Dodaj do ulubionych

Brak życia rodzinnego

20.05.11, 15:36
Trafiłam na to forum, w zasadzie nie wiem czy mój post nadaje się na nie bo nie jest o problemach rodzinnych a raczej o braku rodziny. Ale może ktoś coś pomoże. Ale do rzeczy. Mam 41 lat i jestem sama, właściwie od zawsze. Nigdy nie byłam chyba w takim prawdziwym związku z przyszłością. Oczywiście były jakieś znajomości, nawet sporo, jakieś spotykania się, niby związki bo ja nigdy nie czułam się w związku i nikogo nie nazywałam to mój narzeczony, partner ani nikt nie nazywał mnie swoja dziewczyną. Po 30 zaczęłam się trochę martwić, po 35 trochę bardziej, efekt był tylko taki, ze poznawałam więcej facetów, natomiast było tylko więcej porażek i nic z tego nie wynikało. Zgłosiłam się do psychologa, byłam nawet na 3 miesięcznej intensywnej terapii grupowej - codzienne spotkania, ale w zasadzie stwierdzono ze nic mi nie dolega, jestem że tak powiem "normalna", chwilowe depresje minęły. Mam normalną rodzinę, mój ojciec zmarł wiele lat temu, mam rodzeństwo, dobre stosunki z rodziną, mam przyjaciół, koleżenki, znajomych. Więc nie jest to tak, ze nie potrafię nawiązać bliskich relacji z ludżmi, mam bardzo dobre relacje. Jestem rozmowna, kontaktowa, mam bardzo samodzielny zawód wymagający wielu rozmów z obcymi ludźmi i radzę sobie w tym bardzo dobrze.
Nie wiem kompletnie co mi dolega :( Ale coraz bardziej się boję. Starzeję się, już nie to zdrowie, mam jakieś kłopoty z sercem, boję się że jak mi się cos stanie nawet nie zdążę zadzwonić po karetkę - mieszkam sama. Wiem, ze mama kiedyś odejdzie, teraz jak byłam chora tak ze nie moglam sie ruszyć z łózka przyjechała mama, inaczej nawet nie miał by mi kto podac wody. Rodzeństwo ma małe dzieci, swoje sprawy.
Czy jest na to wszystko jakaś rada? Zawsze wydawało mi sie, ze chce mieć rodzinę, męża dzieci, ale im jestem starsza tym bardziej jakoś to wszystko się oddala ode mnie, i coraz mniej w to wierzę. Był czas że mialam duzo optymizmu, wydawało mi sie ze to tylko kwestia czasu, że w koncu znajdę kogoś. Ale teraz już nie wiem...
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 15:42
      Kobieto, zlituj sie! masz 41 lat - ja za 2 miesiace bede miala tyle samo, jestes w kwiecie wieku, rozkwitasz intelektualnie, fizycznie i seksualnie, a ty piszesz, jakbys jus sie szykowala do grobu!

      Moze wlasnie w takim nastawieniu tkwi problem?
      • vikea Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 16:15
        No chyba nie bo takie myśli mam odkąd zaczęły się te kłopoty z sercem dopiero :) Ja się nie uważam za starą ale dla społeczeństwa jestem już panią w średnim wieku a nie młodą kobietą. A ty masz rodzinę i dzieci? Uważasz że 41 lat to świetny wiek na zamążpójście i dziecko ??
        • sebalda Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 16:38
          Ale na czym polegaly te dotychczasowe niepowodzenia w związkach? Czy Tobie coś nie odpowiadalo w facetach, czy raczej oni się po kolei odsuwali? Wiesz, jest taka obiegowa opinia, często niesprawiedliwa, ale czasami sluszna, że są kobiety ze zbyt wygórowanymi wymaganiami, czekające na księcia z bajki. Co oczywiście nie oznacza, że trzeba się zadowolić byle kim, ale jeśli kobieta bardzo pragnie być z kimś, jeśli cierpi będąc sama, w przeciwieństwie do zdeklarowanych, zadowolonych ze swojego życia singielek, to trzeba się zastanowić nad przyczyną.
          A najczęściej chyba jest tak, że po prostu ma się pecha i nie trafia na tego jedynego. Jeszcze częściej się trafia, a po kilku latach okazuje się, że to nie tylko nie byl ten jedyny, ale że się trafiło z deszczu pod rynnę:) To tak na pocieszenie.
          Mama faktycznie nie będzie zawsze Ci pomagala, a co z przyjaciółmi. Piszesz, że ich masz, ale czy to są prawdziwi przyjaciele? Dla prawdziwego przyjaciela zrobienie Ci zakupów i opieka w chorobie nie powinna byc problemem. A może te przyjaźnie są jednak powierzchowne, może faktycznie masz problemy z nawiązaniem prawdziwej bliskości?
          Bardzo Ci współczuję, ale też powiem, że mam wśród bliższych i dalszych znajomych bardzo dużo osób w sytuacji jak Twoja.
          • vikea Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 16:48
            Spotkałam facetów, z którymi chciałam być ale to oni mnie zostawiali, w całym swoim życiu zostawiłam tak naprawdę 2 czy 3. Mam wrażenie że oni nie traktowali mnie poważnie ale nie wiem dlaczego. Kilka przypadków było bardzo podobnych, mianowicie faceci podczas gdy spotykali sie ze mną szukali kogoś na boku tak myslę i nagle byłam zostawiana dla innej kobiety. Nie uslyszałam nigdy zadnych konkretnych zarzutów, najczęściej było tak ze zwijali się z horyzontu - brak odp na smsy, telefony, "nie ma mnie i nigdy tu nie było". Kilka razy miałam przez to załamanie nerwowe - bo byłam zakochana. Teraz z czasem chyba się już uodporniłam i tak nie cierpię, ale kosztem tego że się nie angażuję chyba..
            Ja z natury jestem wesoła i optymistyczna :) Bo to wszystko brzmi strasznie powaznie, ale ja nie jestem jakąś strasznie zdesperowaną, nieszczęśliwą kobietą. Żyję normalnie, mam pracę, którą lubię, spotykam się z ludźmi.
            Na przyjaciół oczywiście że mogę liczyć, na pewno pomogą jak trzeba, tak samo rodzina. Ale to nie to samo jak z kimś się mieszka i ktoś cie ma na oku, chodzi o to ze ja od jakiegoś czasu boję się mieszkać sama... Mam arytmię.
            Pozdrawiam.


        • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 23:08
          A ty masz rodzinę i dzieci? Uważasz że 41 lat to świe
          > tny wiek na zamążpójście i dziecko ??

          Moje 2 przyjaciolki urodzily pierwsze diecko po 40. Ja sama mam 40 lat i jestem w ciazy ( wprawdzie w trzeciej). Zdecydowanie nie czuje sie pania w srednim wieku, tylko mloda mama.
          • vikea Re: Brak życia rodzinnego 21.05.11, 09:48
            No ok. Wiesz ja też mam kolezankę która urodzila 2 dziecko w wieku 40 ale starła się o nie 3 lata. Poza tym ja nie mam dzieci jeszcze, a pierwsze po 40 to jednak coś innego. Poza tym mam już 41,5 dokładnie. Też nie czuję się stara ale każdy wiek ma swoje prawa :) To tylko Monica Bellucci rodzi w wieku 45 i to z in vitro.
            • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 18:28
              No tak, a moja przyjaciolka wpadla w wieku 40 lat z facetem znanym jej od kilku miesiecy. To jej pierwsze dziecko. Mala ma juz 6 lat, a oni sa wspaniala rodzina. Mozna mnostwo przytoczyc historii i nic z nich nie wynika oprocz tego, ze moze byc roznie.
              Mona tez oczywiscie miec dziecko bez faceta.

              Ciekawym przykladem jest moja ciotka, ktora sama nie chciala nigdy zalozyc rodziny ani miec dzieci, byla jednak bardzoi zzyta ze swoja siostrzenica ( moi) i do dzic dnia mam z nia wlasiwie blizsze relacje niz z moja matka. Ty nie jestes sama, masz rodzenstwo, oni maja dzieci, mozesz z nimi nawiazac bliskie wiezi - tylko mam wrazenie, ze ty bardziej myslisz o tym, co ty moglabyc dostac od nich, niz o tym, co sama moglabys dac...
              • vikea Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 20:59
                tylko mam wrazenie, ze ty bardziej myslisz o tym, co ty moglabyc dostac od nich
                > , niz o tym, co sama moglabys dac...
                >

                Bardzo przepraszam a możesz mi wyjaśnić na jakiej podstawie wysnułaś taki wniosek???????????????????????????
                • jadwiga1350 Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 21:08
                  Skoro nic nie przyniosły portale randkowe, żagle, studia, biblioteki,to może należy serio potraktować(zamiast wyśmiewać) pomysł Jagusi z pielgrzymką. Żeby iść na pielgrzymkę nie trzeba być koniecznie wierzącym(sprawdza to ktoś??), a ludzi tam multum, może uda się wyłuskać jakiegoś fajnego faceta? W każdym bądź razie spróbować nie zawadzi.
                  • verdana Re: Brak życia rodzinnego 23.05.11, 12:51
                    Nie da się, bo na pielgrzymkę chodza zazwyczaj tylko bardzo wierzacy faceci w średnim wieku. tacy, ktorzy raczej nie będą chcieli niewierzacej żony, a już niewierzacej i chodzacej na pielgrzymkę by kogoś sobie znaleźć - na 100% nie.
                    Pozostawaloby udawać wierzacą resztę życia, odpada.
      • calineczka_777 Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 16:31
        Nic dziwnego, ze masz nastroje depresyjne. Kazdy by je mial, jesliby tak dlugo nie byl w zwiazku. Eksperci wypowiedzieli sie, ze nie masz jakis zaburzen, traumatycznych przezyc itp., ktore by powodowaly ze nie umiesz byc z innym czlowiekiem. Twoj wiek jeszcze rokuje nadzieje, bo jeszcze mozesz zdazyc miec dzieci a wyjsc za maz to mozna dopoki sie zyje. :-) Byc moze mialas pecha i nikogo wartosciowego do tej pory nie znalazlas. Nie kazda kobieta znajduje meza w szkole, na podworku czy na studiach czy w pracy. Czasami trzeba pomoc szczesciu i zaczac samodzielnie intensywnie szukac. To cos jak szukanie pracy: jedni dostana prace dlatego, ze maja znajomosci i nawet nie musza sie wysilac, bo szef jest znajomym wujka i jeszcze go prosi o przyjscie do pracy. A sa tacy, ktorzy musza wyslac 1000 CV zanim znajda PORZADNA prace. Wiec wg mnie powinnas intensywnie wziac sie do pracy: badz aktywna na tylu portalach randkowych na ilu sie da, ewentualnie skorzystaj z biur matrymonialnych, opowiadaj wszystkim, ze ci z samotnoscia zle i chcesz poznac wartosciowego mezczyzne na stale (nie musisz od razu mowic o malzenstwie czy dzieciach, bo uznaja zes desperantka; mow, ze chcesz po prostu na stale miec zwiazek, milosc, seks itp.) Tak jak przy poszukiwaniu pracy: pokazuj sie z jak najlepszej strony, nawet jesli troche oklamiesz (np. mozesz na portalu radkowym wpisac kilka lat mniej, udawac dobra kucharke czy udawac podziw dla hobby ewentualnego kandydata). Wiem, ze to cynicznie brzmi, ale wiele kobiet tak robi by usidlic faceta i im sie udaje. Wiele ladnych, milych, wartosciowych dziewczyn zostaje same, bo nie umie grac jak wlasnie te aktoreczki. To takie moje smutne spostrzezenie. Ale tez jak ma sie odpowiednia motywacje to wszystkiego mozna sie nauczyc:-)
        • vikea Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 16:53
          Dzięki za podpowiedzi :) Pewnie nei uwierzysz ale ja z portali randkowych korzystam od około 8 lat! Tylko dlatego poznaję w ogóle jakichś facetów od czasu do czasu bo tak ot nie mam zadnej innej mozliwości. Był czas intensywnych poszukiwań, teraz chyba się już nimi zmęczylam bo nie ma żadnego efektu. Mam znajome, które z takich portali tez korzystały lub korzystaja i ich zdanie jest jedno - znaleźć tam faceta na życie to jak wygrać milion w toto lotka ;) Mnóstwo panów szuka zabawy i "odskoczni" od żony.
          • calineczka_777 Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 18:23
            vikea napisała:

            > Dzięki za podpowiedzi :) Pewnie nei uwierzysz ale ja z portali randkowych korzy
            > stam od około 8 lat! Tylko dlatego poznaję w ogóle jakichś facetów od czasu do
            > czasu bo tak ot nie mam zadnej innej mozliwości. Był czas intensywnych poszukiw
            > ań, teraz chyba się już nimi zmęczylam bo nie ma żadnego efektu. Mam znajome, k
            > tóre z takich portali tez korzystały lub korzystaja i ich zdanie jest jedno - z
            > naleźć tam faceta na życie to jak wygrać milion w toto lotka ;) Mnóstwo panów s
            > zuka zabawy i "odskoczni" od żony.

            Wierze ci. Ale sa rozne portale i rozni mezczyzni. Wiadomo, ze trzeba umiec rozdzielic plewy od ziarna ale to samo jest w realnym zyciu. Wiesz ilu zonatych i "zabawowych" panow mnie w realnym zyciu (nie w Internecie!) zaczepialo? Gdybym miala tylko dlatego zrezygnowac, to tez bym nie byla w zwiazku. Nic ci nie pozostaje innego jak szukac z zacisnietymi zebami, bo sam pan nie zapuka do twoich drzwi. Jesli widzisz, ze na danym portalu chodzi tylko o niezobowiazujacy seks to mozesz przeciez zrezygnowac ale to przeciez nie dotyczy wszystkich portali. Poza tym sa dobre biura matrymonialne, ktore bardziej indywidualnie zajma sie klientem. Oczywiscie nie kazde biuro jest dobre ale w Warszawie moja kolezanka szukala w ten sposob i wlasnie przez biuro znalazla. A tez byla juz w podobnym do ciebie wieku. To nie jest tak, ze tylko kobiety szukaja ale sa panowie, ktorzy tez szukaja drugiej polowki. Nie wszyscy sa zonaci i chca tylko seksu. Ewentualnie moze sie zdarzyc, ze taki pan jest po rozwodzie, z dziecmi - nie wiem czy ty akceptowalabys taka osobe. Bo duzo panow w twoim wieku to juz moze byc w takiej sytuacji.
              • jagusiia Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 19:40
                Ja bym Ci radziła, tylko uwaga nie śmiej się - kup sobie tygodnik katolicki Niedziela albo Gośc Niedzielny,mozna kupić w Niedzielę po Mszy Św, ale są też w kioskach, i tam jest rubryka towarzyska, pisze tam wiele osób samotnych i szukających 2 połówki, z róznych województw, myślę, ze tam raczej nie piszą mężczyzni szukający odskoczni od żon, naprawdę, myślę, ze tam mozna znalezc wartościową osobę. Nie pamietam, w której z tych gazet, ale chyba w Niedzieli widziałam tę rubrykę, myślę, ze tam mogłabyś znalezc kogoś odpowiedniego, jesli naprawdę biuro matrymonialne pobiera takie gaże to tu masz biur matrymonialne za frico :-) i czytelnicy Niedzieli to nie powinni być jacyć degeneraci czy żonaci faceci, to raczej osoby bardzo samotne i myślące poważnie o życiu jak Ty, albo chociaz wybierz się do Empiku czy Kiosku, albo Biblioteki, gdzie mają Niedzielę i Gościa Niedzielnego i spisz sobie numery interesujących Cię ofert i napisz do nich (na adres Niedzieli) do odważnych świat należy ! Powodzenia !!!
                • vikea Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 20:17
                  Dzięki ;) Jak ja agnostyk kupię Tygodnik Niedzielny to dopiero by był ubaw ;) Myślę, że jednak tam piszą mocno wierzący i chodzący do kościoła i ja się z takim człowiekiem nie dogadam a raczej on ze mną.
                  Ja mam wrażenie, ze mi rady gdzie znów szukac nie pomoga bo ja naprawdę szukałam już wszędzie i zrobiłam wszystko co mogłam.Jestem strasznie zmęczona tymi poszukiwaniami.. Może Pani Iwaszkiewicz coś pomoże??
              • calineczka_777 Re: Brak życia rodzinnego 23.05.11, 12:36
                e vikea napisała:

                > Biurami się tez interesowałam, niestety nie stać mnie na takie usługi. Biura po
                > bierają opłatę za pół roku z góry i koszt jest powyżej 1000 zł :(

                Nie wszystkie biura kosztuja az 1000 zl. Poza tym wiekszosc biur rozklada oplaty na raty. Widocznie nie chcialo ci sie szukac i po 1 biurze zrezygnowalas.
                • vikea Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 12:09
                  Wiesz, dla mnie zapłacić nawet 500 zł jest za duzo :) Poza tym nie ma żadnej gwarancji, uwazam że to zwykle wyrzucanie kasy, naprawdę dużo w zyciu wydaje się na zycie aby jeszcze wydawac na to, że jakieś biuro przedstawi mi kilku konserwatywnych panów, którzy będą nie z mojej bajki. Nie sądzę ze z takich biur korzystają osoby, jakie by mnie interesowały :)
                  • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 13:15
                    Wiesz, jesli masz 41 lat i tak kiepska sytuacje finasowa, ze problemem jest wylozenie 500pln, to moze powinnas jednak bardziej sie skupic na swoich sprawach zawodowych. Rodzina to cos, na cio musi cie byc stac - maz hopefully zarobi na siebie, ale juz na dzieci trzeba zapracowac. Wiesz, ile kosztuje glupi wozek, bedacy kropla w mozrzu potrzeb dziecka.
                    I wiesz, faceci, zwlaszcza w naszym wieku, tez umieja liczyc.
                    • vikea Re: Brak życia rodzinnego 26.05.11, 13:02
                      Wiesz nie mam kiepskiej sytuacji finansowej ale znam bardziej pozyteczne sposoby na wydanie 500 zł niż wyrzucanie na biura matrymonialne :) Nie wierzę w tą instytucję ani w to, ze z takich biur korzystają faceci mnie interesujący, po prostu. Znam osoby które z nich korzystaly i nikogo kto by w ten sposób poznał partnera, za to znam osoby które poznały partnerów, męzów, zony na portalach randkowych.
                    • vikea Re: Brak życia rodzinnego 26.05.11, 13:03
                      jadwiga1350 napisała:

                      > >jakieś biuro przedstawi mi kilku konserw
                      > > atywnych panów, którzy będą nie z mojej bajki.
                      >
                      > Dlaczego na pewno konserwatywnych i co złego jest w konserwatyzmie?

                      Tak jak pisałam nie moja bajka, nie jestem konserwatywna.
          • mruwa9 Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 20:36
            mysle, ze portale randkowe i biura matrymionialne okupuje specyficzna kategoria bywalcow- nie obraz sie, ale wlasnie takich nieudacznikow, ktorzy na sile i za wszelka cene probuja znalezc druga polowke, a znajomosc od poczatku nacechowana jest matrymionialnie. I to mi sie wydaje slepa uliczka, bo albo bedziesz trafiac na facetow, ktorzy licza na spotkanie zdeterminowanej kobiety, gotowej na wszystko, byle miec chlopa, albo na facetow, ktorych nie bez powodu nikt wczesniej nie chcial..
            nie da sie zmusic ani zaplanowac uczucia. Zamiast portali randkowych moze lepiej poswiecic sie pracy czy hobby, jezdzic na wycieczki, wyprawy, zostac wolontariuszem w hospicjum czy schronisku dla zwierzat, zapisac sie nam kurs jezykowy albo fotografii, kupic psa, czyli po prostu wyjsc do ludzi, spotykac sie z nimi, poznawac na gruncie towarzyskim, spolecznym, zawodowym, zamiast wyplakiwac sie na portalach czy na sile szukac meza w biurach matrymonialnych.
            • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 23:06
              > mysle, ze portale randkowe i biura matrymionialne okupuje specyficzna katego
              > ria bywalcow- nie obraz sie, ale wlasnie takich nieudacznikow, ktorzy na sile
              > i za wszelka cene probuja znalezc druga polowke,

              A ja mysle, ze bredzisz glupoty.
            • vikea Re: Brak życia rodzinnego 21.05.11, 09:53
              Też tak uważam. Tam nie ma normalnych facetów niestety :) Spotkałam przez te 8 lat tylu dziwaków ze nawet bym nie wiedziała że świat takich nosi ;) Ależ ja pracuję z tym ze mam pracę samodzielną i pracuję w domu, moi klienci to pary lub małżeństwa głównie, póki co w ciągu kilku lat pracy nie spotkałam zadnego kandydata na cokolwiek, to niestety u mnie nie jest źródło :( Mam psa. Wychodzę do ludzi. Jestem towarzyska ale bardzo duzo pracuję. Na kursy nie chodzę bo nie mam na to kasy. To kompletnie nic nie zmienia, nie zdarza mi się poznawać nikogo przypadkowo. Poza tym biura matr. to nie mój pomysł :) Ja je na pewno wykluczam.
              • jagusiia Re: Brak życia rodzinnego 21.05.11, 10:28
                Ja bym jednak radziła udać się na pielgrzymkę np. do Sanktuarium Św. Józefa w Kaliszu lub przez miesiąc modlić się do Św. Józefa lub innego świętego w intencji o znalezienie dobrego małżonka, gwarantuję efekty ! Spróbuj i za kilka miesięcy daj znać na forum, wiele moich koleżanek poznało w ten sposób swoich mężów, a też się śmiały, poznały mężów na pielgrzymce, lub bezposrednio po zakończeniu modlitwy w tej intecji, przy okazji odnowiły swoją wiarę, bo uwierzyły w istnienie Boga, który ich wysłuchał. Ja bym na Twoim miejscu spróbowała, nawet będąc agnostyczką, w końcu to niewielkie poświęcenie a rezultat może Cię uszczęśliwić. Polecam modlitwę do Św. Józefa przez miesiąc (30 dni) mówić codziennie nowennę do Św Józefa w intencji o znalezienie dobrego małżonka i zaraz po upływie 30 dni może być rezultat. Św Józef działa niezwykle skutecznie, jest patronem Rodzin, ja wiele zawdzięczam Jego wstawiennictwu, min uzdrowienie mojego synka z nieuleczalnej choroby (po miesiącu odmawiania nowenny w marcu, w kwietniu synek był uzdrowiony a przez 2 lata od urodzenia borykał sie z chorobą, która nie przechodzi wg aktualnego stanu wiedzy medycyny). Moja przyjaciółka była równie zdesperowana jak Ty, strasznie chciała mieć chłopaka, wyjść za maż, niestety zawsze zle lokowała uczucia i kolejni faceci zwyczajnie porzucali ją, była bardzo rozgoryczona, poszła na pielgrzymkę pieszą na Jasną Górę i modliła się w intencji o odnalezienie własciwej osoby, z którą stworzy rodzinę i zaraz po pielgrzymce poznała swojego aktualnego meża, na pielgrzymce była w wakacje a poznała go pod koniec sierpnia w pubie, są teraz zgodnym małżeństwem. Ty nie ma sz pewnie czasu i ochoty na takie wyczerpujące pielgrzymki ale mogłabyś się udać na 1 dzień do Kalisza, ofiarować Św. Józefowi jakieś postanowienie, wyrzeczenie, np. że........ jeśli Cię wysłucha, i modlić się 30 dni z ufnością do Św Józefa - litanią do św Józefa (zajmie Ci to dziennie 10 minut) nie warto spróbować ??? Św Józef jest potężnym Świętym i jest bliskim powiernikiem Boga, naprawdę może bardzo wiele. Św Teresa mówiła, że św Józef jest w stanie wyprosić u Boga wszystko i hojnie darzy łaskami, warto się do Niego modlić o orędownictwo u Boga, oczywiscie możesz się zaśmiać z mojej rady i dalej tkwić w swojej apatii i zniechęceniu, sama wiesz, że cięzko Ci będzie samodzielnie kogoś znaleźć a Św Józef może sprawić, że własciwa osoba sama się pojawi w Twoim życiu. Ja bym zaeksperymentowała... ale to Twoje życie i Twój wybór pozdrawiam
                  • jagusiia Re: Brak życia rodzinnego 21.05.11, 10:36
                    Święta Teresa z Avila w Księdze życia napisała: Pragnęłabym wszystkich pociągnąć do pobożnej czci tego chwalebnego Świętego - wiedząc z długoletniego doświadczenia, jak wiele dobra jest on mocen wyjednać nam u Boga. Nigdy jeszcze nie spotkałam nikogo, kto by prawdziwie miał do niego nabożeństwo i szczególną mu cześć oddawał i nie osiągnął coraz większych korzyści w cnocie, bo w sposób dziwnie skuteczny wspomaga każdą duszę, która się mu poleca. Od wielu już lat, o ile pamiętam, co roku w dzień święta jego proszę go o jakąś łaskę i zawsze ją otrzymuję, a jeśli prośba moja jest w czymś niewłaściwa, on ją zawsze sprostuje dla większego dobra mego. (...) Proszę (...) każdego, kto by mi nie wierzył, niech spróbuje, a z własnego doświadczenia przekona się, jak dobra i pożyteczna to rzecz, polecać się temu chwalebnemu Patriarsze i go czcić.
                    ps
                    agnostyk nie oznacza, ze człowiek ten odrzuca wiarę
                    chyba ty nie rozumiesz tego słowa
                    • triss_merigold6 Re: Brak życia rodzinnego 21.05.11, 10:48
                      Bez wnikania w teologiczne szczegóły, agnostykowi w praktyce po prostu lotto czy istnieje istota najwyższa czy nie i nie praktykuje. Znaczy: nie modli się, nie chodzi do kościoła, nie przystępuje do komunii etc.
                      Nie można uwierzyć na czyjąś prośbę, nieprzypadkowo mówi się o "łasce wiary".
                      Mnie lotto tym bardziej, że jestem ateistką i rady w zakresie modlitwy/pielgrzymki w intencji znalezienia męża, zwyczajnie mnie śmieszą. Identycznie skuteczne byłoby śpiewanie "Hej, sokoły" regularnie o poranku.
                • ira_07 Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 15:37
                  > Ja bym jednak radziła udać się na pielgrzymkę np. do Sanktuarium Św. Józefa w K
                  > aliszu lub przez miesiąc modlić się do Św. Józefa lub innego świętego w intencj
                  > i o znalezienie dobrego małżonka, gwarantuję efekty

                  Przerażające. Zamiast do Jezusa, jak w urzędzie - każdy święty od innej "intencji", do którego w dodatku trzeba się udać. A przecież o cokolwiek poprosimy w imieniu Jezusa, otrzymamy! Tym bardziej dziwny pomysł, ze laska jest agnostyczką. Ty poszłabyć się modlić o męza do Mekki:P?

                  Polecam modlitwę do Św. Józefa przez miesiąc (30 dni) mówić codziennie nowen
                  > nę do Św Józefa w intencji o znalezienie dobrego małżonka i zaraz po upływie 30
                  > dni może być rezultat.

                  A 29 dni nie wystarczy? 30 dni i rezultat, jak z prochami na odchudzanie?

                  Modlitwa działa. Sama, kiedy się zakochałam, prosiłam Boga w imię Jezusa. Ale jak chrześcijanin może odprawiać takie czary mary: 30 modlitw do św. X. A co, Y juz nie pomoże, mniej święty?

                  Św Teresa mówiła, że św Józef jest w stanie wyprosić u Boga wszystko i h
                  > ojnie darzy łaskami

                  A biblijna podstawa? Jezus mówił, ze w jego imieniu można wyprosić wszystko. On jest JEDYNYM pośrednikiem. Przerażające to co piszesz.

                  Ja wierzę w skuteczność modlitwy, ale nie polecałabym agnostyczce, no jak niby to sobie wyobrażasz?
      • jagusiia Re: Brak życia rodzinnego 20.05.11, 16:32
        > Kobieto, zlituj sie! masz 41 lat - ja za 2 miesiace bede miala tyle samo, jeste
        > s w kwiecie wieku, rozkwitasz intelektualnie, fizycznie i seksualnie,

        To to chyba lekka przesada, nikogo nie obrazając, ja kiedy byłam w ciąży w wieku 26 lat zostałam przez ginekologów zaliczona do "starych pierwiastek", tak kobiety po 25 roku życia rodzące pierwsze dziecko, to STARE PIERWIASTKI, więc w wieku 41 lat nie można powiedzieć (obiektywnie), ze ktoś rozkwita fizycznie czy seksualnie (oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie tak się czuć). Ale w tym wieku mozna zbudować trwały i szczęśliwy związek i urodzić dziecko, teraz w związku z zachodnim modelem życia, wiele par późno zawiera związki małżeńskie i kobiety późno rodzą dzieci, nikogo to specjalnie nie dziwi, zdarzają się większe problemy z zajściem i utrzymaniem ciąży, ale nie zawsze.
        • adamantia Re: Brak życia rodzinnego 27.05.11, 19:24
          jagusiia napisała:
          > kiedy byłam w ciąży w wieku 26 lat zostałam przez ginekologów zaliczona do "starych pierwiastek",

          Czyżbyś była w ciąży w latach 1950?

          >tak kobiety po 25 roku życia rodzące pierwsze dziecko, to STARE PIERWIASTKI

          Bzdura:
          "Takie pojęcie jak „stara pierwiastka” dotyczy obecnie 35-letnich kobiet w pierwszej ciąży. "
          Prof. dr hab. med. Romuald Dębski. Ordynator oddziału klinicznego Położnictwa i Ginekologii w Szpitalu Klinicznym im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie.
          ebobas.pl/artykuly/czytaj/89/zdrowie/kobieta-30-i-pierwsza-ciaza

          A propos, obecnie średni wiek rodzenia pierwszego dziecka w Polsce to ok 26 lat.
    • vikea Re: Brak życia rodzinnego 21.05.11, 10:17
      Tak się zastanawiam czy wy naprawdę poznałyście swoich mężów, facetów przypadkiem na ulicy? Na imprezie? Przez "wychodzenie z domu"? Bo mi się to nigdy nie zdarzyło odkad skończyłam 25 lat. Nikt nie zaczepia a jeżeli już zaczepia to są albo podpite typki albo panowie pod 60 tkę. Tacy nawet mili i szarmanccy, coś tam zagadaja no ale przecież to nie kandyadci na związek :) Inne przypadki mi się nie zdarzają. Gdyby nie portale randkowe nie poznawała bym kompletnie nikogo. Znów na portalach nie spotykam facetów szukających na serio - spotkałam może 2 czy 3 i byłam w takich znajomosciach ale się nie udało. Stąd jakieś błędne kolo :(
      • jagusiia Re: Brak życia rodzinnego 21.05.11, 10:58
        myślę, ze naprawdę jestes w ciężkiej sytuacji i szczerze Ci współczuję, dlatego tak Cię zachęcam zrzucić ten problem na Św Józefa i niech On działa...! Masz całkowitą rację, ze w Twoim wieku ciężko znalezc własciwą osobę, w tym wieku to już raczej ludzie wiąża się ze sobą z pomocą wszelkiego rodzaju swatek, ciotek,sąsiadek itp. To naturalne, że wieku do 25 kiedy studiujemy prowadzimy ożywione życie towarzyskie i jeśli w tym czasie nie poznamy partnera, pózniej jest coraz trudniej. Zależy jeszcze od rodzaju i specyfiki pracy, czy można w niej również poznawać nowych ludzi, ale jak sama piszesz, Twoja praca do takich nie należy. Życie towarzyskie stopniowo się wycisza, ponieważ znajomi zawierają związki małżeńskie, mają dzieci i raczej obracają się w naturalnym dla siebie towarzystwie znajomych rodzin, nie wykluczając oczywiście osób samotnych, ale te mają z nimi mniej wspólnych spraw do omówienia, punktów stycznych i często ich życie towarzyskie zamiera, szczególnie jesli nie są specjalnie przebojowi. Coraz trudniej o jakieś okazje do wyjscia i poznania nowych ludzi, pozostaje poznawanie ich na odległosc, w sieci a tu można się mocno poparzyć. Z każdym rokiem coraz trudniej a zegar biologiczny tyka i nie zatrzymuje się ani na sekundę. Krąg przyjaciów zacieśnia się a w każdym razie nie poszerza i stopniowo narasta frustracja i zniechęcenie. Tak jest w większości przypadków, osobom tym często pomagają sąsiedzi, życzliwe ciocie swatając je ze swoimi w podobnej sytuacji znajdujacymi się "kawalerami" itp. a samej takiej osobie cieżko sobie poradzić i przezwycieżyć samotność. Jesli pytasz gdzie poznaliście swoich mężów, ja poznałam swojego na wakacjach, ale miałam wtedy 16 czy 17 lat i nie byłam specjalnie wierząca, nie modliłam się itd, jednak byłam już tak samotna (mimo tak młodego wieku, to ten wiek, gdy koleżanki miały już swoich chłopaków, burza hormonów wiadomo okres dojrzewania) czułam coś takiego jak Ty, dlatego tak Ci współczuję, ze kiedys w pewnej chwili padłam na kolana w swoim pokoju ze łzami w oczach i mówię: Boże, proszę, znajdź mi własciwego chłopaka, tu pomyslałam sobie o kilku takich, do których wzdychałam i mówię, Panie Ty mi wybierz tego, który byłby najbardziej odpowiedni dla mnie, tylko byle bym nie była dłuzej samotna, i tak w niedługim czasie poznałam mojego męża w tak młodym wieku, każdego dnia powinnam dziękować za niego Bogu (choc nie codziennie pamiętam, to uczynić) taki jest wspaniały i dobry dla mnie i dla dzieci. Tak jak czasem pomyślę, to było najlepsze co zrobić mogłam, oddać tę sprawę Panu Bogu. Gdybym sama znalazła sobie męża, bardzo prawdopodobne, że nie byłabym szczęsliwa. Dodam, że mój mąz cieszył się wielkim powodzeniem, kobiety za nim szalały, wszędzie było ich koło niego pełno a wybrał własnie mnie. To była interwencja Boża, bo ja byłam raczej taką osobą spokojną, wycofaną jak Ty. Dlatego zachęcam Cię, do powierzenia sprawy Św. Józefowi. Powodzenia!
        • emilly_davisson Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 02:12
          Problem w tym, że założycielka wątku jako agnostyczka akurat do św. Józefa niekoniecznie będzie przekonana: ostatecznie On: nie miał rodzonych dzieci, nie żył w prawdziwym związku małżeńskim, bo było to tzw. "białe małżeństwo", miał mniej więcej trzykrotnie młodszą od siebie żonę, z którą Go zeswatano, no i dość szybko zmarł, jak na obecnie przyjęte normy, pozostawiając żonę, która w zasadzie została bez środków do życia.

          Nie chcę być złośliwa, ale jeśli ten Twój post jest na serio, to jest KOSZMARNIE dołujący dla wszystkich samotnych (nawet tych w związkach, ale nieszczęśliwych). Samotne kobiety w pewnym wieku, nawet, jeśli są samotne z wyboru, albo samotne tylko przez chwilę albo samotne i już, a nie daj Boże - samotne i na dodatek panny, nie rozwódki - właśnie przez takie traktowanie przez "szczęśliwe młode matki z dziećmi" , jak opisujesz, czują się wyjątkowo dennie: szczególnie, jak muszą wysłuchiwać tych wszystkich współczujących niby bzdur o swoim nieszczęściu, niespełnieniu macierzyńskim, niedoborze seksu itp., sprawozdań z imprez na mieście (bez dzieci!) na które były zaproszone tylko pary itd.

          Czterdziestolatko, głowa do góry: przecież wiesz, że spory % zamężnych kobiet zamężnych w Twoim wieku, od lat tkwi w nieudanych małżeństwach:, od lat nie rozmawia ani nie sypia z mężami (albo sypia raz na tydzień, z zerową przyjemnością, mając świadomość, że za cienkimi drzwiami na kanapie leży cierpiąca na bezsenność teściowa, która de facto od kilku lat miesza w tym salonie, bo przecież ktoś musi się zaopiekować małymi dziećmi), od lat patrzy, jak mężowi rośnie przed telewizorem wielki, piwny brzuszysko, od lat przez 234 dni w roku, w tym większość weekendów jest zmuszona słuchać wrzasków kolejnych speakerów relacjonujących kolejną sezonową imprezę sportową, od lat jest zmuszona do pędzenia z wywieszonym językiem po pracy do dzieci do domu, bo mąż znowu pracuje do późna/ ma drugą zmianę/kurs/zebranie/spotkanie z kolegami/mecz/koszykówkę/przegląd samochodu/ritd., i jeszcze na dodatek pewnego dnia odkrywa, jakie piękne komplementy potrafi mówić jej mąż-niemowa całkiem obcym babom z pracy/kuzynkom/żonom znajomych/siostrzenicom itp.


          • ira_07 Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 15:56
            nie miał rodzonych dzieci, nie żył
            > w prawdziwym związku małżeńskim, bo było to tzw. "białe małżeństwo"

            Biblia mówi, że nie obcował z nią, dopóki nie urodziła Jezusa. Na jakiej podstawie twierdzisz, że było inaczej? O braku dzieci też nie wiemy, przeciwnie, mowa w Biblii o braciach i siostrach Jezusa. Może to byli kuzyni, może nie. Nie wiadomo, w planie zbawienia to nieistotne, serio.
              • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 31.05.11, 13:22
                Widze, zes w Nowym Testamencie nieoczytana - tak, mial. Kosciol bardoz sie gimnastykuje, by to wytlumaczyc, nam na religi ksiadz serwowal wersje, ze Jozef gdy miria nie chciala z nim wspolzyc mial prawo, by wziac sobie druga zone i z niego skorzystal.

                No bo inaczej nie byloby Maryi zawsze dziewicy, hehe.
        • ira_07 Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 15:54
          myślę, ze naprawdę jestes w ciężkiej sytuacji i szczerze Ci współczuję, dlatego
          > tak Cię zachęcam zrzucić ten problem na Św Józefa i niech On działa...!

          Jak i przelewanie jaja nad głową. Co może zrobić CZŁOWIEK, który umarł? Piszesz jak o proszku do prania. Działa!

          Tak jak czasem pomyślę, to było najlepsze co zro
          > bić mogłam, oddać tę sprawę Panu Bogu.

          Bogu tak, ale św. Józef to człowiek.
      • marianka_marianka Re: Brak życia rodzinnego 21.05.11, 16:58
        vikea napisała:
        Tak się zastanawiam czy wy naprawdę poznałyście swoich mężów, facetów przypadkiem na ulicy? Na imprezie? Przez "wychodzenie z domu"?


        Poznałam mojego męża na wakacyjnej imprezie w miejscowości, w której spędzałam wakacje między pierwszym a drugim rokiem studiów. Na studiach poznałam mnóstwo sympatycznych chłopaków, z których na pewno wyłuskałabym jakiegoś kandydata na życiowego partnera, gdybym już nie była zajęta.
        Moim zdaniem czas nauki, studiów, wyjazd do dużego miasta jest najlepszą i chyba w większości przypadków jedyną tak szeroką możliwością szukania i wypróbowywania kandydatów do poważniejszego związku. Chyba tylko wówczas jesteśmy elastyczni, skłonni do ustępstw i kompromisów, z biegiem lat jest tylko gorzej.
        Vikea, trudno Ci proponować uganianie się po klubach, czy dyskotekach. Sama bym tego nie robiła. Już szybciej jak podpowiada Triss - odwiedzanie niszowych klubów, czy przytulnych knajpek z zaprzyjaźnioną koleżanką, myślę że w takich miejscach mogłabyś poznać kogoś wartościowego.
        Pomijając aspekt religijny jagusiia też podsuwa pomysł z ogłoszeniami w gazetach, osobiście zdarzyło mi się z ciekawości przeczytać w lokalnych dziennikach rubrykę towarzyską. I zwróciłam uwagę, że niektórzy wyraźnie podkreślają że interesują ich wyłącznie poważne oferty, żadne tam romanse czy jednorazowe przygody nie wchodzą w grę.
        Myślałaś o zapisaniu się do większej biblioteki? Ja dużo czytam i swego czasu byłam tam częstym gościem. Wiem, że panie bibliotekarki miały sporą wiedzę o odwiedzających i po zaprzyjaźnieniu się z którąś z nich zapewne dowiedziałabyś się co nieco o samotnych, oczytanych mężczyznach i istniałaby spora szansa na poznanie któregoś z nich.
        Życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki;-)
        Pochwal się na forum, jak uda Ci się poznać kogoś rokującego na poważny związek.


        • vikea Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 01:50
          Marianka, ja szkołę srednią konczyłam typowo babską zero facetów a na studiach na moim roku było może z 6 chłopa, z czego 80% zajętych, a reszta za młoda :)) Kończyłam zaoczne jak już pracowałam. Pomysł z pubami był już, kiedyś połaziłyśmy trochę z koleżanką, efekt był żaden. Ogloszenia, a myslisz że będa bardziej skuteczne niż portale randkowe? Na portalach tez faceci piszą że szukają na serio! A jakże :) Częśc faktycznie znajduje a częśc tkwi tam latami z tym samym dawno nieaktualnym zdjęciem. Na pewno sa też osoby szukające na serio ja mam tylko wrażenie ze nie szukają akurat mnie.. Przynajmniej tak wynika z moich doświadczeń.
          Eh żebyś wiedziała ile się nalazilam do bibliotek podczas 2 kierunków studiów, chyba już wystarczy ;) Nie przypominam sobie abym kiedykolwiek kogokolwiek poznala w bibliotece.
          Eh pewnie się pochwalę ale nie wiem, ja juz po prostu wyczerpałam wszystkie pomysły.
          A propos wychodzenia dziś cały dzień spędzilam pzoa domem i jutro też będę łazić zeby nie bylo :) Ale cóz z tego, fajnie jest, miło, wychodzę ze znajomymi i wracam do domu sama.
          • mamameg Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 06:42
            Do biblioteki chodzę od dzieciństwa
            raz w tygodniu, a jeszcze nikogo nie poznałam, ani kobiety ani mężczyzny:)
            Portale randkowe myślę, że obecnie są odpowiednikami takich dyskotek czy klubów, w klubach też dużo mężczyzn szuka łatwego seksu, można trafić na kogoś żonatego czy pokręconego a można spotkać kogoś z kim się stworzy udany związek.
            W dużych miastach są spotkania dla singli, moja koleżanka która też długo nie mogła trafić na kogoś wartościowego, na takim spotkaniu poznała obecnego męża.
          • mruwa9 Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 10:04
            Marny ze mnie psycholog, ale wydaje mi sie, ze za bardzo chcesz. I ze to rzutuje na twoje zachowanie, kazda potencjalna meska znajomosc byc moze podswiadomie traktujesz jako te Wlasciwa Szanse Na Zwiazek, co jest zauwazalne dla drugiej strony ( i ploszy ja, sila rzeczy). To trudne, ale idealnie byloby po prostu wyluzowac, na zasadzie- co ma byc, to bedzie. Troche pechowo, ze na gruncie szkolnym, studenckim i zawodowym obracalas sie glownie w babskim towarzystwie. Warto to teraz naprawic, ale niekoniecznie od razu z podswiadomym nastawieniem matrymonialnym, ale w ogole, zeby spotykac ciekawych ludzi. Czyli na przyklad- moze wyprawy w gory z jakas grupa , wyprawy trekkingowe, jesli to lezy w sferze Twoich zainteresowan i mozliwosci, moze zeglarstwo, nie odmawiaj udzialu w imprezach i weselach, na ktore jestes zapraszana. Czyli szeroko pojete "wyjscie miedzy ludzi".
            • vikea Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 15:06
              Mruwa już były takie pomysły ale nie wydaje mi się. Ja raczej mam obawy ze ja nie chcę :-/ Tzn. nie chcę być sama ale z drugiej strony jakoś zupełnie nie wyobrażam sobie bycia z kimś na dobre, może dlatego ze nigdy nie byłam, jakoś wydaje mi się to obce, nieznane.
              Dam głowę, że moje zachowanie nie wskazuje na żadną desperację, moi znajomi nic takiego nie zauważyli pytałam. Podobno zachowuje się normalnie, przyjacielsko, sympatycznie.
              Ja juz dawno wyluzowalam :)) Ale to nic nie zmieniło, nic nie zmienia też podejście sam się znajdzie, jak wyluzowalam na maksa to efekt jest taki ze od pazdziernika zeszłego roku jestem kompletnie sama.
              O wychodzeniu do ludzi juz pisalam, wuchodzę bez przerwy :))) Jak pisała na górze dziewczyna nie poznaje się ludzi przez wychodzenie, nei w moim wieku.
          • skwargosia Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 11:16
            jestem wprawdzie trochę starsza od Ciebie i po tzw. przejściach , więc kompletnie nie pojmuję po jakiego licha szukasz z taką determinacja jakiegoś faceta.
            z Twoich wypowiedzi wynika (założywszy , że piszesz prawdę) , że masz rodzinę , przyjaciół , pracę jesteś towarzyska , wychodzisz na spotkania - żyjesz z tego co rozumiem intensywnie, mnie się jawisz jako osoba szalenie sympatyczna i fajna. nie każdy musi mieć męża i dzieci. daj losowi zadziałać może z czasem poznasz kogoś naprawdę wartościowego. portale randkowe to moim zdaniem kompletna porażka , ale to już sprawdziłaś. pewnie nie uwierzysz ale wiele osób marzy o spokoju w samotności tak już jest ten świat urządzony , każdemu brakuje czegoś innego i nikt nie ma wszystkiego. moim zdaniem masz napady lękowe a to można leczyć niekoniecznie fundując sobie w domowe pielesze faceta. powodzenia. nie szukaj na siłę!!!
            • triss_merigold6 Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 11:29
              Ja pojmuję, a też jestem po przejściach. Normalnie, rodzice czy znajomi nie zastąpią własnych dzieci i własnej rodziny, spędzania czasu razem czy regularnego seksu. Niewiele osób idealnie odnajduje się w samotności.
              • skwargosia Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 11:45
                mam dzieci , życie rodzinne z "regularnym seksem" trochę gorzej , ale to dziedzina życia nieco inna niż sprzątanie i mycie. seks przewidywalny i codzienny i to dla mnie nuda. nie czuję się osobą samotną i taka też postrzegam autorkę wątku. opinię napisałam na podstawie swoich doświadczeń i wypowiedzi Vikea.
                • triss_merigold6 Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 11:59
                  Skoro masz dzieci (zakładam, że nieletnie) to trudno, żebyś czuła się tak samotna, jak ktoś kto mieszka sam i dzieci nie posiada. Ja rozumiem, że przy codziennym sajgonie można tęsknić do chwil samotności, cieszyc się, że wszyscy wybyli z domu i jest święty spokój etc. ale w wieku 30+ lat życie bez dzieci i bez partnera - zwłaszcza jeśli pragnęło się tych dzieci i partnera - jawi mi się jako mało fajne. W/w nie dotyczy samotnych z wyboru, a autorka nie jest samotna z wyboru tylko z konieczności, wbrew swoim marzeniom, planom i chęciom.
                  • skwargosia Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 12:07
                    mam dzieci już dorosłe. nie rozumiem dlaczego zakładasz ,że nieletnie??? niestety wartością dla niektórych ludzi jest tylko mąż i dzieci nic poza tym a jak ich nie ma to samotność. przeczytaj to co napisałam w pierwszej odpowiedz do autorki wątku Triss. nie wdajęsie a Tobą w dalszą dyskusję , po prostu chcę odpowiedzieć fajnej dziewczynie i tyle.
                    • mamapodziomka Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 13:17
                      Ale dlaczego zakladasz, ze jesli dziewczyna chce miec meza/dzieci to dzieje sie tak dlatego, ze czuje sie mniej wartosciowa? Przeciez to jedno z drugim nie ma nic wspolnego. Mialabym ochote miec trzecie dziecko nie dlatego przeciez, ze z dwojka jestem nic nie warta ;)))

                      A szukanie faceta to faktycznie upierdliwa sprawa, portale randkowe bywaja okropne, a chodzenie na "pierwsze randki" jest, no bleeee. Ale czasem sie udaje w zaskakujacy sposob. Po rozwodzie bylam w krotkim zwiazku z pewnym buckiem z sympatii, ale bucek mial przyjaciela, z ktorym i ja sie zaprzyjaznilam. Przez jakis czas sie tylko przyjaznilismy, bo przyjaciel przezywal swoj wlasny rozwod, potem wzajemnie pilnowalismy sobie dzieci i komentowalismy nieudane randki, a potem jakos tak przestalismy szukac ;) Od czterech i pol roku mieszkamy razem i mamy polroczna corke. Takze wielkie dzieki dla symaptii i buckow na niej ;)))

                      A z perspektywy samotnosci, nieudanego malzenstwa, samotnego macierzynstwa i udanego zwiazku, to kolejnosc jest dla mnie jasna: nieudane malzenstwo na samym koncu, samej ze soba nie bylo mi zle, ale gdybym miala wybierac, to dziecko chcialabym miec i tak, nawet sama, ale na pierwszym miejscu jednak stawiam udany zwiazek. Dla kazdego ta hierarchia bedzie inna, trudno komus wmawiac, ze moja jest lepsza, a bez dzieci i meza bedzie mu na pewno lepiej, skoro tak nie czuje ;)))
                      • vikea Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 15:16
                        Super to co napisałaś :) Bardzo sie zgadzam. Ja sie wcale nie czuję mniej wartosciowa, może tylko trochę dziwna ale dziwne nie znaczy gorsze :)), no i nie mogę przez całe zycie zrozumieć dlaczego u mnie tak to wyszlo bo generalnie wydaje mi sie ze jestem dosyc normalna... Więc niby dlaczego nie mam mieć jak 90% społeczeństwa własnej rodziny.
                        Jeśli chodzi o hierarchię to u mnie jest aktualna rodzina: rodzice, rodzeństwo i ich dzieci, potem moja praca (no trudno ale daje mi ogromną satysfakcję i dzięki niej mam gdzie mieszkać i co jeść), potem facet i związek a tego konsekwencją dzieci. Potem podróże, rozrywki, przyjaciele itp.
                        • calineczka_777 Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, :-( 23.05.11, 12:42
                          vikea napisała:

                          > Jeśli chodzi o hierarchię to u mnie jest aktualna rodzina: rodzice, rodzeństwo
                          > i ich dzieci, potem moja praca (no trudno ale daje mi ogromną satysfakcję i dzi
                          > ęki niej mam gdzie mieszkać i co jeść), potem facet i związek a tego konsekwenc
                          > ją dzieci. Potem podróże, rozrywki, przyjaciele itp.

                          Nie obraz sie, ale to typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci czy coreczki tatusia:-( Jeslibym spotkala 40-letniego mezczyzne, dla ktorego ja jako kobieta bylabym na przedostatnim miejscu to bym z tego zwiazku uciekla. Ty nawet dzieci swojego rodzenstwa stawiasz wyzej niz mezczyzne i zwiazek i jako konsekwencja tego WLASNE dzieci. Przeczytaj sobie jeszcze raz to co napisalas powyzej. :-(
                            • tully.makker Re: Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, 23.05.11, 14:57
                              No ale faktem jest, ze gdy u dojrzalej osoby rodzice stoja na pierwszym miejscu, to raczej nie jest normalne? ja mam bliskie wiezi z rodzicami, podobnie moj chlop (jestesmy w wieku zblizonym do autorki watku) ale nigdy bym nie powiedziala, ze rodzice sa dla ktoregos z nas jednym z priorytetow...
                            • calineczka_777 Re: Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, 23.05.11, 15:17
                              verdana napisała:

                              > Gdyby aktualnie hierarchia byla inna - czyli najwazniejszy jest nieistniejacy f
                              > acet i nieistniejąca rodzina - to dopiero bylaby zaburzona hierarchia.
                              >

                              Verdano, ale zalozycielka postu byla przeciez w zwiazkach z mezczyznami. Czyli miala szanse na stworzenie rodziny, posiadanie dzieci itp. Ona pisala przeciez, ze tak bylo i ze oni z niezrozumialych powodow dla niej odchodzili od niej. Ciekawe czy taka hierarchia, gdzie mezczyzna oraz wlasne dziecko z nim jest na 4 miejscu nie miala tutaj jakiegos znaczenia dla tego, ze tak sie losy autorki postu potoczyly? Ja bym nie chciala zwiazku z taka osoba. Sama 41-letnia (!) autorka postu pisala przeciez, ze na 1. miejscu sa rodzice, na 2. miejscu rodzenstwo i ich dzieci, na 3. praca a dopiero na 4. jej mezczyzna, zwiazek i konsekwencje tego zwiazku (ona tak to nazwala), czyli JEJ dzieci!!!!!! Przeczytaj sobie dokladnie ten post.
                              • calineczka_777 Re: Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, 23.05.11, 15:37
                                Uwazam, ze gdyby autorka postu miala inna hierarchie to by pewnie juz miala wlasna rodzine. Oczywiscie, ze jest trudno o wartosciowego mezczyzne, ale jesli ktos naprawde chce wyjsc za maz to wyjdzie. Ewentualnie nie wyjdzie za wymarzonego ksiecia ale porzadnego mezczyzne znajdzie. Tylko do tego trzeba m.in. pewnego egoizmu i uporu, tzn. na pierwszym planie trzeba postawic siebie i swoja chec zalozenia rodziny. Fajnie, ze rodzenstwo ma dzieci, ale to nie sa twoje dzieci i nigdy nie beda. Jesli sie stawia tak jak autorka postu dzieci rodzenstwa przed swoim partnerem i swoimi (przyszlymi) dziecmi jako konsekwencja zwiazku z mezczyzna to tak jakby sie nie walczylo o swoje szczescie. Autorka postu zbyt zyje cudzym szczesciem a sama nie chce z jakims tam powodow postawic swojego zycia na pierwszym planie.Ja to tak widze.
                                W wielu rodzinach jest taka instytucja ciotki-starej panny, ktorej "sie nie udalo". Ona przychodzi do dzieci rodzenstwa, jest zapraszana na Wigilie (bo inaczej przeciez bedzie siedziala samotnie), najczesciej taka osoba bardzo kocha cudze dzieci (bo dzieci siostry czy brata to cudze dzieci, to nie sa dzieci "ciotki-starej panny"i nigdy nie beda uznawala takiej ciotki za mame). Czesto to taka "ciotka-stara panna" daje najdrozsze prezenty dzieciakom siostry czy brata. Wszyscy sa szczesliwi, bo przeciez ciotka ma pieniadze, bo nie ma wlasnych dzieci, wiec w koncu co w tym dziwnego, ze wymaga sie od niej zeby dawala drozsze prezenty czy pomagala (nieodplatnie) przy (nie swoich w koncu) dzieciach? Tym sposobem taka ciotka jakby akceptuje swoj status quo, ze pozostanie bezdzietna i nie walczy o wlasne dzieci, bo mysli, ze przeciez ma rodzine. Ale to jest zludne myslenie. Ona zapomina, ze to jest rodzina z dziecinstwa, ktora powinna opuscic jako osoba dorosla. Opuszczenie nie oznacza oczywiscie braku kontaktow. Oznacza po prostu, ze trzeba byc nieco egoista i postawic siebie i swoj dorosly zwiazek z mezczyzna na 1. miejscu. Bo z takiego zwiazku moze i czesto tak jest dojsc do malzenstwa, z ktorego powstaja twoje dzieci. (Zreszta nie trzeba obecnie malzenstwa by miec swoja rodzine - niektorzy uwazaja ze wystarczy wspolne mieszkanie z partnerem; w takim zwiazku to tez mozna miec dzieci). Wydaje mi sie, ze autorka postu tez troche okopala sie w tym swoim status quo, ze juz nie chce jej sie walczyc o swoje szczescie i w tym widze problem.
                                • verdana Re: Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, 23.05.11, 16:09
                                  Obecnie - napisała Autorka postu. Obecnie nikogo nie ma i najwazniejsza jest rodzina, którą ma. Dla mnie normalne az do bólu.
                                  Gdyby byla patologicznie przywiązana do rodziców, to nie zalezałoby jej na wasnej rodzinie - znam takie dziewczyny i one nie szukają nikogo na stałe, im wystarcza mamusia.
                                  Kobiet jest wiecej niż meżczyzn, taka jest prawda. Część kobiet zostaje bez partnera, niezaleznie co zrobi. uznawanie, ze wina lezy po stronie kobiety, ktora "nie umie" sobie nikogo znaleźć jest po prostu wyrazem satysfakcji z tego,z ę samemu się umiało.
                                  Znam spor "starych panien", które nie mają zadnych wad, uniemożliwiających związek. Mają za to pecha - narzeczony zerwał przed slubem, pracują w srodowisku samych kobiet, poznani męzczyźni nie byli "tymi własciwymi".
                                  • calineczka_777 Re: Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, 23.05.11, 17:06
                                    verdana napisała:

                                    > Obecnie - napisała Autorka postu. Obecnie nikogo nie ma i najwazniejsza jest ro
                                    > dzina, którą ma. Dla mnie normalne az do bólu.

                                    Verdano, przeciez autorka postu w jednym i tym samym zdaniu podala kolejnosc waznosci i byla to nastepujaca kolejnosc: 1. rodzice 2. rodzenstwo i ich dzieci 3. praca 4. mezczyzna, zwiazek, i wlasne dzieci (!) jako konsekwencja tego zwiazku 5. rozrywka, podroze itp. Wg mnie to nie jest normalne w przypadku kobiety 41-letniej. O mezczyznie tez bym tak sadzila. Na 1. miejscu powinna stac ONA oraz jej partner, ktorych miala zreszta kilku, i chec posiadania dzieci.

                                    > Gdyby byla patologicznie przywiązana do rodziców, to nie zalezałoby jej na wasn
                                    > ej rodzinie - znam takie dziewczyny i one nie szukają nikogo na stałe, im wysta
                                    > rcza mamusia.

                                    Czytajac wpisy autorki tego postu mam niestety wrazenie, ze jej nie zalezy tak naprawde. Na poczatku dalam sie nabrac na jej skargi, ze ona taka biedna, bo nikogo nie ma. Az mnie wspolczucie ogarnelo... Potem pojawilo sie wiele wpisow z radami i zauwazylam, ze autorka postu na kazda rade znajdowala kontr-rade. Przyklad: pisalam o biurach a ona, ze byla w jednym i to kosztowalo 1000 zl, ktorych ona nie ma. I sprawa zakonczona. Wg mnie gdyby jej NAPRAWDE zalezalo to by obleciala kilka biur, albo poprosila o rozlozenie tej oplaty na raty (to sie praktykuje w biurach), albo poszla do banku i dostala by ten kredyt na 1000 zl, albo pozyczyla od rodziny, ktora tak kocha (mam nadzieje, ze z wzajemnoscia). Ktos napisal jej, ze w tym wieku jeszcze moze miec dziecko a ona, ze miala kolezanke, ktora w tym wieku starala sie 3 lata (niewazne, ze jej udalo sie) i ze Monika Belluci miala invitro (co nie zostalo potwierdzone) ale to tak jakby invitro w jej oczach bylo przestepstwem. Jakby tak naprawde chciala miec dziecko to by juz zaciazyla w poprzednich zwiazkach, nie odstraszalo by ja ze ewentualnie bedzie sie dlugo starac, albo ze partner ja zostawi, a i na invitro nie patrzylaby jak na wyrok (skoro jest osoba niewierzaca).Ona tak reaguje na wiele wiele innych rad - wszystko na zasadzie: nie, to nie ma sensu, wasze rady sa glupie a ja taka biedniutka.

                                    > Kobiet jest wiecej niż meżczyzn, taka jest prawda. Część kobiet zostaje bez par
                                    > tnera, niezaleznie co zrobi. uznawanie, ze wina lezy po stronie kobiety, ktora
                                    > "nie umie" sobie nikogo znaleźć jest po prostu wyrazem satysfakcji z tego,z ę s
                                    > amemu się umiało.

                                    W przedziale wiekowym autorki postu jest rownowaga miedzy iloscia mezczyzn a kobiet!!!! Akurat nie mam zadnej satysfakcji, bo posiadanie meza / partnera nie jest czyms stalym. W kraju, w ktorym mieszkam prawie 50 % malzenstw sie rozwodzi. Ale z wlasnego doswiadczenia wiem, ze jesli sie naprawde chce znalezc to znajdzie sie mezczyzne w celu zalozenia rodziny. Z moich obserwycji wynika, ze kobiety, ktorym sie to nie udalo, sa osobami, ktore po pierwszych niepowodzeniach rezygnuja i nie walcza.

                                    > Znam spor "starych panien", które nie mają zadnych wad, uniemożliwiających zwią
                                    > zek. Mają za to pecha - narzeczony zerwał przed slubem, pracują w srodowisku sa
                                    > mych kobiet, poznani męzczyźni nie byli "tymi własciwymi".

                                    Znam mnostwo szczesliwych mezatek, ktore przezyly traumatyczne przezycia czy - jak napisalas - mialy "pecha", bo narzeczony zerwal przed slubem, bo poznani mezczyzni byli alkoholikami, dziwkarzami, bo byly ofiarami przestepstw (seksualnych takze), bo w koncu pracuja w srodowisku babskim. Ale mimo tych doswiadczen maja rodzine. Dlatego, ze chcialy miec rodzine mimo wszystko. Problem tkwi w psychice, bo sa kobiety, ktore po traumatycznych przezyciach pracuja nad soba by powrocic do normalnego zycia a sa takie, ktore sie poddaja. W tym sensie "wine" (o ile mozna w ogole mowic o winie, ale lepsze slowo mi nie wpada) za nieposiadanie partnera/meza ponosi nie tylko swiat zewntrzny (zli partnerzy, rodzina, nieszczesliwe dziecinstwo itp.) ale takze ta kobieta, bo nie chciala walczyc o siebie.
                                    Jesli upadniesz to trzeba sie otrzepac, wstac i isc z uporem dalej - tacy ludzie zreszta osiagaja duzo nie tylko w zyciu rodzinnym ale i zawodowym. Autorka postu przypomina mi male dziecko, ktore upadlo, siedzi juz kilka lat na pupie tam gdzie upadlo i placze, ze jest takie nieszczesliwe, bo upadlo. Sama nie probuje wstac, bo to nie ma wg niej sensu, bo pewnie i tak znowu upadnie. Wiec siedzi na miejscu upadku i zali sie, ze taka jest biedna.

                                    • verdana Re: Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, 23.05.11, 17:14
                                      A byloby OK, gdyby męzczyzna, ktorego nie zna i związek, ktorego jeszcze nie ma stałby na czele hierarchii wartosci? To zakrawałoby na obsesje i nieumiejetność docenienia tego, co się ma. Niewazna jest praca, niewazna rodzina - a w kazdym razie mniej wazna - od znalezienia wlasciwego faceta. Gdyby napisała "Obecnie na pierwszym miejscu w mojej hierarchii wartosci jest znalezienie męża, dopiero potem praca i rodzina" - o, to bylby powod do niepokoju.
                                      Z takim nastawieniem to dopiero nie wrózylabym powodzenia...
                                    • jadwiga1350 Re: Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, 23.05.11, 19:14
                                      Potem pojawilo sie wiele wpisow z
                                      > radami i zauwazylam, ze autorka postu na kazda rade znajdowala kontr-rade. Przy
                                      > klad: pisalam o biurach a ona, ze byla w jednym i to kosztowalo 1000 zl, ktoryc
                                      > h ona nie ma. I sprawa zakonczona. Wg mnie gdyby jej NAPRAWDE zalezalo to by ob
                                      > leciala kilka biur, albo poprosila o rozlozenie tej oplaty na raty (to sie prak
                                      > tykuje w biurach), albo poszla do banku i dostala by ten kredyt na 1000 zl

                                      I jeszcze agnostycyzm przeszkadza jej w tych poszukiwaniach.
                                    • vikea Calineczko 24.05.11, 12:22
                                      Owszem, ponieważ ja te rady już nie raz sama sobie dawałam! Ja to wszystko juz znam, próbowałam, stosowałam i nie dziala niestety. To co mam pisac o hurra, dostałam kolejną radę no to juz lecę zawijam kiece i wszystko gra. Niestety tak nie jest. Rady typu idź na pielgrzymkę, do biblioteki, wychodź do ludzi, ale ja to wszystko już robiłam bez efektu!!! No, może z wyjątkiem pielgrzymki ;)
                                      Poza tym podaj gdzie to ja tak jęczałam nad swoim nieszczęściem??? Nigdzie nie pisalam ze jestem nieszczęsliwa bo nie jestem, ale brakuje mi faceta, rodziny, nie wiem co będzie za ileś tam lat, myślę o mojej przyszłości dlatego się martwię. A nie jęczę!
                                      • jadwiga1350 Re: Calineczko 24.05.11, 13:24
                                        >Rady typu idź na pielgrzymkę, do biblioteki, wychodź do ludzi, ale ja
                                        > to wszystko już robiłam bez efektu!!! No, może z wyjątkiem pielgrzymki

                                        Więc warto pomyśleć serio o tej pielgrzymce.Tonący brzytwy się chwyta.
                                      • calineczka_777 Re: Calineczko 24.05.11, 16:19
                                        vikea napisała:

                                        > Owszem, ponieważ ja te rady już nie raz sama sobie dawałam! Ja to wszystko juz
                                        > znam, próbowałam, stosowałam i nie dziala niestety.

                                        To trzeba probowac az do skutku. Niestety nikt nie da ci innej rady. Takie jest zycie... Nie rezygnuj po niepowodzeniach tylko dalej probuj.

                                        Rady typu idź na pielgrzymkę, do biblioteki, wychodź do ludzi, ale ja
                                        > to wszystko już robiłam bez efektu!!! No, może z wyjątkiem pielgrzymki ;)

                                        Ja ci nie dawalam rad typu chodz do biblioteki czy wychodz na spacer z pieskiem, bo uwazam, ze w takich sytuacjach jest nikla szansa znalezienia mezczyzny. Na pielgrzymki tez cie nie namawiam, bo nie jestem jagusia. :-))))) Ja cie namawiam do konkretow, do wchodzenia w srodowisko, gdzie jakas czesc ludzi chce poznac kogos na stale. Tak to jest w biurach matrymonialnych i w niektorych portalach internertowych, bo tam pewna czesc osob naprawde chce poznac kogos na stale. Oczywiscie, ze nie kazdy bedzie ci pasowal i ty tez nie kazdemu bedziesz pasowala. Ale zabierz sie za to jak za poszukiwanie pracy, tak metodycznie, a wiec po pierwsze wybierz np.sobie 3 biura i 3 portale, ktore ci jakos tam odpowiadaja, bo cena jest znosna, wiesz ze maja osoby mieszkajace w twojej okolicy i wiesz, ze maja panow w twoim zakresie wiekowym, wzroscie, wyksztalceniu itp. Po tej selekcji zapisz sie tam po prostu. I nawet niech dojdzie do 2 randek tygodniowo to masz po roku czasu ponad 100 spotkan. Naprawde nie bylabys w stanie sposrod 100 mezczyzn znalezc kogos pasujacego? Moze jestes zbyt wymagajaca? I vice versa: zaden z tych ponad 100 mezczyzn nie zachwycilby sie toba? Nie wierze, jesli jestes normalna kobieta (nawet z drobnymi wadami.)
                                        • vikea Re: Calineczko 26.05.11, 13:11
                                          No wiem więc probuję :) Korzystam z portali społecznosciowych typu facebooki i inne, nawet ostatnio zaczepiłam jednego faceta ;) Ja naprawdę czasami sama wychodzę z inicjatywą, facet najpierw zareagował z entuzjazmem a potem przestał odpisywać. I tak to jest z tym poznawaniem przez internet...
                                          Aha, w niedziele byłam na street of design, kto z wawy to kojarzy, byłam sama bo nie miałam z kim, nikogo nie poznałam, nikt mnie nie zaczepił, jedynie jacys pijaczkowie chcieli się przysiąść ;) I moje efekty wychodzenia do ludzi sa właśnie w 99% takie.
                                          No ale ja własnie wiem, tak kotzystam z tychy portali randkowych :) Już 8 lat. Mam to w małym palcu, byłam chyba na 500 randkach w sumie przez te 8 lat! No i już nie wiem o co chodzi... Przeciętnie podoba mi się co 8 facet, zwykle bywa tak że po spotkaniu jest deklaracja ze sie jeszcze zobaczymy, widze jakies zainteresowanie w oczach, i facet nigdy sie nie odzywa, randki sa 1 razowe. Nie wiem czy sie zachwycaja czy nie, dla mnie faceci na prtalach są po prostu dziwni...jakby sami nei wiedzieli czego chca.
                                          • calineczka_777 Vikeo 27.05.11, 16:17
                                            vikea napisała:

                                            > Mam to w małym palcu, byłam chyba na 500 randkach w sumie przez te 8 lat! No i
                                            > już nie wiem o co chodzi... Przeciętnie podoba mi się co 8 facet, zwykle bywa t
                                            > ak że po spotkaniu jest deklaracja ze sie jeszcze zobaczymy, widze jakies zaint
                                            > eresowanie w oczach, i facet nigdy sie nie odzywa, randki sa 1 razowe. Nie wiem
                                            > czy sie zachwycaja czy nie, dla mnie faceci na prtalach są po prostu dziwni...
                                            > jakby sami nei wiedzieli czego chca.

                                            Vikeo, nie chce cie obrazic... Ale po tylu randkach to nawet 88-letnia gruba bezzebna baba znalazlaby kogos... Wydaje mi sie, ze problem tkwi jednak w tobie. Zebys mnie dobrze zrozumiala: Nie pisze ci, ze jestes nienormalna, chora psychicznie czy winna temu, ze jestes obecnie sama. Mysle tez, ze przeszkoda tu nie jest twoj wiek czy ewentualne mankamenty w urodzie. Ale musi byc cos w tobie takiego ze jednak nie dochodzi do ciagu dalszego... Nie znam ciebie i twojego zycia, wiec tu trudno mi powiedziec cos wiecej. Ty mozesz sama sobie ewentalnie szczerze odpowiedziec. 500 spotkan to naprawde bardzo duzo. Znalam osobiscie dwie kobiety po 50-tce, ze znaczna nadwaga, wcale nie za piekne, ale i one jednak po kilku spotkaniach znajdowaly meza. W kazdym badz razie tych spotkan nie bylo wiecej niz kilkanascie... A u ciebie bylo ich 500..
                                            • vikea Re: Vikeo 29.05.11, 11:02
                                              Też tak myślę ale nie wiem co to za problem, szukam go od wielu lat, szukali też specjaliści i nikt nie znalazł. Medycznie nie mam żadnych odchyłek od normy podobno. Gdybym wiedziała o co chodzi zapewne wszystko by się rozwiązało!! Dlatego tak szukam przyczyny...
                                              Można by podejrzewać że nie wiem jestem niemiła, antypatyczna, nie umiem nawiazać bliskch relacji ale ja mam przyjaciół..mam rodzinę, mam bliskie koleżanki od wielu lat, mam pracę która wymaga ode mnie dobrych kontaktów z ludźmi takich jak u handlowca...
                                              Więc co?
                                  • tully.makker Re: Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, 23.05.11, 17:09
                                    Bynajmniej nie pisze o winie, tylko o powodach, przyczynach. Ja tez sadze, ze mimo deklaracji niektore z moich kolezanek tak naprawde w zwiazku nie chca sie znalezc - inaczej nie umiem sobie wytlumaczyc sytuacji w ktorej intelegentna kobieta umiejaca we wszystkich innych dziedzinach zycia sobie radzic w tej jednej sferze z uporem dziala kontrproduktywnie w stosunku do zakladanych celow. I tak od 20 lat.
                                    O pechu mozna mowic, kiedy raz sie cos zdarzylo. Kiedy zdarza sie 15 raz, to jednak nalezy sie zastanowic, czy problem nie siega glebiej.
                          • vikea Re: Typowa hierarchia dla 40-letniej mamincorci, 24.05.11, 12:12
                            Rany boskie ludzie skąd wy wysnuwacie take wnioski?:))) Tym bardziej że wniosek chybiony w 100%. Nigdy nie byłam córeczka mamusi ani tym bardziej tatusia, byłam od dziecka mocno samodzielna bo tego mnie uczono, nie byłam przez rodziców rozpieszczana moi rodzice stosowali raczej dosyć normalny żeby nie powiedzieć dość chłodny "wychów". Ale odkąd wyprowadzilam sie z domu z mamą mam świetne relacje.
                            hehe trudno mi stawiać wyzej kogoś, kto nie istnieje! Kobieto jeśli będzie ten facet to może będzie i na 1 miejscu, na razie go nie ma więc mam inne priorytety.
                      • skwargosia Re: Brak życia rodzinnego 23.05.11, 09:17
                        nigdzie nie zakładam , że dziewczyna , która chce mieć dzieci jest , czy czuje się mniej wartościowa nie wiem gdzie to wyczytałaś????? dziwi mnie tylko i bezustannie będzie dziwić poszukiwanie faceta na siłę. nie chcę nikogo pouczać , dawać dobrych rad itd.może moje zdziwienie wynika z doświadczenia życiowego innych zainteresowań , dojrzałości i innych cech. skoro tak bardzo jesteście zdeterminowane w szukaniu to życzę powodzenia pozdrawaiam i wymeldowuję się z tego wątku.
            • vikea Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 15:10
              Dzięki :) Wiesz bo ja po prosu nie chcę spędzić życia sama, a obawiam się że tak się stać może... Brakuje mi kogoś obok, po prostu, czasami chcę się do kogoś przytulić, pogadać, poradzić, wyżalic, posmiać, komuś zrobić śniadanie, no i nie ma komu...
              Nie, nie mam lęków :)
      • ciszej.tam Re: Brak życia rodzinnego 12.04.21, 13:37
        Tak, większość podrywek spotkałam przypadkiem, kogoś na jakimś kursie, znajoma poznała męża na zebraniach partyjnych, dużo znam ludzi którzy poznali partnerów zwyczajnie w pracy czy na studiach (znam ze dwie czy trzy osoby które podjęły drugi kierunek częściowo właśnie licząc na poznanie kogoś do randkowania).
        Teraz jest ta cała pandemia więc mniejsze możliwości, ale tak właśnie to się najczęściej odbywa u dorosłych ludzi, poznają kogoś na kursie, sąsiad przyprowadza fajnego kumpla na grilla, zaczyna pracę nowy kolega i tak dalej




        vikea napisała:

        > Tak się zastanawiam czy wy naprawdę poznałyście swoich mężów, facetów przypadki
        > em na ulicy? Na imprezie? Przez "wychodzenie z domu"? Bo mi się to nigdy nie zd
        > arzyło odkad skończyłam 25 lat. Nikt nie zaczepia a jeżeli już zaczepia to są a
        > lbo podpite typki albo panowie pod 60 tkę. Tacy nawet mili i szarmanccy, coś ta
        > m zagadaja no ale przecież to nie kandyadci na związek :) Inne przypadki mi się
        > nie zdarzają. Gdyby nie portale randkowe nie poznawała bym kompletnie nikogo.
        > Znów na portalach nie spotykam facetów szukających na serio - spotkałam może 2
        > czy 3 i byłam w takich znajomosciach ale się nie udało. Stąd jakieś błędne kolo
        > :(
    • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 18:46
      Hmmm, ja poznalam swoje partnera na portalu randkowym, fakt, 11 lat temu. Dla samotnej matki, duzo racujacej i nie majacej za bardzo jak wyjsc bez dziecka byla to idealna opcja. Kluczem do sukcesu moim zdaniem jest dobrze sformulowane ogloszenie i staranne filtrowanie kandydatow na cokolwiek - dla mnie byla to koniecznosc, bo nie za czesto moglam wyjsc na randke.

      I nawet nieudane randki byly dla mnie sposobem na zdobywanie nowych doswiadczen, ktore pomagaly sobie lepiej radzic na przyszlosc. To jednak niewiele pomoze, jesli facetowi sie zwyczajnie niezbyt podobasz - co sprowadza sie do inwestycji w wyglad i stroje ak, by podkreslaly twoja urode i atrakcyjnosc. A potem praca nad zachowaniami wobec mezczyzn, bo jest dosc oczywiscte, ze apewne nieswiadomie robisz cos tak, ze to ich zniecheca...
      • vikea Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 21:04
        Byc może ale nie mam pojęcia co :) Zdarzało mi się nawet pytać ale nigdy nie uzyskałam odpowiedzi. Kiedyś facet który mnie zostawił powiedział ze to wszystko jego wina, ze ja jestem fajna i normalna i że na mnie nie zasługuje. Niezle nie :) Oczywiście w to nii wierzę ale po prostu uważam że nigdy nie dowiem się prawdy od faceta. Byc może oni sami nie wiedzą co im nie pasuje. Wiadomo facet musi się zakochać a nikogo się do milości nie zmusi, a często zakochujemy się w osobach zupełnie nieodpowiednich, także moje zalety nie maja tu nic do rzeczy. Tak mi się wydaje..
        Jeśli chodzi o dbanie jestem zadbana, szczupła, wysoka, wyglądam podobno kilka lat młodziej także tu nie ma przyczyny. Wielu facetom się podobam, do łózka :) Miałam trochę romansów. A nie o to mi chodzi przecież.
      • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 22.05.11, 21:07
        No coz, masz jeszcze jeden dowod, ze internet jest pelen glupot i glupoli. Nie tylko na portalach randkowych.
        Ja wiem jedno - kiedy dazy sie do jakiegos celu, to trzeba podejmowac kombinacje dzilan pomagajacych ten cel osiagnac.
    • nat.wroclaw Re: Brak życia rodzinnego 23.05.11, 13:01
      Vikea .. no własnie tak narzuciło mi się po przeczytaniu pierwszego postu, a potem już tylko potwierdzało.

      Twój facet / partner powinien być najsampierw Twoim przyjacielem lub co najmniej dobrym kumplem. Bez cisnienia, bez spinania, bez kontekstu romantycznego. Taki kumpel-sąsiad. Co lodówke wniesie, podpowie cos tam z komputerem, ble bl ble .. wiadomo.

      Kurcze, no mam wśród przyjaciół przynajmniej dwóch bardzo fajnych sensownych najnormalniejszych facetów na świecie, niegłupich, niezmanierowanych, zaradnych, samodzielnych i .. samotnych jak Ty. I nie wiem, jak to jest że oni szukając nie spotkali Ciebie a Ty przez 8 lat - samych świrów, a nie ich.

      Ughh...

      No, jakby co, to ci fajni, normalni i też po ludzku - potrzebujący kogoś bliskiego SĄ.

      Serdeczności!

      Ps. mojego męża poznałam w harcerstwie, najpierw bylismy wrogami i niecierpieliśmy się bardzo, potem musieliśmy razem cos zorganizować, było chłodno, zadaniowow, wreszcie corsaz bardziej kumpelsko, potem przyjaźń. No .. i tak chwalić Boga 15 lat nam stuknie w tym roku. :)



      • vikea Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 12:31
        Eh :)))) Pewnie masz rację, skontaktuj mnie z tymi kumplami ;)) Szkoda że z Wrocławia. Ja już mialam kumpli ale jakos też nic nie wyszło, jakoś mam wrażenie ze faceci nie chcą się ze mną kumplować, albo chcą sie ze mną za przeproszeniem przespać, albo próbują niby czegoś na serio i odchodzą, albo nie ma kompletnie chemii i się znajomość rozpada. Hmmm ja po prostu nie miewam kumpli, a jeśli mam kolegów to są oni zajeci, zonaci. I w zasadzie mamy sporadyczny kontakt. Ale chciała bym mieć takiego fajnego kolegę :) Lubię pogadać z facecem i czesto drażni mnie faktycznie to "konkretne" podejscie wiekszości facetów do kobiet.
    • tully.makker Tak sobie mysle... 23.05.11, 15:03
      Nie chce byc vikea wobec ciebie niesprawiedliwa, ale mam calkiem sporo kolezanejk singielek w moim wieku i starszych - czesc z nich to singielki niezadowolone z takiego obrotu sprawy... Dla wszystkich obserwatorow jest zupelnie jasne, jsakie sa powody takiej sytuacji, ale dziewczyny nie cha nic zmieniac w swoim zyciu i sposobach dzialania. Bledne kolo trwa nadal i nie sadze, by byly zbyt duze nadzieje na wyjscie z takiej sytuacji.

      Znam tez kilka osob, ktore solidnie popracowaly naz zmiana, wyciagajac wnioski z poprzednich porazek i zmienily calkowicie swoje zycie...
    • blue_romka Re: Brak życia rodzinnego 23.05.11, 16:47
      Z góry przepraszam, że nie czytałam całego wątku i być może się powtarzam.
      Moje dwie koleżanki znalazły partnerów na portalach randkowych. Zajęło to jednej ok. rok, drugiej pół roku, w czasie którego korespondowały z ilomaś tam facetami, z kilkoma się spotkały. Są szczęśliwymi mężatkami, niedawno urodziły dzieci. Dlatego dziwię się takiemu demonizowaniu tych miejsc w sieci. Mimo to pewniejsze wydają mi się biura matrymonialne- wymagają większej fatygi, więc nie ma tam żartownisiów czy amatorów seksu na jedną noc. Rozumiem, że drogo, ale chyba warto odłożyć i spróbować. Wydaje mi się, że szczęściu trzeba pomóc, bo spotkać mężczyznę marzeń wynosząc śmieci to naprawdę cud.
      • mali-nki Re: Brak życia rodzinnego 23.05.11, 20:12
        ja jeszcze polecam spiewanie w chorze jako sposob na samotnosc albo wlasnie moze sie zdarzyc ze pozna sie tam blizej ludzi czyt. jakiegos milego faceta na przyszlosc. Tylko nie mow ze nie umiesz spiewac - bo kazdy potrafi, a nawet jak twierdza ze nie umieja to mozna to dosyc szybko zmienic. W takim chorze (albo za darmo albo za jakies grosze) spotykasz sie regularnie, sa koncerty po tych koncertach czesto wyprawa do knajpy, wspolne wyjazdy i tez nieczesto wlasnie rodza sie w ten sposob przyjaznie i milosci. Znam takie przyklady. Byc moze ze ten chor wam potem tez na slubie zaspiewa (chociazby w USC).
        Jak nie to jeszcze zapisz sie na jakies zajecia typu fotografia, kurs bonsai, czy salsa. Siedzenie w domu faktycznie nie jest dobre w twojej sytuacji.
      • vikea Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 12:34
        Nie szkodzi. Pisalam gdzies ze korzystam z portali randkowych juz ok 8 lat, z czego z facetami tak poznanymi byłam w 3 powiedzmy że związkach czy czymś na ten kształt, z kilkoma miałam krótkie romanse. I cały efekt.
        • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 13:37
          Hmm, z moich doswiadczen oraz z przygod moich znajomych wynika, ze twoje rezultaty sa dosc imponujace. Mowie serio. Ja korzystalam z randek internetowych przez jakies 4 lata i zaangazowalam sie w jeden zwiazek ( ktory okazal sie tym wlasciwym, ale to inna sprawa).

          Z tem wiemy juz, ze twoje ofertsa online jest na tyle atrakcyjna, by przyciagac zainteresowanie na trudnym rynku. To juz bardzo duzo. Pytanie, co sie dzije potem, ze zaden z tych obiecujacych poczatkow nie prowadzi do pozadanego finalu.
          • noname2002 Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 14:39
            " Z tem wiemy juz, ze twoje ofertsa online jest na tyle atrakcyjna, by przyciagac
            > zainteresowanie na trudnym rynku. To juz bardzo duzo. Pytanie, co sie dzije po
            > tem, ze zaden z tych obiecujacych poczatkow nie prowadzi do pozadanego finalu. "
            To może warto iść do psychologa, może to w Tobie jest coś, co Ci nie pozwala wejść w stały związek?
            • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 20:13
              Znam cale stada psycholozek, ktorych wiedza o tym, jak budowac zwiazek jest co najmniej - nazwijmy to - niepraktyczna. Niektore z tych nieszczesniczek sa nawet terapeutkami. Naprawde myslisz, ze psycholog jej pomoze? Ja mysle, ze warto sobie przypomniec okolicznosci w jakich zwiazki zaczynaly sie psuc i zaczac wyciagac z tego wnioski.
              • noname2002 Re: Brak życia rodzinnego 24.05.11, 21:39
                Nie chodzi o to jak budować związek, tylko żeby się przyjrzeć sobie, są na przykład osoby tak związane z rodzicami, że żaden związek im się nie uda(nie mówię, że tak jest z Vikeą, to tylko przykład). Są też osoby, które "wybierają" osoby które niemal na pewno nie odwzajemnią ich uczuć. Przy pomocy psychologa można pewne rzeczy zauważyć i zmienić.
                • vikea Re: Brak życia rodzinnego 29.05.11, 11:07
                  Są też osoby, które "wybierają" osoby
                  > które niemal na pewno nie odwzajemnią ich uczuć. Przy pomocy psychologa można
                  > pewne rzeczy zauważyć i zmienić."

                  To jest jakiś trop, może ja wtbieram facetów którzy z zalożenia nie będa chcieli ze mną być? Przrobila w zyciu 2 posychologów i jedną terapię, juz chyba nie ma sensu.
              • vikea Re: Brak życia rodzinnego 29.05.11, 11:06
                Związki zaczynały się psuć bardzo różnie, ale przeważnie jest to po ok miesiącu. Jakby w tym momencie kiedy ludzie chcą przejśc zdaje się do blizszych relacji, nawiązuje się jakieś przywiązanie, zaczyna zależeć, nie znam się na związkach ale tak mi się wydaje. Czy to coś rozjaśnia? Aha, nie ma nic takiego co by nagle popsulo związek, typu jakaś straszna kłótnia, nieporozumienie, on się jakby urywa w polowie i bez widocznej dla mnie przyczyny.
            • phantomka Re: jeszcze pytanie pomocnicze 24.05.11, 21:30
              Moja przyjaciółka ma podobny problem. Jest atrakcyjna, niezwykle ciepła, przyjacielska i od lat sama. Ja widzę w tym dużo jej winy, bo zamyka się na mężczyzn, traktuje ich jak kolegów, mimo, że fizycznie ją pociągają - ma taką blokadę. I doszło do tego, że każdy facet traktuje ją jak koleżankę czy siostrę, a nie obiekt pożądania:) Wiecznie słyszę, o tym, jaka to ona gruba, brzydka, etc. (co jest wierutną bzdurą) I to też na pewno ma wpływ na postrzeganie jej przez innych. Radziłam, żeby znalazła sobie kogoś choćby przez internet, żeby wrócić do gry niejako, bo im dłużej jest sama, tym trudniej jest myśleć o tym, że mogłaby kogoś mieć.
            • efi-efi Re: jeszcze pytanie pomocnicze 24.05.11, 21:50
              vikea napisała:
              >>Ja już mialam kumpli ale jakos też nic nie wyszło, jakoś mam wrażenie ze faceci nie chcą się >>ze mną kumplować, albo chcą sie ze mną za przeproszeniem przespać,

              - No to się z nimi za przeproszeniem prześpij :)
              Może w tej materii jesteś sztywniarą i uciekają.
              Ganisz, że zaczepiają Cię podpici faceci, no cóż wielu facetów bywa czasami podpitych, a często jest tak, że faceci p przejściach idą do baru i zapijają smutki. Może wśród tych na bani był ktoś co Ci pasował?
              Sorry za szczerość , ale wbrew Twoim zapewnieniom nie jawisz mi się jako równa dziewczywa, te Twoje oczekiwania są jakieś takie nierealne.

                  • tully.makker Re: jeszcze pytanie pomocnicze 25.05.11, 20:19
                    Sypianie z byle kim to glupota pod wieloma wzgledami. A na pewno nie sposob na sensowny zwiazek. Moze osobe 20-letnia mozna zlapac na sex, ale czlowiek w wieku vikei raczej nie zwiaze sie z puszczalska - ja tez nie zwiazabym sie z facetem, ktory wklada gdzie popadnie.

                    Kazdy facet ci powie, ze kluby, puby i bary sa ostatnim miejscem w ktorym kobieta powinna szukac kandydata na stalego partnera.
                    • vikea Re: jeszcze pytanie pomocnicze 26.05.11, 13:28
                      Tully masz rację! Nie raz słyszalam od facetów, że z zalozenia nie traktują powaznie znajomości zawartycb w klubach i pubach, oni tam szukają panienek na kilka nocy, to wszystko. I mam wrażenie neistety ze większość facetów w ten sposób traktuje portale randkowe :-/ Też to od nich słyszałam, nawet wręcz zdziwienie jak w ogóle mozna szukac tam męża czy żony
              • vikea Re: jeszcze pytanie pomocnicze 26.05.11, 13:23
                Nieee!:) Miałam troche romansów nawet kiedyś sobie ubzdurałam ze przeciez są związki gdzie ludzie od razu sypiają ze soba i to nie ma znaczenia kiedy się zacznie. W efekcie miałam kilka typowych romansów - spotykanie na sypianie, potem się rozpadło oczywiście, raz się trochę zaangażowałam a facet poznał dzoewczynę i mnie zostawił z dnia na dzień - trochę to przezyłam :( W sumie od tamtej pory boję się takich znajomosci.
                Ja nic nie zapewniałam że jestem fajna ;) Nie mi oceniać, pisałam o ocenie innych, po prostu to słyszę. Oczekiwania mam chyba dosyć normalne ale to czegp najbardziej oczekuję to właśnie normalności, rzadko kto jest uczciwy, szczery i ma szczere intencje jesli chodzi o tych facetów których spotkałam.
              • tully.makker Re: jeszcze pytanie pomocnicze 27.05.11, 00:07
                I w tym pierwszy problem! Jesli faceta zainteresowala kobieta, to zagai i zawrze znajomosc. jesli nie zainteresowala go na tyle, zeby sie pofatygowal, to owszem, moze byc pochlebiony jej zainteresowaniem i skorzystac z okazji - do czasu az nie znajdzie kogos kto go rzeczywiscie zainteresuje.
                  • tully.makker Re: jeszcze pytanie pomocnicze 29.05.11, 12:14
                    IMHO, kluczem do sukcesu jest dobrze sformulowane ogloszenie. Ja nie chwalac sie mialam takie, ze dostawalam setki maili - prowokujace, ale nie erotycznie, a intelektualnie. Pokazywalo to, co jest moim najwiekszym atutem, czyli osobowosc.

                    Zastanow sie nad tym.
                    • vikea Re: jeszcze pytanie pomocnicze 30.05.11, 14:09
                      Hmm to może coś zmodyfikuję. Mam ogloszenie na 1 portalu, gdzie o zdanie pytałam kolezanki i poprawiłam po jej sugestii, wydaje mi się że jest fajnie. Ale nie zauważyłam w związku z tym jakiegoś wzmożonego zainteresowania :) Z moich obserwacji wynika ze większe zainteresowanie powodują tylko zdjęcia, atrakcyjne, ładne, wtedy nawet nie trzeba mieć żadnego opisu ;) Niestety.
          • vikea Re: Brak życia rodzinnego 26.05.11, 13:17
            90% randek jest jednorazowych. Zwykle spotkania są miłe ale nijakie. Część facetów mnie zupełnie nie interesuje i zapominam o nich 5 minut po randce, z częścią chętnie bym się jeszcze spotkała ale oni nigdy się juz nie odzywają. Rzadko w sumie zdarzają się spotkania z których chcę uciec :) Ale bywają. Kilka miałam bardzo niemiłych - faceci autentycznie antypatyczni. Jeśli intensywnie się spotykam to zwykle poznaję z wzajemym zainteresowaniem kogoś raz na rok. Wtedy jest różnie, abo kilka spotkań i w efekcie wychodzi z tego romans, albo coś tam próbujemy poważniej ale nie wychodzi, albo zostaję oszukana (facet spotyka się z kimś jeszcze), albo spotykamy się jakiś miesiąc i nagle facet znika bez wyjaśnienia.
              • efi-efi Re: Brak życia rodzinnego 26.05.11, 19:13
                tully.makker napisała:

                >>Kazdy facet ci powie, ze kluby, puby i bary sa ostatnim miejscem w ktorym kobieta powinna >>szukac kandydata na stalego partnera.

                - Uogólniasz. Znam dwie pary małżeńskie, całkiem fajnie żyjące ze sobą od parunastu lat, gdzie do poznania doszło właśnie w barze, a w jednym wypadku znajomość zaczęła się od wylądowania w łóżku.
                Nie ma czegoś takiego jak 'dobre' miejsce do poznania tzw. porządnego człowieka.
                Jaką masz gwarancję, że facet poznany w bibliotece okaże się lepszy od faceta z baru?

                A jeśli chodzi o chodzenie do łóżka do przypominam, że mamy XXI wiek, a nie XIX.
                • triss_merigold6 Re: Brak życia rodzinnego 26.05.11, 19:38
                  W pełni się zgodzę.
                  Jeśli natomiast żadna ze znajomości (z portali, żagli, baru etc.) nie przekształciła się w trwalszy związek z planami na przyszłość, jakąś stabilizacją w postaci choćby wspólnego zamieszkania, to pani ma problem i ten problem leży w jej podejściu, zachowaniu, sygnałach niewerbalnych.
                  Celowo nie piszę, że to jej WINA, bo nie o winę chodzi. Ma w sobie coś , co dotąd sygnalizowało, że nie nadaje sie na układ na dłuższą metę.
                  • efi-efi Re: Brak życia rodzinnego 26.05.11, 20:01
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Ma w sobie coś , co dotąd sygnalizowało, że nie nadaje sie na układ na dłuższą metę.

                    Też mi się tak wydaje. Żeby kogoś fajnego poznać, kogoś kto nam pasuje, trzeba być generalnie ciekawym ludzi i świata. Najlepiej jak dużo się dzieje i człowiek obraca się w różnorodnym towarzystwie. Poszukując towarzysza na życie czy na dłuższy czas nie skreślałabym ludzi tylko dlatego, że chodzą na pielgrzymki bo nie jest powiedziane , że to musi być nawiedzony moher czy takich co przesiadują po pubach bo często faceci po przejściach spędzają wieczory w ten sposób co niekoniecznie przekłada się alkoholizm.

                    Mnie się wydaje, że autorka przyjeła jakieś założenia typu: ma to być kawaler, bezdzietny, bez wąsów, ateista, niepijący, niepalący, domator itp. I nie pozostawiła marginesu swobody.
                    • cytryna76 Re: Brak życia rodzinnego 27.05.11, 23:58
                      Jestem w bardzo podobnej sytuacji jak autorka wątku, z tą tylko różnicą, że jestem nieco młodsza (mam 35 lat), ale w zasadzie mogę podpisać się pod każdym zdaniem przez nią napisanym. Więcej - mam wrażenie, jakbym to sama napisała.
                      Przede wszystkim zirytowały mnie niektóre rady i komentarze osób, które prawdopodobnie nigdy nie były w takiej sytuacji jak Vikea. Jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że kobiety, które miały szczęście znaleźć odpowiedniego mężczyznę w odpowiednim czasie, kompletnie nie pojmują, jak to jest, gdy ktoś obiektywnie sympatyczny i zupełnie "normalny" pomimo wielokrotnych prób po prostu nie znajduje nikogo dla siebie. Jak to mówią "syty głodnego nie zrozumie". Przy takiej ilości prób na upartego można oczywiście znaleźć Jakiegokolwiek mężczyznę i Vikea zapewne takiego w swoim życiu napotkała. Pytanie tylko, czy chodzi o to, by powiesić w szafie jakiekolwiek spodnie, zacisnąć zęby i odtrąbić sukces z powodu samego faktu zamążpójścia czy też o to, by możliwie harmonijnie przejść razem przez życie. Aby zrealizować opcję 2 trzeba znaleźć kogoś, kto w przeważającej większości swych cech nam odpowiada ( a my jemu), bez tego jest to niemożliwe.

                      Poszukujący felerów u koleżanki czy u mnie powinni wziąć pod uwagę, że z wiekiem stopień trudności znacząco rośnie, gdyż:
                      - znakomita większość mężczyzn rokujących nadzieję na szczęśliwe życie rodzinne i poszukujących takowego jest już w stałych związkach (tu pozostaje tylko liczyć na panów z odzysku)
                      - z wiekiem na jaw wychodzą pewne cechy, które mają znaczący wpływ na jakość związków, tzn gdy mamy do czynienia z mężczyzną 30 + widać jak na dłoni, jakie jest jego podejście do życia, podczas gdy np. w latach studenckich żyje się jeszcze w zupełnie innym świecie i pewne rzeczy wychodzą dopiero "w praniu", tj. po ślubie, gdy klamka zapadła.
                      - z wiekiem człowiek staje się coraz bardziej wymagający, niestety. Kobiety, które w panice nie znalazły sobie jakiegokolwiek chłopa, siłą rzeczy stają się najczęściej niezależne, samodzielne, znają swoją wartość i tegoż samego oczekują od mężczyzny. Tymczasem tacy mężczyźni zwykle reprezentują już pierwszą opisaną przeze mnie grupę i kółeczko się zamyka.

                      Radzącym "obniżenie poprzeczki" od razu odpowiem - tak, trzeba być realistą, ale są pewne granice, których przekroczyć się nie da, bez wyrzekania się siebie.

                      Przede wszystkim zdecydowanie NIE POLECAM biur matrymonialnych. Być może niektórym udało się w ten sposób kogoś poznać (osobiście nie słyszałam o takich przypadkach), ale autorka wątku słusznie moim zdaniem upiera się przy swoim. Zaoszczędzi sobie kasy i rozczarowań, w moim przypadku jeszcze większych niż przyniósł mi internet. Ja też kiedyś rozumowałam tak: "warto zapłacić każdą kwotę, by dać sobie szansę i spróbować".
                      Tuż po 30-tce byłam członkiem 3 rożnych biur, a zdaniem właścicieli był to jeszcze wiek "jeszcze dobrze rokujący". Wszędzie było podobnie - "ochy i achy" przy zapisie i uiszczaniu kosmicznej opłaty i ... po pierwsze absolutna bierność prowadzących. Nie wyobrażajcie sobie, że poznane przez mnie biura działały jak dobrym serialu - profesjonalizm, zaangażowanie, aranżowanie spotkań - takie rzeczy widziałam tylko w filmach. Członkostwo zasadniczo polega na figurowaniu na liście i na otrzymaniu listy z członkami biura płci męskiej i z kontaktem do nich. A wszystko to za jedyne kilkaset złotych;)

                      Nie wyobrażajcie sobie, że poprzestałam na tych listach. Oczywiście próbowałam nawiązać kontakt z wieloma panami. Próby te były absolutnie nieskuteczne z rożnych powodów (czytaj: nie doszło do ani jednego spotkania). Większość tych panów sprawiało wrażenie, jakby bali się kobiet albo w o ogóle nie byli zainteresowani poznaniem kogokolwiek na serio. Mam też podejrzenia, że część członków biur płci męskiej to zwyczajnie "martwe dusze" - wzorcowe oferty wirtualne. Jest bowiem tajemnicą poliszynela, że 75 % klientów biur to kobiety.
                      A mężczyźni, którzy już się zapisują, są bardzo "specyficzni" jak celnie ujęła to Vikea "nie poszukują raczej ani jej, ani mnie".

                      Aby zakończyć ten wątek dodam, że w końcu po półtora roku członkostwa w jednym biurze i po wydaniu na ten cel horrendalnych sum odezwał się do mnie pewien pan. Sporo starszy ode mnie, ale przecież tyle się mówi o obniżaniu oczekiwań, więc postanowiłam się z nim umówić.
                      Radka była porażką - pan nieco zaniedbany, 45+ ,zupełnie nie w moim typie, z wyraźnie "nieuciętą pępowiną", za to strasznie zdesperowany, z ciśnieniem na kobietę . Gdy grzecznie odmówiłam kolejnego spotkania, otrzymałam od niego serię mało przyjemnych maili i smsów jaka to ja jestem "podła" i "niedobra".

                      Z internetem jest podobnie jak u Vikei - dziesiątki spotkań, z których większość to spotkania jednorazowe, gdy już po pierwszej minucie wiadomo, że "to nie to", tak z mojej strony, jak i tego pana. Klika znajomości przerodziło się w nieco dłużą znajomość, ale bez happy endu.

                      Konkluzja jest taka, że gdy kończy się lat 30 i nie ma pracy związanej z częstymi kontaktami z RÓŻNYMI, NOWYMI ludźmi szanse na znalezienie odpowiedniego faceta , który poszukuje stałego związku, są niestety niewielkie. Znów podobnie jak autorka wątku staram się jak mogę, by wychodzić z domu i szukać nowych znajomości. Zapisuję się na rożne kursy, zajęcia, uczestniczę w imprezach plenerowych, od czasu do czasu chodzę do puby ze znajomymi . Niestety nie przynosi to absolutnie żadnego rezultatu w postaci nowych znajomości z osobami płci męskiej. Na kursach są praktycznie same kobiety, imprezy wciąż w tym samym gronie. Moi znajomi nie znają nikogo wolnego, kogo mogliby mi przestawić. Tak naprawdę każdy ma swoje życie, najczęściej już rodzinne.

                      Gwoli wyjaśnienia dodam, że również byłam u psychologa z prośbą o radę, co robię nie tak. Psycholog nie doszukał się u mnie żadnej patologii - stwierdził, że mam wszelkie cechy, by stworzyć udany związek. Ci, którzy znają mnie osobiście, szczerze dziwią się, dlaczego jestem sama.

                      Vikea, nie napisałam tego, żeby Cię dołować, ale by pokazać, że doskonale Cię rozumiem i że nie jesteś sama z tym problemem. Ja niestety również nie potrafię go rozwiązać... Trzymaj się i powodzenia w poszukiwaniach!
                      • demonsbaby Re: Brak życia rodzinnego 28.05.11, 07:33
                        Czytając wasze rozterki dziewczyny, nasuwa mi się tylko jedno na myśl ... "za bardzo się staracie". A im bardziej się staracie, tym gorzej wszystko wychodzi. Prawdą jest cytryna, że kobieta usamodzielniona czuje się bardziej wyemancypowana, zna własną wartość i oczekuje podobnego poziomu reprezentowanego przez partnera ... więc po co to poprzeczkę obniżać, żeby się męczyć?
                        Obniżenie poprzeczki nie musi się wiązać w upartym dążeniu do odnalezienia swojego di caprio czy też rycerza w lśniącej zbroi ... Z wiekiem zaczynamy się dystansować do uniesień i raczej kalkulujemy i określamy realność przywiązania do drugiej osoby, co nie oznacza, że uczucie "szczeniackich motyli w brzuchu" umyka bezpowrotnie.
                        Nie szukać na siłę. Kobieta ma to do siebie, że nawet będąc tą "silną suką" w pewnym momencie, nawet podświadomie, samodzielnie podkopuje swoje poczucie wartości, a świadomość bycia singielką i chęć otoczenia się własną rodziną pcha w łapy niejednego socjopaty, który nawet z poziomem wykształcenia podstawowego, przy swoich sztuczkach socjotechnicznych, odczytuje te skrywane pragnienia i bezczelnie wykorzystuje jak pasożyt ... tych jest nie mało na wszelkich portalach randkowych, itp.
                        Często jest tak, że ten samotny tryb życia wiąże się także ze sferą danej kariery zawodowej, stąd najwięcej samotnych będzie w służbach mundurowych albo trudniących się pracą związaną z byciem gościem w domu.
                        Tak sobie myślę ... dziewczyny, a może oglądnąć się za cudzoziemcem. Wcale nie jest mitem, że Polki są postrzegane jako opiekuńcze kobiety, dbające o rodzinę i własny wygląd.
                        • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 28.05.11, 16:05
                          Tak sobie myślę ... dziewczyny, a może oglądnąć się za cudzoziemcem. Wcale nie
                          > jest mitem, że Polki są postrzegane jako opiekuńcze kobiety, dbające o rodzinę
                          > i własny wygląd.

                          To akurat ciekawa opcja - mam kilka kolezanek, takich bywalych w swiecie, ktore nigdy nie byly w zadnym zwiazku z Polakiem, za to cudzoziemcy za nimi szaleja. Jedna z tych kolezanek wyjechala na wakacje na wyspy - wrocila po 3 miesiacach, a za nia za miesiec przyjechal do Polski zakochany angol, ktory by ja zdobyc, porzucil zone ( nie mieli romansu, nie byl nawet przyjacielm, tylko zwyklym znajomym) - ale ona nie byla zainteresowana, Angol przesiedzial w polsce 2 lata chodzac za nia!!! bezskutecznie.

                          Potem przez net poznala innego Angola, ktory jej pasowal, po roku zdecydowala sie wyjechac do niego, sa udanym malzenstwem i maja 2 dzieci. A zaden Polak sie nawet za nia nie obejrzal... Inna sprawa, ze ona po angielsku stwala sie zyupelnia inna ososba, taka cieta flirciara, co Anglicy akurat uwielbiaja.
                        • vikea Re: Brak życia rodzinnego 29.05.11, 11:41
                          Już pisałam gdzieś tam ze wcale się nie staram, potrafię pół roku z nikim się nie spotkać mimo bytnosci na portalach randkowych, mam tez takie doświadzczenia że gdy kompletnie przestaję myśleć o tym ze musze kogos poznać jestem latami sama, prosta zalezność - jak wokół tego nie chodzę nie znajduję niczego, nawet randki, wyjścia na kawe, rozmowy. Co tez czasami jest potrzebne aby człowiek się jako tako trzymał i nie zdziczał :)
                          Poza tym z wiekiem wcale się poprzeczka nie obniza tylko podwyzsza, bo mamy więcej doświadczen, bardziej znamy siebie i swoje potrzeby, glównie z tego powodu. Kiedyś nie wiedziałam tak dokladnie kim jestem i jaka jestem.
                      • tully.makker Re: Brak życia rodzinnego 28.05.11, 16:44
                        czy chodzi o to, by powie
                        > sić w szafie jakiekolwiek spodnie, zacisnąć zęby i odtrąbić sukces z powodu sa
                        > mego faktu zamążpójścia czy też o to, by możliwie harmonijnie przejść razem prz
                        > ez życie. Aby zrealizować opcję 2 trzeba znaleźć kogoś, kto w przeważającej wię
                        > kszości swych cech nam odpowiada ( a my jemu), bez tego jest to niemożliwe.

                        No ale wlasnie w tym, co napisalas tkwi haczyk. Idealu raczej nie spotkasz, choc rzeczywiscie, pewne cechy wykluczaja zwiazek z dana osoba - dla mnie np nie do przyjecia bylby czlowiek o pogladach prawicowych, ktory z kolei komus tam moze pasowac. Kazdy z nas nosi w sobie liste cech, ktorych poszukujemy - pytanie jak dluga i jak realistyczne jest ta lista? Po jakims czasie moze sie okazac, ze to, o czym nie pomyslalysmy ani przez chwile, stanowi istotna bariere w naszym juz wtedy malzenstwie. Mi np nie przyszlo do glowy, zeby z pierwszym mezem omawiac kwestie wiernosci malzenskiej, bo bylo dla mnie wyniesiona z domu oczywistoscia, ze to standard. Moj pierwszy maz - teoretycznie wywodzacy sie z podobnego srodowiska, byl jednak zdania, ze moze bzykac na boku, pod warunkiem, ze rodzina jest dla niego najwazniejsza i bardzo go zdziwilo, ze wymienilam zamki i poslalam go do diabla, gdy jego liczne zdrady wyszly na jaw.

                        Podobne niespodzianki, choc moze nie tak drastyczne spotkaly mnie w kolejnym zwiazku, hehe...

                        Ale jest pewien sekret, ktory powoduje, ze to znosimy -hem, przepraszam za wyrazenie, wzajemna milosc.
                      • tully.makker Jeszcze o felerach 28.05.11, 17:01
                        Fakty sa takie, ze wokol jednych dziewczyn kreca sie stada facetwo, inne, ladniejsze, nie maja specjalnego powodzenia. Bywa jednak tak, ze owe kobiety otoczone wianuszkiem adoratorow sensownego zwiazku nie umieja juz utrzymac i koncza same., nierzadko z tego powodu nieszczesliwe.

                        Czy to dzieje sie przypadkiem? Czy sa jakies czynniki ktore pomagaja jednym stworzyc udany zwiazek, a innych pozostawiaja rozczarowanymi? Oczywiscie, mozna narzekac na trudny rynek, sama cos o tym wiem, bo szukalam nowego partnera jako samotna matka, co jest dodatkowa trudnoscia i obciazeniem. Ale oprocz narzekania warto tez sie zastanowic, co decyduje o sukcesie, a co o porazce - na przykladzie wlasnym i cudzym.
                    • vikea Re: Brak życia rodzinnego 29.05.11, 11:13
                      No nie prawda :) Mam jakieś ogólne wyobrazenia ale one zmieniają się w czasie, dziś mi się np podobaja inni faceci i szukam innych cech niż 5 lat temu nie mówiac juz o 10 lat temu. Absolutnie nie szukam kawalera (na pewno tylko rezygnuje z zonatych i w związkach z powodów oczywistych :) , absolutnie może facet miec dzieci, nie szukam abstynenta, faktycznie nie moze palić przy mnie bo jestem alergikiem ale bylam w związkach z palącymi, z domatorem się nie dogadam :) lubię facetow aktwnych zyciowo.
            • sorvina Re: Brak życia rodzinnego 28.05.11, 09:25
              Mam koleżankę z podobnym problemem. Dziewczyna ładna, zadbana, naukowiec, bardziej zaradna i wykształcona niż spora część płci przeciwnej. Brak u niej choć jednej relacji, która by była w pełni odwzajemniona i trwała dłużej niż miesiąc. Zawsze zakochuje się w facetach, którzy wolą inne, a w niej podkochują się mężczyźni, którzy ją nie interesują. Poziom frustracji i niewyżycia u niej jest tak duży, że nie ma mowy o luźnej, niezobowiązującej rozmowie. Każdy mężczyzna w miarę wpasowujący się w widełki jest traktowany jako potencjalny, oni szybko to wyczuwają i uciekają przy pierwszej okazji. Sama bym uciekła gdyby ktoś na mnie patrzył jak głodny drapieżnik na zwierzynę...

              Oczywiście ona tak samo rozpacza, że przecież się stara, tylko jej nie wychodzi. Z tymże ja znam ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że jest drugie dno - ona świadomie chce związku, ale podświadomie się mężczyzn boi (skutek przeżyć w dzieciństwie) i przyciąga tylko nierealne związki, które nie stanowią zagrożenia, że byłaby zbyt blisko i mogła zostać skrzywdzona. Temat jest jednak dla niej tak przykry, że nie chce w nim grzebać i oswaja się z rolą starej panny, bo tak łatwiej... Cóż, szkoda kobiety, ale to jej wybór.