Małżeństwo raz jeszcze

19.05.11, 10:35
Historia jak wiele innych. Spotkaliśmy się ,zakochaliśmy po okresie pierwszej euforii zaczęło do mnie docierać, że ten facet to inna bajka, nie nadawaliśmy na tych samych falach, wiele razy chciałam to zakończyć, ale bałam się samotności- miała już trzydziestkę na karku, chciałam mieć rodzinę, dzieci. Wzięliśmy ślub.
Teraz jest tak- mamy dwoje dzieci- trzy lata i niemowlak- i chyba to jest glówny powód, że ciągle walczę, chociaż kto wie, jak nie było dzieci to też z nim byłam a w sumie nic się nie zmieniło na gorsze. Mąż jest egocentrykiem- on jest zmęczony, jak on coś zrobi ponad normę to oczekuje pochwał, jego bardziej boli, on ma bardziej stresującą pracę, jemu jest trudniej wstawać do dzieci w nocy bo przecież ja się już przyzwyczaiłam, jak sobie coś ubzdura to nie da mu się przetłumaczyć mimo masy logicznych argumentów.
Mam wrażenie, że nie dorósł do roli męża, ojca- wydaje mu sie , że jak pracuje, a po pracy pobawi się z dzieciakami to już i tak za dużo- a przecież jeszcze jast cały dom do ogarnięcia, lekarze, szczepienia , rachunki, naprawy- o co go nie poproszę to już problem, a przecież samo się nie zrobi.
W ciągu małżeństwa kilka razy zdarzyły się sytuacje , które można nazwać przemocą psychiczną- maż był u psychologa, bo tego zarządałam, teraz jest już ok.
Ale nawet jak jest niby ok- mąż ma okresy , zwykle po kłótniach, że stara się bardziej- i w domu i przy dzieciach, jesteśmy wtedy partnerami, ale i tak nie jest idealnie. Mało z mężem rozmawiamy, albo nam się nie chce, albo nie mamy za bardzo o czym- nie prowadzimy dyskusji. Często nudzimy się ze soba. Nie czuje żebym miała w nim oparcie- jak np. dziecko zachoruje czy spadnie z huśtawki i rozbije głowę to ja zwykle jestem tą osobą, która zachowuje zimną krew i działa , on panikuje i szuka winnych. On oczywiście nigdy winny nie jest.
Generalnie są dni wesołe i smutne- wiem że to po części wynika z tego, że ja jestem bardzo wrażliwą osobą i przejmuje się za bardzo.
Biję się z myślami, czy trwać w tym, walczyć, wiem, ze on się nie zmieni, tylko nie wiem czy ja będę w stanie kiedyś to zaakceptować , poczuć spokój, szczęście i już nie walczyć.
Z drugiej strony czy jak zostanę sama to nie będę żałowac- jest dużo dobrych chwil w naszym domu.
Prosze o radę.
Pozdrawiam
    • to_ja76 Re: Małżeństwo raz jeszcze 19.05.11, 11:05
      w końcu dostałaś to czego pragnęłaś, plusem jest to, że teraz to nie jesteś sama no i masz dzieci, kobieto ogarnij się, czego oczekujesz, że ktoś napisze rozstań się albo zostań dla dobra dzieci, sama wszystko przemyśl, ale wychodząc za mąż z powodów przez ciebie podanych nie mogło skończyć się dobrze cytuję:
      "nie nadawaliśmy na tych samych falach, wiele razy chciałam to zakończyć, ale bałam się samotności miała już trzydziestkę na karku, chciałam mieć rodzinę, dzieci. Wzięliśmy ślub. "
      dziecinada
    • tully.makker Re: Małżeństwo raz jeszcze 19.05.11, 11:24
      Trudno sie nie zgodzic, ze sama sobie zgotowalas ten los. Malzenstwo jest wystarczajaco trudnym doswiadczeniem nawet gdy jest wzajemne uczucie a partnerzy zdaja sie byc dobrze dobrani.
      Tym trudniejszym, gdy jest to zwiazek z braku laku.
      Ale... sadze, ze mozesz wiele zrobic zeby wasza codzienne egzystencja byla jednak przyjemniejsza i zyczliwsza, ktoe wie, moze sie dotrzecie i pojawi sie uczucie? Wobec problemow, jakie pojawiaja sie w waszym zwiazku, ja bym radzila, zebys przeczytala ksiazke Laury Doyle Surrendered Wife. Ksiazka jest o tym, jak okazac mezowi szacunek i zaufanie poprzez niewyreczanie go w jego obowiazkach, a wrecz przeciwnie, przekazac mu kontrole w roznych dziedzinach zycia. Wziecie na siebie odpowiedzialnosci przyspiesza dojrzewanie, a ponoszenie konsekwencji zlych decyzji sprzyja lepszemu zrozumiemiu roli mezczyzny w rodzinie.
      Jednoczesnie ksiazka pomaga nauczyc sie dbac o siebie w zwiazku, oduczyc sie postawy meczennicy bez jednoczesnego eskalowania konfliktu z partnerem.
    • blue_romka Re: Małżeństwo raz jeszcze 19.05.11, 13:31
      Gdyby nie było dzieci, radziłabym Ci jedno- odejdź. Ponieważ są, nie jest to takie proste.
      Twój mąż się nie zmieni, więc przestań walczyć. Przyjmij pewne sprawy do wiadomości i skupiaj się na pozytywach, które jak piszesz są w Waszym związku.
      • verdana Re: Małżeństwo raz jeszcze 19.05.11, 15:16
        Czy Ty pracujesz zawodowo? Bo jesli tak, to rzeczywiscie cały dom, szczepienia itd + praca, to za dużo. Z tym, ze trzeba było od poczatku pewnych rzeczy po prostu nie robić...
        Ale jeśli Ty nie pracujesz, to czasem bylabym skłonna zgodzić się z facetem, ze jesli pracuje, a po pracy bawi sie z dziećmi - to wywiązuje się ze swoich obowiazków. No, chyba, ze to praca nie na pełen etat.
        • tola_i_tolek Re: Małżeństwo raz jeszcze 19.05.11, 16:00
          Ja teraz nie pracuje i rozumiem, że to są moje obowiązki, ale po przed urodzeniem drugiego dziecka pracowałam i wtedy też większosc spraw domowych była na mojej glowie, bo przecież moja praca była lżejsza i mniej stresująca. Zresztą teraz w weekendy , ja wymagam współpracy , a on jeszcze do niedawna twierdził, że weekend jest po to żeby odpoczął. A ja , kiedy mam odpocząć? Na szczęście w tej kwesti robimy postępy, ale to jest ciągła walka. Bo nawet jeśli on coś robi to w głębi duszy uważa, że to jest mój obowiązek, a on łaskawie mnie wyręcza.
          Poza tym najbardziej mnie wkurza, że on jest przekonany o własnej nieomylności. Jeśli się pokłócimy to ja się zastanowie nad swoim zachowaniem, spróbuję postawić się w jego sytuacji, czasem pogadam z przyjaciółką, żeby oceniła czy napewno byłam w porzadku, a on twardo trwa przy swoim i nic go nie przekona.
          • tully.makker Re: Małżeństwo raz jeszcze 19.05.11, 16:09
            Problemy z podzialem obowiazkow wystepuja nawet w najbardziej kochajacych sie zwiazkach i rodzinach. Co oczywiscie nie oznacza, ze mozna odpuscic - wrecz przeciwnie.

            Przekonanie o wlasnej racji jest tez wlasciwe wiekszosci mezczyzn. zamiast przem=konywac meza, radzilabym zostawic go w spokoju i pozwolic dojsc do wlasnych wnioskow w ciszy i spokoju. Uwaga - niektore okazy potrzebuja nawet tygodni ciszy i spokoju, by dojsc do wnioskow. I np - moj w zyciu nie przyzna sie, ze nie mial racji, czym chyba nie odbiega od sredniej, to, ze doszedl do wnioskow rozpoznaje po tym, ze buierze sie do robienia tego, co bylo przedmiotem konfliktu.

            Generalnie - dla mnie to, co opisujesz nie odbiega od standardowych problemow kazdego mlodego malzenstwa z malymi dziecmi. Moze teoj opis nie oddaje faktow, jesli tak to przepraszam.
            • tola_i_tolek Re: Małżeństwo raz jeszcze 19.05.11, 16:22
              Sama nie wiem, są dni kiedy jest bardzo dobrze, śmiesznie, ciekawie, a są takie, że jest mi smutno, przykro- jest bardzo wrażliwą osobą, może stąd moje rozterki. A może wymagam zbyt wiele, może takie jest po prostu życie.
              • pa.prot.ka1 Re: Małżeństwo raz jeszcze 19.05.11, 21:49
                tola_i_tolek napisała:
                > A może wymagam zbyt wiele, może takie jest po prostu życie.

                Nie, nie wymagasz zbyt wiele. Nie, życie takie nie jest.
                Ponosisz po prostu konsekwencje swojego wyboru. Wyszłaś za mąż ze strachu przed samotnością, z chęci założenia rodziny, bo zegar tykał. To nie są dobre powody. Wiedziałaś, w co się pakujesz i dobrowolnie to zrobiłaś. Voila! Moglibyście się rozstać, choć szkoda dzieciaków. Więc prawdopodobnie Ty już nigdy nie będziesz spokojna i szczęśliwa, zawsze będziesz ciągnąć ten życiowy wózek sama, bo Twój mąż się nie zmieni. To jest cena, którą płacisz za jedną głupią decyzję. Nie zazdroszczę.
            • blue_romka Tully, 19.05.11, 20:57
              ale Ty złagodniałaś ostatnio! Pozdrawiam :-)
              • tully.makker Re: Tully, 20.05.11, 10:02
                Jaaaaaaaaaa - nie, to chyba pomylka....

                Po prostu przezylam - przezylismy - bardzo ciezki kryzys partnerski, a jednak udalo sie nam go rozwiazac. I wiele bardzo zawdzieczamy temu, ze JA zmienilam swoje nastawienie i zachowanie, co sprawilo, ze chlop zyskal motywacje do wiekszego zaangazowania sie. Wierze w systemowe podejscie do terapii i ze zmiana jednego ogniiwa systemu moze wywolac zmianyw calej rodzinie.

                Lektura forum uswiadomila mi tez, ze moje oczekiwania sa raczej wysokie na tle sredniej krajowej - np jesli chodzi o podzial obowiazkow domowych - i ze chlop jednak jakos tam tez odbiega pozytywnie od sredniej w swoich reakcjach na te oczekiwania. Co nie zmienia faktu, ze po 10 latach nadal zdarzaja sie nam awantury o to, kto zrobi obiad i chyba zawsze beda sie zdarzac.
    • synek_lalinek Re: Małżeństwo raz jeszcze 19.05.11, 22:03
      Nóż mi się w kieszeni otwiera jak czytam historie uciemiężonych kobiet, które w dodatku dochodzą do wniosku, że "takie jest życie". Masz w domu totalnego egoistę widzącego tylko czubek własnego nosa. W dodatku nie przyjmującego do wiadomości żadnych argumentów i przekonanego o swojej nieomylności. Takie osoby kochają przede wszystkim siebie. Ty za to siebie nie kochasz skoro pozwoliłaś się tak potraktować.
      Nie wiem, co z tym zrobisz, nikt tu Ci tego nie doradzi. Musisz sama przeliczyć bilans zysków i strat. Na Twoim miejscu za zysk nie liczyłabym tego, że czasem mąż jest miły i czasem jest fajnie. Nawet przemocowcy przepraszają i żałują, co nie przeszkadza im uderzyć następnym razem. Pamiętaj, że życie masz jedno i zasługujesz na to, żeby być szczęśliwą.
    • nowy99 Re: Małżeństwo raz jeszcze 20.05.11, 22:58
      W osaczeniu przez problemy typowe dla zwiazkow, ja zlapalabym sie jednak tego ostatniego zdania, o tych wielu dobrych chwilach w waszym ukladzie.
      Raczej poprzez prosby bez pretensji namawialabym faceta do pomocy, do aktywnosci.
      Lepsze sa tez krotkie komunikaty typu wynies prosze smieci, nakarm prosze Zosie, anizeli: pomagaj mi w tym domu, w koncu jest nasz a nie tylko moj...
      Rozwaz tez, czy wasza bliskosc intymna jest dla ciebie satysfakcjonujaca. To tez element udanego zwiazku. I przez niego inne rzeczy moga ze strony meza jak i ciebie szwankowac.
      Ot zycie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Małżeństwo raz jeszcze 23.05.11, 07:54
      tola_i_tolek napisała:
      Biję się z myślami, czy trwać w tym, walczyć, wiem, ze on się nie zmieni, tylko
      > nie wiem czy ja będę w stanie kiedyś to zaakceptować , poczuć spokój, szczęści
      > e i już nie walczyć.
      > Z drugiej strony czy jak zostanę sama to nie będę żałowac- jest dużo dobrych ch
      > wil w naszym domu.

      Ten sam dylemat doprowadził Panią do małżeństwa, które teraz ocenia Pani jako nieudane. Czy też lepiej powiedzieć, nie przynoszącego spodziewanego szczęścia..
      Jasne, że trzeba ponieść tego konsekwencje. Ale może dla Pani ważne jest aby nie być samą, bez mężczyzny. Albo było ważne. Nawet jak się dziś, we współczesnej dobie, trudno do tego przyznać, to jest motywacja mówiąca więcej o Pani. Może warto się nad tym zastanowić, czego się Pani obawia. Ale odsunąć na chwilę argumenty : mam dzieci, rodzina jest ważna, itp. Zastanowić się nad sobą i swoimi lękami i potrzebami. Które są ważniejsze dla Pani jako bytu odrębnego.
      Tutaj wtrącę, że motywacja związana z tykającym zegarem biologicznym wbrew pozorom jest dla kobiety bardzo istotna i rządzi od początku jej życiem i rozwojem: biologicznym, który wpływa na rozwój psychiczni i psychoseksualny. Wiele z zachowań podejmowanych pod wpływem owego zegara jest nieświadomych, a następnie zracjonalizowanych. Zegar biologiczny kobiety nie dotyczy tylko posiadania dzieci ale też pojawiających cyklicznie miesiączek, ciąż, nadchodzącej menopauzy. To tyle tytułem drobnego wyjaśnienia.
      Dlatego mogę zrozumieć Pani decyzję. Załatwiła jeden aspekt, nie załatwiła innych. I z tym się teraz Pani boryka ,jako z kolejnym problemem.
      Może warto też przyjąć i taką perspektywę, że małżeństwo czy związek, choć niezwykle ważne, nie jest jedyną formą aktywności człowieka. I nie jedyną rolą w jakiej się satysfakcjonująco odnajduje i tylko ono ma zapewniać owo szczęście. Są inne sfery: zawodowa, społeczna, rodzinna, towarzyska, kobieca itp. Wymienione tutaj brzmią może zbyt generalnie i sucho, ale w niuansach mogą dawać poczucie spełnienia i szczęścia. A małżeństwo będzie, dajmy na to, poprawne.
      No, ale wybór należy do Pani. Wypowiedzi tutaj mogą nakreślić tylko jakąś odmienną perspektywę. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • iwoszka.0 Re: Małżeństwo raz jeszcze 23.05.11, 22:35
        Myslę że ma Pani wiele racji. Rzecz tylko w tym, że poprawny związek to i tak związek w duzym stopniu przegrany. Człowiek jest jednością tego, co intelektualne, emocjonalne i fizyczne. Brak, któregoś z tych składników okalecza. Poprawne małżeństwo to sytuacja, w której każdy z tych wymiarów funkcjnuje w innym miejscu. W efekcie mamy wszystko, ale każdy wymiar w innym miejscu.
        Najgorzej jest jednak wtedy, gdy wbrew wszystkiemu te trzy wymiary chcemy mieć w małeżeństwie. Wtedy zamiast poprawnej przegranej pojawia sie klęska.
Pełna wersja