bellaana
08.05.11, 11:40
Dzisiaj rano dopadł mnie smutek. Nie potarfię udźwignąć swojej przeszłości. Muszę to z siebie wyrzucić. Wyzwalaczem były dwie sprawy - przyjazd do matki na weekend i przeczytany artykuł o osobowości borderline. Wszystkie symptomy borderline pasują do mojego zachowania w przeszłości. Teraz od ok. 4 lat prowadzę normalne życie. To zasługa mojego męża i macierzyństawa. Ale wcześniej robiłam żeczy, które trudno mi zaakceptować. Wyparłam wszystko, ale powróciło i przygniotło.
Było wszystko - picie na umór, przygodne związki, samookaleczanie, epizod anoreksji i bulimii. Najgorsze to ten alkohol i sex, byle z kim, byle gdzie. Tak bardzo siebie krzywdziłam. Nie było nikogo kto by mnie powstrzymał. Rodziców nie obchodziłam. Nie wspierali mnie ani emocjonalnie, ani finansowo. Dorabiali się. Teraz mają wysoki standard życia, duży dom, ogród, działkę, 2 samochody. Uczyłam się b. dobrze, na studiach miałam stypendium naukowe i bogatych kochanków, jakoś dawałam radę.
Mama oddała mnie na wychowanie babci gdy miałam 6 mies., rodzice musieli pracować. Zabrali gdy miałam 4 latka. Było to dla mnie przeżycie traumatyczne - to rozstanie z babcią. Mama była ciągle na mnie zła. Wszystko robiłam źle, pamiętam tylko krzyk i krzyk. Mój lęk i płacz. Sprzątałm, pomagałam, uczyłam się, byle nie krzyczała. Nigdy mnie nie przytuliła, nie powiedziała dobrego słowa. Wtedy pojawił się smutek, wycofanie. Czytałam, jakby te książki miały mnie uratować. Czułam, że są mnie dwie, ta na zewnątrz wycofana i smutna, i ta którą schowałam.
Na czas nauki w liceum przenieśli mnie do babci(mieszkała w większym mieście - lepsze liceum). Wtedy się zaczęło. Alkohol, napady obrzarstwa, odchudzanie, niebezpieczne związki. Pojawiły się stany lękowe. "Mądry" lekarz rodzinny przepisał benzodiazepiny - doszło uzależnienie od ww. Jednocześnie udało mi się skończyć studia z wynikiem bdb.
Koniec był taki - śmierć babci (mało pamiętam byłam na prochach), zatrucie pernazyną i szpital psychoatryczny. Matka zero zainteresowania. Rok nic nie brałam. Sama odstawiłam benzo, więc często miałam napady padaczki, i zaburzenia pozapiramidalne po pernazynie. Mieszkałam z siostrą mamy. Rok totalnej męki.
Po roku zaczęłam chodzić do psychiatry, poznałam męża, wzieliśmy ślub, urodziłam dzieci.
Mąż mnie bardzo kocha, nie wie o mojej przeszłości, kochamy dzieci, niby ok.
Generalnie czuję się źle psychicznie, dzieci są dl mnie wymówką by nie podejmować rozwoju zawodowego i społecznego. Nie mam celu, poza codziennym dbaniem o dzieci. Przyszłość mnie przytłacza.
No i te spotkania z matką. Robię to bo ona chce widzieć wnuki, jest dobrą babcią. My nie rozmawiamy, nie umiemy. Ja jej wciąż bardzo się boję. Gdy jest w pobliżu robię się spięta, wycofana. Jestem już tym wszystkim bardzo zmęczona ...
Chciałabym się nie bać, pójść do pracy jak inne kobiety, mieć cel, uwolnić się wreszcie od matki.