przecież nie odejdę

18.06.11, 19:59
Mam 36 lat, tyleż mój mąż, mamy dwie córeczki w wieku przedszkolnym. Od trzech miesięcy co tydzień uczestniczymy w terapii dla par, która nie przynosi skutków, głównie dlatego, że mąż się nie stara. Na spotkaniu robi dobre wrażenie, szczerze się wypowiada, mądrze potakuje, a potem nic, żadnej refleksji, żadnej zmiany. Robi to co robił dotąd, czyli siedzi w tym swoim biurze do 20.00, w domu palcem nie kiwnie, wolny czas dzieli między hobby a- trzeba mu oddać- zabawy z córkami. Między nami nic już nie ma, żadnego porozumienia, nie rozmawiamy właściwie na inne tematy niż co kupić na obiad i o której położyć dzieci. Zero bliskości, troski, empatii, starania. Martwy związek. Myślę sobie, że nie o to mi w życiu chodziło, ale przecież nie pije, nie bije mnie, przynosi pieniądze (choć ja też pracuję, zarabiamy podobne kwoty), chyba nie zdradza. Przecież nie odejdę, nie zrujnuję życia dziewczynkom z własnego egoizmu. Inni mają gorzej...
    • kol.3 Re: przecież nie odejdę 18.06.11, 20:06
      Czyli mąż ucieka z domu w pracę.
      A nie da się porozmawiać i wyjaśnić o co chodzi?
    • tully.makker Re: przecież nie odejdę 18.06.11, 21:16
      Pod pewnymi wzgledami przezylismy podobny kryzys. Nam nie pomogla terapia, tylko zmiana mojego zachowania.
      Widze to zreszta do tej pory - gdy zajmuje sie soba, swoimi sprawami, chlop zabiega o mnie. Gdy to ja sie domagalam jego uwagi i obecnosci, jakos nie mial tego w ofercie.

      Smieszny przyklad obrazujacy te sytuacje: moj partner nienawidzi sklepow, ze szczegolnym uwzglednieniem Ikei. Jutro mamy tam cos do zalatwienia, i ja zaplanowalam, ze pojade z dziecmi a on bedzie mial czas wolny. Do tej poy, kiedy prosilam, zeby z nami jechal, konczylo sie to awantura juz w drodze. Teraz, wykluczony z wyjazdu, chodzi za mna, prosi czy moze tez pojechac i obiecuje ze bedzie grzeczny...
      • zuzi.1 Re: przecież nie odejdę 19.06.11, 19:16
        Dokładnie, coś w tym jest, faceci często tak się zachowują. Dlatego autorko wątku spróbuj z tej strony... może coś się zmieni na lepsze, jęsli chodzi o podejście męża. Zadbaj o siebie maksymalnie, nowe super sukienki z dużym dekoltem :) nowe wysokie buty/klapki na wysokich obcasach, manicure i pedicure hybrydowy, pięknie zrobione włosy, może nowy twarzowy kolor i przede wszystkim uśmiech na twarzy, samozadowolenie, niezalezne do humorów męża. I tak trzymaj, naucz się zdrowego egoizmu, tj. najpierw Ty i Twoje sprawy, szacunek do samej siebie. Zacznij wychodzic na imprezy z koleżankami, z mężem. Niech zobaczy jak reagują inni faceci na Twoje wdzieki.
    • rosapulchra-0 Re: przecież nie odejdę 19.06.11, 08:35
      Kochasz męża? Czy jesteś gotowa poświęcić swoje szczęście, swoje życie dla dzieci, żeby nie psuć im dzieciństwa i być nadal z człowiekiem, które postępowanie jest niezgodne z twoimi oczekiwaniami? Jesteś pewna, że to lepsze rozwiązanie?
    • burza4 Re: przecież nie odejdę 19.06.11, 15:33
      miastozmorza napisała:

      > ale przecież nie pije, nie bije mnie, przynosi pieniądze (choć ja
      > też pracuję, zarabiamy podobne kwoty), chyba nie zdradza.

      I to ci wystarczy, żeby dzielić z nim życie?
      A tak w ogóle - to czy ty chcesz, żeby się zmienił?
      Mam wrażenie, że tę terapię robisz z poczucia obowiązku, a nie dlatego że jeszcze się łudzisz że może być między wami dobrze. Co byś czuła, gdyby faktycznie się zmienił? szczerą radość, czy tylko życie byłoby bardziej znośne?
    • gweeny Re: przecież nie odejdę 19.06.11, 16:01
      Moim zdaniem bardziej zrujnujesz życie swoim córeczkom tkwiąc w takim martwym związku. Bo jaki obraz małżeństwa i rodziny wyniosą? Rodziców, którzy nie rozmawiają ze sobą i są sobie obojętni. A szczęścia rodzinnego przed dziećmi udawać się nie da.
      A co będzie jak dorosną i pójdą z domu? Zostanie dwoje obcych sobie ludzi - to dopiero jest dramat.
      Sądzę, że powinnaś się głębiej zastanowić czy warto to ciągnąć.
    • tully.makker Re: przecież nie odejdę 19.06.11, 20:20
      A ja uwazam, ze gdy facet godzi sie na terapie, to jawny znak, ze jednak mu zalezy. To robienie czegos wbrew naturze, znaczy musi byc silna motywacja. Inna sprawa, ze z nielicznymi wyjatkami w skutecznosc terapii nie wierze, bo istota dobego zwiazku jest, ze ludziom sie chce, a to trudno wywolac podczas godzinnej rozmowy z terapeutka.

      Udany zwiazek wymaga, by obie strony mialy motywacje, by o niego dbac. Kobiety maja ja czesto silniejsza niz mezczyni i nad tym trzeba pracowac, by ja podtrzymac w partnerze - na pewno nie przez ulatwianie mu wszystkiego, a wrecz przeciwnie.

      Oczywiscie, moze byc tak, ze maz ma cie gdzies i cokolwiek nie zrobisz, zwiazek bedzie zalosna i smetna atrapa. Ale nie przekonasz sie, dopoki nie sprobujesz.
    • hrabina_murzyna Re: przecież nie odejdę 19.06.11, 21:50
      miastozmorza napisała:

      Robi to co robił dotąd, czyli siedzi w tym swoim biurze do 20.00, w domu pa
      > lcem nie kiwnie, wolny czas dzieli między hobby a- trzeba mu oddać- zabawy z có
      > rkami.

      A on w tej pracy siedzi, bo lubi, czy też siedzi, bo musi zarabiać. To jednak jest różnica. Nie zawsze da się dobrze zarobić i do domu wracać o 17.

      Między nami nic już nie ma, żadnego porozumienia, nie rozmawiamy właściw
      > ie na inne tematy niż co kupić na obiad i o której położyć dzieci. Zero bliskoś
      > ci, troski, empatii, starania. Martwy związek.

      A próbowałaś rozmawiać na te inne tematy? Może pora uśpić dzieciaki, kupić dobre winko, zgasić światła, włączyć miłą muzykę, przytulić się do męża na kanapie i pomilczeć razem. Często tak robimy z mężem jak wraca zmęczony, uwielbiamy leżeć przytuleni i milczeć sobie razem. Nie zawsze trzeba rozmawiać, aby się dogadać. Nigdy nie będzie mentalnej bliskości jak brakuje tej fizycznej. Nie tęsknicie za sobą? Nie macie ochoty przytulić się na chwilę podczas gotowania obiadu, dać buziaka od tak idąc do łazienki, pogamzić męża po głowie jak siedzi przed komputerem? Spróbuj, to bardzo dobry punkt wyjścia.

      Myślę sobie, że nie o to mi w ży
      > ciu chodziło,

      A o co? Masz jakieś sprecyzowane życzenia? Wiesz czego chcesz, czego oczekujesz od męża? Wiesz czego mąż oczekuje od Ciebie? Oddalanie się od siebie jest winą obu stron, a nie tylko jednej.

      ale przecież nie pije, nie bije mnie, przynosi pieniądze (choć ja
      > też pracuję, zarabiamy podobne kwoty), chyba nie zdradza. Przecież nie odejdę,
      > nie zrujnuję życia dziewczynkom z własnego egoizmu. Inni mają gorzej...

      To zdecyduj w końcu jakie masz priorytety i czego tak na prawdę chcesz. Jak na razie to się miotasz i sama nie wiesz czy chcesz z nim być i pracować na lepsze jutro czy odejść, bo nic już nie ma.
    • momajo Re: przecież nie odejdę 19.06.11, 21:55
      Może taka terapia dla was jest nieskuteczna?Może akurat wam potrzeba czegoś innego?
      Piszesz,że mąż się nie stara.A ty co robisz?Na czym polega twoje staranie?To nie jest zaczepka ani złośliwość,tylko zwykłe pytanie,co twoim zdaniem powinniście robić,żeby było lepiej.
      Trudno mi udzielić porady,bo was nie znam,nie wiem,jaką parą byliście kiedyś,co się stało,że teraz jest inaczej.
      Może oboje czujecie się rozczarowani codziennością i rutyną,a żadne nie chce się przełamać?
    • honeyandmilk Re: przecież nie odejdę 20.06.11, 11:00
      "nie zrujnuję życia dziewczynkom z własnego egoizmu"

      odejście od męża to rujnowanie dzieciom życia? Co za brednie. Ja jestem wdzięczna mojej mamie, że miała na tyle godności aby wyrzucić ojca. I nie miałam zrujnowanego życia. Wręcz przeciwnie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: przecież nie odejdę 26.06.11, 22:29
      Czytając Pani opis sytuacji zastanawiałam się, jaka była motywacja podjęcia przez Państwa terapii dla par. A głównie jaka była Pani motywacja. Ta jawna i ta niejawna. Bo jeśli Pani oczekuje wyłącznie zmiany ze strony męża, stosownej do swoich wyobrażeń i potrzeb, jeśli terapia ma za zadanie naprawić wyłącznie męża, to może być Pani rozczarowana a to rozczarowanie bardzo wydatnie wpłynie na Pani postrzeganie związku.
      Co Pani chce zmienić z swoim związku, a co zależy wyłącznie od Pani? jak Pani jest gotowa się zmieniać, z czego zrezygnować?
      czy zastanawiała się Pani co takiego Pani wnosi w ten związek lub czego właśnie Pani nie wnosi, że jest on jałowy. Że tak go Pani przeżywa.
      Wiem, że odpowiedź na to pytanie nie posunie od razu sprawy Waszego związku na przód. Ale taka refleksja jest warta zastanowienia. Łatwiej mieć kontrolę nad sobą niż nad innymi. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • sprucexl Re: przecież nie odejdę 26.06.11, 22:54
        to tak jakbym czytala o naszym zwiazku. bede szczera. juz chyba nic nie wnosze, smutne to bardzo. i to nie jest tak, ze to on jst winny, i ja i ty tez jestesmy. malzenstwo moich rodzicow takie wlasnie byo....suche, bez milosci. a sama zawsze chcialam, zeby moje dzieci mialy inny, lepszy wzor. widzialy, ze ich mama i tata moga sie do siebie przytulic< nigdy nie widzialam zeby moi rodzice to robili, ani razu>
        teraz jestem na etapie stwierdzenia czego naprawde chce, co jest wazne. co bedzie dobre dla nas.
Pełna wersja