nie powiedziała i robi awanturę na cały dom, że jej zniszczył obiad, dzień, życie) nie ma sensu.

            Zacznij odbudowywać swoje życie z dala od niej, ale bierz pod uwagę, że musisz nauczyć się funkcjonować na nowo nie tylko fizycznie - w pustym mieszkaniu, ale i psychicznie. Nauczyłeś się metod przetrwania w takim związku, niczym dziecko w domu toksycznych rodziców. W normalnych sytuacjach one ograniczają i szkodzą. Poza tym czeka Cię lekcja brania odpowiedzialności za wszystko co robisz, bez oglądania się na żonę i tłumaczenia tego jej zachowaniem. Brakować Ci może nie tyle żony, co znanych schematów. Bolesne, ale jednak swojskie. A że żona będzie chciała być o niej pamiętał i cierpiał (pozostawione rzeczy) to mnie to najzupełniej nie dziwi. Dziwiło by mnie gdyby dała Ci łatwy rozwód i pozwoliła szybko o sobie zapomnieć. Tamta kobieta pomimo deklaracji, że owszem nie chce robić problemów, już drugi rok bawi się w zwolnienia lekarskie, oczywiście nie racząc uprzedzić męża i świadków by nie przyjeżdżali na rozprawę...

            --
            Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
        • demonsbaby podtrzymuję jedno zdanie 21.04.11, 05:49
          Rozwód to korzyść dla obojga, choć z pewnością, odegra większą korzyść dla ciebie, autorze wątku. Nic co napisałeś mieści się w jakichkolwiek normach. Zdrada (poza "dziwkarskim charakterkiem") jest wypadkową działań obojga. Toksyczne, chore ... to są relacje między wami widziane przeze mnie po takich wyznaniach. Nie ma też nic złego w tym, że kochasz żonę i chciałbyś stworzyć z nią dom. Jednak SZKODA TWOJEGO WYSIŁKU. Zostaw dla siebie ten entuzjazm i energię, żeby móc je wykorzystać w kolejnym związku, w którym możesz mieć szanse zdobyć to o czym marzysz. Tutaj nie ma szans na spokojny dom. Stałeś się ofiarą swojej żony. Wyciągnij wnioski z tego co ciebie spotkało. Zrewiduj swoją uległą postawę, brak granic i zasad jakie powinieneś wdrażać w związku. Terapia indywidualna przyda się i tobie po tym wszystkim, bo twojej żonie z pewnością, która normalnie się nie zachowuje. Utnij to, będzie dobrze. Za jakiś czas poczujesz ulgę, co więcej, kiedy znajdziesz na swojej drodze wartościową kobietę, będziesz wdzięczny losowi, że ten etap w życiu został zakończony.
          Na wszystko potrzeba czasu, ale w sądzie nie pozwól sobie na obarczenie ciebie winą za rozpad małżeństwa.
    • enith Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 21.04.11, 19:17
      Gdyby nie to, że napisałeś, że żona przez kilka miesięcy zachowywała się poprawnie, też skłonna byłam przyznać, że wygląda to na jakieś zaburzenie psychiczne. Jednak napisałeś, że żona potrafiła się przez jakiś czas powstrzymywać od paskudnych zachowań, do tego stopnia nawet, że rozważałeś starania o dziecko. A więc jednak nie jest to choroba psychiczna, a żoniny paskudny, podejrzliwy i wszędzie węszący intrygi charakter. I tylko intensywna motywacja (ryzyko rozpadu małżeństwa lub pragnienie posiadania dziecka) sprawiła, że żona nieco lepiej się kontrolowała, ale i tej motywacji na długo nie starczyło, jak widać. Poczekaj na wypowiedź pani Agnieszki. Ja ze swojej strony mogę napisać, że jeśli nie jest to zaburzenie psychiczne, które da się skutecznie leczyć, powinieneś dać sobie szansę na szczęście bez tej kobiety u twojego boku.
      • facet_1_0_0 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 22.04.11, 01:00
        Amb 25:
        Nie powiedziałem żonie, sama odkryła – konsekwencja i upór w odwiecznym sprawdzaniu pomógł.
        Dlaczego zostawiła swoje kosmetyki? Nie brakowało nam pieniędzy więc jeśli jeden krem czy balsam się znudził to kupowała następny. Więc niektóre zużyte do połowy musiały zostać bo jej były zbędne.
        Nie miałem nic przeciwko – jest kobietą, lubi zmieniać kosmetyki, sprawia jej to przyjemność - niech kupuje i zmienia (no problem.) Bawiło mnie to nawet, uśmiechałem się troskliwie jak byłem zapraszany do naszej łazienki na prezentacje nowego cudownego (jak to ja mówiłem) kremu  (miło powspominać).
        Decyzja o rozwodzie została podjęta wspólnie.

        Sorvina:
        Dokładnie to samo obserwowałem – nakręcała się coraz mocniej, karmiła się tą ciągłą podejrzliwością, mówiłem jej o tym! „Dziewczyno ty z roku na rok z miesiąca na miesiąc coraz bardziej się nakręcasz”

        > Brakować Ci może nie tyle żony, co znanych schematów.
        To bardzo mądre zdanie.

        Demonsbaby:
        Enith:

        Macie rację i zapamiętam wasze słowa.


        Do wszystkich:
        Rozbudziliście we mnie nową nadzieję.
        Sam zawsze miałem się za zwykłego prosto i życiowo myślącego gościa.
        Powoli wątpiłem czy mój sposób patrzenia na świat jest właściwy.
        Już jestem Wam wdzięczny, leżałem – teraz uniosłem głowę, myślę że niedługo wstanę, wiem kim byłem, kim jestem i kim pozostanę.
    • notting_hill Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 22.04.11, 11:00
      Czy Twoja żona, autorze wątku, nie jest aby Dorosłym Dzieckiem Alkoholika?
      • ploteczka002 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 22.04.11, 20:05
        Nie, nie, nie.
        uciekaj
        Po co to analizujesz
        zycie mamy tylko jedno- ONA jest chora, wredna, cos przekalda na ciebie

        wycuczyla cie pewnych zachować
        musisz wrocic 'do zrodla", czyli do siebie
        i potem mysec o nowym zyciu

        najpierw wylecz sie z tych lat, ktore ci zaserwowala
    • perd-ido Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 26.04.11, 21:29
      Przypadkowo natknelam sie na Twoj post. Nie chce tego mowic, ale nie umiem klamac: Stales sie ofiara przemocy emocjonalnej! przez ostatnie lata byles popychadlem zony, ktora deptala po Tobie jak po wycieraczce, ublizala, nie wpadles chlopie w nalogi (a mogles poplynac...bo niejeden tak odreaguje) i ciagle ja kochasz?. Rozwod to najlepsze wyjscie z takiej chorej milosci. A milosc?..co to za milosc jak Ty kochasz a ktos Toba pomiata?. . Bozzze TY byles dla niej za dobry!...ja do takiej baby to juz bym lapy wyciagnela, bo raczej emocji bym nie opanowala.
      Ty sie dlugo nie "otrzepiesz" z tego zwiazku...wspolczuje ale bierz sie do qupy, wypierdziel zdjecia i caly dobytek po niej. Szkoda slow i lez. Daliscie sobie czas- ale nie wyszlo. Po co przeciagac sprawe?. Masz prawo do bycia kochanym i szanowanym, nie rezygnuj z tego.
    • filetta Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 28.04.11, 14:35
      Szkoda, że nie wysłałeś tego mejla do żony. Może w odpowiedzi dowiedziałbys się, co ona czuła przez te 12 lat. Nie bawiła się dobrze, cierpiała tak samo jak Ty. Te wszystkie historie, to dla niej nie wyssane z palca głupoty, ale najprawdziwsze i bolesnie przezywane tragedie. Jest chora, ale nie wredna. To jej wina, że w Waszym małżeństwie tak źle się układało, to przez nią te wszystkie kłótnie, problemy, awantury, złe dni, smutek, żal i rozstanie. Ale czy ona tego chciała? Na pewno nie. To bardzo nieszczęśliwa kobieta. Przede wszystkim dlatego, że nie zdaje sobie sprawy z powagi swoich emocjonalnych problemów. Po drugie - dlatego, że nikt nie był i nie jest w stanie jej pomóc. Ty również odpowiedz sobie szczerze - starałeś się jej pomóc? Zrobiłeś coś poza dostosowywaniem się do wymagań? Braniem udziału w całym tym cyrku, aktywnym uczestniczeniem w kłótniach, chorej wymianie zdań? Ona sama nie rozumiała i nie rozumie, co się z nią dzieje. Dopiero patrząc na Twoje reakcje, widzi, że coś nie tak. Ale co? To nie jest takie proste, jak się wszystkim wydaje.
      Takie osoby, jak Twoja żona nie powinny wchodzić w trwałe związki, a tym bardziej posiadać dzieci. Dlatego dobrze się stało, że się rozstaliście. Przede wszystkim ze względu na Ciebie.
    • rozwodnik-waw Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 28.04.11, 20:38
      > 12 lat. w tym prawie 7 małżeństwa. (12 lat codziennie ze sobą, 7 dni w tyg.)

      Ludzi chorych psychicznie należy izolować od społeczeństwa i zapewnić im stały kontakt (24/7) lekarzy specjalistów.
    • mankatoja Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 30.04.11, 13:48
      w zasadzie cie rozumiem
      tyle ze u mnie bylo na odwrot - ja czulam to co ty a on....nie wiem, teraz juz nie wiem
      wiem za to ze .....
      to jest toksyczna milosc, bo jaka inna doprowadza do samozaglady?
      nie wiem co ci poradzic
      wiem tylko ze nie wolno tak kochac bo potem nie mozna normalnie zyc
      jest sie uzaleznionym jak alkoholik

      i wiesz co, powiem ci to co musisz wiedziec -to nie ty jestes zly
      ona jest zla
      dlaczego? zamknela cie, odizolowala, obezwladnila i uzaleznila
      nie z milosci tylko z egoizmu

      pozwol jej odejsc i ...jelsi ci sie uda, zacznij zyc inaczej, wsrod ludzi
      to trudne , wiem, bo sama probuje, idzie mi slabo ale.....ale tak trzeba jesli nie chce sie przestac istniec
      • facet_1_0_0 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 04.05.11, 23:35
        Pamela 788
        >Wlasnie mialam sie polozyc sapc,ale ten tekst zainspirowal mnie na tyle,ze ide do pracowni i >powstanie obraz,jesli wyjdzie tak jak go sobie wyobrazam,to bede ci bardzo wdzieczna. za >kilka dni sie okaze czy potrafie twoje uczucia przelac na plotno.
        >Dziekuje Ci bardzo.

        Dla mnie niesamowite byłoby zobaczyć, choć zdjęcie twego obrazu
        To duże przeżycie w obrazie odnaleźć własne uczucia, chwile bólu, pytania, zwątpienie, tęsknotę, żal...


        • kropeczka455 Re: Rozwód z rozsądku.....z żalu a Miłość 04.05.11, 23:59
          facet_1_0_0 napisał:
          > Dla mnie niesamowite byłoby zobaczyć, choć zdjęcie twego obrazu
          > To duże przeżycie w obrazie odnaleźć własne uczucia, chwile bólu, pytania, zwąt
          > pienie, tęsknotę, żal...

          Szybciej będzie jak staniesz przed lustrem i spojrzysz w swoją twarz.
          Czy tęsknisz za piekłem jaki miałeś w małżeństwie ???
Pełna wersja