Dodaj do ulubionych

agresja słowna ze strony męża

17.05.11, 14:57
Witam,
jesteśmy małżeństwem od 14 lat, bywało lepiej i gorzej. Mąż jest zazwyczaj spokojnym człowiekiem, jednak są momenty, że "wychodzi z siebie" z błahego powodu i staje się wtedy bardzo wulgarny i agresywny. tak stało się ostatnio. Zwykły dzień - miałam trochę pretensji, że nie kupił tego, o co prosiłam - nie podniosłam nawet głosu, bo staram się tego nie robić. Zwyzywał mnie wulgarnie ze wściekłością w oczach, zaciśniętymi pięściami - szczerze powiedziawszy wystraszyłam się go. Nie uważam się za niewiniątko, ale jego reakcja była nieadekwatna do sytuacji. Nie był to pierwszy raz, kiedy był taki wściekły, ale pierwszy, kiedy mnie tak wulgarnie zwyzywał. Próbowałam rozmawiać z nim później na ten temat. Mąż twierdzi, że to ja go sprowokowałam i ja jestem winna, że on tak się zachowuje. Uważa, że nie am problemu z agresją i nie ma zamiaru nic z tym robić (np. na moje sugestie pójścia do psychologa), bo ja go prowokuję do takich zachowań i to normalne u mężczyzn. Kocham go, ale nie wytrzymam następny raz i nie pozwolę się obarczać odpowiedzialnością za jego agresję. Nawet nie mam dokąd odejść. Zazwyczaj jest spokojny, dużo mi pomaga w domu, ale nie umiem i nie chcę udawać, że nic się nie stało. Proszę o radę, co mam robić.
P.S. Mój ojciec bywał wulgarny w stosunki do mojej matki, jego ojciec przeciwnie - dlatego tym bardziej nie mogę zrozumieć zachowań męża.
Obserwuj wątek
    • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 15:43
      Moja droga, jeśli Twój mąż "zwyzywał" Cie pierwszy raz od 14 lat, to chyba jednak nie jest agresja słowna, tylko duża nerwowość.
      Nic nie tłumaczy wulgarności, krzyków, całkowitej utraty panowania nad sobą, ale jeśli aż tak daleko to poszlo po raz pierwszy, to jeszcze nie tragizowałabym. Mam bardzo dlugie doświadczenie z prawdziwym przemocowcem, wierz mi, to rys charakteru, z ktorym przemocowiec nie móglby się kryc 14 lat. Każdy z nas od czasu do czasu traci cierpliwość, kochamy nasze dzieci do szaleństwa, a zdarza nam się, że z bardziej lub mniej błahego powodu wydzieramy się na nie bez opamiętania. Zdarza się to nawet, gdy przewinienie dziecka nie jest jakieś wielkie, ale my mamy akurat bardzo zły dzien, ktoś nam bardzo dokuczyl i nasz próg wytrzymalości i cierpliwości jest akurat wyjątkowo obniżony. Ja tak mam tez czasami rano, gdy bardzo się śpieszę i zdarza mi się wtedy nieprzyjemnie pohukiwac na dzieciaki. Może mąż miał taki właśnie wyjątkowo zły moment? Powtarzam, nie usprawiedliwiam go, ale jeśli to wyzywanie to nie recydywa, nie robilabym jeszcze z tego afery.
      To wszystko nie zmienia faktu, że na spokojnie musisz z mężem porozmawiać i uprzedzić, że już nigdy nie będziesz tolerowala takich zachowań, a jeśli dojdzie do kolejnego spięcia, stawiaj wyraźne granice. Jak, to już indywidualna sprawa, choć zaznaczam, że to bardzo trudne. Najlepiej się odcinać, wyjść, uciąć dyskusję.
      Tymczasem nie wpadaj w panikę i rozmawiaj z mężem. Niech Ci jasno i logicznie wytłumaczy, dlaczego pytanie o zakupy potraktowal jako prowokację. Niech sam się zastanowi, co go ugryzło, nawet jak się będzie jeszcze stawial, potem może przemyśli swoje zachowanie i może wyciągnie wnioski na przyszłość.
      A na koniec: nawet grzecznie wyrażone pretensje, że czegoś mąż nie kupił, czasami moga być denerwujące. Tyle, że nienerwowy człowiek powinien zwyczajnie odpowiedzieć: sorry, zapomnialem albo podać jakiś powód, dla ktorego nie kupił. Mój mąż z takich powodów albo z powodu grzecznie zrobionej uwagi urządza czasami prawdziwe piekło, ale u niego to prawdziwa recydywa, średnio raz na 2 tygodnie. I tak od grubo ponad 20 lat.
      • verdana Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 15:56
        Zwykle tego nie piszę, bo jak ktoś agrezywnie wyzywa drugiego, to nie należy zwalać winy na ofiarę - ale zastanów się, czy nie powiedziałaś jednak czegos dla męża nie do przyjęcia? To, ze nie krzyczysz i mowisz spokojnie nie oznacza, ze nie mogłas być agresywna. Może też warto sie zastanowić, czy to nie byla "ostatnia kropla" ciaglego marudzenia.
        Być może jesteś rzeczywiscie bez winy, wtedy trzeba pomysleć, czy coś złego nie dzieje się u męża - na przyklad w pracy.
        • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 16:12
          Ja też się zastanawiam, czy coś u niego w pracy nie tak. Znam się i wiem, że bywam marudna, zwłaszcza w okolicach PMS - ale wtedy świeci mi się czerwona lampka i mam nawet w apteczce ziołowe środki uspokajające na takie stany. Tym razem na 150% moje marudzenie nie było agresywne. Dlatego tak bardzo zdziwiło mnie jego zachowanie. Nie był to pierwszy raz, kiedy był wściekły i klął, ale pierwszy raz, kiedy to mnie wulgarnie zwyzywał. Dzisiaj, kiedy próbowałam spokojnie o tym z nim porozmawiać też się zrobił agresywny (kopnął pudełko z klockami i rozsypał je). Oczywiście stwierdził, że on nie ma problemu z kontrolą agresji.
      • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 16:16
        To nie był pierwszy raz. Średnio raz na 3 miesiące zachowuje się agresywnie (krzyczy i klnie, że go prowokuję), ale pierwszy raz wyzwał mnie od "głupiej ci..y". Ja jak się zdenerwuję i podniosę głos, później sobie to uświadamiam, że to mnie emocje poniosły.On twierdzi w zaparte, że jego zachowanie to moja wina. Owszem, mówi przepraszam, ale dalej twierdzi, że ja go sprowokowałam. Mam już dosyć, bo od razu staje mi przed oczami mój ojciec wyzywający moją mamę. A ja tak nie chcę. Może go to frustruje, że to ja utrzymuję rodzinę?
        • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 16:41
          Dodałaś teraz więcej informacji, zatem i u mnie zapaliła się czerwona lampka, bo doznaję na co dzień klasycznej przemocy słownej, psychicznej i jestem na nia wyjątkowo wyczulona.
          Bardzo dlugo dawałam sobie wmawiac, że część winy za wybuchy męża ponoszę ja, slogan o tym, że winne sa zawsze dwie strony, bardzo długo utrzymywal mnie w przekonaniu, że może faktycznie coś robię nie tak. Ale czy bylam ustępliwa, czy się stawialam, czy schodzilam z drogi i poruszałam się na paluszkach, czy probowałam (nieudolnie) stawiac granice, zawsze było źle.
          Ataki agresji regularne, powtarzające się, z błahych powodów moga wskazywać na problem. A najbardziej charakterystycznym rysem jest ciągłe powtarzanie, że to Ty prowokujesz. Mój tez zawsze przepraszał, że go nerwy poniosły (przy czym wyzwiska pod moim adresem byly normą), ale też zawsze szedł w zaparte, że to ja sprowokowałam. Faktycznie o niczym tak nie marzylam, jak o tym, żeby się na mnie darł i mnie poniżał.
          Czy Twój stroi tez fochy? Mój po awanturze na ogół się na mnie obraża (mimo że to on zachował się karygodnie) i karał mnie wielodniowym nieraz milczeniem.
          Zrób sobie prosty test z Toksycznych słów Particii Evans: www.gandalf.com.pl/fragment/toksyczne-slowa-slowna-agresja-w/ ten 10-punktowy. Ja miałam wynik 9/10. To i polecona tutaj lektura tej książki otworzyło mi oczy, to opis mojego malżeństwa. Raz na zawsze zrozumiałam, że może wina jest po dwóch stronach często, ale na pewno NIE ZAWSZE.
          Czy zdarzyło Ci sie choć raz dać odczuć mężowi, że jest gorszy, bo Ty utrzymujesz rodzinę?
          Macie dzieci?
          • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 18:03
            Dziękuję za polecenie książki. Mój wynik to 6/10 - niby niedużo, ale niepokojąco. Mąż nie jest na co dzień agresywny - na pewno wielu jego znajomych nie uwierzyłoby, że potrafi się tak zachować. mamy dwoje dzieci, jest czułym ojcem, bywają okresy, że z przyjemnością wracam do domu. Bywają jednak okresy, że np. poprawia po mnie umytą szklankę, czy sprawdza, czy dobrze robiłam jakąś rzecz i mnie to irytuje, bo wiem, że zrobiłam coś dobrze, ale on i tak musi sprawdzić. Czuję się wtedy, jak karcone małe dziecko. Bywa nawet, że spyta mnie o coś prostego z chemii (jestem chemikiem z wykształcenia), a potem i tak sprawdza gdzie indziej. Strasznie mnie to irytuje i wiele razy mówiłam mu, że jest mi przykro z tego powodu, że podważa moje wiadomości.
            Staram się nie dawać mu odczuć, że zarabia mniej ode mnie (a zarabia połowę tego, co ja). Czasami naprawdę nie czuję się, jak partnerka, nawet zdarza mu się mówić do mnie "dziecko" (jestem młodsza o 9 miesięcy).
            Z Waszych spostrzeżeń wnioskuję, że sprawa jest bardziej złożona, niż myślałam.
            • yoma Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 19:48
              Nerwica natręctw?
            • joshima Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 21:52
              niedzwiedziczka napisała:

              > Bywają jednak okresy, że np. popr
              > awia po mnie umytą szklankę, czy sprawdza, czy dobrze robiłam jakąś rzecz i mni
              > e to irytuje, bo wiem, że zrobiłam coś dobrze, ale on i tak musi sprawdzić.
              Zaraz zaraz. Ale on to robi od czasu do czasu, czy robi to zawsze a Ciebie od czasu do czasu to irytuje? To dość ważne.
              • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 23:12
                Robi to dość od czasu do czasu, staram się nie zwracać na to uwagi, ale w końcu mnie to zaczyna irytować i mówię mu, że mnie to denerwuje.
                • joshima Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 23:16
                  A nie ma to jakiegoś związku z cyklem miesięcznym? Nie staram Ci się udowodnić winy ale tak się zastanawiam czemu tylko od czasu do czasu Cię to wkurza.
                  • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 23:33
                    Niestety nie ma. Wkurza mnie to kiedy kilkakrotnie pod rząd sprawdza mnie w jakichś naprawdę prostych rzeczach. Zazwyczaj, jak dłużej jesteśmy razem.
            • mozambique Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 10:29
              Bywają jednak okresy, że np. popr
              > awia po mnie umytą szklankę, czy sprawdza, czy dobrze robiłam jakąś rzecz i mni
              > e to irytuje, bo wiem, że zrobiłam coś dobrze, ale on i tak musi sprawdzić

              no to teraz zastanwów sie i powiez ile arzy robisz mu dokladnie to samo - poprawiasz , doagadujesz, robisz cos za niego jeszcze raz pokazując ze ona sma nie umie , itp
              sama przyzanejsz ze takei zachwoania cie irystuja po podwazaja twoje kompetenecje a on co ? nie ma parwa sie irytowac?

              w dzien tch zakupoów cieakwe co i jakim tonem mu powiedzialas ? moze to zze "znowu... kolejny raz... bo ty nigdy... bo ty zawsze... " i facetowi sie ulało

              zadna tam nerwica natręctw -
              • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 10:37
                W tym sęk, że ja nie mam potrzeby poprawiania po nim. Nawet, jak uczy się jak segregować pranie i niebieskiej bluzki zrobił ciemnozieloną nie robiłam afery tylko spokojnie powiedziałam, że po paru praniach zielony zejdzie. A w dzień awantury faktycznie marudziłam, bo byłam głodna, chciałam sama pójść na zakupy, a poszedł on i nie kupił mi pieczywa razowego, na które się nastawiłam. Marudziłam, a nie atakowałam - jak on twierdzi. Mógł się zdenerwować, ale nie uważasz chyba, że z tego powodu miał prawo stać przede mną z zaciśniętymi pięściami i z nienawiścią w oczach krzyczeć "Ty głupia ci..o!".
        • triss_merigold6 Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 16:57
          Ewentualna frustracja pana z powodu utrzymywania przez Ciebie rodziny to nie Twój problem. Nie podoba mu się układ to niech szuka innej pracy.
          Przestań doszukiwać się winy w sobie.
    • joshima Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 16:24
      A może faktycznie masz jakiś wyjątkowo irytujący sposób marudzenia? Nie żebym go usprawiedliwiała, bo pewnych granic przekraczać nie należy bez względu na stopień irytacji. Po prostu prawda leży zwykle gdzieś po środku.
      • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 16:44
        joshima napisała:
        >Po prostu prawda leży zwykle gdzieś po środku.

        Nie, prawda u przemocowca wcale nie leży po środku. To on nie radzi sobie z agresją, wybucha, bo "zupa była za słona". Najgorsze co można zrobić kobiecie podlegającej przemocy psychicznej, to wmówić jej, że prawda zawsze leży po środku, a w związku zawsze winne są obie strony.
        Choć tu akurat mamy za malo jeszcze danych, by wyrokować, czy facet jest frustratem, bo żonie zdarza się nawet podświadomie dać mu do zrozumienia, że jest gorszy, bo to nie on utrzymuje rodzinę, czy jest jednak skądinąd przemocowcem.
        • verdana Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 18:00
          No własnie - w tym wypadku bardzo trudno coś powiedzieć. Za mało mamy danych, fakt, ze to nie jest pierwszy wyskok raczej nie jest dobrą oznaką, ale nie musi oznaczać przemocowca. Może oznaczać też osobe, która nie radzi sobie z własnymi problemami, albo ma dosyć żony - bo żona rzeczywiscie prowokuje (watpię, ale jest taka mozliwość), albo po prostu ma inną panią.
          • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 18:12
            >Może oznaczać też osobe, która nie radzi sobie z własnymi
            > problemami, albo ma dosyć żony - bo żona rzeczywiscie prowokuje (watpię, ale j
            > est taka mozliwość),
            Dzięki za wiarę we mnie :)
            Nie wydaje mi się, żebym go prowokowała. Nie lubię sytuacji konfliktowych z kimkolwiek, czuję się wtedy bardzo źle. Bywam marudna, jak już wcześniej napisałam. W ostatniej opisanej przeze mnie sytuacji nie miałam najmniejszego zamiaru go prowokować.
            > albo po prostu ma inną panią.
            Nie sądzę. Ja mu ufam, chociaż on nie do końca chyba ufa mnie. Nawet podejrzewał, że nie jest ojcem naszego starszego dziecka, bo byłam jeden raz (słownie jeden jedyny raz) na ognisku zorganizowanym przez moją grupę na studiach, gdzie nic zdrożnego się nie działo Jakby ktoś pytał - nie piję alkoholu, nie mam i nie miałam nigdy zamiaru zdradzać. Może niektórych to zdziwi - dziewictwo straciłam z mężem mając 27 lat.
            • verdana Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 18:19
              Nie warto mowic, ze się ukradło sznurek, jak się nie zapomni dodać,że na końcu uwiązany był koń....
              Facet, który podejrzewa bezpodstawnie żonę, ze ma dziecko z innym to sk..., patologiczny zazdrośnik i człowiek, ktory uwielbia nadzorować i kontrolować. Gorzej, po twoim przedostatnim zdaniu widzę,z e mieszkasz z facetem, który cie niszczy - czujesz bowiem potrzebe usprawiedliwiania się, ze nie pijesz, ze nie masz zamiaru zdradzać. Dla mnie ta potrzeba usprawiedliwień lepiej niż wszelkie opisy charaktweryzuje Twoją sytuację domową - mąż rzuca oskarzenia, a Ty zamiast dac mu w leb patelnią tlumaczysz, ze nie, jesteś niewinna.
              Niedobrze.
            • marianka_marianka Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 18:29
              niedzwiedziczka napisała:
              podejrzewał, że nie jest ojcem naszego starszego dziecka, bo byłam jeden raz (słownie jeden jedyny raz) na ognisku zorganizowanym przez moją grupę na studiach


              Czy uprawiedliwiasz mu się przez całe życie z tego jednego ogniska? A może przepraszasz też że zarabiasz więcej? Musisz zmienić podejście do męża i na początek przestań się tłumaczyć.
            • annb Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 22:01
              przepraszam za moją ciekawośc ale czy zdarza Ci się wychodzic samej z domu wieczorem np na ploty z koleżankami do kawiarni?Jesli tak, to jak wtedy zachwowuje się Twój mąż?
              • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 23:14
                Nie zdarza mi się. Jeśli gdzieś wychodzę - to z dziećmi, bo on często w weekendy pracuje i ja zajmuję się dziećmi (nie mamy nikogo do opieki).
                • annb Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 08:42
                  To drążę dalej
                  nie czujesz potrzeby wyjść? Czy też taka potrzeba została w tobie całkowicie stłamszona,
                  • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 10:30
                    Jestem typem domatorki. Jeśli gdzieś idę - to najczęściej zabieram dzieci w ciekawe miejsca, księgarnia, muzeum. Nie czuję się stłamszona w tej kwestii.
        • joshima Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 19:27
          sebalda napisała:

          > Nie, prawda u przemocowca wcale nie leży po środku.
          Zapomniałaś, że oni są 14 lat po ślubie i wcześniej się tak nie zachowywał?
          • verdana Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 19:30
            Najwyraźniej jednak sie zachowywał. I nie, nie zawsze prawda lezy posrodku - to jedno z głupszych powiedzeń, powtarzanych bezrefleksyjnie.
            • joshima Re: agresja słowna ze strony męża 17.05.11, 21:44
              verdana napisała:

              > Najwyraźniej jednak sie zachowywał.
              No ja zrozumiałam, że taki bezpośredni atak na żonę to pierwszy raz.
              • joshima PS 17.05.11, 21:45
                A w ogóle to zauważyłam, że tu się bardzo lekko "diagnozuje" na odległość osoby trzecie (nie mogące nawet przedstawić swojej wersji wydarzeń) wyłącznie na podstawie dość mętnych i szczątkowych opowieści. Prawdę mówiąc nie podoba mi się to bardzo.
                • sebalda Re: PS 17.05.11, 22:37
                  Joshima, nikt tu nie diagnozuje, zadajemy dodatkowe pytania, zastanawiamy się głośno. Awantura z wyzwiskami pod adresem żony byla pierwsza, ale awantury nieadekwatne do sytuacji zdarzały się cyklicznie. Jestem z przemocowcem, bardzo dużo czytałam na temat przemocowców, znam objawy i mechanizmy, stąd zapala mi się czerwona lampka, jak kobieta mowi, że mąż nigdy nie przyznaje się do winy i nawet jak przeprosi to i tak twierdzi, że został sprowokowany. To bardzo typowe dla przemocowca.
                  Przeciwko tezie o przemocowym charakterze męża przemawia z kolei fakt, że jest dobrym i czułym ojcem. Przemocowcy wyżywają się też na dzieciach, to najslabsze ogniwo, na dzieciach można się wyżywać bezkarnie, zwlaszcza gdy się zdominuje żonę. Jeśli mąż nigdy nie jest agresywny w stosunku do dzieci, nawet w okresach poddenerwowania, stawiałabym jednak bardziej na to, że jest po prostu bardzo nerwowym facetem
                  • joshima Re: PS 17.05.11, 23:18
                    sebalda napisała:

                    > Joshima, nikt tu nie diagnozuje
                    No sorry, ale facet już zostało krzyczany agresorem i tym, jak mu tam, przemocowcem. Autorka wątku juz dostała instrukcję jak się ma postawić.
                    • niedzwiedziczka Re: PS 17.05.11, 23:30
                      joshima - nie chodzi o to, że ja chcę się mu postawić. Zastanawiam się dlaczego facet, który twierdzi, że mnie kocha i zazwyczaj jest spokojny i czuły potrafi od czasu do czasu drzeć się na mnie z taką nienawiścią w oczach, że się go boję. A te wyzwiska ostatnio mnie zdumiały kompletnie. Od razu staje mi przed oczami mój pijany ojciec wyzywający mamę. Zdaję sobie sprawę, że jestem DDA i może bywam nadwrażliwa, ale to mnie naprawdę wręcz przeraziło. I jeszcze to, że on twierdzi, że to jest moja wina, bo ja go ponoć do takiego stanu doprowadziłam, on nie ma żadnego problemu z agresją (w tym momencie kopnął pudełko z klockami tak, że się rozsypały).
                      Kurczę, kocham gościa i zastanawiam się, czy da się go zmienić. Bo ja nie mam zamiaru udawać, że nic się stało. Dziś jest dla mnie bardzo miły i nawet proponował pójście do łóżka. A ja nie potrafię się kochać z kimś, kto mnie wyzywa od "głupich ci...".
                      • joshima Re: PS 17.05.11, 23:54
                        niedzwiedziczka napisała:

                        > joshima - nie chodzi o to, że ja chcę się mu postawić.
                        Ale ja nie piszę o Tobie tylko o komentarzach jakie sa w tym wątku i jakich jest pełno na tym forum.

                        > Kurczę, kocham gościa i zastanawiam się, czy da się go zmienić. Bo ja nie mam z
                        > amiaru udawać, że nic się stało. Dziś jest dla mnie bardzo miły i nawet propono
                        > wał pójście do łóżka. A ja nie potrafię się kochać z kimś, kto mnie wyzywa od "
                        > głupich ci...".
                        No cóż. Na wspólne konsultacje u psychologa to pewnie się nie zgodzi.
                    • sebalda Re: PS 18.05.11, 10:09
                      Joshima, my tu nie piszemy, że pan jest przemocowcem, ale że pewne jego zachowania przypominają typowe zachowania przemocowców, a to jest różnica. Jestem szczególnie na tym punkcie przewrażliwiona, bo gdybym wiele lat temu przyjrzała się pod tym kontem mojemu małżeństwu, moje życie i życie moich dzieci wyglądałoby zupelnie inaczej i śmiem twierdzić dużo lepiej. Zatem gdy czytam gdzieś zwierzenie kobiety, że obawia się tego ze strony męża, radzę przyjrzeć się chłopu uważniej, tylko tyle.
                      Jeśli dorastające dziecko zaczyna się zachowywać podejrzanie, pewne rzeczy mogą wskazywać, że ktoś podsuwa mu narkotyki, sprawy nie można bagatelizować i mówić matce, że pewnie jest przerważliwiona. Sprawę trzeba dokładnie sprawdzić. Gdy okaże się, że alarm byl fałszywy, świetnie, ale gdy jednak jest odwrotnie, szybka interwencja może uratować dziecko. Dlatego nie powiem autorce, że przesadza, że mąż pewnie jest typowo nerwowym facetem, że kobieta się czepia. I wiem, że przejście do porządku dziennego nad wyzywaniem żony, używaniem wobec niej wulgaryzmów do niczego dobrego nie prowadzi.
                      Nikt tu nie każe się autorce od razu rozwodzić, jedynie przyjrzeć sprawie i stawiać granice powtarzającym się atakom męża. To złe rady?
                  • niedzwiedziczka Re: PS 17.05.11, 23:22
                    Hmm, nie wiem, jak to ująć - mąż jest bardzo opiekuńczy, nawet zanadto, w stosunku do 5-cio letniego syna, ale z 11-letnią (czasami pyskującą) córką potrafi się poszarpać - ona nie pozostaje mu dłużna. Zresztą córka kłóci się głównie z nim, bo ja nie wdaję się z nią w kłótnie - ucinam dyskusję, a później jej tłumaczę, co mi się w jej zachowaniu nie podoba. On twierdzi, że córka nauczyła się pyskować ode mnie. Kiedy była mała była jego oczkiem w głowie. Bardzo często to ja przerywam kłótnie między nimi. Ale w okresach spokoju daliby się za siebie nawzajem pokroić.
                    • mama_myszkina Re: PS 18.05.11, 00:00
                      ja myślę, że Twój mąż kocha córkę tylko wtedy, kiedy robi to,co on chce. Twój mąż ma problem z zaakceptowaniem odrębności innych ludzi. To nie wróży dobrze, bo oznacza zazdrośnika i fanatyka kontroli, który tak naprawdę nikomu nie ufa.

                      Tyle wywnioskowałam z czytania Twoich postów.
                      • noname2002 Re: PS 18.05.11, 07:07
                        Te kopanie klocków jest niepokojące, w każdym razie dla mnie, u koleżanki tak się zaczęło-od niszczenia w ataku furii przedmiotów aż w końcu zaczął ją bić. Chorobliwie zazdrosny też był.

                        A 11latek pyskowania nie potrzeba uczyć:)
    • fikcyjne-konto Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 10:02
      Zyjesz z człowiekiem agresywnym, niestety z tago co napisalaś to pozwoliłaś by swoją agresję rozładowywał na tobie i na dziecku. Będzie gorzej i będzie pozwalał sobie na coraz więcej jesli nie postawisz zdrowych granic.

      Zacznij patrzeć na niego jak na człowieka chorego, zaburzonego, nie radzącego sobie z emocami. A sama nie wikłaj się w agresywne z nim przepychanki i eskalację. Zgromadź w swojej glowie wiedzę żebyś wiedziała jak reagowac i stawiac granice. Jeśli ustawiałaś się na pozycji zrzędzącej ofiary która gada i gada ale nic sama nie zmienia- to trudno ci bedzie odzyskać pozycję równorzędną gdzie nie będziesz się bac partnera a gdzie on nie będzie śmiał się do ciebie źle odezwać.
      Powinien chodzić na terapię radzenia sobie z przemocą. Oboje powinniście.
      "Porozumienie bez przemocy" Santorski
      "Toksyczne słowa" Evans
      itd
      • fikcyjne-konto Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 10:04
        Tekst dla córki- z portalu dla młodzieży

        "jesteś zła na swojego chłopaka, więc bez zastanowienia nazywasz go tępakiem i bezmózgim ćwokiem. Ale ty też czasem słyszysz od innych takie rzeczy. Np. kiedy zapominasz o wyrzuceniu śmieci, mama powtarza, że nic dobrego z ciebie nie wyrośnie. Niestety, każdemu zdarza się dokopywać innym, mimo że tak naprawdę mało kto robi to specjalnie. Dlaczego tak jest, skoro nikt tego nie chce?
        Spadaj, debilu!
        Ludzie obrzucają się epitetami, bo często sądzą, że słowa to tylko słowa – nie mogą narobić zbytnich szkód. ”Co z tego, że powiem jej, że jest przygłupia? Ona wie, że tak wcale nie myślę”. (Nieprawda: skoro wie, to dlaczego płacze?). Poza tym wiele osób usprawiedliwa swój cięty język, twierdząc, że tylko mówi ”szczerą prawdę”. Nie do końca mają rację, bo powiedzenie komuś, że jest tępy, jest wyrazem ich subiektywnej oceny. I przeważnie służy wyładowaniu ich własnej agresji. Ludzie zachowują się w ten sposób, kiedy nie potrafią komuś wprost okazać tego, że są źli. To taka wojna podjazdowa: ”Nie powiem, że mnie wkurzasz, ale za to ukarzę cię, wtykając takie szpile, że ci w pięty pójdzie!”. To jest dużo prostsze niż bezpośrednia konfrontacja, bo nie trzeba bronić swoich argumentów (”Jesteś idiotą, to fakt i nie ma o czym dyskutować, zrób coś ze sobą, bo to twój problem”). A w razie gdyby rozmowa przybrała niepożądany obrót, zawsze można powiedzieć: ”Nie masz poczucia humoru? Wyluzuj, przecież żartowałam”, żeby nie musieć się tłumaczyć. Zdarza się również, że ranienie słowami to jeden ze sposobów, żeby zdobyć przewagę w związku... ”Mogę ci sprawić ból, więc mam władzę”. I na koniec: wielu ludzi po prostu nie znosi, kiedy inni mają dobre mniemanie o sobie. Wkurza ich, kiedy ktoś jest z siebie zadowolony, więc starają się go jak najbardziej zdołować. Ci ludzie nie znoszą siebie i dlatego chcą, żeby wszyscy tak mieli.
        Auć! To boli!
        No dobrze, ale co ci po tym, że wiesz, czemu ktoś jest wredny, skoro jego słowa i tak bolą? Jak to możliwe, że słowa ranią bardziej niż gesty? Cóż, bardzo trudno sięprzed nimi obronić, bo najczęściej nikt nas nie uczy reagować na obelgi. Albo staramy się oddać cios równie mocno, co tylko pogarsza sprawę (bo zaczyna się wojna na wyzwiska, która do niczego dobrego nie prowadzi), albo kładziemy uszy po sobie (”Czy ja przypadkiem nie przesadzam? Może nic takiego się nie stało?”) i gotujemy się w środku. Poza tym, niestety, ”najcelniejsze” są przytyki najbliższych osób. Bo jeśli ktoś zna cię tak dobrze, jak twój chłopak, to zna twoje najsłabsze punkty i kompleksy. Dlatego dobrze wie, gdzie uderzyć, żeby zabolało. Poza tym większość ludzi nie potrafi konstruktywnie przekazywać sobie krytyki. Zamiast mówić o konkretnych zachowaniach danej osoby (”Nie lubię, kiedy się spóźniasz”), oceniamy ją samą (”Jesteś żałosny!”). Takie słowa ranią najbardziej, potrafią nawet złamać serce.
        Rozwiąż ten problem...
        Nie umiesz sobie radzić z agresją słowną? Spokojnie, wiele osób ma z tym kłopot. Ale to się da wyćwiczyć, podobnie jak mięśnie: systematycznie trenując. Na początek, spróbuj ufać swoim pierwszym reakcjom emocjonalnym. One nie kłamią, a pojawiające się negatywne uczucia są ważnym sygnałem. Jeśli więc po czyjejś uwadze czujesz się zaatakowana lub jest ci przykro, to znaczy, że ktoś naruszył twoje granice. Każdy ustawia je w innym miejscu, dlatego nie ma obiektywnych kryteriów, mówiących, kiedy możesz się czuć obrażona. Sama wiesz, kiedy ci przykro. Dlatego argument: ”Przecież nic takiego nie powiedziałam, przesadzasz” – nie ma sensu. Czujesz to, co czujesz i już. Zaprotestuj, choć łagodnie. Nie tłumacz się ze swoich uczuć, nie przepraszaj za nie. Ale też nie krzycz – czasem faktycznie ktoś może nie zdawać sobie sprawy z tego, że to, co mówi, jest wredne. Powiedz stanowczo: ”Proszę cię, nie nazywaj mnie tak, bo mnie to obraża/jest mi przykro”. Jeśli ktoś ma w nosie twoje prośby, to tak samo, jakby dał ci na piśmie pozwolenie, żebyś zareagowała ostrzej. No i pamiętaj, że nie musisz zadawać się z kimś, kto nazywa cię idiotką i uważa, że to OK. No, bo niby z jakiej racji masz się zgadzać na takie traktowanie?
        Dogadać się
        Czy jest więc sposób, żeby dogadywać się z ludźmi lepiej? Owszem, można spróbować. Po pierwsze, kiedy masz do kogoś uwagi krytyczne lub jesteś na niego zła, możliwie szybko poinformuj o tym zainteresowanego. Duszenie w sobie uczuć najczęściej kończy się wybuchem w głupim momencie i nie prowadzi do rozwiązania problemu. Postaraj się mówić o tym, jak ty się czujesz (smutna, zła i zawiedziona) i jakie konkretne zachowanie ci się u kogoś nie podoba. Unikaj natomiast ocen: głupi, nudny, wredny. Po drugie, nie daj sobie wmówić, że złość usprawiedliwia każde zachowanie. Protestuj, kiedy ktoś w czasie kłótni rzuca ”szmato”, a kiedy wściekłość opadnie, nie widzi problemu. Każdy odpowiada za swoje słowa. Choćby nie wiadomo jak był wściekły. Jeśli więc ktoś cię obraża lub wyżywa się na tobie, masz prawo się bronić. Nawet jeżeli zawiniłaś, należy ci się szacunek i koniec."
        • niedzwiedziczka Co to za portal? 18.05.11, 10:41
          chciałabym polecić go córce.
    • mozambique Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 10:23
      Nie uważam się za niewiniątko, ale..

      NO WŁASNIE , skoro na tym forum sam asie do etgo przynajesz to widocznie masz swój udział w tej calej sytuacji


      Mąż > twierdzi, że to ja go sprowokowałam

      no to moze jednak sprowokowalas ?

      z włąsnego doswaidczenia wiem ze osoby b. spokojne i nie wadżace nikomu dodprowadzone do ostatecznosci i nie majaće mozliwosic inenj rekacji np. ucieczki - staja sie po prostu niebezpieczne
      • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 10:34
        > Mąż > twierdzi, że to ja go sprowokowałam
        >
        > no to moze jednak sprowokowalas ?

        Raz, drugi, dziesiąty, ale zawsze? Nie podoba mi się, jak facet twierdzi: bo Ty zawsze mnie prowokujesz. I choć przeprasza za swój wybuch i tak dalej idzie w zaparte i twierdzi, że został sprowokowany, bo to go zwalnia z obowiązku zrobienia porządku ze swoimi atakami i brakiem opanowania.
        Tekst z portalu dla młodzieży bardzo dobry, zwlaszcza jak na portal młodzieżowy. Jestem za tym, żeby tego typu teksty były omawiane na lekcjach wychowawczych w gimnazjach, podobnie jak teksty o przemocy w rodzinie, mobbingu, stalkingu i manipulacji. Bardzo by się to przydalo młodym dziewczynom, ktore całkowicie bezkrytycznie podchodzą do chłopców, którzy okazują im zainteresowanie. Był tu wątek o dziewczynie całkowicie uzależnionej od dominującego, kontrolującego i nękającego ją chłopaka, pisała bezradna matka.
    • niedzwiedziczka Dziękuję za rady 18.05.11, 10:27
      Czasami warto spojrzeć na sytuację oczami innych. wnioski, jakie wyciągnęłam z Waszych postów: mąż nie radzi sobie z emocjami, nie umie ich nazywać, póki nie ma sytuacji konfliktowych - można z nim spokojnie żyć. Ja już dawno doszłam do wniosku, że gderanie nie ma sensu (tak robiła moja mama, a z drugiej strony po ataku agresji ze strony taty udawała, że nic się nie stało) i staram się nie narzekać, ale czasami jestem marudna, jak każdy. Staram się nazywać swoje emocje i mówić mężowi, co mi się nie podoba, co czuję. Będę mu konsekwentnie przypominała, że powinien pomyśleć o swoim zachowaniu i, że to nie ja jestem winna jego agresji. Mam nadzieję, że coś mu zaświta. Książki raczej nie przeczyta, ale ja sobie chętnie poczytam pozycje, które mi poleciłyście i spróbuję nad nim popracować. Kiedy jest okres spokoju, to czasem nawet mnie słucha, chociaż dla niego psychologia to głupoty, bo on wie lepiej :/
      W każdym bądź razie dziękuję za wszystkie głosy w dyskusji. Czekam na następne posty.
    • tully.makker Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 12:42
      Jeśli mogę przedstawić taki trochę punkt widzenia drugiej strony – tworzymy z chłopem takie trochę “włoskie małżeństwo” I obojgu nam zdarza się krzyczeć raczej częściej niż rzadziej. Na siebie nawzajem (rzadziej) i na dzieci (niestety częściej). Krzyk niekoniecznie musi być objawem silnej agresji – może być, tak jak u mnie, wyuczonym w domu rodzinnym sposobem komunikacji, którego się od lat w wielkich bolach oduczam. Może tez być sposobem na radzenie sobie z potrzeba agresji fizycznej – mieliśmy taka sytuacje, kiedy nie wiedząc, ze to dla chłopa takie ważne, zrobiłam cos, co jak się okazuje jest u niego silnym wyzwalaczem uczucia gniewu i poniżenia – krzyk pomógł mu uwolnić się od agresji, która w nim narosła.
      Generalnie w przemocy psychicznej, zwłaszcza werbalnej, myślę, ze istotne znaczenie ma dynamika relacji miedzy uczestnikami zdarzenia, – jeśli np. ja krzyki mojego chłopa olewam centralnie, leżąc sobie na kanapie i czytając książkę w czasie, kiedy on się pieni, to IMHO o przemocy nie ma mowy. Jeśli pojawia się strach, to jedna ze stron staje się ofiara i sytuacje jest zupełnie inna. Ja tez widzę, ze, gdy miałam depresje, zupełnie inaczej patrzyłam na okazjonalne wrzaski mojego partnera, które teraz, gdy nie mam objawów depresji, wydaja mi się raczej zabawna niedogodnością.
      Natomiast jedna rzecz, jaka udalo nam się ustalić, i co bardzo dodatnio wpłynęło na nasze relacje – nie zwalamy na siebie winy za przejawy gniewu. Oczywiście, chłop może mnie wkurzyć swoim zachowaniem do białości, ale to, czy się zachowam kulturalnie i uporam z sytuacja, czy tez wydrę to już niestety mój i tylko wyłącznie mój wybór. Zrozumienie i akceptacje tego przez obie strony naprawdę bardzo dużo zmienia.

      PS jeszcze jedno ważne pytanie – czy „poszarpanie” się męża z 11-letnia córką oznacza kłótnię, czy przemoc fizyczna?.
      • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 13:12
        > Natomiast jedna rzecz, jaka udalo nam się ustalić, i co bardzo dodatnio wpłynęł
        > o na nasze relacje – nie zwalamy na siebie winy za przejawy gniewu. Oczyw
        > iście, chłop może mnie wkurzyć swoim zachowaniem do białości, ale to, czy się z
        > achowam kulturalnie i uporam z sytuacja, czy tez wydrę to już niestety mój i ty
        > lko wyłącznie mój wybór

        To chyba jedna z kluczowych spraw w diagnozowaniu przemocy słownej. Branie odpowiedzialności za swoje zachowania. Mój mąż ZAWSZE usprawiedliwia swoje najgorsze postępki (a są to też inne rzeczy oprócz krzyków, choć boi się podnieść rękę na mnie) tym, że został przeze mnie sprowokowany. "Ja wiem, że zachowałem się źle, ale to ty mnie do tego doprowadziłaś" - typowy tekst mojego męża i typowy tekst przemocowców. Praktycznie nigdy, przez tyle lat, nie przyznał, że zachowuje się nieadekwatnie do sytuacji. Nawet w najgorszej chwili, gdy zachował się tak strasznie, że nasze małżeństwo było zagrożone, przepraszał, kajał się, pisał błagalne listy, zgodził się na psa, o posiadaniu ktorego marzyłam od kilkunastu lat, ale pan i władca się nie zgadzał, mimo to po jakimś czasie, gdy juz wybaczyłam, gdy się wszystko uspokoiło, zaczął na nowo obarczać mnie winą za swój wybuch. Bo jak widziałam, że jest taki pijany, to nie trzeba było z nim zaczynać. Każda kobieta wie, że pijanego chłopa trzeba traktować ulgowo. A ja po prostu chciałam wracać do domu z wesela o 5 nad ranem, bo bylam bardzo zmęczona, a dzieci małe i przelewające się przez ręce, nie było pomieszczenia, gdzie można by je połozyć. Chciałam wrócić taksówką, nawet sama z dziećmi, on mógł się jeszcze bawić. Ale to dyshonor dla pana. Postawiłam na swoim, ale też dostałam "za swoje", jak wrócił.
        • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 13:51
          Niestety u mojego z ocena winy jest podobnie. To ja go prowokuję. Zawsze. Oczywiście w jego opinii. Mój mąż nie pije i, kiedy jest spokojny potrafi być czuły i bardzo miły. Znam bardziej agresywne zachowania, bo mój ojciec pił i dopóki brat nie dorósł, żeby bronic mamy, potrafił ją zbić. Później już tylko krzyczał i wyklinał. Dlatego może lampka ostrzegawcza zapaliła mi się tak późno. Ja się po prostu nie chcę zgodzić na to, żeby mnie obrażał w wulgarnych słowach. Już mu powiedziałam, że kogoś obcego mogłabym za takie wyzwiska do sądu podać. Zapytałam, czy gdyby ktoś go tak przezwał, na drugi dzień udawałby, że nic się nie stało. Nie odpowiedział. Jestem pewna, że gdyby ktoś inny tak mnie skrzyczał - on by zareagował i oburzał się. Będę mu z uporem maniaka powtarzała, że nie ma prawa mnie tak traktować. Już mu zresztą powiedziałam, że jeśli jeszcze raz tak mnie wyzwie - ma sobie jechać do swojej mamy.
        • tully.makker Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 14:50
          zgodził się na psa, o posiadaniu ktorego marzyłam od kilkunast
          > u lat, ale pan i władca się nie zgadzał,

          Moj Exio powiedzial: Albo pies, albo ja

          No to mam psa - a teraz nawet az dwa. Aktualny zna swoje miejsce w szeregu w temacie psow, choc czasami jak z nimi wychodzi wczesnie rano, to sie troche pieni ;-P
          • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 15:15
            > No to mam psa - a teraz nawet az dwa. Aktualny zna swoje miejsce w szeregu w te
            > macie psow, choc czasami jak z nimi wychodzi wczesnie rano, to sie troche pieni

            Mój wychodzi z psem tylko sporadycznie w weekendy, jak ma dobry humor, jak jest w fazie miodowego miesiąca, jak mu zależy. W innych przypadkach nie wychodzi, bo to WASZ pies. Mimo że jesteśmy z dziećmi śpiochami, a on często rano nie może spać i jest na nogach, z psem nie wyjdzie, bo to MY chcieliśmy psa. Hak mu w smak, pies jest mądry, ja wychodzę z nim w piątki i w soboty późno w nocy, dajemy radę, ja z dziećmi i pies:)
      • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 13:43
        Poszarpanie się z córka to już rękoczyny. Nie jakieś silne, bo ja zaraz wkraczam i ich separuję, ale jednak. Córka jest uparta, ma to po tacie.
        • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 13:59
          "Poszarpanie się" z córką - partykuła zwrotna "się" świadczy o tym, że to nie tylko mąż szarpie córkę. Jak to jest w istocie?
          Bo jeśli to corka potrafi tak się zachowac wobec ojca, to juz trochę niefajnie. Jeśli na przyklad mala rzuca się na ojca, ojciec probuje ją opanować, chwyta za ręce, a Ty w tym momencie wkraczasz, separujesz ich i winą obarczasz męża, to on może się czuć bardzo niekomfortowo.
          Jestem pierwsza, jeśli chodzi o bronienie dziecka przed agresją ojca, przed niesprawiedliwymi pretensjami wobec dziecka, przed poniżaniem, bo dla dziecka nie ma nic gorszego niż wspólny wrogi front rodziców, ktoreś musi wziąć jego stronę, gdy jest niesprawiedliwie traktowane, ale z drugiej strony, gdy dziecko rzeczywiście ciężko zawini, a atakowanie ojca jednak to takich przewin należy, to wkraczanie i obarczanie winą ojca też jest niefajne.
          Więc jak to jest z tą partykułą zwrotną?
          • tully.makker Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 14:54
            A ja jednak mysle, ze nawet jesli mloda inicjuje przemoc, to jednak od doroslego mezczyzny nalezy oczekiwac umiejetnosci poradzenia sobie z tym bez eskalowania przemocy.
            • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 15:10
              tully.makker napisała:

              > A ja jednak mysle, ze nawet jesli mloda inicjuje przemoc, to jednak od dorosleg
              > o mezczyzny nalezy oczekiwac umiejetnosci poradzenia sobie z tym bez eskalowani
              > a przemocy.
              >
              Ale może on nie eskaluje, tylko ją powstrzymuje. Widzę taki obrazek: mała wściekła o coś, rzuca się z piąstkami na ojca, a ten chwyta ją za ręce.
              Strasznie trudno mi sobie wyobrazić, że ojciec szarpie dziecko, a ono w odpowiedzi ojca. Jeśli dochodzi do rękoczynów ze strony ojca, dziecko zawsze jest w defensywie, jest przestraszone, co to znaczy "szarpią się"?
              • tully.makker Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 15:46
                Ciezko cii to sobie wyobrazic sebaldo, bo twoj model rodziny jest tradycyjny, patriarchalny. Akurat twojemu mezowi by sie nalezalo, by dzieci go palnely po lbie solidnie za to, co z nimi wyprawial przez lata - a ty sobie tego nie wyobrazasz.

                Ale jest tez i inny model, w ktorym dziecko ma praow bronic swojej godnosci i neitykalnosci cielesnej. Przytocze ci przyklad: otoz moj ojciec ( w zadnym razie nie typ przemocowy ogolnie) pewnego razu gdy mialam tak z 16 lat, grozil mi laniem - nie pamietam za co, ale sadze, ze mogl miec dobry powod.
                Spojrzalm mu gleboko w oczy i powiedzialam - jesli mnie tkniesz, przyjde w nocy i wyleje co garnek wrzatku na glowe.
                I o zanych laniach wiecej nie bylo mowy.
                • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 16:06
                  Tully, mój mąż nigdy nie naruszał nietykalności cielesnej dzieci, moją jedynie z lekka, ale też w końcu nie pozostałam mu kiedyś dłużna, dziś się mnie chyba trochę boi pod tym względem, bo jestem dużą (wysoką, nie mylić z grubą;) kobietą. Są jednak w naszym domu pewne granice, które są nieprzekarczalne.
                  Co nie zmienia faktu, że krzykiem, atmosferą, szantażem emocjonalnym można dzieci bardzo skutecznie zastraszyć, czasami skuteczniej niż biciem, bo bite dziecko, gdy dorośnie, może przekroczyć granice wytrzymałości i tez uderzyć ojca. Jeśli natomiast się sukcesywnie, systematycznie doprowadza do zastraszenia dziecka takim bezwzględnym wymaganiem posłuszenstwa, odbieranie prawa do obrony, krzykami i fochami, przykrymi komentarzami, to ma się gwarancje, że dziecko rzeczywiście już nie podskoczy. W swojej krótkowzroczności jedynie się nie bierze pod uwagę tego, że takie dziecko prędzej czy później można też stracić. Już wyobrażam sobie ten lament, gdy mąż na starośc zachoruje, a córka nie będzie go chciala po tym wszystkim pielęgnować w chorobie, gdy zajdzie taka potrzeba.
                  • tully.makker Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 16:38
                    No wlasnie na tym to polega, ze przemoc psychiczna niszczy dzieci duzo bardziej, niz okazjonalny klaps.
          • sebalda Re: zwrócenie uwagi o niekupieniu czegoś 18.05.11, 15:04
            Mam taką historię ilustrującą różnice w odbiorze sytuacji pod tytułem: Miałeś kupić.
            Córka ciężko chorowała po narodzeniu, byłam przeczulona na punkcie jej zdrowia. Mała zachorowała i lekarz zarządził badanie moczu na posiew. Do tego potrzebny jest jałowy pojemnik z apteki. Pech chciał, że tego dnia synek miał pierwsze urodziny. Na głowie męża byly zakupy na przyjęcie urodzinowe (wypasione, licznie przybyła rodzina) i szykowanie samego przyjęcia, bo mąż się w tym specjalizowal, bo to robi lepiej, sprawniej, bo to wreszcie lubi. Niemniej dużo mial na głowie i zapomniał o kupieniu pojemniczka. Gdy przyjechał z zakupów jednym z moich pierwszych pytań było pytanie o pojemniczek. Mąż natychmiast dostał takiej piany, że o mało nie pękł. Nie zadałam pytania napastliwie, nie skrytykowałam go, że nie kupił, tylko zapytałam, a on na to wielki krzyk, że mu zawracam dupę, że on tyle ma na głowie, że się czepiam. Dla mnie zdrowie córki było najważniejsze, a ponadto tylko zapytalam bez pretensji. To byl sądny dzień w naszym domu. Mąż po wyjściu gości i po wypiciu dużej ilości alkoholu przez wiele jeszcze godzin ciskal się po domu, wyzywał mnie od najgorszych i mówil bardzo przykre rzeczy pod moim adresem z powodu jednego niewinnego (w moim mniemaniu) pytania. Ten incydent, choć syn w tym roku konczy 16 lat, mąż wypomina mi do tej pory. Na nic się zdalo moje tlumaczenie, że dla mnie kwestie zdrowia córki byly najważniejsze.
            I praktycznie on może mial prawo się źle poczuć, gdy taki zaaferowany został zapytany o glupi (w jego mniemaniu) pojemniczek, ale ja tez mialam prawo zadać to pytanie, szczególnie że było to dla mnie ważne. I kto mial wtedy rację? Czy mąż miał prawo mnie tak potraktować? A może jednak mógl się zdenerwować? W końcu tyle wysilku włożył w to przyjęcie? Ja zajęta malymi dziećmi prawie nic wtedy nie musiałam robić w związku z tą uroczystością. Upieram się przy swojej racji, a on na łożu śmierci zapytany o to też by się upierał przy swojej.
            Dodam, że mieszkamy poza miastem, nie mogłam wtedy sama pojechać po ten pojemniczek, mąż oczywiście już nie miał ani czasu, ani ochoty.
            • dama_z_kawa_i_papierosem Re: zwrócenie uwagi o niekupieniu czegoś 18.05.11, 19:19
              Sebalda,
              Kojarze cie z forum bo sporo sie tu udzielasz. Pamietam watek (niedawny) o tym czy kobieta sie czepia a mezczyzna tylko zwraca uwage, mam nadzieje ze wiesz o co mi chodzi.

              Chcialam ci tylko cos napisac, bo ta historia o pojemniczku i ta w tym innym watku skonczyly sie podobnie - maz wydarl sie na ciebie i zwyzywal.
              Otoz, zeby nie bylo, ja o wiele mlodsza jestem (29, po slubie 3 lata), nie mam dzieci, ani wieloletniego doswiadczenia. Nie wyobrazam sobie ze moju maz zachowuje sie jak twoj. Po prostu bym z nim nie byla. Podobnie nie wyobrazam sobie ze ja otwieram sobie na niego buzie i go wulgarnie wyzywam. To jest jakas granica. A juz na pewno nie o pierdoly jak pojemniczek. I do tego, chocby i chlop mial racje, to za takie slowa powod sporu bylby juz nieistotny. Bo co by mnie obchodzilo kto ma racje w sprawie pojemniczka czy zawieszonych w nieodpowiednim miejscu ubran. Gdyby do tego doszlo to jak znam zycie usiedlibysmy i zaczeli sie zastanawiac co sie z nami porobilo ze chlop mi bardzo wulgarnie odpyskowal. Oczywiscie wczesniej uslyszalby tekst, ze tak to ja z nim nie rozmawiam + uzasadniony foch, nastepnie jego kajanie sie i przeprosiny. W sytuacji odwrotnej on mialby prawo oczekiwac tego samego ode mnie. A temat sporu w kontekscie takiego odnoszenia sie do siebie bylby nie istotny w tym momencie.
              U nas to taka sama granica jak uderzenie, po prostu tak sie w zwiazku nie zachowujemy, nie po to sobie wybralam takiego meza aby slyszec przeklenstwa pod swoim adresem. Raz wyrwalo mi sie "czy jestes idota?" albo "zachowujesz sie jak idota" i go z miejsca przeprosilam, a moze i mialam racje w sporze, nie wiem, nie pamietam nawet o co poszlo. Ale jak tylko mi ucieklo to slowo to od razu przyszla mysl ze przesadzilam.

              Czasem na ulicy obserwuje taki "uroczy" widok, idzie klocac sie rodzinka i chlop sobie pozwala do kobiety, ze glupia, ze to jej wina, i wez mnie nie wkur...j itp. I sobie mysle boze co za burak, a ta go slucha i idzie obok jak ciele albo z takim dyskutuje.

              A za sytuacje z pojemniczkiem oczekiwalabym przeprosin za zwyzywanie mnie. I dla meza byloby oczywiste ze przegial i to bardzo.

              Natomiast jak pisalam wczesniej, kojarze cie z forum i twoja sytuacje, chyba pewne normy ustala sie na poczatku jak sie zamieszka razem, a wy juz lata po slubie, moze za pozno na zmiane. Pamietam nawet wczesniejsze twoje posty usprawiedliwiajace meza. Porady nie mam, ale chyba dobrze ze cos z tym robisz. Moja babcia szarpala sie z dziadkiem, bo zanim sie urodzilam dawal niezle popalic. Ja go pamietam jako fajnego dziadka, a zmarl pare lat temu. Po prostu zmienil sie calkowicie. Ale dalo sie zauwazyc ze nie miala juz do niego cierpliwosci, wkurzal ja i draznil, choc mieli pewne sprawy razem, i przez ostatnie 30 lat zycia sporo sie nim wyslugilwala, naprawde. Haha nawet mi kiedys powiedziala ze dziadek placi wszystkie rachunki ze swojej renty, bo i tu: przez tyle lat wszystko bylo na jej glowie a on nawet grosza za zwyczaj nie przynosil, a jeszcze korzystal ze wszystkiego w domu, to niech teraz placi za wszystko haha i placil chlop, do tego wozil ja gdzie chciala, robil zakupy i ciezkie sprawy. Czasem po prostu odbijala sobie na nim. Ale jego problemem nie byla przemoc tylko alkohol + awantury po pijaku. A zmienil sie bodajze w 1979 jak mial nie wyjsc z pewnej choroby i juz pozegnal sie z rodzina. Ale zdarzyl sie cud. Rzucil picie, ograniczyl papierosy i zyl jak czlowiek od tamtej pory. Pisze po to ze, sebalda, chyba wasze dzieci juz duze, wyfruna z domu za niedlugo i zostaniesz sama z tym mezem i jego humorami. A jeszcze kawal zycia przed wami. A takie wrzaski, wyzywanie, ponizanie nie jest normalne. Mam nadzieje ze juz o tym wiesz. Pozdrawiam
              • marianka_marianka dama_z_kawa_i_papierosem 18.05.11, 21:43
                Jesteś trzy lata po ślubie i nie masz dzieci, to mogę Ci napisać że jeszcze wszystko przed Tobą;-)
                Ja też kiedyś myślałam, że w naszym małżeństwie pewne sprawy nie będą miały miejsca, że sobie pewnych kwesti nie wygarniemy w klótni, że on czy ja NIGDY itp. Niestety mało kiedy się zdarza (a może wcale), że życie toczy się wg idealistycznych założeń z czasów przedmałżeńskich.
                • dama_z_kawa_i_papierosem Re: dama_z_kawa_i_papierosem 18.05.11, 22:57
                  Zdaje sobie z tego sprawe, dlatego zaznaczylam moj wiek i staz malzenski zeby nie bylo, ze mam kawal zycia za soba i sie znam. I na pewno nigdy nie zakladam ze NIGDY. Ale tylko odnosnie wulgaryzmow, ponizania itp. to nie jest standard, a chodzilo mi o sytuacje gdy to sie powtarza i to regularnie albo jest elementem codziennosci. Rodzicow nigdy nie slyszalam przeklinajacych do siebie, nawet kiedy sie klocili. Z idealistycznych wizji tez juz wyroslam.
                  A za sebalde trzymam kciuki, cokolwiek zrobi.
                  • mruwa9 Re: dama_z_kawa_i_papierosem 18.05.11, 23:24
                    Ja mam troche dluzszy (15-letni) staz malzenski i jestem "obrosnieta" dziecmi i zgadzam sie z dama_z_kawa: w kazdym zwiazku zdarzaja sie klotnie i awantury, mozna na siebie krzyczec, byc wscieklym, czasem mozna trzasnac talerzem o podloge w furii, ale NIGDY- zwyzywac partnera, obrzucic go epitetami czy doprowadzic do rekoczynow. To jest kategoria zachowan, ktora nie miesci sie w kanonie rodzinnym (przynajmniej moim).
              • sebalda Re: zwrócenie uwagi o niekupieniu czegoś 19.05.11, 10:14
                Droga Damo z używkami, dzięki za troskę i uwagi. Oczywiście masz we wszystkim rację, ja do tego dochodzilam długo z wielu powodów. Gdybym chciala wszystkie wymienić, nikt by nie miał cierpliwości tego czytać:) To jak z katastrofą lotniczą, zawsze jest wiele przyczyn:) Główne to niezaprzeczalne zalety męża oprócz tych wszystkich wad, zalety, które w moim rankingu wartości byly bardzo ważne. Jego zazdrość i dominacja brane za wielka miłośc. A nade wszystko dawałam sobie wmawiać, że prawda jest zawsze po środku, że winne w związku są zawsze dwie strony. I tak latami brałam część winy na siebie, wybaczałam, łudziłam się nadzieją poprawy, bo miesiące miodowe robią kobiecie kompletną wodę z mózgu, bo wreszcie jestem katoliczką i dopóki nie rozpoznalam w naszym związku przemocy, nie mogłam się zdobyć na kroki w stronę rozwodu. Uświadomiona z kolei mialam nadzieję, że sama się wzmocnię, przez co może wpłynę na niego. Jestem do tego wszystkiego mało odważna, delikatnie mówiąc, mało przebojowa i zorganizowana, procedura rozwodowa budzi we mnie najgorsze lęki. Niemniej...
                Dlatego tak się udzielam tutaj, zwlaszcza w wątkach o przemocowcach. Kobiety bardzo często nie mają bladego pojęcia, że podlegają przemocy psychicznej, mężczyźni wmawiają im, że to one prowokują, one to łykają, potem nabierają się na miesiąc miodowy. Ile żon alkoholików się tłumaczy, że mąż, jak nie pije, to jest aniołem? Uświadomienie zdobyłam na tym forum, dzięki temu, ze przeczytalam historie tak podobne do mojej, dzięki mądrym uwagom i radom forumek, dzieki poleconym tutaj lekturom i wreszcie udziałowi w terapii w ramach walki z przemocą w rodzinie.
                Kłótnie w małżeństwie to częste zjawisko, zrzucanie na drugą stronę winy w każdym przypadku wybuchu gniewu, wmawianie, że zostało się sprowokowanym, to już jest nie ok. Ale jeśli facet nie jest przemocowcem z natury, a jedynie z różnych powodów jest nadpobudliwy, nerwowy, nie radzi sobie z gniewem, pomóc mogą warsztaty radzenia sobie ze złością. To nie jest stygmatyzujące jak dla niektorych pójście do psychoterapeuty, a wskazówki tam przekazywane są naprawdę mądre i pomocne. Polecam.
            • ledzeppelin3 Re: zwrócenie uwagi o niekupieniu czegoś 19.05.11, 21:07
              Sebaldo, jestem wstrząśnięta tąś historią o pojemniczku.
              Wstrząśnięta tym, że dałaś sobie wmówić (czasowo), że on może miec rację.
              Tymczasem to było typowe nietrzymanie afektu, objaw charakteropatii
              To NIE BYŁO NORMALNE
              To była przemoc w najczystszej postaci
              • sebalda Re: zwrócenie uwagi o niekupieniu czegoś 19.05.11, 23:29
                Ledzeppelin3, ja to wszystko wiem dziś, wtedy też byłam przekonana o swojej racji, to znaczy o tym, że nie napadlam na męża tym pytaniem, a jego furia byla nieadekwatna do sytuacji. Historię przytoczyłam, bo wiem, że czasami z pozoru niewinna uwaga może kogoś rozzłościć, ale w normalnej rodzinie mąż powinien co najwyżej powiedzieć: "Oj, zapomniałem, mogłabyś mi teraz nie zawracać tym głowy, bo mam tyle spraw, tyle roboty". Koniec sprawy. Gdyby tak powiedzial, ja pewnie jeszcze bym go przeprosila, bo rzeczywiście po części rozumiem, że to nie byl dobry moment, bo rzeczywiście maż bardzo się wtedy napracował i starał (bo urodziny syna, niestety w naszym domu faworyzowanego i traktowanego przez męża ulgowo do dziś). Mąż mógł być nieco zły z powodu mojego pytania w takiej chwili, ale żadną miarą nie miał prawa urządzać z tego powodu wielogodzinnej awantury, wypominanej mi do dziś. Tak, to on mi wypomina, że urządził mi karczemną awanturę. Masz rację, to przemoc w najczystszej postaci.
          • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 15:36
            Sytuacja zazwyczaj wygląda następująco: córka siedzi przy komputerze, mąż każe jej odejść, ona nie reaguje, więc on jej próbuje wyrwać myszkę, a ona za nią szarpie. Moim zdaniem wina obopólna. Ja na jej brak reakcji w takie sytuacji mówię:"Liczę do 3, jak nie odejdziesz - masz szlaban na komputer na tydzień" - zawsze działa. Nigdy tak nie było, że ona rzuciła się na niego z pięściami. To nie jest raczej problem rękoczynów, bo córka dostała od męża klapsa kilka razy w życiu (chyba w wieku powyżej 6 lat). Ale kłócą się niemiłosiernie. Tyle, że wyzywa tylko mnie.
            • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 15:58
              Zatem tu mąż jest raczej ok. Moje dzieci NIGDY nie mogły się z ojcem pokłócić. To w ogóle nie do pomyślenia. Wszelkie najgrzeczniejsze nawet proby tlumaczenia się przez dzieci byly zawsze komentowane: Nie pyskuj! Dziecko zaczyna: Ale tato, i juz jest podniesiony głos męża, zakrzykiwanie, niedopuszczanie do głosu. Nie ma mowy o dyskusji, a co dopiero o kłótni. Całkowita dominacja ojca.
              Jeśli kłótnia jest możliwa, jeśli dziecko nie boi się postawić ojcu, to nie jest żaden przemocowiec:) Myślę, że Twój mąż jest z różnych powodów sfrustrowany, nerwowy, puszczają mu nerwy, Ty z kolei może też jesteś nieco przewrażliwiona, będąc DDA. I tak to się plecie.
              Zachęcam do rzeczowych, nieoskarżających rozmów z mężem, do mówieniu o swoich odczuciach w związku z jego krzykami (poradnik dla młodzieży Tobie też się przyda:) i do wyjaśnienia jemu, że pewne Twoje uwagi nie są atakiem na niego. Bardzo odradzam w sytuacji, w jakiej jesteście (Twoja dominacja materialna) straszenie meża wygonieniem go z domu do mamy. To bardzo nie fair, świętego by ruszylo. Pamiętaj, że złośliwe uwagi powiedziane najspokojniejszym tonem nie stają się przez to mniej złośliwe. Usprawiedliwiasz się tym, że nie podnosisz głosu, ale ważny jest przekaz, nie tylko forma. Uważam, że obojgu Wam przydaloby się przepracowanie wzajemnych relacji.
              Przepracowałaś swoje obciążenie rodzinne, swój problem bycia DDA?
              • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 19.05.11, 17:53
                Wczoraj spróbowałam z nim porozmawiać. Trochę chyba do niego dotarło, że nie mam zamiaru go prowokować. Wytłumaczyłam mu, że córka mnie też pyskuje i zapytałam, czy mam zatem prawo jego ot ot oskarżać. Faktycznie chyba nawarstwiło się parę rzeczy. Nawet w końcu przyznał, że źle się zachował. Zobaczymy, co dalej. Na razie jest baaardzo grzeczny.
              • niedzwiedziczka P.S. 19.05.11, 17:55
                Swoje DDA przepracowałam już dawno, bo przypłaciłam je 2 latami ciężkiej depresji. Dalej bywam nadwrażliwa, ale tym razem kontrolowałam swoje emocje.
                • mruwa9 Re: P.S. 19.05.11, 18:12
                  niedzwiedziczka napisała:

                  > Swoje DDA przepracowałam już dawno, bo przypłaciłam je 2 latami ciężkiej depres
                  > ji. Dalej bywam nadwrażliwa, ale tym razem kontrolowałam swoje emocje.

                  Gdyby incydent agresji sie powtorzyl, przypomnij sobie, ile cie kosztowalo przepracowanie DDA. I czy naprawde pragniesz powtorki tych samych doswiadczen i traumy u swojej corki. Bo tym sie skonczy tkwienie przy przemocowcu.
            • noname2002 Re: agresja słowna ze strony męża 18.05.11, 16:01
              A co by było gdybyś mu odpowiedziała tym samym? Oczywiście jeśli nie ma przy tym dziecka.
              • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 19.05.11, 17:56
                Nie chciałabym tego, a nawet bym nie umiała. Ja raczej potrafię być "upierdliwa" niż agresywna i wyzywająca.
                • kara_mia Re: agresja słowna ze strony męża 19.05.11, 22:20
                  Nie chciałabym tego, a nawet bym nie umiała. Ja raczej potrafię być "upierdliwa" niż agresywna i wyzywająca.


                  własnie...
                  ostatni rozmawiałam z mężem na ten temat. Maz z gatunku "mocno południowych temperamentów", czasem wykrzyczy i czasem używa "słów".
                  Od czasu kiedy dostaje ode mnie zwrot w postaci "wielopiętrowej wiązanki" kim jest, żeby się tak do mnie odzywać, to w pewien sposób jest fajniej. Poryczymy na siebie, powrzeszczy, powyzywamy a później idziemy się godzić.:)
                  lepiej mi tak niż z "zrozumiałem, jak to cie bolało jak się tak do ciebie odezwałem"
                  On mi przyłoży, ja mu przyłożę i już po sprawie.
                  Oczywiście nie ma mowy, żebym się męża bała, czy coś!

                  i mówi, że jemu tez taka 5 minutowa "walka" bardziej pasuje niż "ględzenie"
    • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 14:12
      Jeżeli ktoś przypadkiem trafi na tą dyskusję, to podaję zakończenie: po 23 latach małżeństwa mąż złapał mnie za szyję i powiedział, że mnie zabije i spali dom. Dzieci, obecnie 19 i 13 letnie kazały mi wezwać policję. Policja zapytała, czy chcę, żeby mąż opuścił dom (dom należy do mnie) - zostawiłam decyzję dzieciom. Dzieci zadecydowały, że ma się wynieść. Policja zabroniła mu wracać. Następnego dnia przyszedł do mojej pracy z obrażoną miną i pytaniem "Co mam mu do powidzenia?". Byłam z córką i obydwie powiedziałyśmy mu, że to on ma problem i nie chcemy dłużej się bać we własnym domu. Chyba nie do końca zrozumiał o czym mówimy. W każdym bądź razie nie wrócił. Do syna pisze SMS-y, że go kocha i, że mu go odebrałam (sic!). Syn mu odfpisał, że to on z siostrą powiedzieli policji, żeby go wyprowadziła. Czujemy wielką ulgę. Niestety teraz widzę, że dzieci przeżywały depresję. Szkoda, ze nie umiałąm zareagować wcześniej....
      • berber_rock Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 14:28
        Masz fantastyczne dzieci! Gratuluje!
        Mozesz byc z nich dumna! Poradza sobie w zyciu ...
      • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 14:47
        chamstwo z twojej strony, że obarczyłaś dzieci decyzją o wystawieniu męża za drzwi. Możesz się uważać za ofiarę, ale to co zrobiłaś dzieciom jest podłe i ciężko za to emocjonalnie zapłacą..
      • enith Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 15:10
        Dobrze, że mąż poszedł z domu, ale dlaczego decyzję o tym pozostawiłaś dzieciom? Nie jest zadaniem dzieci, choćby i dorosłych, bronienie jednego rodzica przed drugim i podejmowanie za niego poważnych, rzutujących na całą rodzinę decyzji (wyrzucenie ojca z domu). To jest postawienie stosunków rodzinnych na głowie, odwrócenie ról rodzic - dziecko. Czy jeśli po tym złapaniu za szyję, grożeniu zabójstwem i spaleniem domu dzieci podjęłyby decyzję, że ojciec może zostać, to zgodziłabyś się na to?? Dlaczego to nie ty wyrzuciłaś męża z domu, tylko wyręczyłaś się dziećmi? Pomyślałaś o tym, jak postawienie ich przed takim wyborem i zmuszenie ich do podjęcia takiej decyzji wpłynie na ich dalsze życie?
        Na twoim miejscu podziękowałabym dzieciom za wsparcie, ale też próbowałabym im przedstawić, że i tak wyrzuciłabyś męża z domu, że ostateczna decyzja należała do ciebie. Niech dzieci nie wychodzą z tej traumy z poczuciem, że to one rozbiły rodzinę, bo gdy kurz wojenny opadnie i ojciec zacznie się do nich łasić, mogą diametralnie zmienić zdanie na temat całej sytuacji. I mieć do siebie pretensje, że kazali ci wyrzucić ich tatę z waszego domu.
        Teraz polecam terapię całej waszej trójce. Przeżyliście lata piekła pod jednym dachem z przemocowcem, prawdopodobnie czeka cię rozwód i cały sajgon z tym związany i wszystkim wam przyda się profesjonalna pomoc.
        • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:05
          Jestem ową córką. Od jakiegoś czasu było coraz gorzej, ojciec izolował się, wkurzały go nawet zwykłe prośby typu "proszę, nie gwiżdż, bo boli mnie głowa" (bo jak to ktoś ma czelność mówić mu, co ma robić!). Coraz częściej dochodziło u niego do ataków złości kończących się srogim zwyzywaniem i szarpaniną (zainicjowaną przez niego; mama i ja nigdy nie używałyśmy wobec niego wyzwisk, nie obrażałyśmy go i nawet nie pomyślałybyśmy o tym, że mogłybyśmy stosować wobec niego jakąkolwiek przemoc fizyczną). Ostatnio podczas rozmowy o pedofilii wśród księży ojciec stwierdził, że chciałby, by mnie jakiś ksiądz zmolestował i zgwałcił. Wtedy straciłam do niego resztki szacunku i zaufania. Brat musiał na to wszystko patrzeć i tego słuchać, na szczęście bezpośrednio nie doświadczył przemocy, ale jako, iż jest bardzo wrażliwym człowiekiem, bardzo go to dotknęło. Razem z nim od jakiegoś roku mówiliśmy mamie, że powinna ojca wyrzucić, bo zatruwa on nasze życie, więc oddanie nam decyzji o wyprowadzeniu go przez policję nie było tyle zrzuceniem odpowiedzialności, co zademonstrowaniem stanu, do którego ojciec doprowadził swoje włane dzieci. Poza tym, mama wychowywała się w dysfunkcyjnej rodzinie, ma "miękki" charakter i dla niej to wszystko było normalne, ponieważ dokładnie tak samo zachowywał się jej ojciec (tylko, że on napady złości miał zwykle po pijaku, a nasz ojciec na trzeźwo...). Babcia nigdy dziadka nie wyrzuciła i do końca swojego życia znęcał się nad nią. Nie chciałam na taki los skazać mojej matki.
          Ostatni niezrozumiały atak na mamę przelał czarę goryczy. Brat dostał ataku paniki, nie dało się go uspokoić, cały czas płakał i krzyczał, że boi się ojca. Gdyby nie podęta przez nas decyzja, to męczylibyśmy się z tym okropnym człowiekiem dalej i nie wiadomo, czy nie posunąłby się do czegoś gorszego (podczas ostatniego ataku chciał rzucał krzesłem, podduszał mamę, a na koniec szedł w stronę kuchni (zapewne z myślą o nożu) mamrocząc, że nas zabije). Mama jest wdzięczna, że zrobiliśmy coś, na co ona nie miałaby odwagi. I nie, nie mamy poczucia, że rozbiliśmy rodzinę. Ta rodzina od dawna składała się tylko z naszej trójki, a ojciec tylko żył obok nas.
          • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:25
            inspirowarszawa.pl/artykuly/parentyfikacja-czyli-odwrocenie-rol-w-rodzinie/#.XPkiWI_Li70
            • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:27
              psychoterapiapomaga.pl/zjawisko-parentyfikacji-czyli-o-masce-doroslosci/
              • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:28
                mamadu.pl/140903,dorosle-dzieci-parentyfikacja-odworcenie-rol-jak-sobie-radzic
                • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:29
                  brzeg24.pl/felietony/137653-stara-y-malenka-i-czyli-czym-jest-parentyfikacja/
                  • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:31
                    spokojnaglowa.org.pl/czym-jest-parentyfikacja-o-doroslych-dzieciach/
                    • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:32
                      www.magiel.waw.pl/2017/03/temat-numeru/wiezienie-w-domu/
                      • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:38
                        toksycznakobieta.wordpress.com/2017/04/24/zaburzone-i-wspolzalezni-nierozwiazane-problemy-relacji-dziecko-rodzic/
                        • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:42
                          www.youtube.com/watch?v=IksVnQVsH2w
                          • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:53
                            dziecisawazne.pl/parentyfikacja-o-dramacie-dzielnych-dzieci/
                            • sirella Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 17:10
                              www.swiatproblemow.pl/rola-matki-a-wspoluzaleznienie/
                              • yoma Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 23:19
                                Długo tak możesz? Z ciekawości.
                              • 71tosia Re: agresja słowna ze strony męża 10.06.19, 19:25
                                udalo sie jej pozbyc meza, może autorkę przede wszystkim warto wesprzeć w tej decyzji zamiast czepiać się jej. Ofiara przemocy domowej zwykle doskonale wie co powinna zrobić ale jest ofiarą bo nie jest w stanie tego co powinna zrobić.
          • enith Re: agresja słowna ze strony męża 06.06.19, 16:32
            > Babcia nigdy dziadka nie wyrzuciła i do końca swojego życia znęcał się nad nią. Nie chciałam na taki los skazać mojej matki.

            Nie ty skazałaś na ten los swoją matkę. Zrobił to twój ojciec - przemocowiec, a mama podjęła decyzję, by z nim pozostać i to ona jest odpowiedzialna (nie winna!) za zarówno swoją, jak i waszą sytuację. Bo wy jesteście dzieci i z założenia jesteście od swoich rodziców zależni. Dzieci nigdy nie powinny podejmować decyzji za swoich rodziców. Nigdy. Twoje myślenie, że brak waszej zdecydowanej reakcji skazałby matkę na ciężki los maltretowanej żony pokazuje, że jesteś klasycznie współuzależnioną ofiarą. Weszliście z bratem w rolę rodziców swojej matki, odpowiedzialnych za ratowanie jej przed przemocowym mężem. "Miękki charakter" waszej mamy nie zwalnia jej z odpowiedzialności za wasze zdrowie i życie, a to było ewidentnie zagrożone. Teraz, mając dziwiętnaście lat potrafiłaś się ojcu grożącemu wam śmiercią postawić. A jak czułaś się te osiem lat temu, gdy miałaś lat jedenaście, a twój brat pięć? Czy wtedy też broniłaś mamy przed ojcem i uważałaś, że tak trzeba, że to od ciebie zależy bezpieczeństwo twoje, małego braciszka i dorosłej mamy?
          • 71tosia Re: agresja słowna ze strony męża 10.06.19, 19:17
            dobrze ze po latach nareszcie udało ci sie uwolnić od męża. Trzymam kciuki za was.
            Z uwag praktycznych złóż wniosek o alimenty na dzieci ale tez jednoczenie o zakaz zbliżania sie do ciebie i dzieci. W razie próby nękania was będzie łatwiej o reakcje policji.
      • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 07.06.19, 11:33
        Wklejam tu maila, jakiego wysłałam do córki:
        "Aniu,
        znalazłam dzisiaj swoje posty na forum gazety z 2011 roku o agresji taty...Przepraszam, ze musiałaś następne osiem lat znosić go, bo ja nie miałam wtedy odwagi nic zrobić.
        jeżeli chcesz - przeczytaj całą dyskusję.
        Kocham cię,
        Mama".
        Dlatego córka wzięła głos w dyskusji. Do końca życia będę żałowała, że byłam ślepa i nie miałam odwagi nic zrobić wcześniej. Nie zrzuciłam decyzji na dzieci - chciałam żeby miały udział w tej decyzji i, żeby mąż nie miał później argumentów, że zła bab go wyrzuciła z domu, ale żeby był śwaidom, że nie był krzywdzony ale to on krzywdził nie tylko mnie, ale dzieci, którw podobno tak mocno kochał.
        Napisał to po to, że może któraś kobieta, która się waha, czy zastanawia, na moim przykłądzie dojdzie do wniosku, że nie trzeba czekać na najgorsze, bo najgorsze już jest...
        • enith Re: agresja słowna ze strony męża 07.06.19, 14:33
          > Do końca życia będę żałowała, że byłam ślepa i nie miałam odwagi nic zrobić wcześniej.

          Słyszałaś o powolnym gotowaniu żaby? Ty byłaś właśnie taką wolno gotowaną żabą w małżeństwie. Nie byłaś w stanie odejść przez te wszystkie lata, bo agresja męża dawkowana była powoli. W 2011 roku pisałaś o agresji słownej męża. Że zaczęło się od jego dąsów i krzyków najpierw tak o, w przestrzeń, potem doszły inwektywy rzucane w twoją stronę. Potem kopanie przedmiotów. A na końcu agresja fizyczna i groźby śmiercią. To jest właśnie to powolne gotowanie żaby: stopniowa eskalacja agresji w kierunku ofiary, która po każdym ataku przyzwyczaja się do ich nowej siły i częstotliwości. I tak granice tego, co ofiara toleruje, są stopniowo przesuwane. Ale gdyby mąż złapał cię za szyję i zagroził zabiciem nie wczoraj, a, powiedzmy, 20 lat temu, pewnie odeszłabyś dużo szybciej. Kto wie, może nawet nie zdecydowałabyś się na dzieci z tym człowiekiem.
          Co się stało, to się nie odstanie. Teraz podstawą jest zadbać o wasze bezpieczeństwo. Twój mąż nie wygląda mi na typa, która tak po prostu wam odpuści. Miej oczy i uszy szeroko otwarte i bądź przygotowana na wszystko.
          A w międzyczasie szukaj terapii dla całej waszej trójki. Dorastanie w toksycznym środowisku, lata przyglądania się eskalującej agresji ojca i przyspieszone w związku z tym dorastanie, zostawiają blizny na całe życie. To musi zostać przepracowane na terapii dla ofiar przemocy w rodzinie, chyba, że chcesz, by dzieci podzieliły twój los i w przyszłości uwikłały się w równie toksyczne związki (o ile w ogóle będą w stanie wejść w jakiekolwiek dojrzałe relacje). Sama zresztą jesteś żywym chodzącym przykładem, czym kończy się dorastanie w przemocowym domu. Teraz twoje dzieci mają szansę być kolejnym zwichrowanym pokoleniem ze złymi wzorcami wyniesionymi z domu. Nie pozwól, by tak się stało.
        • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 22.07.19, 22:21
          PS.2. Ktoś mi zasugerował, że mąż może mieć zespół Aspergera (to nie choroba tylko zaburzenie ze spektrum autyzmu). Córka sama siebie o to podejrzewała. Wszystko wskazuje na to, że odziedziczyła go po mężu. Będziemy córkę diagnozować w tym kierunku, bo z wszystkich dostępnych materiałów i książek wynika, że to rzeczywiście zespół Aspergera. Różnica między nią, a mężem polega na tym, że nieświadomie córkę korygowałam w dobrym kierunku, ponieważ sama jestem osobą spokojną. Matka męża to neurotyczka i nie nauczył się rozładowywać frustracji, co prowadzi do wybuchów niekontrolowanej agresji. Na szczęście córka jest tzw. wysokofunkcjonująca, czyli to zaburzenie nie wpływa aż w tak istotny sposób na jej życie. I wybrała idealny dla osoby z ZA zawód - informatyka. A mąż, cóż on po prostu nie potrafi kochać - osoby z ZA nie umieją odczytywać emocji. Mówią o nich "100% logiki, 0% uczuć. Są inteligentni (Einstein miała ZA) ale nie w sferze uczuć. Po prostu trafiłam na człowieka, który nie umie kochać... Mój młodszy syn powiedział, że tat traktował go jak maszynę, którą trzeba ładować (karmić, itp.). Muszę kochać syna za nas oboje. I córkę też. Nie wiem, czy ona założy rodzinę, ale postaram się, żeby zawsze miała we mnie oparcie. Występuję o separację.
          • eriu Re: agresja słowna ze strony męża 23.07.19, 10:40
            Nie potrafić kochać a grozić zabiciem to nie to samo. Nie usprawiedliwiaj męża Aspergerem, bo jakoś są osoby z tym, które nie chodzą i nie grożą zabijaniem. I są ludzie nie mający Apsergera, którzy nie kontrolują emocji i mają napady agresji. Poza tym nie jest dobre diagnozowanie osób na podstawie tego co ktoś powiedział.

            A jeśli chodzi o inteligencję emocjonalną to bardzo ważne jest środowisko domowe i to czy dziecko ma pozwolenie na to by wyrażać swoje emocje, czy też musi im zaprzeczać i zachowywać się tak by zadowolić kogoś w domu pod groźbą: niekochania (jesteś zły - nie kocham cię), agresji (jak u Was) i innych powodów. Osoby wychowywane w toksycznych domach są bardzo często odcięte całkowicie od swoich emocji i robią to by przeżyć, bo przeżycia i ich emocje są zbyt bolesne. Może to dawać wrażenie braku uczuć, dlatego córka i syn także muszą iść na terapię by uporządkować pewne rzeczy a też żeby nawiązać kontakt ze swoimi emocjami. Także nie wystarczy diagnozowanie córki w kierunku Aspergera.

            Ty także musisz uczestniczyć w terapii, bo będziesz do końca życia powtarzać schemat przemocowego związku. Musisz przepracować złe wzorce z dzieciństwa i nauczyć się stawiania granic. To także pomoże w kontaktach z dziećmi, bo ewidentnie role w Waszym domu są zaburzone - widać to po angażowaniu dzieci w decyzję o wyrzuceniu ojca z domu. Przecież to jest kuriozalna sytuacja - dzieci nie mają głosu jeśli chodzi o Twoje bezpieczeństwo, to TY powinnaś decydować co zrobić byś była bezpieczna - równie dobrze mogłaś spytać dzieci czy "chcecie żeby mama mieszkała z tatą, ale pamiętajcie, że jest groźba że tata mamę zabije - wybierzcie", bo niestety ale realnie tak to wyglądało! Dorosła córka mogłaby deklarować czy chce mieszkać z ojcem ale nie małoletni syn - za niego Ty jesteś odpowiedzialna i jego bezpieczeństwo także. Nie piszę tego żeby Ci dowalić, ale żeby pokazać pewien absurd.

            Trzymam kciuki za Waszą rodzinę i mam nadzieję, że wszyscy udacie się na terapię i uda się Wam uporządkować swoje życia.
          • enith Re: agresja słowna ze strony męża 23.07.19, 12:40
            Mieliśmy tu jakiś czas temu forumowiczkę, która usilnie próbowała zdiagnozować zespół Aspergera u partnera, bo im się w łóżku nie układało. Facet okazał się być kryptogejem. Morał z tego taki: laicy naprawdę nie powinni brać się za diagnozy zaburzeń psychicznych, zwłaszcza u innych.
            Szanse na to, że twoja córka ma ZA są minimalne, dużo niższe, niż prawdopodobieństwo, że za jej zwichrowane emocje odpowiedzialne jest wieloletnie dorastanie w przemocowym domu z przemocowym ojcem. Wpisz w wyszukiwarkę "zamrożone emocje" i już będziesz wiedzieć, czemu twoje dzieci po traumatycznych przejściach mają takie, a nie inne deficyty.
            • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 24.07.19, 22:13
              Masz dużo racji w tym, ze powinniśmy razem z dziećmi przepracować nasze wzajemne relacje. Mąż ma matkę neurotyczkę, która nie akceptuje jakichkolwiek przejawów własnego zdania. Dlatego nie akceptował tego, że ja, czy córka miałyśmy własne opinie, tylko wpadał we wściekłość nazywając to "stawianiem się". A ZA chcemy diagnozować u psychiatry i psychologa po to, żeby córka mogła lepiej funkcjonować. Okazuje się, że nieświadomie korygowałam ją w odpowiednią stronę. Kończę czytać książkę o ZA i widzę, jaka byłam ślepa na różne sygnały i, jak moje zaburzone dzieciństwo wpłynęło na moje małżeństwo. Cały czas kocham tego drania, ale nie dam mu się więcej skrzywdzić. Dziękuję za wszystkie wskazówki i porady. Nie gniewam się za połajanki, bo czasem trzeba kimś wstrząsnąć, żeby jasno ocenił sytuację.
              • ortolann Re: agresja słowna ze strony męża 25.07.19, 18:03
                Nie obraź się, ale czy Ty masz rzeczywiście pewność, że go kochasz czy po prostu jesteś przyklejona do wyobrażenia o nim i o związku? Nie da się pielęgnować w sobie uczucia po czymś takim, co Ci zafundował. Nie da się też kochać przez bóg wie ile lat. Po jakimś czasie miłość przeradza się w przyjaźń, przywiązanie, szacunek, zaufanie, ale samo romantyczne uczucie zanika. Zajrzyj głęboko w siebie i spróbun nazwać uczucia. Pozdrawiam i życzę powodzenia w zdrowieniu :-)
                • ola_dom Re: agresja słowna ze strony męża 25.07.19, 19:34
                  ortolann napisała:

                  > Nie obraź się, ale czy Ty masz rzeczywiście pewność, że go kochasz czy po prostu jesteś przyklejona do wyobrażenia o nim i o związku?

                  Uzależnienie bądź współuzależnienie. Tak się to nazywa.
                  • enith Re: agresja słowna ze strony męża 25.07.19, 21:48
                    > Uzależnienie bądź współuzależnienie. Tak się to nazywa.

                    Dokładnie tak. Kobieta, której mąż wielokrotnie grozi zabiciem, nie kocha tego męża, tylko jest ciężko współuzależniona. To się leczy. A przedtem się od takiego męża ucieka i zabiera ze sobą dzieci. Innej opcji nie ma.
              • eriu Re: agresja słowna ze strony męża 26.07.19, 10:12
                "Mąż ma matkę neurotyczkę, która nie akceptuje jakichkolwiek przejawów własnego zdania" - nie wierzę w to, że to neurotyczka.

                I zgadzam się z dziewczynami - jesteś uzależniona od męża. W miłość nie wierzę - ciężko kochać kogoś kto chciał Cię zabić.
              • sebalda Re: agresja słowna ze strony męża 30.07.19, 15:52
                >> Cały czas kocham tego drania, ale nie dam mu się więcej skrzywdzić.

                To nie miłość, ale współuzależnienie. Z ciekawości zapytam: czy mieliście mimo wszystko cały czas dobry seks? A może nawet więcej niż dobry? Może to jest odpowiedź, dlaczego uważasz, że nadal go kochasz? Gorąco polecam serial Wielkie kłamstewka, szczególnie w drugim sezonie widać taką właśnie "miłość". Wrrr, trudno to pojąć, ale historia zna takie przypadki.
                I jeszcze pytanie: jakim cudem udało się wyrzucić gada z domu? Jeśli jesteście małżeństwem, tylko gdy odpowiedni urząd znajdzie mieszkanie zastępcze dla takiego delikwenta, można go usunąć z domu, nawet jeśli dom jest Twój. Miałaś niesamowitego farta do policjantów, że tak postawili sprawę. No i dziwne jest to, że Twój jeszcze mąż się na to zgodził. Dziwne to dla mnie.
    • niedzwiedziczka Re: agresja słowna ze strony męża 08.08.19, 23:30
      P.S.3. Byłyśmy z córką u psychiatry i potwierdził u niej Zespół Aspergera. Ma iśc do psychologa po zalecenia i terapię. Mąż nie utrzymuje z nami kontaktu. W wrześniu mam iść z synem do PPP. W sumie można powiedzieć, że wychowuję dwoje jedynaków. Córka dostała test na depresję, zrobiłam sobie - mam umiarkowaną depresję. Muszę przetrwać, bo jestem potrzebna dzieciom.
      • moloren Re: agresja słowna ze strony męża 14.11.22, 22:27
        część czy mogę porozmawiać z Tobą na pro, wydaje mi się ze mam bardzo podobna sytuacje jak Ty w 2011 roku :(
        • ambrasuno07 Re: agresja słowna ze strony męża 28.11.22, 14:24
          Czas na Prawdę. Otóż owa Pani / autorka/dużo tych nicków posiada.
          To znany trollek, a wy dajecie się wciągnąć w te dyrdymały. Uwielbia dosadnie odpowiedzieć, baaa prowadzi początek tematu sama ze sobą pod paroma nickami, podpina się pod różne regionalne fora.
          Znam sprawę od podszewki. Przestawia dzieci, a to córka starsza raz syn.
          Spr. Sami
          Sz.p ma córkę i starszego syna. Przekręca /prawie/ wszystko.
          Ps. P. Magdaleno, smrodu rodzinie narobiłaś że wstyd.
          Pozdrowienia od kolegów/nie Pani/ z IT.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka