beti10999
25.04.11, 22:48
postaram się krótko,choć chyba ciężko będzie.
Od 6lat rozwiedziona z winy męża. Po dwóch latach wrócił na kolejne trzy. I znów powtórka "z rozrywki": nowa kobieta. Obecnie eks małżonek układa sobie z nią życie.
Nigdy eksmężowi nie zabraniałam kontaktów z dzieckiem,wręcz sama je czasami inicjowałam. Miałam jakoś tak zakodowane,że syn potrzebuje ojca.
Oboje zresztą mają wspólna pasję-konie. Młody jest końmi zafascynowany od pierwszego roku życia,eks praktycznie przejął tą pasję od niego i z tym związał swoje życie zawodowe-nauczył się kuć, został instruktorem. Podobnie jego nowa narzeczona. Wspólnie prowadzą ośrodek konny.
Obecnie syn praktycznie każdy weekend spędza u ojca. Wszystkie ferie. Kiedy tylko to jest możliwe. Ja cieszyłam się dotąd że spędza u niego ten czas na świeżym powietrzu,że może rozwijać tą swoją pasję. Aż obróciło się to przeciwko mnie.
Wraz ze swoim partnerem zaproponowaliśmy synowi,żeby wybrał się z nami do aquaparku. Miał być to całodzienny wyjazd w sobotę, w niedzielę mieliśmy pojechać na wieś do znajomej,która również ma konie i syn od jakiegoś czasu namawiał mnie na wyjazd do niej. Data była ustalona miesiąc wcześniej biorąc pod uwagę że w tym czasie eks nie zorganizuje jakiejś imprezy typu zawody konne czy rajd. Totalne zaskoczenie-w piątek eks odebrał syna ze szkoły i nie pozwalając mi dojść do słowa zabrał go na cały weekend. Pojechaliśmy sami.
W kolejnym tygodniu chciałam pokazać synowi, że zabolało mnie jego zachowanie-wiedział że z nami nie pojedzie już od środy-poczułam się więc oszukana,bo nie wspomniał słowem,że nie ma ochoty jechać.
Ograniczyłam więc rozmowy do niezbędnego minimum. Nie szykowałam śniadań do szkoły. Ignorowałam go.
Eks przyjechał z awanturą jak mogę tak traktować dziecko.
I dał mi trzy wyjścia do wyboru:
1-zgodzę się na przeprowadzkę młodego do niego po "dobroci"
2-zacznę młodego traktować normalnie
3-wystąpi do sądu o zmianę decyzji (dziecko prawnie mieszka ze mną,choć eks nie ma ograniczonych praw)
Wcześniej kilkakrotnie rozmawiałam z synem i nigdy nie wyrażał chęci zamieszkania z ojcem. Dlatego byłam w szoku kiedy teraz wykazał taką chęć,wręcz stwierdził że to jego marzenie.
Oczywiście przeprowadziłam z synem poważną rozmowę, byłam w szkole u pani pedagog.
Nie wyobrażam sobie obecnie że syn zamieszka z ojcem,mam wrażenie że nie ma on dobrego wpływu na syna począwszy od tego że używa przy nim wulgaryzmów w stosunku do mnie i np -moich rodziców. Jest to osoba nieodpowiedzialna. Niejednokrotnie syn czeka na niego godzinami, bo obiecuje że przyjedzie rano a przyjeżdża po południu-ale następnego dnia... Nie uprzedza mnie przy tym o zmianie planów,muszę np. na szybko przygotowywać obiad. Ostatnio pracowałam w niedzielę na 14-22. Przywiózł dziecko bez obiadu o 14,jak mnie już nie było. Czego nigdy wcześniej nie robił.
Zazwyczaj przywoził dziecko w niedzielny wieczór,ostatnio notorycznie w poniedziałek rano. Syn często jest zmęczony,niewyspany. Często właśnie w poniedziałki mam telefony ze szkoły żebym go odebrała bo źle się czuje.
Na dodatek syn i wszystkie jego ciuchy po powrocie po prostu śmierdzą. Jakiś taki specyficzny zapach papierosów,wilgoci i koni. Często trudno nawet to doprać. Dlatego wymagam by po powrocie się kąpał i przebierał. Kiedy ma to robić jak przyjeżdża tak późno? Zresztą eks twierdzi że coś sobie ubzdurałam(on to określa bardziej dosadnie)
dwa razy z rzędu przyjechali tak późno że młody spóźnił się, jeden raz wcale nie poszedł w poniedziałek "bo klacz się źrebiła i zaspali"...
W Boże Narodzenie była umowa że zabierze dziecko w pierwsze święto po południu. W Wigilię nie odpisał synowi nawet na życzenia. W drugie święto więc napisałam mu smsa żeby choć odezwał się do dziecka i kiedy w końcu przyjedzie. Zadzwonił do mnie i do młodego z awanturą, że to my nie odpisujemy na smsy. Młody się popłakał, Faktycznie żadne z nas nie dostało żadnej wiadomości. Przyjechał więc w drugie święto bardzo późnym wieczorem.
Młody został u niego do Nowego Roku.
Teraz-w Wielkanoc nie miałam szans uzgodnić jak mają te święta przebiegać ponieważ nawet nie przyjechał pod dom po syna tylko syn szedł gdzieś-umówili się przy sklepie czy na stacji benzynowej. Zostawiłam więc wiadomość na poczcie(bo nie odbiera moich telefonów) że proszę żeby przywiózł dziecko w poniedziałek ok. 10-żebyśmy razem mogli pójść do kościoła, bądź na obiad u dziadków. Potem napisałam smsa. Odpowiedzi nie otrzymałam. W niedzielny wieczór nie dodzwoniłam się ani do syna ani do eksa. Dopiero dziś rano odebrał i powiedział,że dziecka mi nie przywiezie. Ja go miałam w Boże Narodzenie to teraz będzie u niego. Powiedział że przywiezie go o 18tej. Oczywiście nadal ich nie ma.
Facet robi sobie co mu się żywnie podoba. Nie liczy się z moim zdaniem. Jak zaproponowałam, że przyjadę sama po młodego usłyszałam.....niecenzuralne słowo.
Jest w tym wszystkim parę problemów. Zawsze wydawało mi się że mam dobry kontakt z synem. Okazało się że nie bardzo. Młody ostatnio stwierdził że boi się moich reakcji. Obiecaliśmy sobie że będziemy mówić prawdę, i młody powiedział mi parę rzeczy których wcześniej nie mówił. Obiecaliśmy sobie,że spróbujemy wyprostować te nasze relacje.
I ja próbuję,a trafiam na mur. Mam wrażenie że cały czas przez eksa,który wraz z narzeczoną manipulują dzieciakiem. Choć dopóki młody jest w domu to wykazuje chęci dogadania się. Sam inicjuje rozmowy i więcej rozmawiamy.
Powiedział że przemyśli sprawę przeprowadzki,podałam mu mnóstwo argumentów przeciw,rozsądnych....Ale oczywiście siłą go nie zatrzymam...
Jak rozmawiać z nim?
Jak rozmawiać z byłym małżonkiem,który ewidentnie jest na mnie wściekły, robi to wszystko celowo.... Zgadza się zrobiłam parę rzeczy przeciw niemu...np. wyłączyłam mu telefon, za który abonament płaciłam ja. On od kilku miesięcy nie oddawał mi pieniędzy. Od tego wszystko się zaczęło...pokazuje co potrafi.
Zresztą wzięłam też kredyt na jego samochód i ostatnie dwa tysiące tez musiałam spłacić sama. Teraz zabiera mi syna.
Alimenty....też ich nie widuję. Dlatego teraz zgłosiłam sprawę do komornika. Podejrzewam,że rozpocznie się jeszcze gorsza wojna.
Ale-jak wyegzekwować ustalanie powrotów syna, żeby moje zdanie się liczyło. Jak rozmawiać z nim żeby te ustalenia były przestrzegane? Czy innej drogi jak sądowa nie ma?
Mam wrażenie że jestem w kropce,że nie mam możliwości żadnego ruchu. Mam wrażenie że każdy mój ruch-oddali syna ode mnie. Na dodatek przez niealimentacje eksa mam ogromne problemy finansowe. Pójście do adwokata-nierealne....A i tak muszę jeszcze rozwiązać sprawę podziału majątku, i tu adwokat będzie niezbędny....ale to już zupełnie inny temat.
Może ktoś mi podpowie,jak powinnam się zachowywać, jak walczyć o syna....
Dodam że syn ma 14lat. Co do mojego przyjaciela-syn kiedyś powiedzia,ł że powinnam sobie kogoś znaleźć. Akceptuje i lubi jego i jego syna (przyjaciel jest wdowcem). Choć teraz już chyba sama nie wierzę w to co piszę. Tak mówi. A gdzie kończy się prawda a zaczyna fałsz???
No to chyba tyle.Ciekawe czy ktoś przez to przebrnie?
Pozdrawiam
B