mamamatihani
01.06.11, 10:10
wlasciwie nie wiem od czego zaczac bo co siadam do napisania czegos czy probuje sie kogos poradzic to stwierdzam ze wlasciwie nie ma nad czym debatowac i ze glupia jestem dalej ciagnac ta farse. Mam dwa problemy i chetnie uslysze wasze opinie czy to ze mna jest cos nie tak czy moze za mieka jestem. Problem numer jeden to tesciowa a wlasciwie cala rodzina meza z nia na czele. Problem numer dwa to pasja mojego meza ktora jest rower!! zaczne od rodziny meza. Spotykamy sie ze soba od 5 lat od roku prawie jestesmy malzenstwem. Posiadamy dwojke wlasnych dzieci i ja mam corke z poprzedniego zwiazku. Na poczatku naszej znajomosci mieszkalismy w moim mieszkaniu ale jak zaszlam w pierwsza ciaze wyprowadzilismy sie do wiekszego mieszkania mojego jeszcze wtedy faceta i wtedy zaczely sie problemy. Chociaz moze byly wczesniej ale nie zwracalam na nie uwagi (pracowalam, mieszkalam u siebie bylam niezalezna). W pierwszy weekend naszego mieszkania wyjechalismy na caly dzien do Lodzi (a taka tam wycieczka) i po powrocie uslyszalam jak K rozmawia z mama i jej glos "moze ona jeszcze wyrzuci te moje kapcie za drzwi" moze to i nic ale to byl poczatek tepienia mojej osoby. Niby jak przychodzila do nas na poczatku to taka mila, rzucala jak ona by chciala pomoc itp itd (zaznaczam ze w niczym nigdy nie pomogla chociaz nie pracuje i nie ma obowiazkow a bylam w ciazy zagrozonej ale nie to jest wazne "umiesz liczyc licz na siebie") ale w miedzy czasie suszyla K glowe w roznych sprawach. Urodzil sie nam synek i od tej pory jak tylko wchodzila w drzwi a nie robila tego czesto choc mieszka rzut beretem, zaczynala od "czym on sie bawi te zabawki sa nieodpowiednie" "co ty K robisz na obiad, panga jest bardzo niezdrowa" "K ty sie przepracowujesz jestes taki zmeczony i szary" (moj maz po urodzeniu sie dziecka przeniosl mnie i dziecko do innego pokoju bo nie ma sensu zebysmy oboje nie spali hahaha) "z dzieckiem to trzeba na spacery chodzic i mu czytac" itp itd i to wszystko w czasie 5 minut od wejscia. Generalnie wszystko robilam zle, za duzo wydawalam pieniedzy bo kupowalam np mrozona marchewke w kostkach zamiast sama ciac w kostke (szkoda ze moje pieniadze wydawalam bo zarowno w czasie ciazy jak i 8 miesiecy po urodzeniu sie dziecka dostawalam normalna pensje). No nie bede opisywac kazdej wizyty. Moj narzeczony twierdzil ze ona zawsze taka byla, ze mam nie zwracac uwagi i ze on nie bedzie z nia walczyl.
Zaszlam w druga ciaze i postanowilismy sie pobrac. Moja tesciowa jest osoba obsesyjnie bojaca sie ze ktos zagrabi jej (wlasciwie to ona nie pracuje wiec raczej meza) majatek i majatek jej syneczka. Ktoregos razu siedziala u nas z wizyta (jak zwykle przesluchanie "a co ty jesz K, jakie to mieso??") i wywiazala sie taka zartobliwa (wtedy tak myslalam) dyskusja ze moja tesciowa zabierze psa do siebie na co ja ze niech zabierze K, no i ona "co ty wtedy ze soba zrobisz jak on sie stad wyniesie" (nie pierwszy zreszta raz sugerowala ze jestem skazana na jego laske) no i walnelam ze po K mieszkanie maja dzieci a ja mam prawo w nim mieszkac jako prawny ich opiekun (zaznaczam ze mieszkanie mam wlasne a od niego nigdy nic nie wzielam i nie chcialam zawsze bylam raczej strona utrzymujaca niz utrzymywana). No i rozpetalam wojne. Przypadkiem dowiedzialam sie ze po kryjomu przede mna moj narzeczony zgodzil sie aby zabrala mu mieszkanie i przepisala na siebie (zebym czasem nie mogla w razie czego w nim mieszkac) pod warunkiem ze mamusia da mi spokoj i przestanie sie mnie czepiac. O naiwnosci i moja i jego. Ona wtedy to sie dopiero rozkrecila. Powoli zaczela szukac sobie na mnie haka (nie mam sobie nic do zarzucenia wiec i haka nie znajdzie) ale ona sobie drazyla. Przenioslam sie wiec do swojego mieszkania (on oczywiscie ze mna) i urwalam kontakt. No ale to ja chyba dobilo totalnie bo uciekla sie do spotkania z byla K (ktora nas poznala a mnie znala wczesniej) zaczela wyciagac od niej informacje na moj temat, w ksiazce telefonicznej wyszukiwala gosci ktorzy nosza nazwisko mojego bylego i mieszkaja obok mnie sugerujac K ze go zdradzam. A w 8 miesiacu ciazy znalazlam w jego sms'ach przypadkiem "wyslij ta lajdaczke do pracy bo cie z torbami pusci" no i tego juz bylo za wiele. Kazalam mezowi zrobic porzadek z mamusia stawiajac warunek ze jak tego nie zrobi to ma sie wynosic, jednoczesnie napisalam do niej sms'a ze powinna bardziej uwazac kogo nazywa lajdakiem i ze w takiej sytuacji jesli ona tak o mnie mowi to nie bedzie sie spotykala z moimi dziecmi bo one tego o mnie sluchac nie beda. Znow moja naiwnosc ...myslalam ze jakies "przepraszam bylam zdenerowana" "wcale tak nie mysle" cokolwiek uslysze. No wiec ona dalej swoja wojne ciagnie. Spotyka sie z ludzmi i na ulicy opowiada jaka wywloke ma za synowa, ze czyta sms'y jej synka, ze naciaga go na ciezka kase a on biedny pracuje calymi dniami (taaa moj maz pracuje przy komputerze a nie przerzuca palety w magazynie, niech posiedzi z dwojka dzieci pare dni to dopiero bedzie zmeczony) ze jej sie z wnukami nie daje spotykac" regularnie spotyka sie z ta byla i nawet zaczela z jej mama (ona tez mnie zna pewnie ma pare ciekawych hakow na mnie). W kazdej rozmowie z kimkolwiek (a szczegolnie z K) mowi o mnie "ona" lub "smarkula" lub innne takie swiadczace o totalnym braku szacunku. Dodam jeszcze ze przez 5 lat ani razu nie zostalam zaproszona do niej do domu, nawet moja corka z poprzedniego zwiazku ktora dla niej jest obca osoba tam bywa ja zas zostaje w domu jako jedyna z rodziny (podobno maja w domu balagan dlatego mnie nie zapraszaja). Generalnie najgorsze w tym wszystkim jest podejscie mojego meza, ktory uwaza ze kazdy (no moze oprocz mnie bo mi nie wolno nic powiedziec) ma prawo do wlasnego zdania wiec jesli matka mowi ze jestem lajdaczka to jej sprawa. On nie zamierza nic z tym robic, nie bedzie sie z matka klocil, twierdzi ze ona nie ma na niego zadnego wplywu (o ironio ciekawe czemu po rozmowie z nia nagle zaczal podejrzewac ze wpakowalam go w dzieci a nie zaszlam w ciaze przypadkiem :(( ) ponadto uwaza ze to ja jestem nie w porzadku, ze ja jestem zajadla i powinnam odpuscic (moze ja jeszcze przeprosze ze zyje), ze powinnam ich tu zaprosic zeby zobaczyli dzieci bo dawno nie widzieli itp. Powiem szczerze ze jakos nie widze dobrego rozwiazania tej sytuacji bo po niej spodziewam sie ze teraz to juz chyba detektywa jakiegos na mnie wynajmie a noz sfotografuje mnie jak z kims rozmawiam. Moj maz wogole nie widzi ze ona zrobi wszystko zeby mu rozbic rodzine (jemu zniszczyc zycie bo sam twierdzi ze dzieci kocha ponad zycie) tylko po to aby mnie wytepic. Prosze doradzcie cos tylko moze nie rozmowe z mezem bo tyle ile ich odbylismy ze moznaby ksiazke napisac.