Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień go

15.06.11, 10:09
Rozmawiałam właśnie ze znajomą i tak się zastanawiam jak jest u innych osób.
Otóż jej syn lat 19- znalazł pracę na wakacje, która zaczyna się od 6 rano. W związku z czym codziennie musi wstać za 10 piąta by się wyzbierać z domu i dojechać do pracy.
I jego mama codziennie rano budzi się o tej porze(dwie godziny wcześniej niż sama potrzebuje do swojej pracy), robi mu śniadanie i kanapki i wyprawia do pracy.
Syn ma ustawiony budzik przy łóżku, ale matka zawsze czuwa czy aby nie zaspał i go budzi.
Czy myślicie, że takie zachowania to norma?
    • joshima Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 10:12
      garibaldia napisała:

      > I jego mama codziennie rano budzi się o tej porze(dwie godziny wcześniej niż sa
      > ma potrzebuje do swojej pracy), robi mu śniadanie i kanapki i wyprawia do prac
      > y.
      W życiu. Moja teściowa się rozczulała nad swoim synem a moim mężem, ale aż taka głupia to nie była (robiła mu kanapki wieczorem i zostawiała w lodówce :P)

      > Czy myślicie, że takie zachowania to norma?
      Mama niestety ma problemy ze zrozumieniem, że jej syn dorośleje i się usamodzielnia. Jest nadopiekuńcza.
    • tully.makker Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 10:42
      Moj 19 letni syn od lat robi sobie sam sniadanie w dni robocze, jak rowniez inne posilki, jesli z jakis przyczyn nie zalapie sie na posilek rodzinny ( w ktorego przygotowaniu zazwyczaj uczestniczy i po ktorym na ogol zmywa). Niestety nie mamy sluzby w domu.
      • sebalda Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 10:51
        To nie tylko nie jest norma, ale w moim odczuciu patologia. Dosłownie.
        Mój syn, lat prawie 16 obecnie, śniadanie je sam, sam wstaje, sam od dawna robi sobie kanapki do szkoły. Gdy jedzie na wycieczkę w weekend, ja nawet tego nie zauważam, bo smacznie śpię o tej porze, on sam robi zapas jedzenia i picia na cały dzień. Na wakacje sam się pakuje juz od dawna, w tym roku ja będę na swoim urlopie, gdy on będzie się pakował na obóz harcerski. Jest jeszcze bardzo dużo przykładów samodzielności syna, łącznie z tym, że świetnie gotuje, od lat potrafi samodzielnie ugotować obiad i nie jest to tylko jajecznica.
        Traktując w ten sposób syna znajoma wychowuje kalekę. Robi też dużą krzywdę jego przyszłej wybrance. To absurdalne zachowanie, ktore należałoby natychmiast skorygować.
        • mc_bratney Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 10:57
          współczuje jego przyszlej żonie...
          najbardziej to wspolczuje jej przyszlej tesciowej i ukladow z nia...
        • marc.el Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 20.06.11, 10:04
          sebalda napisała:

          > To nie tylko nie jest norma, ale w moim odczuciu patologia. ......
          > Traktując w ten sposób syna znajoma wychowuje kalekę. Robi też dużą krzywdę jeg
          > o przyszłej wybrance. To absurdalne zachowanie, ktore należałoby natychmiast sk
          > orygować.

          I to kobieta robi kobiecie!!! brrrr
    • skwargosia Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 11:17
      to tzw. matka karmicielka. niestety nic nie poskutkuje. jak syn się wyprowadzi to będzie przyjeżdżać z obiadkami , bo on bidulek taki chudziutki na pewno ma anemię!!! a jak się ożeni to z czasem będzie truła żonie że niedostatecznie o niego dba!!! niereformowalna mamuśka!!! potrzebny zmasowany atak tzn. synuś musi zadziałać + osoba postronna np. przyjaciółka , no i trochę w głowie , że dziecko dorosłe i kiedyś musi samodzielnie bo takie jest życie i dzieci są nie dla niej a dla świata!
    • bazia8 Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 11:18
      a dlaczego interesuje cie cudzy syn?
      • triss_merigold6 Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 11:41
        A dlaczego Cię to dziwi? Mnie też interesują cudze dzieci i relacje dorosłych i nimi na zasadzie kazusów i przykładów różnych modeli życia w rodzinie.
      • tully.makker Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 14:56
        Obserwacja bledow popelnianych przez innych pozwala uniknac popelnienia wlasnych.
    • default Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 11:41
      Mój mąż był tak wychowany. Nie dość że mamusia, to jeszcze trzy dużo starsze siostry. Wszystkie nadopiekuńcze. Masakra.
      Wiele kwestii udało mi zreformować, ale pewne rzeczy pozostały wpojone na mur (np. nie umie, nie chce i nie zrobi nic w kuchni - w sensie gotowania). Do dziś pamiętam, jak moja ś.p. teściowa w czasie wizyty u nas zbierała szczękę z podłogi na widok synusia sprzątającego ze stołu po obiedzie i zmywającego. Oczywiście była oburzona moim wobec niego postępowaniem :)
    • garibaldia Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 11:55
      Koleżanka wcześniej tak samo podchodziła do ojca dzieci, zrywała się rano żeby go obudzić i kawę zrobić, bez niej się facet sam nie budził do roboty, nigdy zresztą nie pokalał się stałą pracą na etacie a zawsze "robił biznesy" , ona brała na siebie odpowiedzialność za to że pan do umówionego zlecenia zdąży.
      Teraz jest już po rozwodzie, ojciec dzieci olał, ją okradł, alimenty płaci jak chce i sama została za dzieci i zarobki odpowiedzialna. I ciągle dziwi się że były mąż ją źle traktuje i rozpowiada o niej świństwa obarczając ją pełną odpowiedzialnością za wszelkie zło.
      Jest jej ciężko finansowo, marzy by starszy syn ją odciążył trochę zarabiając więc zależy jej by syn pracy nie rzucił. Przypuszcza, że jak ona go nie obudzi to syn zaśpi i oleje pracę. Ona twierdzi też, że jeśli mu rano nie zrobi jedzenia to on sam sobie nie zrobi -a wyda większe pieniądze by coś kupić na mieście.
      Przyznaję, że jak usłyszałam że jest zmęczona bo budzi codziennie syna, to zapaliły mi się wszystkie czerwone lampki bo już to słyszałam od niej kilka lat temu gdy ustawiała się jako żona odpowiedzialna za męża, zwalniająca go z wszelkich konsekwencji jego czynów i ciągle zdziwiona, że on tego nie docenia.
      Nie chcę wyjść na przewrażliwioną,która jej coś niesłusznie zarzuca, dlatego pytam o to jak inne rodziny funkcjonują, czy matki wstają rano by budzić innych do pracy i robić kanapki...
      • verdana Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 12:25
        Patologia albo nie.
        Syn śniadania nie dostaje (od roku, teraz ma 15 lat), odkad wstaje do liceum przed nami. Przedtem śniadanie robił mu ojciec. Ale wiem jednoczesnie, ze syn tych śniadań po prostu nie je. Nie chce mu sie wstawać wczesniej i robić kanapek, bo akurat robienia kanapek nienawidzi. Czasem bierze sobie zupę mleczna, ale rzadko. Czyli - chodzi do szkoły BEZ sniadania od roku, a ma solidną niedowagę.
        Gdybym nie była leniwa z natury i byla rannym ptaszkiem, ktoremu nie przeszkadza ranne wstawanie - a sa podobno takie osobniki - to bym mu to śniadanie jednak robila.
        • v.f Daj spokój z tą niedowagą. Jak się ożeni to szybko 15.06.11, 14:14
          przytyje :) Osoby z niedowagą w wieku nastoletnim (czyli tak ja ja dawno temu) mają znacznie mniejsze skłonności do tycia. Niestety, jak już zaczną tyć, w wieku lat 30 i więcej, to jest tłuszcz pojawia się w najgorszym dla zdrowia miejscu: na brzuchu. Oj, bloga mogę założyć, jak się pozbywałem tego tłuszczu.
          Moja rada: niech syn robi sobie kanapki/przygotuje lekkie śniadanie wieczorem. Rano można wstać na gotowe. Taki banan z jogurtem łatwo wchodzi rano. Nic tak nie zwiększy apetytu jak solidna dawka sportu - przy jego (mojej) budowie najlepiej sprawdzają się wszelkiego rodzaju sporty wymagające ogromnej wytrzymałości, jak np. długodystansowe biegi, maratony rowerowe, narciarstwo biegowe itp.
          Wracając do wątku: jest to wina syna, niestety. Moja mama też tak miała, więc wstawałem jeszcze 10 minut przed nią, a śniadanie robiłem właśnie dzień wcześniej. Nawet kubek z kawą był już gotowy do zalania wrzątkiem. 19 lat to wystarczająco dużo, żeby zauważyć, że mama wciąż traktuje nas jak małe dziecko i albo się z tym godzimy, albo zgodnie z prawem natury - buntujemy i usamodzielniamy.
          • skwargosia Re: Daj spokój z tą niedowagą. Jak się ożeni to s 15.06.11, 15:33
            nawet tutaj znajdą się doradcy odnośnie zdrowego odżywiania i pozbywania się tłuszczu!oj ludzie , ludzie.tymczasem wątek o wygodnictwie i braku samodzielności i nadopiekuńczych mamusiach. a co do wątku młody człowiecze to pamiętaj jeszcze o jednym , że są tacy chłoptasie , którzy to przyjmują bo są leniami i jest im tak wygodnie i potem oczekują tego samego od żon!!! Mój syn dzisiaj dziewiętnastoletni wyleczył mnie skutecznie z takich zapędów miłą i dowcipną rozmową a ja się w porę połapałam o co w tym chodzi. teraz jest mi b. miło jak mnie pyta czy mi czegoś nie podać. trzeba w porę odciąć tzw. pępowinę. niestety niektórym to zostaje do końca ...... brrr zgroza
            • v.f Re: Daj spokój z tą niedowagą. Jak się ożeni to s 15.06.11, 15:43
              Aj - masz rację. Zagolopowałem się.
        • burza4 Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 20.06.11, 18:57
          Moja córka chodziła do szkoły bez śniadania, nie jadała też obiadu, bo nie było gdzie. Przeżyła.

          Sorry, ale robienie kanapek dorosłemu koniowi to dla mnie to promowanie lenistwa i wyrabianie syndromu wyuczonej bezradności.I mówię to jako matka, która przećwiczyła temat z równie leniwą córką, która w pewnym momencie życia wyglądała jak anorektyczka. Nie o brak czasu chodzi, bo dłużej malowała sobie rzęsy.

          Nie ma że boli, wolałam jej obiecać wyższe kieszonkowe, byle żarła śniadania, niż robić za nią. Może też nie najbardziej wychowawcza metoda, ale przyzwyczaiła się przygotowywać sobie kanapki. Robienie ich za nią do niczego nie prowadziło.

          A takie kobiety są niereformowalne - one potrafią kochać jedynie patologicznie głupią miłością. Tak męża, jak i dzieci, wniosków z popełnionych błędów nie wyciągają żadnych. Za to mają tysiące teorii dlaczego ich postępowanie ma głęboki sens, niewidoczny dla innych:)
          • verdana Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 20.06.11, 20:11
            E, to ja dawalam 2 zł na kanapkę w szkole.
    • marzeka1 Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 15.06.11, 14:08
      Norma, idiotyczne zachowanie i tyle, szkodzące na dodatek dziecku, które ma lat 19.
    • v.f Uderz w stół a nożyce się odezwą. 15.06.11, 17:03
      Te nożyce to ja, a problem matki, która robi śniadanie nie jest wcale banalny. Robienie śniadań to czubek góry lodowej. Gdy miałem lat naście i mniej moja mama zachowywała się identycznie. Myślicie, że łatwo się wyplątać z takiego układu? O, nie.
      Moja mama do dziś pewnie myśli, że ja nie jem kiedy mnie nie kontroluje, choć apetyt zawsze miałem za trzech ludzi.
      Gdy poszedłem do pracy to wstawała wcześniej, żeby mi zrobić śniadanie. Gdy sam zrobiłem sobie kanapki dzień wcześniej, to wstała by zrobić ciepłą jajecznicę i zbolałą minę, że tak się przecież narobiła i tak wcześnie wstała, żebym nie jadł tych zimnych kanapek...
      A popołudniu dzwoniła po ciotkach i wyżalała się, że po to poszedłem do pracy, żeby ją wykończyć, bo teraz musi wcześniej wstawać. I lepiej, żebym w ogóle nie pracował, bo więcej ma z tym kłopotu niż pożytku. Zgadnijcie co mówiła, kiedy chwilowo nie miałem pracy? Nie, nie tylko z jedzieniem tak było. Tak było z większością zajęć zwanych kobiecymi, według niej do niczego się nie nadawałem, wszystko robiłem źle i potrafiła drugi raz pozmywać po mnie naczynia. Ten istny terror przerwać można wyrabiając sobie cholernie twardy charakter... Bo awantury, ciche dni, awantury itd, itp murowane. Można się wyprowadzić (uff, ale ulga, co prawda bolesne zderzenie z pralką, żelazkiem i górą brudnych naczyń, ale w końcu sam tego chciałem). Można też się dostosować, w końcu to wygodne.
      I dlatego też zapaliła mi się czerwona lampka na słowo: niedowaga. Słowo wytrych, które tłumaczy każde nadopiekuńcze zachowanie. Drugie to anemia - na pewno ją masz, bo jesteś taki chudy.
      • joshima Re: Uderz w stół a nożyce się odezwą. 15.06.11, 19:40
        Twój wpis, przydałby się na forach "dzieciowych" dla otrzeźwienia matek tak zwanych "niejadków".
        • v.f Wpis tam nie ma sensu. 15.06.11, 20:42
          Nadopiekuńcze mamy są niereformawalne. Tylko lekarz, tylko przy chorobie dziecka, może zmienić jej zachowanie, (np. wymusić zmianę diety) ale tylko na chwilę. Wszystko wróci do normy natychmiast, jak dziecko się lepiej poczuje. Często do jeszcze gorszej normy.
          Dziecko nadopiekuńczej matki jest od niej uzależnione jak od alkoholu. I tak jak z każdego nałogu tylko dziecko może zrozumieć, że powinno się wyleczyć, czyli uniezależnić. Normalnie od tego jest wiek dojrzewania. Jeśli w wieku lat 20 dalej godzi się na takie traktowanie, to znaczy, ze zostało złamane i praktycznie pozbawione możliwości bycia samodzielnym.
          Wracając do tematu wątku- mam nadzieję, że matka tylko trochę przesadza, bo to pierwsza praca syna i zależy jej, żeby dobrze wszedł w dorosłe życie. Jeśli nie, to my tu, na tym forum nic nie możemy zrobić.
          Wystarczy, znowu dostanie mi się od kogoś, że zanadto odbiegam od głownego tematu.
          • joshima Re: Wpis tam nie ma sensu. 15.06.11, 21:34
            v.f napisał:

            > Nadopiekuńcze mamy są niereformawalne. Tylko lekarz, tylko przy chorobie dzieck
            > a, może zmienić jej zachowanie, (np. wymusić zmianę diety) ale tylko na chwilę.
            > Wszystko wróci do normy natychmiast, jak dziecko się lepiej poczuje. Często do
            > jeszcze gorszej normy.
            Chodziło mi o to, że mamy takich malców może mają szansę nie wkręcić się w to.
            • annb Re: Wpis tam nie ma sensu. 20.06.11, 10:41
              To jest matka gastronomiczna
              Na to nie ma skutecznej terapii
      • sebalda Re: Uderz w stół a nożyce się odezwą. 15.06.11, 19:44
        Tak, niedowaga:) Mój syn ma ponad 190 cm wzrostu, jest chudy jak patyk, a je za trzech, na obiad w weekend zjada trzy wielkie kotlety i pyta o czwarty, do tego gora ziemniaków i pół wielkiej michy surówki. Jego tatuś przez wiele lat byl bardzo chudy, dopiero po 40 dorobil się piwnego brzuszka, a jadł zawsze bardzo dużo i dobrze.
        Pamiętam jak na moje zdziwienie, że kolega syna je dwa obiady, w szkole i w domu (matka pracowała, dojeżdżała kawał do domu, na ostatnich nogach, ale drugi obiad gotowala), ona z wielkim wyrzutem powiedziała, że przynajmniej lepiej wygląda od mojego chudzielca. Jej synek mial początki nadwagi. Tak, anemia i niedowaga, świetny pretekst do nadopiekuńczości, jak dobrze, że chociaż z tym się nie dałam:)
        • mamameg Re: Uderz w stół a nożyce się odezwą. 15.06.11, 22:16
          Moja teściowa wyjeżdżając na dwa tygodnie do sanatorium robiła 14 obiadów i zamrażała:-)dwóm zdrowym, dorosłym mężczyznom, mężowi i synowi, syn nie pracował.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 19.06.11, 08:32
      Zgadzam się ze wszystkimi próbami diagnozy postawy tej konkretnej matki. Jest pewnie nadopiekuńcza, kontrolująca, nazbyt ofiarna. Wikła tym syna. Wychowuje go na niesamodzielnego człowieka. A wszytko podlane jest frazą, że to dla jego dobra. Pewnie ten syndrom dotyczy całej jej postawy, bo podobnie dała się wykorzystać przez byłego męża.
      To ta opisana matka.
      Są w tym wątku opisy innych matek, jak sobie radzą i współpracują z nastoletnimi dziećmi. Wszystkie postawy wydają się słuszne.
      Ja dodam od siebie jeszcze jedną interpretację ogólnej postawy matek w takich sytuacjach. Zastrzegam, że nie ma ona nic wspólnego z opisaną tutaj matką.
      Takie robienie jedzenia może być wyrazem miłości, troski, chęcią pomocy, współpracą w rzeczach, w których synowi jest trudniej ( nienawidzi robienia kanapek ). Bywają takie matki, które to robią bez potrzeby uzależniania dziecka od siebie, ale z prostej chęci własnej. Taka postawa, jeśli ma czyste intencje, może być modelująca. jak się kogoś kocha to się mu pomaga lub sprawia przyjemność. Dorosłe dziecko w takich okolicznościach jest chętne do współpracy i pomagania mamie w rzeczach, których ona nie lubi. A taki nabyty wzór przeniesie do swoich relacji i będzie umiało przyjemnie zatroszczyć się o swojego partnera, bez poczucia nadużywania się. Np: z przyjemnością żona wyprasuje mężowi koszul,ę bez poczucia bycia ofiarą stereotypów, a mąż zrobi żonie śniadanie do łóżka bez poczucia, że jest pantoflarzem. Agnieszka Iwaszkiewicz
      Warto i o tym
    • marianka_marianka Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 20.06.11, 10:31
      Przede wszystkim gratulacje dla młodego człowieka, że chce mu się pracować w wakacje, zamiast odpoczywać. Nie widzę jakiejś "patologii" w tym, że mamie zależy, aby syn nie zaspał i nie był głodny w ciągu dnia.
      Ja byłam dzieckiem samodzielnym i od kiedy pamiętam sama robiłam sobie kanapki, natomiast moja siostra przeciwnie i gdyby nie mama, wiecznie by się wszędzie spóźniała i chodziłaby głodna. I co z tego wynikło? Ano nic. Obie jesteśmy dzisiaj odpowiedzialne, nie spóźniamy się i same robimy sobie kanapki:-)
    • agnieszka_sn6 Re: Syn poszedł do pierwszej pracy więc co dzień 20.06.11, 12:00
      moja mama robi to samo z moimi braćmi, nawet im śniadanie do pracy szykuje a jak my tam jetseśmy to mojemu mężowi też :) a już nie wspomnę o tym że prasuje i pierze im ubrania :)
      mają 25 i 27 lat :) całe szczęście że mój mąż nie był do takiego czegoś przyzwyczajany :)
    • imasumak Bez przesady 20.06.11, 13:40
      Chłopak zamiast się byczyć w wakacje, znalazł sobie pracę, jego matka chcąc go wesprzeć, robi mu kanapki. Nie widzę w tym nic dziwnego.
      • sebalda Re: Bez przesady 20.06.11, 15:17
        Ale jeśli kobieta to robiła z mężem i teraz z synem, to nie zachodzi obawa, że ten syn się przyzwyczai do takiej obsługi? I jaki przeżyje szok, gdy narzeczona mu odmówi! Mój maz sam zawsze się obsługiwał rano, przez jakiś czas robił tez kanapki dzieciom, bo rano ma zwyczajnie więcej czasu niż ja, on nie musi myć rano głowy, suszyć i układać włosów, malować się, na spacer z psem też ja rano wychodzę. Ale nie omieszkał powiedzieć i do tej pory potrafi przypomnieć, jak to jego mama wstawała o 5 rano i robiła mężowi kanapki. Z jakimś takim rozrzewnieniem to mówi, jakaś gorsza mam się poczuć na takie wspominki?
        • sebalda Re: Bez przesady 20.06.11, 15:24
          I jeszcze szczegół, bo ładne jest to, co napisała Pani ekspert. Wieczorem też na ogól nie robię nikomu kanapek na kolację, wracam późno, bardzo zmęczona po pracy i powrotnej podróży autobusami 1,5 ha w korkach. Ale są dni, gdy syn wraca późno ze zbiórki, widzę, że jest bardzo zmęczony, robię mu te kanapki i obojgu jest nam bardzo przyjemnie, on zaskoczony moim gestem, ja, że mogłam mu okazać w ten sposób troskę. Gdybym to robiła codziennie, on traktowalby to jak mój psi obowiązek, że mu się należy obsługa od zmęczonej matki.
          Nie obsługuję, ale też nie gonię codziennie do pomocy w domu. Zwłaszcza w okresach, gdy mają więcej nauki czy później wracają z zajęć.
          Mnie nie obsługuje nikt. Zrobienie przez męża weekendowego obiadu jest zrobieniem czegoś dla nas wszystkich, dla niego także. Do tego sprawia mu to przyjemność. Mam go całować za to po stopach? Pewnie tak, bo inni mężowie nawet tego nie robią.
          Wszystko wynosimy z domu, dlatego dorosłego faceta nie powinno się regularnie wyręczać, tak uważam.
          • verdana Re: Bez przesady 20.06.11, 15:36
            A ja robię kolację synowi, jesli przychodzi po 15 godzinach pracy i nawet mu sztusców nie każę przynieść.
            Czasem też robię śniadanie najmłodszemu, choć rzadko. Ale ja też dostaję sporo. Dzieci robią mi kawę, jak jestem zmęczona to wiem, że ktoś zrobi mi kanapki i podstawi pod nos. I że najmlodszy klnąć na pewno wyprowadzi mojego psa.
            Tutaj nie wiemy, czy obsługa jest jednostronna, czy mama robi śniadanko i nie oczekuje nic w zamian, czy w domu jest zwyczaj, ze wzajemnie się sobie usluguje, jak trzeba.
            • sebalda Re: Same z siebie? 20.06.11, 16:03
              Tak teraz sobie uświadomiłam, że mi nikt pod nos niczego nie podstawia, czasami mąż w okresie miesiąca miodowego, jak nadrabia straty, jak ma dobry humor, proponuje mi zrobienie kanapek. Mnie naprawdę nikt nie obsługuje, nigdy. Wyjątek stanowią sytuacje, gdy poproszę, wtedy bez sarkania dzieciaki mi coś podadzą, ale same z siebie - nigdy. Tyle, że ja nie z tych, co proszą. Nie robię z tego tragedii, bo uważam, że to dość naturalne. Do sprzątania też sie nie biorą z chęcią, zawsze trzeba im przypomnieć. Ale pamiętam, że sama taka byłam, że nie przyglądałam sie z uwagą mamie i nie czytałam w jej myślach, że może chciałabym, żebym jej zrobiła kawę czy kanapki. Inna sprawa, że mama nie pracowała, nie była przemęczona.
              • verdana Re: Same z siebie? 20.06.11, 16:18
                Sama z siebie, to ja też raczej niczego nie robię:) Ale jak ktos sobie robi kawę, czy herbatę, to zwykle mnie pyta, czy chcę. Albo jak idzie po cos dla siebie do sklepu, to pyta, czy czegos nie kupić.
                O kanapki musze poprosić, ale to oczywiste - nie da się zgadywać, czy chcę, czy nie.
                • sebalda Re: Same z siebie? 20.06.11, 16:52
                  Uff, to dobrze. Bo ja pomyślałam, że tak dziecko patrzy i myśli: a może mamusi kanapeczkę zrobię, niech sobie poleży, odpocznie, a ja się nią zaopiekuję:) Inna sprawa, że to byłoby miłe. Się rozmarzyłam:)
Pełna wersja