czy cos ze mną nie tak?

30.06.11, 21:48
Ostatnie 2 lata nie należały do najlepszych.najpierw choroba nowotworowa tesciowej,ciągły lęk o jutro,czekanie na wyniki,wspieranie męża...Jestem osoba bardzo uczuciową,wszystkim sie przejmuje,każdemu chce pomóc i tak było w tym przypadku.jak tylko okazało się ,że choroba została zatrzymana ( po chemi,radioterapi i brachoterapi ) okazało sie ,że tesciu ma nowotwór na opłucnej.Szok! zawsze traktowałam go jak własnego ojca (mój mnie nie wychowywał ),dlatego bolało podwójnie. okazało sie, że to najgorszy rodzaj,była chemnia ,szpitale... po niecałym roku walki zmarł.Jutro mija 6 tyg, od jego odejsia,tak bardzo mi go brakuje.Chce być silna ,wspieram męża jak mogę ,synkowi opowiadam o dziadku,odwiedzamy cmentarz.Jednak w tym wszystkim brak mi mojego męza.Wychodz z założenia,że została mu tylko mama (na brata nie może liczyć -narkotyki,alkohol ) i stara sie jej jak najwiecej poswiecić czasu i pomagac.Nie, nie mam nic przeciwko temu tylko my (ja i Młody ) tez go potrzebujemy.Zdowy rozsądek podpowiada,że przecież to Ona jest w gorszej sytuacji,stracila męża, ale psychicznie wysiadam.Mam już dosyć .Może powinnam przemilczec,poczekac az wszystko wróci do jako takiej normy, ale juz chyba nie daje rady...Czasami mam wyzuty sumienia ,że jeszcze od męża wymagam,przecież jemu też jest cholernie ciężko.Przepraszam,że sie tak rozpisałam, ale dzieki temu jest mitoszke lżej
    • verdana Re: czy cos ze mną nie tak? 30.06.11, 22:25
      Z Toba wszystko w porządku. kazdy chciałby, aby w trudnym czasie ktoś go wsparł. Niestety, w tym wypadku to mąż i teściowa potrzebują wsparcia przede wszystkim - to dopiero sześć tygodni. Może powinnaś porozmawiać z mężem, poprosić go, aby sprecyzował, kiedy znowu zaangazuje się w pełni w sprawy domu, ale chyba jeszcze trochę za wczesnie.
      • marionaud_1 Re: czy cos ze mną nie tak? 04.07.11, 06:07
        Współczuję i rozumiem. Mój mąż i ja zaangażowani byliśmy głęboko w umieranie jego rodziców (zmarli w 6-cio miesiecznym odstępie) a potem "wychodziliśmy" z tego stanu przez prawie rok. Mąż zdecydowanie dłużej i trudniej. Potem wszystko wróciło do normy. Mówiąc szczerze to zaangażowanie męża, choć było doraźnie trudne , pokazało mi go jako osobę rodzinną w stopniu, którego przedtem nie dostrzegałam. Bardzo to doceniłam i patrzę na niego innym okiem teraz.
    • jagusiia Re: czy cos ze mną nie tak? 04.07.11, 12:54
      krótki czas minął, wiec wszyscy są załamani, w szoku, jeszcze mogło nie dotrzec do niektórych, ze juz nigdy w tym życiu nie zobaczą tescia, męża, ojca. Wszyscy są w szoku i radzą sobie jak umieją. Może w 4 powinniście byc teraz razem, dlaczego nie wziąć do siebie tesciowej, chocby na jakis czas, jesli to możliwe. Odpadła by kwestia wyjazdów męża w celu pocieszenia matki. Strata męża to być może dla niej największa życiowa tragedia, niestety, moze to potrwać dłużej a nawet trwac do końca życia, w tej chwili osoby bliskie są jej bardzo potrzebne.
      • emaciejka1 Re: czy cos ze mną nie tak? 04.07.11, 20:51
        Dziękuje za słowa otuchy,jednak życie jeszcze bardziej nas pogrąża.tesciowa od dwóch dni leży w spiączce farmakologicznej,jej życie podtrzymują jedynie maszyny,pękło jelito,wdala się sepsa...są nadzieje,ale nikłe.Chociaż ja głęboko wierzę w tescia,w to,że zawsze w pierwszej kolejnosci myslał o nas i jeszcze teraz nam jej nie zabierze.Psychicznie mam dosyć i chyba tak naprawdę trzymam sie dzieki synkowi,to dla niego sie musze usmiechac i jakos funkcjonowac.Ponoć każdy dostaje od zycia taki krzyz jaki potrafi udźwignąć,ale ja chyba odpadam.Aż boje sie pomyslec co bedzie kiedy jej zabraknie,jak mój maz sobie poradzi,bo jak na razie wszystko tłumi w sobie,choc dzisiaj doszlismy do wniosku,że pomoc specjalisty na pewno sie nam przyda.Trzymajcie kciuki drogie mamusie!
    • truskaweczka78 Re: czy cos ze mną nie tak? 04.07.11, 22:25
      Musisz przeczekać i wspierać męża... przeczytałam ostatni post... współczuję Wam takiej sytuacji, musicie się wspierać nawzajem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja