Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko:(

30.05.11, 10:19
Witam
Z moim partnerem jestem dwa lata. Różne koleje naszego losu sprawiły, że nie poznałam jego córki (16 lat) i prawdę mówiąc nie chcę jej poznać. Ona mnie zresztą też.
Nie zawsze miałam z tym problem-na początku byłam otwarta na jego dziecko, choć szczęśliwa, że istnieje nigdy nie byłam. Kłopoty zaczęły się, gdy jego córka zaczęła stawiać warunki. Pierwszego Sylwestra nie spędziliśmy razem, bo ona zadzwoniła z płaczem, że ma ją zawiezć na imprezę. Nikt inny, tylko on(mogła to zrobić matka, wujkowie, ciotki). Więc wsiadł w samochód i jechał 400 km po to, żeby zawiezć ją 60. Po godzinie się rozmyśliła. Chciał wrócić do mnie, ale ja się nie zgodziłam. Potem przyszły wakacje. Chciał z nią gdzieś pojechać, ale ona powiedziała, że bez matki nie pojedzie. Więc matka też pojechała. To strasznie zapesuło nasze relacje. Poza tym nie spędziliśmy ani jednych świąt razem, bo on jezdzi do niej (mieszka z matką i z babcią-JEGO matką, która raczej nigdy nie zaakceptuje, że syn związał się z kimś innym).
Straciłam zaufanie do partnera, a to dziecko zaczęłam traktować jak wroga.
Nie wiem co zrobić. Z jednej strony staram się ją zrozumieć-trudny wiek, stracona nadzieja, że rodzice się zejdą, poczucie, że obca baba kradnie jej ojca. Z drugiej czuję się odrzucona, boli mnie to, że zawsze będę dla niego mniej ważna, boli, że on zawsze wybierze córkę. Targają mną sprzeczne emocje. On powiedział, że nie chciałby być zmuszony wybierać między nami, że na "pierwszym miejscu na podium" jest tyle miejsca, że zmieścimy się tam we dwie. Ale powiedział też, że jeśli nigdy nie zaakceptuje tego, że on ma dziecko, to będzie żył sam. I może tak byłoby lepiej, tyle, że minęło dużo czasu, a on dalej "tkwi" przy mnie.
Nie wiem jak opisać, co czuję. Wydaje mi się, że jestem złą kobietą:( Chciałabym się przemóc, ale nie potrafię, włączyła mi się w pewnym momencie jakaś blokada i jak pomyślę, że ktoś mówi do niego "tato", to robi mi się słabo. Jak pomyślę, że on śpi pod jednym dachem z eks (na osobnych piętrach), gdy tam jedzie, to też robi mi się słabo (z drugiej strony gdzie ma spać? przecież to jego rodzinny dom). Jego relacje z eks są nawet poprawne, choć ona czasem robi mu na złość (mnie też). Gdy zapytałam, co on do niej czuje, to powiedział, że jedyne co może czuć, to szacunek, bo wychowuje jego dziecko. Zresztą z tego co wiem od niego i ich znajomych, to on jej nigdy nie kochał i całe małżeństwo z nią fruwał z kwiatka na kwiatek.
Dopiero gdy poznał mnie, to się ustatkował i zaczął myśleć i zachowywać się poważnie.
Mimo tego boli mnie, że on tam jedzie, śpi tam i robi to, co córka chce (wspólne wakacje z matką, bo tylko z nim nie pojedzie:/).
Czy jest szansa to zmienić? Czy może ja się nie nadaję do życia z "dzieciatym"? Jak zaakceptować jego kontakty z eks?
Nie czuję się pewnie w tym związku.
Przepraszam za chaos wypowiedzi, ale jestem strasznie rozemocjonowana.
    • marzeka1 Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 10:22
      " Czy może ja się nie nadaję do życia z "dzieciatym"? "- cóż, zdecydowanie nie nadajesz się. Nie musisz lubić ,ale ty nie akceptujesz samego faktu istnienia jego córki. Pewnie, że jest ona w wieku, kiedy potrafi manipulować poczuciem winy ojca,ale ty stajesz z nią w szranki.
      Najgorsze, co mogłabyś zrobić sobie i jemu, to samej zdecydować się z nim na dziecko.
      • marzeka1 Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 10:28
        Dodam też, że część winy leży po stronie partnera, bo niby odszedł od rodziny, ale nie potrafi tak naprawdę z tobą się związać; nawet świąt nie spędzacie razem (nie mówię, że całych, ale chociaż części), czyli w sumie t tak jakby miał kochankę na boku, a na święta zjeżdżał do eksżony, córki i swojej matki, która mieszka z eksżoną.W dziwny układ wdepnęłaś.
      • niewiemcozrobic.pl Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 10:31
        Nie zdecydowałam się i na razie nie zdecyduję. Pewnie dopiero wtedy by mi odbiło. Zresztą to powiedziała mi moja mama-nie daj Boże ubzdurałabym sobie, że on rekompensuje córce swoją nieobecność kosztem naszego dziecka, albo tamto traktuje lepiej, to dopiero zaczęłoby się piekło.
        Problem w tym, że kocham mojego faceta, a on kocha mnie. Jest nam ciężko, od jakiegoś czasu przechodzimy kryzys (nie chodzi tylko o dziecko, awantury są raczej o eks-jestem o nią zazdrosna i wpadam szał, gdy dzwonią do siebie po coś itp.), ale żadne z nas nie potrafi zdecydować się na rozstanie. Ja jestem już wykończona psychicznie, on pewnie też. Okropnie się mordujemy:(
        Zastanawiam się, czy jest jakiś sposób, żebyśmy osiągnęli kompromis i spokój.
        • niewiemcozrobic.pl Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 10:39
          Co do Świąt-w pierwsze miał przyjechać do mnie w drugi dzień, ale był dym z rodziną (matką, braćmi), że nigdzie nie pojedzie (oni mnie nie akceptują, choć nawet nie znają). Bracia powiedzieli mu, że zastawią mu bramę, jak będzie chciał wyjść. W drugie Święta już nie było możliwości, bo moja rodzina po tym wszystkim, co ja przeżyłam przez niego, nie chce go znać.
          Jego eksżona Święta spędza u swoich rodziców. On Wigilię u swojego dziadka, na drugi dzień widzi się z dzieckiem.
        • marzeka1 Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 10:40
          " awantury są raczej o eks-jestem o nią zazdrosna i wpadam szał, gdy dzwonią do siebie po coś itp.), "- cóż, to nie do końca jest w porządku z twojej strony, bo wiesz, że związałaś się z facetem z przeszłością w postaci żony, dziecka- w takim razie zdecydowanie trzeba było szukać kawalera lub wdowca, chociaż o to pewnie nie, bo nakręcałaby cię nieżyjąca żona i to, że odwiedza jej grób.
          Tak tylko spytam: oni są po rozwodzie?
          • niewiemcozrobic.pl Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 10:58
            W trakcie. Może dlatego tak histeryzuję, aczkolwiek wiem na pewno, że on jej nie kocha. To jak wyglądało ich małżeństwo, to jedna wielka farsa. Obiektywnie rzecz ujmując on zachował się wobec niej jak świnia, bo dobrym mężem dla niej nie był nigdy. Właściwie nie wiem, po co się z nią żenił. Twierdzi, że był młody i głupi. W głowie nie była mu żona, tylko przygoda i zabawa, więc ona żyła sobie, a on sobie.
            Nie jest to powód do dumy, wiem. Mimo wszystko go kocham. Poza tymi wszystkimi starciami on jest dla mnie dobry, troszczy się o mnie, chce zapewnić nam dobrą przyszłość.
            Tyle, że on jest okropnym pragmatykiem. Uważa, że trzeba "robić swoje" mimo, że czasem coś boli, żeby potem żyło się lepiej i spokojniej. Wg niego ja histeryzuję i nie daję mu się skupić na tym, żeby jak najmniej stracił przy rozwodzie , żeby mógł zarobić na nasz dom itp. On stosuje metodę wojny podjazdowej jeśli chodzi o rozwód. Jeśli coś zrobi zle, to będzie z jego winy, co komplikuje wiele rzeczy. Jak to mówi woli "powoli i skutecznie" niż narobić dymu. Powiedział, że tak więcej zyskamy niż idąc na udry.
            • marzeka1 Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 11:05
              "W trakcie. Może dlatego tak histeryzuję, aczkolwiek wiem na pewno, że on jej ni
              > e kocha. To jak wyglądało ich małżeństwo, to jedna wielka farsa. "

              - DLACZEGO, no dlaczego kobiety ciągłe łykają takie głodne kawałki????
              Wygląda to tak:
              - facet od 2 lat się rozwodzi, ale się nie rozwiódł
              - wiesz, że on jest nie kocha; ale pewnie kiedyś kochał i jej to mówił, nawet dziecko mają
              - piszesz, ze "w głowie mu była tylko zabawa i przygoda"- no i jesteś taką "przygodą"- dlatego pewnie nie ma Sylwestra, nie ma świąt.
              - na dodatek żona (ciągle jednak żona) mieszka z jego matką, która nie chce cię znać i nie zna.
              - na dodatek żona byłaby niemądra, gdyby nie zażądała rozwodu z orzekaniem winy pana, bo to on porzucił rodzinę.

              Czyli tak: łykasz jakieś głodne kawałki żonatego faceta, jesteś w wielkim gó...e, ale chyba na własne życzenie.
            • mozambique Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 11:22
              "W trkacie rozwodu ..."

              czyli pan jest zonaty i dzieciaty a ty jestes jego kochanką
              dziwisz sie ze jego rodzice nie chca ci znac ???? a po co mieliby poznawac jaką dupencje swego zonatego syna ?

              pan zone regularniE zdradzał a ty wierzysz ze przy tobie,...nastej z rzędu kochance , sie ustatkuje ? o ŚWIĘTA NAIWNOŚCI !!!
              • onamigdalowa Rozumiem Cię, też tak mam 30.05.11, 14:12
                Witaj, nie słuchaj tych bzdór. Ja jestem w podobnej sytuacji tylko parę lat później. On już jest kilka lat po rozwodzie, żona jest już" była" i nie miesza sie w nasze życie, a dzieci tak jak mnie nie akceptowały tak nie akceptują - chcą być lojalne w stosuknu do mamy - ona się nie pogodziła z rozwodem . Moje uczucia w stosunku do dzieci sa takie jak Twoje - nie od razu da się pokochać ba zaakceptować cudze dzieci a ci dopiero jak mają focha i nie pozwalaja się do siebie zbliżyć. A życie płynie dalej mamy swoje życie bez nich i tyle . Poczekaj on jest jeszcze tzw jedna nogą w tamtej rodzinie, rozwiedzie się i pewnie się Wam jakość poukłada i nie myśl o sobie, że jesteś zła - kto inny jest zły i winny tej sytuacji
                • edw-ina Re: Rozumiem Cię, też tak mam 30.05.11, 14:32
                  Grunt to dobre samopoczucie i dopięcie swego, prawda?
                  ps. i bzdur, a nie bzdór
                • marzeka1 Re: Rozumiem Cię, też tak mam 30.05.11, 15:26
                  Jakich bzdur?
                  " nie myśl o sobie, że jesteś zła - kto inny jest zły i w
                  > inny tej sytuacji "- tak??? A kto? Pan żonkoś od 2 lat bzykający pannę, której obiecuje rozwód? Na dodatek jeśli faktycznie leci na złamanie karku córeczce na pomoc, aby być kierowcą, pan nie wymiksował się w rodziny, wciska panience głodne kawałki.
                • morekac Re: Rozumiem Cię, też tak mam 30.05.11, 22:53
                  ciekawe, gdzie spędził nieszczęsnego sylwestra... u trzeciej pani?
            • edw-ina Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 11:29
              Pana kopnąć w tyłek tak, by poczuł przyjemność na myśl o zbliżającej się podróży, nie słuchać bredni żonatych facetów, którzy rozwodzą się od kilku lat, szanować siebie i nie robić z siebie kochanki, a serducho przestanie boleć.
              • niewiemcozrobic.pl Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 11:39
                Dzięki edw-ina. Masz rację. Wiem to. Tylko jakoś nie wierzę, że to serducho przestanie mnie boleć. Chyba muszę poszukać pomocy psychologa.
                • edw-ina Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 12:01
                  Ale będzie bolało tak czy siak. Tylko zrób sobie bilans strat i zysków:
                  - odchodzę: boli serce, szkoda związku, bliskości i marzeń, ale za to: przestaję naiwnie wierzyć gadaninie jakby na to nie patrzeć żonatego faceta, nikt już nie wiesza na mnie psów jako na tej trzeciej, nie wnikam w jego dziecko i przede wszystkim - wystrzegam się jeszcze większego bólu, kiedy zaangażujesz się jeszcze mocniej, a facet, którego historia życia wskazuje na tendencje do chamskich zachowań, nie da ci nic z tego, na co liczysz.
                  - zostaję: dla rodziny faceta jesteś nikim, dla jego córki jesteś nikim, godzisz się na samotne święta, wakacje itp. i nie masz żadnej pewności, czy gdybyście nawet zaczęli być razem na poważnie to jest duża szansa, że przy pierwszych większych problemach facet znajdzie kolejną pocieszycielkę.
                  Boli trochę mniej?
    • edw-ina Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 10:44
      zmieniłaś nick?
      forum.gazeta.pl/forum/w,14479,118038341,118038341,Byla_ma_hasla_do_jego_kont_.html
      • marzeka1 Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 10:50
        Jeśli to ona, problemy są od początku i to duże, w sumie nie rozumiem, jaki jest sens ciągnięcia tego na siłę, przy takich kosztach psychicznych.
      • niewiemcozrobic.pl Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 10:59
        Nie. To nie mój wątek, ale czytałam go.
        • imasumak Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 14:02
          Hmm, nie Twój? Aż taka zbieżność?
    • malamelania Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 12:02
      DWA LATA o on dopiero "w trakcie" rozwodu?
      Chyba brakuje paru szczegółów w Twojej wersji wydarzeń ;)
    • sinsi żonaty dzieciaty i do tego gnojek 30.05.11, 12:39
      facet żonaty, z dzieckiem, zdradzacz i latawiec, wciskający ci od kilku lat kity o rozwodzie,
      ty biorąca udział w oszukiwaniu jego żony, siedząca cicho żeby się żona nie dowiedziała bo "pan nie chce być winny rozwodowi" a chce jak najwięcej kasy chce z małżeństwa wydoić dla siebie...


      ..dziewczyno- ty naprawdę nie widzisz w jakim obrzydliwym syfie tkwisz? i co gorsza - chcesz takiego faceta??
      • zziajana Re: żonaty dzieciaty i do tego gnojek 30.05.11, 13:32
        serducho poboli,poboli i przestanie

        jesli zostaniesz z nim bedzie bolalo cale zycie...nie marnuj go,nie warto.
        • niewiemcozrobic.pl Re: żonaty dzieciaty i do tego gnojek 30.05.11, 17:56
          Z niczym nikt się nie ukrywa. Oficjalnie mieszkamy razem, znam jego znajomych-spokojnie. Z NIĄ czasem rozmawiam przez telefon. Z matką on nie ma i nie miał dobrego kontaktu nigdy, prawdę mówiąc on jej nienawidzi.
          Wiem, że najlepiej jest się z tego wymiksować. Dałam sobie chyba wmówić, że to moja wina, że to się tak odwleka (bo histeryzuję, on stracił do mnie zaufanie po tym jak go wywaliłam kilka razy z domu, nie ma we mnie wsparcia itp.).
          A że chcę go dalej.....no cóż, widać miłość naprawdę jest ślepa :/
          • marzeka1 Re: żonaty dzieciaty i do tego gnojek 30.05.11, 18:01
            No to bądź ślepa :) ktoś każe ci być szczęśliwym? Nie, możesz dalej łykać te beznadziejne teksty i być kochanką żonatego faceta.Co kto woli, to ma.
            • niewiemcozrobic.pl Re: żonaty dzieciaty i do tego gnojek 30.05.11, 18:42
              Nie wiem...właściwie nie wiem, dlaczego nie odejdę. Przyznam, że próbowałam, ale...nie wiem. Łamię się i wracam, bo kocham, tęsknię i takie tam. Przywiązałam się do niego.
              Suma summarum tak czy siak jestem nieszczęśliwa, więc rzeczywiście lepiej być nieszczęsliwą z pozostawionymi sobie resztkami szacunku niż być z nim.
              Natomiast wiem, że sama sobie nie dam rady i muszę poszukać pomocy psychologa.
    • efi-efi Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 22:00
      Abstrahuję od tego, że wpieprzyłaś się między wódkę i zakąskę.
      Facet jest babiarzem. Lubi sobie uciąć romansik lub romans, ale rodzina to jest rodzina i tyle.
      Jeżeli nigdy nie byłaś mężatką to nie zdajesz sobie sprawy jaka to jest silna instytucja. Kiedy mimo całego dziadostwa jakie taki pacan potrafi narobić spotykają się rodzice , rodzeństwo, kuzynostwo i dzieci, a żona nakłada mężusiowi sałatki na talerzyk i pomija tę z papryką bo mężuś ma wrzody i papryka mu szkodzi . Ciocia Rózia zaparzy siemię lniane, kuzyn podstawi kieliszek z gorzałką , a międzyczasie będzie miło i rodzinnie , córeczka usiądzie tatusiowi na kolanach, ktoś stwierdzi, że jej rodzice powinni mieć więcej dzieci bo im takie piękne wychodzą itepe.
      Dla kochanek tam drzwi są zamknięte.
      Ani trochę mnie postawa matki Twojego faceta nie dziwi, ani tego, że żona czy córka tak się zachowują . MAJĄ DO TEGO PRAWO!
      Nie Tobie oceniać jakie to jest małżenstwo.
      A usprawiedliwianie zdrad Twojego wybranka jest śmieszne.
      Wyjaśnij mi, proszę, bo nie rozumiem na czym opierasz założenie, że dla niego jesteś kimś wyjątkowym, kimś innym niż kobieta do łózka. Jak te wszystkie przed Tobą.
      • marianka_marianka Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 22:23
        efi-efi napisała:
        Jeżeli nigdy nie byłaś mężatką to nie zdajesz sobie sprawy jaka to jest silna instytucja. Kiedy mimo całego dziadostwa jakie taki pacan potrafi narobić spoty ają się rodzice , rodzeństwo, kuzynostwo i dzieci, a żona nakłada mężusiowi sałatki na talerzyk i pomija tę z papryką bo mężuś ma wrzody i papryka mu szkodzi.Ciocia Rózia zaparzy siemię lniane, kuzyn podstawi kieliszek z gorzałką , a międzyczasie będzie miło i rodzinnie , córeczka usiądzie tatusiowi na kolanach,ktoś stwierdzi, że jej rodzice powinni mieć więcej dzieci bo im takie piękne wychodzą itepe. Dla kochanek tam drzwi są zamknięte.


        Amen:-)
      • niewiemcozrobic.pl Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 23:15
        Wyjaśnij mi, proszę, bo nie rozumiem na czym opierasz założenie, że dla niego j
        > esteś kimś wyjątkowym, kimś innym niż kobieta do łózka. Jak te wszystkie przed
        > Tobą.

        O mnie powiedział oficjalnie całej rodzinie i poświęcił relacje z córką--->nie pozwolił mnie obrażać, co skończyło publicznym uderzeniem córki, ale akurat nie wiem, czy to jest powód do chwały.
        Nie wiem, czy jestem kimś wyjątkowym. Tak mówią jego starzy znajomi (mówią, że przy mnie zaczął być poważny).
        Mimo tego i tak jest to co najmniej głupie, wiem.
        Poza tym jego żona miała (nie wiem, czy jeszcze ma) jakiegoś faceta, do którego jezdziła na weekendy.
        On twierdzi, że na razie ona ma za dużą kontrolę finansową, a on nie pozwoli sobie na to, żeby zostać bez kasy i z niepewnym jutrem.
        Zresztą co by nie gadali-jedno, czy drugie, jest to chory układ.
        W sumie nie wiem, po co on ze mną jest. Ciągle na niego krzyczę, właściwie ze sobą nie sypiamy (raz na czas, gdy akurat się nie kłócimy). Żyjemy od awantury do awantury. Kiedyś "oskarżycielem" byłam ja, teraz i on wysuwa oskarżenia: że nie może mi ufać, że nie może się przy mnie skupić, bo ciągle mu coś wypominam, wykrzykuję, że nie daję mu zebrać myśli i w koło gadam o "tym", zamiast wziąć się za zarabianie kasy, żebyśmy szybko wybudowali ten cholerny dom.
        Gdyby pominąć aspekt przeciągania wszystkiego w nieskończoność, to uważam, że byłoby nam ze sobą dobrze, ale tak to jest wykańczanie siebie nawzajem. Najgorsze jest to, że nie potrafimy się rozejść, chociaż męczymy się ze sobą okropnie. Obydwoje chyba żyjemy tym, jak to było cudownie na początku i że gdyby nie "trudności", to bylibyśmy szczęśliwi.
        • morekac Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 31.05.11, 09:05
          akurat bicie kogokolwiek, a zwłaszcza dziecka (które w tej całej sytuacji miało prawo do złości) nie jest nie tylko powodem do chwały, ale jest wręcz naganne...
    • marianka_marianka Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 22:27
      Pozwól sobie na luksus bycia tą pierwszą. Nigdy nie związałabym się jako wolna osoba z rozwodnikiem z dzieckiem. Kobiety, które to robią zasługują IHMO na miano masochistek.
      • marzeka1 Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 22:39
        "Kobiety, które to robią zasługują IHMO na miano masochistek."- nie przesadzaj, ludziom różnie się w życiu uklada, czasem jest i tak, że ten prawdziwy związek jest dopiero tym kolejnym. Z tym, że jak już wiązać się z facetem z przeszłością, to rzeczywistym rozwodnikiem, a nie żonkosiem, który bzyka pannę na boku, bo rozwieść się nie może, a święta i inne ważne dni to tylko rodzina, kochance- wara. To dopiero masochizm - wpakować się w takim gó...any układ.
        • marianka_marianka Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 22:51
          marzeka1 napisała:
          nie przesadzaj, ludziom różnie się w życiu uklada, czasem jest i tak, że ten prawdziwy związek jest dopiero tym kolejnym.


          Nie piszę o kobietach "po przejściach", ale o dziewczynach, kobietach bez zobowiązań które na własne życzenie, bez zastanowienia pakują się w związek z żonatym, dzieciatym gościem i potem jęczą jak im ciężko.
          Piszę o sobie, bo mnie jakoś zawsze nawet jak byłam młoda i głupia, od tych "mocno doświadczonych" odrzucało.
          • marianka_marianka Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 22:54
            Oczywiście związek Autorki z rzekomo rozwodzącym się gościem, który notabene spędza święta z żoną, która na dokładkę mieszka z jego matką... Zgroza:-)
            Kobieto, zostaw go dla innej masochistki i daj sobie szansę bycia zawsze pierwszą.
            • mozambique Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 23:03
              akurat zycie czsami przerasta kabaret

              osobiscie w dalekiej rodzinei mam taka sytuacje

              pan ozenil sie z panią i zamieszkali w domu rodzinnym pana , na dobudowanym dla siebei pietrze tego domu - na dole mieszkają rodzice i rodzenstwo pana
              w ciagy kilku lat pojawiaja sie dzieci , zona nie pracuje - pracyje tylko mąz
              w tejze pracy mąz poznaje koelzankę mocno rózniącą sie od zony wygladem , stylem , inteligencją i sposobenm patrzena na życie
              mąz sie zakochuje i rozwodzi sie zoną, wyprowdza sie do nowej pani - zona z dzieccmi zostaje w owym domu rodzinnym pana gdzie miekszkala od poczatku malzenstwa, matka męza = tesciowa ową zonę i wnuki bardzo kocha i postępku swego syna nie akceptuje ,

              ów mąz zeni z tą nową panią i kupują dom kilkaset metrów od domy rodziców, bylej zony i teściowej , mąz bardzo często odwiedza dzieci az do ich pelnoletnosci, czesto odwiedza tez swoich rodziców
              rodzice owego męza jego nowej zony nie akceptują i widziec na oczy nie chcą

              i tak sobei wszyscy egzystują uz chyab z 25 lat
              i jakos jest to mozliwe
    • niewiemcozrobic.pl Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 30.05.11, 23:21
      Święta jego żona spędza u swoich rodziców.
      • demonsbaby Re: Nie mogę pogodzić się z tym, że ON ma dziecko 31.05.11, 06:25
        dobrowolnie się zgodziłaś na chory układ, więc po co narzekasz? Masz co chciałaś. Nie chciałaś? To zakończ tą farsę albo facet ma się tobie definitywnie określić. Rozwód - termin, uregulowanie widzeń z córką itp.
        Nie pochwalam instytucji "kochanki" / "kochanka" - to podły numer wkręcać się w życie trzeciej osobie. Skoro już tą rolę pełnisz, to powstrzymaj się od komentowania działań osoby trzeciej w tym trójkącie, która ciebie do życia w swoim małżeństwie nie zapraszała.
        Skoro jednak tkwisz z nadzieją, że już / niebawem układ się rozwiążę, a tu się zdaje bardziej gmatwać, to czas wiary w cuda przeminął i musisz samodzielnie podjąć decyzję "co dalej". Odnośnie wątku, który wcześniej przytoczyła edw-ina - szanuj swoich rozmówców, taki zbieg okoliczności jest nierealny.
Pełna wersja