miastozmorza
18.06.11, 19:59
Mam 36 lat, tyleż mój mąż, mamy dwie córeczki w wieku przedszkolnym. Od trzech miesięcy co tydzień uczestniczymy w terapii dla par, która nie przynosi skutków, głównie dlatego, że mąż się nie stara. Na spotkaniu robi dobre wrażenie, szczerze się wypowiada, mądrze potakuje, a potem nic, żadnej refleksji, żadnej zmiany. Robi to co robił dotąd, czyli siedzi w tym swoim biurze do 20.00, w domu palcem nie kiwnie, wolny czas dzieli między hobby a- trzeba mu oddać- zabawy z córkami. Między nami nic już nie ma, żadnego porozumienia, nie rozmawiamy właściwie na inne tematy niż co kupić na obiad i o której położyć dzieci. Zero bliskości, troski, empatii, starania. Martwy związek. Myślę sobie, że nie o to mi w życiu chodziło, ale przecież nie pije, nie bije mnie, przynosi pieniądze (choć ja też pracuję, zarabiamy podobne kwoty), chyba nie zdradza. Przecież nie odejdę, nie zrujnuję życia dziewczynkom z własnego egoizmu. Inni mają gorzej...