antheax
25.07.11, 18:47
Ileś lat wspólnego życia, dobre i złe chwile, konflikty, nieporozumienia. Były próby terapii ale nie wypaliły.
I teraz chcę wynająć drugie mieszkanie, dla siebie. Żeby odetchnąć. Nabrać dystansu. Odpocząć. Przez kilka ostatnich lat szukałam mieszkania, do którego zmieściłabym jeszcze dwójkę dzieci ale drogo wychodziło, więc męczyłam się dalej z mężem.
Wreszcie wkurzyłam się i zauważyłam, że trudno, mogę wynająć mieszkanie tylko dla siebie (pracuję i sama dam sobie radę). Natomiast wtedy męża z dziećmi zostawię w ciemnej doopie. Nie pomogę im finansowo, bo nie zarabiam aż tyle, żeby opłacić wynajęcie mieszkania, dojazdu do pracy, obsługę dotychczasowych długów i kredytów (na remonty i urządzenie tego mieszkania, w którym zostanie mąż z dziećmi) i jeszcze dokładać się finansowo do prowadzenia domu, w którym już nie będę mieszkała.
Przewiduję, że mężowi skończą się pieniądze z jego zarobków w ciągu dosłownie kilku dni. Po dwóch miesiącach odłączą mu media a po kolejnych nasze wspólne mieszkanie i dorobek pójdzie pod młotek i rozdrapie to komornik.
Mimo to mój mąż niszczy mnie psychicznie, wykorzystując fakt, że nie chcę swoim odejściem skrzywdzić dzieci - a i jego przecież też nie chcę skrzywdzić. Tylko ile mogę pozwalać się niszczyć?!
Jak zabezpieczyć swój dorobek (połowę wspólnie kupionego i spłacanego mieszkania), jeżeli mąż natychmiast je zadłuży?