Jak jej pomóc??

25.05.11, 20:34
Chodzi o moją przyjaciólkę i jej małżeństwo, ale zacznę od początku otóż ona jeszcze przed slubem stanowczo mowila ze nie chce miec dzieci wszyscy (tzn jej rodzice, tesciowie i cale najblizsze otoczenie) łącznie ze mna myslelismy ze to chwilowe a ze tylko tak gada za jakis czas pewnie zmieni zdanie, zreszta wychodzac za mąz miala 23 lata wiec na dzieci przyjdzie czas. Jednak o tamtej pory minęło 9 lat ona zdania nie zmieniala za to jej mąz owszem i nalega na dziecko dodam ze wczesniej wiedzial o jej zdaniu i nie przeszkadzalo mu to. Rozmawialysmy o tym wiele razy i wiem ze ona nie czuje sie gotowa na dziecko, poprostu nie chce nie czuje instynktu macierzynskiego itp wiem ze lubi dzieci, za moimi przepada nieraz sie nimi zajmowala. Szanuje jej zdanie w koncu dziecko to nie kupno samochodu ale jej małzenstwo sie wali, nie dogaduje sie z mężem a tłem wszystkich konfliktow jest wlasnie kwestia dziecka. Ona coraz czesniej i chyba coraz opwazniej mowi o rozwodzie mimo ze wiem ze kocha swojego męza i to bardzo zreszta byli naprawde dobrana parą i do tych kłotni cudownym małżenstwem. NIe wiem jak mam jej pomoc bo widze ze jej z tym zle.
    • dama_z_kawa_i_papierosem Re: Jak jej pomóc?? 25.05.11, 20:44
      Nie mozesz nic zrobic. Roznia sie w jednej z kuczowych kwestii w malzenstwie. Albo sie dogadaja albo nie.
      • efi-efi Re: Jak jej pomóc?? 25.05.11, 20:51
        Kobieta jest w porządku. Przed ślubem jasno zaznaczyła, że nie zamierza mieć dzieci, jej mąż na to przystał.
        A , że roił sobie coś w główce ...jego problem.
        Są pewne oświadczenia, które powinno traktować się poważnie i m.in. kwestia posiadania bądź nie dzieci do takich należy.

        Ty się nie wtrącaj, nic nie możesz.
        • burza4 Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 10:21
          efi-efi napisała:

          > Są pewne oświadczenia, które powinno traktować się poważnie i m.in. kwestia pos
          > iadania bądź nie dzieci do takich należy.

          Każde oświadczenie trzeba traktować poważnie - ale pamiętać również, że to oświadczenie "wg stanu na dziś"; ważne tu i teraz, niekoniecznie musi obowiązywać po wsze czasy, bo np. w wieku 26 lat złożyło się taką a nie inną deklarację.
    • marzeka1 Re: Jak jej pomóc?? 25.05.11, 20:58
      Nic nie możesz zrobić, bo to sprawa między nimi. Jeśli wiedziała, że mąż dzieci chciał mieć prędzej czy później, niepotrzebnie za niego za mąż wychodziła, bo tak jak do rodzicielstwa nie można zmusić, tak nie można pozbawiać kogoś na to szansy. Raczej w tej sytuacji nie będzie dobrego scenariusza.
    • mruwa9 Re: Jak jej pomóc?? 25.05.11, 21:59
      Mozesz z nia pojsc na kawe, na spacer i nadstawic mankiet do wyplakania.
      W kwestii jej decyzji rodzinno-malzenskich nie mozesz zrobic nic.
    • joshima Re: Jak jej pomóc?? 25.05.11, 22:25
      Może powinna się udać do dobrego psychologa, który pomógłby jej zrozumieć, co się właściwie kryje za tym jej postanowieniem na temat nieposiadania dzieci.
      • sorvina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 01:02
        joshima napisała:

        > Może powinna się udać do dobrego psychologa, który pomógłby jej zrozumieć, co s
        > ię właściwie kryje za tym jej postanowieniem na temat nieposiadania dzieci.

        A może powinien do niego pójść jej mąż, bo jeśli na początku oboje mieli jasne poglądy dotyczące posiadania dzieci, kobieta z czasem tylko upewniła się w swojej decyzji, a on ją zmienił, to równie dobrze może być tak, że dojrzał do posiadania dzieci, jak, że uległ presji społecznej, że wszyscy dzieci mają, a mężczyzna musi mieć syna i po narodzinach prawdziwego, a nie wydumanego dziecka zapał do rodzicielstwa mu szybko minie a kobieta zostanie z dzieckiem, którego nie chciała (a wbrew obiegowej opinii nie wszystkie kobiety odkrywają instynkt macierzyński po narodzinach dziecka tudzież kilka miesięcy później, niektóre z poczucia obowiązku męczą się latami z dzieckiem, a dziecko z nimi).

        Możliwe, że mąż sam się nie spieszył i po prostu zakładał, że jej z czasem niechęć przejdzie, bo przecież "wszystkie kobiety pragną mieć dzieci, tylko niektóre o tym nie wiedzą", ale się o tym przekonają, jak nie same, to z pomocą życzliwego społeczeństwa wpychającego w jedyne słuszne formy i żądna wnuków rodzina.

        Moim zdaniem, jeżeli mąż teraz próbuje na niej wymusić decyzję - wbrew jej woli i pragnieniom, decyzję, której koszty poniesie głównie ona i dziecko, to nie ma co ratować tego małżeństwa. Macierzyństwo to nie jest sprawa, na którą warto się zdecydować dla świętego spokoju. To nie kolor ścian w mieszkaniu, który można potem zmienić. W dodatku jeśli mąż nie traktuje poważnie jej, jej przekonań, pragnień, uczuć to jeśli ona ulegnie w tak ważnej dla niej sprawie, to potem będzie tylko gorzej.

        Pomysł na życie im się rozminął, trudno, tak bywa. Tu raczej kompromis nie jest możliwy i każde ma prawo żyć w zgodzie ze sobą. Jeśli oboje są pewni swoich wyborów, to może lepiej by rozeszli się jak najszybciej i każde zaczęło układać sobie życie tak jak tego pragnie.
        • joshima Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 10:51
          sorvina napisała:

          > > Może powinna się udać do dobrego psychologa, który pomógłby jej zrozumieć
          > , co s
          > > ię właściwie kryje za tym jej postanowieniem na temat nieposiadania dziec
          > i.
          >
          > A może powinien do niego pójść jej mąż,
          Możliwe, ale chodziło mi o to, że być może to co nią kieruje to jakieś irracjonalne nieuświadomione lęki czy coś. Nie miałam na myśli, żeby ją namawiać czy urabiać.
      • a.nancy Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 09:06
        joshima napisała:

        > Może powinna się udać do dobrego psychologa, który pomógłby jej zrozumieć, co s
        > ię właściwie kryje za tym jej postanowieniem na temat nieposiadania dzieci.

        a dlaczego zakładasz, że kryje się pod tym cokolwiek? nie można nie chcieć mieć dzieci tak po prostu bez podtekstów?
        propozycja wizyty u psychologa sugeruje, że niechęć do posiadania dzieci jest dla niej problemem lub objawem innego problemu. a jej problemem jest mąż, który nie akceptuje jej decyzji. jakoś jego nie wysyłasz do psychologa :)
        • joshima Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 10:52
          a.nancy napisała:

          > a dlaczego zakładasz, że kryje się pod tym cokolwiek?
          Ja nie zakładam, tylko dopuszczam taką możliwość.

          > propozycja wizyty u psychologa sugeruje, że niechęć do posiadania dzieci jest d
          > la niej problemem lub objawem innego problemu.
          ... korekta. Nie że jest a że może być...
      • serendepity Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 09:23
        Czyli kobiety, ktore nie chca miec dzieci, wiedza o tym i informuja bliskich sa nienormalne i potrzebuja wizyty u psychologa?

        Nie mozna po prostu ich niechcieci? Musi sie cos za tym kryc? A co jak nic sie nie kryje?
        • brak.polskich.liter Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 10:42
          serendepity napisała:

          > Musi sie cos za tym kryc?

          Tez mnie to zaintrygowalo.

          > A co jak nic sie nie kryje?

          To wtedy, pani kochana, koniecswiataiokolic.
        • joshima Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 10:52
          serendepity napisała:

          > Czyli kobiety, ktore nie chca miec dzieci, wiedza o tym i informuja bliskich sa
          > nienormalne i potrzebuja wizyty u psychologa?
          Czytaj powyżej
        • joshima Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 10:53
          serendepity napisała:

          > A co jak nic sie
          > nie kryje?
          Nic. Pan mąż albo zaakceptuje albo się rozejdą. Trudno.
      • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 09:57
        Joshima, czyli ludzie nierealizujacy jedynie słusznego scenariusza życiowego musza mieć jakiś ku temu ukryty powód? No to wazne,żeby chodzić wyłacznie do psychologa posiadającego dzieci!

        Takich głupot dawno nie czytałam. Nie każdy chce mieć dzieci i nie każdy nadaje się na rodzica. I dobrze, bo i tak jest przeludnienie.
        • joshima Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 10:55
          mama_myszkina napisała:

          > Joshima, czyli ludzie nierealizujacy jedynie słusznego scenariusza życiowego mu
          > sza mieć jakiś ku temu ukryty powód?
          Nie, ale warto sprawdzić co czyni nas nieszczęśliwymi. Zakładam, że ona nie jest szczęśliwa mając wizję rozwodu przed sobą. Nie twierdzę, że powinna za wszelką cenę ten związek ratować, ale co szkodzi sprawdzić?

          >Nie każdy chce mieć dzieci i nie każdy nadaje
          > się na rodzica.
          Akurat ci którzy się nie nadają na ogół mają dzieci i to całkiem sporo :P
          • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 11:05
            joshima napisała:

            > mama_myszkina napisała:
            >
            > > Joshima, czyli ludzie nierealizujacy jedynie słusznego scenariusza życiow
            > ego mu
            > > sza mieć jakiś ku temu ukryty powód?
            > Nie, ale warto sprawdzić co czyni nas nieszczęśliwymi. Zakładam, że ona nie jes
            > t szczęśliwa mając wizję rozwodu przed sobą. Nie twierdzę, że powinna za wszelk
            > ą cenę ten związek ratować, ale co szkodzi sprawdzić?

            No,ale to nie brak chęci posiadania dzieci czyni ją nieszczęśliwą,tylko fakt, że jej mąż albo zmienił zdanie, albo od początku nie traktował jej zdania poważnie. Nie bardzo rozumiem, dlaczego ona ma iść do psychologa. Żaden psycholog nie pomoże, jeśli dwoje ludzi tak bardzo się różni.

            >
            > >Nie każdy chce mieć dzieci i nie każdy nadaje
            > > się na rodzica.
            > Akurat ci którzy się nie nadają na ogół mają dzieci i to całkiem sporo :P
            >

            Piszesz o sobie? ;)

            >
            • joshima Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 12:20
              mama_myszkina napisała:

              > No,ale to nie brak chęci posiadania dzieci czyni ją nieszczęśliwą,tylko fakt, ż
              > e jej mąż albo zmienił zdanie, albo od początku nie traktował jej zdania poważn
              > ie. Nie bardzo rozumiem, dlaczego ona ma iść do psychologa. Żaden psycholog nie
              > pomoże, jeśli dwoje ludzi tak bardzo się różni.
              No cóż najwyraźniej nie zrozumiałeś o czym piszę. Trudno. Jednak to nie powód do personalnych i wyjątkowo chamskich zaczepek pod moim adresem EOT.
              • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 15:51
                To nie były żadne chamskie zaczepki tylko normalna reakcja na Twoją sentencję, która swoją drogą, nijak się miała do tego,co ja wcześniej napisałam. Jak mówi fajne angielskie przysłowie 'don't dish out what you can't take'.
    • morekac Re: Jak jej pomóc?? 25.05.11, 22:52
      Ona coraz czesniej i chyba coraz opwazniej mowi o rozwodzie mimo ze wiem ze kocha swojego męza i to bardzo zreszta byli naprawde dobrana par

      jesteś pewna, że ona nie chce dzieci wcale czy ze nie chce mieć ich z mężem?
      • mamamira Re: Jak jej pomóc?? 25.05.11, 23:18
        Nic nie zrobisz.Sami muszą ten problem rozwiązać.
      • motylek_82 Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 07:15
        Tak jestem pewna ze nie chce dzieci wogole a nie tylko z mężem. Wiem ze go kocha nasd zycie ale czuje ze macierzynstwo nie jest dla niej, nie chce takiej odpowiedzialnosci, tylu wyrzeczen, ma pewien styl zycia jest wolnym duchem i mowi ze nie wyobraza sobie rezygnacji z dotychczasowego zycia a niestety dzieci to ogromne poswiecenie i masa wyrzeczen. Owszem moze popilonwac moje dzieciaki czy dzieci swojej siostry super sie nimi zajmuje widac ze bardzo je lubi ale chce wracac do swoich pasji, rytmu dnia itp.
        Wiedzialam ze za bardzo nic nie moge zrobic i troche mnie to dręczy.
    • deodyma Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 08:23
      nie mozesz jej pomoc, tylko jej wysluchac.
      to juz od ich zalezy, czy sie dogadaja w kwestii posiadania dziecka.
      Ty nie mozesz zrobic nic.
    • triss_merigold6 Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 09:38
      Nijak jej nie pomożesz. Różnią się w fundamentalnej kwestii, tu nikt nikogo nie przekona. Ona nie ma prawa wymagać, żeby mąż zrezygnował z posiadania dzieci, mąż nie może jej zmusić do posiadania dzieci wbrew jej woli.
    • amb25 Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 09:44
      Coz... Jedynie ona sama moze sobie pomoc. To ona powinna podjac decyzje. Jesli chce i ja na to stac to wizyta u psychologa na pewno jej pomoze uporzadkowac mysli i uczucia. Meza rozumiem, bo w pewnym momencie w kazdym moze obudzic sie chec posiadania dziecka.
      To ze mysli o rozwodzie, swiadczy, ze jest kobieta rozsadna i kocha meza - bo pozwala mu odejsc wiedzac, ze jego marzenia o dziecku nie spelni.
      Ja tez nie chcialam dziecka, z takich samych powodow jak twoja kolezanka. No ale sie jednak zdecydowalam, bo wiedzialam, ze albo dziecko albo malzenstwo (chociaz my sie nie klocilismy, ja po prostu wiedzialam ze moj maz bardzo chce dziecka). I nie zaluje. To znaczy zaluje, ze wczesniej nie chcialam :)
      • triss_merigold6 Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 09:54
        Ja też się zdecydowałam "z rozsądku" i nie żałuję, ba - drugiego już bardzo chciałam.
        Ale to nie jest reguła, nie ma żadnej gwarancji, że macierzyństwo się kobiecie w jakikolwiek sposób spodoba, że nie przypłaci ciąży ciężką depresją czy wręcz psychozą poporodową.
    • mama_myszkina mąż wiedział, jakie są jej poglądy... 26.05.11, 09:54
      ...więc nie rozumiem, dlaczego teraz wszystko skupia się na Twojej przyjaciółce. Ona była od początku szczera jeśli chodzi o kwestię posiadania dzieci. Jeśli mąż traktował to jak jej fanaberie albo widzimisię, to już jest jego problem. Nie powinien był ignorować zdania przyszłej małżonki ani traktować jej protekcjonalnie na zasadzie 'wyrośnie z tego'.

      Ja też nigdy nie chciałam mieć dzieci, obecnie mam 30 lat i wcale mi nie przeszło, przeciwnie, umacniam się w tym przekonaniu. I zawsze byłam szczera w tej kwestii. Za mąż wyszłam za człowieka, który także dzieci nie planuje.

      Myślę, że niestety jedynym wyjściem może być rozwód, jeśli oczywiście dla partnera posiadanie dziecka jest tak ważne. Bo jeśli nie będą mieli dzieci, to on będzie nieszczęśliwy. Jeśli będą mieli, to ona będzie miała poczucie straty, stłamszenia, moze też wcale dziecka nie darzyć uczuciem.

      Te opowieści o wybuchającym nagle instynkcie maciezyńskim to na dłuższą metę bajki. Za taki przypływ ciepłych uczuć odpowiedzialne są hormony, a ich natężenie z czasem spada.

      Nie należy się do niczego zmuszac, bo dziecko to decyzja na całe życie.

      Co do pomocy, to najlepiej będzie jak nie będziesz wtryniać nosa w nieswoje sprawy.;)
      • brak.polskich.liter Re: mąż wiedział, jakie są jej poglądy... 26.05.11, 10:37
        mama_myszkina napisała:

        > Ona była od początku szczera jeśli chodzi o kwestię posiadania dzieci. Jeśli
        > mąż traktował to jak jej fanaberie albo widzimisię, to już jest jego problem. N
        > ie powinien był ignorować zdania przyszłej małżonki ani traktować jej protekcjo
        > nalnie na zasadzie 'wyrośnie z tego'.

        A ja nie jechalabym tak bardzo po facecie. Moze traktowal jej deklaracje jak widzimisie, z ktorego sie wyrasta, a moze tez nie chial - WTEDY nie chcial, a TERAZ chce. Trudno powiedziec, krysztalowej kuli nie mamy. Zdarza sie, ze ludzie zmieniaja zdanie i nie wynika to z traktowania partnera protekcjonalnie.
        Co nie zmienia faktu, ze problem jest z gatunku nierozwiazywalnych.

        > Myślę, że niestety jedynym wyjściem może być rozwód, jeśli oczywiście dla partn
        > era posiadanie dziecka jest tak ważne.

        Zgadzam sie w calej rozciaglosci.

        > Co do pomocy, to najlepiej będzie jak nie będziesz wtryniać nosa w nieswoje spr
        > awy.;)

        Tez sie zgadzam. Swiat bylby fajniejszym miejscem, gdyby ludzie potrafili zlokalizowac granice pomiedzy "to moja sprawa", a "to nie moj cholerny interes".
        • motylek_82 Re: mąż wiedział, jakie są jej poglądy... 26.05.11, 11:30
          Absolutnie jestem daleka od wtykania nos a w nieswoje sprawy zwłaszcza w takie sprawy!! tylko nie wiem co mam zrobic, co powiedziec kiedy przychodzi do mnie i płacze bo nie chce zeby to sie skonczylo rozwodem i nie chce tez zdecydowac sie na dziecko wbrew swoim uczuciom. Ja nie wyobrazam sobie zycia bez dzieci i trudno mi sie postawic w jej sytuacji aczkolwiek szanuje jej decyzje. Jest dla mnie jak siostra znamy sie całe zycie i trudno mi patrzec na jej łzy jednoczesnie nie umiem jej pomóc. Ale faktycznie oprocz nastawiniea rekawa do wypłakania sie i poprostu bycia przy niej nie moge nic zrobic.
    • tully.makker Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 09:55
      Dla mnie - pat. Widze zarowno prawa dziewczyny do niezmieniania zdania, jak i jej meza do zmiany opinii na temat posiadania dzieci. Oczywiscie obojgu moze pomoc eksporacja przyczyn takich decyzji - byc moze okaze sie, ze sa one oparte na lekach i uprzedzeniach, a nie na rzeczywistych, przemyslanych pragnieniach ( moja przyjaciolka przeszla pieklo po smierci matki z ojcem psychopata i nie chce misc dzieci, bo boi sie, ze moze sie w niej ocknac psychopatia jej ojca - czy to przemyslana decyzja, czy efekt urazow z dziecinstwa?)
      • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 10:05
        <<<<<byc moze okaze sie, ze sa one oparte na lekach i uprzedzeniach, a nie na rzeczywistych, przemyslanych pragnieniach ( moja przyjaciolka przeszla pieklo po smierci matki z ojcem psychopata i nie chce misc dzieci, bo boi sie, ze moze sie w niej ocknac psychopatia jej ojca - czy to przemyslana decyzja, czy efekt urazow z dziecinstwa?) >>>

        Koleżanka mojej mamy ma 7 dzieci, bo jako jedynaczka w dzieciństwie czuła się samotna. Nie ma i nigdy nie miała środków na utrzymanie owej siódemki, ma ograniczone prawa rodzicielskie jako matka niewydolna wychowawczo.

        Czy jej decyzja o posiadaniu dzieci to przemyślana decyzja czy efekt urazów z dzieciństwa?


        Naprawdę, pisanie, że decyzja o nieposiadaniu dzieci wynika z urazów jest śmieszne. Sporo ludzi decyduje się na potomstwo żeby nie czuc się samotnym, żeby ktoś je kochał, żeby znaleźć sobie cel w życiu albo w wyniku presji społecznej. Może ich wszystkich należałoby wysłać do psychologa? Tyle,że to będzie nawet 50% rodziców... .
        • sebalda Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 11:57
          Stawiam na to, żeby im pozwolić się rozwieść. Znam takie małżeństwo, w ktorym kobieta nie nadaje się na matkę, nie ma instynktu macierzyńskiego, jest skrajną egoistką (choć nie twierdzę, że decyzja o braku dzieci wynika tylko z egoizmu), generalnie to dobrze dla niej i dla tych niedoszłych, potencjalnych dzieci, że ich nie ma. Mąż jest do niej podobny, ale wiem, że w pewnym momencie życia bardzo chciał dziecka, myślę, że byłby lepszym ojcem niż ona matką, on rokował lepiej, może nawet nieco by się zmienił z człowieka nastawionego konsumpcyjnie, wyłącznie na własną przyjemność w nie najgorszego ojca. Obserwowałam go, jak się zachowywał, gdy wokól wszystkim po kolei rodziły się dzieci. Widziałam, że mu ciężko.
          Zostali razem, dziś są okropnym małżeństwem, widać, że choć są siebie oboje warci, nienawidzą się, bez przerwy na siebie warczą, są sami, rodzice im poumierali, bardzo nieprzyjemnie się z nimi obcuje, bo atmosfera jest tak napięta, że aż strach. Może gdyby się rozstali, ich życie ułożyłoby się lepiej? A tak oboje się męczą i męczyć pewnie będą do śmierci.
          • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 12:18
            paradoksalnie, decyzja o nieposiadaniu dzieci wynikać może z głębokiej wrażliwości i altruizmu... zaś decyzja o ich posiadaniu, ze skrajnego egoizmu.
            • sebalda Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 13:00
              mama_myszkina napisała:

              > paradoksalnie, decyzja o nieposiadaniu dzieci wynikać może z głębokiej wrażliwo
              > ści i altruizmu... zaś decyzja o ich posiadaniu, ze skrajnego egoizmu.

              Bezdzietna mamo_myszkina:) toteż ja zaznaczyłam, że wiem, że nie tylko z egoizmu rezygnuje się z chęci posiadania dziecka. Tu zaistniał przypadek właśnie takiego skrajnego egoizmu, inne przypadki moga być rzeczywiście dokładnie odwrotne. Nie oceniam tej decyzji, daję do niej prawo każdemu.
              Inna sprawa, że u wielu kobiet instynkt macierzyński rodzi się dokładnie z chwilą przyjścia na świat jej dziecka, wiem coś o tym. Jeśli się nie sprawdzi, nigdy się tego nie dowie. Niemniej ryzyko jest za duże, gdy decyzja jest bardzo ugruntowana, bowiem sytuacja dziecka niekochanego przez matkę jest naprawdę straszna. Lepiej nie mieć dzieci, niż mieć niechciane.
              • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 15:50
                instynkt macieżyński to huśtawka hormonalna, która nie trwa wiecznie. jeli kobieta nie chciała dziecka, to po burzy hormonalnej istnieje duża szansa, że nie będzie go chciała dalej.

                możesz mi wyjasnić, dlaczego niechęc do posiadania dzieci może wynikać z egoizmu? bo ja tego nie rozumiem. czy ktoś, kto ma plan na własne życie i nie ma w nim miejsca na dzieci jest od razu egoistą? Bo ja myślę, że fakt, że nie dla wszystkich rozmnażanie się jest priorytetem nie świadczy o egoizmie.

                Nie chcę wkładac kija w mrowisko, ale uwazam odwrotnie, że to decyzja o powołaniu na świat człowieka wynika z egoizmu. bo nie mamy żadnej gwarancji, że ten człowiek, którego powołaliśmy na świat nie będzie cierpiał... .

                odnośnie nicka, śpiesze z wyjaśnieniem, że jestem spełnioną mamą świnki morskiej o imieniu Antonio Nikolajewicz Myszkin. :P

                • sebalda Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 16:33
                  Droga mamo Antonia Nikołajewicza Myszkina (a w skrócie jak go wołasz?), widzę, że jesteś troszeczkę przeczulona na tym punkcie, bo choć dwa razy napisałam "czasami", cały czas odpowiadasz tak, jakbyś czytała, że "wszystkim" kobietom, ktore nie chca mieć dzieci, zarzucam egoizm. I chyba przyznasz, że CZASAMI tak jest. Egoizm w tym sensie, że jest im wygodniej żyć bez dziecka, bez zobowiązań, dziecko wymaga poświęcenia czasu, uwagi, uczuć, a nie wszystkie kobiety na to stać, bo nie chca się tym dzielić, na tym polega egoizm właśnie, na niechęci do dzielenia się z innymi, do wysiłku dla innych. Są kobiety nastawione na siebie, wyłącznie, dla nich posiadanie dziecka byłoby tragedią. Zdrowy egoizm jest potrzebny każdemu, matce też, egoizm, w którym ktoś jest nastawiony WYŁĄCZNIE na własną przyjemność, powinien wykluczać macierzyństwo.
                  Egoistką nie nazwę kobiety, ktora chce się spełniać w innych dziedzinach niż macierzyństwo, ale kobietę, ktora się boi stracić figurę po dziecku, ktorej żal, że musi czasowo zrezygnować z imprezy w każdy weekend, która nie wyobraża sobie choć jednej nieprzespanej nocy.
                  Doskonale rozumiem też podejście, że powołanie na taki świat kolejnej osoby nie jest dobre, że świat jest miejscem cierpień i rozczarowań. Bo jest, to nie ulega wątpliwości.
                  Na dziecko zdecydowałam się z rozsądku, w ciąży nie czułam instynktu, dziecko było dla mnie trochę jak obcy w moim brzuchu, bałam się go. Moment narodzin córki byl dlla mnie najpiękniejszą chwilą w życiu, doznałam tak niewyobrażalnej euforii, że żadne uczucie nie może się z nią równać, mimo bólu. A najlepsze jest to, że ten stan nie mija ilekroć pomyślę o mojej obecnie 20-letniej córce i 16-letnim synu. Mimo że mam swoje życie, z ktorego z pewnym wyjątkiem (niebagatelnym, przyznam) jestem zadowolona, myślę, że poradzę sobie z opuszczonym gniazdem, i tak dzieci są światłem mojego życia. Inna sprawa, że odpłacają mi dobrze całą moją miłość, są super!
                  Pozdrawiam
                  Ps.
                  Nigdy nie zrozumiem nazwy świnka morska. Ani świnka, ani morska, czy ktoś to może wyjaśnić?
                  • morekac Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 16:41
                    >Nigdy nie zrozumiem nazwy świnka morska. Ani świnka, ani morska, czy ktoś to może wyjaśnić?

                    0swiniaczki0.bloog.pl/id,4495094,title,historiaczyli-skad-sie-wziely-swinki-morskie,index.html?ticaid=5c5f8
                  • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 19:18

                    > Droga mamo Antonia Nikołajewicza Myszkina (a w skrócie jak go wołasz?),

                    Myszkin, oczywiście! ;)

                    widzę,
                    > że jesteś troszeczkę przeczulona na tym punkcie,

                    To może być prawda. Jestem przyzwyczajona do tego, że w kwestii macierzyństwa musze się bronić, ponieważ zazwyczaj połowa towarzystwa zarzuca mi egoizm a druga połowa doszukuje się jakiś traum z dzieciństwa. Co lepsze, to ma miejsce tylko i wyłącznie w przypadku moich Polskich znajomych, no ale mniejsza z tym.

                    bo choć dwa razy napisałam "cz
                    > asami", cały czas odpowiadasz tak, jakbyś czytała, że "wszystkim" kobietom, kto
                    > re nie chca mieć dzieci, zarzucam egoizm. I chyba przyznasz, że CZASAMI tak jes
                    > t. Egoizm w tym sensie, że jest im wygodniej żyć bez dziecka, bez zobowiązań, d
                    > ziecko wymaga poświęcenia czasu, uwagi, uczuć, a nie wszystkie kobiety na to st
                    > ać, bo nie chca się tym dzielić, na tym polega egoizm właśnie, na niechęci do d
                    > zielenia się z innymi, do wysiłku dla innych.

                    A co z kobietami, które poświęcają się dla innych i rodza te dzieci nie myśląc o sobie? Uważasz to za chwalebne?

                    Czy tez uważasz, że instynkt macieżyński jest kwestią wyboru? Bo moim zdaniem coś tu nie gra. Jeśli ktoś nie wyobraża sobie siebie w ciąży a potem z dzieckiem, to akurat niekoniecznie ma to związek z wyborami życiowymi. Ja na przykład pracuję w domu i dziecko nie byłoby żadną przeszkodą. A jednak nie chcę go mieć. Nie dlatego,że mi w czymś zawadza. Po prostu nie ma we mnie uczuć macierzyńskich, dzieci mnie nie rozczulają, są mi obojętne. I myslę, że tak samo czuje większość kobiet bezdzietnych. Tu nie chodzi o karierę. Wątpię, żeby to był egoizm.

                    Z innej beczki - taks ię składa,że te nadambitne bardzo często mają dzieci, chociaż do dzieci ich nie ciągnie. Żeby udowodnić sobie i całemu światu, że potrafią godzić pracę z rodzicielstwem i żeby było jak z obrazka katalogu Ikei... Znam takie :)

                    > wyłącznie, dla nich posiadanie dziecka byłoby tragedią. Zdrowy egoizm jest potr
                    > zebny każdemu, matce też, egoizm, w którym ktoś jest nastawiony WYŁĄCZNIE na wł
                    > asną przyjemność, powinien wykluczać macierzyństwo.

                    Ale jaką przyjemność? Czy wpychałabyć psa komuś, kto nie lubi psów? A jak nie chce, to nazwałabyś go egoistą?

                    Wybacz, ale z dziećmi jest podobnie i nie chodzi o egoizm. Po prostu niektórym dzieci są obojętne i w posiadaniu dziecka nie widzą jakiegoś spcjalnego altruizmu. Bo też mnożenie się w sytuacji, gdy zasoby naturalne się kończą a państwa bankrutują jest poniekąd egoizmem.

                    Jest to zaspokojenie instynktu macierzyńskiego bez myślenia o długofalowych konsekwencjach. I jak już tu ktoś napisał, zaspokajanie swojego chciejstwa to właśnie egoizm :)

                    Co do wydłużania gatunku to akurat jest wyjątkowo antropocentryczny punkt widzenia. Jeśli chcemy zachować życie na Ziemi dłużej, powinniśmy właściwie przestać się rozmnażać...

                    > Egoistką nie nazwę kobiety, ktora chce się spełniać w innych dziedzinach niż ma
                    > cierzyństwo, ale kobietę, ktora się boi stracić figurę po dziecku, ktorej żal,
                    > że musi czasowo zrezygnować z imprezy w każdy weekend, która nie wyobraża sobie
                    > choć jednej nieprzespanej nocy.

                    To rozumiem. Ja należę do tych, którym i dzieci i figura są całkowicie obojętne.

                    > Doskonale rozumiem też podejście, że powołanie na taki świat kolejnej osoby nie
                    > jest dobre, że świat jest miejscem cierpień i rozczarowań. Bo jest, to nie ule
                    > ga wątpliwości.
                    > Na dziecko zdecydowałam się z rozsądku,

                    A co to znaczy z rozsądku?

                    myślę, że poradzę sobie z opuszczonym gniazdem
                    > , i tak dzieci są światłem mojego życia. Inna sprawa, że odpłacają mi dobrze ca
                    > łą moją miłość, są super!

                    Ale np. gdyby zachorowały na raka to już by nie było tak super. Znam matkę dziewczynki z ostrym porażeniem mózgowym, kóra wegetuje w bólu już 19 lat. I jej matka powiedziała mi, że żałuje,że nie zrobiła aborcji. Nie ze względu na siebie, ale na to,ze jej córka z bólu ma pianę na ustach i nic się z tym nie da zrobić.

                    Ludzie mają różne powody dla nieposiadania dzieci. Ja się nie zastanawiam nad tym, po prostu nie ciągnie mnie do posiadania dzieci. Ale znam osoby o mocno filozoficznym podejściu do życia, które decyzje przemyślały i doszły do wniosku, że świadomość powołania do życia człowieka, który potem miąłby cierpieć, byłaby dla nich nie do zniesienia. To jest oczywiście mocno pesymistyczne podejście, ale nie jest jednak egoistyczne.


                    > Nigdy nie zrozumiem nazwy świnka morska. Ani świnka, ani morska, czy ktoś to mo
                    > że wyjaśnić?

                    Ja mogę. :) Indianie z Ameryki Północnej (bo stamtąd świnka pochodzi) hodują świnki morskie na rzeź, jak my świnie. Pieką je i jedzą. Stąd 'świnka'. 'morska' bo przybyła do Europy statkiem zza morza (tzn zza oceanu właściwie).

                    norweskie marsvin temu odpowiada,ale po angielsku jest już guinnea pig, czyli swinka gujańska (od Gujany).

                    :)

                    Moja świnia ma nawet rodowód! Pfff.


                    • mama_myszkina orty 26.05.11, 19:20
                      nie wiem dlaczego, odruchowo piszę macierzyński przez ż. zawsze tak było i zawsze tak będzie. wstyd! ;)
                      • sebalda Re: orty i nie tylko 26.05.11, 19:49
                        Z wieloma Twoimi tezami i poglądami się zgadzam, mamo myszkinowa, ale o ile przyznaję Ci w wielu przypadkach rację, o tyle liczę na to, że przyznasz, że CZaSAMI rezygnacja z dziecka wynika z egoizmu i lenistwa. Nie wiem, jak to wygląda statystycznie, nie da się tego policzyć, może to rzadki przypadek, ale ja naprawdę znam kobietę, ktora jest tak skupiona na sobie, tak strasznie nie liczy się z nikim, tak lekceważy wszystkich (łącznie z rodzoną, ciężko schorowaną matką, nie kryjąc, jakim to ta matka jest dla niej ciężarem), że jej rezygnacja z dziecka (wbrew pragnieniom męża) są dla mnie ewidentnym wyborem z egoizmu. I obawiam się, że ona nie jest jedyna.
                        Czy mimo tak ustalonych poglądów, tak silnego przekonania, masz świadomość, że gdyby los z Ciebie kiedyś zadrwił (jest taka historia opisana w jednym z ostatnich numerów WO w liście tygodnia), czego Ci, broń Boże, nie życzę, i gdybyś z jakichś względów musiala urodzić dziecko, mogłabyś w jednej chwili zwariować na jego punkcie? Ja siebie nigdy nie podejrzewałam o to, że mnie od pierwszej chwili tak chwyci. To uczucie niewyobrażalne, nie dające się nawet opisać. Tak też się zdarza, bo życie jest pełne niespodzianek. Przy czym zawsze myślałam, że naturalną konsekwencją mojego życia będzie urodzenie dziecka/dzieci, małe i większe dzieci zawsze lubiłam (nie do przesady), stąd może zdanie o tym, że zdecydowałam się na urodzenie dziecka z rozsądku.
                        Mimo kilku zasadniczych różnic, pare rzeczy nas łączy. Nigdy nie miałam problemów z ortografią, wręcz przeciwnie, jestem w tym dobra, ale za każdym razem na moment zatrzymuję się przy pisaniu słowa "macierzyństwo" albo wręcz piszę przez "ż" i poprawiam. Podobnie mam z barbarzyństwem. Kiedyś się potwornie zblamowałam na forum Książki pisząc to słowo z błędem. Myślałam, że się spalę ze wstydu. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się u mnie dzieje.
                        Dziękuję obu paniom, za wyjaśnienie historii nazwy świnki morskiej:)
                        • mama_myszkina Re: orty i nie tylko 26.05.11, 22:59
                          sebalda napisała:

                          > Z wieloma Twoimi tezami i poglądami się zgadzam, mamo myszkinowa, ale o ile prz
                          > yznaję Ci w wielu przypadkach rację, o tyle liczę na to, że przyznasz, że CZaSA
                          > MI rezygnacja z dziecka wynika z egoizmu i lenistwa.

                          ZGADZAM SIĘ W CAŁEJ ROZCIĄGŁOŚCI!
                          Ale też, aby wyszarpać coś i dla siebie, Ty się ze mną zgódź, że ludzie miewają dzieci z egoistycznych pobudek. Także zarówno 'manie' jak i 'niemanie' może się sprowadzić do wspólnego mianownika :) Bo egoizm jest źródłem różnych decyzji - i na 'za' i na 'przeciw'. :)

                          > Czy mimo tak ustalonych poglądów, tak silnego przekonania, masz świadomość, że
                          > gdyby los z Ciebie kiedyś zadrwił (jest taka historia opisana w jednym z ostatn
                          > ich numerów WO w liście tygodnia), czego Ci, broń Boże, nie życzę, i gdybyś z j
                          > akichś względów musiala urodzić dziecko, mogłabyś w jednej chwili zwariować na
                          > jego punkcie?

                          Kiedyś mnie jeden taki próbował złapać na dziecko. Nie wyobrażam sobie tego. Nie cierpię na brak uczuć wyższych (co mi tu niektórzy próbują zarzucić), po prostu nie widzę sensu w posiadaniu dziecka.

                          Co do niespodzianki, to oczywiście na 100% nie można deklarować niczego, dopóki siebie nie sprawdzimy. Ale ponieważ tu, gdzie mieszkam aborcja jest legalna, a ja nie mam oporów światopoglądowych (przed odpowiednio wczesną aborcją, dodam), to raczej zdecydowałabym się na aborcję. Z resztą raz już się zdecydowałam, ale to był fałszywy alarm.

                          Ja siebie nigdy nie podejrzewałam o to, że mnie od pierwszej chwi
                          > li tak chwyci. To uczucie niewyobrażalne, nie dające się nawet opisać. Tak też
                          > się zdarza, bo życie jest pełne niespodzianek. Przy czym zawsze myślałam, że na
                          > turalną konsekwencją mojego życia będzie urodzenie dziecka/dzieci, małe i więks
                          > ze dzieci zawsze lubiłam (nie do przesady), stąd może zdanie o tym, że zdecydow
                          > ałam się na urodzenie dziecka z rozsądku.

                          No właśnie. Może decyzja zależy od tego, jakie mamy w danej kwestii nastawienie.

                          > Mimo kilku zasadniczych różnic, pare rzeczy nas łączy. Nigdy nie miałam problem
                          > ów z ortografią, wręcz przeciwnie, jestem w tym dobra, ale za każdym razem na
                          > moment zatrzymuję się przy pisaniu słowa "macierzyństwo" albo wręcz piszę przez
                          > "ż" i poprawiam.

                          Nawet nic nie mów... Ja jestem filologiem, a do tego.... tłumaczką i korektorką! Ale już mam wytłumaczenie dzisiejszych gaf, wlaśnie zmierzyłam sobie temperaturę i mam lekko ponad 38 stopni. Poza tym, jest taka teoria, która mówi, że jeśli się za dużo czyta, to w końcu zacznie się robić błędy. A ja, rzecz jasna, czytam całe dnie (i noce).

                          > Dziękuję obu paniom, za wyjaśnienie historii nazwy świnki morskiej:)

                          Nie ma za co. Ale Indianie byli południowoamerykańscy, a nie północnoamerykańscy.
                      • morekac Re: orty 26.05.11, 23:46
                        macieżyństwo bo ciąża? ;-)
                    • joshima Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 20:08
                      mama_myszkina napisała:

                      > To może być prawda. Jestem przyzwyczajona do tego, że w kwestii macierzyństwa m
                      > usze się bronić, ponieważ zazwyczaj połowa towarzystwa zarzuca mi egoizm
                      Zadziwiające. Sądziłam, że ten wątek nie jest o Tobie. To już nie egoizm, to znacznie więcej.
                      • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 23:03
                        joshima napisała:

                        > mama_myszkina napisała:
                        >
                        > > To może być prawda. Jestem przyzwyczajona do tego, że w kwestii macierzyń
                        > stwa m
                        > > usze się bronić, ponieważ zazwyczaj połowa towarzystwa zarzuca mi egoizm
                        > Zadziwiające. Sądziłam, że ten wątek nie jest o Tobie. To już nie egoizm, to zn
                        > acznie więcej.
                        >
                        Takie są skutki wtryniania się do czyjeś rozmowy bez znajomości kontekstu.

                        Nie rozmawiamy w głównym wątku tylko w wątku pobocznym. Sama na innych forach pouczasz starsze koleżanki, gdzie mają wstawiać swoje posty, więc skorzystaj z własnych rad i pamiętaj, że odpowiedzi do autorki/ka głównego wątku piszemy pod postem, a wątki poboczne rozwijają się dzięki odpowiedziom na posty przedmówców.

                        I nie wtrącaj się nieproszona do rozmowy, bo to nieładnie :)
                        • joshima Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 23:33
                          1. To forum publiczne i nie potrzebuję zaproszenia do rozmowy
                          2. Napadłaś na mnie (i nie tylko na mnie) w związku z naszymi poglądami wypowiedzianymi w sprawie koleżanki autorki wątku a nie w Twojej.
                          3. Jesteś przewrażliwiona na własnym punkcie i nie przyjmujesz do wiadomości, że nie wszystkie bezdzietne kobiety są takie jak Ty. Czy to jakiś kompleks wywołuje taką waleczną postawę u Ciebie?
                          • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 02:04
                            owszem. zbyt długo mieszkam na Zachodzie i mierzi mnie polski zaścianek.

                            Nie napadłam na Ciebie tylko zadałam pytanie retoryczne w formie żartobliwej (patrz: emoticon), które miało być formą rozładowania napięcia.

                            Jeśli Cię to aż tak ruszyło, Joshima, że czujesz się w obowiązku odpowiadac na mój kazdy post, nawet ten nie skierowany do Ciebie, to może Ty masz problem ze zbyt powaznym podejściem do własnej osoby?
                            • joshima Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 10:12
                              mama_myszkina napisała:

                              > Nie napadłam na Ciebie tylko zadałam pytanie retoryczne w formie żartobliwej (p
                              > atrz: emoticon), które miało być formą rozładowania napięcia.
                              Kłamiesz. Nie widzę żadnej emotikony w tej wypowiedzi:
                              forum.gazeta.pl/forum/w,898,125538236,125551861,Re_Jak_jej_pomoc_.html
                              • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 11:40
                                joshima napisała:

                                > mama_myszkina napisała:
                                >
                                > > Nie napadłam na Ciebie tylko zadałam pytanie retoryczne w formie żartobli
                                > wej (p
                                > > atrz: emoticon), które miało być formą rozładowania napięcia.
                                > Kłamiesz. Nie widzę żadnej emotikony w tej wypowiedzi:
                                > forum.gazeta.pl/forum/w,898,125538236,125551861,Re_Jak_jej_pomoc_.html

                                No, rzeczywiście, podchodzisz do siebie wyjatkowo poważnie.

                                Gdzie w tej wypowiedzi jest atak personalny? Ja go nie widzę. Jest wypowiedź skierowana do Ciebie, ale bez jakichkolwiek osobistych przytyków.

                                Mi chodziło o inną moją wypowiedź, bo w tej nie widze absolutnie nic nagannego.

                                Popracuj trochę nad dystansem do siebie.
                                • joshima Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 12:00
                                  mama_myszkina napisała:

                                  > No, rzeczywiście, podchodzisz do siebie wyjatkowo poważnie.
                                  Kłamałaś i nie potrafisz przyznać się do błędy wykręcając zamiast tego kota ogonem EOT.

                                  > Popracuj trochę nad dystansem do siebie.
                                  Przyganiał kocioł garnkowi.
                      • tully.makker Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 00:01
                        Narcyzm. I tak, osoby skrajnie narcystyczne rzeczywiscie nie powinny miec dzieci.
                        • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 02:05
                          tully.makker napisała:

                          > Narcyzm. I tak, osoby skrajnie narcystyczne rzeczywiscie nie powinny miec dziec
                          > i.
                          >
                          Takes one to know one.

                          A tak serio, to osoby skrajnie narcystyczne czesto mają dzieci, bo potrzebują przedłużenia swoich genów (bo przecież są takie wspaniałe) itp.
                          • tully.makker Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 10:26
                            Wyksztalcenie zastepuje doswiadczenie.
                            • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 11:42
                              tully.makker napisała:

                              > Wyksztalcenie zastepuje doswiadczenie.

                              Wykształcenie jest siłą rzeczy bardziej obiektywne od doświadczenia, bo podczas zdobywania wiedzy poznaje się różne systemy wartości i różne punkty widzenia. Natomiast doświadczenie można mieć tylko i wyłącznie swoje.

                              Najlepiej analizować doświadczenie przez pryzmat wykształcenia.
                • morekac Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 16:37
                  Moim zdaniem ten cały tzw.instynkt macierzyński to nic innego, jak dążenie naszych genów do ekspansji. A nasze geny są samolubne ;-).

                  odnośnie nicka, śpiesze z wyjaśnieniem, że jestem spełnioną mamą świnki morskie
                  > j o imieniu Antonio Nikolajewicz Myszkin. :P
                  :-)
                  A ja myślałam, żeś dzieciata. Zastanawiałam się wszelako, czy do dziecka wołasz per Myszkin.
                  Czyli świni mówisz po nazwisku? Nie wiem, czy nie czuje się niekochana...
                  • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 23:06
                    świnka jest podstępem adoptowana od hodowcy, bo się z nią brzydko obchodził, i już się nazywała Antonio. Mój ulubiony bohater literacki to Lew Nikołajewicz Myszkin, główna postać 'Idioty' Dostojewskiego. Ponieważ Antonio reaguje na Antonio, zostawiłam mu pierwsze imię, ale wszystko inne ma już po 'Idiocie' ;)
            • amb25 Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 15:04
              Na pewno nie wynika z altruizmu, bo on po prostu nie istnieje. Jesli rezygnujesz z czegos albo nie, robisz to w imie zaspokojenia jakis swoich potrzeb (najczesniej niematerialnych). A zaspokajanie swoich potrzeb (nawet z korzyscia dla innych) altruizmem nie jest.
              • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 15:54
                znam ludzi, którzy nie decydują się na dzieci, bo nie chcą powoływać ich do istnienia w obecnej niepewnej rzeczywistości. po prostu bolałoby ich, że bawili się w boga i dali życie, ale nie potrafią zapewnić temu życiu ani warunków ani bezpieczeństwa. to dużo mnie egoistyczne podejście niż sprawianie sobie 'kogoś do kochania' albo decydowanie się na dziecko,żeby scementować związek czy nie czuć się samotnym. to jest dopiero egoizm!
                • sebalda Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 16:58
                  Cementowanie związku dzieckiem - mega nieporozumienie, bo jeśli związek niepewny, niestabilny, przechodzący konflikt, dziecko nigdy nie cementuje, a jedynie dodatkowo pogarsza, wtedy dopiero zaczynają się schody i konflikty.
                  Dziecko z potrzeby bycia kochanym i kochania, hmmm, czy to aż takie egoistyczne? Jeśli się wie, że obdarzy się to dziecko prawdziwą miłością? Chyba bym polemizowała. Dziecko jako lek na samotność, tak, to nie jest ok, ale z drugiej strony, jakie to ludzkie.
                  • mama_myszkina Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 19:24
                    sebalda napisała:

                    > Cementowanie związku dzieckiem - mega nieporozumienie, bo jeśli związek niepewn
                    > y, niestabilny, przechodzący konflikt, dziecko nigdy nie cementuje, a jedynie d
                    > odatkowo pogarsza, wtedy dopiero zaczynają się schody i konflikty.
                    > Dziecko z potrzeby bycia kochanym i kochania, hmmm, czy to aż takie egoistyczne
                    > ? Jeśli się wie, że obdarzy się to dziecko prawdziwą miłością? Chyba bym polemi
                    > zowała. Dziecko jako lek na samotność, tak, to nie jest ok, ale z drugiej stron
                    > y, jakie to ludzkie.

                    No, mordowanie przedstawicieli swojego gatunku też jest typowo ludzkie, więc nie moze to byc usprawiedliwienie. :P

                    Świadome macierzyństwo jak najbardziej, jestem za. Ale jak sobie poczytasz na przykład forum 'Kobieta', to szybko się zorientujesz, że nie jest to powszechne ;) Podobnie nie napawają optymizmem statystyki, które mówią,że 60-80% ciąż to wpadki. Oczywiście zależy, komu się wpadka przytrafi, bo przecież mozna być dobrym rodzicem i z wpadki.
                    ;)
                    • amb25 Re: Jak jej pomóc?? 27.05.11, 08:09
                      Typowo ludzkie? nie ma czegos takiego.
                      Jest pare innych gatunkow zwierzat oprocz czlowieka, ktore zabijaja przedstawicieli swojego gatunku (niektore prowadza nawet wojny).
                    • sebalda Re: Zbiorczo 27.05.11, 08:49
                      mama_myszkina napisała:
                      Oczywiście zależy, komu się wpadka przytrafi, bo przecież mozna być dobr
                      > ym rodzicem i z wpadki.

                      Ja myślę, że gdyby nie wpadki, świat by się wyludnił. Ale wierzę w teorię (bo sama jej wyjątkowo silnie doświadczyłam), że instynkt macierzyński rodzi się na ogół z chwilą narodzin dziecka. Ile to juz było filmów o dziewczynach rodzących na zamówienie i potem walczących o zatrzymanie dziecka. Wierzę tez w historie o miłości do dziecka z gwałtu. Znaczy jestem za aborcją w takiej sytuacji, bo to niewyobrażalne cierpienie pod każdym względem, ale tez dopuszczam prawdziwość historii przedstawionej w Grbavicy. Oglądałaś? Dla mnie genialne.
                      Myślę, że matką się jest dobrą lub nie nie tylko z racji świadomej decyzji i wewnętrzego przekonania o słuszności i potrzebie posiadania dziecka. To chyba kwestia charakteru. Ja się spełniłam w macierzyństwie wyjątkowo. Każdy etap życia dzieci i z dziećmi był dla mnie cudowny. Teraz jest też świetny, bo mam w domu dwójkę najbliższych przyjaciół, z którymi się nigdy nie nudzę, mamy podobny typ poczucia humoru, oglądamy razem filmy i czytamy książki, a potem o nich gadamy. Jest naprawdę świetnie. Fantastycznie jest obserwować rozwój dzieciaka, patrzeć, jak rodzi się jego indywidualizm. Widzieć, jak przyjmuje nasz system wartości lub jak pewne rzeczy odrzuca, a czasami wręcz pod wpływem logiki dziecka sama weryfikuję swoje poglądy. Dzieci potrafią niesamowicie zaskoczyć swoją dojrzałością, mądrością. Oj, wyszedł mi niechcący pean o radości macierzyństwa:))))
                      Tak, jak najbardziej się zgadzam, że decyzja o dziecku bywa podyktowana egoizmem.
                      Ja też żyję z poprawiania cudzych błędów:) Też czytam masowo i nałogowo. I problem mam tylko z macierzyństwem i barbarzyństwem, za cholerę nie wiem czemu. I ten problem mam nawet bez gorączki. Na stałe:)
                      • sebalda Re: Zbiorczo 27.05.11, 09:51
                        Mała poprawka. Źle się wyraziłam w poprzednim poście, a to ważne. Nie jestem za aborcją z powodu gwałtu, ale za prawem do niej. A to różnica. Dodam jeszcze do wczesnej aborcji.
                      • mama_myszkina Re: Zbiorczo 27.05.11, 11:53
                        Zgadzam się, że są kobiety, w których budzi się miłość do dziecka, nawet niechcianego.

                        Ale to wynika też z systemu wartości. Np. kobieta, dla której dziecko jest wartością, która wiele przeszła w ciąży itp, będzie inaczej patrzeć na dziecko, nawet jesli zostało poczęte w wyniku wpadki i gwałtu niż kobieta, dla której macierzyństwo ani dziecko nigdy nie stanowiło żadnej wartości.

                        Lepiej jednak, żeby kobiety nie były stawiane w takiej sytuacji. Moja koleżanka 'wpadła' i niestety, jej awersja do dziecka była tak silna, że zostało przysposobione przez jej matkę, a babkę dziecka. Ta dziewczyna ma naprawdę ciezko, bo cała rodzina się od niej odwróciła. Dodam, że widziałam, że ona naprawdę próbowała, ale dostała takiej depresji,że musiała iśc do szpitala. Gdyby jej matka wtedy nie przysposobiła dziecka, to być może wyladowałoby w jakieś placówce opiekuńczej.

                        Koleżanka siedziała w tym psychiatryku pół roku i pomimo dobrej opieki i widzeń z dzieckiem nic się w niej nie ruszyło. Tzn wykonywała obowiązki matki, ale nie było mowy o miłosci.

                        Szkoda mi tej dziewczyny. Cały czas mamy kontakt, za co również spotykają mnie nieprzyjemności ze strony jej rodziny.

                        Jak miałam 17 lat to inna koleżanka popełniła samobójstwo, bo została podstępem wykorzystana seksualnie i pojawiła się ciąża.

                        Innym przykładem jest moja własna matka, która dzieci nigy nie chciała. Starała się być dobrą matką, ale jednak zawsze wyczuwałam, że nie jest tak, jak być powinno. Już nie żyje, a o tym,że nie chciała dzieci owiedziałam się od jej matki po śmierci matki.

                        Najlepiej,żeby dzieci były chciane, ale nie neguję,że można być dobrym rodzicem i z przypadku. Natomiast uważam, że w sytuacjach ekstremalnych kobieta powinna sama we własnym sumieniu zadecydować, czy podoła.

                        Znowu napisałam wypracowanie.
                        • sebalda Re: Zbiorczo 27.05.11, 14:07
                          mama_myszkina napisała:
                          > Znowu napisałam wypracowanie.

                          E tam, i tak mnie nie pobijesz, ja chyba pisze najdłuższe posty na forum, nie umiem inaczej i ubolewam nad tym.
                          I chyba Twoja teza jest słuszna. Kobiety, ktore bardzo nie chca dziecka, tak naprawdę bardzo, nawet przymuszone okolicznościami często nie są w stanie dziecka pokochać. I wtedy rzeczywiście najlepiej, jak tych dzieci nie mają. I dla wszystkich najlepiej jest, gdy dziecko jest chciane i przemyślane, nawet gdy jeszcze nie ma tego instynktu macierzyńskiego wyrobionego. Ale znam kobiety, ktore w pewnym wieku wręcz fizycznie pragną dziecka, zapach niemowlaka działa na nie jak najlepszy afrodyzjak. Ja tak nie miałam, ale jak urodziłam córkę mój świat wywrócil się do góry nogami, nie sądziłam, że mnie stac na tak silne uczucia, emocje, że można aż tak kochać i tak dać się zaczarować. I ten czar trwa cały czas, przy czym robię wszystko, by nie być nadopiekuńczą matką (choć czasami trochę jestem, wiesz pewnie, o czym mówię;). Między innymi dlatego zdecydowałam się na drugie dziecko, by nie zakochać pierwszego. I się udało. Oboje kocham równie mocno, ale dzięki temu nie skupiam się juz tak strasznie na jednym. Miłośc do dzieci tak fajnie się mnoży i dzieli równocześnie:)
                          Rozumiem, że kompletnie nie pociągnęła Cię moja opowieść o urokach macierzyństwa? I tego wczesnego i późnego, gdy dzieci stają się naszymi przyjaciółmi?
                          Nie to, żebym uprawiała tutaj jakąś propagandę;)
                          • serendepity Re: Zbiorczo 27.05.11, 15:46
                            Z punktu widzenia kobiety, ktora nie chce miec dzieci, powiem Ci, ze mnie nie przekonuja takie historie. Wierze w to co piszesz, ale ja dalej nie jestem zainteresowana.
                          • mama_myszkina Re: Zbiorczo 29.05.11, 23:23
                            Sebaldo, wybacz szczerość, ale taka nadmierna obezładniająca miłość do dzieci jest często komensacją za brak spełnienia w innych dziedzinach życia, zaś nadopiekuńczość wynika z podświadomej chęci zrekompensowania dziecku tego,że nie było planowane i wyczekiwane.

                            Oczywiście nie jest tak zawsze.

                            Co do 'uroków macierzyństwa' to nie sądzę, żeby cokolwiek mnie przekonało. I zgadzam się z postem p. Ekspert (poniżej). Wszyscy zastanawiają się, dlaczego przyjaciółka nie chce dzieci zupełnie jakby był oto objaw czegoś powazniejszego niż łamania stereotypów.

                            W jakimkolwiek państwie na zachód od Odry i Nysy ten wątek wywołałby uśmieszek zażenowania. Widac w Polsce należy jednak ciagle powielać jedynie słuszną drogę życiową. Smutne to.
    • demonsbaby Re: Jak jej pomóc?? 26.05.11, 10:58
      Nie można w żaden sposób, najprościej było się formalnie nie bawić w ustrój małżeński, zaoszczędziłoby to kasy i nerwów.
      Oboje mają swoje racje ... U każdego chęć posiadania dziecka, mimo negacji, może się obudzić i nie musi.
      Jeżeli u jednego wystąpiło takie parcie na dziecko, to należy czekać na rozwiązanie małżeństwa, bo wcześniej czy później facet znajdzie kobietę, dla której posiadanie dziecka będzie tak samo istotne jak dla niego. Natomiast przymusowe macierzyństwo, łącznie z szantażem emocjonalnym, ma duże szanse zakończyć się tragicznie - głównie dla dziecka.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jak jej pomóc?? 29.05.11, 09:24
      Jeśli Pani jest jej przyjaciółką, zna ją od dziecka, nie jest Pani obojętny jej los, to niech ją Pani wspiera w jej wizji świata, jej sposobie bycia, jej decyzjach. To nie są decyzje toksyczne, pokrętne. One są niezgodne z przyjętymi stereotypami . Nawet jak jej mąż czuje się nimi krzywdzony, to mieści się to w obrębie normalnej dynamiki życia. Wchodząc w związek z drugą, niezależną osobą, dodając do tego upływ czasu, trzeba liczyć się z różnymi zaskoczeniami,które będą wymuszały różne decyzje.
      Takie trwanie przy przyjaciółce może jej dać siłę w jej decyzjach, może poczuć, że jest naprawdę rozumiana, a nie rozumiana, ale z podejrzliwością lub nadzieją na zmianę, czyli nie do końca poważnie.
      Swoją drogą, wygląda na to, że wszyscy chcą zmienić przyjaciółkę. A co z jej mężem? Przecież wiedział o wszystkim od początku. Zadziałała kolejny raz zasada, że jak kobieta mówi "nie", to zapewne myśli "tak"? Tym zdaniem nie chcę odmówić powagi jego problemowi. Raczej zwrócić uwagę, że "terapeutyzować" należy przyjaciółkę i nad nią "pracować".
      A może terapia pary ? Agnieszka Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:
Pełna wersja