beautyamelia
12.05.11, 15:48
jestem w 9 mies ciązy i może to sprawa hormonów ale wydaje mi sie ze raczej to narastało we mnie przez dłuzszy czas. Moim problemem jest syn meza z pierwszego małzeństwa (10 lat) Na poczatku ex robiła mu trudnosci w kontaktach i niexle się stresowalismy z tego powodu. Wspierałm męza w dażeniu do normalizacji stosunków z synem, do tego aby przywozil go do nas i integrował z naszą 2 letnia córką. Było cięzko ale ex sie jakos przekonała (a może sam dzieciak na niej to wymusił) bo zaczeła go chetnie a nawet bardzo chetnie wysyłac do nas na wekendy. Niestety z czasem zaczeło mnie to draznić. z jednej strony jego zachowanie (10 latek nie jest zbyt grzeczny) a z drugiej stosunek do tego wszytkiego mojego męża. Na poczatku nie robiłam wyrzutów jak podczas pobytów syna maż zajmował sie prawie wyłacznie nim zapominając albo marginalizujac naszą córkę która ja się zajmowałam. Obecnie gdy jest mi naprawde cięzko z brzuchem wkurza mnie to na maxa gdyz jesli ja czegos przy córce nie zrobie potrafi biegac głodna , brudna z niezmieniona pielucha podczas gdy mąz robi dwa rodzaje sniadań dla syna bo mu cos nie smakuje (tak było gdy kótregos dnia lezałam chora w łózku i nie mogłam się zająć domem) Dodatkowo wkurza mnie to że syn nakreca nasza córke do robienia głupich a czasm niebezpiecznych rzeczy. on fizycznie sobie poradzi ale ona jest za mała i wiele nie rozumie i boje się ze może sobue zrobic krzywde. W każdym razie dzieciaki sa bardzo niegrzeczne razem a mąż mało co na to reaguje. ostatnio powiedziałm że nie chę aby syn do nas przyjeżdzał a przynajmniej teraz przed porodem i zaraz po gdyz będę miała cc i nie dam rady wszytkiego dogladac. powiedziałm tez szczerze ze mam wrazenie że maż się zmienia podczas pobytu syna, faworyzuje go wzgledem córki a mnie traktuje jedynie jak kucharke i sprzataczke. Oczywiście strasznie się pokółcilismy że niby jestem nietolerancyjna, ze mu utrudniam kontakty (tak jaby zapomniał jak było na poczatku) że jest mu przykro. Mnie tez jest przykro. nie che ranic męza bo wiem jak kontakty z synem sa dla niego wazne i wiem że było mu przykro słuchac o tym że mam taki a nie inny stosunek do jego dziecka. Z drugiej jednak strony dlaczego ja mam zawsze wszytko znosic a we własnym domu czuc się źle (zwłaszcza w okresie kiedy potrzebuje spokoju i wsparcia) Może to wszystko u mnie wybuchło pod wpływem hormonów ciazowych ale chyba to narastało od jakiegos czasu. Teraz maz jexdzi co weekend do syna (160 km) i ja zostaję z córka sama. tez się wkurzam bo cały dzień mała i dom jest na mojej głowie i nawet jak proszę aby maz wrócił wczesniej bo np źle sie czuje to i tak wraca ok 21 i ma jesze żal ze limituje mu czas z dzieckiem. Jak bedzie porodzie nie wiem ale nie wyobrazam sobie siebie z 2 latka, maluchem i pokrojonym brzuchem i że jestem zostawiona na cały dzień od 6 rano do 21. nie wiem jak z tego wybrnać bo jesli ja nie mam racji i moje zachowanie jst niewałsciwe to nie wiem jak sobie poradzic z negatywnymi emocjami. a jesli maż zachowuje sie nie tak to jak o tym rozmawiac i jaki kompromis wypracowac?