Uwikłana

08.05.11, 11:40
Dzisiaj rano dopadł mnie smutek. Nie potarfię udźwignąć swojej przeszłości. Muszę to z siebie wyrzucić. Wyzwalaczem były dwie sprawy - przyjazd do matki na weekend i przeczytany artykuł o osobowości borderline. Wszystkie symptomy borderline pasują do mojego zachowania w przeszłości. Teraz od ok. 4 lat prowadzę normalne życie. To zasługa mojego męża i macierzyństawa. Ale wcześniej robiłam żeczy, które trudno mi zaakceptować. Wyparłam wszystko, ale powróciło i przygniotło.
Było wszystko - picie na umór, przygodne związki, samookaleczanie, epizod anoreksji i bulimii. Najgorsze to ten alkohol i sex, byle z kim, byle gdzie. Tak bardzo siebie krzywdziłam. Nie było nikogo kto by mnie powstrzymał. Rodziców nie obchodziłam. Nie wspierali mnie ani emocjonalnie, ani finansowo. Dorabiali się. Teraz mają wysoki standard życia, duży dom, ogród, działkę, 2 samochody. Uczyłam się b. dobrze, na studiach miałam stypendium naukowe i bogatych kochanków, jakoś dawałam radę.
Mama oddała mnie na wychowanie babci gdy miałam 6 mies., rodzice musieli pracować. Zabrali gdy miałam 4 latka. Było to dla mnie przeżycie traumatyczne - to rozstanie z babcią. Mama była ciągle na mnie zła. Wszystko robiłam źle, pamiętam tylko krzyk i krzyk. Mój lęk i płacz. Sprzątałm, pomagałam, uczyłam się, byle nie krzyczała. Nigdy mnie nie przytuliła, nie powiedziała dobrego słowa. Wtedy pojawił się smutek, wycofanie. Czytałam, jakby te książki miały mnie uratować. Czułam, że są mnie dwie, ta na zewnątrz wycofana i smutna, i ta którą schowałam.
Na czas nauki w liceum przenieśli mnie do babci(mieszkała w większym mieście - lepsze liceum). Wtedy się zaczęło. Alkohol, napady obrzarstwa, odchudzanie, niebezpieczne związki. Pojawiły się stany lękowe. "Mądry" lekarz rodzinny przepisał benzodiazepiny - doszło uzależnienie od ww. Jednocześnie udało mi się skończyć studia z wynikiem bdb.
Koniec był taki - śmierć babci (mało pamiętam byłam na prochach), zatrucie pernazyną i szpital psychoatryczny. Matka zero zainteresowania. Rok nic nie brałam. Sama odstawiłam benzo, więc często miałam napady padaczki, i zaburzenia pozapiramidalne po pernazynie. Mieszkałam z siostrą mamy. Rok totalnej męki.
Po roku zaczęłam chodzić do psychiatry, poznałam męża, wzieliśmy ślub, urodziłam dzieci.
Mąż mnie bardzo kocha, nie wie o mojej przeszłości, kochamy dzieci, niby ok.
Generalnie czuję się źle psychicznie, dzieci są dl mnie wymówką by nie podejmować rozwoju zawodowego i społecznego. Nie mam celu, poza codziennym dbaniem o dzieci. Przyszłość mnie przytłacza.
No i te spotkania z matką. Robię to bo ona chce widzieć wnuki, jest dobrą babcią. My nie rozmawiamy, nie umiemy. Ja jej wciąż bardzo się boję. Gdy jest w pobliżu robię się spięta, wycofana. Jestem już tym wszystkim bardzo zmęczona ...
Chciałabym się nie bać, pójść do pracy jak inne kobiety, mieć cel, uwolnić się wreszcie od matki.
    • kania_kania Re: Uwikłana 08.05.11, 20:16
      To jest najlepszy moment, zeby poprosic psychologa o wsparcie. Przerobic przeszlosc, pogodzic sie z tym co bylo, wziac gleboki oddech i zaczac zyc. Nie tylko dla dzieci i kochajacego meza. Ale i dla siebie.

      Kania
      • zdunia1979 Re: Uwikłana 08.05.11, 21:26
        No właśnie może spróbuj znaleźć w sobie jeszce trochę siły i udaj się do specjalisty. Psychologowie, psychiatrzy, terapeuci to ludzie, ktorzy pomagają i to skutecznie. Ty sama z pewnych spraw nie zdajesz sobie sprawy, nie rozumiesz co potęguje twoje cierpienie. Cierpisz,męczysz sie całkiem niepotrzebnie. Wiesz twoja przeszłość nie różni się bardzo od przeszłosći wielu młodych ludzi, czas o niej zapomnieć i cieszyć się dniem dzisiejszym. Każdy z nas popełnia błędy, które są ciężarem, ale nie da się tego uniknąć. Ważne jest aby te negatywne doswiadczenia uczyły nas czegoś, poprawiały jakość naszego 'nastepnego" życia. I Wiesz co z drugiej strony to zobacz ile ty osiągnęłaś. Wyszłaś z tego bo jesteś silna i wartościowa. Masz wspaniałego mężą, który wybrał właśnie Ciebie :):):), masz dzieci dla których jesteś najwazniejsza i nie zmarnuj tego! Jeżeli uporasz się sama ze sobą (przy pomocy specjalisty)jestem pewna,że uda ci się dogadać z mamą. |Może ona bardzo żałuje przeszłości i tak właśnie cię przeprasza będąc kochającą babcią. Dzięki temu jest też bliżej Ciebie. Nie potrafii inaczej cie przeprosić!

        Trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki!
        • bellaana Re: Uwikłana 09.05.11, 06:03
          Dzięki dziewczyny.
          Tylko ja boję się grzebania w tych wszystkich brudach. Wczoraj sobie uświadomiłam jak bardzo spie...łam sobie młodość. Byłam naprawdę zdolna. Gdybym skupiła energię na inwestowaniu w siebie a nie na miotaniu się w toksycznych związkach, gdybym żyła sobie spokojnie z babcią, byli na mojej drodze ludzie, którzy chcieli mi pomóc ale ja wybierałam tych którzy mnie niszczyli. Czuję się też odpowiedzialna za śmierć babci. Może gdyby nie musiała się tak mną martwić serce by wytrzymało.
          zdunia1979 napisała:
          Jeżeli uporasz s
          > ię sama ze sobą (przy pomocy specjalisty)jestem pewna,że uda ci się dogadać z m
          > amą. |Może ona bardzo żałuje przeszłości i tak właśnie cię przeprasza będąc koc
          > hającą babcią. Dzięki temu jest też bliżej Ciebie. Nie potrafii inaczej cie prz
          > eprosić!
          Wiesz jak ona rozumie "dogadanie się", przyjęcie jej pktu widzenia. Wiele razy próbowałam rozmawiać, nie da się. Jest straszną despotką, ludzie się jej boją. Jest samotna, bo zawsze atakuje. Ma zaburzony obraz rzeczywistości, uważa, że jeśli ktoś powie "nie" to jest atak na jej osobę. Niszczy wszystkich w jej otoczeniu, ojca, który zerwał kontakty ze swoją rodziną, znajomymi i pasjami. Wyżywa się na nim. Bo na mnie już nie - hamuje się bo chce żebym przyjeżdżała z małymi. A ja czuję konflikt wewnętrzny, nie chcę jej widzieć i a z drugiej strony wiem, że ona tego czekuje.
          No i robię to trochę z wygody. Mogę odpocząć jak zajmą się z ojcem małymi. Poza tym to dobre dla dzieci, oni mieszkają na przedmieściu, duży dom, duża posiadłość, ogród, świerze powietrze.
          • rapunzel1 Re: Uwikłana 09.05.11, 20:19
            Szkoda tracić energię na rozmyślania coby było gdyby ... i wiecznie obwiniać się o błędy młodości. Miałaś trudne dzieciństwo i młodość, bo nie czuć miłości rodziców to dla dziecka straszna sprawa, ale przetrwałaś.
            Grzebanie w nieszczęśliwej przeszłości boli, wiem z własnego doświadczenia, choć lepiej zmierzyć się z bólem w kontrolowanych warunkach terapii niż żeby demony dopadały cię znienacka w życiu. Nie spodziewałabym się jednak że terapia cudownie przemieni twoją matkę, raczej doda odwagi do stopniowego nawiązania nowych kontaktów z fajnymi ludźmi.

            Poczytaj sobie książkę "Być kobietą i nie zwariować. Opowieści psychoterapeutyczne" - Katarzyna Miller, Monika Pawluczuk. Jedna z bohaterek została oddana babci na wychowanie, jej matka prawdopodobnie borderline, uważała że dzieci jak rośliny same rosną, nie trzeba im uwagi. Podoba mi się u Miller, że nie tylko grzebie w przeszłości, ale też podaje sposoby na poprawę własnego obrazu i nadrobienie braków z dzieciństwa np. afirmacje, troska o siebie jak o kochane małe dziecko
            • bellaana Re: Uwikłana 10.05.11, 18:36
              rapunzel1 napisała: > Poczytaj sobie książkę "Być kobietą i nie zwariować. Opowieści psychoterapeutyc
              > zne" - Katarzyna Miller, Monika Pawluczuk.

              zamówiłam sobie dzisiaj, niech przyjdzie jak najszybciej, bo mnie rozwaliła ta wizyta w domu
          • kania_kania Re: Uwikłana 10.05.11, 17:20
            bellaana napisała:

            > Dzięki dziewczyny.
            > Tylko ja boję się grzebania w tych wszystkich brudach. Wczoraj sobie uświadomił
            > am jak bardzo spie...łam sobie młodość. Byłam naprawdę zdolna. Gdybym skupiła e
            > nergię na inwestowaniu w siebie a nie na miotaniu się w toksycznych związkach,
            > gdybym żyła sobie spokojnie z babcią, byli na mojej drodze ludzie, którzy chcie
            > li mi pomóc ale ja wybierałam tych którzy mnie niszczyli. Czuję się też odpowie
            > dzialna za śmierć babci. Może gdyby nie musiała się tak mną martwić serce by wy
            > trzymało.

            No dobrze, kazdy z nas popelnia bledy. Roznica polega na tym, ze jedni daja sobie z nimi rade sami, a innych nawet drobne potkniecia przesladuja do smierci. Wypieranie tego nic nie zmieni, poza tym, ze Cie oslabia, bo takie nie przepracowane ze specjalista sprawy wychodza w najmniej odpowiednim momencie.

            Wiesz, ja dlugie lata wierzylam, ze zniszczylam sobie zycie. Wierzylam, bo wkladala mi to do glowy cala rodzina. Najpierw zawalilam rok w LO, pozniej przed matura urodzilam 2 dzieci i wplatalam sie w toksyczny zwiazek.

            Dopiero po terapii zauwazylam, ze dopoki nie urodzily sie dzieci, to ja nie mialam motywacji do nauki, to ich pojawienie sie na swiecie dalo mi wyksztalcenie i kopa energetycznego. Dopiero na terapii zauwazalam, ze moglo byc wiele przyczyn, przez ktore moje kontakty z rodzicami praktycznie nie istnialy.

            Dzieki terapii moge powiedziec, ze doroslam. Potrafie spojrzec na swoje zycie i powiedziec, ze mi sie podoba. Nie jets idealne i moglabym zmienic to i owo, ale ogolnie mi sie podoba. I nie zaluje prawie niczego ze swojej przeszlosci. Prawie... bo zaluje studiow medycznych, na ktore z powodu podwojnego macierzynstwa nawet nie startowalam. A na maturze 6 z biologii.

            Ale lubie to co robie, wcia zucze sie nowych rzeczy i staram sie pokazac moim dzieciom, ze je kocham, szanuje, ale i daje im przestrzen do wlasnego zycia i popelniania wlasnych bledow.

            Jestem wdzieczna mojej pani psycholog za wszystkie sesje, za paczki chusteczek, za ten jej chlod, ktory mnie wtedy wkurzal, a ktory mial za zadanie zmuszenie mnie do glebszego spojrzenia w siebie i znalezienia tego wszystkiego co we mnie piekne i dobre.

            Idz na terapie, to na prawde pomaga.
            • bellaana Re: Uwikłana 10.05.11, 18:40
              Ale miałaś jakieś "dolegliwości" psychiczne, nerwica, depresja, itp. Długo trwała terapia?
    • doctor.no.1 Re: Uwikłana 10.05.11, 16:31
      Może to zabrzmi banalnie, ale własnie po to jest terapia, by pogodzić się ze swoją przeszłością, przestać obwiniać o swoje nieudane życie trudne dzieciństwo i po to - by przejąć kontrolę nad sobą i własnym życiem.

      Nie zmienisz, tego co było! Masz za to wielki wpływ na to, co dzieje się aktualnie w Twoim życiu i na to, jak kształtować się będzie Twoja przyszłość.

      Masz poczucie, że zmarnowałaś młodość? Pamietaj o tym i nie zmarnuj dorosłości, bo za chwilę będziesz miała 60lat i będziesz pisać - zmarnowałam życie.


      A co do wizyt u matki - tak jak Ty odpowiadasz za siebie, tak ona za siebie. To nie Twój problem, jak będzie się czuła, jeśli jej nie odwiedzisz. Nie chcesz widywać osoby, która nie potrafiła okazać Ci miłości - to jej nie widuj. To jest takie proste i takie trudne zarazem. :) Powodzenia. Trzymam kciuki!
      • bellaana Re: Uwikłana 10.05.11, 18:50
        doctor.no.1 napisała:
        > > A co do wizyt u matki - tak jak Ty odpowiadasz za siebie, tak ona za siebie. To
        > nie Twój problem, jak będzie się czuła, jeśli jej nie odwiedzisz. Nie chcesz w
        > idywać osoby, która nie potrafiła okazać Ci miłości - to jej nie widuj. To jest
        > takie proste i takie trudne zarazem. :)

        Trudne jak cholera. Ale czuję, że powinnam, jako córka. Że ona tego oczekuje. Daję jej to za cenę mojego komfortu psychicznego. Żeby nie była zła na mnie, żeby choć odrobinę z tego co daje moim dzieciom skapnęło na mnie. Wybielam ją, potem nienawidzę. Siedzi cały czas w mojej głowie. Słyszę jak mnie krytykuje. Czuję niechęć do teściów (którzy mnie b. lubią), tylko dlatego, że ona ich nie lubi, taka lojalność.
        Jestem już bardzo zmęczona życiem.
        • mamameg Re: Uwikłana 10.05.11, 21:45
          ". Ale czuję, że powinnam, jako córka. Że ona tego oczekuje. D
          > aję jej to za cenę mojego komfortu psychicznego. Żeby nie była zła na mnie, żeb
          > y choć odrobinę z tego co daje moim dzieciom skapnęło na mnie. Wybielam ją, pot
          > em nienawidzę. Siedzi cały czas w mojej głowie. Słyszę jak mnie krytykuje. Czuj
          > ę niechęć do teściów (którzy mnie b. lubią), tylko dlatego, że ona ich nie lubi
          > , taka lojalność."
          Koniecznie na terapię, przeczytaj sobie swoje słowa jeszcze raz-brzmią jakbyś ciągle była zależnym od matki dzieckiem.
        • sowrima Re: Uwikłana 11.05.11, 09:09
          Bardzo polecam ci forum -toksyczni rodzice.Mi to forum pomogło odciąć się od toksycznych teściów, pozbyłam się poczucia winy, już nic nie muszę, nie bawi mnie gra w zachowanie pozorów.Te dziewczyny dały mi siłę w walce o siebie, bo myślałam, że życie już mi się skończyło, tak czułam się osaczona przez wiele lat przez rodziców męża, robiłam dobrą minę do złej gry, bo oni oczekiwali całkowitego podporządkowania, każdy mój sprzeciw kończył się kosmiczną awanturą.Teraz mam ich odczucia w głębokim poważaniu.Walcz o siebie.
          • kawka_i_ciacho Re: Uwikłana 11.05.11, 09:54
            Bellaana czuję jakbym czytała o sobie, czuję tak jak Ty i chyba jesteśmy w tym samym miejscu. Też nie mam już sił i nie potrafię uwolnić się od przeszłości ( matki ). Jesteś moze z Wawy ? Mogłybysmy spotkać się i pogadać ...
            • bellaana Re: Uwikłana 11.05.11, 15:13
              nie, niestety nie jestem, ale możesz napisać na maila gazetowego
              pozdr
            • klyklyka Re: Uwikłana 11.05.11, 15:19
              kawka_i_ciacho napisała:

              > Bellaana czuję jakbym czytała o sobie, czuję tak jak Ty i chyba jesteśmy w tym
              > samym miejscu. Też nie mam już sił i nie potrafię uwolnić się od przeszłości (
              > matki ). Jesteś moze z Wawy ? Mogłybysmy spotkać się i pogadać ...

              napisz na gazetoweowego!
          • bellaana Re: sowrima 11.05.11, 21:34
            Mogłabyś mi podesłać link do tego forum, szukałam, ale nie mogę znaleść.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Uwikłana 11.05.11, 11:47
      Psychoterapia na pewno pomoże. Z tym, że może trwać długo. Minimum 1,5 roku do 2 lat. W Pani przypadku może trwać dłużej. No i potrzebna duża wewnętrzna motywacja. Po to aby nie przerwać terapii przy pierwszej trudności jaka się w niej pojawi , a pojawi się na pewno.
      Myśle, że obecnie odtwarza Pani charakterystyczny dla siebie problem. Zamiast oprzeć się na solidnym fundamencie jakim może być mąż, Pani odwraca się i szuka wsparcia u matki, która go Pani nigdy nie dawała. Toż to czysta destrukacja, tyle że w mniej spektakularnym wydaniu niz ta w przeszłych Pani działaniach. A na pewno budząca podobne uczucia..
      Czuje się Pani uwikłana, , bez mozżiwosci wyjścia z wewnętrznego konfliktu. Zmienić kierunek , inwestować w osobę, która Panią kocha, to rada na teraz. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • bellaana Re: Uwikłana 11.05.11, 16:23
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        Zamiast
        > oprzeć się na solidnym fundamencie jakim może być mąż, Pani odwraca się i szu
        > ka wsparcia u matki, która go Pani nigdy nie dawała.

        Ma Pani rację, mąż jest wspaniałym człowiekim. Widzi i realnie ocenia to co się ze mną dzieje, ale ja ją bronię, wybielam. Wiem, że jego spostrzeżenia są celne i chce mnie chronić, a ja wybieram matkę. Wiem, że ona mnie nie potrzebuje, chce być z moimi dziećmi. W mojej głowie siedzi krytyk, który wypowiada jej sądy, myśli o ludziach tak jak ona chce żebym myślała. Zaczęłam oddalać się od męża. Traktować siebie tak jak ona to robiła. Umówiłam się z psychologiem. Bo ona się nie zmieni, choćbym zrobiła wszystko jak ona chce, dała jej wszystko czego wymaga i tak pozostanie bez zmian. Zrobiłam jeszcze b. głupią rzecz, jedziemy z nią nad morze. Ona chciała jechać z moimi małymi, ale ja jej nie ufam, no i wybrałam tę drugą opcję. Czy można nienawidzieć matki, zerwać z nią kontakty. Ja mam wrażenie, że spotka mnie za to jakaś straszna kara.
        • sanciasancia Re: Uwikłana 11.05.11, 21:35
          > Czy można nienawidzieć matki, zerwać z nią kontakty. Ja m
          > am wrażenie, że spotka mnie za to jakaś straszna kara.
          W sensie, że straszniejsza niż ta za nieumiejętność zerwania z nią? Szczerze wątpię.
          Matka ewidentnie do niczego się nie nadaje, a Ty masz obowiązek chronienia siebie i swojej rodziny (męża i dzieci). I tego się powinnaś trzymać.
          • bellaana Re: Uwikłana 11.05.11, 22:19
            Bo ja cały czas myślę, że może gdybym była inna, lepsza, fajniejsza, to udałoby się nam załapać kontakt. Że to ja coś spiep....łam i z mojej winy ta relacja tak wygląda. Trudno zaakceptować fakt, że matka jest zła i nie kocha.
    • klyklyka Re: Uwikłana 11.05.11, 15:16
      bellaana napisała:
      > No i te spotkania z matką. Robię to bo ona chce widzieć wnuki, jest dobrą babci
      > ą. My nie rozmawiamy, nie umiemy. Ja jej wciąż bardzo się boję. Gdy jest w pobl
      > iżu robię się spięta, wycofana. Jestem już tym wszystkim bardzo zmęczona ...
      > Chciałabym się nie bać, pójść do pracy jak inne kobiety, mieć cel, uwolnić się
      > wreszcie od matki.

      Wypisz, wymaluj to moja sytuacja: spotkania z matka, ktora chce widziec mojego syna i chce byc dobra babcia, a ktorej ja sieboje. Boje sie jej krytyki, krzyku, uwag. Stan jest tak paranoiczny, ze syn w jej obecności mowic ma do niej mamo-ma 2 lata i odruchowo mowi.. Nie moge stanac na wyskosci zadania. Nie mgoe sie uwolni... DOpiero w domu, z mezem i synem "sam na sam" jest normalnie. Jestem amtka, smaodzielna i samowystarczalna.
      Dodam, ze jako dziecko tez bylam pozostawiona sama sobie. Matka sie dorabiala. Dokładnie jest tak jak mowisz. Bylam po 3 próbach asmaobjczych, w szpitalach. Koszmar... Nic jej nie obchodzilo.. To, ze nie ma mnie w odmu, to ze nie jem, nie psie, ze nie mam butow.. A teraz ten mit-babci. Nie mgoe zyc w takim zakalmaniu?
      CO ROBIC?

      Poczytam o tym syndromie. Jestem zainteresowana..
      • bellaana Re: Uwikłana 11.05.11, 16:28
        > CO ROBIC?
        >
        Ja idę do psychologa. Muszę się od niej uwolnić.
    • bellaana jak to zatrzymać? 12.05.11, 08:10
      Wstaję rano. Staram się myśleć pozytywnie, że lubię siebie, że jest ok. Pomagam sobie oddechem, afirmacjami. Jest w miarę dobrze. Ale pojawiają się negatywne myśli, że to nie zrobione, że to nie umyte, że nie tak wyglądam, lawinowo, nie panuję nad tym. Pojawia się napięcie, rozdrażnienie, zniecierpliwienie. Czuję ból głowy, nie chce mi się z mężem rozmawiać, chce wszystko rzucić , nic mi się nie chce, nic mnie nie cieszy. Nienawidzę swojego mieszkania, nienawidzę siebie. Jak powstrzymać te myśli? Oddech, medytacja nie pomaga. Uśmiecham się do dzieci, jestem czuła, nie eksponuję tego, ale to napięcie jest i ból głowy. Wiem, terapia i dzisiaj idę. Ale podpowiedzcie jak DORAŹNIE z tym walczyć.
      • mamameg Re: jak to zatrzymać? 12.05.11, 09:01
        Bardzo dobrze Cię rozumiem, mnie się udało skończyć z takim myśleniem, jeszcze w chwilach stresu wraca. Już przecież wiesz skąd to się bierze, więc w takich chwilach staraj się odróżnić to co Ty myślisz o sobie i swoim życiu od tego co masz wpojone przez mamę. I myśl co dla Ciebie jest ważne, nie musisz wszystkiego robić perfekcyjnie-naucz się część rzeczy odpuszczać.
        Naucz się znajdować czas dla siebie i robić wtedy coś przyjemnego, co Cię odpręża.
      • rapunzel1 Re: jak to zatrzymać? 12.05.11, 10:47
        Cierpliwości! Nie zmienisz się z dnia na dzień, to potrwa. Nie musisz walczyć z zaciśniętymi zębami. Negatywne myśli i gorsze dni zdarzają się każdemu, tyle że stopniowo zaczną pojawiać się rzadziej. Bądź dla siebie wyrozumiała

        Oprócz afirmacji przydaje się technika "ale i tak Cię kocham" - ćwiczenie bezwarunkowej miłości do siebie :)
        tzn. na myśl
        > "okropnie dziś wyglądam" mówisz sobie "ale i tak Cię kocham"
        > "jeszcze nie posprzątałam po śniadaniu" mówisz sobie "ale i tak Cię kocham"
        > "boli mnie głowa" mówisz sobie "ale i tak Cię kocham"
        > "nic mi się nie chce" mówisz sobie "ale i tak Cię kocham"
        > "nienawidzę tego mieszkania" mówisz sobie "ale i tak Cię kocham"
        > "nienawidzę siebie" mówisz sobie "ale i tak Cię kocham, nawet jak jesteś taka dla siebie niedobra"

        itd. itp. :)
        • mala.czarnaa Re: jak to zatrzymać? 12.05.11, 15:17
          Ja też nic nie obchodze swoją matkę, ale tym gorsza sytuacja u mnie, że ona nie zabiega o widzenie z wnukami. Nie lubi dzieci, swoich wnuków... Nie widujemy się po kilka miesięcy, mieszkając niemal blok w blok. Nie zabiegam. Ucze się nie mieć wyrzutów sumienia. Nie wiem czy nie będe tego kiedyś żałować, ale nie dzierże jej!
        • bellaana Re: jak to zatrzymać? 12.05.11, 22:33
          rapunzel1 napisała:
          > Oprócz afirmacji przydaje się technika "ale i tak Cię kocham" - ćwiczenie bezwa
          > runkowej miłości do siebie :

          Pomaga, dzięki.
    • bellaana jak jest 17.05.11, 15:30
      Mam w sobie ogromną determinację i potrzebę zmiany. Na razie dla mojego męża i dzieci. Siebie pomału odkrywam na nowo. Nie dzwonię do matki. Ona oczywiście się nie odzywa.
      Zachowanie dobrego stosunku do siebie wymaga ogromnej dyscypliny, próbuję.
      Czytam "Być kobietą i nie zwariować." Jeżeli możecie mi polecić książki,które wzmacniają poczucie własnej wartości, będę wdzięczna.
      Może macie też metody, które wpływają na podbudowanie siebie. Technika, którą podpowiedziała rapunzel1 jest b. skuteczna.
      pozdrawiam
      • rapunzel1 Re: jak jest 18.05.11, 08:21
        "KONIEC WSPÓŁUZALEŻNIENIA Jak przestać kontrolować życie innych i zacząć troszczyć się o siebie" Melody Beattie - książka życiowa, praktyczna i krzepiąca
        • aniaidaniel Re: jak jest 19.05.11, 15:07
          Pia Melody "Droga do bliskości" bardzo nawiązuje do trudnego, traumatycznego dzieciństwa, mądre wskazówki jak budować zdrowe związki z innymi ludźmi.

          "Toksyczni rodzice" Susan Forward
Pełna wersja