mamarianka
15.05.11, 18:23
Mam taki problem, właściwie nie tyle ze wspomnianym "lokatorem", co z moim małżeństwem (również). Otóż od roku pomieszkuje z nami brat mojego męża, bo akurat jak urodziło nam się dziecko dostał pracę 40 km od miejsca zamieszkania. Jest to praca zmianowa i jak kończy o 22 to nie ma już czym wrócić do domu. Szwagier jest osobą niezaradną, szukał tej pracy nie wychylając nosa z domu, więc to i tak cud że znalazł. Nie zanosi się więc również żeby sytuacja kiedykolwiek miała ulec zmianie, tzn. że będzie u nas mieszkał Bóg jeden wie ile lat:/ Prosiłam męża, żeby z nim porozmawiał, bo ja nie chcę być niegrzeczna no i nie chcę powiedzieć też za dużo, bo ta sytuacja bardzo mnie już denerwuje, ale mąż kwituje to tylko zdaniem: "trzeba pomóc". Ja nie mam nic przeciwko, ale nie czuję się komfortowo we własnym domu, stresuję się obecnością szwagra, bo jak mąż jest w pracy to w końcu ja jestem z nim i z dzieckiem w domu. Poza tym mam wrażenie, że traktuje nasze mieszkanie jak hotel, do rachunków się nie dokłada, a więc wodę leje, z komputera korzysta-dniem i nocą, nawet głupiego chleba nie kupi sobie, może się czepiam, ale już mnie to przerasta i szukam czego by się tu przyczepić. Niby są dobre strony, bo zawsze mogę małą z nim zostawić jak chcę gdzieś wyskoczyć, ale są i złe, a mianowicie szwagier jest osobą palącą. Niby wychodzi na balkon palić, ale to i tak wszystko czuć w mieszkaniu. Jego obecność wpływa też na nasze relacje w małżeństwie. Kiedy wiem, że szwagier ma znów nocować częściej się kłócimy i atmosfera w domu jest napięta. Błagam poradźcie, jak to rozwiązać. Nie chcę zaczynać znowu rozmowy z mężem bo do niego to nie dociera, jemu chyba obecność brata nie przeszkadza...Mam nadzieję, że jest tu ktoś kto mnie rozumie. Pomóżcie proszę.