Jestem u kresu sił.

19.07.11, 16:18
Jestem mamą dwóch córek 14 latki i 3, 5 latki.Od 3 lat wychowuję je sama, bo 3 lata temu mój były mąż odszedł do naszej znajomej.Starsza córka bardzo przeżyła rozwód, potem urodzenie się dziecka ojca i jego kobiety.
Córka cały czas nie moze się pogodzic z faktem ze ojciec już do nas nie wróci. Sytuacja uległa gwałtownemu pogorszeniu w momencie kiedy w moim życiu pojawił się nowy partner.Ponieważ córka nie akceptuje mojego partnera "bo to były kolega taty", spotykam się z nim kiedy dzieci są u ojca.
Niestety, ale to nic nie pomogło, córka jest wobec mnie agresywna psychicznie i fizycznie, znęca się nade mną, wyzywa. Żąda wciąż pieniędzy, skarży się na mnie ojcu i przez niego próbuje wymusić ode mnie pieniądze.
Chodzę na spotkania do Pani psycholog z poradni przeciwdziałania przemocy. Terapeutka twierdzi, że wg niej jedynym wyjsciem byłoby przekazac córkę ojcu.Problem jest taki iz on jej nie chce, bo jego obecna partnerka jest chora prawdopodobnie na raka.
Nie wiem co robic, proszę o pomoc.
    • marzeka1 Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 16:36
      Żądać pieniędzy może, pytanie: czy ulegasz i dajesz, gdy jest agresywna psychicznie i fizycznie? Bo jeśli tak, to będzie tylko gorzej. Mam zasadę i synowie wiedzą o niej: złością, tupaniem niczego nie osiągną. I nigdy nie było inaczej.Nie możesz ulegać groźbom 14-letniego dzieciaka, w skrajnej sytuacji gdy zaczęłaby skakać z rękami- chyba nawet wezwałabym policję. Bo agresja gdy nie postawi się tamy, ma tendencję do nakręcania.
      • sebalda Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 16:54
        >Chodzę na spotkania do Pani psycholog z poradni przeciwdziałania przemocy. Terapeutka >twierdzi, że wg niej jedynym wyjsciem byłoby przekazac córkę ojcu.Problem jest taki iz on jej >nie chce, bo jego obecna partnerka jest chora prawdopodobnie na raka.
        Cały ten fragment mnie przeraził. Co to za terapeutka? To ma być profesjonalne podejście? To jej jedyna rada? Rozumiem, że gdyby ojciec zechciał, gotowa byś była oddać mu dziecko? Jeśli masz takie podejście do córki, to może jej zachowania nie są takie dziwne? Kochająca matka nie rozważa oddania nikomu dziecka, to nie jest zepsuta zabawka, trzeba włożyć trochę wysiłku w dobre relacje z dzieckiem, ot co.
        • marzeka1 Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 17:21
          Sebaldo, tylko kobieta tak potrafi dowalić drugiej, zarzucając, że nie jest dobrą matką. Nie widzisz, że tatuś wymiksował się z rodziny, córki nie chce, ale to matka, która sobie nie radzi, nie potrafi byc stanowcza, jest winna. Córka może ją lać, wyzywać, żadając kasy, ale wina lezy tylko po stronie matki. Niefajne, nie kopie się juz leżącego.
          • bellagnos Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 17:27
            Ja również po przeczytaniu tekstu autorki pomyślałam o oddaniu ojcu. 14 lat to już nie jest aż takie dziecko ale nastolatka wchodząca w trudny wiek dorastania być może przeżycia są gwałtowne tak po prostu bo hormony szaleją gdyby nie odejście ojca, znalazła by inny problem czy formę buntu.
            Autorko wątku życzę ci dużo siły i spokoju pomimo wszystko.
        • znowuniedziela Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 17:28
          Przeraziło mnie, że pozwalasz, by córka dominowała nad Tobą. Wyziera z postu bezradność i wołanie o pomoc. Przede wszystkim polecam zmianę terapeutki. Po drugie radzę znalezienie psychologa rodzinnego i wybranie się do niego razem z córkami i byłym partnerem.Córak podnosząca ręke na matkę-to wyraz Twojej bezradności i ogromnego poczucia winy. Dalczego TY je masz, a nie exmąż? Czemu Ty się obwiniasz o rozpad związku? Wszak mąz zostawił Was, a nie Ty ich... Dorastanie nie predystynuje dziecka do rządów w domu ani do dyktowania matce/ojcu co ma robić. Zastanów się, córka zaakceptowała związek ojca z koleżanką rodziców, ale już Twojego nie potrafi? Jaki jest powód? Polecam dobry, bardzo wyczerpujący obóz treningowy dla córki, jakis obóz przetrwania itp-by zatęskniła za domem, za spokojem, miłością-może jej się oczy otworzą. Ale zrzucanie odpowiedzialności na to, ż eona by zamieszkała u ojca, a Ty się pozbędziesz problemu-jakbyć "zepsute" dziekco oddała temu, przez którego międzyinnymi dizekco się "zepsuło". popracuj nad relacjami WAszej trójki, co z tego, że nowa pratnerka jest chora? Facet ma tez obowiązki wobec dzieci, musi się dac ugiąć.
          • kkokos Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 19:28
            znowuniedziela, ależ ty sama sobie przeczysz co drugie zdanie!!

            wysłanie dziecka z domu na obóz przetrwania, by dostało tam po dupie i zrozumiało, ze życie nie pieści, jest ok. wysłanie dziecka do ojca, drugiej najbliższej osoby, na parę tygodni (dłużej to nie potrwa, bo młoda wróci z podkulonym ogonem, gdy tylko przekona się, że codzienność z tatusiem nie jest taka słodka, jak jej się z oddali wydaje), jest be i nieetyczne? niehumanitarne? niematczyne? może jeszcze niekobiece? albo nieeleganckie? a w czym niby w szlachetniejsze i bardziej odpowiedzialne jest podrzucenie zbuntowanej nastolatki obcym ludziom za pieniądze od podrzucenia zbuntowanej nastolatki jej własnemu, nie będącemu (jak mniemam) przestępcą czy nałogowcem, ojcu?

            Ale zrzucanie odpowiedzialności na to
            > , ż eona by zamieszkała u ojca, a Ty się pozbędziesz problemu-jakbyć "zepsute"
            > dziekco oddała temu, przez którego międzyinnymi dizekco się "zepsuło".

            co za nadęty, ideologiczny - a przy tym durny - tekst! tak, matka ma się poświęcać, cierpieć, dzielnie sama stawiać czoła itd., a jak ojciec będzie musiał przez chwilę stawić czoła, to oznacza, że matka jest nie w porządku...

            najpierw piszesz:
            > i i ogromnego poczucia winy. Dalczego TY je masz, a nie exmąż? Czemu Ty się obw
            > iniasz o rozpad związku? Wszak mąz zostawił Was, a nie Ty ich...

            a za chwilę:

            > popracuj
            > nad relacjami WAszej trójki

            no to jak wina ojca, to on powinien popracować, prawda? nieeee, to matka ma się starać, bo jest wszak matką!


            >co z tego, że nowa pratnerka jest chora? Facet ma
            > tez obowiązki wobec dzieci, musi się dac ugiąć.

            o święta naiwności! gdyby facet przejmował się obowiązkami wobec dzieci, nie byłoby obecnej sytuacji. a chora na raka kobieta - nawet winna zdrady - ma prawo do tego, by 14-letnia roszczeniowa pannica nie zakłócała jej spokoju w jej, chorej kobiety, własnym domu.
            • verdana Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 19:48
              Zgadzam się z każdym słowem Kkokos.
              Oddanie dziecka własnemu ojcu jest i odpowiedzialne i nic w tym złego. Posłanie dziecka na obóz przetwania, w momencie, gdy dziecko - tak, 14-latka to dziecko!- nie umie sobie dać rady z własnymi uczuciami, to najgorsza mozliwa metoda.
              Współczuję i matce i córce. Matce, bo ma prawo ulożyć sobie życie. Córce - bo tak naprawdę, ma powazny problem. Ojciec jej nie chce. Matka zamierza wprowadzić do domu obcego człowieka, którego córka nie lubi. Niezaleznie od tego, czy matka ma do tego prawo (a ma) jest to sytuacja delikatnie mówiąc, nawet nie niekomfortowa, a dramatyczna.
              Córce potrzebny jest dobry psycholog i wsparcie.
              • znowuniedziela Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 21:57
                Córce potrzebny jest dobry psycholog i wsparcie. uważam, że wszystkim członkom rodziny. A'propos obozu przetrwania-polecam , pomoże rozpuszczonemu/skrzywdzonemu dziecku zobaczyć w sobie człowieka, a nie tylko prezentować postawę roszczeniową.
                Ale dlaczego matka ma poczucie winy, dlaczego dziecko jest negatywnie do nie nastawione, a do ojca nie? To, że córka stosuje przemoc fizyczną wobec matki nie jest normą, psycholog!!!
                • kkokos Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 22:34
                  > Ale dlaczego matka ma poczucie winy,

                  bo nie umie pomóc swojemu dziecku, które sobie nie radzi z własną psychiką, emocjami itd. można sobie rozumowo tłumaczyć, że nie na wszystko ma się wpływ oraz że paskudne rzeczy, o które ma pretensje zbuntowana nastolatka, to jej wymysł, a nie rzeczywiste zbrodnie rodzica wobec dziecka, ale emocjonalnie gdzieś to w człowieku zostaje i gryzie. to tak trudno zrozumieć?

                  > dlaczego dziecko jest negatywnie do nie na
                  > stawione, a do ojca nie?

                  punkt pierwszy, gdzie ty to wyczytałaś? przecież autorka wątku wyraźnie napisała:

                  > Starsza córka bardzo przeżyła rozwód, potem urodzenie się dziecka ojca i jego kobiety.
                  > Córka cały czas nie moze się pogodzic z faktem ze ojciec już do nas nie wróci.

                  nie widzę w tym pozytywnego nastawienia do ojca.

                  ale gdyby nawet było, to punkt drugi - normalna reakcja dojrzewającej (wielu dojrzewających) panienek. bunt wobec matki, która ma się na co dzień, idealizowanie (jeśli w ogóle tu występuje) ojca, którego ma się od święta. obwinianie matki o rozwód, bo kogoś obwinić trzeba, a tatusia się idealizuje (wszak to nie tatuś goni do lekcji, robi awantury o papierosy i bałagan w pokoju), więc przecież nie tatuś winien rozwodowi. wreszcie to matka robi ostatni krok do przypieczętowania rozstania, czyli wchodzi w nowy związek - gdyby matka nie znalazła sobie nowego faceta, to być może tatuś by zostawił tamtą panią, wrócił i znów rodzice byliby razem...

              • kkokos Re: Jestem u kresu sił. 19.07.11, 22:42
                Córce - bo t
                > ak naprawdę, ma powazny problem. Ojciec jej nie chce. Matka zamierza wprowadzić
                > do domu obcego człowieka, którego córka nie lubi. Niezaleznie od tego, czy mat
                > ka ma do tego prawo (a ma) jest to sytuacja delikatnie mówiąc, nawet nie niekom
                > fortowa, a dramatyczna.

                nie wiemy, na ile zażyła była znajomość z nową kobietą ojca i nowym mężczyzną matki w czasach przed rozwodem, czyli gdy ona była przyjaciółką rodziny, a on kolegą ojca. jeśli nie daj boże byli "ciocią" i "wujkiem", to jeszcze gorzej :(

                w dodatku związek ojca z byłą ciocią skończył się nowym dzieckiem i nowymi priorytetami zupełnie poza dawną rodziną (choroba nowej żony), więc związek matki z byłym wujkiem też może się skończyć nowym dzieckiem i nowymi priorytetami, niekoniecznie uwzględniającymi 14-latkę (nie mówię, że tak będzie, tylko że dziewczyna zapewne tego się też obawia).
                • karolina33331 Re: Jestem u kresu sił. 20.07.11, 06:58
                  Dziewczyny! Nowa partnerka ojca była "ciocią" i to własnie córka odkryła, ze ojciec i ania "mają się ku sobie". Kiedy córka zwracała ojcu uwagę ojcu, że jej się to nie podoba dochodziło z jego strony do rękoczynów.
                  Co do mojego nowego związku córka powiedziała, że po pierwsze boi się, że będę miała z nowym partnerem rodzinę, że zamieszkamy razem itd. Ja ją zapewniałam, ze jest dla mnie najwazaniejsza i na razie nie zamieszkam z partnerem, nigdy bez jej zgody.
                  Dlaczego terapeutka stwierdziła, że jedynym wyjściem jest zamieszkanie z ojcem?
                  Ponieważ żadne metody nie skutkują, a ja jestem już u kresu sił, w dodatku starsza stosuje przemoc wobec młodszej córki.
                  Nie jest tak, że nie szukałam dla niej pomocy- obecna terapeutka jest trzecią terapeutka.Pierwsza przez rok kazała mi spełniac wszystkie życzenia córki w tym finansowe i wiemy jakie były skutki.
                  Druga była swietna, ale poszła na L4 a trzecia naprawdę się stara...
                  Wiadomosci z ostatniej chwili: Córka przebywa u byłej tesciowej, wczoraj wieczorem zaczeła do mnie pisac na chacie, że mnie nienawidzi, że mam spierd....do konkubenta, że się mnie wyrzeka, i że kłamię mówiąc, że nie mogę jej kupic tego co chce. Że nie chce mnie znac, bo jestem utrzymanką.
                  Po chwili ex napisał, że córka jedzie do niego i nie wróci do końca wakacji, a może wcale.
                  Okropnie się z tym czuję, ale jakoś się musze z tym uporać.Piszcie.
                  • default Re: Jestem u kresu sił. 20.07.11, 08:17
                    Ogromnie Ci współczuję. To musi być straszne usłyszeć takie słowa od własnego dziecka. Ale nie daj się wpędzić w poczucie winy wobec niej - bo nic nie jesteś winna. Ona też nie. Jest jeszcze dzieciakiem, który nie umie zupełnie poradzić sobie z emocjami, nazwać, wyartykułować uczucia, które nią miotają. Dlatego wyzywa, bluzga, zlorzeczy - tak usiłuje skanalizować swój ból, strach i niepewność.
                    Jeśli teraz postanowiła zostać u ojca - to nie ciągnij jej do domu na siłę, ale daj jej odczuć, że jesteś z nią, że ją kochasz. Spróbuj napisać do niej list, w którym opisz jak Tobie było ciężko przeżyc rozpad Waszej rodziny, jak bardzo potrzebujesz jej miłości i wsparcia i że sama to przede wszystkim chcesz jej dać w tych trudnych dla Was chwilach. Spróbuj napisać tak, żeby z jednej strony upewnić ją, że nadal i na zawsze jest Twoją kochaną córeczką, a z drugiej - odwołać się do tej dorosłej osoby, która już troszkę w niej jest: poproś o wsparcie i zrozumienie. Może nie odpowie Ci od razu, może w ogóle, ale z pewnością taki list zasieje jakieś ziarenko w jej zbuntowanej duszy...
                  • tully.makker Re: Jestem u kresu sił. 20.07.11, 10:32
                    Co do mojego nowego związku córka powiedziała, że po pierwsze boi się, że będę
                    > miała z nowym partnerem rodzinę, że zamieszkamy razem itd. Ja ją zapewniałam, z
                    > e jest dla mnie najwazaniejsza i na razie nie zamieszkam z partnerem, nigdy bez
                    > jej zgody.


                    Blad. 14 latka nie powinna decydowac o planach rodzinnych rodzicow.
                    • asfo Re: Jestem u kresu sił. 20.07.11, 16:44
                      > Co do mojego nowego związku córka powiedziała, że po pierwsze boi się, że będę
                      > > miała z nowym partnerem rodzinę, że zamieszkamy razem itd. Ja ją zapewnia
                      > łam, z e jest dla mnie najwazaniejsza i na razie nie zamieszkam z partnerem, nig
                      > dy bez jej zgody.

                      > Blad. 14 latka nie powinna decydowac o planach rodzinnych rodzicow.

                      Zgadza się. Jeśli masz chęć wyjść ponownie za mąż, to powinnaś się kierować rozsądkiem, swoimi potrzebami i myśleniem o przyszłości a nie fochami nastolatki. Ona nie myśli teraz o tym, jak ciężko Ci będzie spędzać starość w samotności i że nie jest dobrze dla Ciebie być samą tylko kieruje się młodzieńczymi emocjami. Ona wydorośleje i zapomni o tym (miejmy nadzieję) ale wtedy może być już dla Ciebie za późno. Mam wrażenie, że jednym ze źródeł Twoich problemów jest właśnie to podporządkowywanie się dzieciom. Nie stawiasz jej granic i ona teraz uważa, że jej wszystko wolno. To oczywiście tylko część problemu.
                  • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jestem u kresu sił. 20.07.11, 19:03
                    Jeśli Pani były mąż, a ojciec córki jest wydolny wychowawczo ( a wygląda na to że jest ) to nie ma przeszkód aby córka z nim zamieszkała. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Córka zbliża się do wieku, gdzie dziecko może samo wybrać rodzica, z którym chce zamieszkać w przypadku rozwodu.
                    Ważne aby podkreślić, że to jest jej wybór a nie kara za złe zachowanie albo Pani decyzja pozbycia się utrudniającej życie nastolatki.
                    To, o co trzeba zadbać, to aby córka poczuła, że uznając jej decyzje, nawet impulsywną i odwetową, nie abdykuje Pani z roli matki. Interesuje się nią, ustala z ojcem linie postępowania, podtrzymuje kontakt i uczestniczy Pani decyzjach na jej temat. I to robi Pani i były mąż, bez względu na zachowania córki.
                    Córka za wszelką ceną musi poczuć, że jest ważna i nadal kochana, mimo okropnych zachowań.
                    Jej zachowania na to są właśnie obliczone.
                    Ona mogła poczuć się nieważna w związku z rozwodem. Ojciec wybrał inna kobietę i dziecko z nią niż "swoją córeczkę". Dorośli zdradzili, mama ma kogoś innego do kochania.
                    Świat dziecka, nawet tak już podrośniętego, nie zawsze bywa racjonalny. Córka ma dodatkowo świetny oręż w walce. Agresję, przez którą reguluje sobie nastrój, ale która też jest świetnym narzędziem do udowodnienia, że mama jest zła mamą i tak się ma poczuć. Jak nic nie warty rodzic. Tak jak córka nie czuje się nikim wartościowym, dla kogo warto utrzymać małżeństwo i rodzinę, tak mama ma czuć się bezwartościowym rodzicem.
                    Agresją córka zwraca też uwagę na siebie i ją stale utrzymuje.
                    Czy warto jej teraz z tego rezygnować? Gołym okiem widać .,że nie , bo ma z tego same profity. Co z tego, ze to broń obosieczna i także ją dewastująca. Teraz to się nie liczy.
                    Pani potrzebuje wytrwałości, spokoju w relacji z córką i konsekwencji w swoich decyzjach. Córka musi poczuć Pani siłę i stabilność. To też jest wyraz miłości rodzicielskiej. Z drugiej strony podtrzymując z nią kontakty, nie zrażając się jej zachowaniami, którym tylko asertywnie trzeba stawiać granice, będzie Pani ją przekonywać, że jest nadal Pani kochaną córką.
                    Jest Pani pod opieką psychologa. Myślę, że pomoże Pani przebrnąć przez ten trudny czas. Ta sytuacja może trwać jeszcze długo. Proszę się tym nie zrażać i nie tracić wiary w soją linię postępowania.
                    Aby lepiej zrozumieć świat dziecka, które stosuje agresję polecam obecny teraz w kinach duński film "W lepszym świecie" . Bardzo dobrze pokazuje odmienność motywacji rodziców i dzieci. Agnieszka Iwaszkiewicz
                    • verdana Re: Jestem u kresu sił. 20.07.11, 19:13
                      Ależ JEST przeszkoda. Żona wydolnego ojca ma raka i potrzebuje spokoju, a nie zbuntowanej pasierbicy. Zatem ojciec dziecka nie weźmie i chyba w tym wypadku słusznie.
                      • mruwa9 Re: Jestem u kresu sił. 22.07.11, 01:34
                        Gadka szmatka. Ojciec jest nadal ( i bedzie) ojcem swojej corki, niezaleznie od swojej sytuacji rodzinnej w nowym zwiazku.
                      • policjawkrainieczarow Re: Jestem u kresu sił. 23.07.11, 06:00
                        verdana napisała:

                        > Ależ JEST przeszkoda. Żona wydolnego ojca ma raka i potrzebuje spokoju, a nie z
                        > buntowanej pasierbicy.

                        tak, tak, krowa to piekny ptak. A gdyby to dziecko nowej zony i pana sie zbuntowalo, to co by pani chora na raka zrobila? odstawila do domu dziecka, czy jak? jesli ktos tak miluje spokoj, to sie nie pakuje w zwiazek z ojcem dwojki dzieci.
                      • magdal-enas Re: Jestem u kresu sił. 23.07.11, 09:06
                        Ty się zastanów co piszesz. A jakby to autorka wątku miała raka a mąż od niej nie odszedł, to gdzie oddaliby zbuntowana nastolatkę??? do przechowalni bagażu czy domu dziecka?
                        ile kobiet chorych ma w domu nastolatka, a każdy nastolatek przechodzi okres buntu - i co miałoby się z nimi robić na czas choroby? Kobieta jest chora - ale wzięła sobie faceta z dziećmi - wiedziała na co się decyduje i teraz musi niestety znosić fakt, że on opiekuje się także córką z 1 małżeństwa. Jej choroba nie ma tu nic do rzeczy, życie idzie dalej, dziewczyna ma się zmarnować?
                        Ja mam syna z którym też chadzałam po psychologach, częściowo to pomogło. Tatuś go oczywiście nie chciał. Mam też 2 męża i dziecko z nim. Wszystko się ułożyło, a też było ciężko.
                        A co do oddawania dziewczyny ojcu - to dobry pomysł. U mojej koleżanki tak się ułożyło z synem, nie dawała sobie z nim rady. Po roku mieszkania z tatusiem wrócił odmieniony.
                        • verdana Re: Jestem u kresu sił. 23.07.11, 09:44
                          No tak, wiadomo, ze rak to zadna przeszkoda, aby dobrze wychować zbuntowaną nastolatkę. I czym innym jest jak w domu choruje matka, a czym innym - jak osoba dziecku obca. Matka, nawet chora, będzie o dziecko się troszczyła. Chora macocha ma prawo sie nie troszczyć.
                          A nawet ciężko chora własna matka może stanowić przeszkodę w prawidłowym wychowaniu dziecka, a juz trudnego dziecka - bardzo dużą. Czyli - nastolatka niech idzie do ojca, ktory nie bedzie miał dla niej czasu. Nawet w domu rodzinnym w czasie choroby dziecko jest często zaniedbywane, z konieczności.
                          • kawka74 Re: Jestem u kresu sił. 23.07.11, 11:07
                            Nigdzie nie zostało napisane, że macocha jest ciężko chora i właśnie umiera, tylko że prawdopodobnie jest chora, co jeszcze o niczym nie świadczy.
                            Ojciec pozostaje ojcem i ma wobec dziecka obowiązki, od których zwalnia go tylko zrzeczenie się praw albo akt zgonu.
                          • policjawkrainieczarow Re: Jestem u kresu sił. 24.07.11, 00:31
                            > A nawet ciężko chora własna matka może stanowić przeszkodę w prawidłowym wychow
                            > aniu dziecka, a juz trudnego dziecka - bardzo dużą.

                            no i wlasnie matka zaczyna chorowac. Wiec chyba lepiej, gdyby dziewczyna byla w domu, gdzie w bonusie do chorej kobiety jest zdrowy ojciec.
                          • tully.makker Re: Jestem u kresu sił. 24.07.11, 09:59
                            Chora macocha
                            > ma prawo sie nie troszczyć.

                            Zdrowa macocha i zdrowy ojczym tez nie maja zadnych obowiazkow w kwestii dzieci swoich partnerow. MOGA POMOC jesli maja taka wole i mto tyle. Obowiazki wobec dzieci maja ich rodzice!
                        • 8norka6 Re: Jestem u kresu sił. 24.07.11, 16:25
                          magdal-enas napisała:

                          > A co do oddawania dziewczyny ojcu - to dobry pomysł. U mojej koleżanki tak się
                          > ułożyło z synem, nie dawała sobie z nim rady. Po roku mieszkania z tatusiem wró
                          > cił odmieniony.
                          Nie musi tak być, może dziewczyna będzie chciała zostać u ojca na zawsze, może bedzie się tam lepiej czuła. Pytanie czy matka nie będzie miała wtedy wyrzutów sumienia, czy nie będzie miała podświadomie żalu do córki, że wybrała tamtą rodzinę, czy w takim układzie dochodzącym uda jej się odbudować relacje z córką, a do tego chyba dąży?
                          • karolina33331 Re: Jestem u kresu sił. 24.07.11, 19:14
                            Od wtorku nie mam żadnego kontaktu z córką. Telefon ma wyłączony, na maile nie odbiera, na czatach też. Być może podjęła już decyzję, ze zostanie u ojca, nie wiem. Jest mi przykro, że nie mam żadnego z nią kontaktu. Ale co mogę zrobić? Przecież nie pojadę do tesciowej, bo ona od momentu jak "uwierzyła", że ta trzecia istnieje zaczęła mnie traktowac jak powietrze i nie życzy sobie ze mną kontaktów.
                            Odpoczywam, cieszę się, ze w moim domu skonczyły się codzienne awantury, i czekam na to, ze może córka wreszcie się odezwie.
                            • magdmaz Re: Jestem u kresu sił. 24.07.11, 21:25
                              Tylko przypadkiem nie obwiniaj siebie. Zauważ, ze tak jest lepiej chyba dla wszystkich. Ciesz się, ze wszyscy są zadowoleni, Ty też bądź. Osobiście nie szukałabym kontaktu z córka, jeśli ona tego by tak wyraźnie nie chciała. Zadzwoniłabym ewentualnie do exa z pytaniem o jej zdrowie itp. Daj jej czas.
                              A jeśli będzie chciała czy musiała wrócić, warto, aby wiedziała, ze w twoim domu obowiązują takie a nie inne zasady i jeśli chce w nim być, to musi się dostosowac.
                            • sinsi Re: Jestem u kresu sił. 25.07.11, 12:18
                              Wystarczy że wiesz, że jest u ojca i uzgodnij z nim, że ojciec cię poinformuje gdyby np córka się wyprowadziła od niego. Żeby nie było tak, że żadne z was nie wie gdzie córka jest a ona się buja zadowolona że nie ma żadnego nadzoru.

                              Wyślij córce na komórkę sms-a , coś w rodzaju
                              "Mam nadzieję, że u ojca niczego ci nie brakuje, jesli chcesz to możesz u niego zostać. Pamiętaj że u mnie zawsze masz otwarte drzwi dla siebie i gdy będziesz chciała to możesz zawsze wrócić bo cię kocham córeczko".
                              jak włączy komórkę to odbierze sms-a.

                              i zajmij się swoim życiem.



                              karolina33331 napisała:
                              > Od wtorku nie mam żadnego kontaktu z córką. Telefon ma wyłączony, na maile nie
                              > odbiera, na czatach też. Być może podjęła już decyzję, ze zostanie u ojca, nie
                              > wiem. Jest mi przykro, że nie mam żadnego z nią kontaktu. Ale co mogę zrobić? P
                              > rzecież nie pojadę do tesciowej, bo ona od momentu jak "uwierzyła", że ta trzec
                              > ia istnieje zaczęła mnie traktowac jak powietrze i nie życzy sobie ze mną konta
                              > któw.
                              > Odpoczywam, cieszę się, ze w moim domu skonczyły się codzienne awantury, i czek
                              > am na to, ze może córka wreszcie się odezwie.
                              • karolina33331 Re: Jestem u kresu sił. 25.07.11, 20:01
                                dziś byłam na spotkaniu z Panią psycholog oznajmiła mi, że pod koniec sierpnia wyjeżdża na drugi koniec Polski :( Szkoda, bo dobrze się rozumiałyśmy.
                                Córka nadal się nie odzywa.Ja też nie, postanowiłam, że dam jej czas.
                                • kawka74 Re: Jestem u kresu sił. 25.07.11, 21:04
                                  A z byłym mężem masz częsty kontakt?
                                  Jeśli nie, to nie od czapy byłoby kontaktowanie się z nim choćby z tego względu, żeby córka nie miała poczucia, że pozbyłaś się jej z domu, masz święty spokój i Ci nie zależy. Jeśli ona nie chce z Tobą rozmawiać, to niech przynajmniej ma świadomość, że interesujesz się jej losem.
                                  • karolina33331 Re: Jestem u kresu sił. 26.07.11, 07:06
                                    z ex nie mam dobrego kontaktu.Nasze relacje ograniczają się do tego iż on pisze mi teksty w stylu"jestes złą matką, źle ubierasz dzieci w nieodpowiednie ubrania, te dzieci ciągle choruja, to twoja wina, dlatego nie dbasz o dzieci" Wczoraj np. zarzucił mi, że próbowałam namówić córkę tzn. "ściągnąć " córkę do domu. A ja nic, ale to kompletnie nic nie mowilam córce, zeby wracała, bo wyczajnie z nią nie rozmawiam. Postanowiam jednak, ze nie będę się kontaktowac, córka sama musi chciec kontaktów i zwyczajnie mnie przeprosic, bo to co zrobiła przekroczyło wszelkie granice mojej wytrzymałości. Jestem matką owszem, ale to nie znaczy, że córka może mnie nie szanowac, obrzucać wyzwiskami, przeklinać na mnie, a ja będę przyjmowac razy aż w końcu całkiiem zniszczę swoje zdrowie.
                                    Jesli córka będzie chciała do mnie wrócić, zgodzę się, ale pod warunkiem, że rozpocznie terapię i przestanie mnie niszczyć, jesli nie będzie stosować się do tego co postanowiłam, będę musiała podjąć dalsze kroki, bo nie mogę pozwolic, zeby 14 latka całkowicie mną zawładnęła.
        • tully.makker Re: Jestem u kresu sił. 20.07.11, 10:28
          Zaden rodzic nie ma obowiazku byc ofiara przemocy ze strony dziecka. W sytuacji, gdy istnieje silny konflikt miedzy rodzicem, a dzieckiem przrkazanie go pod opieke drugiemu rodzicowi moze byc rozsadnym rozwiazaniem z punktu widzenia opanowania nieporzadanych zachowan. Zwlaszcza w przyapdku starszego dziecka z probemami wychowawczymi, opieka ojca, czesto bardziej stanowczego i konsekwentnego, moze zdzialac cuda.
    • demonsbaby wierzę, że 20.07.11, 08:15
      problemy wychowawcze z córką mogą i ciebie skutecznie doprowadzić do poważnych problemów zdrowotnych.
      To w naszej mentalności tkwi silne poczucie odpowiedzialności wobec potomstwa z dużym naciskiem na matkę. Hołdujemy zasadom "boginki i opiekunki". Na zachodzie rzecz jest znormalizowana i takich odchyleń nie ma - tzn. ojciec ma zrównane prawa i obowiązki na rzecz własnego potomstwa.
      Rozumiem tez ojca, który od obowiązku sprawowania opieki się uchyla ze wzgl. na chorobę partnerki. Jazgot i bunt nastolatki przy osobie, która będzie wymagać wsparcia, a która autorytetem, ze wgl. na brak "więzów krwi", dla niej nie będzie - może jedynie doprowadzić do rozwiązania najmniej pożądanego.
      No i rzecz twojej córki - nastolatki, która zderzyła się z brutalną rzeczywistością (wszak dla nas dorosłych rozwód czy rozpad rodziny często zdaje się być przeżyciem traumatycznym) jak i okres buntu, który doświadcza owocuje właśnie w sposób, któremu ty świadczysz i boleśnie odczuwasz.
      Jedynym - przynajmniej na chwilę obecną - rozwiązaniem realnym choć trudnym w moim odczuciu, byłoby zbudowanie autorytetu rodzicielskiego, ale w oparciu o współpracę z byłym mężem, czyli "nie budować piątej kolumny". Jeśli twoja decyzja w danej kwestii jest ostateczna w stosunku do prób egzekucji przez córkę jej "widzimisię" - ojciec twoją decyzję gruntownie umacnia, a nie podważa itp. Czyli kluczem do rozwiązania byłaby nieugięta postawa, a nader wszystko konsekwentna. Taki plan postępowania z córką powinnaś uzgodnić z byłym mężem. Wy ją znacie i wy oboje wiecie jakie metody / sposoby będą skuteczne - choćby intuicyjnie.

      Nie czuj się źle z tym, że córka "chce odejść do ojca", jeżeli ten podejmie się próby jej wychowania - również mu pomóż - nie utrudniaj. Szczerze mówiąc, jeśli obecna partnerka jest poważnie chora nastawienie córki tą próbę raczej nakreśli niepowodzeniem, ale też ważne jest, żebyś i ty aktywnie pomagała ojcu i oboje ustalcie wspólne metody i środki.

      KOBIETO ty tez masz prawo do normalnego życia. Nie możesz dać się terroryzować nawet przez własne dziecko. Wcześniej czy później zaakceptuje ten stan - natomiast wy jako rodzice, choć rozwiedzeni, musicie jej pomóc przez to przejść. Porozmawiajcie szczerze z dzieckiem, czego ona od was - jako rodziców - oczekuje.
      • sebalda Re:Żądania 20.07.11, 11:59
        Moim zamiarem nie było dokopanie matce, ale też w moim pojęciu rodzicielstwa oddawanie dziecka komukolwiek jest nie do pomyślenia, zważywszy na tyle spraw walki o prawa rodzicielskie, o opiekę nad dzieckiem, oddawanie dobrowolnie dziecka jest dla mnie czymś trudnym do ogarnięcia. Rozumiem rozpacz i bezsilność, bo doszło do bardzo poważnych problemow, ale ja z całych sił starałabym się dotrzeć do córki, naprawić kontakty, a nie pozbywać się kłopotu, wiedząc, że córka nie byłaby mile widziana w nowej rodzinie.

        >Żąda wciąż pieniędzy, skarży się na mnie ojcu i przez niego próbuje wymusić ode mnie pieniądze.
        Chyba nie rozumiem tego zdania. Jaka jest sytuacja materialna matki? Bardzo dobra, skoro ojciec zamiast dać pieniądze córce, pomaga jej wymuszać je na matce? Jak ojciec może naciskać na byłą żonę, by ta dawała pieniądze córce? Jeśli uważa, że żądania młodej są słuszne (a zakładam, że nie są, skoro matka sie skarży), to czemu sam nie da jej tych pieniędzy?
        Uważam, że przemoc psychiczna i fizyczna córki wobec matki i młodszej siostry jest tak poważną patologią, że tylko fachowa pomoc specjalisty może pomóc. Nie przypadkowego, ktory radzi pozbycie się problemu, ale z prawdziwego zdarzenia, chyba nawet nie terapeuty, ale psychiatry. Dla mnie to wszystko jakaś masakra:(
        • demonsbaby Re:Żądania 20.07.11, 14:20
          sebalda każdy z nas ma jakieś granice, które stawiają nas w punkcie "bez wyjścia". Bywa i tak, że matka mimo chęci, prób i szukania rozwiązań nie potrafi rozwiązać danego konfliktu / problemu. Na jej niekorzyść działa cała sytuacja w domu, a nastolatka ma ją dodatkowo za najgorszego wroga. Nie ma złotych środków wspólnych przy konkretnej sytuacji. Powierzenie opieki ojcu może być o tyle skuteczniejsze - o ile będzie bardziej dyscyplinujące. Skorzystają na tym wszyscy:
          - matka w wyciszeniu i możliwością ułożenia sobie życia - a do tego ma prawo niezaprzeczalne;
          - młodsza siostra również w wyciszeniu i faktem, że przestanie być jednym z obiektów ataków siostry;
          - ojciec, który będzie miał możliwość zbudowania na nowo relacji z córką;
          - agresywna nastolatka, która wyciągnie naukę ze swojego postępowania albo inaczej pojmie czym są KONSEKWENCJE WŁASNYCH DECYZJI.
          • karolina33331 Re:Uspokoiłam się 20.07.11, 14:39
            jestem spokojniejsza. Uważam, że moja córka musi sama zrozumiec konsekwencje swojego postępowania. Ja wyczerpałam już wszystkie środki. Nie mam nad nią juz zadnej kontroli a wierzcie mi nigdy przenigdy jej nie uderzyłam a jej ojciec niejednokrotnie.
            Jesli córka będzie do mnie chciała wrócić zgodzę się, ale pod warunkiem, że podejmie psychoterapię o co wielokrotnie ją prosiłam. Mam jescze jedną córkę, kóra bardzo kocha siostrę, ale tez bardzo cierpi z powodu jej agresji.
            • hotya Re:Uspokoiłam się 20.07.11, 14:51
              A mnie się wydaje, że Twoja córka jest przerażona. Rozpadła jej się rodzina, tatuś założył nową rodzinę, mamusia też zaczyna sobie układać życie, a młodej zwyczajnie brakuje poczucia bezpieczeństwa. Na Twoim miejscu zrobiłabym wszystko, żeby dzieci czuły, że są dla Was najważniejsze i że to nigdy się nie zmieni. Okazywałabym wsparcie w każdej sytuacji, cierpliwie tłumaczyłabym, że jest kochana, a jej zachowanie rani. To duża dziewczyna, kiedy trochę się uspokoi, zrozumie wszystko. Poczucie bezpieczeństwa, to jej trzeba zapewnić. Oczywiście, że masz prawo ułożyć sobie życie, ale dziewczynki muszą wiedzieć, że ich pozycja nie jest zagrożona, że nadal je kochasz i jeśli założysz nową rodzinę to z nimi u swojego boku.
              • karolina33331 Re:Uspokoiłam się 20.07.11, 16:43
                zapewniałam moje córki, że są dla mnie najwazniejsze. Mój partner również zapewniał je, że dla mnie to one są najwazniejsze i on nie ma zamiaru rywalizowac z nimi o miłość do mnie. Córka wielokrotnie żadała ode mnie zerwania z moim partnerem, bo "masz zerwac i koniec, jestes matką i tylko dzieci powinny się dla ciebie liczyc" Nie potrafię sprostać żądaniu córki, bo kocham mojego partnera, a on bardzo się o nas troszczy, w tym również finansowo. Ale najwazniejsze, że daje mi bardzo duże oparcie psychiczne a młodsza córka wprost szaleje za nim.
                • policjawkrainieczarow Re:Uspokoiłam się 23.07.11, 06:10
                  Córka wielokrotnie żadała ode mnie zerwania z moim partn
                  > erem, bo "masz zerwac i koniec, jestes matką i tylko dzieci powinny się dla cie
                  > bie liczyc" Nie potrafię sprostać żądaniu córki,

                  skąd w ogóle myśl, ze powinnaś, nawet, gdybys potrafiła?
                  panna musi zrozumiec jedna rzecz: ona za parę lat wyfrunie z domu, TY mlodsza, silniejsza i bogatsza raczej juz nie będziesz i chcesz sobie zorganizowac wsparcie na przyszlosc, rowniez po to, zebys na starosc nie byla uzalezniona od jej wylacznej pomocy. Zatem dbajac o siebie i swoje przyszle zycie, dbasz o jej przyszly spokoj.
        • tully.makker Re:Żądania 20.07.11, 18:53
          w moim pojęciu rodzicielstwa od
          > dawanie dziecka komukolwiek jest nie do pomyślenia, zważywszy na tyle spraw wal
          > ki o prawa rodzicielskie, o opiekę nad dzieckiem, oddawanie dobrowolnie dziecka
          > jest dla mnie czymś trudnym do ogarnięcia.

          Nie mowimy o kimkolwiek, tylko o ojcu, jak rozumiem majacym pelne prawa rodzicielskie. A walki miedzy rodicami na ogl nie sa wayrazem milosci do dziecka, tylko potrzeba dolozenia ex. Rozsadny rodzic mysli o tym, co bedzie dobre dla dziecka, a nie o tym, co byloby dobre / wygodne / satysfakcjonujace czy zaspokojajace JEGO potrzeby, np meczenstwa.
          • karolina33331 Re:Żądania 20.07.11, 19:28
            Córka chce być u ojca decyzję podjęła samodzielnie.Może czegoś doświadczy, coś zrozumie nie wiem.Ja w każdym razie zrobiłam wszystko co mogłam. Nie mogę i już nie chcę znosić jej agresywnego zachowania, bo to mnie wyniszcza./Tydzien temu zemdlałam w pracy z bólu brzucha.Zabrało mnie pogotowie, koleżanka zadzwoniła do córki, ale ona nawet nie chciała powiadomic mojego partnera, zeby zabrał młodszą z przedszkola.Kompletna obojętność z jeju strony.Wczoraj byłam na badaniach, nie zadzwoniła, nie zapytała, nie odezwała się od czasu zbluzgania mi. Kocham córkę, bardzo za nią tęsknię, ale muszę pomyślec o sobie, bo inaczej źle się to skonczy. Co stanie sie z młodsza córeczka, ex się nią nie zaopiekuje, bo ma kolejne małe dziecko i chorą partnerkę.
          • sebalda Re:Żądania 20.07.11, 21:13
            Tully, chyba jednak nie dość dokładnie czytasz wypowiedzi autorki. Nade wszystko wygląda na to, że ojciec nie chce corki na stałe, bo partnerka jest chora, bo ułożył sobie na nowo życie, bo ma małe dziecko. Z wyliczeń wynika, że zostawił rodzinę, gdy drugie dziecko miało zaledwie pół roku, nie świadczy to najlepiej o nim. I to zdanie: "Nowa partnerka ojca była "ciocią" i to własnie córka odkryła, ze ojciec i ania "mają się ku sobie". Kiedy córka zwracała ojcu uwagę ojcu, że jej się to nie podoba dochodziło z jego strony do rękoczynów". Czy tak zachowuje się dobry ojciec? Rzeczywiście uważasz, że oddanie dziewczynki pod opiekę ojca będzie dla niej najlepsze? Gdyby dla matki było wygodne i satysfakcjonujące pozostawanie dziecka w domu i spełnianie potrzeby męczeństwa, raczej nie skarżyłaby się na forum i nie rozważała oddania go ojcu.
            Dziewczynka jest w strasznej sytuacji, żal mi matki, ale mimo wszystko to dorosła kobieta, a dziecko, jakim jest nadal ta dziewczynka, zupełnie nie umie i nie ma narzędzi, żeby sobie z tym wszystkim radzić. Jej jest potrzebna naprawdę dobra pomoc specjalistyczna, bo żadnego z rodziców najprawdopodobniej nie będzie słuchała.
            A najlepszym podsumowaniem tego wszystkiego jest wypowiedź 8norki6. Współczuję z całego serca.
            • demonsbaby Re:Żądania 21.07.11, 17:19
              twierdzę z uporem maniaka, że złotego środka nie ma. Każdy przypadek jest indywidualny - a i tutaj autorka, pomiędzy wierszami, się przyznaje, że sytuacja ją przerosła. Przerosła do tego stopnia, że w jej rodzinie zachodzi DYSFUNKCJA, AGRESJA.
              Jasne, że nawet do zbuntowanego dzieciaka dociera - z czasem, ale dociera - kwestia miłości rodzicielskiej.
              Tu nie ma trafnych rozwiązań. Jedyne trafne, a wierzę, że prawie niewykonalne jest trzymanie wspólnego frontu pomiędzy byłymi małżonkami, kierującymi się dobrem dziecka.
              Teraz pytanie retoryczne: gdzie są granice poświęcania w rozumieniu matczynej troski i miłości? Biorąc nawet pod uwagę, że ojcowska miłość ma granice, czy to oznacza, że matka jest zobowiązana do uznania własnej ruiny psychicznej i ustępowania niespełna 14latce, w tym poświęceniu własnych potrzeb - bo ... bo takie jest "widzimisię" dziecka?
              Zaznaczam: rozumiem nastolatkę, której runął świat.
              • 8norka6 Re:Żądania 21.07.11, 18:07
                demonsbaby napisała:

                > twierdzę z uporem maniaka, że złotego środka nie ma. Każdy przypadek jest indyw
                > idualny - a i tutaj autorka, pomiędzy wierszami, się przyznaje, że sytuacja ją
                > przerosła. Przerosła do tego stopnia, że w jej rodzinie zachodzi DYSFUNKCJA, AG
                > RESJA.
                Jeśli w grę wchodzi własne dziecko, to żadna sytacja nie powinna jej przerastać, ma prawo być wyczerpana, ma prawo być bezradna, ale nie powinna sie poddawać, bo to co raz zostanie zaprzepaszczone niełatwo odbudować. Kiedyś może mieć do siebie pratensje, że odpuściła.

                > Jasne, że nawet do zbuntowanego dzieciaka dociera - z czasem, ale dociera - kwe
                > stia miłości rodzicielskiej.
                > Tu nie ma trafnych rozwiązań. Jedyne trafne, a wierzę, że prawie niewykonalne j
                > est trzymanie wspólnego frontu pomiędzy byłymi małżonkami, kierującymi się dobr
                > em dziecka.
                > Teraz pytanie retoryczne: gdzie są granice poświęcania w rozumieniu matczynej t
                > roski i miłości? Biorąc nawet pod uwagę, że ojcowska miłość ma granice, czy to
                > oznacza, że matka jest zobowiązana do uznania własnej ruiny psychicznej i ustęp
                > owania niespełna 14latce, w tym poświęceniu własnych potrzeb - bo ... bo takie
                > jest "widzimisię" dziecka?
                To nie jest widzimisię dziecka, złośliwość, celowe zachowanie tylko wołanie o pomoc, o uwagę, o zrozumienie jej uczuć, o postawienie dziecka na pierwszym miejscu, co nie jest równoznaczne z poświęceniem się. Czy potrzeba matki do stworzenia nowego związku w tak którtkim czasie od rozstania z ojcem dziecka jest ważniejsza niż potrzeba dziecka poczucia stabilizacji? Może to matka powinna przystopować, odłożyć własne plany na później i zająć się naprawianiem relacji z córką, pomóc jej odnaleść się w nowej sytuacji?

                > Zaznaczam: rozumiem nastolatkę, której runął świat.
                • demonsbaby Re:Żądania 21.07.11, 18:37
                  owszem, że w planach na przyszłość, dziecko zajmuje 1.sze miejsce ... ale gdzie są granice? Z całym przekonaniem, gwarantujesz, że za lat 4-5 kiedy dziecko zechce ułożyć własne życie ... bez matki w planach, ta poświęcająca własne życie dla jej dobra - nie będzie zgorzkniałym piernikiem obarczającym pretensjami cały świat - ba pretensjami do córki do końca życia za złamane jej życie?
                  Gdzie są granice? Dla mnie nie jest dopuszczalna taka sytuacja ... ale ja w niej nie jestem.. i z całą odpowiedzialnością twierdzę, że również przy takim kalibrze agresji w domu nie wiem czy umiałabym wszystkiemu sprostać.
                  • karolina33331 Re:Żądania 21.07.11, 20:19
                    Demonsbaby dziękuję za zrozumienie. Przepraszam za kolokwializm,ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
                    Jestem wyczerpana psychicznie i fizycznie.Zaczęłam chorować.. W moim zyciu pojawił się ktoś komu na mnie zależy. Czy mam spełnić żądanie córki i zostać jest niewolnicą do czasu osiągnięcia przez nią pełnoletności?!Mam 40 lat. Czy mój partner będzie na mnie czekał 4 lata? nie sądzę. Z drugiej strony jak rzucę mojego partnera i spełnię żądanie córki, podświadomy żal do córki będzie jescze gorszy i nigdy nie będę już szczęśliwa a jej żądania nie będę w stanie wybaczyć. Zostanę sama, a wiem jak jest samemu ciężko. Nie mówię, że moje rozwiązanie jest idealne, nie nie jest.Ale uwazam, że nie mogę pozwolic, aby 14 latka decydowała o moim życiu. Jakies 2 miesiące temu moja córka próbowała mnie "zmusić" do związku z wybranym przez nią dla mnie partnerem.
                    Jedyne co mogę dla niej teraz zrobić, to namówic na terapię, jesli oczywiscie wróci od ojca. Nie będę jej siłą zabierać, musi zadecydować sama.Jeśli będzie chciała zostac u taty zostanie.
                    • demonsbaby Re:Żądania 21.07.11, 20:56
                      zasadniczo to taki paradoks ... z jednej strony to nie dziecko, ale dorosły decyduje w ramach poczucia bezpieczeństwa dziecka co jest dla niego najlepsze ... z drugiej bez odczucia konsekwencji to dziecko niczego się nie nauczy.
                      Wiem, że nie jest ci łatwo i znalazłaś się pomiędzy młotem, a kowadłem ... miotana sprzecznymi uczuciami.
                      Patrząc racjonalnie, żaden nieletni człowiek nie może decydować za dorosłego. Masz prawo mieć w domu spokój, masz prawo układać sobie życie - jak chcesz bez szkody dla własnych dzieci ... szkody w rozumieniu dysfunkcji wprowadzanej przez partnera ... z tego co sama opisujesz - córka wymusza na tobie zachowania i decyzje, bojąc się utracić stary porządek świata. Wcześniej ojciec znalazł nową partnerkę i ją porzucił. Teraz ty znajdziesz partnera, zajdziesz w ciążę i przestaniesz zaspokajać jej potrzeby - ot w skrócie myślenie dziecka.
                      Ciężko? Ciężko. Jednak to nie oznacza, że dziecko za ciebie ma decydować jak masz żyć. Rozmawiaj szczerze z byłym mężem, zapytaj na ile on jest w stanie pomóc wyjść z tego impasu.
                • kawka74 Re:Żądania 21.07.11, 21:01
                  Czy potrzeba matki do stworze
                  > nia nowego związku w tak którtkim czasie od rozstania z ojcem dziecka

                  Krótkim? O ile dobrze widzę, minęły trzy lata, to nie tak mało, bez przesady. I na jak długo miałaby te plany odłożyć? Córka próbuje zachować - wszelkimi sposobami - kontrolę nad tym obszarem swojego życia, gdzie jeszcze może to zrobić i gdzie druga strona godzi się na to. Na ojca wpływu nie ma, bo oddalił się w trymiga i założył drugą rodzinę, więc skupia całą energię na matce. A matka, jeśli pozwoli córce na tak agresywne rządy i tak głęboką ingerencję, zasłuży na nowy związek dopiero wtedy, kiedy córka znajdzie sobie inny obszar zainteresowań i skupienie się matki na niej będzie jej kulą u nogi.
                  I jeszcze jedno - dzieci z rodzin rozbitych potrafią świetnie grać na poczuciu winy rodzica, który się nimi opiekuje (zwykle jest to matka). Bez względu na to, jak bardzo czują się zranione, takiemu zachowaniu trzeba postawić veto.
                  • magdmaz Re:Żądania 21.07.11, 21:21
                    Zgadzam się z kawką w każdym słowie.
                    Związek matki najprawdopodobniej (mowię w oparciu o wlasne doświadczenia) nie krzywdzi dziecka obiektywnie, a subiektywne odczucia nie powinny byc wzmacniane, jeśli nie mają nic wspólnego z realną ocena rzeczywistości (to wnioski ostatnich konsultacji z psychologiem, niestety znów jednorazowych). To raczej potrzeba sprawowania kontroli nad życiem matki, niż poczucie utraty czegoś - tak jest przynajmniej w naszym wypadku.
        • magdal-enas Re:Żądania 23.07.11, 09:09
          Ty chyba zapomniałaś że ona oddaje córkę OJCU, to też jest rodzic. Nie komukolwiek. I nie na zawsze, a tylko żeby pomóc córce.
    • 8norka6 Re: Jestem u kresu sił. 20.07.11, 18:38
      Karolina, byłam w sytuacji bardzo podobnej do twojej córki, nie chcę jej bronić, bo rękoczyny i przemoc psychiczna są niedopuszczalne, ale ty musisz zrozumieć, że to dla niej jest wciąż trudna sytuacja, ona się nadal nie pogodziła, że nie ma pełnej rodziny, takiej jaką znała i będzie się jeszcze długo z tym godziła. Piszesz, że od 3 lat wychowujesz córki sama, teraz masz partnera, którego kochasz, czyli wnioskuje, że spotykacie się już dłuższy czas. Córce zawalił się świat i to po prostu może być za krótki czas jeszcze, żeby przyzwyczaiła się do swojego nowego życia (nie ma ojca na codzień), a Ty znowu chcesz robić rewolucję w jej życiu (nowy mężczyzna w waszej rodzinie). Nawet jeśli on na razie z wami nie mieszka, to uczestniczy już w waszym życiu, skoro piszesz, że młodsza córka go uwielbia. Do tego dodaj szalejace hormony, huśtawkę emocjonalną, drażliwość, wybuchowość, przewrażliwienie, popadanie w skrajności, wpływowość, czyli wszystko z czym się wiąże wiek nastoletni. Ona sobie nie radzi z sytuacją, w jakiej się znalazła, tymi mocnymi słowami krzyczy o pomoc, ty musisz być ostoją, musisz ją wspierać (idealnie by było, żebyś robiła to wspólnie z jej ojcem, ale na to chyba nie ma szans). Ja bym robiła wszystko, żeby nie trafiła do ojca, bo z własnego doświadczenia, możesz się przeliczyć z tym, że szybko wróci z podkulonym ogonem, a wtedy stracisz możliwość odbudowania dobrych relacji. Teraz są wakacje, więc niech sidzi u ojca, jeśli chce, ale próbuj nawiązać kontakt na spokojnie, bądź cierpliwa.
    • magdmaz Re: Jestem u kresu sił. 21.07.11, 20:29
      Karolino, bardzo dziękuję za ten wątek.
      Ogromnie mnie poruszył, bo opowiada także o mojej rodzinie. Oczywiście każdy przypadek jest inny, każdy indywidualny.
      Moja córka ma dopiero 12 lat, też jest starszą siostrą. Też ma tendencje do zachowań agresywnych, prób wymuszania, manipulowania, do tego jest bardzo niestabilna emocjonalnie i cholernie męcząca dla otoczenia.
      Mam o tyle lepiej, że z jej ojcem rozstałam się na tyle dawno (7 lat temu), że dzieci były zbyt małe, by przeżywac to tak, jak przezywają to nastolatki. W dodatku nie miały nigdy szczególnie silnej więzi z ojcem, był zbyt często nieobecny.
      Na wstępie - tak, to ciągle wstęp, o mojej sytuacji moglabym pisac powieści - nie zgodzę się z teoria, ze matka "musi" i że jej "nie wolno". Ja całkowicie świadomie mówię, że gdyby moje dziecko było adoptowane, to bym ją oddała dawno temu! Do tego stopnia jest trudna we wspólżyciu, do tego stopnia macierzyństwo w jej przypadku jest wyczerpujące. A ja nie jestem ani komputerem, ani Syzyfem, ani męczennicą. Co więcej, uważam się za dośc przecietną matkę, wcale nie najgorszą. W dodatku najlepszą, na jaką trafiły moje dzieci, na inną nie mają szans.
      Oczywiście - to nie jest jej wina, ze urodzila się z takim charakterem, czy też raczej garniturem genów - a cała sytuacja rodzinna, w jakiej sie znalazła, to tylko pretekst. Nie ta sytuacja, to inna wyzwoliłaby w niej bunt, koniecznośc walki, koniecznosc narzucania swojej woli i tym podobne. Ale to wszystko to nie jest też moja wina.
      Dodam jeszcze, ze ja ją bardzo, bardzo kocham. najbardziej na świecie - tak samo, jak jej brata. Mimo, że bycie matką mlodszego jest raczej przyjemne, a w jej przypadku.... czekam aż dorośnie i przejmie odpowiedzilnosc za swoje życie.

      Ja nie mam wsparcia psychologa, choc wciąż szukam, wciaz prosze o pomoc. Moje stosunki z córką to ciągla hustawka - są okresy lepsze, sa też totalne doły. Ileż razy słyszałam, że mnie nienawidzi, że zmarnowałam jej zycie, ze jestem najgorszą matką, jaka mogła sie trafic! te ataki są obliczone na wyprowadzenie mnie z równowagi, toteż staram się je ignorowac, rownocześnie powtarzajac jak zdarta płyta, ze nie pozwalam tak sie do mnie odnosic itp (w zalezności od okoliczności). Tylko że ja wiem, ze jestem kimś bardzo ważnym dla córki i że ona naprawdę bardzo mnie kocha (na swój ułomny sposób) - dlatego właśnie usiłuje zadac mi ból. Dlatego zwykle udaje mi się ignorowac jej wrzaski. A czasem nie, niestety.
      Co jest istotne:
      - taka sytuacja istnieje od wielu lat (czterech? pięciu?) i metodą prob i błędów wypracowuję jakąś linię postępowania. Owszem, czasem to jest "byle przeżyc jeszcze jeden dzień" albo "byle do osiemnastki", ale w końcu jakos, małymi kroczkami, idziemy do przodu.
      - córka bedzie codziennie od poczatku próbowała negowac zasady, przesuwac granice, żądac i wymuszac - a moim zadaniem jest codziennie stawiac opór - ponownie wyznaczac granice, nie ulegac, ale uczyc wypracowywania kompromisów oraz brac nie wiadomo skąd wciaz nowe pokłady świętej cierpliwości...
      - najgorszym pomysłem jest zgadzac się na wszystko, zaspokajac zachcianki, ustępowac. Jedynym ratunkiem dla mojej córki (patrzac długoterminowo) jest moja żelazna konsekwencja, stawianie jasnych granic i wymagan. I to takich, które bedę w stanie wyegzekwowac. To teoria, czesto mi się nie udaje, ale próbuję codziennie od nowa.
      - równiez w dłuższej perspektywie najwazniejsze są rozmowy. Poważne, na spokojnie, najlepiej wieczorem przed zaśnięciem, wtedy, kiedy akurat nie jesteśmy na stopie wojennej. Wydawałoby się, że to wciaż grochem o ścianę, a jednak...
      - bardzo pomaga spędzenie czasu sam na sam - cały dzień na babskiej wyprawie po sklepach pod pretekstem wizyty u dentysty. Oczywiście nie co tydzień, ale raz na kwartał to już obowiazkowo. Bez mlodszego rodzeństwa!!!
      - i moja asertywnośc. Nie ma nic ważniejszego. Moje stabilne poczucie własnej wartosci. Ono jej da poczucie bezpieczenstwa. Jestem matką i dzieci mają byc dla mnie najwazniejsze? Tak, i sa najważniejsze - ale jestem też pracownikiem i przez kilka godzin dziennie praca jest dla mnie najwazniejsza, czyli wykonuję ją najlepiej jak potrafię, a poza tym jestem córką i moi rodzice sa dla mnie najważniejsi, no i jestem kobieta i moje kobiece potzreby tez są najważniejsze.... Udało mi się wytłumaczyc moim dzieciom (a sa zazdrosne o siebie nawzajem - a moze o mnie?), ze każde z nich jest dla mnie najważniejsze na świecie, bo kazde z nich kocham tak mocno, ze juz ani trochę mocniej sie nie da.
      Reszta kiedy indziej, bo strasznie się rozpisałam.

      I jeszcze jedno: dziecko to nie jest bezmyslne, nierozumne stworzenie, które tzreba chronic przed konsekwencjami własnych wyborów, bo przecież ono nic nie rozumie... Czternastolatek to młody człowiek, często z premedytacją i wewnętzrnym przygotowaniem podejmujący rózne życiowe próby i wybory. Musimy mu na to pozwolic ("trzymając rękę na pulsie?"), i tak będzie miec do nas zal ze coś tam zrobiliśmy albo czegos nie zrobiliśmy. Ale moze przynajmniej czegos sie nauczy?
    • magdal-enas Re: Jestem u kresu sił. 23.07.11, 09:10
      Wszyscy chyba zapomnieli że w domu jest jeszcze jedna, zupełnie niewinna ofiara konfliktu.

      Ta mała siostrzyczka, 3,5 letnia. Co ona jest winna, że siostra ją bije, że się na niej wyzywa?
      chociażby dla dobra tej malutkiej, odizolowałabym starszą od domu, chociaż na trochę.
      Matka musi działać, 14 latka jest już rozumnym człowiekiem, a 3,5 latka może mieć poważny problem w przyszłości...
    • tmk123 Re: Jestem u kresu sił. 23.07.11, 10:42
      Myslę, że wszyscy za bardzo litują się i współczują 14 latce. Każda 14 latka bije i wyzywa matkę, bije młodsze rodzeństwo, domaga się pieniędzy - bo jej rodzice sie rozwiedli??
      A jak któregos dnia zrobi poważna krzywdę siostrze czy matce?
      Oczywiscie trudna sytuacja jest jakims wytłumaczeniem, ale to nie znaczy że nie należy coś z tym zrobic i to dość radykalnie.
      A co z agresjąi nauka w szkole?Też wymusza pieniadze i bije,czy jeszcze nie?
      Ja tylko współczuje tej młodszej- bo ona naprawdę nic nie moze zrobić. Moze warto ją ratować, a nie poswięcać,?
      • karolina33331 Re: Jestem u kresu sił. 23.07.11, 21:16
        co do agresji. Na razie w szkole anioł. Żadnego pyskowania nauczycielom, żadnych ekscesów, jak wychodzi do szkoły zakłada maskę grzecznej uczennicy, bo to jescze jedyne miejsce, gdzie się hamuje. Ale...już np. u fryzjera nie..Kiedy byłyśmy ostatnio na moje ciche pytanie na ucho dlaczego ma taką tapetę na twarzy wykrzyknęła na cały głos "odwal się" Zażądała tez farbowania za 200 zł, nie zgodziłam się więc się wsciekła i wyszłyśmy.
        Co do młodszej córki, bardzo mi jej żal, bo ona co raz więcej rozumie i sama zaczyna mieć zachowania agresywne. Starsza nie zwraca się do niej inaczej niż "ty gó...aro", zaczepia specjalnie, żeby mała się wsciekała. Jak wracam z pracy po 17 idę do kuchni to po 5 sekundach mam wrzask.
        • magdmaz Re: Jestem u kresu sił. 24.07.11, 09:39
          Karolino, u mnie jest podobnie - to jest w szkole anioł, grzeczna uczennica, jedna z lepszych w klasie, a gdyby się TROCHĘ przyłożyła, byłaby najlepsza. No, ale moja to jeszcze podstawówka.
          Natomiast w miejscach publicznych próbowała pogrywac, ale delikatnie. Na tekst typu "odwal sie" trzeba zareagowac natychmiast - musi byc jasne, ze pewnych granic nie wolno przekraczac i juz. Oczywiscie w domu też nie można, ale mimo wszystko gdzieś trzeba rodzinne "brudy" prac, na pewno nie w miejscach publicznych.
          Ja wiem, ze czternastolatkę coraz trudniej zmusic do czegokolwiek, u mnie pomogło, jak kilkakrotnie dziecko musiało NATYCHMIAST opuścić sklep i poczekac w samochodzie, kiedy było młodsze, ostatnio publicznych ekscesów nie miałam.
          Co do rodzeństwa - mam to samo. Teraz jest lepiej (dzieci starsze?), ale jeszcze kilka lat temu dochodziło do krwawych bójek z powyrywanymi włosami. Zresztą jeszcze dziś nieraz młodszy jest podrapany na twarzy. To jest tłuczenie głową w mur, ale każdorazowo musi być jasny przekaz, ze to jest niedozwolone. U mnie zwykle kończy się rozdzieleniem "za karę" - każdy do swojego pokoju z zakazem wychodzenia, bo awantury zawsze są na gruncie wspolnym - np. o telewizor, albo jak jedno drugiemu włazi do pokoju bez pozwolenia.

          Ja tak sobie myślę, ze Twoja córka przeżyła szereg trudnych chwil - najpierw długo była jedynaczką, po pojawieniu sie rodzeństwa nie zdążyła tego przetrawić, a już rozpadła się jej rodzina. W ogólnym zamieszaniu nie otzrymała odpowiedniego wsparcia, a pozwalanie na wszystko pogorszyło sprawę. Ja nie wiem, co teraz należy zrobić, ale jeszcze się nie poddawać.
          Natomiast jeśli córka CHCE mieszkać z ojcem, to należy jej to umozliwić!!! Przecież to jej ojciec, który ma nie tylko prawa, ale też obowiązki wychowawcze i o ile przyłoży sie do tego, moze mieć fajne rezultaty. Natomiast jeśli nie zgodzi sie na dłuższe zamieszkanie z córką, to mała poczuje sie powtórnie odrzucona i... moze mścić sie na tobie.
          Wiesz, ja może jestem wredna matka, ale ponieważ moja córka jest bardzo inteligentna, to nie oszczędzam jej komunikatów typu: "mimo ze bardzo cie kocham, to wcale nie jest mi z tobą lekko, kiedy robisz mi na złość i trzeba cie zmuszac do wypełniania twoich najprostszych obowiązków, albo jak wrzeszczysz na mnie, bo usiłuję ci pomóc i na pzrykład poganiam rano, żebyś sie nie spóźniła. Też czasem wolałabym, zebys zamieszkała u taty i dała mi święty spokój. Natomiast jak się trochę starasz, to jest nam naprawde razem fajnie". No, ale ja wredna matka jestem.
    • karolina33331 Re: Mineło 1,5 miesiąca 26.08.11, 12:04
      Witam. W najbliższą sobotę wraca córka. Ex jej nie chce "bo mam za małe mieszkanie"(lususowy apartament w wilanowie 90 m2). Przez te wszystkie tygodnie córka nie odbierała ode mnie telefonu. Ex twierdzi, że u niego jest grzeczna i posłuszna, a to ja jestem ta zła i niedobra, bo nie kupuję jej tego co chce i nie chcę spełniać jej wszystkich wymagan.Ex zaproponował ustalenie "zasad zdyscyplinowania córki". Za namową terapeutki zgodziłam się, ale niestety plan spalił na panewce, bo Ex się zdenerwował, że ja nie chcę się zgodzić na to, żeby nasza 14 letnia córka jeździła sama do warszawy pociągiem.
      Zaproponowałam exowi mediacje, bo jeśli córka ma do mnie wrócic to nie pozwolę jej na ubliżanie mi, ponizanie mnie, wymuszanie pieniędzy, niszczenie sprzetów w domu, ciągłe skargi na mnie u tatusia. Ex na mediacje zgodzić się nie chce, bo "on sam wie lepiej co jest dobre dla dziecka." Jak zaproponowałam, że skoro córka czuje się u niego tak wspaniale to moze lepiej, zeby dla jej dobra ją zabrał do siebie powiedział, ze nie ma warunków a ja chcę się pozbyć dziecka, bo mam nowego partnera a to jest nieprawda, bo sam ex zna mojego partnera, bo to jego były najlepszy przyjaciel, człowiek, który nie skrzywdził by muchy i ma serce na dłoni, bardzo się nas troszczy i jest na każde zawołanie.
      Wczoraj wydarzyła się trategia moj tata zle sie poczuł, wezwałam karetkę zawiezli do szpitala tatę okazało się rozległy zawał, operacja a ex nie przestał mnie nękac sms-ami nawet kiedy byłam na instensywnej terapii, bo "mam się nie zasłaniać chorobą rodziców" tylko dyskutowac z nim co zrobic, żeby "ustawić córkę".
      A dyskusje z Ex polegają na ciagłych szantażach w moją stronę i ciaglym nastawianiem córki przez exa na bunt przeciwko mnie. Pani Agnieszko, Dziewczyny pomóżcie proszę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja