sellaronda
06.09.11, 21:49
Moja rodzina składała się z:
mamy
taty
babci - mamy mamy
babci - mamy taty
siostry lat 20
Kiedyś rodzina była w komplecie i było fajnie
Rok temu rodzice wzieli rozwód
I teraz jest tak:
mama mieszka z nowym facetem i jego dziećmi
siostra z tatą wyprowadzili się i mieszkają razem w innym mieszkaniu
ja mam męża i mieszkam jeszcze gdzie indziej
ja jestem zaprzyjazniona z tata i siostra
z mama mam poprawne kontakty, z jej nowym facetem wymieniam kilka zdan jak musze (czyli jak sie przypadkiem napatoczy)
siostra z mama ma poprawne kontakty, jej nowego faceta w zyciu nie widziala i nie chce znac
tata z mama nie ma kontaktu, oprocz sytuacji, kiedy musza cos ustalic (formalne tematy z dawnego zycia)
babcia mamy utrzymuje kontakt z mama i nowym facetem mamy (zaprasza na obiady itd), utrzymuje kontakt ze mna i siostra, nie utrzymuje kontaktu z tata, z ktorym kiedys sie lubila
klopotem sa nierozstrzygniete spory i wzajemne pretensje pomiedzy poszczegolnymi osobami
- ja i siostra odwiedzamy babcie, ale mamy pretensje o to, ze zerwala kontakt z ojcem, mimo ze to matka porzucila ojca, a on w niczym nie zawinil
- babcia ma do mnie i do siostry pretensje o to, ze bierzemy strone ojca i nie chcemy utrzymywac serdecznych (a nie tylko poprawnych) relacji z mama, a z jej nowym facetem w ogole zadnych
- mama ma do nas pretensje o to, ze nie utrzymujemy serdecznych (a jedynie poprawne) relacji z nia oraz nie chcemy sie zaprzyjazniac z jej nowym facetem
- ja i siostra mamy do mamy pretensje o sposob, w jaki sie rozstala z ojcem + o to, ze ojciec z siostra musieli sie wyprowadzic z domu i teraz mieszka w nim jakis obcy czlowiek ze swoimi dziecmi + nie mamy w ogole potrzeby rozmawiania z nia na temat tego, jaka ona jest teraz szczesliwa, poznawania jej nowych znajomych oraz spotykania sie z nia w duecie z jej nowym facetem, przy czym chetnie spotykamy sie z nia sama
wszyscy wiedza o wzajemych pretensjach, natomiast na co dzien nie rozmawiamy na ten temat, bo juz iles razy rozmawialismy i kazdy ma swoje racje, ktorych sie trzyma + po calej nerwowce zwiazanej z rozwodem, wyprowadzkami itd nikt juz nie ma ochoty sie denerwowac, klocic itd
final tego jest taki, ze relacje pomiedzy czlonkami rodziny sa sztuczne i powierzchowne, bo kazdy pamieta, jak bylo kiedys i wie, ze teraz jest zupelnie inaczej
mama zaprasza mnie z siostra do domu, siostra nie chcac powtarzac co chwile, ze tam nie pojedzie, bo nie chce poznawac tych ludzi mowi, ze jest zajeta, bo ma costam
ja raz na trzy przyjade, zeby mamie bylo milo, a potem to odchorowuje przez dwa dni
no a pytanie jest takie - czy ktos tak mial i jakie jest rozwiazanie tej sytuacji?
czy w ogole jest rozwiazanie?
czy musza sie urodzic nowe dzieci, ktos zachorowac, a ktos inny zrobic cos innego spektakularnego, zeby nastapila gwaltowna reorganizacja?
czy po prostu trzeba przyjac, ze tak juz bedzie, bo nie da sie zrobic tak, zeby wszyscy byli zadowoleni?
a moze nalezaloby tu postawic zupelnie inne pytanie, ktorego ja nie widze?