maman3
25.07.11, 18:43
Moja rodzina (rodzice i rodzeństwo) mają mnie gdzieś, ale udają, że są jak najbardziej rodzinni. Ich zachowanie to czysty objaw hipokryzji. Wszyscy dali temu dowód-proszę mi wierzyć, to nie jest moje przewrażliwienie. Jestem osobą rodzinna i zawsze zależało mi na bliskich i częstych kontaktach z rodziną. W miarę możliwości organizowaliśmy takie spotkania związane bądź to z urodzinami, bądź z rozpoczęciem sezonu letniego np (grill). Długo trwało, zanim zorientowałam się, że tak naprawdę to tylko mnie zależy na podtrzymywaniu kontaktów . Na przestrzeni 12 lat trzy razy zostałam zaproszona do moich rodziców, siostra nigdy nie wykazała chęci wspólnego (z dziećmi) wyjazdu choćby na łono natury-gdzie wyjeżdżała z dziadkami. Ale czara goryczy przelała się w okresie Bożonarodzeniowym, kiedy to od roku planowana wspólna Wigilia nie wypaliła, bo siostra (przyjeżdżająca zza granicy)odmówiła wspólnego wigilijnego świętowania. Było to dla mnie jak uderzenie obuchem , bo wstępnie umawiałyśmy się rok wczesniej, informowałam ją na bieżąco o tym, jaki stół chcę kupić , żebysmy się pomieścili etc. Moje dzieci bardzo się na tę Wigilię cieszyły-o tym, że gości nie będzie dowiedziałam się trzy tygodnie przed faktem-i to dzięki mojej inwencji, bo sami od siebie nic mi nie powiedzieli. Argument mojej siostry był taki, że dawno nie spędzała świąt w domu rodzinnym (czyt. mieszkaniu) i bardzo by chciała. Na moje stwierdzenie, że dom to ludzie, a nie miejsce (rodzice i brat też byli zaproszeni)-nikt nic nie odpowiedział. Dałam upust żalowi i powiedziałam, że to nie fair, że moje dzieci będą bardzo zawiedzione, bo bardzo się cieszyły, (co roku ktoś gościł u nas, bo moja mama wyjeżdżała do siostry za granicę, zostawiając ojca i brata, więc zawsze ich zapraszaliśmy)-bez odzewu. Do siebie nas też nie zaprosili .Moja matka wypaliła, że może tak lepiej, bo (byłam na początku ciąży) nie będę sie przemęczać przygotowując Wigilię. Na moją odpowiedź, że byłoby mi łatwiej, bo one by przecież coś zrobiły i przywiozły-cisza. Mieliśmy wtedy czwórkę dzieci, teraz urodziło się piąte-mąż pracuje, ja w połogu, dzieci w domu, bo wakacje. Moja matka z siostrą pojechała na wczasy. U mnie była , gdy rodziłam, potem zniknęła.Otworzyły mi się oczy, przypomniałam sobie wiele bardzo krzywdzących słow pod moim adresem lub mojego męża, nawet moich dzieci-i stwierdziłam, że nie chcę takiej rodziny. Ja nie umiem udawać, mierzi mnie, kiedy słyszę, jak ją martwi, bo jest mi ciężko, jak twierdzi, ze jestem dla niej jak małe dziecko ( a już dwukrotnie dużo wcześniej zdarzyło jej sie z błahego powodu powiedzieć, że nie jestem jej córką). Powiedzieć im wprost-żyjcie sobie po swojemu, tylko nie wchodźcie w żaden sposób w moje życie? Zostawić to tak, jak jest? Mdli mnie, kiedy składają mi życzenia urodzinowe, kiedy do mnie dzwonią. To wszystko kosztuje mnie dużo nerwów, bo jest tak obrzydliwie zakłamane...