czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:(

04.07.11, 08:26
Witam. Od dłuższego czasu zbieram się w sobie żeby napisać tutaj. Mój problem dotyczy męża/małżeństwa. Jesteśmy 6 lat po ślubie, wcześniej jako para i niepara znaliśmy się kolejne 7 lat, więc w sumie znamy się dłużej niż nieznamy:) (oboje jesteśmy przed 30stka). Mamy 2 cudownych dzieci. W małżeństwie jak to bywa są wzloty i upadki, ale zawsze czułam (mam nadzieję że czuliśmy, ale nie będę się wypowiadać za męża) że jestem kochana, że mam wsparcie z drugiej strony. Od jakiegoś roku coś się posypało. Zaczęły się kłótnie o pierdoły typu kto ma wyrzucić śmieci, sprzątnąć, a kto wstać do dziecka po raz 10 w nocy. Wcześniej dzieliliśmy się obowiązkami i mężowi to nie przeszkadzało. Do tego doszło zmęczenie (małe dziecko), kłopoty finansowe (po urlopie macierzyńskim moja firma przestała istnieć) i nagle małe problemy zaczęły rosnąć do ogromnych rozmiarów i nie można ich było normalnie rozwiązać. Nie było żadnego wielkiego BUM (zawsze wydawało mi się że to jest potrzebne żeby małżeństwo się rozpadło) a wszystko zaczęło się rozsypywać. Walczyliśmy o nas oboje, dla siebie, dla dzieci. Miliony rozmów, przepłakanych nocy, jak to się mogło stać, przecież tak bardzo się kochaliśmy. Kilka tygodni temu podczas jednej z kłótni (o to że jestem nieodpowiedzialna, bo mąż uważa mnie za roztrzepaną trzpiotkę) mąż powiedział że mnie nie nawidzi i jestem dla niego nikim. Uderzyłam go w tej złości w twarz, mąż się obraził i mieliśmy kilka cichych dni. Widziałam że przegięłam, ale po prostu zabrakło mi argumentów, sił na dalszą kłótnię. Mąż poweidział mi później że jego matka (której notabene zwyczajnie nie kocha a nawet nie lubi) go biła i za to stracił do niej jakikolwiek szacunek. Zrobiło mi się ogromnie wstyd, nie jesteśmy żadną patologiczną rodziną (a może już jesteśmy?) a doszło do takich scen:( Dałam (daliśmy) nam czas do końca czerwca, żeby poukładać sobie życie i albo zmienić coś w związku na tyle, żeby zacząć żyć jak mąż z żoną a nie wróg z wrogiem, albo wyprowadzić się i złożyć pozew. Próbowaliśmy naprawić nasze relacje, wyszliśmy kilka razy sami (bo brakowało nam czasu tylko dla siebie), uważaliśmy na słowa które padają podczas sprzeczek, przymykaliśmy oko na nieodkurzony dywan, kiedy w perspektywie mieliśmy spędzić wolny wieczór. Było ciągle"jakoś", ale we mnie coś pękło. Seks przestał istnieć, mimo wielu prób i starań (a nigdy nie mieliśmy przerwy dłuższej niż 3 tygodnie i to tylko podczas połogu) nie mogłam się przełamać żeby TO zrobić. Przytulenie męża to dla mnie coś ponad siły. Zaczęłam się zastanawiać czy go kocham, chociaż wcześniej nie miałam żadnych wątpliwości, nawet kiedy kłóciliśmy się w najlepsze. Bałam się powiedzieć o tym mężowi, żeby nie odwrócił się odemnie, ale w końcu sam zauważył, bo trudno tego nie zauważyć. Wczoraj mieliśmy kolejną kłótnię o "nic". Mąż chciał iść do sklepu, ja obiecałam dzieciom że pojedziemy do parku, i tak rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę. Spotkaliśmy się po godzinie pod domem, usłyszałam że jestem idiotką, ignorowałam to bo dzieci słuchały, ale w końcu w domu wybuchliśmy oboje. Mąż próbował wyjść z domu, bo jak stwierdził jest taki zły że nie może mnie oglądać. Nie pozwoliłam mu na to, bo potem ja zostaję z dziećmi, które przecież widzą że coś się dzieję, jest mi tak samo źle i smutno a muszę udawać że nic się nie stało. Mąż odepchnął mnie, a ja znowu go uderzyłam. Powinien mi wtedy oddać, pewnie bym się otrząsnęła:( Powiedział że pękło mu pół serca, to pół, które należało do mnie. Spytał mnie czy ja go kocham, a ja nie umiałam mu odpowiedzieć. Bo sama nie wiem? Albo wiem tylko boję się przyznać? Mąż powiedział że w takim razie nie powinniśmy spać razem, ale kiedy przyniosłam sobie wieczorem materac, to sam go odniósł i pościelił nam razem...
Nie spałam całą noc, bijąc się z myślami. Nie wiem czy to co czuję to miłość, czy zwykłe przyzwyczajenie i strach o to co będzie bez niego? Jak poradzę sobie ja, co poczują dzieci? I czy to możliwe żeby rozwalić nasz związek bez powodu, przez codzienne awantury, bez zdrady czy czegoś równie potwornego?
Po prostu wspólne życie nas przerosło?


    • mmk9 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 08:42
      czy to możliwe żeby rozwalić nasz związek bez powodu, przez codzienne awantury, bez zdrady czy czegoś równie potwornego?

      Nie tak bez powodu, macie już przemoc domową

      • smutekmamwekrwi Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 08:48
        okrutnie to brzmi:( ale przecież to prawda:(
        • gatta5 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 09:16
          Jak dla mnie mąż cię kocha. Musicie jednak zadbać o ten związek. Idzcie do psychologa.
          • verdana Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 10:10
            Oboje się miotacie, ale nie widać, aby ktoreś z Was naprawdę chciało rozwodu.
            Moim zdaniem konieczny byłby trapeuta rodzinny.
    • bellagnos Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 10:13
      Ja też pomimo wszystko widzę tu miłość, tęsknotę , ból, niestety emocje są złym doradcą dlatego warto odbyć trochę rozmów z mediatorem, psychologiem.
      www.spotkaniamalzenskie.pl/pl/kryzys_malzenski może tu znajdziesz pomoc??
    • smutekmamwekrwi Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 10:26
      a czy myślicie że jest szansa na "normalne" życie po tym wszystkim? żeby zapomnieć, wybaczyć wszystkie złe słowa (i czyny) jakby nigdy nic się nie stało? szukam psychologa, nie wiem czy mąż się zgodzi na wspólną terapię ale ja chyba potrzebuję pomocy, on twierdzi że mnie kocha, eh twierdzi, ja wiem że mnie kocha:(
      • bellagnos Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 13:42
        Tak jak najbardziej jest szansa, choć nikt nie twierdzi że będzie łatwo. Moim zdaniem trzeba działać w trzech sferach psychologii, duchowości i fizyczności.
        Psychologia pozwoli wam widzieć swoje błędy , nauczy radzenia sobie z emocjami, pozwoli zrozumieć drugiego. Ty użyłaś przemocy fizycznej ale mąż równie głęboko ciebie zranił słowami może nawet głębiej, niestety tak to jest kiedy dwie osoby kłócą się walcząc używa się wtedy wszelkich możliwych ciosów, słów ale wcale się tak nie myśli.

        Duchowość, nie wiem na ile jesteście wierzący ale napisze,wierząc że Bóg jest z wami w tym wszystkim i również cierpi ale też wybacza pomaga podnieść się i iść dalej, chodzi mi tu głownie o wybaczenie na pewno głębokie są rany duszy, a te może uleczyć tylko Bóg. Dobrze by było gdyby obok terapii psychologicznej mielibyście oparcie w jakimś wierzącym małżeństwie czy kapłanie zajmującym się małżeństwami.

        Ciało relaks, może wspólny dłuższy wyjazd, sport to pozwala niwelować napięcia i stres.

        Teraz najważniejsze jest to byście razem chcieli walczyć o was i zrozumieli, że małżeństwo jest ważniejsze od dzieci, bo jest podstawa rodziny ( to apropo obietnic danych dzieciom z wyjściem, a zdaniem męża) i daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa.

        Na początek polecam książkę Mężczyźni są z Marsa, kobiety z wenus" na pewno wam pomoże lepiej się zrozumieć, jest tam też wiele nt. kłótni , pisania listów Jeśli nie przeszkadza Ci czytanie w komputerze, można ją ściągnąć chyba z chomika.
        Dwie inne "Dzikie serce" J. Eldredge, "Urzekająca" S. Eldredge.
      • zuzi.1 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 23:10
        Myślę, że mimo wszystko jest szansa po tym na normalne życie....Żadnej tragedii tu nie widzę... Niepotrzebnie go uderzyłas i to 2-krotnie, no ale cóż stało się...Oboje musicie chciec tych zmian i powrotu do normalnosci...
    • blue_romka Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 11:39
      Nic nietypowego, niespodziewanego się u Was nie dzieje. Ot, kryzys małżeński, który przechodzą wszystkie pary (kilkakrotnie), tyle że sobie z nim nie radzicie. To, że próbowaliście, wielokrotnie rozmawialiście etc. oznacza, że być może wyczerpaliście już własne umiejętności w tym zakresie i pora na wkroczenie kogoś z zewnątrz, czyli terapeuty. Polecam Wam terapię- rozwieść się zawsze zdążysz.
      Bicie męża- nigdy więcej nie wolno Ci tego zrobić. Poza wszystkim innym to rzeczywiście może być jego czuły punkt, po którym Ci nie wybaczy. Jak masz kłopot z radzeniem sobie ze złością, to poczytaj o tym, znajdź na siebie sposób.
    • jagusiia Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 13:33
      Złe jest takie myslenie czy juz czas, w ogóle dopuszczanie mysli o mozliwosci rozwodu. Ci, którzy tak podchodzą do tej kwestii (jak w temacie - czy to "już" czas ) prędziej czy pozniej się rozwodzą. Masz takiego fajnego wrazliwego męża, ktory widac gołym okiem ze Cię bardzo kocha. Jest zmęczenie, małe dzieci wiadomo, jesli jestes w domu (firma przestała istnieć) to wiadomo, ze na Ciebie spadło więcej obowiązków "domowych" i to Cię przybija i przygnębia, ale przeciez mąz w pracy nie leży do góry brzuchem, tylko pewnie jak po niej przychodzi do domu, jest zmęczony. Oboje jestescie zmęczeni. Ale widać, ze to fajny, delikatny człowiek, i bardzo wrazliwy, przestańcie tak siebie ranić.
      • belucci1 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 15:55
        A macie mozliwość na krótka rozłąkę? Nawet tydzień bez siebie. Nie macie pojęcia jak to duzo daje...:) I może Was uratować, tęsknota to bardzo dobry terapeuta.
        • smutekmamwekrwi Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 16:11
          "przerabialiśmy" tygodniowe rozstania, było lepiej przez kolejny tydzień, może dwa, a potem powrót do szarej rzeczywistości...
          mąż intensywnie szuka pracy za granicą i wiązałam z tym wielkie nadzieje, właśnie przez tą rozłąkę, jakkolwiek brutalnie to brzmi.

          Dziękuję za odpowiedzi i czekam na więcej, podbudowałam się trochę, bo nie ukrywam że spodziewałam się gotowych pozwów rozwodowych albo linczu ze względu na mój brak pohamowania wczoraj:)

          • marta_abc Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 17:19
            Jeśli wyjazd na dłużej, to razem. Krótkie rozłąki łączą, długie - przeciwnie.
            • jagusiia Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 17:30
              Mnie się też wydaje, ze jak już to razem zażywać przyjemności, wyjazdów, ale i tak przy małych dzieciach jest zawsze zmęczenie i to was nie opusci, choc byscie wyjechali 10 tys kilometrow, czy będziesz z nim, czy bez niego będziesz zmęczona, tak jest przy małych dzieciach, to normalne. Twoj mąż jest bardzo wrażliwy a Ty troszkę rozchwiana emocjonalnie (hmm, zeby być męża...??? z jakiegokolwiek powodu a juz bez powodu, to zupełny odjazd ), to można odbudować, oczywiscie, maż wybaczy, ale powinnaś starać się nauczyć zapanować nad nerwami, on też zapewne nie jest bez winy, rzecz jasna. Ogólnie myślenie o rozwodach przy takich epizodach to nieporozumienie i fanaberia. Pomysl o prawdziwych problemach, których nie masz, typu np cieżko chore dziecko zamiast zaprzątać głowę rozwodami.
    • kropeczka455 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 18:44
      smutekmamwekrwi napisała:
      >:( Powiedział że pękło mu pół serca, to pół, które należało do mnie.
      > Spytał mnie czy ja go kocham, a ja nie umiałam mu odpowiedzieć.
      > Bo sama nie wiem? Albo wiem tylko boję się przyznać?

      Czego Ty oczekujesz od małżeństwa??
      Widać że męża nie kochasz bo dochodzi do rękoczynów. I to Ty niby słaba pleć stosujesz przemoc domową. Patrzą na to Twoje dzieci, uczą się pogardy do ojca. Za chwile kiedy dzieci będą robiły coś nie po twojej mysli przywalisz im zdrowo bo nie pohamujesz własnych emocji.
      Nie dobrze gdy łapki swędzą. Lepiej podrap sie po d...pie. Za którymś razem mąż nie wytrzyma wyprowadzi się od ciebie albo odda tak ze zapamiętasz do końca zycia wówczas będziesz pisać jaka to ty biedna bo pobita przez męża. Chyba byłby bardzo głupi gdyby pozwolił kobiecie na bicie. Nic nie tłumaczy Twojego zachowania.
      Nie ma co sie za dużo głowić ... potrafiłaś zrobić to raz, drugi i nie zawahasz sie następnym razem... Nie mam tolerancji dla kobiet czy mężczyzn, którzy biją partnerów.


      • bellagnos Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 19:20
        "mąż powiedział że mnie nienawidzi i jestem dla niego nikim. Uderzyłam go w tej złości w twarz, mąż się obraził i mieliśmy kilka cichych dni."

        Nie bez powodu uderzyła to są emocje, żal pewnie, długo nagromadzony, dlatego nie powinnaś jej tak surowo oceniać, oczywiście nie popieram jakiejkolwiek przemocy, łatwo jest napisać mocne słowa.
        • verdana Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 19:24
          Przemocy pierwszy uzył mąż - oswiadczenie żonie, ze jest dla niego nikim, jest przemocą psychiczną. To nie to samo, co powiedzenie, 'przykro mi, chyba przestałem cie kochać".
          Po latach małżeństwa na powiedzenie "jesteś nikim" policzek wymierzony męzowi NIE jest przemocą - jest reakcją na próbe poniżenia, jak najbardziej adekwatną.
          • kropeczka455 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 20:08
            bellagnos napisała:
            > Nie bez powodu uderzyła to są emocje, żal pewnie, długo nagromadzony
            verdana napisała:
            > Przemocy pierwszy uzył mąż - oswiadczenie żonie, ze jest dla niego nikim, jest
            > przemocą psychiczną.

            Tymi słowami tłumaczycie przemoc fizyczną.
            Gdyby to uczynił mężczyzna okrzyknięty zostałby przez was PRZEMOCOWCEM
            • lusitania2 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 20:22
              kropeczka455 napisała:

              > Gdyby to uczynił mężczyzna okrzyknięty zostałby przez was PRZEMOCOWCEM

              bez wątpienia zostałby.
              Ale stosowanie podwójnych standardów do zachowania meżczyzn i kobiet to norma u niektórych użytkowniczek tego forum (i nie tylko).

              Do autorki wątku - nie wiem, czy jest sens próbowania w waszym przypadku terapii małżeńskiej. Tego musielibyście chcieć oboje - i ty i mąż, niezależnie jednak od tego, co postanowi mąż ty sama powinnaś poszukać jakiegoś wsparcia psychologicznego, bo nie radzisz sobie z emocjami. Twój mąż jest za zaistniałą w waszym małżeństwie sytuację na pewno współodpowiedzialny, ale na jego decyzje wpływ masz ograniczony. Na swoje - dużo większy, a nauczenie panowania się nad emocjami przyda ci się niezależnie od tego, czy wasze małżeństwo przetrwa, czy nie.
          • lusitania2 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 20:12
            verdana napisała:

            > > Po latach małżeństwa na powiedzenie "jesteś nikim" policzek wymierzony męzowi N
            > IE jest przemocą - jest reakcją na próbe poniżenia, jak najbardziej adekwatną.

            ROTLF
            <ironia oczywiście>
          • zuzi.1 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 23:14
            Dokładnie tak, zgadzam się z Verdaną.
    • woda_woda Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 04.07.11, 20:52
      smutekmamwekrwi napisała:

      > mąż powiedział że mnie nie nawidzi i jestem dla niego nikim.

      Nie dziwię się, że puściły ci nerwy. Rzeczywiście trudno po takich słowach wrócić do stanu sprzed.
      Ale może jednak warto spróbować?
      • marta_abc Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 05.07.11, 04:36
        Czytając Twój post zwróciłam uwagę na kilka rzeczy:
        - piszesz, że zaczęło się Wam sypać małżeństwo w związku z utratą Twojej pracy (stress) i zmęczeniem/niewyspaniem zw. z byciem rodzicem malutkiego dziecka. Pomyśl czy to przyczyna, czy jest coś "głębiej"?, a jeśli to to, to co tzn.? (np. czy dla Ciebie praca/ew. wyjścia poza dom były czymś b. ważnym, w domu "dusisz się" - znalezienie pracy za jakiś czas byłoby jakimś rozwiązaniem? może długotrwały stres plus zmęczenie dały w efekcie pogorszenie relacji na poziomie emocji, a Wy odczytaliście to jako koniec miłości?).
        - W jakim kontekście padły ze strony męża słowa, które cytujesz? Było kilka cichych dni, a po nich? - było jakieś oczyszczenie? - przeprosiny plus wyjaśnienie, jakieś "tak palnąłem, bo.., ale tak nie myślę".
        - Czy w Tobie wątpliwości dotyczące swej miłości wobec niego (i zw. z tym niechęć do seksu) pojawiły się po tym, czy były i wcześniej?
        - Ta sytuacja b. pogorszyła wszystko między Wami - (o ile nie przepracowaliście tego) to odtąd Ty nosisz w sobie straszny żal za słowa poniżenia, on kojarzy cię z matką (do której nie ma szacunku, za bicie). Wróćcie w spokojnej rozmowie do tej sytuacji, powiedz co czujesz w zw. z tymi słowami, zapytaj co dla niego teraz znaczą tamte słowa i co znaczyły wtedy.
        - Ostatnia sytuacja: każde miało inną opcję i każde ją realizowało (on do sklepu - Ty z dziećmi do parku) - ok, potem się spotykacie i z jego strony padają w Twoją stronę (przy dzieciach) ubliżające słowa. Po nich on jakby nic próbuje wyjść (zostawić Cię z tymi słowami), mówi że jest zły na Ciebie (o co?), Ty siłowo (błąd) próbujesz temu zapobiec (więc walczysz - o niego?, o siebie?, o was?).
        Po tym jak go uderzyłaś piszesz "powinien mi wtedy oddać" - skąd takie myśli ? Naprawdę tego chciałabyś?, tak było u Ciebie w domu?
        - Dla Ciebie przełomem na gorsze były słowa pogardy z jego strony,
        dla niego - ponowne podniesienie przez Ciebie na niego ręki (skojarzenie z matką).
        Od tych chwil żadne z Was nie ma pewności o to co Was łączy.
        - Wróćcie do tych chwil - pytajcie się o przyczynę złych słów z jego strony i złych czynów z Twojej (może w jego domu takie słowa były normą, a w Twoim siłowe rozwiązywanie problemów). Jeśli żałujecie swoich słów/czynów - powiedzcie to sobie. Szukajcie pomocy z zewn. (dobrego terapeuty).
        • lusitania2 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 05.07.11, 09:08
          marta_abc napisała:

          > Po tym jak go uderzyłaś piszesz "powinien mi wtedy oddać" - skąd takie myśli ?

          bo wtedy mąż zachowałby się tak samo źle , jak ona i autorka miałaby proste usprawiedliwienie dla siebie (ja go uderzyłam, ale on mnie też - czyli nie jest jedyną, która tu używa przemocy fizycznej).
          • smutekmamwekrwi Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 05.07.11, 09:14
            napisałam wyraźnie po co chciałam żeby mi oddał - żebym się otrząsnęła a nie żeby mieć wytłumaczenie czy kolejny powód do kłótni




        • smutekmamwekrwi Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 05.07.11, 09:59
          a więc po kolei:
          małżeństwo zaczęło nam się sypać jeszcze zanim straciłam pracę, potem było po prostu gorzej, brak kasy nigdy nie jest sprzyjającą okolicznością w odbudowywaniu związku... ja nie miałam ogromnej potrzeby wyjścia "do ludzi", pracowałam głównie w domu, czasem jeździłam zamawiać różne rzeczy do firm, ale nie chodziłam na 8 czy wiecej godzin do biura żeby poplotkować i napić się z kimś kawy. Zresztą jak mówi mój mąż (i całkowicie się z tym zgadzam) jestem aspołeczna, nie lubię nowych ludzi. Decyzję o kolejnym dziecku podjeliśmy oboje a oczywiste było dla nas że pierwsze 1,5-2 lata spędzę w domu na etacie kury domowej:)
          słowa męża padły w złości, ja jestem uparta, nakręcamy się oboje i wtedy próbujemy się chyba zranić jak najbardziej się da. Oczywiście były przeprosiny i z jego i z mojej strony, wiem, że on tak nie myśli, że powiedział to tylko po to żeby mnie dotknęło. Dzisiaj - jak mówi - czasem mnie nie lubi, bo nie da się mnie lubić;)
          brak seksu przyszedł nagle, po prostu przestał mnie pociągać jako facet, do tego po kilku dniach posuchy zawsze był "foch", nie dosłownie ale dlaczego ja nie mam ochoty, jak to możliwe??? on nie nalega ale... no i kółko się zamyka. Najgorsze (?) że seks zawsze był super, w ogóle zawsze był, przy pogodzeniu się, rozładowaniu napięcia, był bardzo ważnym elementem naszego związku. A teraz go nie ma prawie wcale.
          U mnie w domu nie było przemocy, nikt nigdy mnie nie uderzył, mąż też o to pytał, bo jak mogę się tak zachowywać kiedy nie miałam przykładu w domu?
          Wstyd mi ogromnie:(

          Szukam terapeuty, mąz mówi że mnie kocha i nie potrzebuje żadnej terapi, że nie jest tak źle i generalnie wszystko wychodzi mu na plus, tylko są takie ciężkie chwile. Dla mnie te chwile są "za ciężkie" i za częste... Myślę że uda mi się go namówić na wspólne wizyty u psychologa, bo wiem ze on się tak łatwo nie podda (i ew. rozwodu mi nie da).

          • marc.el Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 05.07.11, 10:35
            smutekmamwekrwi napisała:

            [..]
            > brak seksu przyszedł nagle, po prostu przestał mnie pociągać jako facet, do teg
            > o po kilku dniach posuchy zawsze był "foch", nie dosłownie ale dlaczego ja nie
            > mam ochoty, jak to możliwe??? on nie nalega ale... no i kółko się zamyka.

            A gdyby Cie uderzył, zachowałby się jak "macho" to czy byłby bardziej pociągający??
            Może jest za bardzo "kobiecy" ?? Naczytał się jakiś głupot ...
            Z drugiej strony, ma traume z dzieciństwa ... biła go UKOCHANA KOBIETA .... teraz tez BIJE GO UKOCHANA KOBIETA ....

            > U mnie w domu nie było przemocy, nikt nigdy mnie nie uderzył, mąż też o to pyta
            > ł, bo jak mogę się tak zachowywać kiedy nie miałam przykładu w domu?
            > Wstyd mi ogromnie:(

            Nie radzisz sobie z emocjami.
            Decyzja o drugim dziecku była bardziej Twoja czy jego??

            >
            > Szukam terapeuty, mąz mówi że mnie kocha i nie potrzebuje żadnej terapi, że nie
            > jest tak źle i generalnie wszystko wychodzi mu na plus, tylko są takie ciężkie
            > chwile. Dla mnie te chwile są "za ciężkie" i za częste... Myślę że uda mi się
            > go namówić na wspólne wizyty u psychologa, bo wiem ze on się tak łatwo nie podd
            > a (i ew. rozwodu mi nie da).
            >

            Jako facet uważa, że poradzi sobie sam.
            Tak nas wychowano ... facet nie płacze i umiera na stojąco ...... kładzie się dopiero do trumny. A skorzystanie z porady psychologa oznacza słabość, brak męskości, brak siły, bycia d_ _ą . Nie wiesz co myśłi na prawdę.
            Ale jeśli uzbroisz sie w cierpliwość to się da faceta przekonać do psychologa.
            Może jednak zacznij sama jak Ci koleżanki radzą??

            ps. Inaczej sie rozmawia o swoich problemach jak jesteście sami, a inaczej jak jest ktoś obcy.
            Nie spodziewaj sie wyników po pierwszych sesjach ..... tu trzeba czasu i cierpliwosci ...
            • smutekmamwekrwi Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 05.07.11, 10:49
              dziękuję za twój "męski" punkt widzenia. pewnie masz rację z tym kładzeniem się do trumny, chociaż widziałam męża jak płakał kilka razy, swojego syna zresztą uczę, że łzy czy smutek to nic złego. I że chłopaki też płaczą.

              decyzja o drugim dziecku była bardziej jego... miała być córeczka tatusia, a wyszedł chłop jak dąb:) mąż jest super ojcem, ale wiem że ciągle marzy o dziewczynce, pewnie za kilka lat jeśli będziemy razem, wyjdzie z jego strony pomysł na 3 dziecko i koniecznie córeczkę

    • papryczka.chili Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 05.07.11, 08:48
      W tej sytuacji polecam Tylko terapeute rodzinnego-psychologa.
    • jagusiia Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 05.07.11, 11:52
      to z powodu zmęczenia zapewne tak "cudujesz", nakręcasz się na jakies rozwody itd, za duzo myslenia i zamkniecie w 4 scianach, w depresji ludzie czesto dochodzą do niestworzonych wniosków, widzą koniec świata, straszne katastrofy w drobnych kłopotach odchodzą od zmysłów i każda drobnostka jest problemem nie do pokonania, nic ich nie cieszy itd, wydaje im się, ze kazde niepowodzenie to już tragedia, moze popadasz z lekka w taki stan i dlatego tak się czujesz, musicie z mężem odbudować więź, moze więcej zabaw w 4 z dziecmi, teraz juz nie jestescie sami i takie małżeństwa z dziecmi muszą się przestawic na inne atrakcje (głównie nastawione na dzieci i ich przyjemnosc) i inne spędzanie czasu wolnego, brak seksu to jeszcze nie tragedia, ludzie w pewnym wieku w ogóle z niego rezygnują i co przciez nie rozwodzą się z tego powodu, musisz wyluzować i trochę spokojniej podchodzić do wszystkiego, myślę, ze problem jest u Ciebie, czy jestes moze jedynaczką, wygląda ze jestes nastawiona że życie ma zawsze być różowe a tak nie jest, a nie jestes na t przygotowana, a trzeba wliczać że to sinusoida, że sa okresy gorsze i lepsze i po każdym dołku przychodzi radość i czas lepszy, nie ma co robić tragedii z większego bałaganu (normalne przy dzieciach u każdego) itd. U takich perfekcjonistów, którzy zawsze muszą mieć odkurzone na 100 % i wszystko idealne dochodzi do częstych awantur itp, lepiej wyluzować i cieszyć się spokojnym i szczęśliwym życiem rodzinnym niż sięawanturować o byle pierdółkę, ale tego trzeba się nauczyć, Ty mi wyglądasz na jedynaczkę, która nie jest dostosowana do realiów i do tego, ze czasem jest gorzej i trzeba to jakoś przetrwać, sama jestem podobna i dlatego wiem, ze trzeba pracy, zeby nad tym zapanować i olewać niektóre mniej ważne wymogi, lepiej odpocząc niż szaleć z porządkami, gdy jestes wykończona.
      • marta_abc Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 06.07.11, 08:45
        - myślałam o przemocy w sensie nawet klapów ze strony rodzica - tak człowiek uczy się, że to jest sposób na rozwiązywanie problemów;
        - więc utrata pracy była tylko czynnikiem dodatkowym, problem zaczął sie wcześniej - zatem z jakiej przyczyny? Zmęczenie (bo małe dzieci)?
        - brak seksu jest efektem rozkładu związku, ale i chyba przyczyną (czy współprzyczyną - bo np. mąż może to odbierać jako odrzucenie), nie pierwszą, bo z czegoś to wynikło (zmęczenie?, hormony?, coś jeszcze?).
        - to jego marzenie o córeczce - = o delikatności, itp cechach kojarzonych z "płcią słabą"?
        Tylko gdybam.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 06.07.11, 19:00
      Państwa wzajemne reakcje w kryzysowej sytuacji to gniew.
      Jest to reakcja impulsywna, mająca w sobie agresję, ale myślę, że nazywanie tego już przemocą domową jest na razie zbyt namiarowe. Co nie oznacza, że nie należy powstrzymywać się przed takimi reakcjami, bo one dla obu stron są upokarzające. Szczególnie uderzenie w twarz,w naszej kulturze, ma szczególne znaczenie..
      Myślę też, że taki upokarzający gest wobec męża będący wyrazem Pani uczuć do niego, być może tych nieświadomych, jest powodem odsunięcia się seksualnego.
      Może się Pani zastanowić czemu chciała Pani męża w taki sposób dotknąć. Czy to tylko była forma obrony przez jego nieprzyjemnymi słowami? Mnie wydaje się, że jest w tym coś więcej.
      To co się dzieje nie jest powodem do rozwodu, ale raczej do zastanawiania się w jakim miejscu jest Wasze małżeństwo. Czemu tak łatwo ulegacie skrajnym emocjom wobec siebie i tak szybko je ujawniacie ? Czemu tez tak szybko zaczyna kiełkować myśl o rozstaniu? Pewnie wątpliwości i pytań jest więcej. Warto je ujawnić, przynajmniej przed sobą samą. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • smutekmamwekrwi Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 07.07.11, 13:37
        Dziękuję za odpowiedź pani Agnieszko, szczerze mówiąc nie spodziewałam się jej tutaj, więc tym bardziej jest mi miło.

        Zapisałam NAS do psychologa, staramy się oboje jakoś ponaprawiać wszystko, zapanować nad emocjami, a nasza ostatnia kłótnia zakończyła się zanim zaczęłam się porząnie nakręcić:) Potrzebowałam "usłyszeć" że to nie czas na rozwód, i teraz sama w to wierzę, a skoro tak jest to muszę walczyć ze swoimi słabościami, bo mam o co.



        • kropeczka455 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 07.07.11, 19:52
          smutekmamwekrwi napisała:
          > Zapisałam NAS do psychologa, staramy się oboje jakoś ponaprawiać wszystko,
          > zapanować nad emocjami, a nasza ostatnia kłótnia zakończyła się zanim
          > zaczęłam się porządnie nakręcić:)

          Może na terapii nauczysz sie normalnie rozmawiać a nie nakręcać.
          Życzę wyprostowania ścieżek w waszym małżeństwie
    • tautschinsky Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 07.07.11, 13:10
      smutekmamwekrwi napisała:

      >Uderzyłam go w tej złości w twarz, mąż się obraził i
      > mieliśmy kilka cichych dni. Widziałam że przegięłam, ale po prostu zabrakło mi
      > argumentów, sił na dalszą kłótnię.


      > a ja znowu go uderzyłam. Powinien mi wtedy oddać, pewnie bym
      > się otrząsnęła:( Powiedział że pękło mu pół serca, to pół, które należało do mnie.



      GDYBY to było odwrotnie - mąż by BIŁ żonę, stosował przemoc,
      posypałyby się teksty:

      jak raz uderzył to koniec
      dziewczyno, biegiem na policję, zakładaj
      gnojowi niebieską kartę,
      to już koniec
      zniszcz go
      to bandzior i zero


      Ale że to kobieta STOSUJE PRZEMOC to można przeczytać
      słowa otuchy i stwierdzenia, że w sumie nic się nie stało,
      że skoro go uderzyłaś, znaczy, że on był winny.

      Zamieniamy hasło: bo zupa była słona na gdyby nie był taki???

      • smutekmamwekrwi Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 07.07.11, 13:30
        o tak tautschinsky powinnam się spodziewać ciebie tutaj, chociaż na tym forum akurat żadko bywasz to kopnął mnie zaszczyt co?;) czytałam wielokrotnie twoje posty na Rozwód i co dalej i napiszę tylko, że opinia kogoś takiego jak ty jest dla mnie akurat najmniej ważną spośród wszystkich którzy się odezwali w tym wątku:)

        ciekawe ilu facetów po uderzeniu kobiety poczuło: ale ze mnie sku...el, powinna mi oddać?

        przemoc nie kończy się ( i nie zaczyna) na uderzeniu w twarz.



        • zuzi.1 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 07.07.11, 16:30
          Dokładnie...bardzo trafny komentarz !!!
        • lusitania2 Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 07.07.11, 19:37
          życzę mężowi, by trafił na psychologa z prawdziwego zdarzenia, który pomoże mu wzmocnić swoje poczucie wartości i podjąć decyzję o rozwodzie z żoną z "prędką" ręką.

          Twoje próby usprawiedliwiania się i zaklinania rzeczywistości, że policzkowanie kogoś to nie przemoc nikomu oczu nie zamydlą.
        • pendzacy_krolik Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 08.07.11, 20:44
          ja wiem,jak to jest byc dzieckiem bitym przez matke.mysle,ze gorsze skutki odczuwa w doroslym zyciu bity w dziecinstwie chlopiec. to jest tez upokrzajace.pomysl o twoim mezu,jak sie czul kiedy byl malym chlopcem i bila go matka,ktora kochal. teraz tez ,kiedy podnosisz na niego reke tez tak sie czuje.ale jednoczesnie wie,ze jest doroslym mezczyzna i nie moze bic slabszych.bo matka,zona ,dzieci to osoby slabsze od niego. pewnie tez probuje walczyc z uczuciem nienawisci do kobiet,a ty mu tego nie ulatwiasz. ciezko jest zyc z taka osoba,wiem,dlatego,jako ludzie inteligentni sprobujcie szukac dla siebie ratunku u specjalistow. no i dzieci szkoda.moze o nich pomyslcie w pierwszej kolejnosci,choc,jak czytalam, ty chyba myslisz bardziej o tym,co czuja w momencie,kiedy sie klocicie.
    • big.stach Świętość w powołaniu małżeńskim i rodzinnym 13.07.11, 08:25
      Świętość w powołaniu małżeńskim i rodzinnym - dr Wanda Półtawska
      komandir.wrzuta.pl/audio/8rOhOXLIWsA/swietosc_w_powolaniu_malzenskim_i_rodzinnym_-_dr_wanda_poltawska

      dr Wanda Półtawska
      www.jedenpokoj.pl/img/ok_tyl.jpg
    • easyblue Re: czy to "już" czas na rozwód? brakuje mi sił:( 15.07.11, 21:00
      > mąż powiedział że mnie nie nawidzi
      > i jestem dla niego nikim. Uderzyłam go w tej złości w twarz, mąż się obraził i
      > mieliśmy kilka cichych dni. Widziałam że przegięłam,
      Wolałabym policzek w twarz, niż usłyszec takie słowa.

      > Mąż odepchnął mnie, a ja znowu go uderzyłam. Powinien mi wtedy oddać, pewnie bym
      > się otrząsnęła
      Ale kto tu mial się otrząsnąć?? Skoro Cię popchnął, to było to użycie przemocy, wiec się bronilaś.
      Gdyby mój M mnie popchnął, to znając jego siłę walnęłabym na podłogę. Moj policzek jedynie by go zaswędział. Taka jest roznica. No chyba, zę Ty masz 100kg i 180cm, a Twoj mąż 160cm i 50kg:/

      > I czy to możliwe żeby rozwalić nasz związek bez powodu,
      > przez codzienne awantury, bez zdrady czy czegoś równie potwornego?
      > Po prostu wspólne życie nas przerosło?
      Za długo byliście parą:)
      A poważniej - wydaje mi się, że jeżeli się porządnie przyłożycie, oboje, to powinno być jak dawniej.
      Też mialam podobnie - czy jeszcze jest ta miłość czy nie. Doszłam do wniosku, zę nie ma. Ale tak naprawdę, to jeżeli sie kogoś kochało, to ślad zawsze pozostaje /w sercu kobiety, jak jest u faceta nie wiem:) Jego zapytaj: blog-mezczyzny.pl/news.php To najmądrzejszy facet, jakiego znam. Serio.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja