happinessissoeasy
19.06.11, 16:00
Mam 21 lat, mieszkam z rodzicami, studiuję wieczorowo, do niedawna pracowalam przez cały rok szkolny aby odłożyć pieniądze na wakacje. Moi rodzice należą do tych starszych - mam 11 lat starszego brata mieszkającego za granicą. Mój problem polega na tym, że kompletnie nie potrafię rozmawiać z rodzicami, a oni traktują mnie jak małe dziecko (stwierdzam to na podstawie tego co mogą a co nie moi rówieśnicy). Nigdy nie sprawiałam żadnych problemów, w szkole też zawsze szło mi dobrze no i pracowałam już nie raz. A jednak każde moje nocne wyjście wiąże się z pretensjami, prośbami abym wróciła jak najprędzej, a wyjścia na całą noc są czymś strasznym dla rodziców. Od poł roku mam chłopaka, moi rodzice go znają jednak nie podoba im się to, że np spotykamy się późno w nocy, rozumiem, że może im się to nie podobać i mogą nie wyrażać zgody na nocowanie jego u nas w domu, ale nie wydaje mi się, że to normlane, że zakazują mi nocowania np. u niego. Jestem dorosła, znam konsekwencje swoich czynów, a uważam, że rodzice nie powinni podejmować za mnie decyzji, a jedynie mi radzić. Kompletnie nie umiem z nimi rozmawiać, potrafię się z nimi mijać po kilka razy w progu nie zamieniając żadnego słowa. Myślę, że po części spowodowane jest to moją niechęcią ponieważ wiem jak różne mamy zdania na wiele tematów. Mam wrażenie, że żyją oni w innym świecie, tym, który był kilkadziesiąt lat temu, nie rozumieją, że czasy się zmieniają. Traktują mnie jak małą dziewczynkę, rozumiem, że się martwią, ale czasem wystarczył by jeden telefon czy u mnie ok, a nie zaraz nakaz powrotu do domu. W moim odczuciu tylko szkodzą mi i sobie bo takie zachowanie na pewno nie utrzyma mnie przy nich dłużej, wręcz przeciwnie, już myślę jak to zrobić, żeby się wyprowadzić i żyć samodzielnie, bez codziennych nerwów. Może ktoś mi doradzi?