prof.pompka
30.05.11, 16:29
Tak, wiem, tysiąc już było wątków tego typu na forum i pewnie będę nie tylko wtórna, ale i nudna. Problem w tym, że... naprawdę nie mam komu o tym opowiedzieć. Postaram się nie Was zanudzić, drogie Forumowiczki i w miarę możliwości proszę o radę lub wsparcie...
Mam 24 lata i mezczyznę (27l), którego kocham i którego marzeniem jest zobaczyć mnie z obrączką na ręku. Mam też mamę, którą kocham równie mocno, chociaż wolałabym nieco mniej...
Z chłopakiem znamy się sporo czasu, od roku jesteśmy parą, od pół roku mieszkamy razem, a nasza miłość wyewoluowała z przyjaźni - jest moim najlepszym przyjacielem, ale tej sprawy przed nim poruszać nie chcę. Załamałby się, ponieważ jest bardzo wrażliwym człowiekiem. chlopak jest muzykiem i zarabia grając w pubach i restauracjach. gra świetnie, a taka praca jest zgodna z jego wykształceniem, zamiłowaniami, umiejętnościami itd. W sezonie zarabia dobrze samym graniem, odkłada na zimę, a zimą dorabia jako barman, żeby się nie nudzić w domu. Ma swoje problemy - zabłądził w przeszłości, ale kiedy go poznałam, był już prawie tym, kim teraz. Pomogłam mu w siebie uwierzyć i żyję teraz z przystojnym,wesołym,utalentowanym facetem, który ma wspólne zainteresowania ze mną i który przebiera w ofertach występów. Facetem, którego moja mama uważa, cytuję, za "człowieka dziecinnego, nieodpowiedzialnego, pasożyta na społeczeństwie, ktory ściąga mnie na dno i hańbi się graniem po knajpach". Tak, po roku odwiedzania mamy, ( mieszkamy 200 km od niej), jadania obiadków i okazywania przez Maćka absolutnego zachwytu nad moją rodziną, wyrazila się na temat mojego chłopaka. Tylko dlatego, że "nie ma etatu" , "nie pracuje" (choć pracuje" i pewnie jest na moim utrzymaniu. Wszystko to przez telefon, po tym, jak zegnając się z nią poprosiłam, by wyjasniła, czemu przez cały weekend była taka obrażona, bo się martwię. no to się dowiedziałam. Dowiedziałam się też, że jestem nieodpowiedzialna, że zginę, że nigdy nie chciałam jej słuchać i zawsze wpakuję się w jakiś dziwny zwiazek i zniszczę sobie życie, że inni w moim wieku maja juz dzieci i kredyt na mieszkanie ( a to ci dopiero sukces), a ja żyję z dnia na dzień i "jakies pisanie" mi w glowie. Pisanie, czyli literatura,bo tym chciałabym się zająć docelowo. Dowiedziałam się , ze zawsze były ze mna problemy i nigdy nie chciałam robic tego, co dla mnie dobre. Że ranię mamę, bo ona się martwi, i że na pewno źle skończę. I żebym nie przychodziła z płaczem, jak sięnie uda. I, dlaczego, skoro mama wychowałamnie tak dobrze, i jestem taka zdolna (haha, dobre sobie), to nie znajde sobie takiego fajnego kogoś jak np. moja siostra, która ma fajnego urzędnika, albo np. takiego gościa, jak mój brat, który rzucił muzykę dla wojska i teraz jest porządny. I zapytała, dlaczego to ja zawsze muszę sprawiać problemy. Moja mama już jednego faceta zniechęciła do mnie. Teraz nie pasuje jej następny, tylko dlatego, że ma inną wizję życia, niż dom, samochód i kredyt na 40 lat.tylko, że ona nie widzi, że ja mam taką samą wizję jak on. Może wychodzi z założenia, że wybije mi to z głowy. Mam dość. Chłopak mówi, żeby robić swoje i olac mamę, tym bardziej, ze mam jeszcze ojca, ktory nie podziela jej zdania. Tylko, że to nie jest mama mojego chłopaka... Czuję się jak śmieć. matka przeze mnie płacze, bo musi się martwić. mam wyrzuty w stosunku do niej, bo w końcu to matka, wychowała mnie, kochała, dawala wszystko, a ja ją pewnie jeszcze nie raz zawiodę przez to, że mam inne poglądy na zycie. Chlopakowi jest przykro, bo wyczuwa, ze cos jest nie tak.
Kto jest ważniejszy, chłopak, czy mama?
Przepraszam za chaos, ale rozmowa odbyla się dzisiaj rano jestem podłamana, mam metlik w głowie.Pocieszcie albo potępcie, byleby ktoś się do tego odniósł...