życie z niepijącym alkoholikiem, świadomym tego

22.08.11, 03:32
z góry dziękuję za przeczytanie tego tasiemca i zostawienie odpowiedzi.

witam, znalazłam podobny wątek do tego, ale jednak nie znalazłam satysfakcjonujących odpowiedzi..

5 miesięcy temu związałam się z mężczyzną, ma 26lat, i ciężką przeszłość.
jego rodzicie rozwiedli się w nienawiści, przez alkoholizm ojca. on został z ojcem, siostra - z matką.
Pewnego dnia, ojciec wymeldował go, i wyrzucił z domu. Tułał się po okolicznych bramach, piwnicach, lasach, nie chciał pomocy od nikogo, sam sobie dawał radę, jedzenie znajdował albo zdobywał. 20latek - bezdomny. Wtedy zaczął naprawdę pić. Wszystko, co się dało. Sam, z kolegami, jakkolwiek, byle zabić to uczucie. Pomieszkiwał w jakichś lokalach, które dostawał od miasta, ruderach, pijąc cały czas nieustannie. wkońcu zdecydował się wyjechać z kraju, 2lata. Poznał tam kobietę, przy której zdecydował się przestać pić. Dał sobie pół roku przerwy. po kilku miesiącach stracił pracę, dom, i musiał wracać do polski, bez żadnych perspektyw. Zaczął chlać na potęgę, ówczesna jego kobieta była przerażona. Wrócił - i chlał ciągle.

Poznałam go kilka miesięcy pozniej, szybko coś się zaczęło między nami dziać. po tygodniu czy dwóch byliśmy razem. Podczas tego okresu kupował mi kwiaty, pisał ciągle, jaką cudowną kobietą jestem, jak jest idealnie, jak to mnie kocha..i to dla mnie, i dla siebie, chce przestać pić. Ujął moje serce ten zagubiony w życiu duży chłopiec, artysta, poeta, malarz.. Więc wspierałam go ciągle, powtarzałam, jakie to dla mnie i dla nas ważne, że zdecydował się nie pić. Mówił, że ciężko mu już było, bo czuł, że jeśli teraz nie przestanie, to czeka go droga na dno, i że pewnego dnia mnie straci. Że czuł się już zmęczony ciągłym piciem, że coraz gorzej to znosił..i nie chciał skończyć jak jego ojciec.
Teraz nie pije już 4 miesiąc. Krótko po tym,jak przestał pić znalazł stałą pracę.
Początki były straszne.. po 3-4tygodniach stał się oziębły, wręcz wprost oznajmił mi, że nie chce się z nikim spotykać, łącznie ze mną, i że muszę to zrozumieć. Na początku były łzy, wzajemne oskarżenia, bezsilna złość.. postawiłam mu strategiczne pytanie: kończymy to? nie jestem ci potrzebna..Ale on został przy mnie..
przedrzeć się przez tę ścianę chłodu było mi niezwykle cieżko, byłam zdezorientowana ale jednocześnie zdeterminowana, czułam, że nie chce mi zrobić krzywdy, po prostu są rzeczy silniejsze od niego..
Teraz jest znów dobrze między nami, czasem napisze dla mnie wiersz, kupi bukiet kwiatów bez okazji.. jest kochany, jak dawniej.choć czasem zdarzają mu się chwile, że nie może znieść czyjejkolwiek obecności, siedzi w domu i gra na gitarze, zajmuje się sobą. Nieraz przez to były kłótnie, ale teraz rozumiem, że on taki już jest.
Problemem jest to, że on uważa, że świetnie sobie da radę bez pomocy terapeuty, że jest świadom swojego stanu, i nie zacznie pić, dla mnie i dla siebie. Problemem jest to, że ja się ciągle boję, nie ufam mu, że gdzieś jest, i znów zacznie..choć w głębi duszy wiem, że nie chce pić, i tylko poważny wstrząs psychiczny byłby w stanie go złamać. Na wspólnych imprezach on nie pije, gra w zespole - też jest jedynym niepijącym.. Ale jednak wciąż się boję tego..
Ktoś może mi anonimowo odpowie, czy bez terapii, ale będąc w pełni świadomym swojej choroby, można normalnie życ, i budować z takim kimś rodzinę? Zdecydowałam sie zasięgnąć Waszej opinii, bo jesteście bezstronni - i Wy możecie pomóc mi się połapać.. z góry dziękuję za przeczytanie tego tasiemca i zostawienie odpowiedzi.
Pozdrawiam, L.
    • sinsi Re: życie z niepijącym alkoholikiem, świadomym te 22.08.11, 10:38
      Idź do ośrodka leczenia alkoholizmu i współuzależnienia. Pochodź na grupy Al-Anon. To Ci trochę otworzy oczy. A także będziesz umiała postawić zdrowe granice w związku.
      Jednej odpowiedzi na to co będzie dalej nikt ci nie da.
      A wiedząc jakie on miał problemy, dobrze byś ty miała wiedzę o współuzależnieniu, o możliwych zachowaniach będących skutkiem choroby alkoholowej i była świadoma jak, chcąc ratować kogoś, samej nie pociągnąć się na dno.

Pełna wersja