Ich dziecko, nasze dziecko

02.06.11, 08:34
Pokrótce sytuacja jest taka: rodzina mojego brata się rozpada. Od półtorej roku brat i bratowa walczą ze sobą, usiłując znaleźć winnego. Zamiast jednak znaleźć cokolwiek niszczą się nawzajem. Konflikt narasta w tempie geometrycznym, nocne kłótnie, dzienne awantury, wyzwiska, uszczypliwości, rzucanie przedmiotami, niemożność porozumienia się w jakiejkolwiek kwestii. Doszło już nawet do wzywania policji przez ich sąsiadów. Stanowisko brata jest takie, że chce się wyprowadzić (ale się nie wyprowadza, choć ma dokąd), stanowisko bratowej jest takie, że za wszelką cenę nie chce do tego dopuścić. Chodzą do psychologa - brat w nadziei, że psycholog namówi jego żonę do rozwodu, a ona w nadziei, że psycholog przekona brata do zostania. Co kilka dni odbieramy (ja lub siostra) smsy pt. "On szaleje, ja tego nie wytrzymam" i z drugiej strony komunikaty "To wariatka, nie wiesz co ona robi". Z początku próbowaliśmy im pomagać, tłumaczyć ich wzajemne reakcje, zachowania... łagodzić ten konflikt; nasz tata, babcia, siostra i ja z mężem, ponieważ sami przeszliśmy ze sobą przez podobne piekło (i wcale niemiło się nam wracało do wspomnień z tamtego okresu)... Nic... żadne mediacje nie trafiają... I właściwie w tym momencie moglibyśmy rozłożyć ręce i powiedzieć - jesteście dwojgiem dorosłych ludzi, spędziliście ze sobą szmat życia - pozabijajcie się nawzajem, jeśli to wam sprawi przyjemność. Tylko że jest jeszcze jeden aspekt - mianowicie ich niespełna 6 letni synek, który to wszystko widzi, jest bardzo wrażliwym dzieckiem i odbija się to na nim w straszny sposób. Dziecko przestało sypiać w nocy, budzi się co chwilę, sprawdza czy mama jest, posikuje, strasznie się wycofuje w ich obecności. Sytuacja sprzed kilku dni - spędzał czas u siostry z jej kilkuletnią córeczką, po chwili po przyjściu rozbawił się, dokazywał na spacerze, z chęcią zjadł kolację, bawił się wesoło. W pewnym momencie wszedł po niego brat a dziecko aż skuliło się w sobie. Oczywiście, żadne z nich nie robi Małemu fizycznej krzywdy, oni nim po prostu grają ping pong między sobą. Wiele razy namawiałyśmy ich z siostrą, żeby na czas kiedy się jakoś dogadają zostawili małego bądź u dziadków, albo u którejś z nas... Niestety, wygląda na to, że dziecko jest dla obydwu stron zbyt cennym argumentem. Konflikt między nimi osiągnął takie stadium, że boimy się o zdrowie psychiczne naszego bratanka (którego przecież kochamy jak własne dziecko) i widząc, że im obydwojgu nie możemy pomóc, chciałybyśmy uchronić go przed skutkami ich awantur. Co robić w takiej sytuacji? Powiadomić opiekę społeczną? (bo już i to przyszło nam do głowy)
    • noname2002 Re: Ich dziecko, nasze dziecko 02.06.11, 09:24
      Strasznie przykre, że w ferworze walki nie widzą jaką robią dziecku krzywdę.
      I bardzo niewiele możecie zrobić, jedynie porozmawiać na osobności z bratem i potem z bratową, nie dawać się wciągać w ich konflikt, tylko spróbować im uświadomić co robią dziecku.
      • ladaco2 Re: Ich dziecko, nasze dziecko 02.06.11, 09:34
        Ciągle z nimi rozmawiamy, razem i osobno. Nic nie trafia. Albo bagatelizują sprawę - bo przecież "on nie widzi", albo dla odmiany nawzajem się obarczają za to winą. Uważacie, że z tą opieką społ. to byłoby straszne przegięcie? I czy oni mogliby od razu przekazać Małego do domu dziadków, siostry albo mojego, bez konieczności jakiś badań, pogotowi, psychologów itd?
        • noname2002 Re: Ich dziecko, nasze dziecko 02.06.11, 10:38
          Na pewno opieka społeczna nie zabierze dziecka rodzicom i nie odda krewnym i to jeszcze tylko na podstawie Waszych słów, jeśli dziecko jest krzywdzone i zaniedbywane, to trafi do pogotowia opiekuńczego.
          • ladaco2 Re: Ich dziecko, nasze dziecko 02.06.11, 10:55
            W żadnym wypadku nie jest zaniedbywane ani też umyślnie krzywdzone. Po prostu rodzice pogrążeni w furii zapominają o tym, co najważniejsze.
    • nat.wroclaw Re: Ich dziecko, nasze dziecko 02.06.11, 11:29
      A moze zadzwon jeszcze na Niebieska Linie i zagadaj, co oni radzą w takiej sytuacji. Tylko trzeba sie uzbroic w cierpliwosc i poswiecic na to jedno poplidnie, bo tam nielatwo sie dodzwonic.

      Hmm?

      Inny pomysł, jaki prezyszedł mi do glowy to ultimatum jakies? no nie wiem, takie kategoryczne postawienie sprawy przed bratem / bratową, że .. echh no wlaśnie, że co? ze jak sie nie ogarną z malżonką przyzwoicie przy dziecku to zrobicie im piekło w ich dorosłym zyciu?

      Moze postraszenie Opieką w bardzo bardzo kategorycznych słowach i postawienie bardzo twardych oczekiwan (mozliwych do zweryfikowania.. no nie wiem (ugh, pewnie dostanę gromy zaraz i joby), ale nawet do tego stopnia, ze prosicie sąsiadów o sygnał, gdyby awantury było słychac za sciana? I no takie troche na zasadzie straszaka wlasnie użycie argumentu, ze po prostu zrobicie im taki syf koło dupy, że nie będą mogli ani siedziec ani stac, łącznie z założeniem Niebieskiej Karty.

      Kurcze z jednej strony "to ich zycie, nie wolno się wtracać" ble ble ble, ale z drugiej jest dzieciak, ja pierdzielę, ludzie to są jednak debile czasem, sory :((
    • mama_myszkina Re: Ich dziecko, nasze dziecko 02.06.11, 17:41
      Znaczy co? Bratowa chce zmusić męża, żeby ją kochał, a on niby chce sie wyprowadzić, ale tak naprawde nie?

      Ci ludzie, moim zdaniem, są niepoważni i niewydolni wychowawczo. Wcale nie powinni mieć dzieci. Skoro jednak dziecko jest, to staraj się mu okazać jak najwięcej wsparcia. Ono teraz bardzo tego potrzebuje, rodzice są niestety zbyt skupieni na sobie i swoim widzimisię, aby to dostrzec.
      • ladaco2 Re: Ich dziecko, nasze dziecko 03.06.11, 10:50
        Dokładnie tak! Małemu chętnie byśmy okazywali wszystko co się da, ale nie da się przecież na odległość a nie jestem w stanie, ani ja ani siostra, która ma swoją dwójkę, być u nich codziennie. Stąd pomysł opieki społ. Miotam się tylko, czy to na pewno jedyne wyjście, bo że ostateczne, to nie mam wątpliwości.
        • verdana Re: Ich dziecko, nasze dziecko 03.06.11, 19:08
          Boje się,z e raczej zaszkodzicie niz pomożecie. Co może w takiej sytuacji zrobic opieka? Nic, za wyjatkiem odebrania dziecka (watpię, bo nie ma podstaw). Nie moze w żaden sposób uregulować tego, że rodzice ze sobą walczą. A jesli zdecydują,z ę dziecko rzeczywiście jest pokrzywdzone i zabiorą - to absolutnie najgorsze rozwiązanie dla dziecka, jakie można sobie wyobrazić.
          • mama_myszkina Re: Ich dziecko, nasze dziecko 03.06.11, 19:23
            Moze mogą skierować rodziców na mediację? chociaż oni podobno już chodza do psychologa...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ich dziecko, nasze dziecko 08.06.11, 18:30
      Proponuję powiadomić Terenowy Komitet Ochrony Praw Dziecka w Waszym mieście lub okolicy. Jeśli nie ma to skontaktować się z Komitetem ogólnopolskim w Warszawie i skorzystać z ich pomocy. Zajmują się takimi sprawami. Pomogą głównie dziecku, maja wyspecjalizowanych fachowców. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • dziunia35 Re: Ich dziecko, nasze dziecko 09.06.11, 00:10
        współczuję Ci bardzo
        obawiam się,że to samo zacznie się u mojego brata,co opisałam w moim wątku
        Pozdrawiam
Pełna wersja