so-to
15.09.11, 16:16
Od razu przepraszam za chaos, ale jestem napraawde wzburzona. Licze na Wasza i ekspercka pomoc.
Moze niektorzy kojarza mj poprzedni post. Wklejam link:
forum.gazeta.pl/forum/w,898,128057329,128057329,Blagam_pomocy_obsesyjnosc_i_natarczywe_mysli.html
Dzis wrocilam z wizyty u psychiatry I jestem rozczarowana. W miedzyczasie po Waszych uspokajajacych postach mialam ok. 2 atakow paniki I ‘kryzysu tozsamosci’. Np. Caly dzien spedzilam w lozku, mialam sile wstac tylko do toalety.
Zle sie czulam we wlasnym mieszkaniu, w zwiazku. w ogole sie nie utozsamialam z moim zyciem, mieszkaniem, praca.
Osiagnelam wszystko I zabraklo mi celow.
Pomyslalam niedawno, ze moze to jest problem “emigranta”? W koncu nigdy wczesniej nie myslalam, ze bede mieszkac w innym kraju. Nie musialam wyjezdzac z powodow finansowych, wyjechalam po chcialam (Studia), zakkochalam sie I zostalam. Czasem myslalam, ze moj partner jest jedynym powodem, dla ktorego zyje w tym kraju 8moze to przez to teraz on jest na moim ´celowniku´?). Czesto tez (to juz 4 lata) cierpialam I tesknilam za Polska (chociaz na te chwile tez nie wyobrazam sobie codziennosci w Polsce).
Teraz, dzieki dobrej pracy mam szanse czestych przyajzdow (jestem w Polsce co 2 miesiace na tydzien-dwa). Wiec teoretycznie wszystko powinno byc w porzadku, ale nie jest.
A psychiatra (nowy, to moja pierwsza wizyta u niego) w ogole wydawal się nie być przygotowany na moja wizyte. Moja psycholog mnie do niego wyslala, zapewniala, ze zapoznal się już z moja historia. Okazalo się to nieprawda, psychiatra wlasciwei czytal przy mnie historie choroby (na głos!!), mieszaly mu się fakty i mowil:” nie wierze ci, ze jest tak fajnie, jak mowisz” (odnosnie pracy, mieszkania I zwiazku). Kiedy mowie, ze to SA odczucia obiektywne, bo wiadomo, ze nic nie ma 100% fajnego, zawsze sa jakies zgrzyty. w sensie, udalo mi się dokladnie wszystko to, co chciałam; mieszkanie jest naprawde fajne, tyle tylko ze przeraza mnie np dekorowanie mieszkania (nie tylko dlatego, ze w ogole nie obchodzi mnie dekorowanie wnetrz, nigdy nie mialalam do tego drygu, ale tez pewnie przez jakis tam starch przed zobowiazaniem. W koncu jesli kupie np. Kanape za duze pieniadze, to bedzie to oznaczalo, ze zostane tutaj jeszcze przez jakis czas), to potakiwal z satysfakcja.
Tez mi mowil:”nie wierze, ze kochasz swojego partnera, skoro mowisz o nim takie rzeczy” (bo mu powiedzialam, ze kilka razy, w chwili atakow paniki np, patrzylam na mojego partnera jak na obca mi osobe, to samo mialam zreszta w stosunku do mnie), itp. Rozmawial ze mna w sposob sztampowy, ze mam szuakac swoich marzen (przeciez mu mowilam, ze”mi sie skonczyly”), ze moja reakcja oznacza ,ze najwyrazniej te sukcesy o ktorych opowiadam (powtarzam: wymarzone mieszkanie, wymarzona praca, facet: nic tylko sie cieszyc I rozkoszowac) wcale nie istnieja I nie sa takie idealne (oczywiscie ze nie, ale to chyba kazdy wie! Mieszkanie wiazalo sie z miesiacami biurokracyjnej walki, praca jest bardzo ok: moge podrozowac i mam nienormowany czas pracy, ale jest nudna, a zwiazek, wiadomo ze nie jest jak kiedys, poniewaz jestesmy razem juz 4 lata a poza tym moj partner jest niezwykle sfrustrowany swoja sytuacja profesjonalna, jest zgaszony, na nic nie ma ochoty, co w polaczeniu ze mna nie daje w super entuzjastycznych efektow) I ze najprawdopodobniej nie jest to cos, o czym naprawde marzylam (?).
Sugerowal mi, ze powinnam zastanowic się nad wlasnymi marzeniami i o nie walczyc np. jechac na misje do Afryki (?). Jakby w oogle nie mogl zrozumiec, ze to co osiągnęłam, jest czym co chciałam JA. Potem mi jeszcze powiedzial, ze zachowywalam sie w sposob przekorny (bo na przekor rodzicow wyjechalam do innego kraju I tam sobie zorganizowalam zycie bez ich pomocy I na przekor polskiej kulturze: zyje bez slubu, nie mam ochoty miec dzieci ,etc: )…
Jedyne co mi powiedział rozsadnego, to ze mam się nie bac bledu (bo fakt, czasem się zastanawiam, czy moje Zycie jest tym, czego naprawde chce, ale skad mam to wiedziec? Do tej pory bylam przekonana, ze to pelnia szczescia, osiągnęłam wyznaczone przeze mnie cele i okazalo się, ze to DAZENIE do celu było wartością sama w sobie i ze teraz nie wiem co mam ze soba zrobic (nudze się?).
Wlasciwie to po tej wizycie jest mi jeszcze gorzej. Nie dostalam tabletek, tylko umowil mnie na przyszly miesiac (!). Jak ja mam wytrzymac miesiąc w tym stanie? Zadawal standardowe pytania: czy chodze do pracy (jakby olal, ze chodze, ale efektywność mi spadla znacząco), czy jem (cos tam jem, dzisiaj tylko jogurt) i czy dobrze Spie (5 godzin dziennie i nie mogę zasnąć). Lekarz uznal, ze skoro jem i chodze to pracy, to mogę spokojnie zyc bez tabletek, zwłaszcza ze mam do nich awersje (to akurat doczytal w mojej historii, zapomnial tylko, ze wyrazam już gotowość na powrot do antydepresantow).
wczoraj czulam sie nawet dobrze ,spokojnie. Wreszcie udalo mi sie wyjsc z domu pocwiczyc (sport, ktory uprawialam kiedy dobrze sie czulam), potem zrobilam dobra kolacje I nawet przeczytalam kilkanaście stron książki. Pierwszy raz od tygodni czulam się spokojna, leżałam sobie w lozku, zmeczona po sporcie, fajnie mi było ze świadomością, ze mój facet gdzies tam się krzata w mieszkaniu, czulam się stabilna i ¨pelna¨. Po tej dzisiejszej wizycie jestem przekonana, ze moje dotychczasowe Zycie nie ma sensu, ze jestem zlosliwa kobieta, która podejmowala decyzje tylko, żeby wkurzyc rodzicow(?) i ze nic z tego co czulam nie istnieje. Nie wiem czego chce (być spokojna) i mam do siebie wstręt. I jestem wsciekla na lekarza.
Przepraszam z gory za chaos. Chcialabym poznac Wasza i Pani Ekspert opinie. Czy warto zmieniac psychiatre? Nie chce rzucac wszystkiego, tylko dlatego ze się zle czuje. Po tej wizycie mam wrazenie, ze wg lekarza powinnam rzucic prace i jechac na te misje do Afryki (tutaj na szczescie ,sam przyznal, ze to głupi przykład), wrócić do Polski i wyjsc za maz. Przeciez nie ma rzeczy idealnych. Nie ma idealnych mieszkan, idealnej pracy, idealnego związku. Ja chce po prostu być SPOKOJNA, nie mieć tego chaosu mysli, nie zastanawac się ani nie analizowac tego co czuje ani co mysle, po prostu Cieszyc się zyciem…