hormony czy cos innego?

12.05.11, 15:48
jestem w 9 mies ciązy i może to sprawa hormonów ale wydaje mi sie ze raczej to narastało we mnie przez dłuzszy czas. Moim problemem jest syn meza z pierwszego małzeństwa (10 lat) Na poczatku ex robiła mu trudnosci w kontaktach i niexle się stresowalismy z tego powodu. Wspierałm męza w dażeniu do normalizacji stosunków z synem, do tego aby przywozil go do nas i integrował z naszą 2 letnia córką. Było cięzko ale ex sie jakos przekonała (a może sam dzieciak na niej to wymusił) bo zaczeła go chetnie a nawet bardzo chetnie wysyłac do nas na wekendy. Niestety z czasem zaczeło mnie to draznić. z jednej strony jego zachowanie (10 latek nie jest zbyt grzeczny) a z drugiej stosunek do tego wszytkiego mojego męża. Na poczatku nie robiłam wyrzutów jak podczas pobytów syna maż zajmował sie prawie wyłacznie nim zapominając albo marginalizujac naszą córkę która ja się zajmowałam. Obecnie gdy jest mi naprawde cięzko z brzuchem wkurza mnie to na maxa gdyz jesli ja czegos przy córce nie zrobie potrafi biegac głodna , brudna z niezmieniona pielucha podczas gdy mąz robi dwa rodzaje sniadań dla syna bo mu cos nie smakuje (tak było gdy kótregos dnia lezałam chora w łózku i nie mogłam się zająć domem) Dodatkowo wkurza mnie to że syn nakreca nasza córke do robienia głupich a czasm niebezpiecznych rzeczy. on fizycznie sobie poradzi ale ona jest za mała i wiele nie rozumie i boje się ze może sobue zrobic krzywde. W każdym razie dzieciaki sa bardzo niegrzeczne razem a mąż mało co na to reaguje. ostatnio powiedziałm że nie chę aby syn do nas przyjeżdzał a przynajmniej teraz przed porodem i zaraz po gdyz będę miała cc i nie dam rady wszytkiego dogladac. powiedziałm tez szczerze ze mam wrazenie że maż się zmienia podczas pobytu syna, faworyzuje go wzgledem córki a mnie traktuje jedynie jak kucharke i sprzataczke. Oczywiście strasznie się pokółcilismy że niby jestem nietolerancyjna, ze mu utrudniam kontakty (tak jaby zapomniał jak było na poczatku) że jest mu przykro. Mnie tez jest przykro. nie che ranic męza bo wiem jak kontakty z synem sa dla niego wazne i wiem że było mu przykro słuchac o tym że mam taki a nie inny stosunek do jego dziecka. Z drugiej jednak strony dlaczego ja mam zawsze wszytko znosic a we własnym domu czuc się źle (zwłaszcza w okresie kiedy potrzebuje spokoju i wsparcia) Może to wszystko u mnie wybuchło pod wpływem hormonów ciazowych ale chyba to narastało od jakiegos czasu. Teraz maz jexdzi co weekend do syna (160 km) i ja zostaję z córka sama. tez się wkurzam bo cały dzień mała i dom jest na mojej głowie i nawet jak proszę aby maz wrócił wczesniej bo np źle sie czuje to i tak wraca ok 21 i ma jesze żal ze limituje mu czas z dzieckiem. Jak bedzie porodzie nie wiem ale nie wyobrazam sobie siebie z 2 latka, maluchem i pokrojonym brzuchem i że jestem zostawiona na cały dzień od 6 rano do 21. nie wiem jak z tego wybrnać bo jesli ja nie mam racji i moje zachowanie jst niewałsciwe to nie wiem jak sobie poradzic z negatywnymi emocjami. a jesli maż zachowuje sie nie tak to jak o tym rozmawiac i jaki kompromis wypracowac?
    • nowy99 Re: hormony czy cos innego? 12.05.11, 16:00
      To nie żadne hormony, masz absolutna racje w spojrzeniu na wszystkie aspekty obecnej sytuacji. Upierdliwie, bez krzykow, bo faceci z miejsca wylaczaja słuchanie i myślą, ze wszystkiemu winne te hormony, domagaj się tego, co teraz przynajmniej dla ciebie ważne i niezbędne, domagaj się czasowego znacznego ograniczenia wyjazdów do syna. Bo nie tylko dzieci się licza. Ty tez, zwłaszcza w takiej chwili.
      • noname2002 Re: hormony czy cos innego? 12.05.11, 18:50
        "To nie żadne hormony, masz absolutna racje w spojrzeniu na wszystkie aspekty ob
        > ecnej sytuacji. Upierdliwie, bez krzykow, bo faceci z miejsca wylaczaja słuchan
        > ie i myślą, ze wszystkiemu winne te hormony, domagaj się tego, co teraz przynaj
        > mniej dla ciebie ważne i niezbędne, domagaj się czasowego znacznego ograniczeni
        > a wyjazdów do syna. Bo nie tylko dzieci się licza. Ty tez, zwłaszcza w takiej c
        > hwili."
        Super, do domu mu dziecka nie wolno zabrać, to teraz niech jeszcze do niego nie jeździ.
        Może po prostu z chwilą założenia nowej rodziny należy porzucać "stare" dzieci?
        (co nie znaczy, że pochwalam faworyzowanie syna i zaniedbywanie córki)
    • tully.makker Re: hormony czy cos innego? 12.05.11, 16:56
      Masz wiecej chyba problemu z mezem niz z czymkolwiek innym. zaniedbywanie obowiazkow wobec mlodszego dziecka czy zwlanie wszystkiego na ciebie, podczas gdy on zajmuje sie tylko starszym nie jest w porzadku, podobnie jak brak dzialan wychowawczych wobec syna.

      Ale odmawiajac dziecku wstepu do waszego domu strzelasz sobie w stope - pozbawiasz siebie towarzystwa i wsparcia meza, corke - towarzystwa ojca, a takze tego, do czego ma niezbywalne prawo, czyli kontaktu z bratem. Wiem, jak bardzo 3 male siostry z nowego malzenstea moje exa kochaja mojego syna, a swojego brata, i wiem, jak byloby im zle, gdyby byly pozbawione tego kontaktu. Zapewne podobnie bedzie sie czuc twoja corka wczesniej czy pozniej.

      Twoj maz musi miec w sumie bardzo ugodowy charakter skoro zgodzil sie na to, by jego dziecko nie mialo wstepu do domu swojego ojca. W naszej rodzinie takie dzialania ze strony ktoregokolwiek z nas zaskutkowaly by pewnie rozstaniem.
      • konwalka Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 15:44
        Niesamowite.
        Gdyby to jakas kobita napisała na forum, że jej niu men nie pozwala CZASOWO choćby przychodzic do ich domu jej dzieciom z pierwszego związku, to forum prawdopodobnie zagotowałoby się wrzątkiem.
        A tutaj, proszę. ooo, jaki ugodowy.A teraz myśl o sobie. Masz prawo jebnąć drzwiami przed nosem dziesięciolatka.
        Matko. Naprawdę, w tej sytuacji pozostaje życzyć autorce wątku, żeby kiedyś ktoś jej dzieciom dał bana na odwiedziny w swoim domu. Ot, choćby kolejna ukochana jej męża. Może wtedy zdefiniuje na nowo słowo empatia.
        Jakieś szczątki refleksji kołaczą się w głowie hormonalnie zniekształconej pani w ciąży, nowej żonie z nowymi, lepszymi dziećmi. Bo się zastanawia nad uczuciami męża, któremu zabrania kontaktów z wlasnym dzieckiem.
        qrwa, brak słow.
        Różne aparaty tutaj pisują, ale dawno nie czytałam tak chamskiej wypowiedzi
        • anusia29 Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 16:08
          wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że pani wiedziała, że pan jest po przejściach i z dzieckiem. Transakcja wiązana. pakiet. Bierze sie lub nie. Cały.
          • verdana Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 16:55
            Dziecko ma prawo mieć w ... Twoje hormony. Twój mąż jest ojcem tego dziecka, i w swoim qwlasnym domu ma prawo odwiedzac go jego wlasny syn. jeśli Twój maż zgodzi się, aby syn go nie dowiedzał, to znaczy, ze jest sk.. i któregoś dnia okaże się, ze jakaś inna panienka nie życzy sobie, aby spotykał sie także z Twoimi dziećmi, ktore ja denerwują. Bo luiczy się oczywiście tylko aktualna kobieta, poprzednie dzieci mają do ojca tyle praw, ile ona zechce im udzielić.
            Cóz, jesli maż posłucha okaże sie,z ę jest złym ojcem - podejrzewam,z e to go zniechęci do bycia ojcem w ogóle - takze dla dzieci, które Ty z nim masz, a ktore będą równie niewazne co wyrzucony syn.
            • yenna_m Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 17:09
              amen
              • mamameg Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 18:21
                Zgadzam się z poprzedniczkami.
                • ola Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 18:36

                  W 100% procentach zgadzam się z Verdaną.
                  Szczęka mi opadła, kiedy przeczytałam post załozycielki wątku.
                  Ciekawe, jaki opad szczęki zaliczy ona, kiedy meżuś zapragnie znów zmienić towarzyszkę zycia, a wtedy jej dzieci bedą traktowane tak, jak teraz ona traktuje tego 10-latka.
                  Ciekawe, jak bardzo tolerancyjna będzie dla fochów żony nr.3 względem jej dzieci. Kiedy się okaże, że to jej gó...arstwo psuje komus rodzinną niedzielę.
                  Nie da się egoizmu i braku wrażliwości tłumaczyć hormonami.
                  Szkoda słów.
            • 3-mamuska Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 19:03
              verdana napisała: > to znaczy, ze jest sk..
              Tak verdana jest sku... ze nie zajmuje sie corka a synkowi sniadanie pod nos podklada.A 2-latke ma w du..e

              Autorko strzelisla sobie prosto w stope,bo mlody jak jest w was to wolaj ocja zeby zrobil to czy tamto.
              Jestes w kuchni zrob mlodej jesc,a jesli synie nie jest was co weekend ,to nastepny weekend zostaw mu corke i idz gdzies sama.
              • verdana Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 19:20
                Cóż, ja też daję synkowi kolacyjkę, jak do nas wpada, a temu, co mieszka ze mną jeszcze kawę każę sobie przynieść.
                • 3-mamuska Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 20:08
                  verdana napisała:

                  > Cóż, ja też daję synkowi kolacyjkę, jak do nas wpada, a temu, co mieszka ze mną
                  > jeszcze kawę każę sobie przynieść.

                  TAk a ile dzieci maja lat?
                  Bo 2-latka ma zrobic tatusiowi kawe?a 10-latek nie zrobi sobie kanapki?
                  • ola Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 20:20

                    o czym my tu mówimy???
                    ojciec mieszka na codzień z córką, syna widuje tylko w weekendy.
                    Co jest w tym złego, że za nim tęskni i chce się nim nacieszyć przez ten krótki czas???
                    Co ubędzie tej córce że raz w tygodniu pobawi się z mamą?
                    Czy królowej korona zleci z głowy, jeśli ruszy się z kanapy i zrobi dziecku kolację?? Co z tego, ze nie swojemu? Wyszła za faceta z dzieckiem z poprzedniego związku. To nie Dynastia, że synowie pojawiają się znikąd w połowie sezonu.
                    Mnie takie myślenie, takie zachowanie oburza.
                    Babka nie ma serca, i jej ciąża nie ma tu nic do rzeczy.
                    • 3-mamuska Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 21:21
                      ola napisała:

                      >
                      > o czym my tu mówimy???
                      > ojciec mieszka na codzień z córką, syna widuje tylko w weekendy.
                      > Co jest w tym złego, że za nim tęskni i chce się nim nacieszyć przez ten krótki
                      > czas???
                      A to nie wiedzialam ze jak tatus ma nowa zabawke to stara moze poczekac.

                      > Co ubędzie tej córce że raz w tygodniu pobawi się z mamą?> Czy królowej korona zleci z głowy, jeśli ruszy się z kanapy i zrobi dziecku kol
                      > ację??
                      Matka byla chora nie mogla sie podniesc z lozka.
                      A ojcu korona z glowy by spadl;a jakby zrobil kanpke dla SWOJEGO dziecka tez.

                      A jak wytlumaczyc 2-latce, ze dzis tatus jest nie dla niej bo ma synka i ty mozesz poczekac az tatus sie nacieszy.

                      > Babka nie ma serca, i jej ciąża nie ma tu nic do rzeczy.
                      Nie to facet nie ma serca ze olewa mal dziewczynke.Bo co maja powiedziec rodziny, ktore maja wiecej dzieci.A facet caly dzien jest w pracy, a wieczor dzieli na wszystkie dzieci.

                      Wyszła za faceta z dzieckiem z poprzedniego z
                      > wiązku.
                      No i co to znaczy, ze jej dziecko jest jak zabawka tatus , poczekaj do poniedzialku na swoja kolej.
                    • beautyamelia Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 11:41
                      nie , nie spadnie mi korona i do tej pory nie spadała madralo bo bez gadania robiłam wszytko wokół obojga dzieci i męża, ale obecnie jestem w 9 mies jakbys nie doczytala i mam naprawde problemy zdrowotne takż ze nie fruwam jak rusałka po domu. Poza tym nie wiem czy miałas kiedys cc i wiesz jak to boli i skąd moje obawy co bedzie po operacji.
                      • imasumak Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 12:15
                        Niemniej jednak robienie szlabanu dzieciakowi było mocno nie w porządku. Trzeba było sprawę z chłopem załatwić.
                      • iwles Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 17:40

                        tak, mialam cc, ale nie przeżywałam tego na miesiąc przed porodem :/

                        cc to nie operacja, to zabieg z miejscowym znieczuleniem. I nie, nie boli to az tak bardzo, raczej jestem skłonna stwierdzic, że porod naturalny jest bardziej bolesny niż cc.
                        Jak masz aż takie obawy i schizy porozmawiaj z położną, niech ci wytłumaczy (albo z kimś, kto cc miał).
                        • nangaparbat3 Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 08:04
                          iwles napisała:

                          Ale co Ty mówisz! Operacja, i to poważna - w obrębie miednicy (wszystkie takie zabiegi są zagrożone poważnymi powikłaniami), wymagająca przecięcia powłok brzusznych. Inna rzecz, że nie ma co histeryzować - medycyna jest teraz na takim poziomie, że i po powaznej operacji człowiek szybko zbiera się do kupy.
                        • az1111 Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 09:37
                          na pewno miałaś cc? a może nie wiesz co ten skrót oznacza? cc to poważna ingerencja w organizmie - przecięcie wszystkich powłok brzusznych; nie osądzam założycielki wątku, ale z twierdzeniem, że cc to mało inwazyjny zabieg stanowczo się nie zgadzam
                      • kerkopithekion cesarka 16.05.11, 20:57
                        nie czytaj żadnych forów dla histeryczek, rana i blizna po cc wcale nie boli jakoś szczególnie - a za to nie jesteś wymęczona jak po zwykłym porodzie
                        wiem bo przeszłam i to, i to, zdecydowanie wolałam cesarkę ;)
                        a co do tematu twojego wątku - rozumiem o co ci chodzi i nie potępiam cię
                        ale że sobie strzeliłaś w stopę to niestety fakt
                    • mamitymi Re: hormony czy cos innego? 14.06.11, 01:20
                      Ola, troche sie zapedzilas w ocenie sytuacji.
                      Otoz szanowny tatus ma najpewniej poczucie winy ze tak sie potoczylo zycie i probuje w weekend nadrobic stracony czas. Ok, rozumiem, ale niech nie zapomina jeszcze o 2 letniej np.glodnej corce, moze jej zrobic ta trzecia kanpke, zmienic pieluche pomiedzy zabawa samochodzikami, czy wytrzec jej nos. Korona mu z glowy nie spadnie. Pan po prostu nie potrafi/nie chce sie zajac dwojka dzieci na raz (zona w zaawansowanej ciazy). A co bedzie jak zona bedzie w szpitalu albo po porodzie bedzie lezec dluzej w lozku?? Nadal bedzie faworyzowal syna? Zapomni o corce, o zonie, o noworodku? Niech se radza bo
                      ola napisala:
                      >ojciec mieszka na codzień z córką, syna widuje tylko w weekendy.
                      > Co jest w tym złego, że za nim tęskni i chce się nim nacieszyć przez ten krótki
                      > czas???
                      Ja wiem ze ciezko znalezc zloty srodek, ale oni wszyscy powinni sie nauczyc spedzac czas razem. We czworke a raczej niedlugo w piatke.

                      Na marginesie dodam ze autorce watku faktycznie troche hormony zagraly;) bo ten zakaz dot.syna meza to faktycznie jak strzal w stope. ale moge zrozumiec-kobieta w 9 mies., pewnie jej ciezko, ma wszystkiego dosc, chcialaby poprawic sytuacje tylko nie wie w jaki sposob.

                      Beautyamelia powinniscie z mezem popracowac nad porozumieniem i lepsza organizacja czasu.
                  • noname2002 Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 20:21
                    "> TAk a ile dzieci maja lat?
                    > Bo 2-latka ma zrobic tatusiowi kawe?a 10-latek nie zrobi sobie kanapki?"
                    A czy to naprawdę jest powód, żeby zabronić 10latkowi wstępu do domu ojca? I kontaktów z siostrą>? Chyba należało porozmawiać z mężem, żeby zajmował się i córką i synem, prawda?
          • kocia_noga Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 09:35
            Polecam wątek : forum.gazeta.pl/forum/w,24087,125192323,125192323,Dzieci_drugiej_kategorii.html
        • beautyamelia Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 11:10
          chamstwo to chyba jednak sobie możesz przypisać i masz racje że, "qu... brak słów" na takie życzenia i obrzucanie kamieniami kogokolwiek nie mówiąc o kims kogo sie nie zna.
    • imasumak Tak, hormony rzuciły ci się nie tylko na mózg 13.05.11, 19:07
      ale i na serce. Jakim prawem zakazałaś temu dziecku wstępu do waszego domu? A jeśli już zakazałaś, chociaż było bardzo głupie, to chociaż nie odciągaj teraz męża od syna, gdy ten go odwiedza. Ponieś konsekwencje swych decyzji.
    • algidasmietankowa nie, nic Ci sie na mozg nie rzucilo 13.05.11, 20:23
      tiaaa, bo dziewczyna we własnym domu nie ma prawa oczekiwać niczego. Bez wzgledu na to, ze jest w zaawansowanej ciązy ( wiem, wiem...ciąza to nie choroba) no bo przecież mąż ma DZIECKO, prawda? a dziesięciolatek ma prawo miec wszystko w dupie no i oczywiście widzialy galy co brały... bla , bla bla. Na marginesie- jesli ma takie prawo to znaczy, ze został źle wychowany. Bądź tez wcale, bo i takie przypadki zna historia.
      Niezależnie od tego co Ci wyżej popisały to jest Twój dom , nie syna męża. Jego dom to dom, w którym dziecko ma ustalone stałe miejsce pobytu. Masz święte prawo czuć sie w nim dobrze, nie jak kucharka i sprzątaczka bo mąż chce DZIECKU wynagrodzić fakt rozłąki i nieprzebywania z nim na co dzień. Uważam, ze to jego problem, nie Twój . Nie masz obowiązku w tym uczestniczyć. Możesz ale nie musisz. Tym bardziej , ze masz córke i jestes w ciazy.
      Moze powinnaś tak po prostu zwyczajnie porozmawiać z mężem? powiedzieć mu wszystko to co tutaj napisałaś, o tym jak sie z tym wszystkim czujesz i co Cie martwi (sytuacja po porodzie), moze poprosic kogos o pomoc?
      Nie jestes bez serca i nie sadze by Twoje odczucia byly spowodowane hormonami.
      • iwles Re: nie, nic Ci sie na mozg nie rzucilo 13.05.11, 20:35

        z takim podejściem jak twoje to ja przewiduje rychły rozwód.
        teoria "mój dom moja twierdza" (a to jest ICH dom nie jej) pasuje tylko w stosunku do namolnego akwizytora, a nie dziecka odwiedzającego ojca :/
        • algidasmietankowa Re: nie, nic Ci sie na mozg nie rzucilo 13.05.11, 20:54
          iwles napisała:

          >
          > z takim podejściem jak twoje to ja przewiduje rychły rozwód.
          > teoria "mój dom moja twierdza" (a to jest ICH dom nie jej) pasuje tylko w stosu
          > nku do namolnego akwizytora, a nie dziecka odwiedzającego ojca :/

          a jakas aletarnatywa dla autorki wątku? bo jakos nie zauwazylam, by ktoras z przedpiszczyń ją dla niej miała...
          • noname2002 Re: nie, nic Ci sie na mozg nie rzucilo 13.05.11, 21:12
            Rozmowa z mężem o równym traktowaniu dzieci? I o tym że w ciąży i z dwójką małych dzieci potrzebuje pomocy, co nie oznacza zerwania kontaktów z synem?
            • sebalda Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 13.05.11, 21:40
              Wyjątkowo krotko, jak na moje możliwości. Pytanie do autorki: Czy wystarcza Ci wyobraźni, żeby pomyśleć, jak byś się czula Ty i Twoje dzieci, gdyby Twoj mąż kiedyś odszedl od Was, a jego kolejna żona zabroniła Waszym dzieciom odwiedzać ojca?
              • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:20
                nigdy nie wypychałabym swoich dzieci do domu ich ojca tylko aranzowałabym spotkania u siebie albo na neutralnym gruncie. poza tym takie spotkania byłyby zaplanowane a nie w chwili kiedy mam chęc się zabawić wypycham dzieciaki do ojca a sam sobie baluje z kochasiem.
                • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:42
                  Czyli Twoje dzieci miałyby zakaz odwiedzania ojca w jego nowym domu? To byłoby stawianie ich na słabszej pozycji, zdajesz sobie z tego sprawę?
                  • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:47
                    nie chciałabym aby obca kobieta przejmowała moja rolę w opiekowaniu sie i wychowywaniu moich dzieci. branie na siebie konsekwencji pewnych decyzji to własnie odpowiedzialnosc za własne dziecko a nie podrzucanie jak kukułcze jajo w chwili kiedy sie ma cos fajniejszego do roboty.
                    • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:52
                      No sorry, ale przecież eks twojego męża nie podrzucała dziecka komukolwiek, tylko dawało je pod opiekę ojca. To różnica.
                      • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:56
                        dawanie pod opieke to ustalone i przmyslane działanie a nie w chwili kiedy sie ma cos fajniejszego do roboty wypychanie go do ojca. Ona słynie niestety z tego ze albo odsyła dziecko do ojca, albo syn przebywa u dziedków albo podrzuca je do kolezanek. dlaczego wówczas ja mam brac na siebie obowiazki a ona sobie fruwa kiedy che?
                        • nangaparbat3 Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 23:14
                          Bo ona ma tylko jedno dziecko i odchowane?
                          I co cie w ogóle "ona" obchodzi?
                          Niestety tak jest - ona ma prawo podrzucać dziecko jego ojcu, a Ty nie masz prawa wścibiać nosa w jej prywatne zycie.
                • noname2002 Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:44
                  " nigdy nie wypychałabym swoich dzieci do domu ich ojca tylko aranzowałabym spot
                  > kania u siebie "
                  Były tu już kobiety na forum, które miały za złe mężom że spotykają się z dziećmi u eks.
                  A skoro Twój mąż miał prawo założyć drugą rodzinę, to jego eks żona może balować w weekendy choćby i z pułkiem wojska.
                  • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:50
                    widzisz jak slepo i głupio oceniasz po pozorach. To ex ku...ła sie i miała w dupie rodzine i nadal to robi bo syna albo do nas podrzuca albo do dziedków a sama baluje - no ale ma prawo , jak piszesz...
                    • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:54
                      beautyamelia napisała:

                      To ex ku...ła sie i miała w dupie rodzine i nadal to robi bo syna albo do nas podrzuca albo do dziedków a sam a baluje - no ale ma prawo , jak piszesz...

                      Tak ci powiedział małżonek? Sorry, ale mój eks też usiłował mnie postawić pod latarnią w trakcie rozwodu, żeby siebie wybielić.
                      A nawet jeśli było tak jak piszesz. to mąż powinien przejąć opiekę nad dzieckiem, a nie zostawiać go w rękach k...cej się mamuśki.
                      • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:03
                        akurat mąz nigdy o nikim nie mówi źle, nawet o swojej ex choc sporo mu nabruxdziła w zyciu. O stylu jej bycia wiem od brata i bartowej a na dodatek można wszelkie jej przygody przesledzic na facebooku i naszej klasie - chyba sie tym nawet szczyci.
                        • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:07
                          Taaak, przypuszczam, że moja eks teściowa też wieloma historyjkami na mój temat uraczyła nową dziewczynę mojego eksa.
                          • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:15
                            i znowu sie mylisz bo tesciowa akurat mnie nie lubi i woli swoja pierwsza synową. za to tesc nie koniecznie. brat z bratowa po rozwodzie odnowili z moim mezem stosunki i teraz sa jak normalni bracia. Jesli ex zniszczyła ich relacje to chyba o czyms swiadczy. Poza tym ex ma wielu wrogów ktorzy jej dopiekali anonimowo na naszej klasie, ona oczywiscie oskarzała mnie a ja wiem dzieki temu tylko tyle ze ma wokół siebie sporo osób kóre jej nie lubia - to chybateż o czyms swiadczy. z resztą nie ex jest tu problemem.
                            • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:24
                              beautyamelia napisała:

                              i znowu sie mylisz bo tesciowa akurat mnie nie lubi i woli swoja pierwsza synową. za to tesc nie koniecznie.

                              Nie to ty czegoś nie rozumiesz. Nie ważne kto ci sprzedał te historyjki, ważne jest to, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie są one prawdziwe.

                              brat z bratowa po rozwodzie odnowili z moim mezem
                              stosunki i teraz sa jak normalni bracia. Jesli ex zniszczyła ich relacje to chyba o czyms swiadczy.


                              To jest ich wersja

                              Poza tym ex ma wielu wrogów ktorzy jej dopiekali anonimowo na naszej klasie, ona oczywiscie oskarzała mnie a ja wiem dzieki temu tylko tyle ze ma wokół siebie sporo osób kóre jej nie lubia - to chybateż o czyms swiadczy

                              nie, to świadczy tylko o tym, że ktoś ananimowo, czyli tchórzliwie usiłuje jej dopiec. Do czegoś takiego wcale nie potrzeba wielu osób, wystarczy jedna, dostatecznie zdeterminowana.

                              . z resztą nie ex jest tu problemem.

                              A ja mam wrażenie, że z nią również masz problem. Nie potrafisz się zdystansować do byłej swojego męża. Nie znasz kobiety, nie wiesz jak między nimi na 100 % było, a stawiasz ją w złym świetle.
                              • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:32
                                poniekąd ex jest problemem a własciwie fakt tego że mąż ciagle ulega jej kaprysom i bierze syna wtedy kiedy jej pasuje a nie nam. Jak byla ma chęc na imprezę to dzwoni do męza zeby zabrał syna i nie wazne jest ze nie było to wczesniej ustalone i ze my mielismy jakies palny albo ja leze chora i nie mam siły zajac sie nawet własnym dzieckiem. Co do oceny jej zachowania dlaczego mam nie wierzyć bratu który zerwal z meżem stosunki przez nia a teraz po rozowdzie jest miedzy nimi ok?
                                • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:40
                                  Widzisz, ale to, że mąż ulega swojej eks, to ie jest wina eks, tylko jego. To on jest najbardziej nie w porządku wobec Ciebie, a nie ona. I to też daje do myślenia, bo skoro z Tobą się nie liczy, równie dobrze mógł się kiedyś nie liczyć z eks. I być może to było rzeczywistym powodem rozpadu ich małżeństwa.
                                  • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:51
                                    wiem jedno ze mąz nie lubi konfliktów i ich unika za wszelka cene. Ze mna staje do sporu bo wie że się pogodzimy i że nawet jak sie na jakis czas pogniewamy bo mamy rózne stanowiska to i tak w końcu wszytko pójdzie w niepamiec bo sie kochamy. z ex juz tak prosto nie jest i nie ma pewnosci czy mu nie wywinie numeru lub nie bedzie znów nastawic syna przeciwko niemu itp. stad ta uległosc. poza tym czuje że podczas pobytów syna próbuje go faworyzowac niejako w rekompensacie za nieudane dziecinstwo i rozbita rodzine - ja to rozumiem i do tej pory sie z tym godziłam ale szkoda mi córki która tego nie zrozumie i uwazam że akurat teraz , w tej chwili jest priorytetem nasze nienarodzone dziecko i na jakis czas syn może zejsc na drugi plan tak jak zejdzie córka chcac nie chcac. Mam tu na mysli nie uczucia ale czas i fizyczna prace która teraz powinna być skupiona na nas.
                                    • cherry-cherry Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 13:50
                                      Co innego jest, kiedy dziecko schodzi, jak piszesz, "na drugi plan" pozostajac w rodzinie (corka) a co innego kiedy jest od tej rodziny ewidentnie odsuniete. Czy nie przyszlo Ci do glowy, ze syn moze to odsuniecie od ojca scisle polaczyc z majacym sie urodzic dzieckiem i skierowac wobec niego swoj bunt i rozgorycznie? Cala wine za sytuacje przeniesie na niemowlaka i na nim skupi zle uczcia, bo to przez niego tata go zaniedbuje. To nie ulatwi wam potem stosunkow, a narosle pzrze te pare tygodni odsuniecia zle emocje trzeba bedzie potem dluuugo naprawiac.
                                      Oby sie tak nie stalo, bo jezeli z synem beda klopoty to nie wplynie to tez na dobra kondycje Waszej rodziny i malzenstwa. Pomysl o tym, czy nie lepiej zacisnac troche zeby i przeczekac ten trudny czas nie odsuwajac syna meza. Dla dobra sprawy i calej rodziny.
                                    • algidasmietankowa Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 14:58
                                      beautyamelia napisała:

                                      > wiem jedno ze mąz nie lubi konfliktów i ich unika za wszelka cene. Ze mna staje
                                      > do sporu bo wie że się pogodzimy i że nawet jak sie na jakis czas pogniewamy b
                                      > o mamy rózne stanowiska to i tak w końcu wszytko pójdzie w niepamiec bo sie koc
                                      > hamy. z ex juz tak prosto nie jest i nie ma pewnosci czy mu nie wywinie numeru
                                      > lub nie bedzie znów nastawic syna przeciwko niemu itp. stad ta uległosc. poza t
                                      > ym czuje że podczas pobytów syna próbuje go faworyzowac niejako w rekompensacie
                                      > za nieudane dziecinstwo i rozbita rodzine - ja to rozumiem i do tej pory sie z
                                      > tym godziłam ale szkoda mi córki która tego nie zrozumie i uwazam że akurat te
                                      > raz , w tej chwili jest priorytetem nasze nienarodzone dziecko i na jakis czas
                                      > syn może zejsc na drugi plan tak jak zejdzie córka chcac nie chcac. Mam tu na m
                                      > ysli nie uczucia ale czas i fizyczna prace która teraz powinna być skupiona na
                                      > nas.
                                      dokladnie. Dlaczego corka ma placic za cudze niedane dziecinstwo ? bo co? w zasadzie gdy sama bedzie starsza i sama poczuje pewne kwestie zwiazne z faworyzowaniem brata to jej dziecinstwo rowniez moze byc nieudane.
                                      • nangaparbat3 Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 23:24
                                        Corka i tak ma przechlapane, skoro już w tej chwili matka planuje odsuniecie jej na drugi plan. Byc może sama nie ma już dla niej dość uwagi i stąd ta złość na męża.
                                        W każdym razie mała jest ostatnia w kolejce w tej rodzinie, biedna jest.
                                    • ute_ute Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 16.05.11, 19:44
                                      dla mnie jest niezrozumiały Twój stosunek do syna męża. jeśli go kochasz (męża) to przecież jego syn powinien być Ci bliski, to krew z jego krwi, jego część, nie tylko w sensie fizycznym. ja związałam się z kimś kto ma córkę i jest mi bardzo bliska. cieszę się, że mężczyzna którego kocham poświęca jej tak wiele czasu, właściwie wychowuje ją sam, za to go kocham, za to że nie jest weekendowym tatusiem. nie rozumiem Cię zupełnie. może spróbuj nawiązać kontakt z synem męża, porozmawiaj z nim. może wówczas Twój mąż, jak zobaczy Twoje zaangażowanie nie będzie tkwił w poczuciu winy cały weekend. może wcale nie rekompensuje mu rozłąki tylko Twój dystans do syna. przemyśl to. współczuję temu małemu.
                                      • sofija_biala jasne, Ty i miś to ideał związku 17.05.11, 10:06
                                        Tylko w czym pomogłaś autorce?
                                        Problem tu nie jest w pasierbie tylko w niedojrzałym facecie.

                                        Mój chłop jest doskonałym ojcem dla dzieci z poprzedniego małżeństwa. Gdyby był innym, w życiu bym za niego nie wyszła. Kiedy Młody jest u nas, mój chłop zajmuje się nim,jak najlepiej potrafi, ale jednocześnie pamięta i o mnie i o naszym wspólnym dziecku i o innych obowiązach domowych. Nie ma problemów z rekompensowaniem dziecku rozwodu rodziców. To jakiś absurd jest.
                                        Jak trzeba, to Młodemu wyprostuje jakieś dziecięce głupie zachowania, angażuje dziecko w nasze codzienne życie, jest normalnie. A ja Młodego po prostu lubię. I traktuję jak dziecko bliskiej osoby. Jak chłopaki poproszą, zrobię kolację, jak trzeba ingerować, opierniczę, jak jest okazja - wychwalę. Również wtedy, gdy to oni zrobią dla mnie kolację.

                                        DO autorki
                                        Popełniłaś błąd, dająć się wkręcić w rolę służącej. CIężko to odwrócić w 9 miesiącu ciązy , ale jak nie zaczniesz, to zmian nie będzie.
                                        Zaangażuj męża i pasierba do pomocy, konkretnie powiedz chłopu, czego od niego oczekujesz, jak się nie zajmują córką, zawołaj i zaproponuj wspólną zabawę. Jak Młoda głodna, poproś Męza i pasierba, niech razem zrobią męską kolację dla wszystkich.
                                        Masz faceta z problemem, sam się nie domyśla, może mu się nie chce. Jeśli Ty nie będziesz wymagać, sam się nie zmieni.

                                        A co do pasierba. Ja rozumiem, że można chcieć mieć w domu spokój po porodzie i w pierwszych tygodniach z niemowlakiem. I pomoc męza na wyłączność.
                                        ALe pomysł odseparowania jest nieludzki i raczej tłumaczę go hormonami niż rozsądkiem. Spróbuj inaczej popatrzeć. U nas Pasierb asystował przy kąpieli, czesał juniora, czasem coś mi podał, jak nie mogłam się ruszyc z fotela. Normalne życie i normalny udział dziecka w ważnym wydarzeniu rodzinnym. Też się bałam, jak to będzie po proodzie i uwierz - było ok.
                                        Tylo zacznij wymagać tej normalności prostymi komunikatami do męza.
                                        Odłóż emocje i krok po kroku do przodu;)
                                        Trzymam kciuki:)

                  • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:53
                    poza tym mąz jadąc tam do syna ma się gdzie spotykac , poza domem ex tj u dziadkow tj swoich rodziców i u brata.
                    • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 11:56
                      Noooo, a ktoś tu pisała o namawianiu męża na spotkania u was. Teraz to ja już nic nie rozumiem.
                      • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:00
                        ciagle mówimy o okresie tu i teraz - widząc jak sprawy sie miały i maja przed rozwiazaniem chciałabym miec chwilę spokoju i pomoc od męża. do tej pory zawsze ja sie dopasowywałam w imę czegos lub kogos.
                        • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:05
                          Na poczatku ex robiła mu trudnosci w kontaktach i niexle się stresowalismy z tego powodu. Wspierałm męza w dażeniu do normalizacji stosunków z synem, do tego aby przywozil go do nas i integrował z naszą 2 letnia córką. Było cięzko ale ex sie jakos przekonała (a może sam dzieciak na niej to wymusił) bo zaczeła go chetnie a nawet bardzo chetnie wysyłac do nas na wekendy.

                          Raczej nie wygląda to na dopasowywanie się do sytuacji, a działanie
                          • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:07
                            ?
                            • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:10
                              No to ja powinnam się zapytać o co właściwie ci chodzi?
                              Z jednej strony piszesz, że dążyłaś do tego, żeby syn męża przyjeżdżał do was i integrował się z młodsza siostrą, a z drugiej strony twierdzisz, że zostałaś w taki stan rzeczy wmanewrowana.
                              • beautyamelia Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:20
                                jest tak jak piszesz. Na poczatku go wspieralam w kontaktach i chciałam aby syn czul sie członkiem naszej rodziny. Ja do tekj pory uważam że córka powinna miec kontakt z bratem przyrodnim bo dzieci powinny sie trzymac razem mimo win rodziców. Cała sytuacja jednak zaczeła wygladac inaczej z czasem i to mnie zdołowało. teraz jestm w szczególnym momencie gdzie czara goryczy mi sie przelała i powiedziałm basta. Może to moje wina bo do tego momentu źle to komunikowałam męzowi ale teraz nie wiem jak z tego wybrnac.
                                • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 12:33
                                  Powiem szczerze, że nie zazdroszczę Ci tej sytuacji. Jedynym (według mnie) wyjściem jest niezabranianie chłopcu przyjazdów do was i konkretna rozmowa z mężem.
                                  Szczerze mówiąc nie potrafię sobie wyobrazić, kim trzeba być, żeby nie uwzględnić takich okoliczności jak ciąża i małe dziecko. Nie obraź się, ale to stawia twojego faceta w jak najgorszym świetle.
                        • 3-mamuska Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 16:32
                          beautyamelia napisała:

                          > ciagle mówimy o okresie tu i teraz - widząc jak sprawy sie miały i maja przed r
                          > ozwiazaniem chciałabym miec chwilę spokoju i pomoc od męża. do tej pory zawsze
                          > ja sie dopasowywałam w imę czegos lub kogos.
                          Ciekawe ze babki tego nie lapia,bo jak urodza to maz bierze wolne,babcia ma sie nie pokazywac dopoki nie dostana pozwolenia na audiencje u swierzo upieczonej mamy,a ciebie zlinczuja ze chcesz zeby maz zajal sie toba, bo po CC nie czuje sie czlowiek najlepiej z mala 2-letnia corka i maluszkiem przy piersi.
                          Ciekawe jakby sie czuly gdyby w takim momencie maz pojechal do swojej matki na caly weekedn (bo to tez rodzina) czy bylby takie zadowolone.
                          • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 22:55
                            Kurde, a ty nie rozumiesz, że on wcale nie musiałby wyjeżdżać, gdyby babka nie postawiła sprawy na ostrzu noża? Przecież to ona bezrefleksyjnie zamknęła dzieciakowi wstęp do domu. Czego teraz oczekuje? Że mąż nie będzie się widywał z synem? Toż to oczywisty absurd.
                            • 3-mamuska Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 23:56
                              imasumak napisała:

                              > Kurde, a ty nie rozumiesz, że on wcale nie musiałby wyjeżdżać, gdyby babka nie
                              > postawiła sprawy na ostrzu noża? Przecież to ona bezrefleksyjnie zamknęła dziec
                              > iakowi wstęp do domu. Czego teraz oczekuje? Że mąż nie będzie się widywał z syn
                              > em? Toż to oczywisty absurd.
                              Rozumiem ze babka zachowala sie hmmm...no nie tak jak trzeba ,ale wina lezy po stronie ojca.
                              BO jesli ma 1,2 czy 5 dzieci to dzieci traktuje sie jednakowo.DO tego ma prawo wymagac pomocy od chlopa, bo to tez jego dziecko, jego ciaza i 2-latka.
                              W momencie kiedy lezy chora ma prawo wymagac, ze ojciec zajmie sie 2-latka.
                              JA mysle ze babka byla wczesniej uczciwa i pomagala jak mogla, maz przyzwyczaji sie do tego ze w weekend jest tylko dla syna ,a ona robi reszte.Tylko ze to poki byla na chodzie to bylo ok, a teraz chce pomocy a facet w szoku ,jak to ja mam cos robic?

                              Ona powiedziala ze mlody ma nie przyjezdzac,bo ojciec ma corke gdzies a ona nie ma sily na wszystkie obowiazki sama.Gdyby facet mial jaja to by zdyscyplinowal syna i byloby ok zajal by sie 2 dzieci a ona moglaby odpoczac.
                              Niestety zycie to nie bajka,a ona ma prawo do spokoju w domu.
                              Mysle ze przesadzacie z tym synem ,to nie smierdzace jajko ani krolewicz, a ex zona to ma prawo do kazdego wolnego weekendu lezec brzuchem do gory ,a ciezarna kobieta to juz nie?
                              I nie mowcie ,ze ona caly tydzien sie dzieckiem zajmuje, bo inna opieka jest nad 10-latkiem, a inna nad 2-latkiem, wiec ex ma wiecej pomocy od chlopa niz obecna zona.
                              Bo nowa zona caly tydzien jest z 2-latka w domu i weekend tez, bo tatus ma gdzie,a stara zona ma w 48 wolnego co tydzien.

                              I to jest okres 2 miesiecy ona nie zbrania calkiem,ale urlop to kazdy ma raz do roku. Nawet rodzice wychodza gdzies bez dzieci zeby odsapnac.Wiec ona tez ma prawo do 1 weekendu w miesiacu miec wolne i oddac 2-latke pod opieke ojcu,a sama sobie odpoczac.

                              Naskoczylyscie na nia i widziecie tylko, ze ona nie chce chlopaka w swoim domu,ale na to zbieglo sie kilka spraw.
                              Ale nie widzice ze ojciec ma gdzie 2 dziecko i zone w ciazy i swoj dom, bo liczy sie tylko 10-latek.
                              MAcie klapki na oczach i tyle ,bo to 2 zona.
                              A gdyby ona napisala ze maz nie zajmuje sie dzieckiem wcale, bo po tygodniu pracy lezy caly dzien , wtedy byscie stwierdzily ze facet to swinia.

                              Syn syn syn, ale ze 2-letnia corka nie widzi taty co tydzie, bo wstaje i go nie ma jak wraca to ona juz spi to juz jest ok,jej taty w weekendy nie potrzeba,tylko 10-latek ma prawo do bycia tylko z tata ,a corka to juz nie .Moim zdaniem to tat powinien co 2 tydzien spedzac z synem a co 2 z corka,sam.
                              A ex tez od czasu do czasu moglaby spedzic z synem niedziele.Ciekawe ktora z was chcetnie co tydzien na 2 dni pozbywala sie z domu dzieci ,i tak przez okragly rok i nie wyrazila chceci spedzenia wolnego dnia z dzieckiem.
                              • imasumak Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 15.05.11, 00:06
                                Ja nigdzie nie napisałam, że facet jest w porządku - wręcz przeciwnie. Natomiast po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi autorki, dochodzę do wniosku, że sytuację mocno przerysowała. Tyle w niej nienawiści do eks męża, że wątpię w jej obiektywną ocenę.
                                Zresztą coby nie było, odsunięcie chłopaka, nawet czasowe, jest mocno nie fair.
                    • nangaparbat3 Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 14.05.11, 23:25
                      beautyamelia napisała:

                      > poza tym mąz jadąc tam do syna ma się gdzie spotykac , poza domem ex tj u dziad
                      > kow tj swoich rodziców i u brata.

                      rozumiem, że zezwalasz mężowi na widzenia z synem. Chwalebne.
                • lavenders27 Re: Nie hormony, tylko brak empatii i wyobraźni 16.05.11, 21:53
                  Poki co to tatus baluje z druga zona, a matka opiekuje sie synem 6 dni w tygodniu.
          • iwles Re: nie, nic Ci sie na mozg nie rzucilo 13.05.11, 21:38

            pozwolic męzowi na bycie ojcem ?
            dlaczego ich wspólna córka moze mieć tatusia na wyłączność 5 dni w tygodniu, a starszy syn nawet przez weekend musi dzielic sie ojcem z przyrodnia siostrą ?

            rada dla autorki watku ?
            Nie sterować zyciem męża. Nie wykorzystywać chlopca do szantazowania męża, nie robić z tego dziecka karty przetargowej, bo już robiła to pierwsza żona. No i nie uważać, że wie lepiej, co do syna powinien czuć jego ojciec, czyli jej mąż.
          • anorektycznazdzira Re: nie, nic Ci sie na mozg nie rzucilo 14.05.11, 13:59
            algidasmietankowa napisała:

            > a jakas aletarnatywa dla autorki wątku? bo jakos nie zauwazylam, by ktoras z p
            > rzedpiszczyń ją dla niej miała...

            Ja mam, dość prostą: niech sobie wyprojektuje, że to jej dziecko ma weekendowego ojca, że tęskni, że czeka, że po rozstaniu i cyrkach porozstaniowych zostało zachwiane jego poczucie bezpieczeństwa, wiara w to, ze jest naprawdę ważne dla ojca, podstawy światopoglądu. Hormony to nie tylko w ciąży działają. Nie trzeba być ciężarną, żeby nienawidzić dzieci swoich partnerów "z kim innym". To taki prosty, zwierzęcy odruch. Bardzo logiczny. Żeby się go pozbyć trzeba się przenieść mentalnie z logiki zwierzęcej do ludzkiego pojmowania rzeczywistości i wykrzesać odrobinę empatii. Chociaż pobieżnie wczuć się w sytuację drugiej strony. Własne dziecko będzie dobrym modelem, bo nie o sobie autorka pisze.

            Szacun dla tego ojca. Naprawdę. Udał Ci się mąż, jest dobrym człowiekiem.
            • algidasmietankowa Re: nie, nic Ci sie na mozg nie rzucilo 14.05.11, 14:54
              anorektycznazdzira napisała:

              > algidasmietankowa napisała:
              >
              > > a jakas aletarnatywa dla autorki wątku? bo jakos nie zauwazylam, by ktora
              > s z p
              > > rzedpiszczyń ją dla niej miała...
              >
              > Ja mam, dość prostą: niech sobie wyprojektuje, że to jej dziecko ma weekendoweg
              > o ojca, że tęskni, że czeka, że po rozstaniu i cyrkach porozstaniowych zostało
              > zachwiane jego poczucie bezpieczeństwa, wiara w to, ze jest naprawdę ważne dla
              > ojca, podstawy światopoglądu. Hormony to nie tylko w ciąży działają. Nie trzeba
              > być ciężarną, żeby nienawidzić dzieci swoich partnerów "z kim innym". To taki
              > prosty, zwierzęcy odruch. Bardzo logiczny. Żeby się go pozbyć trzeba się przeni
              > eść mentalnie z logiki zwierzęcej do ludzkiego pojmowania rzeczywistości i wykr
              > zesać odrobinę empatii. Chociaż pobieżnie wczuć się w sytuację drugiej strony.
              > Własne dziecko będzie dobrym modelem, bo nie o sobie autorka pisze.
              >
              > Szacun dla tego ojca. Naprawdę. Udał Ci się mąż, jest dobrym człowiekiem.
              to chyba nie nienawiść a zmęcznie stanem rzeczy. W nienawiść może sie przekształcić dopiero, jesli ten stan rzeczy sie utrzyma i to juz w pierwszych m-cach po narodzinach dziecka gdy dojdzie zmeczenie fizyczne inne takie tam.
              • anorektycznazdzira Re: nie, nic Ci sie na mozg nie rzucilo 14.05.11, 16:41
                Zgadzam się, bo obiektywnie mówiąc w 9msc dziewczyna może się po prostu źle czuć w ogóle. Tylko, że doprowadzenie awanturami do tego, żeby dziecko męża zaprzestało wizyt u ojca uważam za hardcore. Poza tym ogólnie źle im poszło, bo odstawili karczemną awanturę i zgodnie z relacją autorki ani na żadne wnioski, ani negocjacje czy jakieś rozsądne ustalenia się już potem nie zdobyli. Dorosli ludzie powinni się nieco ogarnąć o powinny być możliwe, z poszanowaniem samopoczucia żony, integracyjne wizyty syna męża. To chyba sama autorka trzeźwo zauważa, że ten chłopiec stanowi prawdziwego brata jej dzieci i niech by te dzieci wypracowały kontakt.
    • burza4 Re: hormony czy cos innego? 13.05.11, 21:56
      Dla mnie twoje zachowanie jest jak najbardziej normalne przy takich zachowaniach małżonka, i nic mnie tu nie dziwi.
      Łatwo nakazywać jak być szlachetnym, szczególnie jeśli się nie ma zielonego pojęcia o czym pisze, bo samemu nigdy się czegoś podobnego nie doświadczyło.

      Błędem było zwlekanie z poruszaniem niewygodnych kwestii aż do teraz - bo w końcu ci się ulało. Trzeba było inaczej to ująć, mówić o tym, że 9 miesiąc ciąży to nie najlepszy moment na CZYJEKOLWIEK wizyty, nierówne traktowanie dzieci jest niedopuszczalne itd.. Mąż nie ma ochoty się zmieniać - stąd atak na ciebie, i granie na twoich emocjach. Jego oczekiwania są takie - że to ty się dostosujesz do sytuacji, i cokolwiek by nie robił - będziesz to witać z pieśnią na ustach.

      Śmiem wątpić, czy sami bez terapii zdołacie się z tym uporać, i jakiś kompromis wypracować, poczucie winy jest silniejsze niż zdrowy rozsądek.
      • noname2002 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 07:34
        "Trzeba było inaczej to ująć, mówić o tym, że 9 miesiąc ciąży t
        > o nie najlepszy moment na CZYJEKOLWIEK wizyty,"
        Ale to nie są wizyty cioci Stasi z Pipidówka Górnego. To są przyjazdy CZŁONKA ICH RODZINY.

        " Dla mnie twoje zachowanie jest jak najbardziej normalne przy takich zachowaniac
        > h małżonka, i nic mnie tu nie dziwi.
        > Łatwo nakazywać jak być szlachetnym, szczególnie jeśli się nie ma zielonego poj
        > ęcia o czym pisze, bo samemu nigdy się czegoś podobnego nie doświadczyło. "
        I tak, byłam w bardzo podobnej sytuacji i nie przeszło by mi przez myśl zabronić wstępu dziecku mojego męża do naszego domu.

        Natomiast zgadzam się że nierówne traktowanie dzieci jest niedopuszczalne i z tym dawno należało się uporać.
        • burza4 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 16:59
          noname2002 napisała:

          > I tak, byłam w bardzo podobnej sytuacji i nie przeszło by mi przez myśl zabroni
          > ć wstępu dziecku mojego męża do naszego domu.

          Autorka również. Poprosiła o przerwę na czas okołoporodowy. Wczuwasz różnicę?

          > "Trzeba było inaczej to ująć, mówić o tym, że 9 miesiąc ciąży t
          > > o nie najlepszy moment na CZYJEKOLWIEK wizyty,"
          > Ale to nie są wizyty cioci Stasi z Pipidówka Górnego. To są przyjazdy CZŁONKA I
          > CH RODZINY.

          Nie ICH. JEGO rodziny.

          Jak leżę z grypą, to guzik mnie obchodzi że syn mojego męża, jego mama czy brat pałają chęcią odwiedzin. Domagam się, żeby wizyta odbyła się w innym terminie. Bo przypadkowo ja tu też mieszkam i wizyta kogokolwiek mnie też dotyczy.
      • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 09:14
        burza4 napisała:

        > Łatwo nakazywać jak być szlachetnym, szczególnie jeśli się nie ma zielonego poj
        > ęcia o czym pisze, bo samemu nigdy się czegoś podobnego nie doświadczyło.

        dokładnie. Wszystkie świętsze od papieża... a o religii to pojęcia nie mają.
        • noname2002 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 09:57
          "> Łatwo nakazywać jak być szlachetnym, szczególnie jeśli się nie ma zielonego poj
          > ęcia o czym pisze, bo samemu nigdy się czegoś podobnego nie doświadczyło.

          dokładnie. Wszystkie świętsze od papieża... a o religii to pojęcia nie mają"
          Byłam w niemal identycznej sytuacji.
          • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 14:59
            ja rownież.
      • nangaparbat3 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 23:32
        burza4 napisała:
        > Śmiem wątpić, czy sami bez terapii zdołacie się z tym uporać, i jakiś kompromis
        > wypracować, poczucie winy jest silniejsze niż zdrowy rozsądek.

        Owszem zwłaszcza wyparte poczucie winy, jakie najwyraźniej ma autorka wątku wobec córki.
    • beautyamelia Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 11:07
      nie wiem co jest takego w niektórych paniach że nawet nie doczytaja dokładnie ale muszą się wyrzyć i obrzucic kogos blotem. Może niejasno to napisąlm ale na poczatku wpierałam meża i zachecałam do kontakótw z synem a także przywozenia do nas i integracji z naszą córką. Prałam, sprzatalam i organizowałam czas dla CAŁEJ rodziny ze szczególnym uwzglednieniem młodego tak aby sie u nas nie nudził. W zamian dostawłam obojetnosc męza, faworyzowanie syna na oczach moich i córki (która nie rozumie i długo jescze nie bedzie rozumiała że ona ma tate 5 dni w tyg a syn tylko w weekend) i zero DZIEKUJĘ. Wcale nie uwazam że to mój zasrany obowiazek zajmowac sie dzieckiem męza i znam wiele II gich małzeństw gdzie II zona wcale nie spędza czasu z dzieckiem męża i nie musi koło niego latać. Poza tym poprosiłam męża aby nie przywoził syna TERAZ , PRZEZ GŁUPIE 2 MIESIĄCE. Bo czuje sie naprawdę źle, a za chwile bedę miała cc i nie dam rady wszytkiego dogladać, zajmować się sama córką, pilnowac aby nie zrobiła sobie krzywdy i w końcu mam dosc wrzasków i krzyków rozbrykanych dzieci. chciałbym troche spokoju - czy to takie wielkie wyrzeczenie dla męża i straszna krzywda dla syna? I czy za to zasluguje na takie potepienie i życzenia od niekótrych miłych pań aby mąż mnie zostawił?
      • imasumak Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 11:19
        beautyamelia napisała:

        poprosiłam męża aby nie przywoził syna TERAZ , PRZEZ GŁUPIE 2 MIESIĄCE

        No właśnie to było niedopuszczalne. Miałaś prawo egzekwować zmianę zachowania ze strony męża, ale nie miałaś prawa zakazywać jego synowi wstępu do domu.

        I czy za to zasluguje na takie potepienie i życzenia od niekótrych miłych pań aby mąż mnie zostawił?

        Gdybym była złośliwa, to bym spytała, co Ci po takim chłopie, który się nie stara i nie dba o Ciebie należycie? Niech sobie idzie w cholerę.
        Ale nie jestem złośliwa :P
        • beautyamelia Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 11:25
          no ale zmiana zachowania nie nastepowała mimo moich wczesniejszych rozmów i zwracania uwagi ze cos szwankuje i że czuje się w takim układzie xle.
          Nie jest to jednak powód aby sie od razu rozstawać więc dlatego pisze na forum bo moze ktos podsunie pomysł JAK ROZMAWIAC z męzem aby to przyniosło jakiś efekt i abysmy oboje nie czuli sie przegrani w tej sytuacji.
          • imasumak Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 11:39
            Przede wszystkim powinnaś ściągnąć szlaban na wizyty chłopca w Waszym domu. Uwierz, ten zakaz do niczego dobrego was nie zaprowadzi.
            Powiedz mężowi, że w trakcie tych weekendów, jego uwaga nie może być skupiona wyłącznie na synu. Uświadom mu, że jeśli masz traktować młodego jak domownika, to oprócz praw, musi mieć on również obowiązki. A może poprosilibyście o radę jakiegoś pedagoga? Najważniejsze jednak teraz jest, żeby do Twojego męża jak najszybciej dotarło, że swoim postępowaniem krzywdzi nie tylko Ciebie i córeczkę, ale też syna - nie jest dobrze, żeby rósł w przekonaniu, że wszystko mu wolno.
            • konwalka Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 14:18
              A dla mnie najgorsze jest, że dorosła kobieta, matka jednego już dziecka, uważa, ze przed porodem najważniejsze jest jej nienarodzone dzieciątko. Bezpieczenstwo porodu i całe okołonoworodkowe zamieszanie to coś innego niż potrzeby starszego rodzeństwa. Ja, przed narodzinami drugiego dziecka, stawiałam nacisk nie na to, że "będziesz miał młodszego brata", ale że "będziesz starszym bratem".
              Ta maleńka różniczka...
              Najważniejsze sa w tym momencie starsze dzieci, chociaż wydaje się to może absurdem. Na głowie rodziców jest, żeby starsze nie poczuły sie odrzucone, wywalone poza nawias, niekochane. Noworodek potrzebuje opieki, przytulenia i jedzenia, starsze- morza mądrości.
              I to JEST do osiągnięcia.
              Pod warunkiem, że sie myśli.
              Pod warunkiem, kiedy nie trzaska się "czasowo" drzwiami przed "dzieckiem gorszego boga".
              Powtórzę z uporem maniaka- jak czułyby sie obronczynie watkotwórczyni, gdyby to one staneły przed sytuacją, że ich nowy facet "na trochę" nie życzy sobie wizyt dziecka z pierwszego związku?
              Ja zostawiłabym swąd opon.
              • imasumak Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 14:41
                Nie no, decyzja o odsunięciu dziecka była karygodna.
              • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:05
                konwalka napisała:

                > Powtórzę z uporem maniaka- jak czułyby sie obronczynie watkotwórczyni, gdyby to
                > one staneły przed sytuacją, że ich nowy facet "na trochę" nie życzy sobie wizy
                > t dziecka z pierwszego związku?
                > Ja zostawiłabym swąd opon.

                zabieram dziecko bez mrugniecia okiem, staram sie tlumaczyc zachowanie ojca, dlaczego teraz tak a nie inaczej, nie wieszam psów na ojcu z tego powodu. OWszem, prosze go by jakis kontakt z dzieckiem utrzymywal i rowniez tlumaczyl, rozmawial. Jak juz minie owo "trochę" to wszystko bedzie zalezało od ojca.

                • nangaparbat3 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 23:44
                  Chyba nie na temat?
              • nangaparbat3 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 23:42
                konwalka napisała:

                > A dla mnie najgorsze jest, że dorosła kobieta, matka jednego już dziecka, uważa
                > , ze przed porodem najważniejsze jest jej nienarodzone dzieciątko. Bezpieczenst
                > wo porodu i całe okołonoworodkowe zamieszanie to coś innego niż potrzeby starsz
                > ego rodzeństwa. Ja, przed narodzinami drugiego dziecka, stawiałam nacisk nie na
                > to, że "będziesz miał młodszego brata", ale że "będziesz starszym bratem".
                > Ta maleńka różniczka...
                > Najważniejsze sa w tym momencie starsze dzieci, chociaż wydaje się to może absu
                > rdem. Na głowie rodziców jest, żeby starsze nie poczuły sie odrzucone, wywalone
                > poza nawias, niekochane. Noworodek potrzebuje opieki, przytulenia i jedzenia,
                > starsze- morza mądrości.

                Właśnie tak. Fajnie, że ktoś o tym pomyślał :)
          • nangaparbat3 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 23:39
            Jak rozmawiać? Mówić o konkretach, w dodatku pojedynczo. Nie zredzić, nie marudzić, tylko proponować konkretne rozwiązania, stopniowo. Nie przeprowadzać rozmów zasadniczych, nie robić scen, nie wzbudzać poczucia winy.
            A w ogóle myślę, że kiedy jeszcze byłaś na chodzie zbyt wiele z siebie dawałaś - i to jest Twój główny błąd. Wyluzuj. I weź pania do pomocy, przynajmniej na okres połogu, nalezy Ci się.
    • cherry-cherry Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 12:41
      Przeczytalam wszystkie posty w tym watku i jestem zdania, ze odsuwanie 10 latka od ojca
      w imie wygody nowej zony jest z lekka nieludzkie. W koncu wiazac sie i rozmnazajac z rozwodnikiem posiadajacym juz dzieci trzeba sie liczyc, ze sa one czlonkami rodziny, a nie jakimis dodatkami, zlem koniecznym, ktore okresowo mozna od siebie odseparowac jak niewygodny mebel. Twoj maz ma dwoje dzieci (nie liczac trzeciego w drodze), a nie jedno pelnoprawne i full time'owe, a drugie na przyczepke w dodatku z mozliwoscia zawieszenia kontaktow. Chlopiec i tak jest pokrzywdzony, bo nie widuje ojca na codzien, i on sie pewnie nie prosil o to, zeby rodzice zgotowali mu taki los. Jezeli ojciec odszedl od poprzedniej rodziny i zalozyl nowa (ktos moglby zlosliwie napisac : oraz narobil sobie czeredke dzieci) to teraz powinien wziac cala odpowiedzialnosc na klate. ALE i kobieta ktora wziela sobie pana z przychowkiem z poprzedniego zwiazku powinna wziac na klate fakt, ze jej maz zawsze bedzie mial INNE zobowiazania, a nie tylko te dotyczace jej i jej wlasnych dzieci. I nie ma tu taryfy ulgowej ze ciaza czy nie ciaza. Trzeba mierzyc sily na zamiary, a nie optymistycznie zakladac, ze facet wszystko rzuci, zaniedba emocjonalnie wlasnego syna i bedzie dogladal ciezarnej zony.
      Ja to widze tak : nie odsuwac 10 latka od ojca, bo to trudny wiek, kiedy dziecko moze to dotkliwie odczuc jako odrzucenie. A to potem moze sie na was wszystkich zemscic i tylko pogorszyc stosunki, i tak juz dalekie od idealnych w tej rodzinie. Ojciec powinien zabierac syna do siebie, ale organizowac te weekendy tak, zeby spedzac z dziecmi maksimum czasu poza domem, zeby odciazyc zone. Zwlaszcza, ze to tylko, cyt. "glupie 2 miesiace", czyli raptem kilka weekendow do przetrwania. Nie wiem, pojsc na pol dnia na basen z obiema pociechami, wyjechac na jakis piknik, na calodniowa wycieczke za miasto polaczona z obiadem w restauracji itp. Wtedy i corka i syn mieliby tate dla siebie, a zona by odpoczela od zgielku. Dzieciaki bylyby szczesliwe, maz spelnilby sie jako ojciec, a zona troche by odsapnela. I wilk bylby syty i owca cala.
      • verdana Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 14:37
        Cóż, rozumiem, ze w momencie, gdy mąż będzie się gorzej czuł, albo będzie czyms zajęty zaakceptujesz to, ze chce mieć w dojmu spokój i dlatego nie chce w domu żadnych dzieci,. Tylko na dwa miesiące masz oddać dzieci dziadkom lub komukowlwiek i ich do domu nie brac, bo przeciez to jego dom i to on się żle czuje, więc dzieci mu przeszkadzaja. Nie musisz cih widywać, to tylko Twoje dzieci, niewazne.
        To dokładnie ta sama sytuacja. Twoj mąż ma prawo zaprosić wlasne dziecko do swojego domu. dziecko ma prawo odwiedzać ojca.
        mam wrażenie,z ę ten dziesięciolatke w ogole się dla Ciebie nie liczy. Chcesz rto go "integrtujesz", nie chcesz - wyrzucasz. On sie nie liczy, on nie ma uczuć, jest tylko przedmiotem, ktorym można dowolnie dysponować.
        • czar_bajry Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 14:42
          Brawo verdana:)
          Podpisuję się pod Tobą.
        • kara_mia Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:10
          W sytuacji, kiedy jedno z małżonków jest chore, nie widzę problemu aby powiedzieć:
          Dziś wyjeżdżamy na cały dzień bo tata/ mama bardzo się źle czuje i potrzebuje więcej spokoju niż zwykle, lub wyjeżdżacie do dziadków a ja opiekuje się tata / mamą przez np. 2 dni.
          A już szczególnie tuz przed porodem.
          Problem moim zdaniem jest , kiedy czyjekolwiek dzieci są elementem rozgrywki miedzy małżonkami.
          Takie sytuacje są bardzo przykre, a dzieci, szczególnie małe nie są w stanie nimi przecież zarządzać ani rozumieć.
          może się mylę, ale wydaje mi się , że kiedy rodzic swoje dziecko z innego związku zaczyna z powodów SWOICH wyrzutów sumienia, traktować jako uprzywilejowane w stosunku do innych członków rodziny, w tym drugiej żony i innych dzieci; to często w odwecie, - "żeby wyrównać", to dziecko jest traktowane przez ta żonę "jako gorsze".
          Może i wychodzi w sumie "na zero" ale to nie służy dziecku. Bycie "lepszym" od innych i "gorszym" jest jednakowo destrukcyjne, powinno być po prostu na swoim miejscu.
          A o to powinien zadbać rodzic.
          Jak to ktoś słusznie napisał dziecko na prawo mieć w d... : wyrzuty sumienia tatusia, hormony i żale jego drugiej żony.
          Ono ma prawo mieć odpowiedzialnego i dorosłego rodzica, który tym wszystkim zarządzi. A tego najwyraźniej zabrakło. Bo kiedy dorosły tata jest skoncentrowany na poprawie SWOJEGO samopoczucia i SWOICH wyrzutów sumienia to ma głęboko w nosie krzywdę, którą robi jednemu i drugiemu dziecku .
          Żona nie daje rady zarządzać swoim dzieckiem, swoim samopoczuciem, swoim stresem przedporodowym i infantylnym postępowaniem swojego dorosłego męża.
          Może i powinna dawać, ale się jakoś tak temu nie dziwię.
          .
        • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:12
          ale chyba można od dziesięciolatka oczekiwać jakiegoś zrozumienia (takiego na miarę jego możliwości)? a może nie można bo może on ma prawo mieć wszystko w d... ? a może warto dziecko nie tylko hołubić ale tez trochę wychowywać?
          • kara_mia Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:14
            ja tam bym nie oczekiwała zrozumienia, ale na pewno bym egzekwowała postępowanie zgodnie z "programem wychowawczym".
            A w opisywanym przypadku, mnóstwo rożnych oczekiwań a nikt niczego "wychowawczego" tak naprawdę nie egzekwuje.
          • verdana Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:22
            Żaden dziesieciolatek nie zrozumie, ze nie moze odwiedzać ojca przez dwa miesiące, bo ojciec ma nowe dziecko.
            Nie zrozumie tego nawet dziesięciolatek, który na stałe mieszkałby z ojcem. dzieci na ogół źle znossza pojawienie się rodzeństwa, a jesli to pojawienie się oznacza, ze starsze dziecko przestaje być wazne - to żadne tego nie zrozumie. Tzn, zrozumie - - i całkiem słusznie - że przeszkadza i nie jest takie znowu dla ojca wazne. Bo przeciez taka jest prawda.
            Ojciec, ktory kocha starsze dziecko nie przestanie chcieć go widywać, bo ma młodsze.
            • triss_merigold6 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:29
              Co nie zwalnia go z opieki nad młodszą córką, nowym niemowlakiem i żoną teraz w ciąży, a później po cc.
              • verdana Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 16:49
                Bo to są dwie rózne sprawy - zachowanie męża i dziecko. dziecko nie może być odpowiedzilne za to, ze mąż nie opiekuje się zoną.
            • morekac Re: hormony czy cos innego? 15.05.11, 01:21
              ech, przypomniała mi się lektura szkolna "Oto jest Kasia" i pojawienie się nowego rodzeństwa...
          • noname2002 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:25
            "ale chyba można od dziesięciolatka oczekiwać jakiegoś zrozumienia (takiego na m
            > iarę jego możliwości)? a może nie można bo może on ma prawo mieć wszystko w d.
            > .. ? a może warto dziecko nie tylko hołubić ale tez trochę wychowywać?"
            Ale co ma wspólnego z wychowaniem zakaz wstępu do domu ojca? To nie od dziecka Beautyamelia powinna wymagać zrozumienia, tylko od dorosłego męża.


            • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:46
              noname2002 napisała:

              > "ale chyba można od dziesięciolatka oczekiwać jakiegoś zrozumienia (takiego na
              > m
              > > iarę jego możliwości)? a może nie można bo może on ma prawo mieć wszystko
              > w d.
              > > .. ? a może warto dziecko nie tylko hołubić ale tez trochę wychowywać?"
              > Ale co ma wspólnego z wychowaniem zakaz wstępu do domu ojca? To nie od dziecka
              > Beautyamelia powinna wymagać zrozumienia, tylko od dorosłego męża.
              >
              ale tlumaczenie dlaczego teraz tak a nie inaczej juz chyba ma?
        • triss_merigold6 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:21
          Gdyby pan mąż był łaskaw wychowywać starszego syna i zajmować się córką w sposób zapewniający bezpieczeństwo i względną bezkolizyjność dzieciom, to zapewne autorka nie wyraziłaby takiego życzenia.
          Syn ma prawo przebywać w domu swojego ojca - zgoda. Tylko jeśli przebywa jako członek rodziny, a nie gość, to powinien mieć także swoje obowiązki i dostosowywać się do obowiązujących norm. Bez faworyzowania przez tatusia.
          • imasumak Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:40
            Triss, a co byś zrobiła, gdyby neksia Twojego eksa zrobiła szlaban Twojemu synowi na wejście do ich domu? Podejrzewam, że oczekiwałabyś od eksa zgoła innej postawy niż prezentuje ojciec z tego wątku. I nie chodzi o to, żeby młodemu na wszystko pozwalać, ale o to, żeby mu nie zabraniać przyjeżdżania do domu ojca! A kwestie obowiązków wobec żony i młodszego dziecka nie ulegają oczywiście dyskusji. Pan dał ciała na całej linii, tylko dlaczego ma za to odpowiadac dziesięciolatek?
            • kara_mia Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:45
              tylko dlaczego ma za to odpowiadac dziesięciolatek?

              dziesięciolatek już od jakiegoś czasu odpowiada za samopoczucie tatusia...
              dlaczego: bo tatuś sobie nie radzi...
              dlaczego tatuś sobie nie radzi? Bo go tak babcia wychowała
              itp
              itp
              kiedy zaczną się zmiany????
            • triss_merigold6 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:54
              Nic. Eks ma zajmować się dzieckiem w określone dni i w część weekendów i to jego sprawa jak to zorganizuje. Ja mogę wyrazić zgodę na np. zamianę jednego popołudnia na drugie albo podejść ze zrozumieniem do np. choroby czy delegacji. Nie jestem fanką zdejmowania z dorosłych ludzi ich obowiązków.
              • imasumak Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 23:01
                No dobra, niech Ci będzie. Ale zauważ, że autorce w tym momencie już nic nie pasuje - na początku nalegała żeby młody przebywał u nich w domu, potem gdy dzieciak zaczął się przyzwyczajać, przestało jej się to podobać, aż wreszcie zamknęła przed nim drzwi. A teraz dąsa się jak mała dziewczynka, bo mąż jeździ do syna. Absurd, prawda?
            • korag1000 Re: hormony czy cos innego? 05.06.11, 00:25
              Nie wiecie o czym mówicie. Ona ma przerąbane. Miałam tak samo tylko że na szczęście dzieci z tego nie było. Ale mój syn miał wtedy 2 latka jego siedem. I mimo różnicy wieku mały miał ustępować bo jego syn tylko w weekendy. Wtedy miało być tak jak synuś chce. Wyprowadziłam się i nie żałuję. Sku...syny i nic więcej
      • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:07
        cherry-cherry napisała:

        > Przeczytalam wszystkie posty w tym watku i jestem zdania, ze odsuwanie 10 latka
        > od ojca
        > w imie wygody nowej zony jest z lekka nieludzkie.

        ale nie jest nieludzkie zwalanie calej roboty na ciężarną bo dziesięciolatek ma rozbitą rodzine?
        • noname2002 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:29
          " ale nie jest nieludzkie zwalanie calej roboty na ciężarną bo dziesięciolatek ma
          > rozbitą rodzine? "
          A kto każe jej przejmować obowiązki męża?
          • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 15:44
            noname2002 napisała:

            > " ale nie jest nieludzkie zwalanie calej roboty na ciężarną bo dziesięciolatek
            > ma
            > > rozbitą rodzine? "
            > A kto każe jej przejmować obowiązki męża?
            żle pojmowana chęc pomocy męzowi, empatia no i chyba pragnienie by bylo normalnie ? ( choc moze pragnienie to zle slowo) ostatecznie to brat jej corki. Niemniej ktos niedwano mi powiedzial (osoba zuplenie mi obca, z kt mialam chwilowy kontakt), ze przyrodnie rodzenstwo to obcy ludzie.
            • imasumak Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 16:33
              algidasmietankowa napisała:

              ,ze przyrodnie rodzenstwo to obcy ludzie.

              Przyrodnie rodzeństwo, to przyrodnie rodzeństwo, a nie obcy ludzie.
              • verdana Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 16:52
                Tak, najepiej dla wlasnych dzieci pozbawić ich brata. To zawsze zaprocentuje w przyszłosci.
                Mam taki przyklad wsród najbliższych. Ojciec, z przyczyn, ktorych nie znam, zerwał stosunki z synem z pierwszego małżeństwa, rodzeństwo z drugiego brata nie zna. efekt - jest podporzadkowane we wszystkim rodzicom, bo boi się,z ę w razie buntu takze zostanie wywalone i zapomniane.
                • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 16:59
                  verdana napisała:

                  > Tak, najepiej dla wlasnych dzieci pozbawić ich brata. To zawsze zaprocentuje w
                  > przyszłosci.
                  > Mam taki przyklad wsród najbliższych. Ojciec, z przyczyn, ktorych nie znam, zer
                  > wał stosunki z synem z pierwszego małżeństwa, rodzeństwo z drugiego brata nie z
                  > na. efekt - jest podporzadkowane we wszystkim rodzicom, bo boi się,z ę w razie
                  > buntu takze zostanie wywalone i zapomniane.
                  bardzo dziwny efekt
                • buba12 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 17:20
                  zdecydowanie nie sa to hormony, tylko coś innego. na oko brak empatii i roszczeniowa postawa...
                  coż - maz z przeszloscia, to nie jest łatwy kawałek codzienności... widziały itd. widac eks, ktora na pcozatku nie chciała kontaktów ma o was nienajlepsze zdanie. o te kontakty ponoc zabiegaliscie, syn sie do nich przyzwyczaił a teraz na smietnik...
                  cudownie, pogratulowac postawy
                  ciekawe swoja droga czy twoj maz zostawił swoja 1 rodzine dla ciebie.... jak tak to juz pokonał raz te barierę, a ty rob tak dalej - pokona ja jeszcze raz:) czego ci prawde mowiac zycze, bo tak okrutne postepowanie zasługuje na kare, i moze kolejna wybranka zamknie swoj dom przed dziecmi...
                  acha - i nie poczytalas niczego z psychologii dziececej... wiele zachowan syna to proba skoncentrowania na sobie uwagi ojca, chocby z tesknoty i zazdrosci. pomysl o tym dziecku z empatia... ba! tylko tego słowa nie znasz
                  znasz za to takie zwroty - mnie sie nalezy pomoc i wsparcie, bo jestem w ciazy i boje sie cc
                  bo mam male dziecko (nie biora sie znikad, sama zapewne chcialas je miec) - to masz i zgodnie z powiedzieniem bywa i tak ze kto ma dzieci ten ma smrod... (z niezmienianej pieluchy)...

                  PS jestem po rozwodzie od wielu lat a moj syn ma bardzo dobre sosunki z ojcem i jego 2 juz partnerka... ale na to trzeba klasy u wszystkich 3 osob, eksmałzonkow i tej 3...
                  a klasy nie da sie kupic ani nauczyc...
          • jotkal1 Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 01:11
            Gdy miałam 8 lat moi rodzice się rozstali. Nowa żona mojego ojca (która w momencie rozwodu rodziców była w ciąży) zabroniła mu kontaktów ze swoją byłą rodziną. Wychowywałam się bez ojca. Nie widział jak dorastałam, co mnie cieszyło, co przeżywałam. Bardzo mnie to bolało. Bo w czym byłam gorsza od jego dzieci? Mam nadzieję że mnie kiedyś kochał. O jego śmierci dowiedziałam się przypadkowo. Pojechałam na pogrzeb z 17-letnim synem (młodsza córka została w domu). I najbardziej płakałam nad tym, że mnie nie chciał i nigdy nie zobaczył moich dzieci. To, że przestał kochać Moją Mamę, nie zwolniło go z miłości do mnie. Nie potrafię wybaczyć!
        • 3-mamuska Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 16:50
          > cherry-cherry napisała:
          >
          > > Przeczytalam wszystkie posty w tym watku i jestem zdania, ze odsuwanie 10
          > latka
          > > od ojca
          > > w imie wygody nowej zony jest z lekka nieludzkie.

          A ludzkie jest nie zajmowanie sie 2-latka bo sie ma nowe dzieko nowa zabaweczke na weekend w domu .
          I dziewczynka nie ma wylacznowsci na tate w tygodniu ,bo on pracuje i wiekszosc czasu go nie ma w domu.Mysle nawet ze w weekend 12 godzin dziennie(reszta to sen) x2 wychodzi 24 godzin tatusia tylko dla siebie na syn,nie sadze ze cokra ma tatusia tyle godzin w tygodniu.
          NIe ludzkie jest rozdzielanie rodziny na pol.
          I przez takie zachowanie ojciec stwarza 2 rodziny i nie bedzie jednej fajnej rodziny, bo ojciec jej nie scala a dzieli.Gdyby moj facet tak sie zachowal podcczas choroby i zostawil 2-latke bez opieki to by mial niezla awature,bo to ze ma syna z poprzedniego malzenstwa nie zwalam go z bycie ojcem dla corki.Zawsze i wszedzie ma 2 dzieci.
        • morekac Re: hormony czy cos innego? 15.05.11, 01:23
          ale nie jest nieludzkie zwalanie calej roboty na ciężarną bo dziesięciolatek ma
          > rozbitą rodzine?
          no, ale cierpi 10-latek. Pan mąż ma najlepiej - bierze d.. w troki i już naprawdę nie musi nic robić...
      • nangaparbat3 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 23:46
        Rozwiązanie super (wysłac ojca z dziećmi), za to uważam, że nie ma takiego wieku, w ktorym dziecko mogłoby być odsuwane od ojca, wszystko jedno, ile ma lat.
        • imasumak Re: hormony czy cos innego? 15.05.11, 00:11
          nangaparbat3 napisała:
          nie ma takiego wieku, w ktorym dziecko mogłoby być odsuwane od ojca, wszystko jedno, ile ma lat.

          Otóż. Niestety rodzicom malutkich dzieci często wydaje się, że dziesięciolatek to stary koń już jest i ma się bezwzględnie dostosować.
          • morekac Re: hormony czy cos innego? 15.05.11, 01:12
            Otóż. Niestety rodzicom malutkich dzieci często wydaje się, że dziesięciolatek
            > to stary koń już jest i ma się bezwzględnie dostosować.

            A zwłaszcza tak wydaje się macochom. Co jakiś czas pojawia się wątek o dziecku męża z poprzedniego związku, z reguły 10-latku, źle wychowywanym przez wredną eks.
    • burza4 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 17:24
      Mnie jeszcze zastanawia jedno - w tej całej nagonce dominuje kwestia biednego, odrzuconego dziecka, chlipiącego gdzieś w kąciku (bo nad kwestią beznadziejnej postawy ojca mało kto się pochylił).

      skąd to zbiorowe założenie, że dzieciak przeżywa traumę z powodu odsunięcia od nowej rodziny ojca? że to dla niego jakakolwiek przykrość? Moja córka np. o niebo bardziej wolałaby się z ojcem widywać u siebie, gdyby to było możliwe. Bo ma swój komp, swoje gry, swoje ciuchy i w ogóle swoje rzeczy pod ręką. Bo jest u siebie, i fajniej się tu czuje. Logistycznie i organizacyjnie taki układ byłoby dla niej optymalny.

      Co takiego traci to dziecko, że miałoby przeżywać jakieś emocjonalne stresy? od ojca odsunięty nie jest, ma go na wyłączność na swoim gruncie - jak dla mnie - żyć nie umierać. Co takiego mu chwilowo odebrano? kontakt z 2-letnią przyrodnią siostrą? litości, dla 10 latka taki dzieciuch, w dodatku płci przeciwnej to żadna atrakcja, żeby nie powiedzieć - kanał. Znacie jakiegoś, który z własnej nieprzymuszonej woli się bawi z dzieciakiem z pieluchą? bo ja nie.

      Dorośli mają przykrą cechę - projektowania własnych odczuć i przemyśleń i robienie założeń, że skoro oni (z perspektywy własnych doświadczeń) doszukaliby się drugiego dna, to dzieci również. Nic bardziej mylnego, dzieci biorą fakty takimi jakie są. Jedziemy do taty? ok. Nie jedziemy, tata przyjeżdża tu? o, też fajnie. I tyle w temacie.

      • triss_merigold6 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 17:32
        Ja się pochyliłam nad ojcem dzieciątek. P
        Zgadzam się z tym, że dorośli projektują, a dzieci przyjmują pewne sytuacje z dobrodziejstwem inwentarza i nie analizują szczegółów organizacyjnych i emocjonalnych.
        Również nie sądzę, że dwulatka jest jakkolwiek atrakcyjna towarzysko dla dziesięciolatka. Ba, sądzę, że dla mojego teraz sześciolatka nowa siostra niemowlę pod jednym dachem, też nie będzie specjalnie atrakcyjna jeśli chodzi o spędzanie czasu/zabawę.
      • nangaparbat3 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 23:52
        Cóż, trudno wątpić, że ojciec cierpi, kiedy jego druga żona zakazuje wstępu synowi do jego (ojca) domu. A cierpienie rodziców zawsze przenosi się na dzieci, chcemy tego czy nie.
    • gazeta_mi_placi [...] 14.05.11, 18:09
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • policjawkrainieczarow Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 18:34
      ja piernicze, ale stado harpii :)
      każda ciążą jest inna, może akurat pani się czuje wyjątkowo źle.
      Może ma ochote w domu łazic w samych majtkach, bo wszystko ja uciska.
      Anyway, temat podobny obserwuję w bliskim otoczeniu, choć konfiguracja ciut inna - dwoje dzieci w podobnym wieku do tego chłopca odwiedza papę i jego drugą zone w weekendy i zona zasadniczo wzięła to na klatę, ale powoli wymięka, bo jest traktowana przez pasierbów jak darmowa kucharka/pokojówka, a nie jak pani domu. Problem jest w tym (i założę się, że u autorki wątku podobnie), że ojciec się trzęsie nad tymi wizytami i nad dziećmi jak nad śmierdzącymi jajami, bo one są już w tym wieku, że w weekendy to zasadniczo wolałyby spędzać czas ze znajomymi ze szkoły i podwórka, a nie bujac się gdzieś i siedzieć ze starym weekend w weekend. Więc ojciec chodzi na palcach i boi sie od nich czegokolwiek wymagac, choćby umycia talerza po sobie, żeby ich nie spłoszyć.
      Autorce wątku współczuję mocno, bo niestety nie zadziala pocieszenie w stylu "jeszcze tylko parę lat", bo po pierwsze ten chłoczyk jest ciut młodszy, po drugie akurat zanim on wyrośnie i sam będzie decydował, z kim chce spędzić czas, to ją czeka hardkorowy okres z niemowlakiem i dwulatką. Wcale się nie dziwię, że chce sobie odpocząć przed tym okresem, bo przez najbliższych parę lat nie będzie mieć okazji.

      Jedyne, co mozna chyba doradzić, to powiedziec chłopu "jedź i bawcie się dobrze, tylko najpierw proszę, zrób pranie, zakupy, ogarnij chałupe i ugotuj coś, co z małą będziemy sobie mogły odgrzac jutro". Nie sądzę, żeby taka ofiara przez parę piątków przekraczała możliwości zdrowego człowieka.
    • ada828 Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 22:13
      Cóż. Ja byłam pierwszą, a i tak mój mąż zachowywał się w stosunku do naszych dzieci, jak opisałaś. Tylko usprawiedliwieniem jego nieobecności była" praca".
      • herta_m Re: hormony czy cos innego? 14.05.11, 22:39
        Z tego, jak autorka reaguje na krytykę, jak wyraża się o bylej żonie męza, jak pisze o chłopcu: dzieciak, jak stawia żądania: nie wolno mężowi jeździć do syna, jak jest obrażona także wtedy, gdy mąż, podporządkowany jej żądaniom i nieprzywożący syna, sam do niego jeździ (czyli tak źle i tak niedobrze) wnoszę, że jej opis, jak to mąż strasznie zaniedbuje ją i córeczkę na rzecz syna z pierwszego małżeństwa jest nieco przerysowany.
        Wiążąc sie z facetem po przejściach i obarczonym dzieckiem z pierwszego małżeństwa, należy się liczyć z tym, że mąż będzie utrzymywał kontakt z tymże dzieckiem, co, moim zdaniem, jedynie dobrze o nim świadczy, bo daje rodzaj rękojmi, że gdyby co, obecnych, wspólnych dzieci w przyszłości nie oleje. Dla mnie facet, ktory odcina się od kontaktów i porzuca pierwsze dziecko czy dzieci, jest zwykłą świnią, decydując się na takiego, muszę tolerować, popierać i wspierać jego dążenia do utrzymywania kontaktu z dzieckiem z poprzedniego małżeństwa.
        Ktoś pisze, że nie wiadomo, czy chłopiec cierpi, gdy utrudnia się jego kontakty z ojcem. Chyba tylko osoba kompletnie pozbawiona wyobraźni i serca może mieć wątpliwości. Dziecko, nawet niegrzeczne, nerwowe, niedoskonałe, ma swoje uczucia, które porządny człowiek powinien szanować.
        Uważam, że autorka swoją postawą może właśnie tego faceta na tyle zrażać, że on tym chętniej jedzie do syna, by uciec od jej pretensji i roszczeń. Coś mi mówi, że gdyby przedstawiła mu swoje potrzeby (zrozumiale pod koniec ciąży) w sposób nie napastliwy, ale rozsądny, rzeczowy i nieroszczeniowy, facet może bylby skłonny do jakiegoś kompromisu, ale jak czytam autorkę piszącą wyjątkowo napastliwym tonem, jakoś się nie dziwię temu facetowi.
    • beautyamelia na koniec 15.05.11, 08:02
      Dziekuję za wszytkie wypowiedzi i mozecie uznac sprawe za zamknieta bo już nie dopisze niczego wiecej i schodze z forum. żal mi tych pan ktore maja tyle jadu w sobie że potrafia tak szybko i bezceremonialnie obrzucic wyzwiskami, potepić i zyczyc najgorszego w koncu obcej im osobie po paru zaledwie postach przeze mnie napisanych. Nie odrzucam odmiennego od mojego zdania ale odrzucam chamstwo i pochopne wyciaganie wnioskow płynacych najpewniej z własnego doswiadczenia autorek. Z męzem jakos sobie poradzimy bo mimo naszych wad kochamy się i staramy znaleźć kompromis. lepszy czy gorszy ale jednak . Żałuję że wystapiłam na forum bo nie spotakłam jeszcze tyle bezkompromisowej i czystej w swej postaci nienawisci do w koncu wam obcej osoby. Mimo to pare wypowiedzi było trafnych i tym paniom dziekuję bo potrzebowałam utwierdzic sie w pewnych moich przemysleniach (nie koniecznie tych o których myslicie)
      • makbyt Re: na koniec 15.05.11, 08:44
        Przeszłam coś podobnego. Byłam w związku z mężczyzną o 10 lat starszym ja mialam 26 lat a jego córka kolo 15stu. Przyprowadzal ja do naszego domu i niestety rozmowa , przygotowanie potraw, zabawianie jej należało do mnie. Nawet na spacery chodzilismy razem.
        Nie wytrzymalam i przestałam sie udzielać. Jak przychodzila jego córka to ja wychodziłam albo po jakims czasie szłam do sypialni. Zostalo to przez niego zinterpretowane jako moja niecheć do niej. Jak urodziłam nasze dziecko a rozstaliśmy sie jak córka miała miesiąc to eks uważał ze normalne jest że przyprowadza starszą córkę do mnie do domu do siostry.
        Dawałam dziecko na ich wspolne spacery. Po kolejnym spotkaniu na które niezapowiedzianie przyprowadził straszą córkę zakazałam przyprowadzać ją do mojego domu.
        Tym bardziej ze eks mieszka z matką dysponuje zatem lokum gdzie może spotykać sie z obiema córkami.
        Minęło 7 lat. Eks nie dąży do spotkań wspólnych z obiema córkami tylko w święta.
        Moja córka nie lubi siostry bo tata wtedy się nią nie zajmuje.
        Ojciec nie stara sie żeby obydwie siostry mimo dużej różnicy wieku (17lat) się poznały i miały w sobie jakieś wsparcie.
        Za całą sytuację winni mnie. Od początku naszego związku według niego nie lubiłam jego córki i utrudniałam mu kontakt z nią.
        • imasumak Re: na koniec 15.05.11, 09:36
          makbyt napisała:
          Za całą sytuację winni mnie. Od początku naszego związku według niego nie lubiłam jego córki i utrudniałam mu kontakt z nią.

          No cóż, miał prawo tak myśleć, skoro wychodziłaś z domu lub chowałaś się w sypialni, gdy ona przychodziła.
          • margita78 Re: na koniec 15.05.11, 09:59
            imasumak napisała:

            >
            > No cóż, miał prawo tak myśleć, skoro wychodziłaś z domu lub chowałaś się w sypi
            > alni, gdy ona przychodziła

            Rzeczywiscie? Najlepiej gdyby bez narzekania, zawsze mila, usmiechnieta i usluzna ochoczo dotrzymywala towarzystwa cudzemu dziecku, organizowala mu czas, sprawiala aby bylo zadowolone i jeszcze gotowala sprzatala oraz zapewniala moze jakis dodatkowy serwis, wtedy pan z pewnoscia nie mialby sie do czego przyczepic. O ile takie spotkania trafiaja sie raz na kilka miesiecy to ok. ale jesli wypadaja regularnie co weekend plus jeszcze niezapowiedziane wizyty akceptowane przez ojca bez zastrzezen to zaczyna byc juz meczace, o ile to obowiazek rodzica i on narzekac nie powinien to juz jego partnerki, ktora rodzicem nie jest niekoniecznie, tak wiec ma absolutne prawo zorganizowac sobie czas tak aby byc zadowolona a nie poswiecac sie. W takich wypadkach to wlasnie osoba, ktora dzieci z poprzedniego zwiazku ma musi postepowac tak aby nie doporowadzac do poczucia dyskomfortu zadnej ze stron. Najczesciej jest tak, ze partnerzy staraja sie zaakceptowac dzieci drugiej strony, ulozyc z nimi poprawne stosunki, niestety zwlaszcza przez panow ojcow zostaje to odbierane jako cos co byc musi, obowiazek do ktorego zadnych uwag miec drugiej stronie nie wolno ani wplywu na forme spotkan tez nie.
            Autorce zycze aby wszystko sie ulozylo jak najlepiej.
            • imasumak Re: na koniec 15.05.11, 10:11
              Cóż, wiążąc się z kimś po przejściach trzeba się liczyć z obecnością dzieci z poprzedniego związku partnera. Nawet codzienną obecnością.
              Nie twierdzę, że powinna być obciążona opieką nad tą dziewczyną, ale chowanie się przed nią i wychodzenie gdy przychodzi, to już ostentacyjne okazywanie niechęci.
              • margita78 Re: na koniec 15.05.11, 10:50
                imasumak napisała:

                > Cóż, wiążąc się z kimś po przejściach trzeba się liczyć z obecnością dzieci z p
                > oprzedniego związku partnera. Nawet codzienną obecnością.

                Dlatego w takich wypadkch milosc nie moze byc taka slepa, bo choc to trudne przed podjeciem decyzji o zwiazaniu sie z osoba majaca dzieci zwlaszcza facetem (ci niestety czesto ceduja swoje obowiazki na partnerke) nalezy uzgodnic zasady, pokusilabym sie o sporzadzenie umowy (wiem jak to brzmi, ale...) dotyczacej udzialu dzieci jednej ze stron w ich wspolnym zyciu i zaangazowania kazdej ze stron.

                > Nie twierdzę, że powinna być obciążona opieką nad tą dziewczyną, ale chowanie s
                > ię przed nią i wychodzenie gdy przychodzi, to już ostentacyjne okazywanie niech
                > ęci.

                Masz racje, tak to wyglada, niestety bardzo niezrecznie,ale to komunikat dla partnera ojca dziecka (niewazne czy 15-latka czy 3-latka) czasem niestety rozmowy nie dzialaja i zostaja tego rodzaju manifestacje.
            • blue_romka Re: na koniec 16.05.11, 16:58
              Każda kobieta wchodząca w związek z mężczyzną, który ma dziecko powinna zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Rozwód rodziców to dla dziecka trauma, kolejni partnerzy taty i mamy to następny szok. W dodatku mówimy o dziecku, czyli osobie niedojrzałej emocjonalnie, która nie radzi sobie zarówno z otaczającą rzeczywistością, jak i własnymi uczuciami. I dobro tego dziecka powinno być przedmiotem starań także nowych partnerów.
        • morekac Re: na koniec 15.05.11, 09:45
          Straszne jest to zabawianie 15-latki... ;-)
        • mamameg Re: na koniec 15.05.11, 09:47
          A ja tego zwyczajnie nie rozumiem. Czy naprawdę ciężko jest powiedzieć partnerowi/mężowi, że się lubi i akceptuje jego dziecko i owszem chętnie część czasu z nim spędzi ale, że to on jest ojcem i to on ma się swoim dzieckiem zajmować? Albo przypomnieć, że ma dwójkę dzieci a nie tylko jedno? Tylko trzeba się wyładowywać na niczemu niewinnym dziecku?
        • nangaparbat3 Re: na koniec 15.05.11, 09:57
          Kiedy mojemu mężowi i jego nowej partnerce urodziła się coreczka, moja corka miała 13 lat. Jej tato przyszedł i nieśmiało spytał, czy może zabrać ją do szpitala, żeby zobaczyla nowo narodzoną siostrzyczkę. Mama malutkiej ucieszyła się na widok "pasierbicy", od pierwszej chwili mowiła o dziewczynkach "siostry", pamiętala o ważnych wydarzeniach w życiu corki partnera, starała się, żeby dzieci miały z soba kontakt. Minęło siedem lat, związek się rozpadł, za to dzieci się kochają, są dla siebie nawzajem siostrami. To ułatwia ich relacje z ojcem, wzmacnia je. Wszyscy są dzięki temu na pewno szczęsliwsi, niż byliby zyjąc w separacji i zapiekłej zlości.
          Nie wiem, co kierowało Tobą, żeby zabronić siostrze corki odwiedzania jej. Nie rozumiem, nie pojmuję, nie widze ani jednego argumentu "za".
      • imasumak Re: na koniec 15.05.11, 09:49
        beautyamelia napisała:

        Dziekuję za wszytkie wypowiedzi i mozecie uznac sprawe za zamknieta bo już nie
        dopisze niczego wiecej i schodze z forum.


        Już sobie wyobrażam, jak rozwiązujesz konflikty z mężem. Coś nie po myśli i foch.

        żal mi tych pan ktore maja tyle jadu w sobie że potrafia tak szybko i bezceremonialnie obrzucic wyzwiskami, potepić

        A ty co robisz w stosunku do eks Twojego męża? Z Twojej relacji wynika, że całe zło zawdzięczasz właśnie jej.

        Mimo to pare wypowiedzi było trafnych

        Za pewne tych zgodnych z Twoją wizją ;)
    • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 15.05.11, 10:50
      Hieny jestescie okropne. A autorce wątku wszystkiego dobrego zycze
      • kerkopithekion oj hieny fakt 16.05.11, 21:38
        ... a do tego sporo dość - sorry - naiwnych teoretyczek po lekturze literatury tzw. pedagogicznej (zapewne typu poradnikowej)
        każda sytuacja jest inna i ferowanie wyroków (a padły w tej dyskusji bardzo ostre słowa) dowodzi (panie wybaczą) bezmyślności
        ja jestem praktykiem i to w dość interesującej sytuacji jako żona numer jeden ale mamusia dziecka numer dwa
        później pojawiła się żona numer dwa i dziecko numer trzy... oczywiście dziecko numer dwa (czyli moje) zostało odcięte od tatusia na pół roku, a później przez ładnych parę lat było tak szykanowane przez żonę numer dwa, że samo odmówiło kontaktów z nową rodziną tatusia (chociaż ze swoim przyrodnim bratem czyli dzieckiem numer trzy utrzymuje kontakty - przez net hehe)
        co do dziecka numer jeden, to z kolei jego mamusia (podrywka na boku mojego teraz już eks męża) zakazała jakichkolwiek kontaktów tegoż dziecka ze mną (za to żądała jego nieustannej obecności - ale to już zupełnie inna bajeczka)
        a ja - niczego nie zakazywałam, czekałam na rozwój sytuacji (bo niby o co miałam walczyć?)
        i moje bardzo mądre dziecko (numer dwa) jakoś sobie wszystko poukładało
        już tu gdzieś napisałam - rozumiem autorkę wątku i nie potępiam jej
        zdecydowanie gorzej wypada tutaj tatuś - ale on też nie ma lekko, pamiętajcie o tym
        ogólnie to w życiu bym się nie związała z facetem z odzysku z dziećmi z poprzedniego związku - właśnie dlatego, że nie chciałabym się znaleźć w takiej sytuacji jak autorka wątku (nie wiem, czy potrafiłabym zachowywać się tak, jak doradzają te światłe pedagogiczne poradniki ;) )
    • computerro Bajecznie proste 16.05.11, 21:17
      Przecież rozwiązanie jest bajecznie proste: Mąż zaprasza syna do Waszego domu i mówi: "A teraz, synku, zobaczysz, jak dorosły odpowiedzialny mężczyzna dba o małą córeczkę i ciężarną żonę." I pokazuje!

      Przecież to jest złe wychowanie, kiedy facet uczy 10-latka, że mając chorą żonę tuż przed porodem należy zostawić ją samą i pójść na lody.

      Wasza sytuacja jest zła dla każdego z Was! Zmieńcie to!
    • mama_myszkina za błędy ojca ukarałaś jego syna... 17.05.11, 02:06
      ... jest to wyraz skrajnego egoizmu, niedojrzałości i braku empatii.

      Ponieważ Twój mąż jest do dooopy, dlatego jego syn został zbanowany. Może warto przejrzeć na oczy i zacząć wyciągać konsekwencje wobec osoby, która nawaliła? A to na pewno nie jest ów dziesięciolatek.

      Życie prywatne mamy tego dziesięciolatka nie jest czymś, co powinno Cię obchodzić. Natomiast jeśli Twój maż traktował ją tak, jak traktuje Ciebie, to nie dziwię się jej, że go olała. Nie każda kobieta lubi być cierpiętnicą.



      • bombalska Re: za błędy ojca ukarałaś jego syna... 17.05.11, 09:40
        > Ponieważ Twój mąż jest do dooopy, dlatego jego syn został zbanowany. Może warto
        > przejrzeć na oczy i zacząć wyciągać konsekwencje wobec osoby, która nawaliła?
        > A to na pewno nie jest ów dziesięciolatek.

        Tu sie zgadzam. Maz do psychologa na terapie i kurs.

        > Życie prywatne mamy tego dziesięciolatka nie jest czymś, co powinno Cię obchod

        Tu tez sie zgadzam. Jest juz duza, wiec ma prawo robic i zyc jak uwaza. Poza tym pamietaj, ze jest samotna matka, a to nie jest ani mile, ani lekkie. Masz dziecko na karku przez 100% czasu. Stad to ciagle podrzucaniesyna innym. Spojrz tez na sytacje oczami tego syna.

        Jest jeszcze jedno rozwiazanie tej sytacji. Odizolowac zupelnie sie od syna+ojca. Niech spedzaja czas wylacznie w swoim towarzystwie, byle z zachowaniem dobrym proporcji czasowych. Co do logistycznego rozwiazania problemu, to nie mam pomyslu. Ale to musialby byc neutralny grunt.
    • lubicielka hormony? Nie to Twoja zazdrość 17.05.11, 08:18
      Na pozór wszystko jest ok- syn odwiedza Tatę i ty wychodzisz na dobra macoszkę, bo przecież on za to cię tak pokochał, że bardzo pokochałaś jego syna i ramie w ramię dbaliście by nie stracił z dzieckiem kontaktu. W porównaniu z wredną byłą żona wyszłaś na oazę mądrości, doświadczenia życiowego i wielkiego serca, bo cudze dzieci trudno się kocha. No, ale urodziło się dziecko, jesteś w ciązy, urok i zapał gdzieś znikł a pan małżonek zaczął dostrzegać pewna niespójność Twoich myśli: tak chciała, a teraz kręci nosem. A znam to świetnie, bo obserwuję na co dzień. Moja siostra ma męża z pierworodnym z pierwszego małżeństwa. To jakie cuda potrafiła wymyślać dla tego chłopca przeszło moje wyobrażenia. Wydawało się, że jest lepsza mamą niż prawdziwa mama. Trwało to do... oświadczyn. Później zaczęły się dąsy o ilość czasu, później gdy mały zaczął przywozić z domu wieści, że mama zakochała się i pokazywał zdjęcia rozkwitniętej miłością mamy moja siostra wystraszyła się że jego tata trochę pożałuje tej pierwszej żony i zaczęła robić sceny wielkiej miłości (żeby młodziak w domu mamie opowiedział jak to tata i macoszka się kochają) łącznie z okrzykami orgazmowymi budzącymi chłopca- żenada.
      Dnem było oświadczenie, że nie życzy sobie syna męża na ... ślubie. Gdy zaszła w ciązę powiedziała, że nie życzy sobie odwiedzin w ICH domu bo źle się czuje (do 7 miesiąca pracowała). Po urodzeniu dziecka w szpitalu Młodziak odwiedził ją z tata i dziadkami. Babcia mówi: Misiu weź siostrzyczkę na ręce (chłopak 11 lat), a moja siostra na to: "to NIE jego siostrzyczka... " szczęka mi opadła i wyszłam by nie widzieć zażenowania i smutku tych biednych starych ludzi. Szok! I tak ma się sprawa z MACOSZKAMI...
      • bombalska Re: hormony? Nie to Twoja zazdrość 17.05.11, 09:24
        No to chyba nie jest adekwatna sytuacja, do sytuacji autorki. Tutaj leczenie i psycholog przydalby sie twojej siostrze.
    • bombalska Bardzo trudna sytuacja 17.05.11, 09:20
      Przede wszystkim uwazam, ze w tej kwestii powinny sie wypowiadac tylko osoby, ktore rowniez znalazly sie w podobnej sytuacji (czyli ja, partner, nasze dzieci i dzieci partnera). Jak czytam pi*nie, ze "matka bez serca, bo nie pozwala spotykac sie ojcu z dzieckiem" to mi sie smiac chce.

      Problem jest bardzo trudny, bo nie oszukujmy sie, nienormalnosc rodzi nienormalnosc. Rozwod jest pierwszym etapem patologii, wiec pozniejsze sytuacje nie moga byc normalne. Grunt to byc tego swiadomym i robic wszystko co w naszej mocy, zeby te trudne sytuacje nie konczyly sie tragicznie.

      Przede wszystkim widze problem w mezu. Ten facet zupelnie nie potrafi odnalezc sie w zaistnialej sytuacji. Poczucie winy, ze zostawil syna, probuje zrekompensowac faworyzowaniem syna. Swoim zachowaniem probuje synowi przekazac komunikat: "Zostawilem ciebie i mame, ale zobacz! Nowa zona i dziecko wcale nie sa dla mnie wazniejsi. Wrecz przeciwnie!" Uwazam, ze ten facet powinien najpierw pojsc do psychologa i uporac sie ze soba, a nastepnie odbyc jakis kurs pedagogiczny, jak nalezy zachowywac sie i traktowac dzieci z roznych zwiazkow. Jest tak samo ojcem 10-latka jak i malej 2-latki i faworyzowanie ktoregokolwiek jest skrajnie naganne.

      Po drugie - niestety - branie faceta czy kobiety po rozwodzie, to branie partnera z calym dobrodziejstwem inwentarza. Jego syn staje sie czescia Twojej rodziny, czy Ci sie to podoba czy nie. Nie jestem psychologiem, ale uwazam, ze skoro ten 10-latek jest synem Twojego meza i przebywa w Twoim domu, to masz prawo brac udzial w jego procesie wychowawczym. O, tak jak przychodzi do Ciebie znajomu, chce zapalic, a Ty mowisz "W tym domu sie nie pali". Przypuszczam, ze im blizej ze soba bedziecie, tym ten proces bedzie skuteczniejszy. Ten chlopiec ma juz 10-lat wiec jakis wplyw jeszcze bedziesz miec na niego. Jak skonczy 13, to raczej bedzie juz po ptakach i wtedy bedziesz mogla juz tylko zamknac mu drzwo przed nosem.

      Jakas rewolucja jest potrzebna - to pewne. Ale moment na nia jest nienajlepszy, bo teraz Ty bedziesz potrzebowac pomocy. Nie wiem, na ile maz Ci pomoze. Mozliwe, ze bedzie znikal na cale dni, bo przyjemniej bedzie mu grac w pilke z 10-latkiem, niz obslugiwac Ciebie, coreczke i niemowle. Lepiej sciagnij do siebie mame na okres az sie nie zagoisz, bo nie spodziewam sie cudu.
      Aa, no i nadajecie sie do programu Magdaleny Zawadzkiej/Superniani.
    • marynika44 Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 11:18
      niektóre zajadle babole tutaj to chyba powinny sie cofnac do podstawówki i nauczyc się czytac ze zrozumieniem. Przeczytałam wszytko co było napisane przez autorkę i trzeba byc imbecylem zeby nie zrozumiec. Po pierwsze jasno napisała że na poczatku było inaczej i podziwiam ją za to jak pomagala męzowi a w sumie nie musiała bo nie wiem dlaczego niektóre baby uwazają że dziecko partnera z innego związku ma nalezec do jej rodziny??????? Owszem zobowiazania i przeszłosc partnera beda rzutowac na jej życiu ale nie powinny być jej obowiazkami. To obce dla niej dziecko i nie musi wcale się nim zajmowac a robiła to i tak przez długi czas. Ojciec rzeczywiście chyba leczy kompelksy i poczucie winy wzgledem syna tak go faworyzujac. Robi nie tylko krzywde swojej córeczce (która zrozumie za pare lat że jest "gorsza" niz straszy brat i zacznie go nienawidzieć.) Wykorzystuje żonę i troche jej naiwnośc że od poczatku nie postawiła granicy i nie okresliła regół tylko dała sie zaprząc do wozu. No ale także krzywdzi wychowawczo swojego pierworodnego bo pokazuje mu że jest najwazniejszy na swicie i ma w każdej chwili wszytko , może kaprysic ( dwa sniadanka) oraz że wszyscy beda mu nadskakiwac bo jest "biednym dzieckiem z rozbitej rodziny" - a tak w doroslym jego zyciu niestety nie bedzie i młody bolesnie sie o tym przekona. Nie przecze że dla dziecka ( i to w kazdym wieku ) rozwód to bolesna sprawa (sama jestem z takiej) ale wiem że czasem lepiej jest gdy do tego dochodzi niz gdyby dzicko miałoby patrzec na skaczących sobie do oczu rodziców. Co do jego matki (ex) to nie mam zdania bo jej nie znam ale zaznaczam że autorka jest II żona i raczej nie powinna bezpodstawnie wieszac psów na I (zwykle jest odwrotnie) a jak juz wiesza to chyba ma podstawy. I nie zgadzam sie że ex ma prawo zyc sobie jak chce bo jest MATKĄ i to z nią syn został i patrzy jak sie mamusia prowadzi i bierze z niej przykład. Najważniejsze jednak, co przez żałosne babsztyle tutaj zostaje skrzetnie pomijane, to tymczasowosc sytuacji. Chyba wyraznie jest napisane że autorke chce spokoju i większej uwagi dla siebie i noworodka przez 2 miesiace (tuz przed i po porodzie) Nie stawia szlabanu na wizyty do konca życia i nie zabrania nawet teraz wyjeżdżac męzowi do syna tylko prosi aby patrzył na zegarek i wracał przed zmrokiem aby jej pomóc z 2 latka i niemowlakiem a nie "grał sobie w noge z synalkiem". Nie wiem czy te babsztyle co tak rzucaja obelgami wiedza co oznacza cesarskie cięcie ale to poważna operacja brzuszna i dłuzej sie po niej wraca do zdrowia jak po normalnym porodzie. Na koniec jeszcze refleksja że te zjadliwości to chyba pisza te I zony które zostały na lodzie i wczuwaja się w sytuacje swoich "biednych" dzieci bo wg nich tylko 10 latek z pierwszego małzenstwa jest tu pokrzywdzony a reszta (łącznie z nienarodzonym) ma się podporządkowac bidulkowi z "rozbitej rodziny". tak na marginesie 10 latek juz siwetnie rozumie o co chodzi w takiej sytuacji i może sprytnie ta sytuacja zarzadzac czego oczywiście dorosli nie dopuszczaja do mysli....
      • imasumak Marynika 17.05.11, 11:29
        Wdech, wydech, wdech, wydech.
        I trochę znaków interpunkcyjnych by się przydało, bo Twojego postu nie da się przeczytać.
        • marynika44 Re: Marynika 17.05.11, 11:30
          twoich nie da się czytac ze wzgledów merytorycznych
          • imasumak Re: Marynika 17.05.11, 11:42
            Uuuu, poszalałaś :P
      • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 11:41
        marynika44 napisała:

        Po pierwsze jasno napisała że na poczatku było inaczej i podziwiam ją za to jak pomagala męzowi

        Jest takie powiedzenie - nowa miotła zawsze dobrze zamiata - w tym przypadku idealnie się sprawdziło.

        a w sumie nie musiała bo nie wiem dlaczego niektóre baby uwazają że dziecko partnera z innego
        związku ma nalezec do jej rodziny???????


        Bo niektóre baby, ze mną włącznie, są przekonane, że dziecko z poprzedniego związku partnera jest jego nieodłączną częścią. Na całe życie. Nowy partner musi zdawać sobie z tego sprawę i tak, przyjąć to dziecko do swojej rodziny.


        Owszem zobowiazania i przeszłosc partnera beda rzutowac na jej życiu ale nie powinny być jej obowiazkami. To obce dla niej dziecko i nie musi wcale się nim zajmowac a robiła to i tak przez długi czas.


        Czytając takie teksty, cieszę się, że mój mąż od ponad 12 lat uczestniczy w wychowaniu mojej córki z poprzedniego związku i nigdy się nawet nie zająknął, że to obce dla niego dziecko. Nigdy. Gdyby to zrobił, nie byłby już moim mężem.
        • marynika44 Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 11:48
          no i tym ostatnim zdaniem sie podsumowałas . tak jak napisałm nalezysz do stada porzuconych I zon ktore patrza na sytuacje autorki przez swój pryzmat i swoje dziecko utozsamiaja z "biednym 10 latkiem". Co zas do twojego obecnego meża to chwalebne że "nawet sie nie zajaknał" ale raczej nigdy nie był w ciąży i nie miał cesarskiego cięcia
          • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 11:56
            Błąd - nie należę do stada porzuconych żon i z nikim się nie utożsamiam.
            Natomiast owszem, dziesięciolatek odepchnięty przez macochę, bo przestało jej się chcieć bawić w tworzenie rodziny, jest pokrzywdzony. I to niezależnie od tego, jak bardzo był męczący.
            Dorośli powinni ustalić wspólną linię, a nie banować dzieciaka.
            • marynika44 Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 12:02
              a dlaczego zwalniasz wogóle z obowiazku jego rodzona matke? to ona i ojciec powinni ustalic jak i gdzie bedzie wychowywany ich syn. z tego co napsiała autorka to matka dziecka baluje i podrzuca dzieciaka a to do nich a to do dziadków i to w sposób nieplanowany. To moze nawet zdrową i bezdzietna II zone wyprowadzic z równowagi a co dopiero cięzarną. naprawde przeceniasz "biednego 10 latka" stawiajac go przed cięzarna i 2 latka
              • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 13:35
                marynika44 napisała:

                a dlaczego zwalniasz wogóle z obowiazku jego rodzona matke?

                Nie zwalniam jej.

                to ona i ojciec powinni ustalic jak i gdzie bedzie wychowywany ich syn.


                Zgadzam się. Ale w dni, kiedy syn jest w domu ojca i macochy, to oni decydują na jakich zasadach on tam jest. Linia postępowania powinna być wspólna, dzieciak nie może widzieć, że jest przedmiotem sporów. I nikt nie ma prawa odsuwać go od rodzeństwa i nowego domu ojca.

                z tego co napsiała autorka to matka dziecka baluje i podrzuca dzieciaka a to do nich a to do dziadków i to w sposób nieplanowany.

                No właśnie. "Z tego co napisała autorka".
                Z dyskusji jaka się wywiązała o eks jej męża, wynika, że autorka jest do niej mocno uprzedzona. A wyrobiła sobie tę niepochlebną opinię nie na podstawie własnych obserwacji, ani nawet relacji męża, ale na podstawie tego, co mówi o eks część rodziny jej męża.

                naprawde przeceniasz "biednego 10 latka" sta
                wiajac go przed cięzarna i 2 latka


                Przyznam, że nie bardzo rozumiem. Co to znaczy "przeceniać" dziesięciolatka? On, na równi ze swoją dwuletnią siostrą i tym nie narodzonym dzieckiem, jest wart uwagi dorosłych.
                I naprawdę, nigdzie nie napisałam, że jego ojciec jest w porządku.
                Nie jest w porządku z całą pewnością, bo po pierwsze zlekceważył uwagi swojej żony, zaniedbał córeczkę, a na koniec pozwolił na zakaz przyjazdów syna. Tak nie postępuje dobry mąż i ojciec.
                Natomiast prawdą jet też to, że autorka była bardzo nie fair wobec tego dziecka i w tym kontekście nie uważam, żeby słowa "biedny 10latek" jak to ironicznie o nim napisałaś, były przesadzone.
                • morekac Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 14:10
                  A wyrobiła sobie tę niepochlebną opinię nie na podstawie włas
                  > nych obserwacji, ani nawet relacji męża, ale na podstawie tego, co mówi o eks c
                  > zęść rodziny jej męża.
                  A jak wiadomo, teściowe czy szwagierki z definicji kochają żony swoich synów czy braci, zwłaszcza te eks-żony. ;-)
              • morekac Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 14:20
                Rodzona matka organizuje 10-latkowi opiekę przez 5 dni, rodzony ojciec przez 2. Jakoś nie widzę tutaj rażącej niesprawiedliwości w zakresie obowiązków rodzicielskich.
                A sytuacja u eksi wygląda tak:
                1.młody zostaje zbanowany przez macochę, która nie chce, żeby dzieciak do nich przyjeżdżał (być może dopiero potem zostało dodane, żeby nie przyjeżdżał chociaż przed porodem)
                2.gdyby ojciec nie utrzymywał kontaktów z synem z dotychczasową częstotliwością, eksia ma argument: patrz, synku, ojciec zrobił kolejne dziecko i już nie ma dla ciebie czasu.
                (To i 10-latek z nierozwiedzionej rodziny może się poczuć odsunięty przy narodzinach młodszego i czuć się mniej kochany. ).
                3. Mlody strzela focha i nie chce widywać się z ojcem.
                Wcale się nie dziwię, że ojciec co tydzień jeździ do dziecka.
                • policjawkrainieczarow Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 14:48
                  > 1.młody zostaje zbanowany przez macochę, która nie chce, żeby dzieciak do nich
                  > przyjeżdżał (być może dopiero potem zostało dodane, żeby nie przyjeżdżał chocia
                  > ż przed porodem)

                  to sobie dopowiedziałaś, choc ci to nie przeszkadza wysnuwac wniosków

                  > Wcale się nie dziwię, że ojciec co tydzień jeździ do dziecka.

                  na dobrą sprawę, tak jest wygodniej dla dziecka, co to dla małego taka frajda zaliczać 320 kilometrów w każdy weekend po to, żeby siedzieć z dwulatką? zresztą taki młody to raczej nie jeździ sam, więc dowóz do taty to jest czyjeś pół dnia wyjęte z każdego weekendu.
                  • morekac Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 14:55
                    Nie wiem, czy sobie dopowiedziałam. Autorka wyraziła życzenie:
                    "ostatnio powiedziałm że nie chę aby syn do nas przyjeżdzał a przynajmniej teraz przed porodem i zaraz po "

                    że nie chę aby syn do nas przyjeżdzał
                    było pierwsze...
                    • policjawkrainieczarow Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 15:13
                      > że nie chę aby syn do nas przyjeżdzał
                      > było pierwsze...

                      no patrz, a nie ma tam tez przecinka przed "że". jak wniosek wysnujesz z tego?
                  • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 15:07
                    Najistotniejsze jest to, że dziecko ma zakaz wizyt u ojca.
                    • policjawkrainieczarow Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 15:18
                      imasumak napisała:

                      > Najistotniejsze jest to, że dziecko ma zakaz wizyt u ojca.

                      bredzisz.
                      • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 16:24
                        policjawkrainieczarow napisała:

                        bredzisz

                        Bardzo uprzejmie z twojej strony. Uzasadnij przynajmniej, dlaczego twoim zdaniem bredzę.
                        • policjawkrainieczarow Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 18:24
                          > Bardzo uprzejmie z twojej strony.

                          Staram się poziomem uprzejmości dostosowac do standardów z tego wątku.

                          > Uzasadnij przynajmniej, dlaczego twoim zdanie
                          > m bredzę.

                          Prą cię bardzo.

                          Piszesz, że najistotniejsze jest to, że dziecko ma zakaz pojawiania się w domu ojca.

                          Otóz:
                          1) ani to nie jest najistotniejsze, bo tu jest kilka problemów, równie istotnych
                          2) ani nie wiadomo, czy w ogóle syn leci na te wizyty jak na skrzydłach - przeciez dla niego to jest parę godzin wyjętych na podróż w każdy weekend, a zważywszy na fakt, że tatus skacze wokół niego, jak wokół smierdzącego jaja (dwa sniadanka), byc może mały wcale się do tych wizyt nie pali, gdyby lubil tam przyjeżdzać, to by wciągal co mu dają jeść. Być moze synowi odpowiada to, że tata teraz jeździ do niego. Nei wiesz tego, ale juz wiesz, co jest problemem.
                          3) ani syn nie ma żadnego zakazu. Kobita napisała, że nie chce przynajmniej na razie jego wizyt i szuka kompromisu. Nie wiem, jak u ciebie, u mnie fakt, że ktoś czegos nie chce, nie oznacza z automatu, że to coś jest zakazane. Przy czym kompromisu nie da się wypracowac jednostronnie, druga strona (tatus i chłopiec) tez muszą się przyłożyc.
                          • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 19:07
                            policjawkrainieczarow napisała:

                            Staram się poziomem uprzejmości dostosowac do standardów z tego wątku.

                            Ja tam byłam uprzejma, nie wiem czym zasłużyłam na brak uprzejmości, czyżby odmiennością opinii?

                            1) ani to nie jest najistotniejsze, bo tu jest kilka problemów, równie istotnych

                            Uważam, że nie ma istotniejszego problemu od braku akceptacji dla wizyt dziecka w domu jego ojca i nie dam sobie wmówić, że to bzdura.

                            2) ani nie wiadomo, czy w ogóle syn leci na te wizyty jak na skrzydłach - przeciez dla niego to jest parę godzin wyjętych na podróż w każdy weekend, a zważywszy na fakt, że tatus skacze wokół niego, jak wokół smierdzącego jaja (dwa sniadanka), byc może mały wcale się do tych wizyt nie pali, gdyby lubil tam przyjeżdzać, to by wciągal co mu dają jeść.


                            Dzieci na ogól lubią podróże, natomiast nie lubią być odsuwane od rodziny. To, że marudzą przy wyborze jedzenia, jest jak najbardziej naturalne, no chyba, że mamy do czynienia z dzieckiem z trzeciego świata pozbawionym podstawowych artykułów spożywczych.

                            Być moze synowi odpowiada to, że tata teraz jeździ do niego. Nei wiesz tego, ale juz wiesz, co jest problemem.

                            A być może wolałby dojeżdżać i spotykać się z siostrą. Nie wiesz tego, a już wiesz, co nie jest problemem, prawda?

                            3) ani syn nie ma żadnego zakazu. Kobita napisała, że nie chce przynajmniej na razie jego wizyt i szuka kompromisu.

                            Wyraźnie napisała, że nie chce wizyt dziecka przynajmniej przed rozwiązaniem i jakiś czas potem. Doradzam kurs czytania jakiś.

                            Nie wiem, jak u ciebie, u mnie fakt, że ktoś czegos nie chce, nie oznacza z automatu, że to coś jest zakazane. Przy czym kompromisu nie da się wypracowac jednostronnie, druga strona (tatus i chłopiec) tez muszą się przyłożyc.

                            To oczywiste i pisałam o tym już kilka razy w tym wątku. Niemniej nadal uważam, że odsunięcie młodego, nawet czasowe, jest mocno nie fair.
                            • policjawkrainieczarow Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 19:29
                              > Uważam, że nie ma istotniejszego problemu od braku akceptacji dla wizyt dziecka
                              > w domu jego ojca i nie dam sobie wmówić, że to bzdura.

                              jest brak akceptacji wizyt na obecnych warunkach w obecnych okolicznościach przyrody i chęć znalezienia kompromisu. widzisz różnicę?

                              > Dzieci na ogól lubią podróże, natomiast nie lubią być odsuwane od rodziny.

                              ale to dziecko nie jest odsuwane od rodziny. tatus jeździ do niego.

                              > Wyraźnie napisała, że nie chce wizyt dziecka przynajmniej przed rozwiązaniem i
                              > jakiś czas potem. Doradzam kurs czytania jakiś.

                              widze co napisała.
                              to, że ja nie chce czyichs wizyt ze względu na jakieś tam okoliczności nie oznacza, że ta osoba ma zakaz - w razie konieczności wezme na klatę, ale pod warunkiem chęci współpracy z drugiej strony. na tym polegają kompromisy, że ktoś się godzi na cos, czego może nie chcieć, jeśli druga strona tez mu w czyms ustąpi. Zakaz to inna para kaloszy.
                              tez doradzam kurs czytania.

                              > A być może wolałby dojeżdżać i spotykać się z siostrą. Nie wiesz tego, a już wi
                              > esz, co nie jest problemem, prawda?

                              naprawdę by ci sie przydał kurs czytania. nie pisze, że wiem, co jest problemem, piszę, że "być może". Abstrahując od tego, nie znam dziesięcioletniego chłopca, który by sam chętnie porzucal w każdy weekend kolegów i leciał się bawic z dwuletnią - tfu! - dziewczyną. Oczywiście nie wykluczam, że ten mały tak ma, ale nigdzie to nie jest powiedziane.

                              > To oczywiste i pisałam o tym już kilka razy w tym wątku. Niemniej nadal uważam,
                              > że odsunięcie młodego, nawet czasowe, jest mocno nie fair.

                              gdyby go odsunęła w ogóle od ojca, byłoby nie fair. ale ojciec teraz do niego jeździ, więc ococho?
                              • morekac Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 21:15
                                W każdym razie niezależnie od tego, na jaki czas pani sobie nie życzyła wizyt obcego dzieciaka w swoim domu, skutek jest raczej inny niż zamierzony: otóż pan, miast siedzieć w domu i zajmować się 2-latką i żoną, co tydzień jeździ do syna. Toteż mam wrażenie, że pani jednak nie zakomunikowała jasno swoich potrzeb, tylko oczekiwała, że pan się domyśli.
                              • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 22:16
                                policjawkrainieczarow napisała:

                                jest brak akceptacji wizyt na obecnych warunkach w obecnych okolicznościach
                                przyrody
                                i chęć znalezienia kompromisu. widzisz różnicę?


                                Widzę i cały czas o tym piszę. A problemy dorosłych w komunikacji nie powinny dotyczyć dziecka.

                                ale to dziecko nie jest odsuwane od rodziny. tatus jeździ do niego.

                                Dziecko zostało odsunięte od siostry i domu, do którego już zdążyło się przyzwyczaić.

                                widze co napisała.
                                o, że ja nie chce czyichs wizyt ze względu na jakieś tam okoliczności nie oznacza, że ta osoba ma zakaz - w razie konieczności wezme na klatę, ale pod warunkiem chęci współpracy z drugiej strony. na tym polegają kompromisy, że ktoś się godzi na cos, czego może nie chcieć, jeśli druga strona tez mu w czyms ustąpi.


                                W tym wypadku nie są to czyjeś wizyty, a wizyty dziecka. I co niby dziecko ma wziąć na klatę? Nieudolność wychowawczą tatusia i fakt, że nie potrafi się on dogadać z macochą? Podejrzewam, że gdyby od początku miał wyznaczane granice, problemu by nie było. Tylko ktoś powinien mu je wyznaczyć, nie uważasz?

                                Zakaz to inna para kaloszy.
                                tez doradzam kurs czytania.


                                Realnie, dla tego dziecka oznacza to teraz zakaz. On w tym momencie nie ma wstępu do domu ojca.

                                naprawdę by ci sie przydał kurs czytania. nie pisze, że wiem, co jest problemem piszę, że "być może".

                                A tobie dodatkowo kurs pisania.

                                Abstrahując od tego, nie znam dziesięcioletniego chłopca, który by sam chętnie porzucal w każdy weekend kolegów i leciał się bawic z dwuletnią - tfu! - dziewczyną. Oczywiście nie wykluczam, że ten mały tak ma, ale nigdzie to nie jest powiedziane.

                                Wyobraź sobie, że historia odnotowuje liczne przypadki, gdzie dziesięcioletni bracia chętnie bawią się z dwuletnimi siostrami. A autorka wspomniała, że istotnie się bawią, nawet nazbyt żywiołowo według niej.
                                Poza tym, ciągle nie rozumiesz- nie chodzi o to, że chłopak miałby jeździć w każdy weekend do ojca. Chodzi o to, że w tym momencie przyjeżdżać do niego nie może, bo ma szlaban.

                                gdyby go odsunęła w ogóle od ojca, byłoby nie fair. ale ojciec teraz do niego jeździ, więc ococho?

                                Taaaa, jeździ. Tylko zauważ, że o to pani też się dąsa. Dlatego zresztą powstał wątek.
          • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 11:59
            marynika44 napisała:

            Co zas do twojego obecnego meża to
            chwalebne że "nawet sie nie zajaknał" ale raczej nigdy nie był w ciąży i nie miał cesarskiego cięcia


            A cóż to za argument? W jaki sposób ciąża ma usprawiedliwiać zachowania nie fair?
            • marynika44 Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 12:04
              twój mąż nie jest kobieta w ciązy i nie ma na głowie 2 latki i nie czeka go cesarskie cięcie wiec ma inne mozliwosci opiekowania sie i wychowywania twojego dziecka z pierwszego małzestwa - takie to trudne do zrozumienia?
              • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 13:38
                Chcesz powiedzieć, że morale mojego męża są uwarunkowane jego funkcjami biologicznymi? No proszę Cię :D
              • noname2002 Maryniko 17.05.11, 16:13
                Jakie zatem proponujesz rozwiązanie? I tak się składa, że byłam macochą będąc w ciąży i po cesarskim cięciu i jakoś nie miałam nic przeciwko odwiedzinom przyrodniego brata mojego dziecka.
                • nangaparbat3 Re: Maryniko - nie mogę się pohamować 17.05.11, 23:00
                  www.youtube.com/watch?v=_VsXUScg0_c
        • algidasmietankowa Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 15:30
          dla Twojego akurat nie jest. Niemniej to co przed ślubem nie wchodzi do majątku wspólnego.
          • imasumak Re: hormony czy cos innego? 17.05.11, 16:30
            Tak. Ale dziecko, to coś więcej niż majątek. I nawet macocha nie ma prawa go nie usuwać poza nawias rodziny.
            • marynika44 Re: hormony czy cos innego? 18.05.11, 10:47
              Boże jakie jestescie wszytkie zawziete na tą II zone. Skupiliscie sie na tym "biednym 10 latku" a prawdopodobnie te 2 mies gdy nie przyjeżdza do domu ojca może byc dla niego niezuwazone i założę się że nie zna powodu dlaczego tak jest tylko cieszy się z wizyt ojca u siebie. Cóż traci zatem ten "biedny 10 latek"???????????????????????????????????????????????
              Problem jest miedzy autorką i jej męzem i powinnismy im cos doradzić a nie obrzucac i jedno i drugie błotem. co do dzieci to gdzies autorka napisała że chodzi jej o noworodka który bedzie wymagał opieki 24godz na dobe i to on bedzie wymagał fizycznie i czasowo wiecej uwagi. Takie jest zycie niestety ze ten biedny 10 latek musi zaakceptowac przyjscie na swiat rodzeństwa i ta 2 latak niestety tez choc mniej swiadomie. Ważne zeby UCZUCIOWO rodzic potrafił zaspokoić ich potrzeby w tym okresie i zrekompensowac brak czasu który niestety musi byc poswiecony maluszkowi. A jak babce (czego nie życze) sie cos skomplikuje i np na miesiąc zostanie w szpitalu to wtedy tatus musi zając się dwulatką a synusi niestety musi zostac z rodzona matka i przez 4 weekendy nie widziec tatusia. Czy w takiej sytuacji też 10 latek bedzie najwazniejszy? Najgorsze że tak jestście skupione na tym 10 latku ze wogóle prawie nie pada kwestia noworodka i 2 latki.
              • imasumak Re: hormony czy cos innego? 18.05.11, 12:07
                Uspokój się dziewczyno. Nikogo nie obrzucam błotem i cały czas piszę, że to dorośli powinni się dogadać, a dziecko nie powinno być odsuwane.
              • noname2002 Re: hormony czy cos innego? 18.05.11, 13:39
                Gdyby 10latek nie był z pierwszego związku, to raczej wątpię czy oddano by go na 2 miesiące do dziadków, bo ciężarna mama się źle czuje albo musi po porodzie dłużej być w szpitalu.
                Wystarczy pomyśleć, że to jest członek rodziny i żywy czujący człowiek, a nie, cholera, lodówka.
                • marynika44 Re: hormony czy cos innego? 18.05.11, 15:56
                  nadal twierdze że patrzycie przez pryzmat waszych własnych dzieci z waszych pierwszych nieudanych małzeństw i dlatego tak sie trzęsiecie nad tym 10 latkiem. Dlaczego tak mało jest o biednej 2 latce - jej przeciez jeszce trudniej pewne rzeczy wytłumaczyc, a co z noworodkiem - penie dlatego ze nic nie może powiedziec w tej sprawie to nalezy go zepchnąc na ostatnia pozycje bo to 10 latek najpierw musi pobawic sie z tata, byc nakarmiony i zadowolony. A tak na marginesie znam wiel przypadków że jak jest trudna sytuacja (np matka chora w połogu) to starsze dziecko jedzie na jakis czas do dziadków aby mąż mógł pomóc chorej zonie i chyba nie jest to nic strasznego. Przesadzacie i az mi niedobrze od tego bo tylko jedna strona medalu jest wazna.
                  • imasumak Re: hormony czy cos innego? 18.05.11, 16:39
                    Jesteś impregnowana na argumenty.
                    O dwulatce mało kto mówi, bo to nie ona jest tematem wątku. Ale mimo to, wielokrotnie pisano tu, że jej tata powinien tak rozegrać sprawę, żeby i ona była zaopiekowana.
                    Zrozum wreszcie dziewczyno, w tej sytuacji nie powinno ucierpieć żadne dziecko - ani dwulatka, ani dziesięciolatek, ani przyszły noworodek. Żadne z nich.
                    Jeśli ucierpiało którekolwiek z tej trójki, to jest to wina dorosłych sprawujących nad nimi opiekę. Rozumiesz?
                    • falka32 Re: hormony czy cos innego? 12.06.11, 21:35
                      > Jeśli ucierpiało którekolwiek z tej trójki, to jest to wina dorosłych sprawując
                      > ych nad nimi opiekę. Rozumiesz?

                      Co prawda chyba juz autorka miała tutaj nie zaglądać, ale chciałam się zgodzić z powyższym i dodać od siebie, że jakbym miała coś poradzić, to odstąpienie mimo wszystko od swoich domniemanych praw, a zwłaszcza do spokoju po porodzie. Nie przychodzi ci do głowy, żeby oddać do babci dwulatkę na 2 miesiące po porodzie, to nie odsyłaj też brata, z tego samego powodu. Dziesięciolatek i dwulatka zawsze będą stanowić mieszankę wybuchową i generować hałas i kłótnie, a pomimo to rodzice, którzy posiadają taki zestaw i trzecie dziecko w drodze, jakoś sobie radzą. Mają ci rodzice problem taki, że zdecydowali się na dużą liczbę dzieci i nie ma już luziku barłożenia się przez 2 tygodnie po porodzie z noworodkiem na wyłączność dla niego, bo trzeba się zająć wszystkimi. Ba, a wyobraź sobie piątkę dzieci - o spokoju w ciąży i po porodzie zapoooooomnij i o tym, że na forum się dowiedziałaś, że masz do niego prawo. Może i masz, ale tym razem nie skorzystasz. Pozostałe dzieci sie angażuje do pomocy, każe się im być cicho a ojciec ma pilotować sprawy, dopóki matka nie wydobrzeje. Przy takim podejściu jest dużo łatwiej zaakceptować to, że nie masz spokoju w domu - od pewnej liczby dzieci już nie przysługuje. Zatem skupiłabym się na tym, żeby wymusić na mężu również dostosowanie się to tego, że ma więcej dzieci i musi między nie dzielić uwagę, zwłaszcza w okresie okołoporodowym. Trzeba tą uwagą żonglować bardzo, nawet jak się ma wszystkie dzieci w domu - jak jest jedno dochodzące, to tym bardziej, ale nie ma powodu, żeby to dochodzące nie brało udziału w normalnym życiu rodziny i żeby nic od niego nie wymagać. Jak się ma kobietę po cesarce i drugie małe dziecko, to się staje na głowie, bierze urlop, zwolnienie, przysyła babcię i kombinuje, żeby kobieta sama z tymi dziećmi nie została. Kobieta po cesarce też tego wymaga. Nie tego, żeby mąż pozbył się z domu poprzednich dwojga dzieci, tylko tego, żeby ogarnął te, co już zrobił.
                  • morekac Re: hormony czy cos innego? 18.05.11, 17:02
                    A tak na marginesie zna
                    > m wiel przypadków że jak jest trudna sytuacja (np matka chora w połogu) to star
                    > sze dziecko jedzie na jakis czas do dziadków aby mąż mógł pomóc chorej zonie i
                    > chyba nie jest to nic strasznego. Przesadzacie i az mi niedobrze od tego bo tyl
                    > ko jedna strona medalu jest wazna.

                    A ja nie znam. Za to znam przypadki, że rzeczywiście ktoś przychodził mamie do pomocy- czy z rodziny, czy za pieniądze - i domem się trochę zajmie.
                    Wszędzie zresztą polecaną metodą na brak zazdrości ze strony starszaków (nawet i 10-letnich, 2-latek dotyczy to tym bardziej) o rodzeństwo jest poświęcanie tym starszym maksymalnie dużo czasu. A mąż i tata 2-latki jeździ do starszego. W ten to piekny sposób mama 2-latki nie ma wprawdzie w domu 10-latka, ale nie ma też męża, ma za to 2-latkę do zaopiekowania. Jedyne wyjście to położyć się w szpitalu przed porodem...
              • 3-mamuska Re: hormony czy cos innego? 19.05.11, 12:11
                marynika44 napisała:


                Cóż traci zatem ten "biedny 10 latek"????
                > ???????????????????????????????????????????
                > Problem jest miedzy autorką i jej męzem i powinnismy im cos doradzić a nie obrz
                > ucac i jedno i drugie błotem. co do dzieci to gdzies autorka napisała że chodzi
                > jej o noworodka który bedzie wymagał opieki 24godz na dobe i to on bedzie wyma
                > gał fizycznie i czasowo wiecej uwagi. Takie jest zycie niestety ze ten biedny 1
                > 0 latek musi zaakceptowac przyjscie na swiat rodzeństwa i ta 2 latak niestety t
                > ez choc mniej swiadomie. Ważne zeby UCZUCIOWO rodzic potrafił zaspokoić ich pot
                > rzeby w tym okresie i zrekompensowac brak czasu który niestety musi byc poswiec
                > ony maluszkowi. A jak babce (czego nie życze) sie cos skomplikuje i np na miesi
                > ąc zostanie w szpitalu to wtedy tatus musi zając się dwulatką a synusi niestety
                > musi zostac z rodzona matka i przez 4 weekendy nie widziec tatusia. Czy w taki
                > ej sytuacji też 10 latek bedzie najwazniejszy? Najgorsze że tak jestście skupio
                > ne na tym 10 latku ze wogóle prawie nie pada kwestia noworodka i 2 latki.

                Daj sobie spokoj ,bo prawie wszyscy widza tylko dziecko 10-latka, ktory taki biedniutki nie ma tatusia,tylko ze nikt nie mysli o dzieciach, bo maz autorki ma prawie 3 ,ale tylko ten jeden jedyny nawazniejszy, a reszta w pudekla i odstawic na polke az tatyus znajdzie czas.
                Moze dlatego ze wiekszosc patrzy przez pryzmat swojego zycia i to one sa 1 zonami.Nie da sie normanlie rozmawiac tylko synus, synus, synus.
                • imasumak Re: hormony czy cos innego? 19.05.11, 13:26
                  3-mamuska napisała:

                  Moze dlatego ze wiekszosc patrzy przez pryzmat swojego zycia i to one sa 1 zona
                  mi.Nie da sie normanlie rozmawiac tylko synus, synus, synus.


                  Tak, byłam pierwszą i póki co ostatnią żoną. Mój eks nie ma drugiej żony, ani nikogo, kto mógłby mu ograniczać kontakty z ze starszą córką.
                  Twoja teoria o ocenie sytuacji przez pryzmat moich własnych doświadczeń upada zatem.
                  Natomiast widzę, że w ogóle nie dociera do Ciebie, o czym osoby oponujące w tym wątku piszą.
                  Bo w tej całej historii rzeczywiście najbiedniejsze są dzieci. Dziesięciolatek również. Bo starzy nie mogą dojść do porozumienia. I o tym cały czas piszę. Wystarczyłoby trochę dokładniej poczytać.
                • wredna.zmija Re: hormony czy cos innego? 19.05.11, 15:41
                  dobra, to moze tak- macochy, raczki w góre...sprawdzmy zatem ilu praktyków sie udzieliło :P
                  • noname2002 Re: Kwiaty do pokoju???? 20.05.11, 08:36
                    Ja już pisałam, że byłam macochą będąc w ciąży.
Pełna wersja