Byłam u psychologa

12.05.11, 17:35
Pozwoliłam sobie na rozpoczęcie nowego wątku. Chociaż jeden jest jeszcze nie zamknięty - forum.gazeta.pl/forum/w,898,124991730,124991730,Uwiklana.html
Już raz udało mi się otrzymać od was pomoc, która skłoniła mnie do podjęcia konkretnych działań i teraz też liczę na wasze opinie. Jestem po rozmowie z psychologiem. Poznawałyśmy się. Czuje się jak zbity pies, ale jest ok.
Zaiskrzyło i rozpocznę z nią pracę. Uderzyła mnie tylko jedna rzecz. Myślałam, że usłyszę, że celem terapii będzie wzmocnienie mojej psychiki tak bym mogła skonfrontować się z matką. Ona jednak powiedziała coś zupełnie odmiennego - powinna pani zerwać kontakty z matką.
W moim odczuciu to tchórzostwo, ucieczka. Owszem to wygodne rozwiązanie i poczułam dużą ulgę, wręcz radość, że mogę tak... ale z drugiej strony, zawsze myślałam, że trzeba stanąć twarzą w twarz i wszystko wyjaśnić. Ciekawa jestem opini p. Agnieszki,
pozdrawiam
    • morekac Re: Byłam u psychologa 12.05.11, 18:14
      osobiście nie sądzę, aby takie wyjaśnianie cokolwiek pomogło. Twoja mama uważa się zapewne za matkę idealną, jeszcze ci powie, że wszystko, co robiła, to było dla twojego dobra i ona robiła tylko to, do czego ją zmuszałaś swoim niecnym zachowaniem. I znowu będziesz miała doła. ;-(

      W moim odczuciu to tchórzostwo, ucieczka.
      Hm, twoja mama nie jest z tych przypadkiem, co to puszczali teksty o unikaniu odpowiedzialności i tchórzostwie i dążyli do konfrontacji? A ty chyba znowu usiłujesz się oskarżyć i wpędzić się w dołek.
      • noname2002 Re: Byłam u psychologa 12.05.11, 19:02
        Jak dla mnie to nieco dziwne, że psycholog coś każe zrobić i to po pierwszej rozmowie.
        I zerwanie kontaktów to też jest jakiś przejaw tego, że sobie ze stosunkami z matką, ktoś nie radzi, bo chodzi o to, żeby się od tej matki uniezależnić psychicznie. Nie chodzi o konfrontację, zgadzam się, że to nic nie da bo matka się uważa za idealną i nigdy nie przyzna nawet sama przed sobą że skrzywdziła córkę, tylko o to, żeby reagować jak osoba dorosła, nie zabiegać o aprobatę i miłość, nie przyjmować uwag czy krytyki jako niepodważalnych, umieć żyć po swojemu.
        • bellaana Re: Byłam u psychologa 12.05.11, 19:16
          noname2002 napisała:

          > Jak dla mnie to nieco dziwne, że psycholog coś każe zrobić i to po pierwszej ro
          > zmowie.

          źle to ujęłam, ona zasugerowała, że to będzie dla mnie najlepsze w tym momencie, jeżeli nie będę się z matką kontaktowała.

          Macie dziewczyny rację. Jest we mnie jakieś naiwne przeświadczenie, że jak sobie tak szczerze porozmawiamy, to nastąpi jej cudowna przemiana. Zrozumie jak mnie skrzywdziła, przeprosi i będę miała mamę, której mi zawsze tak brakowało.
          • sanciasancia Re: Byłam u psychologa 12.05.11, 19:37
            > źle to ujęłam, ona zasugerowała, że to będzie dla mnie najlepsze w tym momencie
            > , jeżeli nie będę się z matką kontaktowała.
            Ale to nie jest takie głupie. Zrobisz sobie odwyk od matki, sprawę przepracujesz na terapii, i odnowisz kontakty jako zupełnie inna osoba.
          • zdunia1979 Re: Byłam u psychologa 12.05.11, 20:52
            Gratuluję decyzji i odwagi! Teraz już wszystko się poukłada :):):) A z zerwaniem kontaktu z mamą to myślę,że chodziło jej o okres terapii. Może to co udałoby się wypracować z psychologiem uległo by naruszeniu podczas kontaktu z mamą. Jak już sama sie z tym uporasz i będziesz "silna" łatwiej ci będzie poradzić sobie z tym zadaniem. Czyli wyjaśnić wszystko matce. Wtedy już nie poddasz się po zaczepkach mamy a stawisz im czoła.

            Trzymam za ciebie bardzo ale to bardzo mocno kciuki! Zuch dziewczyna :):):)
    • kara_mia Re: Byłam u psychologa 12.05.11, 22:55
      źle to ujęłam, ona zasugerowała, że to będzie dla mnie najlepsze w tym momencie, jeżeli nie będę się z matką kontaktowała.

      słyszałam , ze niektórzy w takich przypadkach radzą tzw "100 dni ciszy", czyli 100 dni bez spotkań telefonów SMSów itp.
      mojej znajomej pomogło, ale była zdziwiona, że było to trudne i tak koniecznie z ta "okropna" matka potrzebowała się spotykać :)
    • kania_kania Re: Byłam u psychologa 13.05.11, 00:38
      Popatrz na to inaczej. Twoje kontakty z mama niczego nie naprawiaja a tylko jatrza rane. W ten sposob nigdy nie dojdziesz do ladu ze soba.

      Jedynym celem terapii jest pomoc w zamknieciu przeszlosci. Nie zapomnieniu, ale zamknieciu. Przezyciu tego, co od siebie odsuwasz. I pozwolenie, zeby demony przeszlosci odeszly. To co Cie kiedys zabolalo wciaz bedzie klulo, ale nie bedzie Cie paralizowalo. To czy bedziesz wystarczajaco silna, zeby stawic czolo swojej mamie - zalezy od Ciebie. Byc moze po zakonczeniu terapii nie bedziesz czula takiej potrzeby.

      Jesli psycholog uznala, ze Twoje kontakty z mama, ktora jest osoba toksyczna, uniemozliwiaja lub utrudniaja terapie, to sie nad tym zastanow. Po zakonczeniu spotkan sama podejmiesz decyzje, co dalej.

      Jednym z czynnikow niezbednych do powodzenia terapii jest zaufanie psychologowi. Jesli nie podoba Ci sie podejscie tej pani, sprobuj z kims innym, tylko pamietaj, ze nie ma ludzi idealnych, zawsze cos Ci nie bedzie w 100% pasowac.

      Kania
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Byłam u psychologa 14.05.11, 19:08
      Nie znam intencji psychoterapeutki, z jaką zasugerowała zerwanie kontaktu z mamą. To ona Pani słuchała i wiązała fakty z Pani życia z rozumieniem Pani osobowości i Pani potrzeb terapeutycznych. I na tej podstawie sformułowała takie zalecenie Nie znam też podejścia w jakim pracuje terapeutka. Być może ono zakłada takie zalecenie, dla potrzeb dalszej pracy terapeutycznej.
      To co mogę powiedzieć, to to, że ja osobiście nie stosuję tego sposobu w swojej pracy psychoterapeutycznej, chyba, że jakaś relacja jest zagrażająca i bardzo agresywna. Z tego co Pani napisała, takiego zagrożenia nie ma Wydaje mi się, że w terapii warto śledzić trudne relacje i obserwować własną w niej zmianę. Poza tym, takie zerwanie kontaktu może być raczej rodzajem rozegraniem czegoś w bezpośrednim działaniu, niż zbliżeniem się do rozumienia różnych swoich ambiwalentnych uczuć wobec mamy, które mogą się pojawić w terapii i tam mogą zostać omówione i zrozumiane. A do tego nie jest potrzebne takie konkretne rozwiązanie, jak utrata kontaktu z mamą. I tak to pojawia się w Pani fantazjach, teraz trzeba zbadać naturę takich fantazji oraz czemu Pani nie może mieć kontaktu z mamą bez konieczności zależności od niej.
      To trochę inna perspektywa niż perspektywa odwagi i tchórzostwa, ale może warto i ja rzoważyć.
      Jeśli jest Pani zaskoczona taką radę terapeutki, warto wnieść to na następną sesję . Ujawnić terapeutce swoje wątpliwości. Dla niej to też będzie ważny sygnał. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • bellaana Re: Byłam u psychologa 15.05.11, 13:06
        Nie mam nic przeciw rozwiązaniu zaproponowanemu przez moją psycholog. Daje mi to poczucie komfortu psychicznego, poczucie, że nic nie muszę. Podstawą moich kontaktów z matką było dotąd poczucie obowiązku, dbanie o jej potrzeby.

        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:
        czemu Pani nie może mieć kontaktu z mamą
        > bez konieczności zależności od niej.
        To bardzo ważna uwaga. Myślałam nad tym bardzo długo. Dlaczego nie mogę być przy matce niezależną, autonomiczną kobietą. Automatycznie wchodzę w rolę. Wycofuję się, milknę, pozwalam dominować. Mam blokadę. Nie potrafię być inną.
        Kiedy zadaję sobie pytanie co by się stało gdybym zachowywała się inaczej?
        Wiem, że matka mnie nie zaakceptuje. Ona otacza się osobami słabymi i podporządkowanymi.
        Czuję, że mogłabym ją zranić, upokorzyć. Będąc z nią czuję jakbym zabijała część siebie żeby utrzymać tę relację.
    • bellaana Re: Byłam u psychologa 19.05.11, 22:29
      Jestem po drugim spotkaniu. Żyłam w przeświadczeniu, że wiem o sobie wszystko, że nic mnie nie zaskoczy. Dzisiaj zagłębiłyśmy się w rejony, w których jednak nie byłam.I nie mogę się pozbierać. Nic już nie wiem. Zdaniem psycholog jestem ofiarą przemocy domowej. Katem była matka. A ja mam skłonności masochistyczne. Uświadomiłam sobie, że podstawą mojego działania jest ból, ból, który sobie zadaję. Nie wiedziałam, że jestem aż tak pokręcona. Dotąd jakoś ciągnęłam, dziś gdy sobie uzmysłowiłam ile cierpienia jest w mojej codziennej egzystencji wszystko się rozsypało. Nie wiem jak mam żyć. Nie umiem inaczej. Czytam o przemocy psychicznej, opisy pasują do matki. Tylko ona nie miała momentów dobrego humoru. Nie było fazy tzw.miesiąca miodowego. Była cały czas złość.
      Już nic nie wiem.
    • tojatojatoja Re: Byłam u psychologa 06.06.11, 09:30
      Bellaano, trzymam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia i dużo siły do terapii. Twoja historia jest bardzo poruszająca i niestety nie jest jedyną historią dotyczącą trudnych relacji z toksyczną matką. Wiele z nas ma trudne relacje z matkami i sobie radzi w tych relacjach lepiej lub gorzej. Wierzę w to, że możesz odzyskać wolność, niezależność od swojej matki i możesz być szczęśliwa, gdyż w dużej mierze Twoje szczęście zależy od Ciebie i to Ty je możesz do swojego życia "zaprosić". ;-) I to pomimo tego, że obecnie ta idea może Ci być zupełnie obca, a nawet niezrozumiała.

      Nie jestem pewna czy na tym etapie terapii powinnam Ci to pisać, ale jednak to zrobię, gdyż to też może poszerzyć Twoją perspektywę. Twoja matka jest taką osobą, jak jest nie bez przyczyny. Ona też jest osobą ukształtowaną przez swoje dzieciństwo. Ona jako nieszczęśliwy i toksyczny w swoich zachowaniach człowiek nie wzięła się „znikąd". Czy wiesz coś na temat jej dzieciństwa? Jakie ona miała relacje w rodzinie? I jaka jest historia dzieciństwa Twojego ojca? Myślę, że kiedyś przyjdzie czas na zadanie takich pytań... Być może jeszcze nie teraz, bo teraz powinnaś się skupić na sobie i swoim dobrostanie, ale kiedyś warto będzie i na te pytania odpowiedzieć. Nie wiem, która babcia Cię wychowywała, tzn. czy była to mama Twojej mamy czy ojca, ale jeśli oceniasz swoją babcię dobrze, to pamiętaj, że mogła być ona zupełnie inną matką dla Twojej mamy lub ojca, niż była babcią. Widzisz taką przemianę w swojej matce, kiedy była (i jest) złą matka, ale chyba stara się być dobra dla wnuków.

      Przemoc w stosunku do dziecka nie bierze się znikąd. Przemoc stosują osoby, wobec których ją stosowano. Często powielają schematy i zachowania, których te osoby doświadczyły w swoim życiu. Być może kiedyś będziesz gotowa zapytać swoją matkę, jakie było jej dzieciństwo, a ona będzie chciała Ci o tym opowiedzieć. Myślę, że to może być dla Ciebie ważne. Ale pamiętaj też, że nie piszę tego, żeby jej toksyczne zachowania usprawiedliwić, bo tak nie jest. Jak to powiedział kiedyś ktoś mądry: "trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia, lecz zobowiązuje. Zobowiązuje do pracy nad sobą i zapewnienia swoim dzieciom dzieciństwa lepszego, niż samemu się miało. Dlatego każdy, kto miał trudne dzieciństwo jest IMHO zobowiązany do wytężonej pracy nad sobą, by jego relacje z dziećmi były jak najlepsze. Twoja mama, nawet jeśli była nieszczęśliwym i niekochanym dzieckiem (a tak podejrzewam), też do tej pracy była i jest zobowiązana.

      Prosiłaś o wskazówki co do cennych lektur, więc dam Ci kilka. Te książki bardzo mi pomogły w życiu, więc może pomogą i Tobie:
      1. Anthony de Mello "Przebudzenie".
      2. Eckhart Tolle "Potęga teraźniejszości" i "Nowa ziemia. Przebudzenie świadomości sensu życia".
      3. Wszystkie książki Osho - jest ich b. dużo, a każda jest warta przeczytania.
      4. Alice Miller „Zniewolone dzieciństwo” i reszta jej książek.
      5. Nathaniel Branden „Sztuka świadomego życia” (genialna!), „6 filarów poczucia własnej wartości” i inne.

      Na razie tyle książek.

      No i uwaga na koniec: nie odtrącaj swojego męża. On Cię kocha i może być wsparciem dla Ciebie. Nie ukrywaj przed nim swoich problemów, nie próbuj go przekonywać, że Twoja matka jest w porządku.

      Pamiętaj, że Twoje odczucia wewnętrzne dają Ci znać, które towarzystwo jest dla Ciebie dobre. Warto jest być blisko tych osób, które nas kochają lub lubią, a na pewno powinny nas szanować i chcieć, byśmy byli szczęśliwi, przy których czujemy się dobrze, swobodnie, które nas akceptują i wzmacniają. Jeśli ktoś nas dołuje, odbiera nam radość życia, obniża nasze poczucie własnej wartości i uczy nas negatywnego podejścia do innych ludzi oraz do życia, to warto od takich osób trzymać się z daleka. Sam brak ich towarzystwa podziała na Ciebie kojąco.

      Polecam Ci też pewien blog, który zawiera bardzo ważne treści nt. budowania relacji z innymi ludźmi: alexba.eu/. Na początku to, co pisze Alex może Cię nieco zszokować i wydać się niezgodne z Twoimi dotychczasowymi poglądami, ale myślę, że wielu sprawach ma on 100 % racji: alexba.eu/wazne-posty/. Ciekawe są też komentarze internautów do jego wypowiedzi, które rozbudowują myśli Alexa i dodają nowe wartościowe spostrzeżenia (w bardzo kulturalny sposób, co jest rzadko spotykane w polskim intenecie).
    • iaia80 Re: Byłam u psychologa 06.06.11, 11:13
      Twoja historia jest bardzo poruszająca. Moja była podobna.
      Chcę ci tylko napisać, że ja juz mam przepracowany temat rodziców i prosić, cię, żebyś sie nie poddawała. Odezwały sie do Ciebie osoby, które świetnie Ci doradziły, a Ty postanowiłaś sobie pomóc- to juz ogromny krok.
      Chcę Ci napisać, jak to jet "po". To jest coś niesamowitego wyrzucić matke z głowy- tę wieczna krytykę, której udzielasz sobie jej głosem. Przestajesz się odnosić do jej sądów. Przestajesz czuć sie skrzywdzonym dzieckiem, nie masz potrzeby wyjaśniania, tłumaczenia. Jesteś tylko sama TY ze SOBĄ ze SWOIMI opiniami. Ja poczułam sie prawdziwie WOLNA i szczęśliwa.
      Wtedy dopiero znalazłam miejsce na relacje z rodzicami. Nie są bliskie i ciepłe ale poprawne. Nie potrzebuję już tego "lepienia" sie do nich na siłę. Odwiedzam ich, gdy mam ochotę i tylko wtedy. Nawet, gdy achowują się beznadziejnie, mnie to kompletnie nie rusza, jestem świadoma swojej wartości, swojego życia i decyzji. Potrafie spokojnie powiedzieć "nie" i nie odczuwam potrzeby tłumaczenia się ze wszystkiego. i co najważniejsze potrafię spojrzeć na nich, widząc w nich ludzi, których też ktoś skrzywdził- bez usprawiedliwiania i współczucia ale ze zrozumieniem.
      Tego wszystkiego nie udałoby mi sie osiągnąć bez terapii. Bolesnej, długiej i bardzo dla mnie wyczerpującej. Czasem miałam wrażenie, że jestem w jej trakcie bardziej rozbita, niz przed, że nie dam rady głębiej zanużyć sie we wspomnieniach, bywałam tak wściekła na rodziców, że myślałam, że mnie to wszystko wykończy, czasem uważałam, że terapeutka plecie bzdury, niczego nie rozumie....
      Dlatego proszę Cię, żebyś się nie poddawała. Jeżeli masz wątpliwości- podziel się z terapeutką, zaufaj jej. Naprawde warto się z tego wydostać. Dla siebie, dla dzieci, dla męża.
      pozdrawiam.
      • iaia80 i jeszcze jedno 06.06.11, 11:22
        ...piszesz, że matka nie zaaceptowałaby, gdybyś się inaczej zachowywała....

        po pierwsze- jej akceptacja przestanie być dla ciebie taka istotna- to Ty zaczniesz określać, co jest do zaakceptowania, a czego w zachowaniu Twojej matki nie akceptujesz. Kompletne odwrócenie sposobu myslenia.
        po drugie- to nie jest tak- w tej chwili jesteś ofiarą. w momencie, ktiedy przestaniesz nia być, matka nie będzie miała nad Tobą władzy. Nie znam Twojej matki ale w moim przypadku r. zaczęli sie strasznie liczyć z moim zdaniem.... tylko już mi na tym kompletnie nie zależy- nie odnoszę się do ich sądów, nie potrzebuję ich akceptacji...
        Przepraszam, że tak o sobie ale chcę Ci onaocznić, że może być zupełnie inaczej.
        • zdunia1979 Re: i jeszcze jedno 07.06.11, 22:21
          Bellano a ja widzę,żę zrobiłaś ogromny kropk do przodu, już pewne rzeczy nazywasz po imieniu. Będzie ci trudno, ale pordzisz sobie z tym wszystkim, już to udowodniłaś. Kontynuuj terapię i walcz o lepsze jutro dla siebie i dla swojej rodziny.
Pełna wersja