Dodaj do ulubionych

przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć?

14.05.11, 00:18
witam
jestem tu nowa i to nowy nick na potrzeby szukania faktycznej pomocy
poprzedni nick zna mój partner i śledzi moje wpisy, stąd konieczność kamuflażu

od jakiegoś czasu miałam już wewnętrzne przekonanie, że coś jest nie tak, że to nie moje usprawiedliwianie swoich win ale partner faktycznie pozwala sobie na zbyt wiele
dziś nabrałam pewności, po lekturze wielu materiałów, jestem w toksycznym związku z przemocowcem, co do tego nie mam już wątpliwości

pytanie moje brzmi - czy taki związek można uratować, przemocowca ozdrowić?
czy jest szansa na to, że świadomość istoty problemu skłoni nas do pracy nad nimi i ten układ przetrwa?

mamy dzieci, nie chcę myśleć nawet o tym, że będą dorastały w rozbitej rodzinie. pytanie tylko, czy moja chęć poprawy relacji ma realną szansę czy to tylko mżonki?
z drugiej strony nie chcę myśleć nawet o tym, że będą dorastały w rodzinie dysfunkcyjnej, toksycznej, pełnej przemocy psychicznej. stąd pytanie - walczyć?

skąd moje wątpliwości - naczytałam się dziś o przemocowcach jako istotach niereformowalnych, pustych w środku, nie do korekty. czy to norma?

spotykam się z przemocą psychiczną, manipulacja, osaczaniem, wpędzaniem w poczucie winy, osaczaniem. czy jest szansa uświadomić partnerowi, że te zachowania są niewlaściwe i nakłonić go do pracy nad sobą? czy uciekać póki czas?

dodam na koniec, że związek nasz ma kilka punktów zapalnych, mam świadomość moich błędów i pracuję nad nimi. mamy trudne niedobrane charaktery (dwie bardzo silne osobowości), lecz od pewnego czasu mam pewność, że druga strona swoich faktycznych błędów nie widzi i całą winę przypisuje mi. co nie jest prawdą... mam też świadomość, że w pewnym sensie tego "przemocowca" stworzyłam - przyzwoleniem, akceptacją, wycofaniem. wiem, że odejść powinnam zanim pojawiły się dzieci. nie stało sie tak, jestem gotowa ponieść konsekwencje własnych błędów - np długą, trudną i bolesną drogę do naprawy naszych stosunków, dla dzieci właśnie. uciec łatwiej, trudniej zostać, ale trzeba mieć nadzieję, że jest po co.

i to jest moje pytanie - jest szansa na zdrowy związek z przemocowcem?
Obserwuj wątek
    • mruwa9 Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 14.05.11, 00:59
      uciekac, poki masz sily. Jak facetowi bedzie na rodzinie zalezalo, podejmie leczenie, a IMHO to powinien byc warunek, zeby rozwazac (ewentualnie) pozostanie przy nim. Do tego sama musisz umiec stawiac granice, ktorych facetowi przekraczac nie wolno, byc moze do tego bedziesz potrzebowac wsparcia psychologa/psychoterapeuty, czyli- bedzie drogo, bedzie bolalo i bedzie ciezko. Piszesz sie na to?
    • sinsi Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 14.05.11, 09:12
      Zidentyfikowałaś problem więc go teraz rozwiąż. Najpierw idziesz sama do psychologa, najlepiej takiego z centrum pomocy rodzinie lub interwencji kryzysowej. Analizujesz z nim sytuację i swoje zachowania, swoje reakcje na złe postępowanie męża. Mając wiedzę fachową jak się zachowywać w stosunku do osoby mającej problem z przemocą by 1.skłonić do leczenia, 2.chronić siebie i rodzinę , będziesz wiedziała co dalej z twoim małżenstwem.

      Przemoc zaistniała między wami, bo długo jej nie uważałaś za przemoc, pozwoliłaś sobie na związek z kimś toksycznym źle cę traktującym, podporządkowałaś temu życie. Musisz baaardzo mocno popracować nad sobą, żeby wiedzieć gdzie popełniłaś błąd, dlaczego wybrałaś toksycznego faceta, dlaczego nie zauważyłaś od razu groźnych symptomów. Twoim zadaniem jest zająć się SOBĄ! Byś TY była zdrowa i reagowała jak osoba silna i dojrzała emocjonalnie, niezłomna, mądra, nie podejmująca wyborów pod presją strachu. Wtedy facet będzie musiał się dostosować, (albo pójdzie się leczyć, albo eskaluje przemoc-a wtedy wzywaj natychmiast policję) i tym samym wasz związek będzie musiał się zmienić albo zakończyć.
    • kara_mia Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 14.05.11, 14:02
      jest , pod pewnymi warunkami:

      -jeżeli SAMA przepracujesz swoje problemy ( lub z terapeuta- lecz w terapii indywidualnej)
      -jeżeli nauczysz się BEZWZGLĘDNIE egzekwować swoje granice w związku z przemocowcem
      -jeżeli nauczysz się bronic siebie - symbolicznie "jak mnie uderzysz, to połamie ci ręce" - tak aby on sam zdecydował, że nie opłaca mu się i zwyczajnie boi się przekraczać twoich granic.
      ( nic tak bandyty nie uczy szacunku jak solidny wp...)
      -jeżeli będziesz w/w sposób stosowała tylko jako "uzasadnioną obronę"
      -jeżeli będziesz jego granice szanować - tak aby nie dawać mu pretekstów do przekraczania twoich
      -jeżeli w tym wszystkim wytrzymasz z żelazną konsekwencją
      -jeżeli nie zwariujesz
      -jeżeli on nie ucieknie z krzykiem
      -jeżeli się nie zatłuczecie na śmierć
      -jeżeli będziecie się po tym wszystkim dalej kochać...

      to jak spełnisz w/w warunki i on będzie chciał - to się da.
      sprawdzone :)



              • anorektycznazdzira Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 14.05.11, 16:55
                Nie zawsze chodzi o wp*&^% sensu stricte. W przemocy najważniejsza jest psychika, strach strony podległej- w sumie nie wiadomo o co, wymuszanie, wcale nie koniecznie fizyczne, ciągłych ustępstw i rezygnacji z siebie.
                Mogę się podpisać pod tym, co napisała Karra-mia.
                Ale do takiej volty trzeba mieć jaja, opanowanie, zdolność lodowatej samooceny i duuużo inteligencji, w tym emocjonalnej.
                • kara_mia Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 14.05.11, 17:07
                  strach strony podległej - myślę, ze własnie o to chodzi.
                  jakoś się nie boje i nie bałam specjalnie. można próbować mnie zastraszać oczywiście , ale efekty bywają rożne...
                  A jakby ktoś rękę podniósł to i przylać potrafię...

                  zdolność lodowatej samooceny
                  :) :) :)
                  to już wiem czemu mój mąż mawia, że czasami wiało ode mnie Spitsbergenem... :)

                  ale tak na poważnie, to nigdy w życiu nie byłam podległa ze strachu, może dlatego mi było łatwo dokonywać w sobie zmian i innym zmieniać się w moim towarzystwie. Bo nie mieli doświadczeń jak to jest jak ja się boję.
                  • kara_mia Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 14.05.11, 17:23
                    i tak sobie pomyślałam jak czytam wasze wypowiedzi..
                    to co robiłam w życiu, to dlatego, że byłam przekonana o słuszności - bo tak MA BYĆ,
                    muszę Wam powiedzieć, że bardzo trudno jest stanąć oko w oko z prawda, że człowiek się mylił mnóstwo lat i tak wcale nie MUSI BYĆ, że może być o wiele fajniej... ech...
                • tully.makker Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 15.05.11, 14:19
                  Ludzie uzywaja bardzo roznych form samooklamywania sie, by nie wprowadzac w swoje zycie zmian, ktoreych sie boja. Jedna z nich jesr wmawianie sobie, ze ja jestem taka wyjatkowa, ze poradze sobie nawet z przemocowcem. Prawde moiac, ze chyba najmniej wyjatkowa wymowka, jaka moze sie zdarzyc. Tylko ze jedne uwazaja, ze ich wyjatkowosc polega na takiej wielkiej sile, ze sobie ze wszystkim pordza, a inne - ze to ich dobroc, oddanie, poswiecenie (podkresl wlasciwe) spowoduja zmiany w ich zwiazku.

                  Zieeeeeeeew....
                  • bohaterka11 Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 15.05.11, 15:20
                    heh fajnie że tak ostro piszecie, może tego mi trzeba - kopa w dupę
                    może muszę się oswoić z tą prawdą, że nadziei nie ma, ja jestem świadoma tego problemu od niedawna, może to naturalny proces że w pierwszej kolejności myślę o naprawie a nie o definitywnych rozwiązaniach, może jak urodzę, minie połóg, wrócę do pracy i samodzielnie stanę na nogi to będzie mi łatwiej zobaczyć co jest jedynym wyjściem

                    poza tym w tej chwili rozstanie jest nierealne - on się nie wyprowadzi a na rozwiązania siłowe nie mam siły ani środków (mieszkanie jest moje i na pewno go nie opuszczę - niby dlaczego mialabym wyrywać dzieci z ich domu, zostawiać wszystko i uciekać jak jakiś przestępca z walizeczką w dloni i dziećmi w tobołkach?!?! ; rodzice daleko a nie wyobrażam sobie wyprowadzki do jakiejś koleżanki z dwojgiem dzieci w tym noworodek),

                    jeśli nawet bym go silą usunęła to skazałabym się na: rozwalanie zamków, awantury na klatce, może nawet próbowałby wywieźć starszą córkę do swoich rodziców czego po prostu nie przeżyję, ja przed tym się w tej chwili nie obronię, nie w połogu, nie z noworodkiem/niemowlakiem w domu

                    stąd skoro w tej chwili nie mogę wybrać innej drogi, rozważam inne opcje: podporządkowanie na przeczekanie czy próba uświadomienia/rozwiązania problemu
                    naprawdę sądzicie że to źle? to co powinnam zrobić, bo już głupieję...

                    to nie tak że ja go usprawiedliwiam - jego nic nie usprawiedliwia, jednak staram się widzieć całoksztalt, ja mam też swoje za uszami, jak każdy
                    taka różnica, że moje za uszami nei kwalifikuje się na żaden paragraf a raczej na szczerą rozmowę ewentualnie w ostateczności terapię pojednawczą czy coś

                    to nie jest tak, że ja nie chcę tych zmian wprowadzić, ja nie mam na nie jeszcze siły. ja wyobrażam sobie samotne rodzicielstwo i go nie wykluczam jeśli nie będzie innej drogi, nei wykluczam też separacji w celu nabrania dystansu - tylko na razie to wyłącznie moje wyobrażenia, on ani myśli się stąd ruszać, jego wizja to żyjemy osobno, łączą nas dzieci, on mieszka tu na straży ich bezpieczeństwa robiąc oczywiście co chce i mi teoretycznie "pozwala" na to samo, dla mnie to chory i krzywdzący wszystkich układ, nierealny
                    dlatego szukam sposobu, jak go skłonić do rozmowy, do próby unormalnienia naszych relacji choć odrobinę

                    ja lada chwila rodzę - weźcie to proszę pod uwagę udzielając rad, których tak bardzo potrzebuję, niech one będą realne...
    • bohaterka11 Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 14.05.11, 21:02
      odpowiadając dlaczego chcę spróbować:
      - przemocowiec nie zawsze jest przemocowcem, te zachowania ujawniają się na tyle sporadycznie (przynajmniej do tej pory) że pozostała część życia mimo wszystko rokuje, mamy dużo dobrych chwil na koncie, problem pojawia się jak jest ciężko w sensie życiowym (kasa, praca, zdrowie - kryzysy, podczas których nie żyje się łatwo, PAN niestety nie daje wtedy rady i wychodzi z niego bestia), przemoc psychiczna (bo tylko taką mam na myśli) jest możliwa wtedy, gdy używane ciosy bolą, a mnie bolą coraz mniej...

      - zdecydowanie widzę winę w sobie, tzn ja tego przemocowca stworzyłam. nie ma kata bez ofiary, nie ma ofiary bez kata. dłuuugo byłam ślepa, długo przyjmowałam rolę ofiary bo tak było szybciej, łatwiej zażegnać kryzys, teraz wiem jaki to byl ogromny błąd z mojej strony. poza tym mam też swoich kilka sytuacji traumatycznych z dzieciństwa/młodości na koncie które wydaje mi się, że mam załatwione, ale on je rozgrzebuje i używa ich jako broni przeciwko mnie, do tej pory skutecznie, ale coraz mniej

      - sama mam bardzo silny charakter, wręcz sukowaty, to też PANA drażni, że nie dominuje, więc w chwilach mojej slabości stara się to robić; ja mu dużo odpuszczałam i teraz mam efekty

      poza tym
      - obecna sytuacja życiowa uzależniła mnie od niego pod względem organizacyjno-logistycznym, za chwilę rodzę dziecko i przynajmniej przez pierwszych kilka miesięcy sama nie mam szans dać rady;

      - poród-pológ, pierwsze miesiące macierzyństwa to czas dość rozchwiany emocjonalnie, siły może mi brakować, boję się o swoją kondycję

      - myślę, czy nie lepiej byłoby jednak na drastyczne rozwiązania jak dzieciaki będą świadome czemu, teraz nie ma na to szans, tylko je pokaleczymy (kurde tego kaleczenia na dobrą sprawę nie da się uniknąć nigdy)

      - głupio wierzę w resztki człowieczeństwa czy uczuć, które w nim są, (może nie glupio?) wierzę, że skoro doszłam do tego gdzie jest problem, to może teraz koncentrując się na jego rozwiązaniu poukładam pewne rzeczy tak, aby nie dawać się wciągać w gry i zabawy PANA

      odejść/uciec jest najłatwiej, ale ja mam jakoś nadal przekonanie, że o rodzinę trzeba walczyć, a przynajmniej spróbować. nie wiem, czy dam radę, psyche mam silną tylko przy nim jakoś tak łatwo się łamię - wie gdzie uderzyć skubany;)

      • mruwa9 ale z drugiej strony 14.05.11, 21:42
        jak mozna zyc z czlowiekiem, ktory kontroluje twoja korespondencje/wpisy na forum, co cie zmusza do pisania pod zmienionym nickiem, w obawie przed identyfikacja? Co by sie stalo, gdyby twoj maz przeczytal ten watek? Jakie bylyby konsekwencje??
        Naprawde jest to dla ciebie komfortowa sytuacja?
        • bohaterka11 Re: ale z drugiej strony 14.05.11, 22:06
          mruwa9 napisała:

          > jak mozna zyc z czlowiekiem, ktory kontroluje twoja korespondencje/wpisy na for
          > um,

          fakt, wkurza mnie to strasznie. nie wiem czy teraz kontroluje, wiem, że przeglądał kiedyś moje wpisy (poinformował mnie o tym), jest to jedna z rzeczy których w nim nie cierpię - ta chęć jawnej kontroli (nie wiem, czy kontroluje też jak nie patrzę, ale lubi szczycić się tym zupełnie jawnie - "zobacz, na co sobie pozwalam" - taka gierka, teraz to widzę

          co cie zmusza do pisania pod zmienionym nickiem, w obawie przed identyfikac
          > ja?

          nie wierzę w anonimowość w sieci, mój stały nick zbyt łatwo może mnie zidentyfikować, ja się wstydzę tego, że tkwię w takim związku - myślę że to nic niezwykłego...
          w realu do tego, co się u mnie dzieje przyznałam się tylko dwóm najbliższym mi osobom, których dyskrecja jest dla mnie pewnikiem

          Co by sie stało, gdyby twoj maz przeczytal ten watek? Jakie bylyby konsekwe
          > ncje??

          żadnych oprócz tego, że wolę mu powiedzieć o moim przekonaniu co do źródła problemu sama, na spokojnie, proponując pracę nad problemem. gdyby "wytropil" to wcześniej, moglby się przygotować i dotarcie do niego byłoby znacznie trudniejsze
          jak wiesz, gdzie uderzą, tam wzmacniasz mury... nie wiem, czy slusznie kombinuje, ale myślę że najpierw muszę się zabrać za siebie, potem za niego

          > Naprawde jest to dla ciebie komfortowa sytuacja?

          wiesz, akurat anonimowy nick zapewnia mi jeszcze jedno - nikt nie dokopie mi na innym forum dla samej radości dokopania, net jest pełen świrów...
        • herta_m Re: ale z drugiej strony 14.05.11, 22:16
          Odpowiem jako kobieta z bagażem życia w takim związku przez 28 lat.
          Sama z rozbitej rodziny. Kochająca, oddana matka, spokój w domu, może brak poczucia własnej wartości, ale też przynajmniej bez wzorców toksycznej rodziny dwojga nienawidzących się ludzi. Brak garba w postaci wiecznego lęku przed kłotniami rodziców.
          Weszłam w związek z przemocowcem, bo kochał, bo jego chorobliwą zazdrość brałam za wielką miłość, jego zaborczość za potrzebę bycia tylko ze mną, jego wierność za atut największy, bo będący zaprzeczeniem wiarołomności ojca.
          I od zawsze kłótnie, awantury przeplatane miodowymi miesiącami. Małżeństwo po włosku, tak nas nazywali znajomi. W związku zawsze są winne dwie strony, tak mówią. Nikt nie jest doskonały - to kolejny slogan, ktory budzi w kobiecie myśl, że mąż może faktycznie miał powód, by ją wyzwać od suk, może faktycznie mogła mu nie mówić, że chciałaby...., albo, że nie lubi, gdy....
          Ale czego bym nie zrobiła, zeszła z drogi albo wręcz przeciwnie, stawiała się, awantura, wyzwiska, kara cichych dni należała się jak psu buda.
          I po tylu latach - oświecenie, lektury opisujące moje małżeństwo, definicje przemocy psychicznej tak idealnie pasujące do mojego życia z panem frustratem, przemocowcem.
          Dwa lata zajęło mi pełne uświadomienie i próby naprawy. Po tylu latach żadne stawianie granic, żadne terapie, żadne uniki nic nie dają. Jedyne, co mogę zrobić przemocowcowi, to odgrodzić się pogardą i nienawiścią. Co boli równie mocno jego, jak mnie, bo jest całkowicie niezgodne z moją naturą. Tak się nie da żyć na stałe, życie osobno pod jednym dachem jest bardzo frustrujące, przykre, bolesne. Odradzam.
          Dzieci? Znerwicowane, poranione, skonfudowane z powodu pogardy wobec ojca i braku szacunku wobec matki, ktora nie umiala podjąć poważnych decyzji. Dzieci, ktore w swoje dalsze życie poniosą straszne wzorce, syn, ktory jeśli będzie szanował swoją żonę, to będzie cud, córka, ktora związała się z dużo starszym, ale za to wyjątkowo łagodnym i spokojnym mężczyzną (znowu wybór jak najbardziej różny od ojca), ktora nigdy nie wierzy w swoje siły, bo ojciec zazdrosny o moją miłość do niej (pierworodnej) zawsze dawal jej do zrozumienia, że nie jest dość dobra.
          Jestem najgłębiej przekonana, że samotnie wychowałabym o wiele silniejsze, bardziej pewne siebie, szczęśliwsze dzieci. Muszę żyć, ze świadomością, że w dużym stopniu kierując się naiwną wiarą w naprawienie męża, zniszczyłam swoim dzieciom dzieciństwo, a może i dalsze życie. Ciężko jest żyć z taką świadomością.
          Z przemocowcem nie da sie żyć w zgodzie. Nie da sie stworzyć dzieciom dobrego domu z takim człowiekiem. Moja rada - jak tylko to będzie możliwe - uciekaj jak najdalej.
      • bellaana Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 15.05.11, 13:10
        - sama mam bardzo silny charakter, wręcz sukowaty, to też PANA drażni, że nie dominuje, więc w chwilach mojej slabości stara się to robić; ja mu dużo odpuszczałam i teraz mam efekty

        usprawiedliwiasz go, wybielasz. próbujesz zwalić winę na siebie. nic nie usprawiedliwia przemocy. jeśli tak dalej będziesz postępowała, terapia nic nie pomoże.
    • mama_myszkina przemocowca nie można ozdrowić. kropka. 14.05.11, 22:47
      przemocowiec może co najwyżej iśc na terapię radzenia sobie z gniewem i kontrolowac się przez resztę życia. Ale to wymaga chęci i samokontroli ze strony przemocowca a nie Twojej.

      Zastanawia mnie, dlaczego tyle kobiet w związkach z przemocowcem traktuje fakt stosowania przemocy jak jakąś narośl, którą można usunąc i naprawić misia. Prawda jest taka, że fakt stosowania przemocy jest integralną częścią psychiki pana i nie można tego ot tak amputować.

      Z przemocowcem jest tak jak z alkoholikiem - całe życie będzie chory i tylko od niego zależy, czy będzie się kontrolować czy nie. Ty go na pewno nie zmienisz, więc nie trać czasu.
      • sebalda Re: przemocowca nie można ozdrowić. kropka. 14.05.11, 23:38
        Terapie radzenia sobie z gniewem można o kant dupy potłuc. Pomaga, owszem, ale na bardzo krótko. Wraca taki pełen dobrych wrażeń, entuzjazmu, sam uczy żonę technik (bo to przecież jej wina w dużej mierze, to ona prowokuje, to ona powinna nad sobą pracować, oprócz niego), jest zrównoważony i grzeczny, ale to wszystko do czasu. Uzależnienie od stosowania przemocy psychicznej to nie choroba, ktorą można wyleczyć czy narośl, jak to fajnie napisała mama_myszkina, ktorą można wyciąć, to integralna część charakteru, przemocowiec jest frustratem, ktory musi od czasu dać ujście swoje frustracji. Nie może tego zrobić wobec szefa, wobec swoim rodzicow (ktorzy w głównej mierze są odpowiedzialni zresztą za jego uzależnienie od gniewu i wladzy nad bezbronnymi), wobec znajomych (bo Ci natychmiast kopnęli by go w dupę, bo nie mają pojęcia o jego agresji, bo przy ludziach przemocowiec świetnie się umie maskować), najlepiej zatem wyżyć się na żonie, która wszak i tak wybaczy, prędzej czy później, i na dzieciach, ktore są najbardziej bezbronne (nawet jak są już dorosłe, bo wychowując się w takim domu nie potrafią najczęściej zawalczyć o swoje, o godność, o siebie).
        W książce Toksyczne słowa autorka rozmawiala z bardzo wieloma kobietami o ich przeżyciach w związkach z przemocowcami psychicznymi, konkluzja byla taka, że bardzo niewielu facetów, ktorzy się poddali terapii, zaprzestalo swoich praktyk, zdecydowana większość tych malżeństw się rozpadła.
        • verdana Re: przemocowca nie można ozdrowić. kropka. 15.05.11, 14:09
          Piszesz, ze uczieczka to pójscie na łatwizne. Nie, wydaje mi sie,z e w Twoim przypadku zostanie jest pójściem na latwiznę. Z tego, co piszesz o mężu wynika , ze nie chcesz odejść, chcesz cudu - czyli, zeby facet się zmienił, a Ty zebys nie musiała podejmować trudnych decyzji i zostawać sama.
          Problem w tym, ze decydujesz nie tylko o zyciu swoim, ale i dzieci. Taki ojciec, ktory terroryzuje rodzinę, to wlasciwie pewność, zę dzieci nie będą szczęśliwe, gorzej - nie będą szczęśliwe nawet po wyjściu z domu. Sama zauwazasz, ze część Twoich problemów wywodzi sie z dzieciństwa. Tymczasem chcesz zafundować trudne dzieciństwo wlasnym dzieciom, korzystając ze sloganu o 'rozbiciu rodziny". To tylko pretekst - prawda, obawiam się, jaest taka, ze chcesz z tym facetem być, nawet wiedzac, ze marnujesz przuyszłość dzieci.
          Ojciec przemocowiec i matka, ktora nie czuje się w obowiązku izolować od faceta dzieci - to nie jest dobra rodzina.
          • bohaterka11 Re: przemocowca nie można ozdrowić. kropka. 15.05.11, 15:26
            ja z nim nie chce być - nie z takim, stąd pytam czy możliwa jest zmiana, choćby powrót do tego jaki był kiedyś

            ja chcę ojca dla moich dzieci - to dla mnie priorytet, ale dobrego ojca i to jest też moje pytanie - czy jest dla niego szansa

            i pytam, nie twierdzę nic... problem dopiero poznaję

            • verdana Re: przemocowca nie można ozdrowić. kropka. 15.05.11, 15:45
              Nie chcesz z nim być.
              Nie jest dobrym ojcem.
              Nawet, jesli zacznie się zmieniać, to potrwa to lata. Dla dorosłych pare lat to niedługo, dla dzieci - wiekszość dzieciństwa.
              Co dobrego przyniesie pozostanie? dzieci nie będą miały dobrego ojca teraz, tylko wtedy - a i to bardzo watpliwe - gdy nie będzie to juz dla nich ważne.
              • sebalda Re: przemocowca nie można ozdrowić. kropka. 16.05.11, 16:38
                Strona Niebieskiej linii, info na temat sprawców przemocy (to samo dotyczy przemocy fizycznej i psychicznej): www.niebieskalinia.pl/index.php?assign=sprawcy&w=1280.
                Fragmenty:
                Często słyszymy, że sprawcy przemocy domowej to po prostu psychopaci, bo tylko psychopata może wyrządzić tyle zła swojej rodzinie. (...) Ostatnio zdecydowanie dąży się do uściślenia kryteriów diagnostycznych oraz zmian terminologicznych. Dlatego też w miejsce obciążonej pejoratywnym znaczeniem nazwy psychopatia wprowadzono termin osobowość nieprawidłowa.

                I najsmutniejsze:
                Nie opracowano dotychczas skutecznych metod leczenia osobowości nieprawidłowej. Istnieją opinie (np.Cleckley), że zachowania psychopatyczne nie podlegają modyfikacji pod wpływem jakiejkolwiek terapii. Nieefektywne okazały się próby leczenia psychofarmakologicznego ( poza chwilowym tłumieniem zachowań agresywnych) ani też terapia litem. Za nieskuteczne uznano elektrowstrząsy i zabiegi psychochirurgiczne. Równie nisko ocenia się wyniki różnego rodzaju psychoterapii.
    • asia_i_p Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 16.05.11, 19:51
      Teoretycznie uważam, że każdemu należy dać szansę, czyli w tym przypadku rzucić faceta, odseparować się i zostawić sobie furtkę psychiczną, że jak wyzdrowieje (terapia gniewu, solidna terapia związku), to ewentualnie dam mu wrócić. W praktyce miałabym kłopot z uznaniem, że już wyzdrowiał. U alkoholika kryteria poprawy są jasne "nie pije", u erotomana jasne "nie szuka przygód erotycznych", a jakie są u przemocowca? "Nie używa przemocy"? No pewnie, że nie używa, bo kobieta, która go odrzuciła, jest silna. Kobieta, która go przyjmie z powrotem, może mu się jawić jako słaba - i co wtedy? To samo piekło od początku.
      Przemocowiec musiałby, po odpowiednio długim okresie separacji bardzo, ale to bardzo przekonywać mnie, że się zmienił. A i tak nie wiem, czy bym zaufała.
      Przemoc to w zasadzie najobrzydliwsza rzecz, jaką można drugiej osobie zrobić. Dużo łatwiej wybaczyłabym zdradę. Inaczej nawet - zdradę mogłabym wybaczyć i dalej żyć. Przemocowiec może liczyć co najwyżej na chrześcijańskie wybaczenie - mogę mu, jak już dojdę do siebie, w miarę dobrze życzyć, ale nie potrafiłabym z nim żyć.
      • zuzi.1 Re: przemocowiec, problemy w związku, czy walczyć 24.01.21, 12:49
        Wiej mano11, szkoda życia, nerwów i czasu, lepiej być w związku z dobrym, zrównoważonym człowiekiem, niż szarpać się latami z przemocowcem. Naprawdę nie warto takich związków naprawiać, warto odejść i poszukać kogoś normalnego do związku. Szkoda czasu i życia na naprawianie. Tego czasu przeznaczonego na naprawianie, nikt ci nie zwróci, to jest czas stracony i poświęcony na coś, co od początku powinno być normą. Uciekaj i szukaj zdrowego emocjonalnie partnera. Tak jak pisze kara_mia, żeby taki związek naprawić, to trzeba stoczyć z przemocowym człowiekiem prawdziwą wojnę na emocje i ją wygrać( ale żeby ją wygrać nie wystarczy tylko siła charakteru ale i argumenty, które pozwolą Ci w każdej chwili rozpocząć samodzielne życie z dziećmi i bez przemocowca, czyli finanse, majątek, który zapewni bezpieczeństwo i samodzielność). Bez tego są małe szanse na wygraną. Jeżeli tylko przemocowiec będzie czuł, że jesteś uwiazana do niego i bez wyjścia, to nie ma najmniejszych szans na to, żeby się zmienił. I szkoda w tym wszystkim dzieci, które patrzą na zaburzone relacje między rodzicami (jeśli nawet nie doświadczają bezpośredniej przemocy ze strony ojca). Patrzenie na chorą relację rodziców może w dorosłym życiu skutkować wybieraniem toksycznych partnerów. Nie warto takiego ryzyka fundować dzieciom.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka