tully.makker
31.05.11, 17:01
Głowię się, jak dobrze opisać sytuacje…
Żyje w związku, w którym generalnie jest sprawiedliwy podział obowiązków – w tym sensie, ze mój partner, gdy jest w domu bez problemów i specjalnych namawiań wykonuje codzienne domowe czynności. Pisze – jak jest, bo przeciętnie jakieś 3 dni w tygodniu nie ma go w domu ze względów zawodowych – ostatnio częściej, bo robi duży projekt 300km od domu. Siłą rzeczy wtedy większość zadań spada na mnie, choć angażuję do pomocy dzieci i mam pomoc ze strony swojej rodziny w opiece nad młodszym dzieckiem. Gdy jestem w pracy.
Teraz jestem w ciąży i generalnie chłop rozumie, ze musze więcej odpoczywać, ze na pewne rzeczy nie mam energii czy ochoty. Nie czepia się nawet, gdy leże cały dzień na kanapie z ksiązką.
Niestety, z jednym wyjątkiem, – gdy biorę do reki laptopa, nawet na 15 minut, zaczyna się czepianie się, ze znowu siedzę na forum. Co z kolei doprowadza mnie do ciężkiego szalu, bo on z kolei potrafi przesiedzieć czasami kilka godzin oglądając rzeczy, które go interesują w necie i generalnie nie słyszy ode mnie żadnych pretensji w temacie. No chyba ze zasiada do kompa 10 minut przed zaplanowanym wyjściem gdzieś, kiedy jeszcze np. trzeba zapakować torbę na basem czy cos w tym rodzaju.
Kilka dni temu pretensje, ze znowu siedzę na forum 10 minut po odpaleniu kompa doprowadziły mnie do takiego szalu, ze wyszłam z domu na pół dnia zostawiając na jego głowie obiad, dzieci i ogarniecie domu. I oczywiście uważam, ze to on ma problem, bo czepia się w sposób nieuzasadniony. Od czasu do czasu pojawia się jednak myśl, ze to może ja mam problem, ze reaguje złością nieprorcjonalna do wagi sprawy? W innych kwestiach, gdy uwazam, ze nie ma racji, bez wysilku mowie mu, żeby się odpieprzyl i olewam temat. Myślicie, ze powinnam rozpracować temat z pomocą psychologa :-) ?