niewiemcozrobic.pl
30.05.11, 10:19
Witam
Z moim partnerem jestem dwa lata. Różne koleje naszego losu sprawiły, że nie poznałam jego córki (16 lat) i prawdę mówiąc nie chcę jej poznać. Ona mnie zresztą też.
Nie zawsze miałam z tym problem-na początku byłam otwarta na jego dziecko, choć szczęśliwa, że istnieje nigdy nie byłam. Kłopoty zaczęły się, gdy jego córka zaczęła stawiać warunki. Pierwszego Sylwestra nie spędziliśmy razem, bo ona zadzwoniła z płaczem, że ma ją zawiezć na imprezę. Nikt inny, tylko on(mogła to zrobić matka, wujkowie, ciotki). Więc wsiadł w samochód i jechał 400 km po to, żeby zawiezć ją 60. Po godzinie się rozmyśliła. Chciał wrócić do mnie, ale ja się nie zgodziłam. Potem przyszły wakacje. Chciał z nią gdzieś pojechać, ale ona powiedziała, że bez matki nie pojedzie. Więc matka też pojechała. To strasznie zapesuło nasze relacje. Poza tym nie spędziliśmy ani jednych świąt razem, bo on jezdzi do niej (mieszka z matką i z babcią-JEGO matką, która raczej nigdy nie zaakceptuje, że syn związał się z kimś innym).
Straciłam zaufanie do partnera, a to dziecko zaczęłam traktować jak wroga.
Nie wiem co zrobić. Z jednej strony staram się ją zrozumieć-trudny wiek, stracona nadzieja, że rodzice się zejdą, poczucie, że obca baba kradnie jej ojca. Z drugiej czuję się odrzucona, boli mnie to, że zawsze będę dla niego mniej ważna, boli, że on zawsze wybierze córkę. Targają mną sprzeczne emocje. On powiedział, że nie chciałby być zmuszony wybierać między nami, że na "pierwszym miejscu na podium" jest tyle miejsca, że zmieścimy się tam we dwie. Ale powiedział też, że jeśli nigdy nie zaakceptuje tego, że on ma dziecko, to będzie żył sam. I może tak byłoby lepiej, tyle, że minęło dużo czasu, a on dalej "tkwi" przy mnie.
Nie wiem jak opisać, co czuję. Wydaje mi się, że jestem złą kobietą:( Chciałabym się przemóc, ale nie potrafię, włączyła mi się w pewnym momencie jakaś blokada i jak pomyślę, że ktoś mówi do niego "tato", to robi mi się słabo. Jak pomyślę, że on śpi pod jednym dachem z eks (na osobnych piętrach), gdy tam jedzie, to też robi mi się słabo (z drugiej strony gdzie ma spać? przecież to jego rodzinny dom). Jego relacje z eks są nawet poprawne, choć ona czasem robi mu na złość (mnie też). Gdy zapytałam, co on do niej czuje, to powiedział, że jedyne co może czuć, to szacunek, bo wychowuje jego dziecko. Zresztą z tego co wiem od niego i ich znajomych, to on jej nigdy nie kochał i całe małżeństwo z nią fruwał z kwiatka na kwiatek.
Dopiero gdy poznał mnie, to się ustatkował i zaczął myśleć i zachowywać się poważnie.
Mimo tego boli mnie, że on tam jedzie, śpi tam i robi to, co córka chce (wspólne wakacje z matką, bo tylko z nim nie pojedzie:/).
Czy jest szansa to zmienić? Czy może ja się nie nadaję do życia z "dzieciatym"? Jak zaakceptować jego kontakty z eks?
Nie czuję się pewnie w tym związku.
Przepraszam za chaos wypowiedzi, ale jestem strasznie rozemocjonowana.