Toksyczna rodzina

06.09.11, 21:49
Moja rodzina składała się z:
mamy
taty
babci - mamy mamy
babci - mamy taty
siostry lat 20

Kiedyś rodzina była w komplecie i było fajnie
Rok temu rodzice wzieli rozwód

I teraz jest tak:
mama mieszka z nowym facetem i jego dziećmi
siostra z tatą wyprowadzili się i mieszkają razem w innym mieszkaniu
ja mam męża i mieszkam jeszcze gdzie indziej

ja jestem zaprzyjazniona z tata i siostra
z mama mam poprawne kontakty, z jej nowym facetem wymieniam kilka zdan jak musze (czyli jak sie przypadkiem napatoczy)
siostra z mama ma poprawne kontakty, jej nowego faceta w zyciu nie widziala i nie chce znac
tata z mama nie ma kontaktu, oprocz sytuacji, kiedy musza cos ustalic (formalne tematy z dawnego zycia)
babcia mamy utrzymuje kontakt z mama i nowym facetem mamy (zaprasza na obiady itd), utrzymuje kontakt ze mna i siostra, nie utrzymuje kontaktu z tata, z ktorym kiedys sie lubila

klopotem sa nierozstrzygniete spory i wzajemne pretensje pomiedzy poszczegolnymi osobami
- ja i siostra odwiedzamy babcie, ale mamy pretensje o to, ze zerwala kontakt z ojcem, mimo ze to matka porzucila ojca, a on w niczym nie zawinil
- babcia ma do mnie i do siostry pretensje o to, ze bierzemy strone ojca i nie chcemy utrzymywac serdecznych (a nie tylko poprawnych) relacji z mama, a z jej nowym facetem w ogole zadnych
- mama ma do nas pretensje o to, ze nie utrzymujemy serdecznych (a jedynie poprawne) relacji z nia oraz nie chcemy sie zaprzyjazniac z jej nowym facetem
- ja i siostra mamy do mamy pretensje o sposob, w jaki sie rozstala z ojcem + o to, ze ojciec z siostra musieli sie wyprowadzic z domu i teraz mieszka w nim jakis obcy czlowiek ze swoimi dziecmi + nie mamy w ogole potrzeby rozmawiania z nia na temat tego, jaka ona jest teraz szczesliwa, poznawania jej nowych znajomych oraz spotykania sie z nia w duecie z jej nowym facetem, przy czym chetnie spotykamy sie z nia sama

wszyscy wiedza o wzajemych pretensjach, natomiast na co dzien nie rozmawiamy na ten temat, bo juz iles razy rozmawialismy i kazdy ma swoje racje, ktorych sie trzyma + po calej nerwowce zwiazanej z rozwodem, wyprowadzkami itd nikt juz nie ma ochoty sie denerwowac, klocic itd

final tego jest taki, ze relacje pomiedzy czlonkami rodziny sa sztuczne i powierzchowne, bo kazdy pamieta, jak bylo kiedys i wie, ze teraz jest zupelnie inaczej

mama zaprasza mnie z siostra do domu, siostra nie chcac powtarzac co chwile, ze tam nie pojedzie, bo nie chce poznawac tych ludzi mowi, ze jest zajeta, bo ma costam
ja raz na trzy przyjade, zeby mamie bylo milo, a potem to odchorowuje przez dwa dni

no a pytanie jest takie - czy ktos tak mial i jakie jest rozwiazanie tej sytuacji?
czy w ogole jest rozwiazanie?
czy musza sie urodzic nowe dzieci, ktos zachorowac, a ktos inny zrobic cos innego spektakularnego, zeby nastapila gwaltowna reorganizacja?
czy po prostu trzeba przyjac, ze tak juz bedzie, bo nie da sie zrobic tak, zeby wszyscy byli zadowoleni?
a moze nalezaloby tu postawic zupelnie inne pytanie, ktorego ja nie widze?
    • sellaronda Re: Toksyczna rodzina 06.09.11, 21:50
      a moze rok od rozwodu to malo i trzeba dac temu czas?

      bede wdzieczna za pomoc i wszelkie uwagi / podpowiedzi, bo obecna sytuacja jest w gruncie rzeczy malo komfortowa
      • triss_merigold6 Re: Toksyczna rodzina 06.09.11, 21:54
        Rok od rozwodu to niewiele. Dać czas i pogodzić się z faktem, że relacje między poszczególnymi członkami rodziny się pozmieniały.
        • sellaronda Re: Toksyczna rodzina 06.09.11, 22:08
          Dziekuje za szybka porade :-)

          Ja sie ogolnie miotam, zwlaszcza jesli chodzi o relacje z moja matka

          Kiedys sie przyjaznilysmy
          Chcialabym ja zrozumiec + mam swiadomosc, ze to jej zycie i jezeli nie chciala byc z ojcem, to mogla niby odejsc i to zrobila
          Twierdzi, ze teraz jest szczesliwa, co teoretycznie rowniez powinno mnie cieszyc
          Mam tez taka natretna mysl, ze ja jej teraz nie rozumiem i nie daje nam szansy na to, zeby na nowo ulozyc sobie z nia prawdziwie bliskie relacje. Ale czlowiek dojrzewa, z wiekiem i doswiadczeniami optyka sie zmienia i nie moge wykluczyc, ze za x lat ja zrozumiem i bede zalowala straconych lat (albo straconej szansy)

          Ale jak sobie przypomne ta historie sprzed roku, to jak matka oklamywala ojca i nas, jak ojciec cierpial, a potem musial wyprowadzic sie z domu, jak cierpiala moja siostra i ogolnie jak zostala rozwalona moja fajna rodzina, to po prostu nie potrafie myslec o niej jak o osobie, ktora kiedys byla mi bliska i z ktora sie rozumialam i przyjaznilam. Mam poczucie, ze to osoba ideologicznie i emocjonalnie mi odlegla, ktorej kompletnie nie rozumiem i nie potrafie sie przemoc, zeby popracowac nad prawdziwa bliskoscia.
          • verdana Re: Toksyczna rodzina 06.09.11, 22:19
            Nikt, nawet własne dziecko nie ma pojecia, co naprawde dzieje się w małżeństwie rodziców. Nie zawsze ten, co opuszcza, jest winien, nie zawsze opuszczony jest ofiarą. Nie masz zielonego pojecia o zyciu seksualnym rodziców, o wielu ich sprawach, o ktorych z dziecmi się nie mowi.
            Tak, jak rodzice nie powinni wtrącać się do małżenstwa dzieci, tak dzieci - do rodziców. matka nie porzucila dzieci, jestescie z siostrą dorosłe. Nie wiesz nawet, czy te lata sielanki, to nie były lata, ktore matka poświęciła, aby nie rozwalać Wam domu, a potem uznała, ze ma też prawo do szczęścia. Być moze tak nie jest, ale moze być.
            Gdyby rodzina byla fajna takze dla Twojej mamy, to pewnie jeszcze by istniała...
            • mruwa9 Re: Toksyczna rodzina 06.09.11, 23:01
              a poza tym ja sie pogubilam o ktora babcie chodzi- czy matka nie chce utrzymywac kontaktow z rodzonym synem/corka, czy ex-tesciowa z ex-zieciem (czy ex-synowa). Tak sobie mysle tylko na wlasnym przykladzie, ze gdyby mojego meza nagle zabraklo,z jakiegokolwiek powodu, chyba nie starczyloby mi checi ani dobrej woli na utrzymywanie kontaktow z tesciami, choc to dziadkowie moich dzieci. Brutalnie szczere.
          • marzeka1 Re: Toksyczna rodzina 06.09.11, 22:19
            To nie zmuszaj się to tej bliskości na siłę; rozwód rodziców był nie tak jednak dawno, pełno w was żalów, że tak a nie inaczej wyszło.Matkę na dodatek postrzegasz w innym świetle. Nic na siłę.
          • joshima Re: Toksyczna rodzina 06.09.11, 23:33
            sellaronda napisała:

            > Ale jak sobie przypomne ta historie sprzed roku, to jak matka oklamywala ojca i
            > nas, jak ojciec cierpial, a potem musial wyprowadzic sie z domu, jak cierpiala
            > moja siostra i ogolnie jak zostala rozwalona moja fajna rodzina
            Czytając o Twojej matce dochodzę do wniosku, że to nie rodzina była fajna, tylko Twoja wizja rodziny była fajna. Niestety nieco ta wizja odstawała od rzeczywistości i teraz się to okazało. A to bardzo boli.

            > to po prostu
            > nie potrafie myslec o niej jak o osobie, ktora kiedys byla mi bliska i z ktora
            > sie rozumialam i przyjaznilam.
            Przyjaciele i osoby bliskie nie okłamują się.

            > nie potrafie sie przemoc, z
            > eby popracowac nad prawdziwa bliskoscia.
            A dlaczego Ty masz nad tym pracować?
    • blue_romka Re: Toksyczna rodzina 06.09.11, 22:18
      Nie nazwałabym Waszej rodziny toksyczną. Ot po prostu, małżeństwo scalało rodzinę męża i rodzinę żony, a jak się rozpadło to te więzi się rozluźniły. Teraz była żona ma nowego partnera, którego trudno, żeby były mąż i jego matka akceptowali. Nigdy już nie będzie tak jak było, trzeba to zaakceptować. Życie.
      • a.nancy Re: Toksyczna rodzina 07.09.11, 10:48
        blue_romka napisała:

        > Nie nazwałabym Waszej rodziny toksyczną.

        może "toksyczna rodzina" to za mocno powiedziane
        ale toksyczna jest obecna sytuacja i to, że wszyscy mają do siebie pretensje i usiłują na siłę naprawić relacje
    • joshima Re: Toksyczna rodzina 06.09.11, 23:30
      sellaronda napisała:

      > czy po prostu trzeba przyjac, ze tak juz bedzie, bo nie da sie zrobic tak, zeby
      > wszyscy byli zadowoleni?
      No widzisz jak zgrabnie na koniec tego rodzinnego mętliku sama doszłaś do właściwych wniosków. Żyj dziewczyno swoim życiem. I więcej asertywności. Jak odchorowujesz to tam nie chodź, tylko powiedz wprost, że nie chcesz i się nie wybierzesz. Z mamą zawsze się możesz spotkać na neutralnym gruncie. A może jak się zaczniesz bardziej zajmować swoim życiem i bieżącymi sprawami zamiast płakać nad tym co się stało i nie odstanie to i pretensje będą mniejsze i mniej będziesz odchorowywać?
      • sellaronda Re: Toksyczna rodzina 07.09.11, 11:34
        no tak - toksyczne są relacje pomiędzy członkami rodziny
        no i pewnie rzeczywiście jest tak, że to moja wizja rodziny była fajna, a nie rodzina sama w sobie, a przynajmniej nie w fazie schyłkowej
        być może jest tak, jak mówi verdana - moja mama tak twierdzi - tylko że ja nie wiem, czy tak twierdzi, bo tak jest, czy tak sobie wymyśliła na potrzeby sytuacji i żeby siebie usprawiedliwić
        ja się w gruncie rzeczy przez ostatni rok zajmowałam swoim życiem i swoimi sprawami, tylko w zeszłym tygodniu pojawił sie temat jakiegoś spotkania z daleką rodziną, z którego się wymigałam. moja mama zadzwoniła do mnie z pretensjami o cośtam no i tak od słowa do słowa wydarzyła się awantura na linii mama - ja - babcia (mama mamy), w trakcie której zostało powiedzianych wiele gorzkich słów, no i zdałam sobie sprawę, że od roku, mimo pozorów normalności i spokoju nic się nie zmieniło. każdy myśli co myślał, ma mnóstwo żali i pretensji, a do tego wyszły jakieś nowe wcześniej przemilczane. co więcej - emocje były nie mniejsze niż rok temu. więc to tak jakby nic się nie załagodziło, tylko zostało przysypane piaskiem do następnego razu.
        • joshima Re: Toksyczna rodzina 08.09.11, 16:14
          Bo niestety. Takie sprawy rzadko same się załatwiają.
    • garibaldia Re: Toksyczna rodzina 07.09.11, 11:44
      Pora odciąć pępowinę.
      Jesteś dorosła, masz swoje życie więc nim żyj.
      To normalne, że dzieci wychodzą z domu i że rodzice gdy odchowają potomstwo żyją bardziej dla siebie i nieraz inaczej niż by dzieci sobie życzyły.
      Mieliście toksyczny układ w rodzinie aż to pękło. Ty uważasz, że było super- ale tak nie było między rodzicami, bo było zakłamanie.
      Na razie zachowujesz się jak osoba współuzależniona, biegasz od jednych do drugich, mimo że masz do nich żale i pretensje i zabiegasz by na siłę złączyć znowu rodzinę.
      Tego już nie złączysz, daj rodzicom czas niech się oswoją z nową sytuacją
      A TY SAMA ODWIEDZAJ TYCH, KTORYCH CHCESZ!!!!!! A NIE TYCH KTÓRYCH WG SIEBIE "POWINNAŚ" a potem to odchorowujesz....

      > ja raz na trzy przyjade, zeby mamie bylo milo, a potem to odchorowuje przez dwa
      > dni

      co to w ogóle jest za podejście z twojej strony?? nie umiesz powiedzieć "źle się czuję z tą całą sytuacją, muszę mieć więcej czasu ułożyć swoje emocje"

      (może zachowujesz się tak jak rodzic długie lata? kto cię nauczył tej pozy poświęcania się by wszyscy byli zadowoleni? skąd ta presja że musisz jeździć tam gdzie ojciec lub matka sobie życzy, żeby udawać, że jest wszystko ok i ich zadawalać? a samej mieć torsje od tej sytuacji?)
      Skończ to współuzależnienie.
      możesz spokojnie oświadczyć "jestem na was wściekla jako na rodziców, może za rok/dwa mi przejdzie, na razie dajcie mi spokój i kłóccie się sami ze sobą aż się wyzabijacie a mnie do tych ukladów nie mieszajcie".


      Uważasz, że matka/babcia/ojciec/siostra coś zrobili lub robią źle to im powiedz "ja mam inne zdanie na ten temat jak ty, uważam że ... , ale szanuję twój wybór, to twoje życie i zrobisz jak sama uważasz. proszę tylko, żebyś nie wymuszała na mnie zachowań które są dla mnie nieprzyjemne bo ja mam prawo do swojego zdania. za jakiś czas sytuacja się uspokoi, nerwy opadną, to na spokojnie wszyscy się w nowej sytuacji określą".

      itd.

      Przypuszczam, że rodzina-jest jak wiele rodzin.
      Tylko ze TY miałaś zbudowany jej fałszywy wyidealizowany obraz i teraz TO BOLI bo musisz przewartościować swoje zdanie o członkach rodziny i zobaczyć w nich ludzi, którzy jak wszyscy, są z krwi i pości, z cech dobrych i gorszych poskładani.

      Dojrzewanie boli. Odzieranie życia z fikcji boli bardzo.

      Zajmij się bardziej swoim życiem i przestań bać się mówić rodzinie "nie" gdy kontakt lub ich postępowanie ci nie odpowiada.
      • sebalda Re: Toksyczna rodzina 07.09.11, 12:02
        Na tym i na innych forach często pojawia się temat: czy zrezygnować czasowo z rozwodu dla dobra dzieci? Znam też parę takich małżeństw w realu: nie kochają się, nawet się nie lubią, mają różne wzajemne żale, warczą na siebie o byle co, ale mają małe dzieci i twierdzą, że dla ich dobra muszą się jeszcze razem pomęczyć, żeby wychować dzieci w pełnej rodzinie. Myślę, że ten wątek jest przykładem tego, jak w dalszej perspektywie może wyglądać życie takiej rodziny. Tu i tak dobrze, że przez długi czas rodzicom udawało się odgrywać rolę dobrej, zżytej rodziny. Często jest gorzej, bo dzieci wychowują się w lodówce emocjonalnej, jaką sobie fundują rodzice niby dla ich dobra.
        Kobieta rzadko odchodzi pod wpływem impulsu (choć i tak się zdarza), najczęściej robi to, bo nie może już znieść wspólnego życia ze znienawidzonym mężem. Tutaj prawdopodobnie kobieta już dawno chciała odejść, to że odeszła w tym konkretnym momencie, gdy dzieci dorosły, jest właśnie tego dowodem. To historia stara jak świat.
        Tak jak dzieci domagają się samodzielności, tak rodzicom też trzeba ją dać, dać prawo do swoich wyborów. Tak myślę.
        • sellaronda Re: Toksyczna rodzina 07.09.11, 23:59
          dziękuję Wam
          dużo mądrych rzeczy napisaliście
    • rycerzowa Re: Toksyczna rodzina 10.09.11, 09:47
      Tyle się czyta, że rodzice, którzy nie są szczęśliwi w związku małżeńskim, powinni się rozwieść,
      właśnie przez wzgląd na dobro dzieci, bo dzieci "wszystko czują", bo "szczęśliwa matka znaczy szczęśliwe dziecko" itd.
      Jak widać, niekoniecznie.
      Obie dziewczyny miały dobry dom, mimo ew. kłopotów seksualnych rodzicielki.
      Teraz matka jest szczęśliwa. Dzieci - nie za bardzo. Chociaż dorosłe już.
      Może należało się rozwieść 20 lat wcześniej? Może wtedy dziewczyny przywiązałyby się do nowego pana?

      A co, jeśli małżeństwo przez lata było dobre, a po czterdziestce mama zakochała się na nowo?
      Gdyby to zrobił ojciec, posypałyby się gromy.
      Być może człowiek po odchowaniu dzieci ma prawo do szczęścia.
      Ale w życiu zawsze jest coś za coś.
      Dziewczyny będą żyć swoim życiem, zajmą się swoimi rodzinami, ale pozostanie ból, że
      nie będzie tak, jak mogło być - rodzice, dziadkowie, pradziadkowie, dzieci, więź, serdeczność, pomoc.
      Świadomość tego jest ceną, którą zapłaci mama za swoje szczęście.
      Ma prawo uważać, że warto. Ale powinna mieć świadomość tej ceny.


      • verdana Re: Toksyczna rodzina 10.09.11, 10:10
        Poświęcanie się dla dziecka - to sprawa dyskusyjna. Poswięcanie się dla doroslego, samodzielnego dziecka, zeby miało mile wspomnienia to już czysty absurd.
      • garibaldia Re: Toksyczna rodzina 10.09.11, 11:04
        Ale co najbardziej boli dzieci?? nie zauważyłaś??
        Boli to, że przy rozstaniu i po nim ojciec+jego rodzina oraz matka+jej rodzina ZROBILI Z SIEBIE walczących WROGÓW!
        TO JEST W ROZSTANIACH NAJGORSZE, że w małżeństwie rodzice wszystko zamiatają pod dywan a przy okazji rozwodu wylewają cały jad i nienawiść na współmałżonka i jego popleczników. I dzieci muszą wybierać kogo poprzeć. Nierzadko tak głupi rodzice wykorzystują kontakt z dziećmi po rozwodzie by udowadniać światu, że to ONI BYLI LEPSZĄ STRONĄ.
        To jest niedojrzałe.
        Ale czy tak wielu jest dojrzałych ludzi?
        Ci rodzice mogli się dawno rozstać i wychowywać wspólnie dzieci W ZGODZIE.
        Rozstali się dopiero, gdy zjawiła się OKAZJA zamienić sobie na lepsze przez jednego z nich.
        Budzi to niesmak.
        W rodzinie nie było wzajemnego szacunku i rozmowy, tylko ładna fasada, bo inaczej by nie doszło do TAKIEGO rozstania, z wywlekaniem brudów.

        Jedyne co może zrobić autorka to zajmować się swoim życiem, problem z rodziną przeanalizować sobie na spokojnie nie ulegając rodzinnej presji, za to zrobić sobie "studium emocji i rodzaju relacji międzyludzkich". Może dzięki temu rozwinie sobie osobowość i wzniesie się ponad obserwowaną obecnie małostkowość i niedojrzałość niektórych członków rodziny. Autorka jest młoda, ma szansę żyć lepiej i mądrzej niż jej rodzice.
        • rycerzowa Re: Toksyczna rodzina 10.09.11, 11:42
          Nie - autorkę najbardziej boli i dręczy to, że matka uważa, że nic się nie stało, że sprawy miedzy małżonkami są sprawami tylko między nimi i nie powinny wpływać na kontakty córek z matką.
          Autorka ma poczucie winy wobec matki (i babci ze strony matki), że tak "egoistycznie" cierpi i nie cierpi nowego człowieka w rodzinie. Autorka daje sobie wmówić, że wobec niej matka w niczym nie zawiniła, i boi się, że w przyszłości będzie żałować swego obecnego dystansu wobec matki.
          Być może autorka nie ma racji i reaguje niedojrzale.
          Ale moim zdaniem powinna dać sobie prawo do reagowania tak, jak jej serce dyktuje, bo nie jest odpowiedzialna za obecną sytuację i nic nie musi.

          Najprawdopodobniej w przyszłości sprawy się unormują, ale na to potrzebny jest czas.
          Na razie trzeba zapłacić cenę za szczęście matki, tzn. i one i matka muszą zapłacić tę cenę.
          W życiu nie ma nic za darmo.
          • garibaldia Re: Toksyczna rodzina 10.09.11, 13:27
            Cytaty z autorki:

            „babcia mamy utrzymuje kontakt z mama i nowym facetem mamy (zaprasza na obiady itd), utrzymuje kontakt ze mna i siostra, nie utrzymuje kontaktu z tata, z ktorym kiedys sie lubila
            - ja i siostra odwiedzamy babcie, ale mamy pretensje o to, ze zerwala kontakt z ojcem
            - ja i siostra mamy do mamy pretensje o sposob, w jaki sie rozstala z ojcem

            Ale jak sobie przypomne ta historie sprzed roku, to jak matka oklamywala ojca i nas, jak ojciec cierpiał”


            wyobrażasz sobie jak by było inaczej, gdyby rodzice i babcia umieli zachować się dojrzale i odpowiedzialnie? bez kłamstw, z rozmową szczerą, z zachowaniem kontaktów które przez ponad 20 lat małżeństwa były ponoć dobre? Jest sporo małżeństw rozwiedzionych gdzie mimo rozwodu stosunki między dawnymi rodzinami są utrzymywane poprawne, moja znajoma po rozwodzie miała aż do jej śmierci serdeczne kontakty ze swoją "starą" teściową,
            a tu się dowiadujemy m,in. , że babcia lubiła zięcia przez kilkadziesiąt lat a nagle przestała lubić z powodu rozwodu córki... to są chore układy. ale modne w naszym kraju, gdzie rozwód=okazja do wylania nagromadzonych pomyj i obowiązkowa wojna z "przeciwnikiem" i ostracyzm dla wszystkich znajomych "tamtej" strony..
            Można było to zrobić inaczej i po ponad 20 latach podać sobie ręce na do widzenia, a babci nagadać do słuchu, żeby nie dokładała animozjom do pieca . To, jak autorka reaguje -to też jest bezpośredni skutek wychowania wąskotorowego wg ściśle określonych norm, od których odstępstwo jest zbrodnią niewybaczalną. Mam znajomą która wychowana była w reżimie że nie wolno się rozwodzić nawet jak jest źle bo to jest niemoralne, co skutkowało tym że później uciekała przed każdym mężczyzną który jej proponował ślub, ma teraz z 50lat jest samotna i ma wspomnienie nieudanego życia bo wtłoczone przez rodziców ramki były dla niej za ciasne, ale też nie umiała ich złamać bez wyrzutu sumienia.
            Zdrady są popularne jak papier toaletowy, tylko niewiele z nich wychodzi na światło dzienne...a w dzisiejszych latach coraz więcej jest rozwodów w różnym wieku delikwentów.
            Autorka nie może narzucać rodzicom jak mają żyć oraz nie powinna pozwalać by oni dyrygowali jej życiem. Za to może mówić szczerze co o tym myśli , nie udając że jest dobrze jeśli czuje się ohydnie, nie robiąc na siłę dobrej miny do złej gry. Szczerość wyzwala. Jeśli komunikacja w rodzinie od lat jest do d... , to trzeba zająć się swoim życiem i swoimi priorytetami, stworzyć swój dom z dobrą komunikacją, nie oglądać się na dom rodzinny jako jedyną ostoję którą zła matka zbrukała swoim złym postępkiem...odciąć pępowinę, przestać reagować jak osoba uzależniona. Bo co to da, oprócz straty swojej energii na rzecz na którą ma się marny wpływ?
          • ani_chybi Re: Toksyczna rodzina 10.09.11, 14:00
            Matka autorki postu nie zachowala sie uczciwie i sądzę ze tu jest pies pogrzebany.
            Byc moze bylo tak jak kilka z was zaklada, ze cierpiala w malzenstwie gehennę i czekala az dzieci dorosna by odejsc, udając latami dla ich dobra ,ze wszystko jest w porządku.. Nie wiem jednak czy tak latwo oszukać nastolatki-obie corki są juz dorosle,a sprawa z rozwodem swieza. Tymczasem Sellaronda ma poczucie straty bo wspomina rodzinę jako szczęsliwą,ojciec tez ciezko przezyl rozstanie,wiec moze jednak nie bylo tak źle? Moze mama w kryzysie wieku sredniego poczula motyle w brzuchu i uznala ze ma prawo do szczescia. I zgodnie z tym prawem zaczęła meża zdradzac ,a corki okłamywać.
            Gdyby byla uczciwa powiedzialaby do doroslych juz dzieci:" nie byłam z waszym ojcem szczesliwa ,ale nie chcialam rujnować wam dziecinstwa.Teraz odchodzę.
            Zamieszkam sama i będę szukac swojej polowki pomarańczy bo uwazam ze mam prawo do szczęscia."
            Nie uwazacie ze po takim rozstaniu relacje między czlonkami tej rodziny bylyby calkiem inne?
            Sellaronda jak mi sie wydaje nie moze pogodzic sie z nowym obrazem matki,wczesniej bez skazy,teraz tej ktora zdradzila,klamala,oszukiwala nim jej romans wyszedl na jaw.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Toksyczna rodzina 11.09.11, 09:03
      W istocie z opisu i szczegółów rodzina ta nie jest toksyczna ani nie jest toksyczny nowy układ rodzinny, który powstał.
      Jest to rodzina po kryzysie, a to nie jest to samo.
      W istocie to, z czym Pani najtrudniej sobie poradzić to ze stratą. Stratą dawnej rodziny, rodzinnych relacji, w końcu dla Pani najważniejszych. Oraz pewnie z tym, że to jest strata nie do odrobienia,trwała.
      Poprzez to co się stało straciła Pani swobodę w relacjach z rodzicami, to jest kolejna strata.
      No i, bez względu na to ile Pani ma lat, w pewien sposób zakończyło się Pani dzieciństwo. Zetknęła się Pani z dorosłymi problemami i wobec nich musi Pani podejmować swoje własne decyzje i odczuwać ich konsekwencje na własnej skórze, ma Pani emocje, z którymi pozostaje Pani sama.
      Wcześniej wszystko było jasne, proste, działo się samo. Układ rodzinny był czytelny. Teraz powstała rodzina nazywana " patchworkową". Więc zwiększyło się spektrum problematycznych relacji.
      Z jednej strony czas pomoże, ale też pewnie i Pani dojrzewanie i zmienianie się, Pewnie też i innych dorosłych.
      Tak więc to co Pani przeżywa jest naturalne, nic w tym toksycznego nie ma. Każdy z Was, wymienionych w Pani opisie, ma swoje uczucia w tej sprawie i musi je pokonać. Ma Pani prawo samej decydować jakie zachowania przyjmie Pani w związku z przeżywanymi uczuciami. Warto tylko pamiętać, że zawsze to budzi reakcje innych. Również uprawnioną, choć nie zawsze przyjemną czy słuszną .
      To dlaczego mama rozstała się z ojcem jest poza tą sprawą, ale na pewno wpływa na układ sił i na uczucia poszczególnych osób w tym systemie rodzinnym. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • sellaronda Re: Toksyczna rodzina 11.09.11, 13:36
        Dziękuję Wam za wszystkie wpisy
        Interpretacja Rycerzowej w pełni oddaje moje emocje w tej sprawie
        Pozostałe wypowiedzi też są dla mnie pomocne
        Ja właśnie trochę nie wierzę w to nieszczęście i całe lata poświęcania się
        Bo chyba bym to widziała na co dzień
        Mama przez lata siedziała w domu zajmując się dziećmi, tata pracował, dobrze zarabiał, więc mama nie miała imperatywu, żeby pójść do pracy, żyła sobie wygodnie
        Potem tacie zaczęło się źle powodzić w życiu zawodowym, więc były różne zawirowania na tym polu
        Mama poszła do pracy, dzieci dorosły, ja wyprowadziłam się z domu, siostra zajmowała się swoimi sprawami
        Tata rozwijał nową działalność pracową, ale wciąż nie zarabiał kokosów, więc raz czy drugi powiedział mamie, żeby pojechała na wakacje z koleżanką, bo wtedy ona sobie wypocznie, a wydadzą o połowę mniej pieniędzy, jeżeli on nie pojedzie
        Od wakacji z koleżanką po spotkania po pracy czy teatr z koleżankami
        Własna praca, własne pieniądze
        I nagle okazało się, że mama ma romans pełną gębą i odchodzi
        A w zasadzie nie odchodzi, tylko kazała się tacie wyprowadzić z sypialni na kanapę
        A finalnie tata i siostra się w ogóle wyprowadzili, a ona została w naszym domu i sprowadziła sobie nowego faceta z dziećmi
        Po czym obwieściła, że to w zasadzie wina ojca, bo ona była nieszczęśliwa i może miała wygodne życie, ale ogólnie bez uniesień
        I ma prawo do szczęścia i to jest jej sprawa, a my musimy to zaakceptować, bo jest naszą matką
        No i że - oczywiście - pomiędzy nią a nami relacje nie powinny się zmienić, bo ona odeszła od ojca a nie od nas
        • sellaronda Re: Toksyczna rodzina 17.06.14, 23:14
          Hmm
          • po-trafie Re: Toksyczna rodzina 20.06.14, 10:59
            Problem po 3 latach nadal aktualny?
            Mam nadzieje, ze sie wam ulozylo. Jestem w podobnej sytuacji rodzinnej, ale chyba jakos gladziej to wszystko poszlo...
            • molly_wither Re: Toksyczna rodzina 20.06.14, 16:14
              No wlasnie, co oznacza to hmm? Jesli sie wraca do wlasnego watku sprzed kilku lat to wypadaloby cos wiec napisac oprocz chrząknięcia.

              po-trafie napisała:

              > Problem po 3 latach nadal aktualny?
              > Mam nadzieje, ze sie wam ulozylo. Jestem w podobnej sytuacji rodzinnej, ale chy
              > ba jakos gladziej to wszystko poszlo...
    • hugu Re: Toksyczna rodzina 20.06.14, 16:28
      A ja się zastanawiam, czego Autorka by właściwie chciała. Rozumiem, że najbardziej tego, żeby nic się nie zmieniało. Czyli:
      Matka powinna wyrzec się prawa do satysfakcji z życia, przekreślić siebie i złożyć się na ołtarzu "obrazka szczęśliwej rodziny". Powinna trwać w poczuciu bycia nieszczęśliwą, tkwienia w życiu, jakiego nie chce, powinna chodzić do łózka z mężczyzną, ktorego nie kocha, prasować mu koszule i calować na pożegnanie, gdy wychodzi z domu. Przedkładać dobro babci, meża, i dorosłych dzieci nad swoje życie, pragnienia, marzenia i potrzeby. Poświęcić się. Stać się żywym trupem z pięknym, łagodnym uśmiechem, który serwuje 12 dań na rodzinnej Wigilii.
      Dziewczyny, córki matki.
      Bądźcie wdzięczne tej kobiecie, że pokazała wam, ze kobieta nie jest maszyną domową ze ściśle przypisanymi rolami. Jest czującym człowiekiem pełnym własnych marzeń i pragnień. Ma prawo po nie iść. Nawet, jeśli się pomyli i wróci upokorzona. Ta kobieta dała wam siłę do powiedzenia "Nie", gdy od Was będą żądać "uśmiechniętego serwisowania", mimo, ze wasze dusze będą płakać z rozpaczy i samotności.
      Nie wiem, jak kochające córki mogą wymagać od matki takiego poświęcenia. Oby od was nikt nigdy nie wymagał czegos podobnie trudnego.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja