allegraabc
15.06.11, 08:42
Mój syn 23 lata, studiuje w innym mieście, oddalonym od domu rodzinnego.W tym mieście studiuje też jego dziewczyna(to jej rodzinne miasto, cała jej rodzina tam żyje).Z początku syn mieszkał sam, ale od około roku, ze względu na redukcję kosztów i fakt że chcieli być razem, wynajęli wspólnie mieszkanie.Czynsz i wszelkie opłaty płacą równo, po połowie. Ponieważ to ludzie młodzi, jeszcze niestabilni finansowo, te opłaty pokrywają rodzice. Tz. Jej rodzice płacą połowę a my drugą połowę.Od tej strony nie ma żadnych problemów, punktualnie co miesiąc posyłam na konto jej rodziców należną sumę, ponieważ to oni regulują te rachunki.
Problem leży w czymś innym. Mama dziewczyny, osoba prosta ale z gruntu dobry, uczciwy człowiek, ma jakieś swoje problemy psychiczne , które kompensuje za pomocą nadmiernej dbałości o czystość i porządek, mówiąc prosto, całe jej życie kręci się wokół sprzątania, mycia, szorowania, porządkowania.To chyba rodzaj natręctw czynnościowych, obsesja.Od rana do nocy gna po własnym domu ze ścierką, odkurzaczem, środkami myjącymi i sprząta.Gdy skończy u siebie, zaczyna sprzątać u „młodych”.Ponieważ mieszkają niedaleko rodziców którzy regulują rachunki, mają oni również zapasowe klucze od mieszkania młodych.Dwa trzy razy w tygodniu, teściowa in spe mojego syna sprząta, pucuje, dezynfekuje im mieszkanie. Bez ich wiedzy, zgody, zachęty, prośby.Oni są doskonale w stanie, sami dbać o porządek , nie potrzebują w tym żadnej pomocy.Wracają po wykładach do domu a tu mama robi akurat po raz kolejny generalne porządki, myje okna, odkurza, wietrzy pościel, układa w szafkach, odmraża lodówkę itp.Na ich widok radośnie wykrzykuje, O! Dobrze że już jesteście to pomożecie mi sprzątać.I tak się dzieje 2-3 razy w tygodniu.Młodzi są już okropnie umęczeni tą sytuacją, próbowali interweniować, prosili, tłumaczyli mamie że to zbyteczne, że oni mogą sami, że nie chcą. Prosili ojca(męża matki) by jakoś wpłyną na nią by zaprzestała tych sprzątań. Nic nie działa, nic nie skutkuje.Mój syn „wypłakuje” mi się przez telefon, jest wściekły, nie może się pogodzić z taką sytuacją.Do białej gorączki doprowadzają go „porządki” na i w jego osobistym biurku czy szafach, grzebanie w jego łóżku i wyczyszczone na błysk jego buty.Ja niestety nie bardzo wiem jak mu pomóc?! Dla mnie takie zachowania są niedopuszczalne i nigdy by mi do głowy nie przyszedł pomysł by bez uzgodnienia i konkretnej prośby o to , przestawić nawet wazonik na inne miejsce w mieszkaniu dorosłych dzieci.I bez znaczenia jest fakt że to ja opłacam czynsz.Sfera prywatna to tabu , nawet dla najbliższych członków rodziny.Młodzi nie chcą, nie potrafią być stanowczy i poprostu odebrać jej klucze i zabronić tych wizyt. Jak pisałam, to kobieta dobra, uczciwa, pomocna , sympatyczna ale ta jej fobia, mania porządkowania jest nie do zniesienia . Jej mąż już po latach współżycia jakoś do tego przywykł i zobojętniał, ale dorosłe dzieci jeszcze nie są na takim etapie.Możnaby odwrócić sytuację, że to my będziemy płacić cały czynsz a oni nam zwracać połowę, ale to nie rozwiąże problemu, bo ona dalej będzie tam sprzątać.Odebranie kluczy i radykalny zakaz to zaprogramowany okropny konflikt, śmiertelna uraza, a nawet zerwanie kontaktów. Młodzi chcą mieszkać razem, ale ta sytuacja ich przerasta i są z tego powodu nieszczęśliwi i też między nimi wywołuje konflikt. Istnieje jakiś „salomonowe” rozwiązanie takiej sytuacji?