grosz-ek
27.07.11, 23:30
Kończę 37 lat. Po raz pierwszy jako samodzielny tata. Tradycyjnie obchodzę je samodzielnie, bo rzadko kiedy udaje mi się zebrać ekipę na imprezowanie w trakcie wakacji. Zresztą, w tym roku nie miałem ochoty na huczne uroczystości. Chciałem, aby były ciche i w - jakimś sensie - intymne. Pojechałem na cmentarz, aby w kroplach deszczu i w szumie zmokniętych liści wysłuchać cichych życzeń urodzinowych od żony i przy okazji zaprosić na małą imprezkę we dwoję. Wróciwszy do domu, rozpakowałem torcik lodowy, zapaliłem świeczki, dzieci zadzwoniły z wakacji złożyć mi życzenia i zaśpiewać "sto lat". Razem z nim zdmuchnąłem świeczki życząc sobie wszystkiego najlepszego. Włączyłem zdjęcia żony i razem, nurzając się w nostalgicznych wspomnieniach, spędziliśmy spokojny wieczór. Zjadłem dwa kawałki torcika - za mnie i za żonę. I tak, jak to jest możliwe w tych okolicznościach, poczułem się szczęśliwy. Bo te pierwsze urodziny na nowej drodze życia mogłem w cichości ducha spędzić razem z moją Miłością. Kocham Cię Liluś i dziękuję, że jesteś ze mną. A Wam wszystkim, że przez te ostatnie 10 miesięcy, wspieraliście mnie w pogodzeniu się z tym, co nie jest do przyjęcia, w obywaniu się bez tego, co jest niezbędne i w znoszeniu rzeczy nie do zniesienia. Oby następne miesiące były łatwiejsze. Sto lat!