wykonczonaja
22.08.11, 14:23
mężatka od 3 lat, w związku z mężem od 6. 3 letnie dziecko.
co robię JA: pracuję(prowadzę własną firmę zatrudniam 3 osoby), nienormowany czas pracy jak to na swoim, prowadzę dom-sprzątam, piorę gotuję, zmywam garnki, nie prasuje bo nie lubię, wychowuję dziecko - bawię się z nią, chodzę na spacery, zabieram gdzie mogę i chętnie to robię, uprawiam sport( 2-3 razy w tygodniu chodzę na 2h na hale grać w piłkę, czasem zabieram córkę). Mamy działkę rekreacyjną nad jeziorem, dbam tam o domek, ugaszczam gości, wyprawiam urodziny jak jest sezon. Dbam o siebie - schudłam 24 kg, chodzę do fryzjera, kosmetyczki na zakupy ciuchowe. jeżdżę na rowerze, spotykam się ze znajomymi, czytam książki, czasopisma, internet.
Mój MĄŻ: pracuje na 3 zmiany, opiekuje się samochodem(tankuje, naprawia, nie sprząta bo twierdzi że ja bałaganię w nim nie on), leży przed TV, nie czyta książek, szpera w necie), dzieckiem zajmuje się jak mu przypomnę albo poproszę, w domu składa do zmywarki i opróżnia ją z talerzy, garnków nie myje bo się brzydzi, szmaty wogóle się brzydzi, wynosi śmieci, kiedyś odkurzał ale ma problemy z kręgosłupem i zaprzestał, nie wyciera, kurzy nie zamiata, nie pierze, rzuca ciuchy gzie popadnie, wyciaga z szafy nie chowa do szafy, nie gotuje - prawie(raz dwa razy w miesiącu robi spagetti lub jajecznice bo tyle umie), talerze po obiedzie wynosi po sobie, po mnie nie. na działce robi nie powiem ale jak skonczy się jej urzadzanie to nie wiem co będzie tam robił bo uważa ze ja powinnam kosić trawe skoro nie uprawiam kwiatów, ze znajomymi spotyka sie swoimi bo moich uznaje za próżnych. goli sie raz na tydzien, ciuchów nowych nie kupuje bo twierdzi ze nic mu sie nie podoba i nic w sklepach nie ma. sportu nie uprawia bo niemoze jak twierdzi( z uwagi na kręgosłup), ale wskazane ma pływanie. pływac nie chce bo jak twierdzi pracując na 3 zmiany jest bez sensu wykupywanie karnetu. nie ścieli po sobie bo jak twierdzi niegdy tego nie robił i robić nie będzie. miał 3 tyg urlopu to na tydzien wygoniłam go z dzieckiem do teściowej nad jezioro - marudził do słuchawki ze to było bez sesnu bo pada deszcz. (dzieckiem w tym czasie sie nie zajmował bo była stęskniona babcia i pewłno kuzynostwa wokoło). cokolwiek urzędowego jest do załatwienia to robię bo jak twierdzi ja sobie w tym lepiej radzę.Generalnie znajomi rodzina itp. mają go za zrzędę i marudę.
MY: próbując rozmowy z nim używa takich argumentów że śmiac się chce - niczym 17 lat typu ja tu byłem pierwszy, gdy mu mowie co mi sie nie podoba to mówi, że ja go atakuję, marudzę i wiecznie się go czepiam, krzykiem wogóle nie da się załatwić z nim niczego(niestety coraz częściej tak jest bo brak mi siły), seks nie jest zły aczkolwiek po jest masakra , odwraca się dupą, przykrywa się swoją kołdrą i idzie spać. wszelkie wspólne wypady itp. są moją inicjatywą zresztą jak jest wolne to pytanie mnie: żono jakie mamy plany?
Jestem wykończona !!! poradźcie bo zaczyna mi brakować tchu....